Była sobota - 6 września. W Zakopanem miały odbyć się zawody skoków narciarskich dla dzieci w wieku 7-11 lat. Piotruś miał w nich wystartować.
Widziałam, że bardzo się stresuje z tego powodu. Nie mówił tego, ale widziałam w jego oczach, że chciałby, abyśmy oboje byli na jego pierwszych zawodach. Niestety, ale Kamil był na zgrupowaniu. Jednak Piotruś obiecał mu, że wszystko opowie, jak tylko wróci do domu.
Zawody miały odbyć się o godzinie 11:00. Piotruś był bardzo zestresowany. Bał się przed swoim pierwszym konkursem. Nie chciał nawet zjeść śniadania. Siedział nad miską z płatkami z mleka i tylko mieszał w niej łyżką.
-Zjedz chociaż trochę - powiedziałam - Bo jak nie będziesz jadł, to nie będziesz miał siły skakać.
Nie odpowiedział mi jednak.
W tym momencie usłyszałam dzwonek mojego telefonu. Poszłam do salonu, aby wziąć komórkę. Dzwonił Kamil.
- Hej - powiedziałam
- No i jak tam nasz zawodnik?
- Nijak.... Jest smutny, przygnębiony. Nawet nie chce jeść śniadania. Nie wiem, co mam zrobić.
- A Karolek z wami jedzie?
- Nie. Twój tata przyjedzie i się nim zajmie.
- Dobra... Daj mi go do telefonu.
- Ok.
Poszłam do kuchni.
- Piotruś, tata chce z tobą porozmawiać - powiedziałam, po czym podałam mu telefon.
- Dobrze
Piotruś wziął telefon i rozmawiał z Kamilem. Postanowiłam, że nie będziemy mu przeszkadzać. Wzięłam więc Wiktorię za rękę i poszłam z nią na górę pod pretekstem przebrania Karola. Wiedziałam, że Wikusia się zgodzi i nie musiałam jej w ogóle namawiać.
Poszłyśmy zatem na górę, aby zając się Karolkiem. Po jakiś 20 minutach Piotruś wszedł do pokoju bez pukania.
- Mamo, masz telefon. - powiedział, podając mi moją komórkę -Dziękuję, że dałaś mi tatę - po tych słowach wyszedł z pokoju
Nie wiedziałam, co Kamil mu powiedział i jak na niego wpłynął. Zauważyłam jednak, że Piotruś był bardzo wesoły, jak nie on. Ucieszyłam się, że Kamil tak na niego podziałał i sprawił, że w końcu nasz synek się uśmiecha i zadowolony weźmie udział w swoich pierwszych zawodach.
O godzinie 9:00 zaczęliśmy się więc wszyscy szykować. Wiktorii założyłam jeansy i sweter. Ja zaś założyłam jeansy, białą koszulkę z napisem "Just SMILE" i do tego czarną, sportową bluzkę. Włosy zaś związałam w kucyka.
Po chwili pod dom przyjechał Bronisław, który miał zając się pod naszą nieobecność Karolkiem. Wytłumaczyłam mu jeszcze przed wyjściem, co gdzie jest i powiedziałam, że gdyby coś się działo, to ma natychmiast do mnie dzwonić. Następnie pożegnałam się z nim i wsiadłam z dziećmi w samochód. Pojechaliśmy na zawody. Dzieci czekała zatem odprawa i wjazd na górę. Przed samą odprawą, Piotruś pomachał mi jeszcze i posłał całusa. Odesłałam mu go.
Czekałam zatem z Wiktorią przy balustradzie. Stałyśmy w pierwszym rzędzie.
Dziwiłam się jednak, że nasz klub KS Team nie dostał zaproszenia na zawody, ale jednak zauważyłam, że w zawodach brało łącznie udział 15 skoczków, a w naszym Pucharze Tatr łącznie brało udział około 80 skoczków. W tej chwili przypomniałam sobie, że jeszcze nie odebrałam nagród, które miały zostać wręczone w naszym Pucharze Tatr i że musiałam pozamykać jeszcze kilka spraw z nim związanych.
Konkurs rozpoczął się o równej 11:00, jak zapowiedziano. Piotruś skakał jako 6 w kolejce. Gdy tylko usiadł na belce, wyciągnęłam telefon, aby nagrać jego pierwszy skok podczas zawodów. Będzie to piękna pamiątka, ale chciałam też wysłać filmik do Kamila, aby chociaż mógł zobaczyć jak skacze Piotruś.
Wiktoria zaś trzymała kciuki i cały czas krzyczała "Leć". I skoczył. Daleko. Aż krzyczałam i piszczałam z radości. Piotruś pomachał w naszą stronę po skoku. Odmachałyśmy mu.
Po pierwszej serii Piotruś zajmował 4 miejsce. Czekałyśmy więc z utęsknieniem na skok w drugiej serii, gdy nagle podszedł do mnie organizator zawodów i powiedział:
- Rozumiem, że widzimy się na dzisiejszym spotkaniu w PZN o 16:00?
Aż mnie olśniło. Byłam pewna, że spotkanie jest w przyszłym tygodniu i tylko przytaknęłam. Wiem, że w ostatnim czasie na to barki Kamila spływała odpowiedzialność za klub i on się wszystkim zajmował. Przytaknęłam więc swoje przybycie i oglądałam drugą serię, w której Piotruś również skoczył daleko. Uśmiech nie znikał z jego twarzy i gdy przyszedł czas na ogłoszenie wyników, okazało się, że Piotruś zajął drugie miejsce. Był taki szczęśliwy, że zrobiłam mu mnóstwo zdjęć, jak stał na podium. Następnie poprosiłam jednego z ojców, aby zrobił najpierw zdjęcie całej naszej trójki, a później tylko mi i Piotrusiowi, na którym nasz syn trzyma dyplom "Dla Piotra Stocha za zajęcie II miejsca w konkursie skoków narciarskich "Gwiazda Zakopanego"
Chwytna nazwa - pomyślałam sobie o tytuł konkursu. Jednak i tak byłam szczęśliwa. Piotruś oprócz dyplomy dostał także nagrodę w postaci stojącej srebrnej gwiazdy z racji drugiego miejsca. Po zawodach wróciliśmy do domu. Dziadek Bronisław tak się cieszył z sukcesów swojego wnuka. Ja zaś wysłałam filmiki i zdjęcia do Kamila z dopiskiem, aby zadzwonił wieczorem. Następnie zadzwoniłam do mojej mamy i babci pochwalić się wynikami Piotrusia, a także do Kornelii i Stefana, aby dowiedzieli się, jakiego mają zdolnego chrześniaka
Poprosiłam Bronisława, aby został jeszcze z dziećmi. Powiedziałam mu, że zupełnie zapomniałam o spotkaniu.
- Nie chcę wykorzystywać - powiedziałam
- Nic się nie dzieje. Kocham spędzać czas z wnukami - uśmiechnął się w moją stronę.
Poszłam zatem do sypialni, aby się przebrać z jeansów i koszulki.
Założyłam zatem:
Włosy rozpuściłam i zrobiłam delikatny makijaż. Pożegnałam się z dziećmi, po czym wsiadłam w samochód i pojechałam na spotkanie. Byłam strasznie zła, że o nim zapomniałam, ale też o to, że w dniu, kiedy mój najstarszy syn wziął udział w swoich pierwszych zawodach i zdobył w nich drugie miejsce, nie będzie mnie w domu przy świętowaniu.
Postanowiłam mu to jednak wynagrodzić. Po spotkaniu w PZN-ie, które trwało około 1,5 godziny, zamówiłam pizzę, a także weszłam do sklepu sportowego. Zobaczyłam rękawice dla skoczków narciarskich. Wiedząc, że nazwisko Stoch jest popularne, a w dzisiejszym świecie są maszyny, aby wykonać napis na przykład na koszulce, poprosiłam więc o zrobienie napisu na rękawiczkach. Chodziło mi dokładnie o napis "P. STOCH". Gotowe rękawice otrzymałam po jakiś 15 minut, po czym zapłaciłam , wsiadłam w samochód i wróciłam do domu.
Wręczyłam Piotrusiowi prezent i przytuliłam go.
- Tutaj taki prezent od mamusi i tatusia za to, że tak pięknie skakałeś - pocałowałam go w główkę
- Dziękuje - powiedział
- Możemy już jeść pizzę? - spytała Wiktoria
Podeszłam zatem do stołu i pokroiłam pizzę na kawałki, po czym poszłam na górę do pokoju Karolka. Musiałam się nim zająć i dopiero po jakiś 20 minutach zeszłam na dół, aby zjeść z dziećmi pizzę. Bronisław również zjadł kawałek, po czym pożegnał się z nami i wrócił do swojego domu w Zębie. Gdy tak sobie jedliśmy pizzę, usłyszałam dźwięk SMS-a. Był to Kamil.
"Może pogadamy na SKYPE?"
Odpisałam mu, że tak. Wzięłam więc laptopa i położyłam na stole w kuchni. Kamil akurat zadzwonił.
- A co tu się robi? - spytał, uśmiechając się - Jecie pizzę beze mnie?
- Możesz tato w każdej chwili przyjechać - powiedziała Wiktorię - Odstąpię ci mój drugi kawałek.
- Nie, jedz kochanie
Po chwili zwrócił się do Piotrusia.
- Piotrusiu.. Gratuluję ci z całego serca tak świetnych skoków i tego drugiego miejsca. Pamiętaj, że mama i tata są z ciebie bardzo dumni i zawsze będziemy cię wspierać. Skacz dalej, bo jesteś w tym naprawdę dobry!
Kamil rozmawiał z nami przez ponad dwie godziny, po czym skończyliśmy rozmowę. Wykąpałam dzieci, położyłam je spać. Następnie posprzątałam ze stołu i wzięłam prysznic, gdy chciałam się położyć spać, Karolek zaczął płakać. Noc spędziłam w jego pokoju, przesypiając niecałą godzinę na kanapie w jego pokoju.
----------------------------------------------------------------------------------------------
kiki2000
Widziałam, że bardzo się stresuje z tego powodu. Nie mówił tego, ale widziałam w jego oczach, że chciałby, abyśmy oboje byli na jego pierwszych zawodach. Niestety, ale Kamil był na zgrupowaniu. Jednak Piotruś obiecał mu, że wszystko opowie, jak tylko wróci do domu.
Zawody miały odbyć się o godzinie 11:00. Piotruś był bardzo zestresowany. Bał się przed swoim pierwszym konkursem. Nie chciał nawet zjeść śniadania. Siedział nad miską z płatkami z mleka i tylko mieszał w niej łyżką.
-Zjedz chociaż trochę - powiedziałam - Bo jak nie będziesz jadł, to nie będziesz miał siły skakać.
Nie odpowiedział mi jednak.
W tym momencie usłyszałam dzwonek mojego telefonu. Poszłam do salonu, aby wziąć komórkę. Dzwonił Kamil.
- Hej - powiedziałam
- No i jak tam nasz zawodnik?
- Nijak.... Jest smutny, przygnębiony. Nawet nie chce jeść śniadania. Nie wiem, co mam zrobić.
- A Karolek z wami jedzie?
- Nie. Twój tata przyjedzie i się nim zajmie.
- Dobra... Daj mi go do telefonu.
- Ok.
Poszłam do kuchni.
- Piotruś, tata chce z tobą porozmawiać - powiedziałam, po czym podałam mu telefon.
- Dobrze
Piotruś wziął telefon i rozmawiał z Kamilem. Postanowiłam, że nie będziemy mu przeszkadzać. Wzięłam więc Wiktorię za rękę i poszłam z nią na górę pod pretekstem przebrania Karola. Wiedziałam, że Wikusia się zgodzi i nie musiałam jej w ogóle namawiać.
Poszłyśmy zatem na górę, aby zając się Karolkiem. Po jakiś 20 minutach Piotruś wszedł do pokoju bez pukania.
- Mamo, masz telefon. - powiedział, podając mi moją komórkę -Dziękuję, że dałaś mi tatę - po tych słowach wyszedł z pokoju
Nie wiedziałam, co Kamil mu powiedział i jak na niego wpłynął. Zauważyłam jednak, że Piotruś był bardzo wesoły, jak nie on. Ucieszyłam się, że Kamil tak na niego podziałał i sprawił, że w końcu nasz synek się uśmiecha i zadowolony weźmie udział w swoich pierwszych zawodach.
O godzinie 9:00 zaczęliśmy się więc wszyscy szykować. Wiktorii założyłam jeansy i sweter. Ja zaś założyłam jeansy, białą koszulkę z napisem "Just SMILE" i do tego czarną, sportową bluzkę. Włosy zaś związałam w kucyka.
Po chwili pod dom przyjechał Bronisław, który miał zając się pod naszą nieobecność Karolkiem. Wytłumaczyłam mu jeszcze przed wyjściem, co gdzie jest i powiedziałam, że gdyby coś się działo, to ma natychmiast do mnie dzwonić. Następnie pożegnałam się z nim i wsiadłam z dziećmi w samochód. Pojechaliśmy na zawody. Dzieci czekała zatem odprawa i wjazd na górę. Przed samą odprawą, Piotruś pomachał mi jeszcze i posłał całusa. Odesłałam mu go.
Czekałam zatem z Wiktorią przy balustradzie. Stałyśmy w pierwszym rzędzie.
Dziwiłam się jednak, że nasz klub KS Team nie dostał zaproszenia na zawody, ale jednak zauważyłam, że w zawodach brało łącznie udział 15 skoczków, a w naszym Pucharze Tatr łącznie brało udział około 80 skoczków. W tej chwili przypomniałam sobie, że jeszcze nie odebrałam nagród, które miały zostać wręczone w naszym Pucharze Tatr i że musiałam pozamykać jeszcze kilka spraw z nim związanych.
Konkurs rozpoczął się o równej 11:00, jak zapowiedziano. Piotruś skakał jako 6 w kolejce. Gdy tylko usiadł na belce, wyciągnęłam telefon, aby nagrać jego pierwszy skok podczas zawodów. Będzie to piękna pamiątka, ale chciałam też wysłać filmik do Kamila, aby chociaż mógł zobaczyć jak skacze Piotruś.
Wiktoria zaś trzymała kciuki i cały czas krzyczała "Leć". I skoczył. Daleko. Aż krzyczałam i piszczałam z radości. Piotruś pomachał w naszą stronę po skoku. Odmachałyśmy mu.
Po pierwszej serii Piotruś zajmował 4 miejsce. Czekałyśmy więc z utęsknieniem na skok w drugiej serii, gdy nagle podszedł do mnie organizator zawodów i powiedział:
- Rozumiem, że widzimy się na dzisiejszym spotkaniu w PZN o 16:00?
Aż mnie olśniło. Byłam pewna, że spotkanie jest w przyszłym tygodniu i tylko przytaknęłam. Wiem, że w ostatnim czasie na to barki Kamila spływała odpowiedzialność za klub i on się wszystkim zajmował. Przytaknęłam więc swoje przybycie i oglądałam drugą serię, w której Piotruś również skoczył daleko. Uśmiech nie znikał z jego twarzy i gdy przyszedł czas na ogłoszenie wyników, okazało się, że Piotruś zajął drugie miejsce. Był taki szczęśliwy, że zrobiłam mu mnóstwo zdjęć, jak stał na podium. Następnie poprosiłam jednego z ojców, aby zrobił najpierw zdjęcie całej naszej trójki, a później tylko mi i Piotrusiowi, na którym nasz syn trzyma dyplom "Dla Piotra Stocha za zajęcie II miejsca w konkursie skoków narciarskich "Gwiazda Zakopanego"
Chwytna nazwa - pomyślałam sobie o tytuł konkursu. Jednak i tak byłam szczęśliwa. Piotruś oprócz dyplomy dostał także nagrodę w postaci stojącej srebrnej gwiazdy z racji drugiego miejsca. Po zawodach wróciliśmy do domu. Dziadek Bronisław tak się cieszył z sukcesów swojego wnuka. Ja zaś wysłałam filmiki i zdjęcia do Kamila z dopiskiem, aby zadzwonił wieczorem. Następnie zadzwoniłam do mojej mamy i babci pochwalić się wynikami Piotrusia, a także do Kornelii i Stefana, aby dowiedzieli się, jakiego mają zdolnego chrześniaka
Poprosiłam Bronisława, aby został jeszcze z dziećmi. Powiedziałam mu, że zupełnie zapomniałam o spotkaniu.
- Nie chcę wykorzystywać - powiedziałam
- Nic się nie dzieje. Kocham spędzać czas z wnukami - uśmiechnął się w moją stronę.
Poszłam zatem do sypialni, aby się przebrać z jeansów i koszulki.
Założyłam zatem:
Włosy rozpuściłam i zrobiłam delikatny makijaż. Pożegnałam się z dziećmi, po czym wsiadłam w samochód i pojechałam na spotkanie. Byłam strasznie zła, że o nim zapomniałam, ale też o to, że w dniu, kiedy mój najstarszy syn wziął udział w swoich pierwszych zawodach i zdobył w nich drugie miejsce, nie będzie mnie w domu przy świętowaniu.
Postanowiłam mu to jednak wynagrodzić. Po spotkaniu w PZN-ie, które trwało około 1,5 godziny, zamówiłam pizzę, a także weszłam do sklepu sportowego. Zobaczyłam rękawice dla skoczków narciarskich. Wiedząc, że nazwisko Stoch jest popularne, a w dzisiejszym świecie są maszyny, aby wykonać napis na przykład na koszulce, poprosiłam więc o zrobienie napisu na rękawiczkach. Chodziło mi dokładnie o napis "P. STOCH". Gotowe rękawice otrzymałam po jakiś 15 minut, po czym zapłaciłam , wsiadłam w samochód i wróciłam do domu.
Wręczyłam Piotrusiowi prezent i przytuliłam go.
- Tutaj taki prezent od mamusi i tatusia za to, że tak pięknie skakałeś - pocałowałam go w główkę
- Dziękuje - powiedział
- Możemy już jeść pizzę? - spytała Wiktoria
Podeszłam zatem do stołu i pokroiłam pizzę na kawałki, po czym poszłam na górę do pokoju Karolka. Musiałam się nim zająć i dopiero po jakiś 20 minutach zeszłam na dół, aby zjeść z dziećmi pizzę. Bronisław również zjadł kawałek, po czym pożegnał się z nami i wrócił do swojego domu w Zębie. Gdy tak sobie jedliśmy pizzę, usłyszałam dźwięk SMS-a. Był to Kamil.
"Może pogadamy na SKYPE?"
Odpisałam mu, że tak. Wzięłam więc laptopa i położyłam na stole w kuchni. Kamil akurat zadzwonił.
- A co tu się robi? - spytał, uśmiechając się - Jecie pizzę beze mnie?
- Możesz tato w każdej chwili przyjechać - powiedziała Wiktorię - Odstąpię ci mój drugi kawałek.
- Nie, jedz kochanie
Po chwili zwrócił się do Piotrusia.
- Piotrusiu.. Gratuluję ci z całego serca tak świetnych skoków i tego drugiego miejsca. Pamiętaj, że mama i tata są z ciebie bardzo dumni i zawsze będziemy cię wspierać. Skacz dalej, bo jesteś w tym naprawdę dobry!
Kamil rozmawiał z nami przez ponad dwie godziny, po czym skończyliśmy rozmowę. Wykąpałam dzieci, położyłam je spać. Następnie posprzątałam ze stołu i wzięłam prysznic, gdy chciałam się położyć spać, Karolek zaczął płakać. Noc spędziłam w jego pokoju, przesypiając niecałą godzinę na kanapie w jego pokoju.
----------------------------------------------------------------------------------------------
kiki2000

Komentarze
Prześlij komentarz