Numer 211 - Kussamo to samo, badanie USG

Kamil w poniedziałek wrócił już do domu. Wyjechał rano z Wisły. Ja zaś pojechałam zawieźć Piotrusia do szkoły, Wiktorię do dziadka, a ja pojechałam do szkoły w Zębie.
Około godziny 10:00 Kamil napisał do mnie SMS-a z zapytaniem:
"W której szkole dzisiaj jesteś?"
Odpisałam mu:
"Dzisiaj Ząb"
"Będę za pół godziny, nie mam kluczy"
"Ok"

Była godzina 10:40. Akurat zaczęłam lekcję w klasie siódmej, gdy Kamil napisał do mnie ponownego SMS-a.
"W której masz sali?"
"W 8 na pierwszym piętrze"
"Ok"

Po chwili ktoś zapukał do drzwi.
- Proszę - powiedziałam
W tym  momencie Kamil otworzył drzwi i wszedł do klasy.
Dzieci jak otumanione wstały z miejsca i powiedziały:  "Dzi-eń do-bry"
- Dzień dobry - odpowiedział Kamil, po czym podszedł do mnie.
Nie chciałam witać się z Kamilem przy dzieciach. Podałam mu tylko klucze.
- Jakbyś mógł Wiktorię odebrać, jest z twoim tatą  - powiedziałam
- Ok... Do zobaczenia w domu - powiedział do mnie
- Do zobaczenia - odpowiedziałam mu
Kamil złapał za klamkę i powiedział do dzieci:
- Do widzenia
- Do wi-dze-nia - odpowiedziały mu
Uczniowie usiedli w ławkach i patrzyli się na mnie.
- Pan Kamil już wrócił z Wisły? - spytał jeden z uczniów
- Tak, przyjechał prosto z Wisły.
- Nie wziął kluczy? - spytał jeden z uszczypliwych uczniów
- Nawet mistrzom zdarza się nie wziąć kluczy - uśmiechnęłam się - Ale wracamy do lekcji. Mieliście krótki przerywnik od zajęć



Po skończonych zajęciach pojechałam odebrać Piotrusia ze szkoły i zawiozłam go prosto na trening.
- Tata już przyjechał - powiedziałam do Piotrusia
- Naprawdę?! - aż podskoczył z radości - Gdzie jest?
- Chyba w domu, nie wiem...
- Widziałaś go mamo?
- Tak, przyjechał do mnie do pracy, bo nie miał kluczy
- Ale ten nasz tata - machnął ręką Piotruś - Zawsze czegoś zapomni.
- Niedługo to głowy zapomni z domu - zaczęłam się śmiać wraz z Piotrusiem
Wysadziłam naszego synka pod klubem, pożegnałam się z nim i wróciłam do domu.
Gdy tylko weszłam, poczułam zapach.... pizzy.
W kuchni leżał ogromny karton, a w nim połowa pizzy.
- Ach... Kamil... Nigdy nie chce mu się gotować - uśmiechnęłam się
Weszłam do salonu. Kamil wraz z Wiktorią czesali lalki.
Był to taki słodki widok. Zaczęłam udawać kaszel
- Nie przeszkadzam? - spytałam, uśmiechając się w ich stronę
Wiktoria aż podskoczyła, po czym podbiegła  i przytuliła mnie z całej siły.
- Mama - powiedziała
- Jak tam , kochanie było u dziadka?
- Pojechałam z nim na ciasto.
- Gdzie?
- Do kawiarni
- Ale ten dziadek cię rozpieszcza ... A co teraz robicie?
- Tata mi mówi, że te lalki z brązowymi włosami są najładniejsze... Mamo... powiedz mu coś!
- Coś! - powiedziałam do Kamila
- Mamo...
W tym momencie Wiktoria usiadła przy lalkach, a Kamil wstał z podłogi, podszedł do mnie, po czym mocno mnie przytulił i zastygliśmy w romantycznym pocałunku.
- Brakowało mi ciebie - odpowiedziałam
- Mi ciebie też
- Nawet nie wiesz , kochanie, jak głośno krzyczałyśmy z Wiktorią, jak skakałeś
- A jak były kwalifikacje - odezwała się Wiktoria - To mama nie oglądała.
- Oj, nie ładnie - Kamil zaczął się śmiać
- Wzięła jakieś kartki, czytała je, śmiała i rysowała po nich czerwonym długopisem!
Kamil spojrzał się na mnie i uśmiechnął się
- Sprawdzałam kartkówki  - szepnęłam mu na ucho
- O nic więcej nie pytam - odpowiedział mi
- A wy co? Pizzę jecie?
- Mamo... jaka dobra - odezwała się Wiktoria
- Tata - zwróciłam się do Kamila - Wytłumacz naszej ukochanej córeczce, że wcześniej, robiłeś przepyszne kolacje, na które mnie zapraszałeś, a obecnie, twoim popisowym daniem, jest zadzwonienie po pizzę. Co się zmieniło przez te niespełna 8 lat?
Wiktoria wstała i podparła sobie ręce na bioderkach
- No właśnie tata! Dlaczego? Dlaczego mama musi nam ciągle gotować?! Ale pizza i tak jest dobra - po czym uśmiechnęła się  i dalej bawiła się lalkami
Ja zaś z Kamilem usiadłam sobie na kanapie. Dotknęłam swojego brzucha
- Jutro mam usg o 15:00. Pójdziesz ze mną?
- Ależ oczywiście, kochanie - odpowiedział mi Kamil
- A jak tam kolano? Nawet nie spytałam..
- Dobrze, nie boli, mogę skakać - odpowiedział mi z uśmiechem - A jak ci minął dzień w pracy
- Spokojnie, ale po tym jak wszedłeś, to... jakbym klasy nie miała. Takie spokojne dzieci. Doznały chyba szoku i nie wiedziały, co miały ze sobą zrobić. Takie były ciche i spokojne, że tak to mogę pracować - zaczęłam się śmiać
- Muszę częściej przychodzić
- I częściej zapominać kluczy
- No niech ci będzie
Zaczęliśmy się śmiać. Wiktoria spojrzała się na nas. Wzięła jedną ze swoich lalek i usiadła sobie pomiędzy mną a Kamilem
- Tato... A ty umiesz zrobić warkoczyka? - spytała Kamila
Ja zaś wybuchnęłam śmiechem
- Aż sama chcę to zobaczyć
Wyciągnęłam z kieszeni telefon  i zaczęłam nagrywać, jak Kamil próbował zrobić lalce warkocza.
- Tato! - odezwała się w końcu zdenerwowana Wiktoria - Bo jej zwiążesz supełka i ich nie odplączę -  powiedziała, po czym wyrwała mu lalkę i poszła z nią na dywan
- Uparta... Po tobie taka! Piotruś to samo - powiedział Kamil
W tej chwili dotknęłam swojego brzucha
- Obiecuję, że to.. - położyłam rękę na moim brzuchu - Będzie takie jak ty.



Następnego dnia rano Kamil pojechał na trening,  a ja pojechałam do szkoły w Zębie. Po skończonych zajęciach, zawiozłam Piotrusia do klubu, a następnie wróciłam z Wiktorią do domu. Kamil już na nas czekał.
 - O! Dzisiaj już masz klucze - powiedziałam do męża
- Dzisiaj tak.

Wzięłam szybki prysznic i przebrałam się w sukienkę.
Gdy byliśmy już gotowi, wsiedliśmy w samochód i pojechaliśmy do mojej pani ginekolog, która prowadziła moje dotychczasowe dwie ciąże i będzie prowadziła kolejne.

Czekałam wiec pod jej gabinetem wraz z Kamilem i Wiktorią. Mała nie mogła się doczekać, aż zobaczy swoje rodzeństwo.
Po chwili zostałam wyczytana do gabinetu.
Wiktoria z Kamilem weszła wraz ze mną.
- A to nasza słynna Wiktoria? - spytała mnie, wskazując na naszą przepiękną córeczkę
- Tak, to ona.
- Oj... ona to była aparatka, zawsze się chowała i nigdy nie mogliśmy sprawdzić, czy wszystko jest w porządku - uśmiechnęła się pani ginekolog. - Proszę się położyć - powiedziała
Położyłam się zatem na łóżku.
Pani doktor przygotowała aparaturę do badania USG
- Chcesz zobaczyć? - spytała Wiktorię
- Tak! - odpowiedziała radośnie
- To za chwilę - powiedziała
Pani ginekolog pokazała nam obraz naszego dziecka
- Rozwija się zdrowo. Muszą państwo uważać na siebie, ponieważ dziecko wyczuwa nasze emocje. Cieszy się i smuci razem z nami. O! Już nawet widać, jak ssie kciuk! Zobacz, malutka - wzięła Wiktorię za rękę i posadziła ją na swoich kolanach.
Spojrzała się na mnie i Kamila
- Chcą państwo poznać płeć? - spytała się nas
Kamil złapał mnie za rękę i zgodnie odpowiedzieliśmy:
- Chcemy
- A więc.... zostaną państwo rodzicami urocze.....go chłopczyka! - powiedziała
Kamil aż z radości podskoczył i przytulił mnie
- Czyli co, kolejny chłopak? - spytała Wiktoria -Znowu będę miała brata... No nie... - powiedziała, po czym zeszła z kolan pani ginekolog i usiadła na łóżku szpitalnym obok mnie
- Mamo.... czemu znowu będzie braciszek?
- Nie wiem... musisz spytać taty - powiedziałam
- Tato.... ale ja chcę siostrę!
- Zobaczysz, że to będzie twój ukochany braciszek. Jak będziesz go kochać, to na pewno będziesz miała siostrzyczkę - powiedział Kamil
- Niech ci będzie - powiedziała Wiktoria
Ja zaś wytarłam ręcznikiem swój brzuch  i opuściłam sukienkę na dół.
- Proszę zjawić się na kontrolę za dwa miesiące, ale jakby coś panią bolało, coś pani doskwierało proszę niezwłocznie się do mnie zgłosić. A teraz życzę wszystkiego dobrego  i zdrowia przede wszystkim.
- Dziękujemy - powiedziałam
Założyłam kurtkę i wyszliśmy z gabinetu
- Do widzenia - powiedziałam wraz z Kamilem
- Do widzenia! - wykrzyknęła Wiktoria
Wróciliśmy zatem do domu. Przygotowałam wraz z Kamilem lekko spóźniony obiad, a potem Kamil pozmywał naczynia. Gdy Wiktoria bawiła się swoimi lalkami, my postanowiliśmy pójść na górę. Znajdowały się tam jeszcze 4 wolne pokoje, w tym jedna nieskończona łazienka.
- Zastanawiałam się, dlaczego tyle tych pokoi było w twoim projekcie. - powiedziałam
- Teraz już wiesz.... Jeszcze potrzeba nam dwoje dzieci - powiedział , uśmiechając się, wskazując na pozostałe pokoje .
Weszliśmy zatem do pokoju obok pokoju Wiktorii.
- Ten? - spytał Kamil
Okno pokoje było usytuowane na wschód, więc zawsze rano będzie tam słonecznie.
Przestronny pokoik. Drewniane ściany i podłoga dodawały mu uroku.
- Musimy powoli go urządzać dla naszego chłopczyka - powiedziałam do Kamila
- Czyli jednak chłopczyk
- Czyli będzie... Karolek - uśmiechnęłam się, po czym położyłam swoje ręce na brzuchu - Nasz Karolek
- Taka bajka była, koszmarny Karolek
- Ale nasz będzie wyjątkowy - powiedziałam, po czym pocałowałam Kamila w policzek


W czwartek Kamil miał wylot do Kussamo. Wyjechał z domu przed godziną 7:00. Zdążył jednak pożegnać się z dzieciakami, które nie chciały spać w nocy, bo pragnęły pożegnać się ze swoim tatą

Nadszedł piątek. Rano zjedliśmy wspólne śniadanie, następnie poszłam na górę, aby się przebrać z piżamy.

Dzisiaj Bronisław miał przyjechać do nas do Wiktorii. Już o 8:00 pojawił się w naszym domu. Ja zaś zawiozłam Piotrusia do jego szkoły, a następnie pojechałam na swoje zajęcia.
Po mojej pierwszej i drugiej lekcji przyszedł czas na zajęcia z klasą szóstą
- Dzień dobry - powiedziałam
- Dzień dobry - odpowiedzieli mi uczniowie
- Tak jak wczoraj mówiłam, sprawdziłam wasze kartkówki. Wczoraj ich nie wzięłam, ale już dzisiaj je mam.Tak jak mówiłam, nie wypadły one najlepiej
- Można się z nich poprawić? - spytał jeden z uczniów
- Tak, bo w czwartek piszecie sprawdzian. To będzie najlepsza okazja do poprawy. Ale jeśli ktoś jest idealnie przygotowany na dzisiejsze powtórzenie, to może odpowiadać, nie ma sprawy.  - odpowiedziałam - I pamiętajcie, że w czwartek po waszej lekcji, mam zajęcia z klasą siódmą i wtedy zrobię z wami wszystkimi próbę na nasze styczniowe wystąpienie.
- Dobrze
Wyjęłam z torby kartkówki.
- A więc tak.. Wystawiłam 5 jedynek, 4 dwójki, 4 trójki i jedną czwórkę. Nie ma żadnej piątki
Rozdałam więc uczniom kartkówki
- Wpisuję oceny do dziennika, ale nalegam, nauczcie się na czwartkowy sprawdzian , bardzo was proszę.


Zajęcia skończyłam o 12:20. Poszłam więc do sekretariatu.
- Czy mogłabym prosić o skserowanie mi tego w 14 egzemplarzach? - spytałam, pokazując wyjęty z torebki test dla klasy szóstej
- Tak. W tym momencie?
- Jakby pani mogła
Pani w sekretariacie skserowała mi już sprawdziany, a ja schowałam je do mojej teczki i wyszłam ze szkoły. Pojechałam prosto po Piotrusia i zawiozłam go od razu do klubu.
Wróciłam do domu. Bronisław z Wiktorią byli na dworzu.
- Mamo! Bo śnieg nie chce się lepić! -powiedziała mi Wiktoria
- A co chciałaś zrobić? - spytałam
- Chciałam zrobić bałwana.
- Ale śnieg się jeszcze nie lepi. Chodź do domu kochanie, mama coś ugotuje na obiadek
- Dobrze!
Wiktoria wraz z Bronisławem weszli do domu, zjedliśmy wspólnie obiad. Następnie Bronisław wrócił do domu, a ja z Wiktorią bawiłyśmy się na dywanie lalkami.
- Mamo... jak będzie miał na imię mój kolejny braciszek?
- Karol - powiedziałam
- Karol? To już wolę Piotrek. - powiedziała
- Ale co ci mówił tatuś, kochanie?
- Że mam kochać swojego nowego braciszka, a wtedy dostanę siostrzyczkę
- No właśnie... Kochanie moje najdroższe... Mamusia i tatuś kochamy was wszystkich i wy też macie się kochać.
- Dobrze, mamo.
Pobawiłam się przez chwilę z Wiktorią, a następnie poszłam zrobić pranie. Około 17:00 rozpoczęły się kwalifikacje. Nie obejrzałyśmy jednak początku, bo pojechałyśmy po Piotrusia do klubu. Gdy tylko wróciliśmy, zjedliśmy kolację i obejrzeliśmy sam koniec kwalifikacji.
Kamil zakwalifikował się do konkursu sobotniego i niedzielnego, ponieważ były tylko jedne kwalifikacje.

Sobotni konkurs skończył się dla Kamila mniej szczęśliwie. Zajął pechowe, bo 31 miejsce i nie wystartował w drugiej serii.

Nadeszła niedziela, pojechałam wraz z dziećmi do kościoła, następnie zjedliśmy obiad. Usiadłam z Piotrusiem w salonie i odrabiałam z nim lekcje.
- Co masz , kochanie, zadane do szkoły na jutro?
- Dużo - powiedział mi - Angielski, religia i jeszcze literki.
- To przynoś książki  i odrabiamy.
Pierwsze co było, to religia. Temat : moja rodzina w kościele. Piotruś miał narysować, jak chodzi co niedzielę do kościoła. Narysował siebie, mnie i Wiktorię.
- A tata gdzie? - spytałam
- Tam -wskazał na rysunek skoczka, który skacze nad kościołem-Przecież w niedzielę są zawody -  odpowiedział mi
Już miałam przed oczami minę jego katechetki, która spyta o  tatę na obrazku i zobaczy skoczka w oddali. Jednak mój syn to bardzo mądry chłopczyk, chociaż szkoda mi było, że nasz syn też to widzi, że tak jak w niedzielę do kościoła chodzę tylko ja z nimi, jeśli są zawody
Kolejnym przedmiotem był język angielski. Piotruś miał narysować coś na "c".
- Mamo... co mogę narysować?
- Może kota.
- Ale kot jest na "k"
- Ale musisz kochanie narysować coś, co nazywa się po angielsku na "c", a kot to cat.
- Aha.. to o to w tym chodzi.
- Tak , synku - powiedziałam
Piotruś otworzył zeszyt i narysował w nim kota
- Coś jeszcze masz?
- Tak - po czym otworzył swoją książkę - poznaliśmy kolejne literki i muszę je napisać.
- Jaką poznaliście?
- W piątek poznaliśmy "g".
- To pisz , kochanie
Piotruś napisał duże "g" i małe "g".
- To co, mamo, teraz skoki? - spytał Piotruś
- Tak, teraz skoki - powiedziałam
Włączyliśmy telewizor i usiedliśmy we trójkę na kanapie. Tak jak to bywa w Kussamo, znów zaczęło wiać. Warunki znowu były niesprawiedliwe jak poprzedniego dnia. Kamil jednak miał większe do nich szczęście i pierwszą serię zakończył na 28 miejscu. Konkurs zakończył ostatecznie będąc 26.



-----------------------------------------------------------------------------------------------------


                  kiki2000
            

Komentarze