Numer 209 - Piotruś i pasowanie na ucznia :)

Był październik. Nasz syn miał zostać pasowany na ucznia szkoły , do której uczęszcza. Był to dla niego wielki dzień pełen stresu. Od kilku tygodni uczyłam się wraz z nim piosenek i wierszyka, który miał powiedzieć.

Ślubowanie na ucznia szkoły miało odbyć się w środę. Akurat wtedy, kiedy mam wolne, więc mogłam mu swobodnie towarzyszyć w tym ważnym dla niego dniu. Kamil również miał być na ślubowaniu, po którym miał mieć trening.

Rankiem więc zeszliśmy wszyscy na śniadanie. Piotruś był trochę zestresowany. Kamil jednak miał swoje sposoby na stres, ciężko jest wytłumaczyć dziecku, aby o tym nie myślało, ale chyba zjedzenie pół czekolady dało temu radę.

Po zjedzonym śniadaniu zaczęliśmy się wszyscy szykować na ten wielki dzień dla naszego syna. Założyłam Piotrusiowi białą koszulę, do tego spodnie od garnituru i granatową muszkę. Kamil również założył białą koszulę.
Ja zaś postawiłam na biel i granat
Wiktorii zaś założyłam czarno-białą sukienkę
Postawiłam do mojej dzisiejszej stylizacji lekko kręcone włosy i delikatny makijaż.
Gdy byliśmy już gotowi, wsiedliśmy w samochód i pojechaliśmy prosto do szkoły. Kamil z Wiktorią zajęli jedno z miejsc przygotowanych dla rodziców. Ja zaś udałam się z Piotrusiem do jego sali, gdzie były już inne mamy wraz ze swoimi dziećmi, a także wychowawczyni - pani Hania.
Wszystkie mamy były ubrane a to w zwykłe jeansy, jakoś tak normalnie. Czułam się na początku trochę dziwnie, ponieważ ja postawiłam na spódnicę i koszulową bluzkę. Jeszcze szpilki, makijaż... Czułam się dziwnie.

Każde z dzieciaków dostało przepiękny biret na głowę.

- Mamo... - powiedział do mnie Piotruś.
- Co tam, kochanie? - spytałam, nakładając mu birecik na głowę.
- Bo ja chyba nie umiem wierszyka.
- Oj... - przytuliłam Piotrusia do siebie z całej siły - Nie bój się. Wszystko będzie dobrze. Pamiętaj, to, co mówił ci tata. Widzisz, że tata stresuje się przed każdym skokiem i co robi?
- Oddycha... głośno!
- Właśnie... Pooddychaj sobie spokojnie... Spokojnie, kochanie... Zobaczysz, wszystko będzie dobrze. Będzie pięknie.
- A tata, gdzie jest?
- Już czeka z Wiktorią na ciebie i na twój występ.
- Dobra....

W tym momencie pani wychowawczyni powiedziała:
- Drogie Panie, już niech pani opuszczą salę, wychodzimy z dzieciakami na hol.

Jedna z mam na koniec jeszcze rozłożyła talerzyki w sali, ponieważ po uroczystości na holu, miał odbyć się poczęstunek.
Wszystkie mamy wraz ze mną opuściły salę. Usiadłam sobie z Kamilem w drugim rzędzie krzeseł przygotowanych dla rodziców.


Rozpoczęła się uroczystość. Na samym początku pani dyrektor przywitała wszystkich na tej uroczystości. W tym momencie zauważyłam, że na uroczystości było kilku reporterów. Poznałam kilku. Jeden z nich jest z budynku Urzędu Miasta Zakopane, drugi to jeden z redaktorów Tygodnika Podhalańskiego, ale zauważyłam jeszcze coś  dziwnego. Gdy robili oni zdjęcia wszystkim dzieciom, skupili się tylko na Piotrusiu, denerwowało mnie to, ale nie chciałam już robić zamieszania.

Uroczystość zainaugurowana została ślubowaniem na sztandar szkoły. Zrobiłam Piotrusiowi kilka zdjęć. Następnie przyszedł czas na część artystyczną. Po występach kilku uczniów, przyszedł czas na wierszyk Piotrusia.
Wyszedł na środek, wziął mikrofon i zaczął mówić pięknie z pamięci, bez żadnego zacięcia:
- Jeden, dwa i trzy, i cztery,
i tak do dziesięciu,
dodajemy, rachujemy,
liczymy w pamięci.
Wszyscy razem:
Tak przez cały roczek szkolny
uczyć się będziemy,
chociaż trud to jest mozolny,
wiedzę zdobędziemy. 


Byłam taka dumna z mojego syna. Wypadł cudownie. Na koniec wszyscy zaśpiewali piosenkę.
Po części artystycznej rodzice wręczyli kwiaty dla dyrektora i pani wychowawczyni, a także dla dzieci upominki w postaci słownika ortograficznego.. Burmistrz Zakopanego również wręczył upominek w postaci kredek, przewodnicząca Rady Rodziców podarowała dzieciom małe pluszowe misie, samorząd uczniowski wręczył każdemu dziecku długopis z imieniem.

Uroczystość się skończyła. Pozostali uczniowie rozeszli się do klas, my zaś wszyscy zostaliśmy , aby zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie. Najpierw sami uczniowie, potem dołączyli do nich rodzice. Do tego zdjęcia dołączyła również Wiktoria. Następnie podeszła pani dyrektor, pan burmistrz, pani przewodniczą.

Po oficjalnych zdjęciach, każdy robił zdjęcia z własnymi dziećmi. Najpierw zrobiłam zdjęcie samemu Piotrusiowi, potem z Wiktorią, następnie z panią wychowawczynią. Piotrusiowi zrobiłam jeszcze zdjęcie z kolegami z klasy. Na sam koniec poprosiliśmy jedną z mam, aby zrobiła zdjęcie naszej wspaniałej  czwórki.
Po zdjęciach weszliśmy wszyscy do klasy na poczęstunek. Usiadłam sobie wraz z Kamilem tak bardziej z brzegu.
- Proszę sobie dalej usiąść, co tak państwo usiedli na brzegu? - spytała wychowawczyni
- Ja już zaraz muszę jechać na trening - powiedział Kamil - Za 40 minut mam trening w COS-ie.
- Oj, jaka szkoda... - powiedziała wychowawczyni
Piotruś siedział obok Kamila, a Wiktoria siedziała na kolanach Kamila. Chcieliśmy dać jej ciasto, albo jakieś ciasteczka, może owoce, ale jakoś nie była chętna.
- Coś się chyba źle czuje - powiedziałam do Kamila
- Właśnie widać. Nie chce się bawić, nie chce jeść
- Posiedzimy jeszcze przez chwilę. Zobaczymy, jak się będzie czuła.

Kamil po 20 minutach pożegnał się z nami. Najbardziej pożegnała się z nim Wiktoria, która przytuliła go z całej siły.
- O której będziesz?  - spytała
- Po południu - odpowiedział jej Kamil
- Dobrze

Piotruś również pożegnał się z Kamilem, na koniec Kamil podszedł do niej i pożegnaliśmy się pocałunkiem w policzek.
- Do widzenia wszystkim!- powiedział Kamil i wyszedł z sali.
Ja , Wiktoria i Piotruś wyszliśmy po 30 minutach. Wróciliśmy do domu.
- Mamo... a co to jest? - spytał, pokazując mi słownik
- Tutaj możesz sprawdzić, jak się pisze dany wyraz
- Aha... Dziwne - skomentował
Uśmiechnęłam się delikatnie




------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
                                                  kiki2000

Komentarze