Numer 89 - Wywiad

Końcem czerwca zadzwoniła do mnie ponownie dziennikarka pani Agata Kowalik, aby umówić się na dokładną datę spotkania, a także miejsce. Sama zaproponowałam jej Zakopane. Nie chciałam nigdzie jeździć. Jeśli miałby być wywiad ze mną , to w moim naturalnym środowisku. Dostałam także wiadomość, że ten wywiad nie będzie trwał do 10 minut. Miał być to na prawdę obszerny wywiad. Cóż, spodziewałam się tego.
Jako datę spotkania wybrałyśmy czwartek 18 lipca. Następnego dnia Kamil miał jechać do Wisły na Letnie Grand Prix, więc chciałam , aby te dwie daty zbiegły się  w czasie. Miejscem miała być pewna , elegancka kawiarnia w centrum Zakopanego.

A więc nadszedł dzień 18 lipca. Była godzina 10:00. Słońce znajdowało się za chmurami. Kamil miał zostać z Piotrusiem, więc wiedziałam, że będę mogła skupić się w 100% na wywiadzie.
Poszłam do łazienki. Postanowiłam, że nie będę robiła z siebie sztucznej dziewczyny. Włosy rozprostowałam, a do tego założyłam sukienkę. Nie zrobiłam sobie w ogóle makijażu. Chciałam być naturalna.

Pożegnałam się z Kamilem pocałunkiem w policzek, tak samo jak i z Piotrusiem. Wsiadłam do swojego czerwonego mercedesa i pojechałam na miejsce wywiadu.
Wysiadłam pod kawiarenką i weszłam do środka. Przy wielkim oknie i na czarnych kanapach siedziała urocza blondynka w okularach, a obok niej dwie kamery i inne sprzęty. Podeszłam do niej.
- Dzień dobry - wyciągnęła do mnie pierwsza rękę. - Agata Kowalik.
- Kasia Witkowska
- Miło mi.
- Mi również
Wskazała dłonią, abym usiadła. Przez chwilę patrzyła się jeszcze na mnie, aż w końcu zapytała
- Co to za neutralna szminka. Gdzie pani kupiła?
- Szminka? - uśmiechnęłam się - Nie mam szminki.
- Jak to? - zdziwiła się pani Agata
Wyjęłam z torebki mokre chusteczki, które zawsze mam przy sobie. Przetarłam nią kawałek twarzy
- Ja dzisiaj jestem naturalna - powiedziałam.
- Bardzo odważne z pani strony. Przeprowadzałam masę wywiadów i każda kobieta nakładała najodważniejsze sukienki, dużo biżuterii, mocny makijaż i włosy, a pani.... Pani mnie zaskoczyła
Nie wiedziałam, że fragment, w którym wycieram twarz i pokazuję pani Agacie czystą chusteczkę został nagrany, ale jednak cieszę się z tego, że ludzie zobaczą mnie naturalną i zobaczą ten test.
- A więc... jest pani gotowa? - spytała
- Tak, tylko mam jeszcze jedno pytanie.
- Jakie?
- Jaki będzie temat dzisiejszego wywiadu?
- Pani... To pani będzie tematem. Pani życie....
- Aha.
Przed samym włączeniem kamer przypomniałam sobie słowa Kamila, które powiedział mi przed wyjściem. Zapytałam się go o kilka rad, ponieważ Kamil jest doświadczony w wywiadach. Dał mi pewną sentencję "Mów prawdę, bądź tajemnicza i odpowiadaj na te pytania, na które chcesz odpowiadać"
I tego właśnie się trzymałam.
- Gotowa? - spytała
- Tak - odpowiedziałam
Pani Agata pokazała ręką pewien znak, którego nie jestem w stanie powtórzyć, aby zasygnalizować włączenie kamery.
- Dzień dobry wszystkim! Z tej strony ja - wasza Agata Kowalik i jak wiecie, co tydzień nagrywamy nasz cykl "Stylowi.pl", w którym to rozmawiam z bardzo interesującymi ludźmi. Dzisiaj moim gościem jest przepiękna i naturalna Katarzyna Witkowska.
Dostałam sygnał, że jestem pokazywana w kamerze, więc pomachałam do niej.
- Dzisiaj spotykamy się w dość nietypowym miejscu. Zawsze wywiady przeprowadzam w Warszawie w naszym studio. Lecz dla takiej osoby postanowiłam zrobić wyjątek i dzisiaj gościmy z kamerą w Zakopanem.
Po chwili dodała
- Moim gościem, jak już wcześniej wspomniałam, jest Katarzyna Witkowska, narzeczona Kamila Stocha, matka półtorarocznego Piotrusia, wspaniała córka, siostra, a niedługo także synowa. Lubisz, gdy ludzie mówią o tobie narzeczona Kamila Stocha?
- Nie - odpowiedziałam - Dla większości ludzi jestem tylko narzeczoną Kamila Stocha i z nim jestem tylko i wyłącznie kojarzona. Chciałabym się rozwijać, ale wiem, że jako przyszła pedagog nie mam szans w tym obecnym świecie, lecz jednak lubię, gdy inni o mnie mówią "O , to ta Kasia Witkowska, studentka pedagogiki , zwyciężczyni wielu konkursów historycznych na szczeblu wojewódzkim i ogólnopolskim"
- Właśnie chciałabym cię o to spytać, znalazłam wiele artykułów na twój temat, nawet dość dużo wywiadów i twoich zdjęć z okresu gimnazjalnego i licealnego. Byłaś bardzo ładną dziewczyną, ale nie spodziewałabym się, że tak strasznie inteligentną. Jednak trzeba mieć tą wiedzę historyczną. Jak zaczęłaś swoją przygodę z historią?
- Chyba jak wszyscy - w szkole! Zawsze dobrze się uczyłam, jednak historia wchodziła mi do głowy  z wielką łatwością. Potrafiłam przeczytać 2-3 razy kilka dat i umiałam już powiedzieć z pamięci większość z nich. Historia była dość ciekawym dla mnie przedmiotem, a dla moich koleżanek  i kolegów była najgorsza. Zawsze chcieli ode mnie ściągać - uśmiechnęłam się .
- I co dalej postanowiłaś z tym zrobić?
- W liceum byłam na profilu humanistycznym. Bardzo uwielbiam te lata. Poznałam tam wiele wspaniałych osób. Jednak ta historia ciągnęła się za mną całą szkołę, aż w końcu będąc w trzeciej klasie liceum we wrześniu zostałam poproszona do odpowiedzi. Miałam tak nieznośnego nauczyciela, którego obecnie sobie chwalę. I tak sobie siedzę w ławce i słyszę "Witkowska do odpowiedzi!".  A więc wstałam  i podeszłam do biurka. Myślałam, że takie zwykłe odpytanie z trzech ostatnich tematów - akurat omawialiśmy lata powojenne (pamiętam to do dzisiaj), a pan profesor zadaje mi pytania o Polskę sprzed rozbiorów, więc ja mu odpowiadam, to pan profesor o polskie średniowiecze, daty urodzeń Piastów, a ja mu odpowiadałam, znałam to wszystko. I w końcu zdenerwowany profesor wystawił mi długopisem ocenę celującą na koniec pierwszego semestru. A po zajęciach zostałam poproszona na rozmowę i powiedział mi, że w grudniu jest wielki test z historii - etap wojewódzki i mam do niego podejść i go wygrać, bo ja nie, to dostanę czwórkę na semestru.
- Podziałało?
- I to jak. Wygrałam konkurs z maksymalną liczbą punktów i przeszłam do kolejnego etapu - ogólnopolskiego, gdzie była tylko najlepsza 16 licealistów i wygrałam.
- Dlaczego więc nie studiujesz historii?
- Historia to dla mnie hobby. Obecnie zaniedbane. Studia, dom, opieka nad dzieckiem i jedynym kierunkiem jaki mnie interesował była pedagogika. Składałam też papiery na filologię polską z logopedią, a także na bibliotekoznawstwo, zostałam przyjęta na wszystkie trzy kierunki, ale jednak wybrałam pedagogikę.
- Ostatnio widziałam nagłówek "Kasia Witkowska o kobieta, która żadnej pracy się nie boi" Na prawdę taka jesteś?
- Można tak powiedzieć.  Nigdy nie bałam się wydoić krowy, kopać ziemniaków, czy jeździć traktorem, przez to jestem silniejsza psychicznie.
- Pochodzisz ze wsi i masz wiele rodzeństwa. Możesz coś powiedzieć o swojej rodzinie?
- Prawda, że pochodzę ze wsi. Mieszkałam w Prusach niedaleko Krakowa i mam dużo rodzeństwa. Mam ich 4. Jestem najstarsza, więc w domu zawsze górowałam nad nimi.
- Ile lat ma twoje rodzeństwo?
- Kornelia 20 lat, Michał 17, Piotrek 15, a Julia 5 lat.
- Twoi rodzice są z zawodu....
- Mama pracuje w banku, a tata nie żyje... Prawie 1,5 roku - odpowiedziałam
- Bardzo mi przykro.
- Już ten temat jest za mną. To zamknięty rozdział w moim życiu. Idę dalej. Nie oglądam się wtecz
- Jaki masz kontakt z rodzeństwem Kamila, z jego siostrami?
- Bardzo dobry. Natalia - najmłodsza z sióstr zaprzyjaźniła się z moim bratem Michałem, więc kontakt mamy bardzo dobry. To ją poznałam pierwszą, gdy byłam w ciąży i polubiłyśmy się od razu.
- A z Anną?
- Kontakt taki... normalny. Bardzo fajna, wygadana, ale jakoś ostatnio rzadko co się widujemy.
- Czy można przyznać ci miano "MAMA NA 102"?
- Nie wiem, czy można. Oddałam się macierzyństwu  i tylko Piotruś jest dla mnie najważniejszy. Jednak nigdy nie miałam tak, że rezygnowałam z pewnych rzeczy przez Piotrusia. Wszystko robimy razem. Jeździmy razem na zakupy, gotujemy, jak nie ma Kamila, to śpimy razem.
- Trudno jest być mamą?
- Na początku tak. Te nieprzespane noce... Jeszcze Piotruś urodził się w trakcie sezonu, więc Kamila więcej nie było, jak był. Chrzest był dopiero w kwietniu, bo Kamilowi terminy nie pasowały. Jednak teraz gdy wstaję rano i patrzę na mojego małego Piotrusia, który biega po całym mieszkaniu.... Najcudowniejszy widok...
- A do kogo jest podobny, do ciebie czy do Kamila?
- Wszyscy mówili na Piotrusia jak był mały, że taki przystojniak. Zawsze odpowiadałam, że po tatusiu. Obecnie to się sprawdza. Gdy porównuję zdjęcia małego Kamila i Piotrka, widzę uderzające podobieństwo. Czasami się zapomnę, jak jestem z nim sama i zamiast powiedzieć "Piotruś", to mówię "Kamil"
- Czyli są aż tak podobni?
- Strasznie. Boję się, co będzie później, jak podrośnie. Może będę zamiennie mówiła "Piotrek", "Kamil"? Kto wie.
- A jaki masz kontakt z rodzicami Kamila?
- Świetny. Lepszego teścia nie mogę sobie wymarzyć. Pan Bronisław to czuły, kochający mężczyzna. Gdy jest potrzeba, to zawsze zajmuje się swoim wnukiem i jestem mu za to ogromnie wdzięczna. Chyba nigdy mu się nie odpłacę.
- A czy czujesz się rozpoznawalna na ulicy?
- Nie. Nie mam takiego odczucia.
- A zdarza się, że ludzie podchodzą do ciebie, chcą z tobą zdjęcie?
- Nie. Zazwyczaj w głównych miejscach Zakopanego jestem z Piotrusiem. A to na zakupach, u lekarza, na spacerze. Jestem wdzięczna ludziom, że szanują mój prywatny czas . Uśmiechają się do mnie, czasami machają, a ja im odmacham i tyle.
- Czy zdarzyło ci się, że zostałaś poproszona o autograf?
- Tak. Często , gdy fani wysyłają do Kamila prośby, napisane jest, że chcieliby autograf ode mnie. Więc gdy Kamil w wolnej chwili siedzi na kanapie i podpisuje kartki i wkłada je do kopert, są trzy stosy. Jeden - nie otwartych kopert, drugi - już z autografem, czekające na podróż na pocztę, a trzeci - dla mnie.
- Co najczęściej piszą?
- Że lubią mój styl, moją naturalność, upór, twardość. Jednak ja się z tym nie zgadzam. Lubię być naturalna, mój styl to ubrania z sieciówek, a upór i twardość to cechy od urodzenia.
- Jak poznałaś Kamila? Czy to była miłość od pierwszego wejrzenia, niefortunne spotkanie? Mało się o tym mówi.
- Może dlatego, że udzieliłam tylko dwa wywiady w życiu - uśmiechnęłam się - Tak, to było niefortunne spotkanie. 13 stycznia 2017 rok
- Ważna data?
- Najważniejsza, bo wtedy całe moje życie zmieniło bieg.
- I co dalej?
- Zaspałam i jechałam na uczelnię. Chciałam być tam szybko i się nie zatrzymałam na skrzyżowaniu. I bach! Stłuczka! Patrzę, a kierowcą drugiego auta był mężczyzna. Cóż... Mój ówczesny chłopak zawsze nerwowo reagował na kobiety za kółkiem, więc przestraszyłam się mężczyzny. Patrzę... A to Kamil Stoch! Znam go z telewizji! On skacze na nartach! Wygrał kilka dni temu Turniej Czterech Skoczni, a ja w niego wjechałam.
- Miłość od pierwszego wejrzenia?
- Dla Kamila tak, dla mnie nie. Ja miałam chłopaka, on był samotny. Nie chciałam rozbijać swojego związku dla sportowca.
- Ale jednak....
- Wyrwałam się z tych sideł mojego ówczesnego chłopaka, który traktował mnie przedmiotowo. To właśnie dzięki Kamilowi potrafiłam z nim zerwać.
- Jak urodził się wasz syn, nie byliśmy parą. Wasze relacje były skomplikowanie. Jak to było?
- O ciąży dowiedziałam się  w maju. W dzień matki... Byłam wtedy w drugim miesiącu ciąży.
- Na prawdę?
- Tak.
- Nic nie podejrzewałaś?
- Bóle brzucha i wymioty były dla mnie normalnością, ale postanowiłam zrobić badania. I tak o to dowiedziałam się o ciąży.
- Powiedziałaś od razu Kamilowi?
- Nie. Pojechałam od razu  do rodziców. Byłam bardzo młoda. Przecież następnego dnia miałam skończyć 20 lat.
- Kiedy Kamil się dowiedział o tym, że zostanie ojcem?
- W czerwcu. W połowie czerwca. Ukrywałam to przed nim, bo sama chciałam ułożyć sobie życie. Nie wiedziałam, czy sobie poradzę, ale wszystko było dobrze
- Długo ukrywaliśmy tą informację przed mediami. Dlaczego?
- Nie byliśmy parą, więc nie chcieliśmy ogłaszać ludziom, że zostaniemy rodzicami. Chciałam sobie oszczędzić tego hejtu, że niby "wyrwałam Kamila na dziecko"
- Kiedy media się dowiedziały o ciąży?
- Bodajże w październiku. Był to 7 miesiąc, pojechałam do lekarza, Kamil miał mnie odebrać , jednak się spóźnił i postanowiłam, że poczekam na niego na zewnątrz i media mnie zobaczyły.
- Piotruś urodził się na święta. Jak je wspominasz?
- Cudownie. Kamil odbierał poród w moim mieszkaniu. Scenariusz jak do filmu.
- Kamil odbierał poród?
- Tak... Nie wiedziałam, że jest takim twardym facetem. Wielu takich "twardzieli" wymięka na samym początku, a tutaj... jestem dumna z Kamila, a także mu wdzięczna za to, co zrobił
- Ostatnio do sieci trafiło nagranie jak tańczysz wraz z Agnieszką Lewkowicz. Jak doszło do tego tańca?
- Podczas spotkania w Proszowicach, gdy dzieci prezentowały swój program artystyczny, jedna z dziewczynek podeszła do mnie i do Agi i wciągnęła nas w taneczny wir.  I tak jakoś wyszło.
- Jaki masz kontakt z partnerkami innych polskich skoczków?
- Bardzo dobry. Przyjaźnimy się wszystkie. Świętujemy razem urodziny, nasze dzieci się bawią, spędzamy razem Sylwester, święta.
- Czy to prawda, że jesteś spokrewniona z Marceliną Hulą, żoną Stefana?
- Tak. Mama Marceliny to rodzona siostra mojego taty.
- Czyli wszystko zostaje w rodzinie?
- Tak.
- Ślub w tym roku?
- Tak
- A kiedy?
- Tego nie mogę zdradzić. To będzie tylko nasza uroczystość. Bez mediów.
- Ale czy w te wakacje?
- Tak. Latem  - astrologicznym latem
- A jak przygotowania do ślubu?
- Bardzo dobrze. Dopinamy już szczegóły na ostatni guzik.  Zaproszenia rozesłane.
- Ile planujecie gości?
- Około 125 osób.
- A czy pojawiają się jakieś zagraniczne gwiazdy skoków narciarskich?
- To nasza słodka tajemnica
- Kamil w wywiadach często powtarza,  że to dzięki tobie jest w tym miejscu.  Co takiego robisz,  że Kamil jest ci tak wdzięczny?
- Wspieram go zawsze i wszędzie.  Niezależnie od okazji. Staram się być dla niego wsparciem.  Teraz od kiedy jesteśmy narzeczeństwem,  boję się o niego bardziej podczas skoku.  Kocham go,  ale za niego nie skoczę.
- A pro po zaręczyn...  Mogę zobaczyć pierścionek?
- Tak.
Pokazałam pani Agacie rękę z pierścionkiem..
- Jaki śliczny..
A po chwili znów zadawała pytania.
- Kiedy oświadczył ci się Kamil?
- W drugą rocznicę naszej znajomości 13 stycznia.
- Ludzie podejrzewali,  że jesteś w kolejnej ciąży, skoro w styczniu zaręczyny,  a już niedługo ślub.
- Nie jestem w ciąży.  Na razie z Kamilem nie poruszamy tematu drugiego dziecka.
- A jak Kamil mówi na ciebie w domu?
 - Kochanie, a jak coś nabroję,  to woła Kaśka.
- A ty,  jak ty mówisz do Kamila,  gdy jest w domu?
- Również kochanie,  ale czasami mówię do niego Kamyk.
- Kamyk? Oryginalnie.
- Wiem.  Mojego autorstwa - uśmiechnęłam się.
- Co potrafi powiedzieć już was synek?
- Jak na razie to tylko te podstawowe "mama", "tata", "dziadzia", "baba" i jeszcze "hej".
- A co chciałbyś, aby powiedział twój syn?
-"Kocham cię "
- A co Kamil potrafi robić w domu,  jak w nim jest?
- Dosłownie wszystko . Potrafi gotować,  zmywać,  robić pranie,  myć podłogi,  umyje łazienkę..  Lepszego mężczyzny nie mogłam sobie wymarzyć.
- Słyszałam, że macie swój własny klub trenerski. Chcecie trenować nowe,  młode pokolenie skoczków narciarskich.  Jak wam idzie?
- To bardziej działka Kamila. Ja głównie zajmuję się papierami. Już początkiem sierpnia zaczynają się pierwsze nabory dzieci, więc serdecznie wszystkich młodych zapraszam.
- A jak budowa waszego domu? Kiedy się przeprowadzacie?
- Już tylko zostało nam wyposażenie wnętrza,  ale nigdy nie mamy z Kamilem na to czasu.  Zawsze  coś nam wypadnie.  A pro po przeprowadzki, to powinna nastąpić jeszcze w tym roku.
- I tym miłym akcentem kończymy nasz materiał, a tobie Kasiu chciałabym życzyć wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia,  abyś zawsze była uśmiechnięta, pogodna i pełna energii.
- Nie dziękuję,  bo zapeszę - uśmiechnęłam się.
Wywiad zakończył się pomyślnie.
- A więc dziękuję jeszcze raz za rozmowę
- To ja dziękuję.  A kiedy materiał zostanie opublikowany?
- Już jutro koło południa.

Porozmawiałam jeszcze chwilę z panią Agatą  i wróciłam do mieszkania.  Kompletna cisza.  W salonie nikogo nie było.  W kuchni też nie.  Postanowiłam wejść do sypialni.  Tam znalazłam Kamila.  Oglądał album z naszymi wspólnymi zdjęciami.
- A gdzie Piotruś?
- U taty
- A czemu nie z tobą?
- Tak jakoś.
Po chwili spytał.
- I jak było?
- Świetnie
- A co zamierzasz teraz robić?
- Nie wiem.  Może się położę,  a co?
- A co byś powiedziała o zakupach do naszego nowego domu?
- Ale tak tu, teraz?
- Tak.  Ja biorę kluczyki i jedziemy.
- No to ok

Wstałam z łóżka i wyjęłam z szafy torebkę.  Włożyłam do niej portfel,  telefon i kilka niepotrzebnych rzeczy. W przedpokoju założyłam buty.
- Ja już gotowa - powiedziałam do Kamila.
- A ja jeszcze nie - odpowiedział mi Kamil.
- No to się zbieraj - powiedziałam
Po chwili Kamil ubrał buty i wyszliśmy z mieszkania.
- Ale nie mamy nawet żadnych wymiarów  na meble,  przecież jakieś meble , to...
W tym momencie Kamil skręcił nerwowo w lewo.
- Co ty robisz?  - spytałam
- Jedziemy do naszego domu.  Musimy mieć te wymiary.  Zapomniałem o nich.
- A czym to będziemy mierzyć?
Kamil wskazał palcem na schowek w samochodzie.
- Sprawdź tutaj.
- Ok.
Otworzyłam schowek,  a w nim była metrówka.
- A skąd ty masz metrówkę w samochodzie?
- Kiedyś sobie kupiłem.
- Ty to jak Bob Budowniczy - zaczęłam się śmiać.
- Oj, nie przesadzaj.
Pojechaliśmy na naszą działkę.  Do naszego wspólnego domu.  Kamil otworzył drzwi z klucza. Ja wyjęłam telefon i podałam go Kamilowi,  aby w notatniku zapisywał wymiary,  a ja wzięłam metrówkę i zaczęłam mierzyć. Przedpokój,  kuchnia,  jadalnia,  salon,  łazienka i pokój na trofea.  To cały parter
- A ten pokój na trofea,  po co to mierzyć?  - spytał.
- A co, na podłodze będziesz je stawiać?
Ten pokój był ogromny.  Większy nawet od łazienki na parterze,  a ta wydawała mi się za duża.
Udaliśmy się na górę.
Tam pomierzyłam naszą sypialnię i jeszcze cztery inne pokoje,  a także łazienkę. Gdy wyszłam z domu, zauważyłam , że na sąsiedniej działce zaczęły się jakieś prace
- Będziemy mieli sąsiadów - powiedziałam do Kamila
Podeszłam do płotu. Zaczęłam się przyglądać budowie. Zaczęto kopać fundamenty.
Nagle do mnie podeszłam młoda brunetka. Widać było, że jest w ciąży, a za nią przybiegła malutka dziewczynka
- Dzień dobry - powiedziałam
- Dzień dobry
- Witam sąsiadkę.
- Witam.
- Widzę, że państwo się budują .
- Tak. Właśnie kupiliśmy działkę w zimę i tak jakoś.
Spojrzałam na tą malutką dziewczynkę , również brunetkę, która trzymała się za nogę swojej mamy
- Jak ma na imię córka?
- Karolinka
- Ładne imię - skomentowałam
Po chwili jednak wyciągnęłam rękę.
- Kasia jestem.
- Marta. Miło mi - również podała mi rękę.
- Kasia Witkowska
- Ta Kasia Witkowska? - kobietę aż zamurowało
- A jaka Kasia? - uśmiechnęłam się.
W tym momencie do pani Marty podszedł jej mąż - Krzysztof. Więc ja obejrzałam się za Kamilem.
- Kamil. Chodź! - kiwnęłam go ręką.
Marta spojrzała się na mnie.
- Nie spodziewałam się takich sąsiadów - powiedziała
W tym momencie przyszedł Kamil. Przywitał się z Martą i Krzysztofem
- Kamil Stoch - powiedział
Kamil przywitał się z naszymi przyszłymi sąsiadami
- A ile córeczka ma lat?
- We wrześniu skończy 2.
- O! To tak jak nasz Piotruś - powiedziałam - Nasz Piotruś w grudniu skończy dwa lata.
- Może się będę razem bawić - skomentował Kamil, a Krzysztof mu przytaknął.
- A teraz będzie chłopczyk, czy  dziewczynka? - spytałam
- Chłopczyk
- No to moje gratulacje - powiedział Kamil - Każdy mężczyzna chce mieć syna. Mi się udało - uśmiechnął się.
- Kiedy termin? - spytałam
- Na sierpień. Koniec sierpnia.
- A jak będzie miał na imię syn?
- Albo Igor, albo Kamil. Sami nie możemy się zdecydować.
- Igor... Igorek - powiedziałam - Kamil... Kamilek.... Oba imiona ładne.
- Jednak musimy się zdecydować - powiedziała Marta
- U nas też tak było. Kamil chciał, aby był Piotruś, a ja upierałam się przy Karolu.
- Jednak decyzja męża....
- Narzeczonego - poprawiłam Martę.
- Przepraszam... Ja myślałam, że państwo już po ślubie.
- Nie. Już nie długo będziemy małżeństwem.
- Jeszcze w tym roku?
- Tak. Już w sierpniu - powiedziałam
W tym momencie ktoś zadzwonił do Kamila. Przeprosił nas i poszedł kilka kroków dalej, aby odebrać. Wrócił po chwili i szepnął mi na ucho, że musimy jechać.
Pożegnaliśmy się z Martą i Krzysztofem , wsiedliśmy w samochód i pojechaliśmy do sklepu.
Na samym początku wybraliśmy meble do kuchni, następnie lodówkę, kuchenkę, okap, zmywarkę, Kamil upierał się przy ekspresie do kawy, więc kupiliśmy. Następnie kupiliśmy stół, komplet 10 krzeseł, bo stół był ogromny. Potem zajęliśmy się kupnem łazienki na dole. Tam tylko toaleta, prysznic i mała umywalka z szafką i lusterkiem , a także pralkę, zaś łazienka na górze zawierała toaletę, umywalkę z szafką i lustrem, a także wannę z prysznicem.
Kolejnym zakupem był salon. Kupiliśmy dużą kanapę na 4 osoby, do tego 2 fotele, szklany stolik, dywan, półkę pod telewizor, telewizor. Kamil upierał się przy 50 calowym, ale poszliśmy na kompromis i wybraliśmy ten mniejszy. Miał 46 cali, ale był mniejszy od tego, który chciał Kamil. Następnie kupiliśmy kilka szafek, które miały być pod trofea Kamila. Kilka za szkłem, kilka zamykanych. Aby to wszystko wyglądało.
Potem wybraliśmy łóżeczko dla Piotrusia, dywanik, dużo zabawek, komplet szafek w niebieskim kolorze, fotel bujany , aby postawić w róg, dużego misia (pomysł Kamila) z napisem od rodziców, a także kilka innych potrzebnych rzeczy.
- Myślę, że nie powinniśmy tak szastać pieniędzmi - powiedziałam do Kamila
- Kochanie, wygrałem Willingen Five, Planica 7, 2 miejsce w Pucharze Świata... Czego chcieć więcej? Wygrałem dużo pieniędzy. Nie będę się z tym krył i na co mam je trzymać. Mamy siedzieć w tym ciasnym mieszkaniu? Sama mówiłaś, że kuchnia zbyt mała, podczas urodzin musicie siedzieć z dziewczynami w jadalni, albo gdzieś w kącie , bo nie ma miejsca w salonie. Piotruś też biega i potrzebuje przestrzeni... A tak to będziemy mieli w końcu swój własny dom....
Nie chciałam się sprzeczać z Kamilem.
Kupiliśmy jeszcze łóżko do naszej sypialni, telewizor, 2 komody, szafki nocne, duże, stojące lustro, ogromną szafę, a nad łóżko kupiliśmy duży obraz przedstawiający Wielką Krokiew w fioletowym świetle.
Obraz był przepiękny.

Zapłaciliśmy za zakupy, a tir z zakupiony rzeczami miał przyjechać wieczorem.
Chciałam już wrócić do mieszkania. Nie byłam zmęczona, ale chciałam już po prostu znaleźć się w domu. Jednak Kamil miał dla mnie jeszcze jedną niespodziankę.
Pojechaliśmy do szkoły tańca.
- Gdzie ty mnie przywiozłeś? - zdziwiłam się
- A co chcesz zatańczysz na nasz pierwszy taniec?
- Nie wiem. Miałam  w planach, że wybierzemy jakąś piosenkę i do niej zatańczymy.
- Nasz pierwszy taniec musi być wyjątkowy.
Nie miałam już siły, aby dyskutować z Kamilem. Weszliśmy do środka, a tam czekała już na nas pani Anna, która miała zająć się naszym tańcem ślubnym.
- Dzień dobry. Jestem Anna Nowek i będę przygotowywać dla was pierwszy taniec weselny, a także będę was uczyć tańczyć. Czy mieliście państwo jakieś do czynienie z tańcem?
- Taki zwykły taniec na weselu u znajomych - uśmiechnęłam się.
Zostaliśmy zaproszeni na salę taneczną.
- Jaka muzyka państwa interesuje. Macie może jakiś pomysł, do której piosenki chcieliby państwo zatańczyć?
Kamil wpadł na wspaniałomyślny pomysł, że będzie to piosenka Edda Sheerana "Perfect". Ja nie byłam do tej piosenki zbytnio nastawiona. Nie mówię, że mi się  nie podoba, ale .... taka trochę smutna melodia, a moim zdaniem ja z Kamilem tworzymy dość wybuchową parą, więc powinna to być żywa piosenka, abyśmy mogli podczas niej się wyszaleć.
- Nie wiem czy to jest dobry pomysł. - stwierdziłam. - Moim zdaniem nasz taniec powinien być bardziej porywczy, szalony, wybuchowy. A tak piosenka Kamil, jest taka.... na smutną melodią. Nam powinno przydać się coś bardziej żywego.
Ja myślałam o tańcu na wesoło. Spotyka się je często na weselach. Jest to po prostu mieszanka kilku piosenek i do tego odgrywane są różne scenki, na przykład "Facet to świnia", "On tańczy dla mnie" , czy wiele innego. Jest tego dużo w Internecie, ale Kamil stwierdził, że jednak coś takiego odpada, więc tutaj musiała poratować nas pani Ania, która wpadła na świetny pomysł.
Może ta piosenka wyszła z mody, bo to przecież 2019 rok, ale... "Despacito" w innej wersji? Wersja na altówkę, elektryczną wiolonczelę i dwa kontrabasy wydawała się bardzo interesująca. Pani Ania włączyła nam muzykę na magnetofonie. Strasznie mi się spodobało. Kamilowi ta wersja też wpadła w ucho.
- A więc co? Próbujemy?
- Ale tak teraz? - zdziwiłam się
- Tak... Ta wersja piosenki ma około 4 minuty, ale mam dla was niespodziankę na koniec.
Pani Ania pokazywała nam kroki tańca. Mi się bardzo podobało. Na początku tańczyliśmy tak jakby normalnie, następnie Kamil obkręcił  mnie 3 razy, następnie zawiesiłam się na jego szyi, a on trzymał mnie za plecy i miałam zwisać głową w dół... Układ bardzo mi się podobał. Nawet nie spostrzegłam się, jak minęły te 4 minuty.
- Brawo! - powiedziała Ania - A na koniec zrobimy tak, że się nie ukłonicie. Kamil będzie chciał pójść do kolegów , rodziny i powie głośne "Nara kochanie!"
Kamil zaczął się śmiać, ja też, ale Ania mówiła dalej
- I w tym momencie puścimy nagranie z kabaretu Koń Polski, jak Hela mówi Mariana "Ho no, ho no" i ty w tym momencie Kasiu kiwniesz Kamila i dalej będzie kolejna część nagrania "A czy ty mnie kochasz, czy ty mnie nie kochasz?" I wtedy Kamil wróci się do ciebie i cię pocałuje. Może tak być?
Ania miała głowę pełną pomysłów, a ten pomysł na zakończenie naszego tańca był świetny.
Trenowaliśmy nasz taniec aż do 20:00. Nie byłam zmęczona. Tańczyłam świetnie.
Jednak zadzwoniono do nas ze sklepu, że przyjechały zakupione przez nas sprzęty do domu i musieliśmy się pożegnać z panią Anią.
Pojechaliśmy do naszego domu, gdzie porozstawialiśmy pudełka z meblami i sprzętami. Panowie okazali się tak pomocni, że podłączyli nam okap, kuchenkę, lodówkę, pralkę , telewizory, oraz wszystkie sprzęty do łazienki. Stół , kanapy, fotele, szklany stolik, krzesła i meble kuchenne mogliśmy z Kamilem już porozstawiać, ale wszystkie szafy, szafki, szafeczki, komody, stoliczki trzeba było złożyć, bo były w pudełkach. Nie mieliśmy jednak czasu, aby to zrobić. Było już 23:00, a musieliśmy pojechać po Piotrusia do rodziców Kamila.

To był bardzo ciężki dzień, jednak zmęczona wzięłam kąpiel i położyłam się spać.


-----------------------------------------------------------------------------------------


                                                      kiki2000

Komentarze

  1. Jak zwykle świetny rozdział. Czekam z utęsknieniem na kolejny rozdział bo w taki upalny dzień jak dziś to fajna rozrywka i odpoczynek. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolejny rozdział to wielki dzień w życiu Kasi i Kamila, który do przeczytania będzie w weekend, ponieważ jutro wyjeżdżam na pięciodniową wycieczkę do Zakopanego i nie wiem, jak będzie z internetem. Jednak dziękuję za miłe słowa. Pozdrawiam

      Usuń

Prześlij komentarz