Numer 190 - Mamo...

1 stycznia wstałam z bólem głowy.  Musiałam jednak posprzątać po Sylwestrze. Wsadziłam wszystkie naczynia do zmywarki.
Następnie przygotowałam śniadanie dla naszej czwórki.
- Pojedziemy do dziadka? - spytał mnie podczas śniadania Piotruś
- Nie wiem - odpowiedziałam - A czemu pytasz?
- Bo jest smutny i muszę go odwiedzić
- A dlaczego jest smutny?
- Bo babcia jest chora
Zamurowało mnie. Nie wiedziałam, skąd Piotruś o tym wie.
- A skąd to wiesz? - spytał go Kamil
- Dziadek mi powiedział
- A więc wszystko się wydało  - powiedziałam szeptem

Po zjedzonym śniadaniu poszłam na górę , aby przebrać się z piżamy..




Postanowiliśmy pojechać do szpitala, gdzie Krystyna miała mieć swoją pierwszą chemioterapię. Kamil prowadził samochód, będąc strasznie przygaszony. Chciałam go jakoś rozchmurzyć, ale żadne ze sposób nie były odpowiednie. Zostawiłam więc go w spokoju. Jednak patrząc co chwilę na niego, widziałam, że z sekundy na sekundę stawał się coraz bardziej niecierpliwy.

- Kamil.. spokojnie - powiedziałam, po czym dotknęłam jego ręki, którą agresywnie trzymał na gałce od biegów samochodu  - Wszystko będzie dobrze. Zobaczysz. Przejdzie tę chemioterapię i twoja mama poczuje się lepiej. Wszystko będzie dobrze. Musisz tylko uwierzyć, a także zaufać lekarzom i uwierzyć, że twoja mama się nie podda. Ma dla kogo walczyć. Nie jest sama. Ma twojego tatę, ma ciebie, ma Natalię, ma Annę, ma czwórkę wspaniałych wnucząt. Ma dla kogo walczyć
- Gdyby to wszystko było takie proste - powiedział Kamil
- Nie możesz się załamywać. 
Kamil nagle zatrzymał samochód
- Ja nie dam rady... Nie pojadę tam.
Spojrzałam mu prosto w oczy.
- Pamiętasz jak mój ojciec był chory? Jak wykryto u niego raka? Zostawiłam Piotrusia pod opieką twojego ojca, a sama rzuciłam wszystko i pojechałam do szpitala, chociaż... sam wiesz jak mnie i ciebie traktował, ale był moim ojcem i w takich chwilach nie rozgranicza się, co zrobił dla mnie dobrego, a co złego... Nie zadzwoniłam nawet do ciebie, bo byłeś na zgrupowaniu, ale potem sam do mnie zadzwoniłeś. Pamiętasz, co mi powiedziałeś?
- Nie..
- Powiedziałeś, że jeśli to by chodziło o jednego z twoich rodziców, to też byś rzucił wszystko i pojechałbyś do każdego szpitala, nawet na końcu świata. Powiedziałeś mi, abym się nie martwiła, że wszystko będzie dobrze, bo jesteś przy mnie.
Kamil spojrzał się na mnie. Nie odpowiedział nic, tylko mocno mnie przytulił.
- Wiesz, co jest najgorsze? - spytał po chwili milczenia
- Co? - spytałam
- To, że nikt nie jestem w stanie mi powiedzieć, jakie moja mama ma szanse. Nikt nie chce mi powiedzieć. Może jest aż tak źle?
- Sami nie wiedzą, czy to jest 100% czy 60%. Jednak szanse są duże.
- Tak sądzisz?
- Ja to wiem

Ruszyliśmy w dalszą drogę.
W szpitalu pod salą, gdzie miała mieć miejsce chemioterapia, czekał już Bronisław. Przywitał się z nami.
- A gdzie Ania? - spytał Kamil
- Powiedziała, że nie przyjedzie.
Te słowa zdołowały Kamila jeszcze bardziej. Ania to jego najukochańsza siostra. Zawsze miał z nią lepszy kontakt. Po moich słowach myślał, że rodzicom zawsze się wybacza nie patrząc na to, co złego nam zrobili. Anna jednak nadal miała za złe matce, że nie polubiła jej pierwszego ukochanego rodem z Afryki. 

Usiedliśmy zatem pod salą i czekaliśmy.
- Kiedy ją tutaj zawieźli? - spytał Kamil 
- Jakieś pół godziny temu - odpowiedział Bronisław
- Jak się czuła? - zapytałam
- Dobrze - odpowiedział mi teściu

Czekaliśmy pod salą. Nie wiedziałam, czemu tak długo tam jest Krystyna. Przecież to tylko zwykłe podanie leku, a nie było jej już ponad pół godziny.
Po kilku minutach Krystyna wyszła z sali z obstawą 3 lekarzy.
-  Mamo... - podszedł do niej Kamil i przytulił ją.
To był taki piękny obrazek. Chyba nigdy go nie zapomnę. 
- Jak się czujesz? - spytał
- Dobrze, synu - odpowiedziała
Następnie przytuliła Bronisława
- Jestem wykończona
- Czemu tak długo tam byłaś?
- Nie wiem sama.
- Idziemy do domu? - spytał Bronisław
- Tak...
Po chwili jednak dodała, patrząc się na nas
- Może wpadniecie do nas na obiad?
- Z chęcią - odparł Kamil
Pożegnaliśmy się z nimi  i wróciliśmy do domu
- Mówiłam, że będzie dobrze - powiedziałam
- Jakaś taka... szczęśliwa wyszła
- Bo ciebie zobaczyła - powiedziałam - Widziała, że jako jej syn, odwiedziłeś ją. To jest coś najpiękniejszego dla każdej matki

Po chwili dodałam
- Zapomniałam zadzwonić do babci z życzeniami
Wyciągnęłam zatem telefon i zadzwoniłam do babci z życzeniami urodzinowymi. Była bardzo ucieszona
Następnie poszłam na górę się przebrać.
Zdjęłam spódnicę i sweter, a założyłam białe jeansy i  bluzkę
Pojechaliśmy do Zębu na obiad.

Weszliśmy do środka. Na stole wszystko było już przygotowane.
Przywitaliśmy się jeszcze raz z Bronisławem i Krystyną
-A gdzie Ania? - spytał Kamil 
- Pracuje.
- Mówiłem jej, że mogę dać jej wolne - powiedział Kamil - Nie chciała
- Sam wiesz, jaka Ania jest uparta

Zasiedliśmy do stołu. Widać było, że Krystyna słabnie w oczach, ale... no cóż. Zjedliśmy wspólny obiad.
- Wy jedziecie szóstego stycznia do Warszawy? - spytała Krystyna
- Tak - odparłam
- Na 20:00 jest ta gala?
- Tak - powiedział Kamil - Chociaż nie jestem nominowany, to mam wręczyć statuetkę dla zwycięzcy
- Poważna rola, synu - powiedział Bronisław
- Chyba stres największy w moim życiu
- Kiedyś musiało to nastąpić

W Zębie u rodziców Kamila byliśmy ponad 3 godziny. Następnie wróciliśmy do domu.. 
Kamil poszedł na chwilę na dwór, chciał coś sprawdzić przy samochodzie. Ja zaś oglądałam z dziećmi bajkę w telewizji. Nagle Kamil wbiegł do domu.
- Tata dzwonił... Mama jest w szpitalu.

Pojechaliśmy zatem do szpitala. Przejechaliśmy dwukrotnie na czerwonym świetle.
Biegiem weszliśmy do szpitala i skierowaliśmy się pod odpowiednią salę.
Bronisław siedział pod salą i płakał. 
- Co z nią? - spytał Kamil łamiącym głosem
- Zemdlała. Zadzwoniłem po karetkę. Ne wiem co z nią jest, ale... jest źle - powiedział Bronisław
Wszyscy zdenerwowani czekaliśmy, aż w końcu ktoś nas poinformuje o stanie zdrowia Krystyny
Po prawie 2 godzinach z sali wyszedł jeden z lekarzy
- Pani Krystyna jest bardzo słaba. Wykryliśmy u niej guza mózgu. Niestety, ale to jest jego ostatnie, najcięższe stadium i ... muszą być państwo przygotowani na najgorsze...
Kamil uronił pierwszą łzę, a za nią kolejne.
- Guz jest nieprzewidywalny. Śmierć może nastąpić jutro, albo nawet i za miesiąc. Nikt niczego nie wie.
- Czy mama wie o guzie? - spytał Kamil
- Tak, wie
- Mogę ją zobaczyć?
- Tak
Kamil wszedł do sali, a ja razem z nim. Dzieci zostały na korytarzu pod opieką Bronisława, który załamany nie chciał wejść do sali, na której leżała jego żona.
- Mamo.. - powiedział Kamil
- Synku... - dotknęła jego policzka
- Już nigdy cię nie zostawię. Nigdy
- Synku... Obiecaj mi jedno.
- Tak, mamo?
- Że cokolwiek się stanie... pojedziesz do tej Warszawy w sobotę.
- Ale... mamo..
- Pojedziesz.... - zagroziła mu
- Tak, pojadę
Po czym przytulili się.
Następnie spojrzała się na mnie i wyciągnęła w moją stronę swoją rękę.
- Dziecko moje, drogie... Chodź do mnie
Podeszłam do niej bliżej i również ją przytuliłam
- Chciałabym cię przeprosić - zaczęła - Za wszystko co ci zrobiłam, a wyrządziłam ci wiele krzywd. Za moje obelgi w twoją stronę, za to, że chciałam ci dać pieniądze, abyś stąd wyjechała, za to, że nie wierzyłam ci, że Piotruś będzie synkiem mojego Kamilka... Przepraszam... Wiem, że ciężko ci będzie wybaczyć, zdaję sobie z tego sprawę, ale... proszę Cię... Wybacz mi.
Po chwili odpowiedziałam je
- Wybaczam
Znów mnie przytuliła. To było coś magicznego. Coś, czego nie da się opisać zwykłymi słowami. Widziałam radość na twarzy Krystyny, że... że ja jej wybaczyłam. To było dla niej chyba najważniejsze. Dla niej nic się nie liczyło.  To tylko było dla niej najcenniejsze. Na tym jej najbardziej zależało...

Wyszliśmy z sali, a następnie wszedł do niej Kamil
- Przecież czuła się tak świetnie - powiedział Kamil - Uśmiechała się do nas jeszcze kilka godzin temu
- Kamil... To nie nasza, ani nie jej wina, że wykryto u niej guza mózgu.
- Ale można było temu zapobiec , robiąc jej badania
- Ale.. Kamil... twoja mama ma nowotwór innej części ciała, na której skupili się wyłącznie lekarze. Musisz to zrozumieć
- Wiem, ale.. - wtulił się we mnie

Po kilku minutach z sali wyszedł Bronisław
- Możecie jechać do domu. Ja z nią tutaj zostanę
Kamil nie chciał jechać, ale jak Bronisław się uparł, to nie był w stanie się mu sprzeciwić. No cóż. Wróciliśmy do domu. 

Wieczorem wykąpałam dzieci  i położyłam je spać, wcześniej czytając bajkę. Następnie sama wzięłam prysznic i wróciłam do sypialni. Kamil leżał na łóżku i patrzył w sufit.
- Wiesz, co jest najgorsze? - spytał
- Co?
- Że nie możemy nic z tym zrobić. Kompletnie nic. Jesteśmy bezradni w takiej sytuacji. 
Położyłam się obok Kamila i mocno go przytuliłam
- Ale wiesz, co możemy zrobić w takich sytuacjach?
- Co?
- Nie załamywać się - po czym pocałowałam go w policzek





---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


                                 kiki2000
 

Komentarze