Numer 236 - Piotruś wyjeżdża na zgrupowanie, konkursy w Zakopanem.

W poniedziałek z samego rana zawiozłam Piotrusia pod jego klub. Wyjęłam mu z samochodu walizkę i poszłam na miejsce zbiórki. Było tam już około 25 dzieciaków, a zanosiło się, że będzie ich więcej. Trener spytał się, czy wszystko spakowali. Dzieci z sekundy na sekundę dochodziły na wyznaczone miejsce. Stanęłam sobie obok Nadii - mamy kolegi Piotrusia, który również jechał na zgrupowanie. Pożegnałyśmy się z dzieciakami, które wsiadły do autokaru i pojechały na zgrupowanie. Pomachałam mu jeszcze na pożegnanie.
- Jeszcze nigdy na tyle nie opuszczał domu - powiedziałam
-  No właśnie - powiedziała do mnie Nadia - Ale niech jadą. Powiedziałam mu, że jeśli chce skakać, to niech to robi. Nie będę mu stała na przeszkodzie. Niech robi to co kocha, aby potem nie miał do mnie pretensji, że mu cokolwiek zabroniłam.
W trakcie rozmowy zaprosiłam Nadię na kawę. Powiedziała, że tylko odbierze Adriannę od swojej mamy i przyjedzie do mnie. Ja zaś pojechałam do domu. Pożegnałam się z Bronisławem, który pilnował dzieci i wstawiłam wodę na kawę. Po jakiś 20 minutach pod dom podjechał czarna Toyota Yaris - była to Nadia wraz z Adrianną.
Mała Ada trochę bała się nowego miejsca, ale Wiktoria zaciągnęła ją do zabawy do swojego pokoju.

- Teraz Piotrusia nie ma. - powiedziałam - Ale Kamil będzie popołudniu. Ten tydzień spędzamy razem, bo teraz konkursy w Zakopanem. Ty też pewnie z mężem sobie odpoczniecie od  syna.
- Niekoniecznie - powiedziała, pijąc łyk kawy
- Jakieś plany macie na ten czas?
- Nie. Nie mam męża.
- Przepraszam, nie wiedziałam.
- Odszedł od nas zaraz po narodzinach Adrianny. Nie mam z nim żadnego kontaktu
- Przepraszam, nie wiedziałam - powtórzyłam się
- Skąd mogłaś wiedzieć? Nie lubię opowiadać o swoim życiu prywatnym.
- Nikt za bardzo nie lubi.
- A wy to już chyba w ogóle. Ciężko wam jest? - spytała
- Można się do tego przyzwyczaić - powiedziałam
- Ja bym tak nie mogła, kiedy każdy mój krok śledzą dziennikarze.
- Albo się uśmiechasz, albo czymś zasłaniasz i idziesz niepostrzeżenie, chociaż ta druga opcja jest bardzo dziwna, jak dla mnie. Nigdy nie potrafię się dobrze zakamuflować, aby nikt mnie nie widział.
- Ale już i tak długo jesteście ze sobą. Długo też fotografowie chodzą za tobą.
- 13 stycznia minęło 9 lat, od kiedy spotkałam Kamila po raz pierwszy i moje życie zmieniło się drastycznie. Pod koniec roku zostałam matką, mając 20 lat, jednak gdyby nie Kamil i jego wsparcie, nie udałoby mi się być tą osobą, którą jestem teraz. Zapewne żyłabym w swoim mieszkaniu, mając męża, albo i nie i nie wiedząc, co mam robić dalej ze swoim życiem. Kamil wspiera mnie w każdych moich planach, podrzuca mi nowe pomysły i mam kilka opcji, co będę dalej ze sobą robić. Mogę nadal być nauczycielką, ale też mogę prowadzić klub sportowy i oddać się mu, mogę też być menadżerką, bo mam odpowiednie papiery. Gdyby nie Kamil, nie osiągnęłabym tego.
- Cieszę się, że masz w nim takie oparcie. Ja w moim mężu takiego nie miałam.
Nie chciałam niczego od niej wyciągać, jednak sama zaczęła mi opowiadać. Zaczęła od pierwszego spotkania, kiedy ona była kelnerką i pracowała w jednym z barów, gdy wychodziła z pracy, dwóch jakiś mężczyzn podeszło do niej i przycisnęli ją do ściany. Obmacywali ją i wtedy Mikołaj - jej były mąż uratował ją. Zaczęli się spotykać. Ona miała 22 lata, on 38. Zamieszkali razem, bo uciekła od rodziców, nie miała gdzie mieszkać. Dopiero po 2 latach odważyła się powiedzieć rodzicom, co robi i gdzie mieszka. Relacje trochę się ociepliły. A Mikołaj był szarmancki. Oświadczył jej się we Włoszech, a ślub wzięli w Grecji, gdy Nadia miała już 27 lat, Mikołaj miał 43. Już podczas ślubu była w ciąży , suknia ciążowa opinała jej brzuch, jesienią tego samego roku zostali rodzicami chłopca - Natana. Byli tacy szczęśliwi, ale chyba tylko udawane szczęście. Nie mówiła nikomu, że ją bił, katował, wyzywał, że zamykał ją w łazience, zabrał torebkę, telefon, portfel. Ona miała tylko siedzieć w domu i zajmować się dzieckiem. Robiła wszystko to, co jej kazał. Zmuszał ją do seksu, kiedy ona tego nie chciała. Przeżyła prawdziwy horror i kiedy okazało się, że jest w kolejnej ciąży... Zamarła. Kolejne dziecko z tym tyranem? W kwietniu 2020 r. urodziła córeczkę - Adriannę. Gdy tylko wrócili do domu, Mikołaj uderzył ją w twarz, bo był pewny, że zostanie szczęśliwym ojcem kolejnego syna. Tak się jednak nie stało. Złapał ją za rękę i popchnął z całej siły, iż tyłem głowy uderzyła o kant stołu. Straciła przytomność. Gdy się obudziła, jego już nie było i nie ma do tej pory.
- Szukałam go wszędzie - powiedziała - Nie daje jednak znaku życia. Wynajęłam detektywa, ale to nic nie daje. Mam męża, którego nie widziałam od 6 lat. Nie wiem, co się z nim dzieje. Czasami mam ochotę go aż wykastrować, a czasami mam ochotę rzucić się mu w ramiona i poprosić, aby do nas wrócił... Natan jest tak do niego podobny...
Opowieść Nadii sprawiła, że zaczęłam doceniać, jakie mam szczęście, że spotkałam Kamila. Nadia nie chciała już więcej mówić o swojej przeszłości.
- Teraz mam rodziców. Tata wyjeżdża za granicę pracować, a mama mieszka tutaj w Zakopanem. Pomaga mi w opiece nad dziećmi, gdy pracuję.
- A gdzie pracujesz?
- W galerii handlowej na pół etatu. Sprzedaję w orsay'u. Mam dogodne godziny pracy. Pracuję od 8:00 do 13:00 i czasami dostaję 2-3 dni wolnego w miesiącu, od tak. Taki dzień wypadł dzisiaj, ale pracuję także w weekendy i wtedy już od 9:00 do 20:00.

Po wypiciu kawy, Nadia wzięła Adriannę i wróciła do domu. Bardzo byłam przejęta jej historią. Trudno mi było pojąć, ile ona przeszła. Musiała przeżyć prawdziwy horror.

Wieczorem do domu wrócił Kamil. Opowiedziałam mu o historii Nadii. Widziałam, że nie wybaczył by takiemu draniowi.
- Pamiętam, jak ty przechodziłaś z Adrianem - powiedział do mnie
- Chciałeś mu sam wymierzyć sprawiedliwość - powiedziałam  do Kamila
- Taki już ze mnie typ - uśmiechnął się

W piątek odbyły się kwalifikacje, w których wystartowało 12 naszych zawodników. Wszyscy je przebrnęli i mieli wystartować w konkursie głównym w niedzielę.
W sobotę zaś miał mieć miejsce konkurs drużynowy, w którym wystartowała żelazna czwórka. Piotrek, Maciek, Kamil i Kuba.
W sobotę więc wraz z Karolkiem i Wiktoria wybrałam się pod skocznię. W naszym ulubionym sektorze czekała już na nas Agnieszka, a także Karolina. Po chwili dołączyła się do nas Justyna wraz z dziećmi. Tradycyjnie zrobiłyśmy sobie wspólne selfie.
- Kiedy wraca Piotruś? - spytała się mnie Agnieszka
- W poniedziałek koło południa już będzie. Muszę po niego wyjechać pod klub.
- I jak? Podoba mu się?
- Rozmawiałam z jego trenerem. Podał mi Piotrusia do telefonu i powiedział, że jest bardzo fajnie. Dużo skaczą, mają zajęcia na sali gimnastycznej. Bardzo mu się podoba
- W końcu to Szczyrk. Najlepszy kompleks małych skoczni w Polsce - powiedziała Justyna - Kuba też jedzie na zgrupowanie w swoje ferie.
- Też do Szczyrku? - spytałam
- Tak, tak
- To ja po zawodach zapraszam was serdecznie do mnie na małą posiadówkę - powiedziała Agnieszka - Ciasto rano upiekłam, więc zapraszam
- Zrobiłaś ciasto i mnie nie zaprosiłaś? - spytałam ironicznie
- No tak wyszło. Może jescze zrobię twoją ulubioną sałatkę - zwróciła się do Justyny - Ale nie mam ogórków ani czerwonej cebuli.
- Ja mam - powiedziałam - Wczoraj byłam na zakupach. Mogę Ci pożyczyć - uśmiechnęłam się
-Takie sąsiadki to pożyją - powiedziała Justyna
- Chyba muszę powiedzieć Kubie, abyśmy zmienili plany. Zamiast dom w Bielsku Białej to wybudujemy w Zakopanem - zaśmiała się Karolina
- A już obok mnie z jednej strony ktoś już działkę kupił, więc macie ostatnią szansę - powiedziała do niej Agnieszka - Jeszcze działka po drugiej stronie jest wolna - uśmiechnęła się
- Ale jak liczyłam, to już mieszka na tej ulicy 40 osób - powiedziałam
- To będzie 42 - powiedziała zadowolona Agnieszka
- Nie tak szybko - odezwała się Karolina - Jeszcze muszę porozmawiać z Kubą - uśmiechnęła się
- Tam Kubę sobie obkręcisz wokół palca. - powiedziała Agnieszka - Spokojnie, zgodzi się na wszystko
- To taka ulica skoczków się robi - uśmiechnęła się Justyna
- To powiedz Piotrkowi i już się przeprowadzacie - odezwała się Agnieszka  - Co to za problem, aby się do nas przeprowadzić. Bardzo fajna ulica, tylko trzeba mieszkać.

Zaczął Piotrek. Skoczył 135 metrów. Maciek 136 metrów. Kamil 137 metrów, a Kuba 138 metrów.
Po pierwszej serii zajmowaliśmy pierwsze miejsce. Nadszedł czas na drugą serię. Piotrek skoczył 132 metry. Maciek 135 metrów. Kamil 138.5 metra, Kuba 138 metrów. Wygraliśmy więc kolejny konkurs drużynowy. Bardzo się cieszyłyśmy z wygranej. Nagrałam nawet dekorację kwiatową i odśpiewanie hymnu. Wrzuciłam filmik na swoje instastory z napisem :"dumą".

Po konkursie podeszłam do Kamila i rzuciłam się mu na szyję. Pocałowałam go i powiedziałam :
- Nawet nie wiesz, jaka jestem z ciebie dumna
- Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że ciebie mam - powiedział do mnie

Porozmawiałam jeszcze z Kamilem, po czym wróciłam wraz z dziećmi do domu.  Przebrałam się ze spodni zimowych i grubego swetra w :

Dzieci również przebrałam, wzięłam ogórki i cebulę, o które prosiła mnie Agnieszka i poszłam wraz z dziećmi do Agi. Zrobiłyśmy sałatkę. Położyłam ją na stół, a następnie przyszykowałam talerzyki i sztućce. W tym momencie przyjechała Justyna z dziećmi i Karolina.
Przywitałyśmy się uściskiem.
- Kuba do mnie dzwonił - powiedziała Karolina - Za jakąś godzinę będą.
- I co, przyjadą? - spytała Agnieszka
- Tak, całą czwórką przyjadą. - odpowiedziała na jej pytanie.

Po godzinie nasi panowie, jak się z nich śmiała, przyjechali pod dom Maćka i Agnieszki.
- Gratulujemy - powiedziała Justyna, zaczęłyśmy bić im brawo.
- Czekamy na lepsze gratulacje, jak wrócimy z Włoszech - powiedział Maciek
- No to musicie się postarać - rzekła Agnieszka

Spędziliśmy bardzo miło czas.  Po jakiś dwóch, trzech godzinach wróciliśmy do domu.
- Jestem wykończony - powiedział do mnie Kamil
- To się połóż - powiedziałam
- Tak trzeba będzie zrobić

Następnego dnia odbył się konkurs indywidualny. Kamil pojechał zatem na skocznię już w południe. Ja i dzieci wyszliśmy z domu o 15.00. Stanęliśmy w naszym tradycyjnym sektorze. Tego dnia obok nas była również Anja Soberg. Podeszła do nas i zaczęliśmy rozmawiać.
W pewnym momencie pokazała nam pierścionek zaręczynowy.
- Zapraszamy was wszystkich na nasz ślub i wesele - powiedziała - Już w lipcu. Zaproszenia papierowe wyślemy później

- Dziękujemy - powiedziałyśmy wszystkie

Oglądałyśmy konkurs skoków. Po pierwszej serii Polacy zajmowali odpowiednio : 4,6,7,10,15,17,19,22,27,29,30 i 35.

I oglądałyśmy z wielkimi emocjami drugą serię. Skończyła się dla nas bardzo szczęśliwe. 2 i 3 miejsce było nasze. Maciek zajął drugie miejsce, a Kamil trzecie, Kuba był piąty. Piotrek 9, Olek 14, Paweł Wąsek 15, Tomasz Pilch 17, Klemens Murańka 20, Kacper Juroszek 25, Damian Skupień 27, Jakub Szczęsny 29, Jan Stępień - tak to zawodnik naszego klubu KS Team niezmiennie 35 miejsce.


Zawody wygrał Johann Andre Forfang.



----------------------------------------------------------------------------------------- 


                                           kiki2000

Komentarze