Jesienią w naszym życiu, ale także w życiu naszej rodziny i przyjaciół zaszły wielkie zmiany.
W połowie września Agnieszka i Maciek w końcu wprowadzili się do swojego nowego domu naprzeciwko nas. Byliśmy zaproszeni na tak zwaną "parapetówkę", a wraz z nami m.in. Piotrek z Justyną, Kuba z Karoliną, Stefek z Marceliną, Grzesiek Miętus z żoną Magdą, a także rodzice Agi, jej siostra, rodzice Maćka i jego brat z żoną i córeczką.
Impreza była w sobotą wieczorem, akurat gdy dzień wcześniej Kamil przyjechał ze zgrupowania.
Rano widziałam, jak Agnieszka i Maciek krzątają się po domu i ogrodzie, aby rozpakować wszystkie rzeczy z kartonowych pudeł. Czułam, że nasza ulica zaludnia się. Nasi sąsiedzi obok również już prawie postawili swój nowy dom. Okna i dach już mieli wprawione, teraz została im cała praca w środku. Dom pod lasem również został już skończony i zamieszkało w nim małżeństwo z jednym dzieckiem - chłopcem około 8-9 lat. Na początku ulicy, do której dzielił nas prawie kilometr (ulica ta jest naprawdę długa, na początku kilka domów, potem kilometr dalej my i jakieś 800 metrów dalej pod lasem kolejny dom), było 6 domów. W jednym mieszkało stare małżeństwo, drugim samotny ojciec z dwójką dzieci - chłopiec i dziewczynka, odpowiednio 6 i 5 lat, w kolejnym małżeństwo z trojgiem dzieci - trzech chłopaków - Karolek (11 lat), Filipem (8 lat) i Michałem (4 lata), czwarty z kolei dom to małżeństwo z jednym dzieckiem - córką - Sandrą.(10 lat), następny dom to małżeństwo z czworgiem dzieci - Mateuszem (8 lat), Szymon (6 lat), Weronika (4 lata) i Krzysztof, który przyszedł na świat w lutym tego roku. Ostatnim domem na początku ulicy było małżeństwo z dwojgiem córek - bliźniaczek. - Wiolą i Kasią (7 lat). Można więc powiedzieć, że rodziny były bardzo młode. Młodzi ludzi, którzy chcieli tutaj mieszkać i w tym momencie uświadomiłam sobie, że Piotruś i Wiktoria, a także i Karolek mogą mieć bardzo fajnych kolegów i koleżanek z ulicy. Zamieniłam z niektórymi ludźmi kilka słów, czasami widujemy się w kościele i postanowiłam, że najwyższy czas to zmienić, przecież jak jadę samochodem, dzieci kiwają mi dzień dobry, ich rodzice również. To bardzo miła ulica, na której aż chce się mieszkać i byłam bardzo szczęśliwa, że Agnieszka i Maciek również chcą zamieszkać razem z nami. Z moich wstępnych obliczeń na naszej ulicy miesza 40 osób. Nie wiedziałam, czy to dużo, czy mało, jednak byłam pewna, że ludzie chętniej będą chcieli się budować na naszej ulicy i chyba wykrakałam, ponieważ około godziny 10:00 na działkę obok domu Agnieszki i Maćka podjechał jakiś mężczyzna - właściciel wraz z innym mężczyzną i pokazywał mu działkę oraz okolicę. Mężczyzna był młody. Na oko może 28-30 lat. Chyba panowie dogadali targu, ponieważ po jakiś 30 minutach młody mężczyzna podpisał jakąś kartkę, po czym przyglądali się jeszcze działce i po 20 minutach opuścili ją.
Przyglądałam się całej tej sytuacji, po czym poszłam zrobić pranie i zajęłam się sprzątaniem domu, jednocześnie musiałam zajmować się Karolkiem, ponieważ strasznie płakał i choć go nakarmiłam, przewinęłam i do tego chciałam go uśpić, to jednak nic nie dawało. Płakał przez ponad godzinę. Piotruś chodził tylko po domu i pokazywał mi, że już ma tego dość. Ja jednak nie byłam w stanie uspokoić najmłodszego syna. Z Piotrusiem i Wiktorią nie miałam takich problemów jak byli młodsi, z nimi nie zaznałam co to jest kolka i ból, gdy rosną zęby, a tutaj wiedziałam, że worki pod oczami to będzie już chyba norma.
Impreza u Agnieszki i Maćka miała rozpocząć się o godzinie 18:00, więc o 17:00 zaczęliśmy się wszyscy szykować. Kamil założył koszulkę polo i jeansy. Piotrusiowi założyłam zwykłą koszulkę i spodnie. Wiktorii zaś jeansową spódniczkę i różową bluzkę.
Ja zaś postawiłam na sukienkę:
Zrobiłam lekki makijaż, a włosy wyprostowałam. Gdy byliśmy zatem gotowi, wzięłam do ręki prezent. Kupiliśmy im zestaw eleganckich sztućców i poszliśmy do nich (przez drogę) 😂😂. Nawet nie wiecie, jak się cieszyłam, że w końcu będę miała moją najlepszą przyjaciółkę przy sobie.
Zadzwoniliśmy najpierw dzwonkiem, a w drzwiach stanęła uśmiechnięta Agnieszka, która zaprosiła nas do środka. W korytarzu był już Maciek, który przywitał się z nami i zaprosił do salonu. Szliśmy zatem długim korytarzem
- Tutaj jest kuchnia - wskazała Agnieszka na lewo i zaprosiła nas do niej
Kuchnia była naprawdę przestronna. Wszędzie te drewniane meble z góralskimi zdobieniami, pięknie to wyglądało. Z kuchni było przejście do jadalni, a ona łączyła się z ogromnym salonem.
- Gdybyśmy poszli korytarze prosto, to na prawo były drzwi do garażu, ponieważ garaż łączy się z domem, a idąc przez garaż, dojdziemy do kotłowni, obok jest spiżarnia.
Byliśmy zatem w salonie. Ogromny, przestronny. Za ścianą, na której był telewizor znajdowała się sypialnia wraz z łazienką i garderobą, a obok były schody. Jedne prowadziły na górę, a drugie na dół. Na dole była piwnica, ale bardzo ładnie zrobiona. Na górze zaś były jeszcze 2 łazienki, 3 pokoje i pokój nad garażem
- Tutaj będzie bilard - uśmiechnął się Maciek
Zeszliśmy zatem na dół. Agnieszka przyrządzała coś w kuchni, a my byliśmy w salonie. Piotruś i Wiktoria nie mogli się jeszcze za klimatyzować, dlatego też siedzieli na naszych kolanach przez kilka minut. Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Agnieszka i Maciek poszli zatem otworzyć. Był to Piotrek z Justyną i dziećmi, a także Grzesiek Miętus z Magdą i synem - Klemensem. Maciek chciał już zamknąć drzwi, gdy zobaczył, że na podwórko wjechał Stefek z Marceliną i dzieciakami, a zaraz za nim jego rodzice.
- Kuba już jedzie z Olą i Otylią - powiedział jego tata
I miał rację, bo zaraz Kuba wraz z żoną i córką zapukali do drzwi. A po chwili wszedł Kuba z Karoliną
- Ostatni będą pierwszymi -powiedział Maciek, śmiejąc się w stronę Kuby.
Zdziwiło mnie jednak stwierdzenie "ostatni", Agnieszka mówiła, że przecież będą jeszcze jej rodzice i siostra. Poszłam zatem do kuchni, aby pomóc Adze i delikatnie wypytać się o jej rodzinę.
- No co ty - powiedziała Agnieszka - W najmniejszych snach nie przyjadą. Sama wiesz, co było na moim ślubie
Przypomniałam sobie, że mama Agnieszki nie pojawiła się ani na ślubie ani na weselu
- Dobrze wiesz, że nie trawi Maćka, a wręcz go nie lubi, albo nawet i nie nawidzi. Gdyby nie Maciek i jego wsparcie, nie zostałabym trenerką. A moja mama stwierdziła, że to przez niego jestem jakąś tak bez wartościową trenerką i że powinnam iść w jej ślady i zostać prawnikiem. Ojciec się jej boi, więc nie przyjedzie. Czasami po kryjomu napisze SMS-a, co tam u nas i zawsze prosi, aby pozdrowić Maćka, wysyła życzenia na święta i urodziny. Kiedyś nawet sam zadzwonił do Maćka z życzeniami urodzinowymi, ale gdy był w pracy, bo przy mamie by się nie odważył, a moja siostra to urodzona mamusia, robi wszystko co jej każe, więc sama wiesz , jak to jest... Ale dobra, nie rozmawiajmy o tym, ok?
- Ok. - odpowiedziałam
Pomogłam zanieść przekąski i jedzenie do salonu, po czym usiadłam na kanapie obok Kamila. Dzieciaki już się za klimatyzowały i bawiły się na dywanie.
- Jak coś pobrudzicie - ostrzegłam Piotrusia i Wiktorię
- To tata skonfiskuję tę świnkę skarbonkę co leży na komodzie - powiedział Kamil
Wiktoria i Piotruś mają w salonie swoją świnkę skarbonkę i wrzucają do niej jakieś drobniaki i na koniec miesiąca się dzielą po równo. Wcześniej Piotruś zgarniał więcej i z tego powodu były małe zgrzyty pomiędzy rodzeństwem, a za pieniądze, które sobie odkładają, kupili sobie kiedyś chipsy, gumy do żucia, więc ta skarbonka jest dla nich cenna, a jeśli Kamil postraszył, że ją zabierze, to zachowywali się grzecznie i byli nad podziw spokojni.
- Teraz już nie macie wymówki, że nie pijecie - powiedziała do mnie i Kamila Agnieszka - Nie macie samochodu
- Ale tyle kilometrów przez drogę trzeba zrobić - Kamil zaczął się śmiać
- Maraton - wybuchnęłam śmiechem
- To do mnie masz bliżej - powiedział Kuba Wolny
- O wiele
Siedzieliśmy i śmialiśmy się. Bardzo mile spędziliśmy czas.
W poniedziałek zaś miałam spotkanie wraz z Kamilem, na którym podpisaliśmy umowę sponsorską naszego klubu z firmą Mercedes, która miała sponsorować nasz klub, ale także mieliśmy dostać dwa mini busy do przewozu naszych młodych skoczków.
Spotkanie miało się odbyć w Krakowie. Musieliśmy zatem wziąć ze sobą dzieci, nie chcieliśmy, aby zostali ponownie z dziadkiem. Pan Bronisław jest często przez nas wykorzystywany. Zawieźliśmy tylko Piotrusia do szkoły, a Wiktoria i Karolek mieli jechać z nami.
Założyłam więc:
Po czym pojechaliśmy do Krakowa. Mieliśmy oficjalnie podpisać umowę na spotkaniu pełnym kamer i reporterów. Musiałam założyć coś wygodnego, ale eleganckiego i jednocześnie, aby nie przesadzić. Przecież nie mogłam założyć jakiejś zbyt eleganckiej sukienki na zwykłe podpisanie, które będzie trwało raptem kilka minut. Białe spodnie i koszulka, a na to brzoskwiniowa marynarka były najlepszym rozwiązaniem.
Będąc w Krakowie, po oficjalnym podpisaniu papierów sponsorskich i zrobieniu sobie zdjęć, Kamil postanowił zabrać nas do restauracji. Zrobiliśmy sobie wspólne selfie. Po zjedzonym wspólnie obiedzie, wróciliśmy do Krakowa. Piotruś był już na treningu, na który zawiozła go mama jednego kolegi z klasy, który trenuje w tym samym klubie. Umówiliśmy się więc, że na zmianę będziemy zawozić chłopaków spod szkoły na trening i z treningu do domu. To było bardzo fajne, ponieważ, kiedy Kamila nie ma i jestem sama z dziećmi, to musiałabym 3 razy dziennie zabierać je wszystkie. Raz aby zawieźć go do szkoły, dwa ze szkoły na trening i trzy z treningu do domu, a co drugi dzień wykonuję tylko pierwszą czynność - zawożę go do szkoły.
Początkiem października zorganizowaliśmy coroczny już Puchar Tatr, na który zaprosiliśmy wszystkie okoliczne kluby - kto tylko ma ochotę, mógł się zgłosić. Tak też się stało. Było łącznie 90 dzieciaków. To jak na razie rekord. Nasz Piotruś również miał wystąpić w zawodach. Jego klub również wziął w nich udział. Była to naprawdę wielka sportowa impreza, były budki z jedzeniem i piciem, mnóstwo osób - rodziców, trenerów... Nawet sam prezes Polskiego Związku Narciarskiego zjawił się, aby obejrzeć kolejną już edycję Pucharu Tatr.
Zawody skończyły się dla nas szczęśliwie. Nie tylko dla nas jako właścicieli klubów, ale także jako rodziców. W kategorii chłopcy 6-10 lat Piotruś... wygrał! Drugie miejsce zajął chłopak z naszego klubu. W kategorii 11-14 zajęliśmy jedno z miejsc- trzecie, w kolejnej kategorii 15-17 wygrał chłopak z naszego klubu, a w zawodach drużynowych nie mieliśmy sobie równych. Piotruś w zawodach drużynowych zajął z kolegami trzecie miejsce. W kategorii dziewcząt 6-10 drugie miejsce było nasze, w kategorii 11-14 trzecie miejsce było dla naszego klubu, a w kategorii 15-17 również zajęliśmy trzecie miejsce. W zawodach drużynowych nasze dziewczyny były drugie.
Po skończonym Pucharze, pan prezes podszedł do nas i pogratulował nam.
- Co rok przychodzę na wasze zawody i jeszcze nigdy NIE BYŁEM zawiedziony czy rozczarowany. Naprawdę... Chylę czoła
- Dziękujemy - powiedziałam
Gdy wróciliśmy do domu, Kamil dostał SMS-a od swojego kuzyna - Mariusza, brata Izabeli. Wysłał mu zdjęcie nóżki maluszka i napisał
"Krystianek już jest na świecie"
Pogratulowaliśmy mu, odsyłając SMS-a.
Był początek listopada, a dokładnie 4 listopada. Ranek. Kamil pojechał na trening zaraz po śniadaniu, ja zawiozłam Piotrusia do szkoły i wyszłam z dziećmi na spacer. Następnie wróciłam do domu, zrobiłam pranie i postanowiłam zrobić porządki w szafie Piotrusia i Wiktorii. Wszystkie za małe rzeczy spakowałam w worki i zaniosłam na strych.. Może się jeszcze kiedyś przydadzą. Gdy nagle dostałam wiadomość SMS od mojego brata.
"Natalia urodziła"
Krótka wiadomość, ale jednak byłam taka szczęśliwa. Zadzwoniłam do Kamila, który po 40 minutach był już w domu. Wzięliśmy Karolka i Wiktorię i pojechaliśmy do szpitala do Krakowa, ponieważ tego dnia Piotruś miał pojechać na trening z kolegą.
Weszliśmy do szpitala. Michał czekał pod salą. Uściskaliśmy go i pogratulowaliśmy mu.
- I jak? Tak jak miało być? - spytałam - Dziewczynka?
- Nie - odpowiedział Michał - Chłopiec!
-Ale jak to? - zdziwiłam się
- No tak. Na usg sprytnie się zasłaniał. Dobrze,że nie mamy różowego pokoju.
- Miała być Antonina - powiedziałam
- Będzie zatem Antoni - uśmiechnął się Michał, po czym weszliśmy na salę. Zobaczyłam tę małą kruszynkę.
- Mogę? - spytałam Natalii
- Tak - odpowiedziała
Wzięłam więc na ręce Antosia. Kamil zrobił nam zdjęcie, a następnie to on wziął go na ręce. Ja zaś stanęłam za obiektywem.
- Dużo myśleliśmy - powiedział Michał... - Czy ty , Kamil, zostałbyś chrzestnym naszego syna?
- Ależ oczywiście - powiedział Kamil bez zastanowienia - W końcu jestem wujkiem - uśmiechnął się
Po chwili jednak nie był już taki uśmiechnięty. Odłożył Antosia do jego łóżeczka
- Dzwoniliście, pisaliście do Ani?
- Dzwoniłem - odezwał się Michał - Nie odbiera. Wybrałem numer do Alexa, ale też nic
- Od swojego wyjazdu nie daje znaku życia - westchnął Kamil
- Nic nie poradzimy - powiedziała Natalia - Na szczęście jesteśmy teraz razem.. Mam ciebie bracie.
Posiedzieliśmy w szpitalu jakieś 2 godziny i wróciliśmy do domu.
--------------------------------------------------------------------------------------------
- kiki2000
W połowie września Agnieszka i Maciek w końcu wprowadzili się do swojego nowego domu naprzeciwko nas. Byliśmy zaproszeni na tak zwaną "parapetówkę", a wraz z nami m.in. Piotrek z Justyną, Kuba z Karoliną, Stefek z Marceliną, Grzesiek Miętus z żoną Magdą, a także rodzice Agi, jej siostra, rodzice Maćka i jego brat z żoną i córeczką.
Impreza była w sobotą wieczorem, akurat gdy dzień wcześniej Kamil przyjechał ze zgrupowania.
Rano widziałam, jak Agnieszka i Maciek krzątają się po domu i ogrodzie, aby rozpakować wszystkie rzeczy z kartonowych pudeł. Czułam, że nasza ulica zaludnia się. Nasi sąsiedzi obok również już prawie postawili swój nowy dom. Okna i dach już mieli wprawione, teraz została im cała praca w środku. Dom pod lasem również został już skończony i zamieszkało w nim małżeństwo z jednym dzieckiem - chłopcem około 8-9 lat. Na początku ulicy, do której dzielił nas prawie kilometr (ulica ta jest naprawdę długa, na początku kilka domów, potem kilometr dalej my i jakieś 800 metrów dalej pod lasem kolejny dom), było 6 domów. W jednym mieszkało stare małżeństwo, drugim samotny ojciec z dwójką dzieci - chłopiec i dziewczynka, odpowiednio 6 i 5 lat, w kolejnym małżeństwo z trojgiem dzieci - trzech chłopaków - Karolek (11 lat), Filipem (8 lat) i Michałem (4 lata), czwarty z kolei dom to małżeństwo z jednym dzieckiem - córką - Sandrą.(10 lat), następny dom to małżeństwo z czworgiem dzieci - Mateuszem (8 lat), Szymon (6 lat), Weronika (4 lata) i Krzysztof, który przyszedł na świat w lutym tego roku. Ostatnim domem na początku ulicy było małżeństwo z dwojgiem córek - bliźniaczek. - Wiolą i Kasią (7 lat). Można więc powiedzieć, że rodziny były bardzo młode. Młodzi ludzi, którzy chcieli tutaj mieszkać i w tym momencie uświadomiłam sobie, że Piotruś i Wiktoria, a także i Karolek mogą mieć bardzo fajnych kolegów i koleżanek z ulicy. Zamieniłam z niektórymi ludźmi kilka słów, czasami widujemy się w kościele i postanowiłam, że najwyższy czas to zmienić, przecież jak jadę samochodem, dzieci kiwają mi dzień dobry, ich rodzice również. To bardzo miła ulica, na której aż chce się mieszkać i byłam bardzo szczęśliwa, że Agnieszka i Maciek również chcą zamieszkać razem z nami. Z moich wstępnych obliczeń na naszej ulicy miesza 40 osób. Nie wiedziałam, czy to dużo, czy mało, jednak byłam pewna, że ludzie chętniej będą chcieli się budować na naszej ulicy i chyba wykrakałam, ponieważ około godziny 10:00 na działkę obok domu Agnieszki i Maćka podjechał jakiś mężczyzna - właściciel wraz z innym mężczyzną i pokazywał mu działkę oraz okolicę. Mężczyzna był młody. Na oko może 28-30 lat. Chyba panowie dogadali targu, ponieważ po jakiś 30 minutach młody mężczyzna podpisał jakąś kartkę, po czym przyglądali się jeszcze działce i po 20 minutach opuścili ją.
Przyglądałam się całej tej sytuacji, po czym poszłam zrobić pranie i zajęłam się sprzątaniem domu, jednocześnie musiałam zajmować się Karolkiem, ponieważ strasznie płakał i choć go nakarmiłam, przewinęłam i do tego chciałam go uśpić, to jednak nic nie dawało. Płakał przez ponad godzinę. Piotruś chodził tylko po domu i pokazywał mi, że już ma tego dość. Ja jednak nie byłam w stanie uspokoić najmłodszego syna. Z Piotrusiem i Wiktorią nie miałam takich problemów jak byli młodsi, z nimi nie zaznałam co to jest kolka i ból, gdy rosną zęby, a tutaj wiedziałam, że worki pod oczami to będzie już chyba norma.
Impreza u Agnieszki i Maćka miała rozpocząć się o godzinie 18:00, więc o 17:00 zaczęliśmy się wszyscy szykować. Kamil założył koszulkę polo i jeansy. Piotrusiowi założyłam zwykłą koszulkę i spodnie. Wiktorii zaś jeansową spódniczkę i różową bluzkę.
Ja zaś postawiłam na sukienkę:
Zrobiłam lekki makijaż, a włosy wyprostowałam. Gdy byliśmy zatem gotowi, wzięłam do ręki prezent. Kupiliśmy im zestaw eleganckich sztućców i poszliśmy do nich (przez drogę) 😂😂. Nawet nie wiecie, jak się cieszyłam, że w końcu będę miała moją najlepszą przyjaciółkę przy sobie.
Zadzwoniliśmy najpierw dzwonkiem, a w drzwiach stanęła uśmiechnięta Agnieszka, która zaprosiła nas do środka. W korytarzu był już Maciek, który przywitał się z nami i zaprosił do salonu. Szliśmy zatem długim korytarzem
- Tutaj jest kuchnia - wskazała Agnieszka na lewo i zaprosiła nas do niej
Kuchnia była naprawdę przestronna. Wszędzie te drewniane meble z góralskimi zdobieniami, pięknie to wyglądało. Z kuchni było przejście do jadalni, a ona łączyła się z ogromnym salonem.
- Gdybyśmy poszli korytarze prosto, to na prawo były drzwi do garażu, ponieważ garaż łączy się z domem, a idąc przez garaż, dojdziemy do kotłowni, obok jest spiżarnia.
Byliśmy zatem w salonie. Ogromny, przestronny. Za ścianą, na której był telewizor znajdowała się sypialnia wraz z łazienką i garderobą, a obok były schody. Jedne prowadziły na górę, a drugie na dół. Na dole była piwnica, ale bardzo ładnie zrobiona. Na górze zaś były jeszcze 2 łazienki, 3 pokoje i pokój nad garażem
- Tutaj będzie bilard - uśmiechnął się Maciek
Zeszliśmy zatem na dół. Agnieszka przyrządzała coś w kuchni, a my byliśmy w salonie. Piotruś i Wiktoria nie mogli się jeszcze za klimatyzować, dlatego też siedzieli na naszych kolanach przez kilka minut. Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Agnieszka i Maciek poszli zatem otworzyć. Był to Piotrek z Justyną i dziećmi, a także Grzesiek Miętus z Magdą i synem - Klemensem. Maciek chciał już zamknąć drzwi, gdy zobaczył, że na podwórko wjechał Stefek z Marceliną i dzieciakami, a zaraz za nim jego rodzice.
- Kuba już jedzie z Olą i Otylią - powiedział jego tata
I miał rację, bo zaraz Kuba wraz z żoną i córką zapukali do drzwi. A po chwili wszedł Kuba z Karoliną
- Ostatni będą pierwszymi -powiedział Maciek, śmiejąc się w stronę Kuby.
Zdziwiło mnie jednak stwierdzenie "ostatni", Agnieszka mówiła, że przecież będą jeszcze jej rodzice i siostra. Poszłam zatem do kuchni, aby pomóc Adze i delikatnie wypytać się o jej rodzinę.
- No co ty - powiedziała Agnieszka - W najmniejszych snach nie przyjadą. Sama wiesz, co było na moim ślubie
Przypomniałam sobie, że mama Agnieszki nie pojawiła się ani na ślubie ani na weselu
- Dobrze wiesz, że nie trawi Maćka, a wręcz go nie lubi, albo nawet i nie nawidzi. Gdyby nie Maciek i jego wsparcie, nie zostałabym trenerką. A moja mama stwierdziła, że to przez niego jestem jakąś tak bez wartościową trenerką i że powinnam iść w jej ślady i zostać prawnikiem. Ojciec się jej boi, więc nie przyjedzie. Czasami po kryjomu napisze SMS-a, co tam u nas i zawsze prosi, aby pozdrowić Maćka, wysyła życzenia na święta i urodziny. Kiedyś nawet sam zadzwonił do Maćka z życzeniami urodzinowymi, ale gdy był w pracy, bo przy mamie by się nie odważył, a moja siostra to urodzona mamusia, robi wszystko co jej każe, więc sama wiesz , jak to jest... Ale dobra, nie rozmawiajmy o tym, ok?
- Ok. - odpowiedziałam
Pomogłam zanieść przekąski i jedzenie do salonu, po czym usiadłam na kanapie obok Kamila. Dzieciaki już się za klimatyzowały i bawiły się na dywanie.
- Jak coś pobrudzicie - ostrzegłam Piotrusia i Wiktorię
- To tata skonfiskuję tę świnkę skarbonkę co leży na komodzie - powiedział Kamil
Wiktoria i Piotruś mają w salonie swoją świnkę skarbonkę i wrzucają do niej jakieś drobniaki i na koniec miesiąca się dzielą po równo. Wcześniej Piotruś zgarniał więcej i z tego powodu były małe zgrzyty pomiędzy rodzeństwem, a za pieniądze, które sobie odkładają, kupili sobie kiedyś chipsy, gumy do żucia, więc ta skarbonka jest dla nich cenna, a jeśli Kamil postraszył, że ją zabierze, to zachowywali się grzecznie i byli nad podziw spokojni.
- Teraz już nie macie wymówki, że nie pijecie - powiedziała do mnie i Kamila Agnieszka - Nie macie samochodu
- Ale tyle kilometrów przez drogę trzeba zrobić - Kamil zaczął się śmiać
- Maraton - wybuchnęłam śmiechem
- To do mnie masz bliżej - powiedział Kuba Wolny
- O wiele
Siedzieliśmy i śmialiśmy się. Bardzo mile spędziliśmy czas.
W poniedziałek zaś miałam spotkanie wraz z Kamilem, na którym podpisaliśmy umowę sponsorską naszego klubu z firmą Mercedes, która miała sponsorować nasz klub, ale także mieliśmy dostać dwa mini busy do przewozu naszych młodych skoczków.
Spotkanie miało się odbyć w Krakowie. Musieliśmy zatem wziąć ze sobą dzieci, nie chcieliśmy, aby zostali ponownie z dziadkiem. Pan Bronisław jest często przez nas wykorzystywany. Zawieźliśmy tylko Piotrusia do szkoły, a Wiktoria i Karolek mieli jechać z nami.
Założyłam więc:
Po czym pojechaliśmy do Krakowa. Mieliśmy oficjalnie podpisać umowę na spotkaniu pełnym kamer i reporterów. Musiałam założyć coś wygodnego, ale eleganckiego i jednocześnie, aby nie przesadzić. Przecież nie mogłam założyć jakiejś zbyt eleganckiej sukienki na zwykłe podpisanie, które będzie trwało raptem kilka minut. Białe spodnie i koszulka, a na to brzoskwiniowa marynarka były najlepszym rozwiązaniem.
Będąc w Krakowie, po oficjalnym podpisaniu papierów sponsorskich i zrobieniu sobie zdjęć, Kamil postanowił zabrać nas do restauracji. Zrobiliśmy sobie wspólne selfie. Po zjedzonym wspólnie obiedzie, wróciliśmy do Krakowa. Piotruś był już na treningu, na który zawiozła go mama jednego kolegi z klasy, który trenuje w tym samym klubie. Umówiliśmy się więc, że na zmianę będziemy zawozić chłopaków spod szkoły na trening i z treningu do domu. To było bardzo fajne, ponieważ, kiedy Kamila nie ma i jestem sama z dziećmi, to musiałabym 3 razy dziennie zabierać je wszystkie. Raz aby zawieźć go do szkoły, dwa ze szkoły na trening i trzy z treningu do domu, a co drugi dzień wykonuję tylko pierwszą czynność - zawożę go do szkoły.
Początkiem października zorganizowaliśmy coroczny już Puchar Tatr, na który zaprosiliśmy wszystkie okoliczne kluby - kto tylko ma ochotę, mógł się zgłosić. Tak też się stało. Było łącznie 90 dzieciaków. To jak na razie rekord. Nasz Piotruś również miał wystąpić w zawodach. Jego klub również wziął w nich udział. Była to naprawdę wielka sportowa impreza, były budki z jedzeniem i piciem, mnóstwo osób - rodziców, trenerów... Nawet sam prezes Polskiego Związku Narciarskiego zjawił się, aby obejrzeć kolejną już edycję Pucharu Tatr.
Zawody skończyły się dla nas szczęśliwie. Nie tylko dla nas jako właścicieli klubów, ale także jako rodziców. W kategorii chłopcy 6-10 lat Piotruś... wygrał! Drugie miejsce zajął chłopak z naszego klubu. W kategorii 11-14 zajęliśmy jedno z miejsc- trzecie, w kolejnej kategorii 15-17 wygrał chłopak z naszego klubu, a w zawodach drużynowych nie mieliśmy sobie równych. Piotruś w zawodach drużynowych zajął z kolegami trzecie miejsce. W kategorii dziewcząt 6-10 drugie miejsce było nasze, w kategorii 11-14 trzecie miejsce było dla naszego klubu, a w kategorii 15-17 również zajęliśmy trzecie miejsce. W zawodach drużynowych nasze dziewczyny były drugie.
Po skończonym Pucharze, pan prezes podszedł do nas i pogratulował nam.
- Co rok przychodzę na wasze zawody i jeszcze nigdy NIE BYŁEM zawiedziony czy rozczarowany. Naprawdę... Chylę czoła
- Dziękujemy - powiedziałam
Gdy wróciliśmy do domu, Kamil dostał SMS-a od swojego kuzyna - Mariusza, brata Izabeli. Wysłał mu zdjęcie nóżki maluszka i napisał
"Krystianek już jest na świecie"
Pogratulowaliśmy mu, odsyłając SMS-a.
Był początek listopada, a dokładnie 4 listopada. Ranek. Kamil pojechał na trening zaraz po śniadaniu, ja zawiozłam Piotrusia do szkoły i wyszłam z dziećmi na spacer. Następnie wróciłam do domu, zrobiłam pranie i postanowiłam zrobić porządki w szafie Piotrusia i Wiktorii. Wszystkie za małe rzeczy spakowałam w worki i zaniosłam na strych.. Może się jeszcze kiedyś przydadzą. Gdy nagle dostałam wiadomość SMS od mojego brata.
"Natalia urodziła"
Krótka wiadomość, ale jednak byłam taka szczęśliwa. Zadzwoniłam do Kamila, który po 40 minutach był już w domu. Wzięliśmy Karolka i Wiktorię i pojechaliśmy do szpitala do Krakowa, ponieważ tego dnia Piotruś miał pojechać na trening z kolegą.
Weszliśmy do szpitala. Michał czekał pod salą. Uściskaliśmy go i pogratulowaliśmy mu.
- I jak? Tak jak miało być? - spytałam - Dziewczynka?
- Nie - odpowiedział Michał - Chłopiec!
-Ale jak to? - zdziwiłam się
- No tak. Na usg sprytnie się zasłaniał. Dobrze,że nie mamy różowego pokoju.
- Miała być Antonina - powiedziałam
- Będzie zatem Antoni - uśmiechnął się Michał, po czym weszliśmy na salę. Zobaczyłam tę małą kruszynkę.
- Mogę? - spytałam Natalii
- Tak - odpowiedziała
Wzięłam więc na ręce Antosia. Kamil zrobił nam zdjęcie, a następnie to on wziął go na ręce. Ja zaś stanęłam za obiektywem.
- Dużo myśleliśmy - powiedział Michał... - Czy ty , Kamil, zostałbyś chrzestnym naszego syna?
- Ależ oczywiście - powiedział Kamil bez zastanowienia - W końcu jestem wujkiem - uśmiechnął się
Po chwili jednak nie był już taki uśmiechnięty. Odłożył Antosia do jego łóżeczka
- Dzwoniliście, pisaliście do Ani?
- Dzwoniłem - odezwał się Michał - Nie odbiera. Wybrałem numer do Alexa, ale też nic
- Od swojego wyjazdu nie daje znaku życia - westchnął Kamil
- Nic nie poradzimy - powiedziała Natalia - Na szczęście jesteśmy teraz razem.. Mam ciebie bracie.
Posiedzieliśmy w szpitalu jakieś 2 godziny i wróciliśmy do domu.
--------------------------------------------------------------------------------------------
- kiki2000


Komentarze
Prześlij komentarz