Numer 232 - Święta

Nadszedł grudzień, a wraz z nim święta. Stwierdziłam, że czasami czas płynie zbyt szybko. Za nim się obejrzałam Karolek skończył już 8 miesięcy, rosną mu zęby i dom zamienił się w dom płaczu i krzyku, a także nieprzespanych nocy.
Kamil zaczął przygotowania psychiczne do igrzysk. Uczestniczy nadal w życiu rodziny, ale jednak mniej. Stwierdził, że musi się uspokoić i doprowadzić siebie samego do porządku. Rozumiałam go, ale to ja teraz zostałam z trójką dzieci na głowie. Chciałam podejść i powiedzieć  mu prosto w twarz, że kiedy on chodzi sobie na spacery, aby się wyciszyć, ja zajmuję się trójką dzieci, gdzie jedno płacze, bo rosną zęby, drugie chciałoby bawić się tylko lalkami, oczywiście bawiąc się z nią, a trzecie cały dzień spędziłoby na dworze, aby sobie poskakać na nartach na górce za domem. Przecież to Kamil chce mieć tyle dzieci, a właśnie w tym okresie wyszło, że Kamil chce dzieci, ale teraz spędza z nimi strasznie mało czasu. Postawił mu więc ultimatum, albo poświęcisz czas naszym dzieciom codziennie, chociaż pół godziny, aby się z każdym pobawił, a jak nie to, ja już nie chcę mieć więcej dzieci i trójka mi w zupełności wystarczy. Podświadomie chciałam mieć jeszcze jedno dziecko, Kamil marzył ogólnie o piątce, jednak wiedziałam, że to ultimatum na niego podziała. Nie myliłam się. Przez wolne przed świętami świetnie organizował sobie czas, aby mieć godzinę na spacer do lasu, a także, aby zając się dziećmi. Ja w tym czasie przygotowywałam różne potrawy na święta.

Nadeszła Wigilia. Od rana krzątałam się w kuchni. Gdy dzieci jeszcze spały, Kamil poszedł na dwór, aby przystroić dom kolorowymi światełkami.  Gdy skończył, wrócił do domu, aby napić się kawy.
- Zimno? - spytałam
- Bardzo - odpowiedział
- Natalia do ciebie nie dzwoniła? Nie wiesz, czy przyjeżdżają?
- Podobno tak. Michał pisał do mnie SMS-a.
- Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że zobaczę ponownie małego Antosia.
- Powiem ci, że nasza rodzina się bardzo rozrasta
- Nawet za bardzo - stwierdziłam
- Zaraz  zobaczysz, jak twój Piotrek weźmie ślub z Karoliną, albo Julka znajdzie sobie jakiegoś chłopaka.
- Oj.. Nawet tak nie mów - powiedziałam - Ona ma dopiero 11 lat.
- No co, zanim się obejrzysz, to już dostaniemy zaproszenie na ślub.
- Przypominam ci, że pomiędzy nią, a naszym synem są tylko 3 lata różnicy. To nie tak dużo.
- Wiem, ale...
Kamil jednak nie dokończył swojej myśli.
Chciał jednak szybko wybrnąć z tej niezręcznej dla niego sytuacji.
- Tort dla Piotrusia już upiekłaś? - spytał
- Tak - odpowiedziałam

Dzieci wstały dopiero o 9:00. Zeszły na śniadanie, które zjadły, a następnie poszły na górę, aby się przebrać ze swoich piżam.
Ja już wszystko do jedzenia przygotowałam, więc miałam chwilę oddechu. Poszłam na górę do Karolka. Ponownie strasznie zaczął płakać i myślałam, że już zaraz eksploduję. Chciałam przespać chociaż jedną noc w całości. Nie wyobrażałam sobie jednak tego, że od września przyszłego roku miałam wrócić do pracy. Prosiłam Boga, aby chociaż te święta, Karolek przeżył spokojnie bez płaczu. Wiem, że go bolało, bo rosły mu zęby, ale Piotruś i Wiktoria jakoś spokojniej je przechodzili.  Wyjęłam go z łóżeczka i zeszłam z nim na górę. Karolek już sobie spokojnie siedział. Wsadziłam więc go do specjalnego krzesełka do kuchni. Nakarmiłam go zmiksowanymi warzywami. Bardzo mu smakują. Chociaż tyle, że w kwestiach żywieniowych nie jest wybredny.
Następnie wytarłam mu buzię i posadziłam na dywanie w salonie. Kamil akurat przyniósł choinkę, którą razem mieliśmy ubierać.  Pomogłam wyjąć Kamilowi sztuczną choinkę z pudełka. Piotruś z Wiktorią wyjmowali łańcuchy i lampki. Bombek nie kazałam ich ruszać. W pewnym momencie obejrzałam się za siebie.
- Gdzie Karolek?! - spytałam zdenerwowana, bo nigdzie go nie widziałam.
Kamil poszedł w stronę kuchni  i jadalni. Piotruś i Wiktoria w stronę korytarza, ja gdy wychodziłam z salonu, szukając Karolka zauważyłam go, jak na czworaka wdrapuje się na schody. Był już na trzecim schodku. Podeszłam do niego  i wzięłam go.
- Już go mam! - powiedziałam
Wszyscy wróciliśmy zatem do salonu.
- Musimy chyba znowu zamontować  te bramki przy schodach  - powiedziałam do Kamila
- Ale przecież nie są one w ogóle strome.
- Ale widzisz, że już był na trzecim schodku. wchodził sobie na czworaka, a jak będzie tak chciał zejść z góry i spadnie....
- To już po świętach się tym zajmę.

Ubraliśmy więc wspólnie choinkę. Karolek raczkował wokół nas. Jednak już nie uciekał na schody. Na szczęście. Ciągle jednak miałam go na oku. Gdy ubraliśmy choinkę, chciałam jeszcze posprzątać trochę w domu, ponieważ dnia poprzedniego nie zdążyłam wszystkiego ogarnąć.  Kamil postanowił powycierać wszystkie swoje puchary i medale.
- Wiktoria... - poprosiłam córkę - Obejrzysz z Karolkiem bajkę? - podałam jej pilot od telewizora
- Dobrze, mamo
Posadziłam zatem Karolka na kanapie. Wiktoria jako czujna siostra przytuliła do siebie Karolka i oglądali razem bajki. Mi zaś do posprzątania zostały tylko łazienki. Jedna na górze i jedna na dole. Posprzątałam je więc na błysk po godzinie

Była już 16:00. Nasza wieczerza jak zwykle zaczyna się o godzinie 18:00. Tak jak co roku mieli zjawić się goście. Kamil założył więc śnieżnobiałą koszulę i granatowe spodnie. Piotrusiowi również założyłam białą koszulę. Karolkowi zaś założyłam białe body z namalowaną muszką.
Ja zaś postawiłam na sukienkę w odcieniu pudrowego różu.
Wiktorii założyłam również sukienkę w odcieniu pudrowego różu.

Do domu zapukali pierwsi goście. Przyjechał Bronisław, następnie moja mama z Julką, moja babcia, Piotrek z Karoliną i Michał z Natalią i małym Antosiem. Kornelia napisała mi SMS-a, że tegoroczną Wigilię spędzają w swoim mieszkaniu wraz z rodziną Bartosza.  Było to dla mnie zrozumiane, przecież teraz wszyscy mamy swoje rodziny.  Napisała mi jednak, że pojawią się w Boże Narodzenie na urodzinach Piotrusia.

Gdy zatem wszyscy już byli , usiedliśmy przy stole.
- To już taka nasza mała tradycja -powiedział Kamil - Jesteśmy w nieco innym składzie. Nie ma z nami Kornelii z Bartkiem i Szymonkiem, ale mamy Antosia - Kamil nie krył zadowolenia, że widzi swojego siostrzeńca, a ja , że widzę swojego bratanka.
 Podzieliliśmy się zatem opłatkiem. Karolek siedział zaś w swoim krzesełeczku pomiędzy mną a Kamilem.
Gdy złożyliśmy sobie życzenia, zasiedliśmy do stołu, aby zjeść wspólnie wieczerzę wigilijną.
- Ja jeszcze idę dzisiaj na pasterkę - powiedział Bronisław
- My nie chodzimy - powiedział Kamil - Karolek zaraz będzie śpiący, Wiktoria to samo.
- A jak nasz kochany Antoś? - spytałam
- Bardzo dobrze, co nie? - spytała Antosia Natalia - Jest taki słodki.
- Widać, że Witkowski - uśmiechnęłam się
- Nie zapomnijcie, że wywodzicie się z rodu Ujejskich - uśmiechnęła się moja babcia
- Od tego wszystko się zaczęło - powiedziała moja mama
- A kiedy planujecie chrzest? - spytał Kamil Natalię
- Nie wiemy jeszcze. Myśleliśmy o jakiejś sobocie, ale przecież ty skaczesz... Jeździsz na zawody. Może już po sezonie?
- A kto będzie matką chrzestną? - spytał Bronisław
- Myśleliśmy o Kornelii - powiedział Michał
- Pytaliście się jej? - spytałam
- Tak. - odpowiedziała Natalia -  Powiedziała, że oczywiście.
- Wiesz, Kasiu  - zwrócił się do mnie Michał - Ty masz tyle chrześniaków,  że nie chcieliśmy ci dorzucić kolejnego do kolekcji. Nie gniewasz się?
- Nie, no co wy - odpowiedziałam  - Chociaż nie ukrywam, że mam dopiero 3 chrześniaków.
- Trzech? - zdziwiła się moja mama - Ja mam tylko jednego - powiedziała
- Ja mam Zosię - córkę Marceliny i Stefana, Maciusia - syna Justyny  i Piotrka, a także Szymonka - naszej Kornelii.
- Ja mam tylko Zosię - uśmiechnął się Kamil
 -To wy oboje jesteście chrzestnymi u Marceliny i Stefana? - spytała moja mama
- Tak - odpowiedziałam
Po zjedzonej wieczerzy wigilijnej poszliśmy do salonu, gdzie śpiewaliśmy wspólnie kolędy.
- To teraz czas na Piotrusia na ślub -powiedziała babcia do mojego brata - Bo nawet nie wiecie, jakie to piękne uczucie, gdy idzie się na ślub swoich wnuków, wita się na świecie swoje kolejne prawnuki. Będziecie w moim wieku, to dostrzeżecie, jakie to jest piękne uczucie
Po wspólnym zaśpiewaniu kolęd, Kamil wyjął kijek do selfie. Usiedliśmy sobie wszyscy wspólnie i zrobiliśmy wspólne selfie. Poprosiliśmy, aby Michał zrobił zdjęcie naszej wspaniałej piątki. Kamil objął mnie w pasie jedną ręką. Ja zaś trzymałam na swoich rękach Karolka. Wiktoria i Piotruś stali zatem przed nami.
- Kolejny rodzinny portret - powiedziałam
Porobiliśmy sobie mnóstwo wspólnych zdjęć. Mam również zdjęcie ze swoim bratankiem - Antosiem. Również zdjęcie z babcią, czy mamą.
Po wspólnych zdjęciach, dzieci rozpakowały prezenty. Antoś dostał do nas śpioszki z napisem "Przystojny po tatusiu", a kolejne "Uroczy po mamusi".


Po 21:00 wszyscy  rozeszliśmy się do domów.

Następnego dnia rano zeszłam na dół, aby napić się kawy. Znów była za mną nieprzespana noc. Po wypiciu kawy poszłam na górę, aby się przebrać z piżamy. Założyłam sweterek i  spódnicę.
 Kamil zaś założył koszulę. Piotruś również. Wiktorii zaś nałożyłam sukieneczkę.
Następnie złożyliśmy Piotrusiowi życzenia i zaśpiewaliśmy "sto lat". Ja i Kamil wręczyliśmy mu również prezent. Był bardzo szczęśliwy.
- Nie chciałem wam mówić - powiedział do nas Piotruś. Byłam więc bardzo zdziwiona, nie wiedziałam, czego mam się po nim spodziewać - Jadę na turniej do Czech, który odbędzie się 10 stycznia w sobotę - powiedział Piotruś
Pogratulowaliśmy więc mu i powiedzieliśmy, że pojedziemy razem z nim, aby go wspierać.
- Trener powiedział mi, że jeśli będę dobrze skakać, to zabierze mnie na Turniej Czterech Skoczni dla dzieci. - powiedział
Byliśmy bardzo z niego dumni. Ucałowaliśmy go, po czym pojechaliśmy do kościoła, gdy wyjeżdżaliśmy z domu, zobaczyłam, że Aga i Maciek również jadą za nami w stronę kościoła.
Po Mszy Świętej wróciliśmy do domu i rozpoczęliśmy przygotowania do imprezy urodzinowej. Gdy w pewnym momencie byłam sama z Kamilem powiedziałam do niego:
- Wiesz co? Czasami już mam dość, że zawsze w pierwszą sobotę stycznia muszę jechać do tej Warszawy. Powiem ci, że to już chyba taka moja tradycja. Będę tam bodajże ósmy raz - powiedziałam do Kamila
- Takie jest życie. Wiedziałaś na co się piszesz, wychodząc za mnie - uśmiechnął się w moją stronę
- Wiedziałam  - również się uśmiechnęłam
- A co byś powiedziała na jeszcze kolejnego Stocha? - spytał uwodzicielsko, łapiąc mnie w pasie i przybliżając w swoją stronę
- Jeszcze nie w tym momencie... - powiedziałam - Pomyślmy o tym po Nowym Roku. Teraz skupmy się na urodzinach Piotrusia. W końcu jest już z nami osiem lat.
- To już osiem lat - powiedział Kamil
- No właśnie... Osiem lat. - odpowiedziałam

Przygotowaliśmy  więc salon na imprezę urodzinową. Piotruś nie chciał żadnych kolegów z klasy. Powiedział , że nie ma na to czasu, bo są święta i każdy spędza je z  rodziną. To bardzo mądry chłopak. Jednak czasami było mi go tak szkoda.

O 15:00 zjawili się goście, a dokładnie Stefek Hula z Marceliną i dzieciakami, a także Kornelia z Bartoszem i Szymonem. Rodzice chrzestni Piotrusia przywitali go prezentami. Ja zaś wyjęłam tort i ukroiłam każdemu po kawałku. Wcześniej jednak Piotruś pomyślał życzenie i zdmuchnął z niego świeczki.
Po zjedzeniu dzieci poszły się bawić do pokoju Piotrusia, a my zostaliśmy w salonie.
- Coś nam się wykruszają te urodziny - powiedział Kamil
- Twój tata pojechał dzisiaj do Natalii  i Michała, moja mama z Julką również. Babcia jest mojego wujka na Bożym Narodzeniu. Piotrek spędza Boże Narodzenie z rodzicami Karoliny. Każdy ma teraz swoją rodzinę - powiedziałam - Już nie będzie tak, jak sześć czy pięć lat temu, że spotykało się w naszym domu ponad 20 osób, teraz nasze rodzeństwo założyło swoje rodziny.
- Jedziesz w tym roku znowu na galę? - spytała mnie Marcelina
- Tak - odpowiedziałam - Ale tak jakoś mi się nie chce zostawiać dzieci... Sama rozumiesz.
- Chociaż wy macie dwójkę już dużych - powiedział Kamil
- Mieliśmy dwójkę - poprawił Stefan
Nie wiedziałam, o co mu chodzi.
- Jak to mieliście? - spytałam
- Jestem w ciąży - powiedziała Marcelina
Wszyscy pogratulowaliśmy im, że powitają niedługo nowego członka rodziny.
- Nawet nie wiecie, jak się cieszę. - powiedziałam - Który miesiąc? - spytałam Marceliny
- 4 - odpowiedziała
- Znowu zostanę ciocią - powiedziałam
- Podwójną - wtrąciła się Kornelia
- Naprawdę?! - byłam w szoku
- No tak - powiedziała Kornelia - U mnie jednak drugi miesiąc- powiedziała
Znów więc posypały się gratulacje.
- Nawet nie wiecie, jaka jestem szczęśliwa - powiedziałam - Kiedy macie terminy?
- Ja na maja - powiedziała Marcelina
- A ja na lipca - odpowiedziała Kornelia - Jak wszystko pójdzie dobrze
- Zobaczysz.. Wszystko pójdzie dobrze.

Po imprezie urodzinowej zrobiliśmy sobie również mini sesję fotograficzną. Ponownie poprosiliśmy o zdjęcie rodzinne naszej piątki. Następnie zaś wręczyliśmy prezenty świąteczne naszym chrześniakom. Ja podarowałam prezent Szymonkowi, a wspólny dla Zosi.


Następnego dnia rano po wypiciu kawy, poszłam obudzić dzieciaki. Mieliśmy jechać do kościoła na godzinę 9:00, a następnie prosto do Wisły, do mojego chrześniaka.
Założyłam więc kombinezon.
Pojechaliśmy zatem do kościoła, a następnie prosto do Wisły do Justyny i Piotrka. Spędziliśmy u nich prawie 2 godziny, po czym pojechaliśmy do Krakowa do Natalii , Michała i Antosia. Odwiedziliśmy ich w nowym mieszkaniu.
- Myślimy coś o budowie domu - powiedział Michał - Ale wiecie... z pieniędzmi krucho. Natalia teraz nie pracuje. Ja tylko zarabiam.
- Zobaczycie. Mały podrośnie, to Natalia pójdzie do pracy. - powiedział Kamil
- A słyszeliście, że Kornelia w ciąży?! - byłam taka podekscytowana
- Tak - powiedział Michał - Zadzwoniła do nas z tą wiadomością wczoraj około południa
- Tak, bo byli u nas na urodzinach Piotrusia - powiedziałam

Po 2 godzinach wróciliśmy wieczorem do Zakopanego.


--------------------------------------------------------------------------------


                  kiki2000

Komentarze