Numer 221 - Wielkanoc

Ze szpitala wyszłam 18 kwietnia w piątek. Zaś w niedzielę 20 kwietnia była Wielkanoc, a nic nie było przygotowane. Tylko tak myślałam.
Wieczorem w piątek położyłam się na łóżku w sypialni. Dzieci już spały.
- Jutro Wielka Sobota - powiedziałam - A my nie mamy nic na Wielkanoc, nawet przyszykowanego koszyczka
- Spokojnie. Wszystko już jest gotowe
- Jak to? - spytałam
- Wczoraj i dzisiaj do południa Ania, Natalia i twoja mama wszystkim się tutaj zajęły. Mamy dwa ciasta upieczone, do tego sałatka i wszystko do koszyczka jest przygotowane. Czeka już na szafce w kuchni.
- Naprawdę? - zdziwiłam się - Nawet nie wiecie, jak się cieszę, że was mam  - powiedziałam, po czym pocałowałam Kamila w policzek.
- Nie dziękuj mi, ale twojej mamie i moim siostrom
- Widzisz, jak dobrze mieć rodzeństwo?
- Ale widziałaś, jak Wiktoria tuliła Karolka? To coś pięknego.
- Ale Piotruś nie chciał. Bał się.
- Wiktoria pewnie dalej myśli o tym, że jak będzie kochała swojego braciszka, to będzie miała siostrzyczkę. Niezła z niej agentka.
- A jak będzie kolejny chłopak? - uśmiechnęłam się
- To musimy zrobić wszystko, aby była dziewczynka.
- Zobaczymy.... Ale tak... Mam nadzieję, że jutro pójdziesz z dziećmi do kościoła? W niedzielę i poniedziałek też. Ja zostanę z Karolkiem i wszystko tutaj przygotuję, bo chyba tak jak co roku przyjadą do nas twoje rodzeństwo i moje...
- Spokojnie. Pójdę z nimi do kościoła, ale nie musisz się niczym zajmować. Twoja mama w niedzielę przyjedzie do nas z samego rana. Wszystkim się zajmie
- Czyżbyś to zaplanował?
- Można tak powiedzieć. Twoja babcia też będzie w niedzielę. Dzwoniła do mnie, że chce zobaczyć kolejnego prawnuka.


Nadeszła sobota. Kamil wraz z Piotrusiem i Wiktorią pojechali do kościoła, aby poświęcić pokarm. Ja zaś , gdy tylko wstałam poszłam do pokoju Karolka. Nakarmiłam go , przebrałam i położyłam w łóżeczku. Siedziałam cały czas przy nim. Przyglądałam się, czy oddycha. Był taki słodki w tym niebieskim ubranku. Zrobiłam mu zdjęcie. Był taki  cudowny. Nie mogłam oderwać od niego wzroku.
Po chwili do domu wszedł Kamil wraz z dziećmi. Zeszłam więc na dół.
- Cichutko - powiedziałam - Karolek śpi
Piotruś bez słowa poszedł na górę. Wiktoria zaś podeszła do mnie i powiedziała:
- A mogę go zobaczyć?
- Dobrze, ale to za chwilę. Teraz musisz zjeść śniadanie
- Dobrze...
- Piotruś, chodź na śniadanie
- Nie jestem głodny
- Chodź do mnie natychmiast
- No dobra...
Zszedł więc na dół
- Co się dzieje, kochanie? - spytałam
- Źle się czuję - po czym odwrócił się na pięcie i poszedł na górę
Poszłam więc za nim
- Piotrusiu, boli cię brzuszek, główka?
- Nie... Idę się położyć
Piotruś poszedł do pokoju. Położył się na łóżku. Zapukałam więc do pokoju i weszłam
- Może boli cię z głodu? Może zrobić ci kanapeczkę?
- Nie, mamo... Nie chcę...
- Połóż się spać, kochanie. Mamusia przyjdzie za chwilę do ciebie.
- Dobrze
Zeszłam więc na dół.
- I jak się czuje?
- Brzuch go nie boli, głowa go nie boli, ale źle się czuję. Pójdę zaraz do niego
- A Karolek?
- Zaraz do niego pójdziemy - odpowiedziałam na pytanie Wiktorii
- No dobrze
Zrobiłam więc śniadanie, które wspólnie zjedliśmy. Kamil pozmywał naczynia, a ja poszłam z Wiktorią na górę. Poszłyśmy najpierw do Piotrusia. Spał.
- Nie przeszkadzajmy mu - powiedziała Wiktoria
Wyszłyśmy z pokoju Piotrusia i poszłyśmy do pokoju Karolka. Ten również spał. Wiktoria podeszła do jego łóżeczka.
- Mogę go dotknąć? - spytała
- Tak - odpowiedziałam
Wiktoria wsadziła swoją rękę pomiędzy prątki. Złapała Karolka za rękę.
- Wiesz co, mamo? Piotruś to chyba nie kocha Karolka
- Nieprawda, kochanie.. Kocha go, ale boi się go dotknąć. Ciebie też bał się dotknąć, jak się urodziłaś.
- Ja też byłam taka mała?
- Tak, też taka byłaś.
- Nie chciałabym być taka mała
- Dlaczego?
- Bo nie mogłabym się bawić. Ciągle bym spała
- Ale po to ciągle się śpi, jak jest się małym, aby urosnąć i potem cały czas się bawić, biegać, tańczyć, śpiewać.
- To po to jest życie? - zadała mi takie pytanie
- Tak, życie jest po to, aby brać z niego jak najwięcej. Nie powinno się niczego odkładać, ciągle się zastanawiać i wahać. Powinno się żyć pełnią życia. Czerpać z niego wszystko, co przyniesie ci los. Gdybym się zawahała, czy tata to odpowiedni mężczyzna w moim życiu, nie miałabym was teraz. - po czym pocałowałam Wiktorię w główkę - Nawet nie wiesz, kochanie, jak się cieszę, że was mam. Mamusia i tatuś bardzo was kochają. Zapamiętaj to sobie
Wiktoria uśmiechnęła się w moją stronę.
Karolek sobie smacznie spał. Siedziałyśmy więc obok niego.
- Mamo... A kiedy Karolek będzie taki duży, że będę mogła się z nim bawić?
- Musisz cierpliwie czekać
- Ile mam czekać?
- Nie wiem.
- Mamo... bo widzisz, że ja kocham Karolka, kiedy będę miała siostrzyczkę?
- Musisz cierpliwie czekać. Musisz kochać Karolka, będziemy chodzić z nim na spacery. Będziesz się nim opiekować. Musisz czekać, kochanie
- Dobrze, mamo..
Nastała chwila milczenia, którą przerwała Wiktoria
- Już?
- Jeszcze nie, kochanie
Zeszłyśmy więc na dół. Kamil siedział na kanapie w salonie. Wiktoria pobiegła więc do szafki i wyciągnęła z niej album, swój album. Wzięła go do ręki i usiadła pomiędzy mną a Kamilem. Otworzyła go. Jej pierwsze zdjęcia w szpitalu. Wiktorka również urodziła się wieczorem, o 18;30.
- Ale byłam mała - powiedziała
- A teraz jesteś już taka duża - powiedział Kamil
Po obejrzeniu albumu Kamila poszła po kolejny album. Tym razem album Kamila. Jego zdjęcia z dzieciństwa, jak był mały.
- Tata, ale byłeś mały - skomentowała Wiktoria
- Każdy był mały.
- A mama też była mała?
- Też była - odpowiedział Kamil
Podeszłam więc i wzięłam swój album z dzieciństwa.
- To jestem ja  - pokazałam zdjęcie malutkiej dziewczynki owiniętej w szaro-różowy kocyk.
Następnie przekręciłam kartkę w albumie
- A tutaj jest babcia - wskazałam na młodą brunetkę, która trzymała mnie na rękach - A tutaj dziadek Krzysiek, którego nie pamiętasz, bo już nie żyje
- To był twój tata, mamo?
- Tak. To był mój tata
- Ale był fajny
Tata był taki uśmiechnięty na tym zdjęciu.
- Przystojny - skomentował Kamil
- Ale ja i tak mam najprzystojniejszego męża - powiedziałam, po czym pocałowałam Kamila w policzek
- A czemu to tylko w policzek? - uśmiechnął się
- A zasługujesz na więcej?
- Wydaje mi się, że tak.



Nadeszła niedziela. Zjedliśmy rano wielkanocne śniadanie. Piotruś już był zdrowy, nic go nie bolało.
- Idę nakarmić Karolka -  powiedziałam
Poszłam na dół i nakarmiłam Karolka. Zaczął jednak płakać. Musiałam  go uśpić.
- Oj, Karolku... Śpij, kochanie moje...
Po chwili Karolek usnął. Poszłam więc do sypialni, aby się przebrać.
Założyłam przewiewną sukienkę, aby nie było widać moich pociążowych krągłości. Zeszłam więc na dół. Kamil wraz z dzieciakami pojechał do kościoła, a ja zostałam w domu. Usiadłam przy stole w kuchni. Byłam trochę śpiąca, ale z sennego amoku wyrwał mnie dzwonek do drzwi. To była moja mama wraz z Julką i babcią Marią.
- Kochanie ty moje! - powiedziała mama, która od razu mnie przytuliła - Jak się czujesz?
- Dobrze - odpowiedziałam
- A gdzie ten nasz mały szkrab? - spytała babcia Maria
- Śpi, ale chodźcie na górę
Poszły więc na górę za mną. Zaprowadziłam je do pokoju Karolka. Babcia weszła pierwsza i pochyliła się nad łóżeczkiem
- Ale nasz mały skarbek. Kolejny prawnuczek na liście
- Ale on śliczny - powiedziała moja mama
- Po tatusiu - powiedziałam
- On tyle musi spać? - spytała Julka
- Tak. Ciągle tylko śpi, a jak jest głodny, to płacze. Nakarmię go i śpi dalej.
- Teraz mały to śpi cały czas, a potem nie da wam spokoju, będzie cały czas płakał i nie zmrużycie oka przez całą noc - powiedziała babcia
- Trzeba się teraz nacieszyć ciszą -  powiedziałam
Nie mogły się nacieszyć widokiem Karolka. Jednak po chwili zeszłyśmy na dół i pomogły mi przygotować wszystko. Nakryły już do stołu.
- Kornelia będzie o 14:00 - powiedziała mama - Natalia z Michałkiem też. Piotrek nie wiem, ale mówił, że przyjedzie do was z Karolinką.
- A Ania? - spytała Maria
- Przyjedzie - powiedziałam - Bronisław też będzie
- To dobrze - powiedziała moja mama

Przygotowałyśmy zatem wszystko i tylko czekałyśmy, aż Kamil z dzieciakami wrócą z kościoła i kiedy pojawią się pierwsi goście.
- I jak się czujesz? - spytała mama
- Dobrze. Kamil był przy porodzie. Trzymał mnie za rękę - w tym momencie wyjęłam telefon i pokazałam mamie zdjęcia z sali porodowej, kiedy to Kamil zrobił zdjęcia mi i Karolkowi.
- O której się urodził? - spytała babcia
- 18:30
-  No to tak wieczorem
- Podobnie jak Wiktoria. Wiktoria 18:02, tylko Piotruś coś koło 11:00.

W tym momencie Kamil wraz z dzieciakami wrócili do domu. Wiktoria aż wskoczyła na ręce mojej mamy
- Babcia!  - wykrzyknęła, to było takie piękne.
Kamil aż zrobił im zdjęcie.
- Widziałaś mojego nowego brata?! - spytała
- Tak, widziałam
- Chodź, to ci go pokażę
- Ale on teraz śpi
- No i co? Przecież go nie obudzimy, a jak coś, to go uśpię.
Moja mama poszła więc z Wiktorią na górę, aby podziwiać Karolka.
- Wiktoria chyba bardzo polubiła Karolka - powiedziała babcia
- Pokochała - poprawiłam babcię - Nawet ja tak nie kochałam Kornelii, czy Michała, Piotrka, albo nawet i Julki.
- Widzisz, jaka ta miłość rodzeństwa się zmienia. Zobaczysz, że jeszcze będą chcieli skakać za sobą w ogień.


Minęła godzina. Do domu przyjechali pierwsi goście. Przywieźli prezenty dla Karolka i wszyscy chcieli go zobaczyć.
- Chcecie zobaczyć mojego nowego brata? - spytała Wiktoria
Wszyscy poszli więc za Wiktorią, która pokazywała im Karolka. To było takie miłe. Jednak nie wszystkim się podobało. Piotrusiowi nie. Był przygnębiony. Widziałam, że Wiktoria nie chce się z nim bawić, tylko z Karolkiem. Dlatego chodził taki smutny.

Goście obejrzeli Karolka i przyszli do nas  na dół
- Jak się czujesz? - spytała Kornelia
- Dobrze. - odpowiedziałam
- Jaki on jest słodki - powiedziała Karolina
- Przecież widać, że to skóra zdjęta z Witkowskich - Piotrek uśmiechnął się w stronę swojej dziewczyny
- A mi się wydaje, że skóra zdjęta ze Stochów - powiedziała Anna
- Zobaczymy - powiedziałam - W końcu nazywam się Witkowska-Stoch - uśmiechnęłam się
- Ile ważył? - spytała Kornelia
- 3333 gramów - odezwał się Kamil - Moje 3333 gramów szczęścia
- I nasze 52 centymetry szczęścia - dopowiedziałam
- Kiedy masz kontrolę z małym? - spytała mama
- Za tydzień - odpowiedziałam
- Akurat jadę na zgrupowanie-  powiedział Kamil
-  I znowu ciebie nie będzie - powiedziałam
- No co ja zrobię. Jadę w czwartek
- Tak jest zawsze - westchnęłam
- A mama i tata - wtrąciła się Wiktoria - To mi obiecali, że jak będę kochała mojego nowego braciszka, to będę miała siostrzyczkę!
Wszyscy spojrzeli się najpierw na Wiktorią a potem na nas.
- Czyli już wiemy, dlaczego Wiktoria tak kocha Karolka - powiedziała Kornelia
- A jak będzie kolejny chłopak?! - śmiała się babcia
- No to macie problem  - westchnęła moja mama
- Właśnie - odezwałam się do Kamila - To ty obiecałeś Wiktorii. Ja nic nie powiedziałam!
- No cóż... Tak w życiu bywa, że trzeba coś wymyślić


Wielkanoc minęła nam w bardzo miłej atmosferze. Po 3 godzinach wszyscy rozeszli się do domów. Wiktoria była bardzo zmęczona. Wykąpałam ją i położyłam spać.
- Piotruś uważa, że kochamy bardziej Karolka i Wiktorię niż jego - powiedziałam do Kamila
- Też to zauważyłem
- Coś musimy z tym zrobić - powiedziałam

Poszliśmy więc do pokoju Piotrusia. Leżał na łóżku i patrzył się w sufit.
- Piotruś... - powiedziałam, po czym usiadłam na jego łóżku wraz z Kamilem
- Tak?
- Musimy porozmawiać - powiedział Kamil
- O czym?
- O nas, o naszej rodzinie - powiedziałam
- Ale o czym dokładnie?
- Musisz wiedzieć, że mamusia i tatuś kochają ciebie, Wiktorię i Karolka tak samo. - zaczęłam - I nigdy nie myśl , że będzie inaczej, chociażbyś miał mieć kolejną siostrę czy brata. Kochamy was wszystkich jednakowo
- Ale Wiktoria...
- Wiktoria chce mieć siostrzyczkę i dlatego aż za bardzo opiekuje się Karolkiem.
- Możecie jej coś powiedzieć? Bo tylko u niego siedzi. Nie chce się ze mną bawić - powiedział Piotruś
- Dobrze, porozmawiamy z nią.
Piotruś poszedł się wykąpać, a ja poszłam do Karolka. Bardzo płakał. Nakarmiłam go i przewinęłam. Zaczęłam nosić go na rękach, ale go nie uspokoiłam. Cały czas płakał. Usnął dopiero po godzinie. Położyłam więc go do łóżeczka, po czym wzięłam kąpiel .

Następnego dnia  był Lany Poniedziałek. Kamil poszedł z Piotrusiem i Wiktorią do kościoła. Ja zaś rano nakarmiłam Karolka, przewinęłam go i zaczęłam nosić na rękach. Potem założyłam sukienkę.

Po ich powrocie  z kościoła, czekałam na nich z maleńką psikawką przy drzwiach. Gdy tylko one się otworzyły, polałam ich wszystkich wodą. Tak symbolicznie. I gdy ja rozpętałam tę "wojnę wodną", ciągnęła się ona przez kilka minut. Jednak nie czułam się na siłach, aby przez te kilka minut lać się wodą. Ja polałam wszystkich, a wszyscy mnie symbolicznie. Poszłam zatem do pokoju Karolka. Ponownie go nakarmiłam i ponosiłam przez godzinę. Następnie położyłam się spać na kanapie w jego pokoiku. Niestety, ale po godzinie obudził mnie płacz.
Musiałam zatem wstać i przewinąć mojego maluszka.




-----------------------------------------------------------------------------------------------------------

                                  kiki2000

Komentarze