Numer 237 - Igrzyska Olimpijskie we Włoszech

Kamil przed wyjazdem na Igrzyska był bardzo zdenerwowany. Nie chciał ze mną w ogóle rozmawiać. Kręcił się tylko po domu. Czas zabijał, bawiąc się z dziećmi. Aż w końcu przyszedł czas na wyjazd. Kamil od kilku dni pakował walizki. Jak nigdy. Widziałam jednak, że był bardzo zdenerwowany. Ostatnio w Pucharze Świata nie układało się po jego myśli. Od triumfu drużyny w Zakopanem i swojego drugiego miejsca już nie triumfował na podium, a drużyna nie wygrała kolejnego konkursu drużynowego i ledwo zajęła trzeciego miejsce. Widziałam więc jego poddenerwowanie. Nie chciałam go jednak bardziej nakręcać. We wspólnych rozmowach nie wspominałam w ogóle o skokach.

2 lutego wieczorem w przeddzień wyjazdu, gdy dzieci poszły już spać, zrobiłam dla nas obojga romantyczną kolację. Czułam, że będę strasznie tęsknić za Kamilem. Wiedziałam, że będzie mi go bardzo brakowało.
Przyszykowałam czerwone świece, które zapaliłam. Obyło się bez wina, ponieważ jutro musiał stawić się jeszcze w Warszawie na zaprzysiężeniu. Wino tego wieczoru było więc zbędne. Usiedliśmy przy stole i zaczęliśmy jeść. W milczeniu.
- To już nasze trzecie Igrzyska - powiedziałam do Kamila - Już trzeci raz wyjeżdżasz na tak długo
- Ale to pokazuje, jak długo jesteśmy już razem. - złapał mnie za rękę
- Każde kolejne Igrzyska to jakaś nowa przygoda. Wcześniej wyjeżdżałeś na drugi koniec świata. Najpierw Korea Południowa, potem Chiny.. Teraz mam cię bliżej, bo lecisz do Włoch.
- Nigdy nie zapomnę, jak byłem w Pekinie i zrobiłaś mi taką niespodziankę. Teraz też tak będzie? - uśmiechnął się do mnie
- A co, chciałbyś? - również się uśmiechnęłam
- No wiesz...
Kamil wstał z miejsca i poszedł do mnie. Dalej trzymał moją rękę i delikatnym ruchem pokazał, abym wstała. Wstałam więc ze swojego miejsca i wylądowałam w ramionach Kamila.
- A może by tak? - spytał mnie, szepcząc na ucho
Kamil objął mnie w pasie i przysunął do siebie. Pocałował mnie zmysłowo w szyję.
- Będziesz tęsknić? - spytałam, bawiąc się jego włosami.
- Za tobą zawsze.
- Mam nadzieję... Myślę, że nie znajdziesz sobie żadnej Włoszki.
- Ty jesteś najpiękniejsza. - przechylił mnie i usiadłam na stole.
- Kocham Cię - powiedziałam do niego
-Ja ciebie mocniej - szepnął mi na ucho i włożył rękę pod moją bluzkę. Trzymał ją na plecach.
Ja zaś dorwałam się do jego koszuli. Rozpinałam guzik po guziku. Kamil wziął mnie na ręce i powędrowaliśmy do sypialni. Tam spędziliśmy upojną noc.
Rankiem Kamil obudził mnie, przynosząc mi śniadanie do łóżka. Zaparzył mi nawet kawę w ulubionym kubku.
Po zjedzonym śniadaniu Kamil poszedł do łazienki, aby się przebrać. Ja zaś poszłam do dzieci. Piotruś już wstał. Wiktoria również siedziała na brzegu swojego łóżka. Karolek domagał się jedzenia. Zeszłam więc z dziećmi na dół. Kamil przygotowywał im jajecznicę.
- Mamo.. A wiesz, co mi się śniło? - spytał Piotruś
- Co? - spytałam
- Że tata przywiózł wszystkie medale - uśmiechnął się
- Wszystkie? - zdziwił się Kamil - To niemożliwe - zaczął się śmiać
- Ale tato... Wiesz co, jak dorosnę, to będę miał więcej medali i się z tobą podzielę.
To było takie piękne ze strony naszego syna.
- A ja, co tobie dam, jak będę duża? - spytała Wiktoria
- To zależy, kim chcesz być w przyszłości - powiedział do niej Kamil
Wiktoria zamyśliła się przez chwilę. Bawiła się widelcem na talerzu i rozrzucała po nim jajka.
- Ja chcę grać na tym u góry, co ten pan w kościele! - powiedziała po chwili namysłu.
Byłam bardzo zdziwiona. Wiktoria miała swoje ambitne plany.
- Naprawdę chcesz na tym grać? - spytałam
- Tak.. Jak Piotrek jeździ na treningi, aby skakać, to ja chcę się uczyć, aby na tym grać.
- Nie na "tym", tylko na organach - Kamil ją poprawił
- Niech ci tato będzie. Ja i tak będę nazywać to po swojemu - powiedziała do niego

Po zjedzonym śniadaniu sprzątnęłam naczynia do zlewu. Kamil poszedł na górę i zniósł dwie swoje walizki. Podszedł do dzieci i najpierw pożegnał się z nimi.
- Kupisz mi tam coś? - spytała Wiktoria - Kupisz mi taki mały medal? Bo te twoje to są strasznie za długie i nie mogę ich nosić
Kamil zaśmiał się, po czym przytulił Wiktorię z całej siły.
- Kupię, kupię - powiedział do niej
Gdy pożegnał się z dziećmi, podszedł do mnie i rzuciliśmy się sobie w ramiona.
- Wracaj szybko.. Uważaj na siebie - szepnęłam mu na ucho
- Będę uważał...

Gdy już się ze mną pożegnał, wziął Piotrusia do samochodu. Miał go zawieźć po drodze do szkoły, następnie prosto na lotnisko do Krakowa i z Krakowa do Warszawy na przysięgę, a, następnie z Warszawy prosto do Włoch. Kamil powiedział mi, o której godzinie będzie przysięga. Miałam oglądać go w telewizji.


O 12:00 włączyłam telewizor. Akurat idealnie trafiłam na transmisję. Słowa przysięgi czytał Maciek Kot. Zrobiłam mu zdjęcie i wysłałam do Agnieszki.
- Dumna, co nie? - spytałam
- I to jak bardzo. - odpisała mi.

Po przysiędze nasi wspaniali chłopcy wsiedli w samolot i polecieli prosto do Włoch. Siedziałam zatem w domu. Dzisiaj była kolej na Nadię, aby zawiozła chłopaków na trening. Zrobiłam zatem pranie. Wiktoria oglądała bajkę, a ja uczyłam Karolka chodzić. Wiktoria spoglądała czasem na nas i biła brawo swojemu młodszemu bratu.
I gdy tak spędzałam czas ze swoimi dziećmi, przed godziną 13:00 otrzymałam telefon od dyrektora szkoły w Zębie
- Dzień dobry, pani Katarzyno.
- Dzień dobry, panie dyrektorze.
- Pani Katarzyno, wiem, że jest pani na urlopie macierzyńskim, ale zatwierdzamy plany już na kolejny rok szkolny i dostaliśmy pieniądze na wyposażenie sal i chcemy przeznaczyć część pieniędzy na mapy i atlasy historyczne, różne plakaty, makiety. I potrzebujemy pani, a dokładnie kilku pani podpisów.
- To kiedy mogę przyjechać?
- Najlepiej teraz, jeśli to nie problem.
- Dobrze, będę za pół godziny.
- Dziękuję pani bardzo. Mam nadzieję, że to nie będzie żaden problem
- Naprawdę żaden - powiedziałam
Rozłączyłam się. Przebrałam się z legginsów i sweterka.

Włosy związałam zaś w kucyka. Ubrałam dzieci i pojechałam prosto do szkoły. Dzieci aż się ucieszyły, gdy mnie zobaczyły, jak weszłam do szkoły. Dziewczynki z obecnej klasy siódmej i ósmej nie mogły się nadziwić widokiem Karolka.
- Opuściła nas pani, ale dla takiego cudeńka to można, można - powiedziała jedna z nich
- Nie bójcie się - powiedziałam - Wrócę
- Wróci pani we wrześniu?
- Powinnam wrócić - uśmiechnęłam się - Ale wiecie, jak to jest. Może będzie kolejne takie cudeńko? - uśmiech nie schodził mi z ust. - Dobrze, dziewczynki... Przyjechałam tylko do pana dyrektora, podpisać kilka papierów, ale.... jak tam wam leci,  jak z historią?
- Dobrze. Miałam czwórkę na semestr - powiedziała jedna
- A ja piątkę.
- A kto was uczy historii? - spytałam
- Pan od wiedzy o społeczeństwie. Nie ma tragedii, ale wolałam lekcje z panią.
- Jak mi miło - powiedziałam - Ale naprawdę muszę już iść dziewczynki.
- Mamo, idziemy już? - spytała Wiktoria
- Tak, tak, już idziemy. - zwróciłam się do córki - Więc powodzenia dziewczynki, wszystkiego dobrego - powiedziałam do moich uczennic i poszłam do gabinetu dyrektora
Zapukałam najpierw
- Dzień dobry, panie dyrektorze
- Dzień dobry. - powiedział, gdy mnie zobaczył - Ale cudeńko - spojrzał na Karolka
- Oj, dziękuję - powiedziałam
Posadziłam Wiktorię na jednym z krzeseł w gabinecie. Na drugim, obok, posadziłam Karolka
- Trzymaj go, kochanie - zwróciłam się do Wiktorii
- Dobrze, mamo - powiedziała do mnie
Podeszłam do biurka dyrektora
- Pani Kasiu, nie chciałem pani tutaj tak przywoływać, wiedząc, że jest pani na urlopie macierzyńskim, ale.... sama pani rozumie. Dzisiaj dostałem te papiery od naszej księgowej i powiedziała, że przegapiła na  e-mailu i data odesłania podpisanego skanu jest do dzisiaj, no i.. siła wyższa, musiałem po panią zadzwonić
- Nic się nie dzieje. I tak jestem w domu
Usiadłam na krześle i zaczęłam podpisywać papiery. Był ich cały stos.
- A gdzie najstarsza pociecha?
- Trenuje w klubie.
- Skoki?
- Tak, tak. Miesiąc temu byliśmy z nim na zawodach w Czechach. Piotruś wygrał swoje pierwsze zawody w życiu.
- Gratuluję.
- Dziękuję. Wcześniej zajmował miejsca na podium, w tamtym miesiącu wygrał, teraz również były zawody i zajął 3 miejsce.
- Przerośnie tatę?
- Zobaczymy.
Rozmawiałam z dyrektorem, podpisując jednocześnie papiery i spoglądając jednocześnie na Wiktorię i Karolka.
- A mąż teraz poleciał na igrzyska?
- Tak, tak. Dzisiaj poleciał najpierw do Warszawy na zaprzysiężenie, a potem prosto z Warszawy do Włoch.
- Jak pani myśli, ile medali przywiezie?
- Nie mam tendencji, aby przed zawodami rozdawać medale. Ktoś powie, że przywiezie cztery medale, ktoś powie, że cztery złote, a ktoś powie, że ani jednego.
- Ale jakieś szanse zawsze są.
- Jakieś zawsze są - potwierdziłam - Ale nigdy nie lubiłam wieszać na kimś medali.
- A co tam w ogóle u pani słychać, widzę, że dzieci rosną jak na drożdżach?
- Bardzo dobrze - odpowiedziałam - W listopadzie zostałam ciocią. Mój brat został ojcem. Miała być dziewczynka, Antonina, a tu jak się urodziło, okazało się, że chłopak - Antoś, dobrze, że pokój zrobili w odcieniach szarości  i bieli.
- A to który brat, bo mówiła pani, że ma pani dwóch.
- Michał, ten starszy, mąż siostry Kamila
- Ach tak, przecież pani opowiadała.
- A co tam u pana? Jak tam dzieci?
- Dobrze. Córka najstarsza wychodzi za mąż w czerwcu.
- Gratuluję. Tutaj będzie ślub w Zakopanem?
- Tak, tak. On również stąd pochodzi.
- I tylko dwoje dzieci pan ma? Dwie córki?
- Dwie córki i najstarszego syna, ale on to już 4 lata po ślubie, dziecko w drodze.
- Czyli w końcu będzie pan dziadkiem?
- Tak, tak.. Doczekamy się. Będzie chłopiec.
- To tym bardziej gratulacje.
- Ma być Tomasz
- Bardzo ładnie.
- Teraz taka moda wracania do starych imion, jak Bolesław, Bronisław, Stanisław, Franciszek, Władysław... Nie podoba mi się to.
- Mi również - przyznałam mu rację. Moja siostra, ma syna już ma kilka latek - uśmiechnęłam się - Ma Franciszek, ale na drugie. Jest Szymon Franciszek
- Jako drugie imię pasuje, ale tak na pierwsze, dać jakiemuś chłopczykowi na imię Władysław... Nie podoba mi się to i nie rozumiem tej mody.
- Wiadomo, teraz wraca wszystko retro, na przykład spodnie dzwony, ale.... Imię dziecku wybiera się na całe życie i to musi być mądra decyzja, a nie podążanie za obcą modą.
- O, oto właśnie się rozchodzi.
W pewnym momencie spojrzał na Karolka.
- Ja ma na imię najmłodsza pociecha?
- Karol Kamil - odpowiedziałam na pytanie
- Drugie imię po ojcu
- Tak wybraliśmy. Zazwyczaj daje się pierworodnemu, ale... drugiemu synowi również można dać. - uśmiechnęłam się

Po podpisywałam wszystkie dokumenty, po czym wróciłam z dziećmi do domu. Po chwili ktoś zadzwonił do drzwi. Była to sąsiadka Marta.
- Cześć - powiedziała
- Cześć
- Ja w takiej nietypowej sprawie... Nie mam cukru, a robię ciasto. Nie mam samochodu i nie chce mi się iść do sklepu, a widzę, że pani Agnieszki nie ma, a ty akurat podjechałaś
- Proszę, wejdź
Marta weszła
- Ja tylko na chwilę. Kamil i Igor zostali sami. Bajkę oglądają.
- Dobra, dobra.
Poszłam do kuchni i podałam jej kilogram cukru
- Jak upiekę, to zawołam cię na ciasto - powiedziała
- Czekam

Za ponad dwie godziny, dostałam SMS-a od sąsiadki
- Zapraszam na pyszne ciasto :)
- Już nadchodzę - odpisałam
Ubrałam dzieci w kurtki i poszłam wraz z nimi do sąsiadki.
- A Piotrek gdzie? - przywitała nas w drzwiach Maja
- Na treningu - odpowiedziałam
Weszłam do domu.
- Siadajcie, siadajcie - powiedziała Marta, zgarnując z kanapy zabawki.
Wiktoria wraz z Mają, Kamilkiem i Igorem poszli się bawić do pokoju Mai. Karolek zaś został ze mną na kanapie. Po chwili Marta przyniosła talerzyki i ciasto o nazwie "malinowa chmurka".
- Bardzo pyszne - powiedziałam, gdy zjadłam ciasto - Skąd taki przepis?
 - Znalazłam raz w internecie
- To muszę go sobie znaleźć. Jak Kamil wróci, to mu upiekę.
- A co, już dzisiaj pojechał?
- Tak, tak. Dzisiaj rano. Najpierw do Krakowa na lotnisko, poleciał do Warszawy na przysięgę, a później prosto z Warszawy już do Włoch
- Ile go nie będzie?
- Koło dwóch tygodni. W piątek już pierwszy konkurs.
- A konkurs mieszany? Będzie?
- Tak, będzie. Nie wiadomo jeszcze, który z nich wystąpi.
- Nigdy nie zapomnę momentu, kiedy po raz pierwszy was zobaczyliśmy. Jak przyjechaliście do swojego domu. Zobaczyłam Kamila i trącam mojego Krzysia łokciem, aby mu pokazać, a on... takie oczy postawił i powiedział, że o takich sąsiadach nawet nie marzył.
- Sami się przekonaliście, że jesteśmy normalnymi ludźmi, bo czytałam wiele komentarzy na temat Kamila , mój i naszych dzieci, że... jacy to nie jesteśmy. Wiem, że nie każdy ma sąsiadkę, która jeździ co rok na galę sportowców do Warszawy w długich sukniach i szykownych fryzurach, ale to jest raz do roku i jeszcze kilka innych wyjść, a tak to... widzisz... Legginsy,  bluza - wskazałam na swój strój  - do tego warkoczyk, kucyk, ewentualnie kok....

Po zjedzeniu ciasta wróciłam z dziećmi do domu..

W piątek odbyły się kwalifikacje do pierwszego konkursu tegorocznych Igrzysk Olimpijskich. Dzień wcześniej rozmawiałam z Kamilem przez SKYPE. Już sam nie mógł się doczekać tych kwalifikacji.
Kwalifikacje oglądałam wraz z Wiktorią i Karolkiem. Dokładnie to, zajmowałam się dziećmi i biegałam za Karolkiem, który jest ciekawy świata i zagląda do każdej z szuflad, więc tylko za nim biegałam i kątem oka patrzyłam na kwalifikacje.
 Wygrał Timi Zajc.Kamil zajął w nich 5 miejsce. To był  bardzo dobry prognostyk przed konkursem sobotnim na normalnej skoczni.

Następnego dnia konkurs miał się odbyć o godzinie 16:00. Umówiłyśmy się więc na wspólne oglądanie. Przyszła do mnie Agnieszka, a także Bronisław. Oglądaliśmy więc wspólnie.

Po pierwszej serii było bardzo obiecująco. Kamil zajmował trzecie miejsce, Maciek był zaraz za nim. Kuba zajmował 8 miejsce, a Piotrek był 11.
Oglądaliśmy więc drugą serię. Piotrek skoczył 105 metrów. Zajmował po swoim skoku drugie miejsce. Jednak Markus Eisenbichler i Karl Geiger nie byli w stanie go wyprzedzić. Zrobił to jedynie Kuba. Następnie Timi Zajc. Nie wyprzedził. Później Johann Andre Forfang, również mu się nie udało, tak jak i Danielowi Andre Tande. Przyszedł czas na Maćka. Nie wyprzedził Kuby. Czas więc na Kamila.... Wszyscy mówią, że mamy już medal w kieszeni. Jednak widziałam, w jakich warunkach będzie skakał.
- Widzicie?! Co to są za warunki? Nie widzą, jak mu wieje z tyłu, przecież to go przytłoczy centralnie do samej skoczni. Nie ma szans, aby tyle skoczył? Specjalnie mu to robią, czy jak?!  - byłam zdenerwowana.
 Kamil wzbił się w powietrze. Potrzebował 109 metrów, aby wyprzedzić Kubę. Skoczył....
- Chyba nie zahaczył o zieloną linię - powiedział komentator
- No.. - byłam zdenerwowana. Chciałam zobaczyć , które miejsce zajął Kamil.  Przy jego nazwisku pojawiła się "2"
- Widzicie, ile mu punktów doliczyli za wiatr? 0,3 pkt dodali za taki huragan z tyłu, oni to są chybia nie poważni - powiedziałam do Agnieszki i mojego teścia.
- Kuba Wolny ma medal.. Co najmniej brązowy. Kamil Stoch... Ma szansę, ale jeszcze skok Stefana Krafta i Andreasa Wellingera - powiedział komentator
- Wellinger - Niemiec, skoczy - powiedziała Agnieszka
- Kraft też coś się obudził przed tymi igrzyskami - powiedział Bronisław
Nie mylili się. Konkurs wygrał Andreas Wellinger. Kraft zajął drugie miejsce. Kuba 3, Kamil 4, Maciek 5. Piotrek 10.

Cieszyłam się, ponieważ Kuba zdobył brązowy medal, ale bardzo mi było szkoda Kamila. Zabrakło mu 0,4 pkt do trzeciego miejsca.

Po kilku minutach była transmisja wywiadu z Kubą, który był bardzo szczęśliwy.
- Jeszcze nigdy nie byłam tak szczęśliwy - powiedział Kuba - To mój pierwszy medal z igrzysk indywidualnie, choć jest brązowy, to jednak strasznie mnie cieszy. Jednak wiem, że ten medal należy się Kamilowi. Zabrakło mu 0,4 pkt. Sami widzieliście, w jakich skakał warunkach. I te doliczone punkty? Przecież to jest jakiś żart. Najwyraźniej nie chcieli, aby Kamil zajął tutaj dzisiaj jakiekolwiek miejsce, ale znając Kamila, on jeszcze pokaże, kto jest najważniejszy na igrzyskach olimpijskich. Żadni Niemcy i Austriacy, bo najlepsi są Polacy! - powiedział Kuba i zakończył wywiad.
Następny był wywiad z Kamilem. Zaczął tak:
- Wiecie ile to jest 0,4 pkt na tej skoczni? - spytał Kamil - 25 centymetrów - pokazał rękami, ile to mnie więcej - Tyle. 1/4 metra. To nawet o połowę mniej, ile mierzyła moja córka, gdy się urodziła. Tyle....
- Wiesz Kamilu, jakie miałeś złe warunki.
- Wiem. Słyszałem na górze przecież, że są złe warunki, a tu nagle zielone światło i ten zdezorientowany Michal Doleżal, bo był pewny, że zapali mi się czerwone, a tu nagle zielone i musiał machnąć mi chorągiewką, ale.... jestem zadowolony, że Kuba zdobył swój medal w karierze, nie w drużynie, ale indywidualnie. Igrzyska się jeszcze nie skończyły, a pewnie ogląda  ten wywiad wielu sportowców i wiedzą oni, że czwarte miejsce na igrzyskach to nic strasznego. U mnie 0,4 punktu, to jak biegaczowi cztery setne sekundy - powiedział Kamil i zakończył wywiad

Wieczorem, około 22:00 rozmawiałam więc z Kamilem przez SKYPE.
- Wiesz, co stwierdziłem?  - spytał
- Co?
- Że ja już nic nie muszę zdobyć, ja już tylko mogę, więc niech inni nie wymagają ode mnie cudów, bo jest bardzo dobrze
- Widzisz... A o czym ci ja zawsze mówię?
- Chyba muszę zacząć się ciebie słuchać.

We wtorek na skoczni  normalnej odbył się konkurs mieszany. Polacy wystąpili w składzie :Kamila Karpiel, Kinga Rajda, Kamil Stoch i Kuba Wolny.
Pierwsza skakała Kinga Rajda, później Kuba, Kamila i Kamil. Po pierwszej serii zajmowaliśmy piąte miejsce.
W drugiej serii warunki się poprawiły. Kinga poprawiła swój wynik o ponad 7 metrów. Kuba o 3 metry. Kamila o 4 metry, a Kamil skoczył 111 metrów.
Po skoku Kamila zajmowaliśmy pierwsze miejsce. Peter Prevc nie wyprzedził nas. To samo było z Andreasem Wellinger.
- Proszę państwa mamy trzecie miejsce! - powiedział komentator - Co najmniej trzecie miejsce!
Mamy trzecie miejsce! Wyprzedzili nas jedynie Austriacy i Norwegowie, którzy wygrali zawody. Gdy odbyła się dekoracja kwiatowa, byłam taka dumna z Kamila.

Następnego dnia rano odbyła się dekoracja medalowa na głównym rynku. Transmisja była w telewizji o godzinie 9:00 wraz z dziećmi  obejrzałam, a następnie rozmawiałam z Kamilem przez SKYPE.


W piątek odbył się konkurs indywidualny na dużej skoczni. Dzień wcześniej w kwalifikacjach Kamil był dopiero 11. Widziałam więc złość w jego oczach, gdy z nim rozmawiałam.
Jednak oglądałam konkurs z ogromną nadzieją i tak właśnie było. Po pierwszej serii Kamil prowadził z przewagą 18,2 punktów nad drugim Andreasem Wellingerem i 26,9 punktów nad trzecim Stefanem Kraftem. Wygrana więc była w kieszeni, trzeba tylko skoczyć dobrze, nie bardzo dobrze, a dobrze.
Kamil poleciał po za rozmiar skoczni.
- Tak proszę państwa. Historia tworzy się na naszych oczach! Kamil Stoch wygrywa konkurs Igrzysk Olimpijskich na dużej skoczni i po raz szósty w karierze został Mistrzem Olimpijskim, to najbardziej utytułowany polski sportowiec i skoczek narciarski! - krzyczał wręcz komentator
Byłam taka dumna, aż sama piszczał z zachwytu. Kamil zrobił serduszko z ułożenia dłoni i pokazał w stronę kamery. Nagrałam ten moment i wstawiłam na swoje instastory
"Też Cię Kocham @kamilstochofficial" - napisałam

Oglądałam dalej telewizję. Kamil był noszony na barkach Maćka i Kuby, a Piotrek trzymał mu narty. Kamil trzymał zaś w ręku biało-czerwoną flagę. To był taki przepiękny moment.
Przyszedł czas na dekorację kwiatową. Kamil wchodząc na podium przeżegnał się i spojrzał do góry.
W tym momencie zadzwonił do mnie Bronisław. Chyba płakał.
- Nadal nie mogę w to uwierzyć. Wygrał. - powiedział
Z moich oczu popłynęły więc łzy. Następnie zadzwoniła do mnie mama, babcia, Natalia, Kornelia, Michał, Piotrek. Wszyscy dzwonili, aby mi pogratulować sukcesy Kamila, ale także, aby podzielić się swoim szczęściem.
Przyszedł czas na wywiad z Kamilem.
- Na początku chciałbym podziękować wszystkim, którzy we mnie wierzyli po tym konkursie. Przede wszystkim mojej ukochanej  żonie Kasi. - w tym momencie zwrócił się do telewizora - Nawet nie wiesz, ile twoje wsparcie dla mnie znaczy... Kocham Cię. Ale też moim dzieciom - Piotrusiowi, Wiktorii i Karolkowi. Mojemu tacie, ale też i siostrom, wspaniałej teściowej. Mam nadzieję, że ogląda - uśmiechnął się. Powiedziała, mi wczoraj, że będzie oglądać.
- Kamilu, jesteś od tej chwili sześciokrotnym mistrzem olimpijskim. Jesteś najbardziej utytułowanym skoczkiem narciarskim na świecie i sportowcem w Polsce.
- Bardzo mi miło, ale wolę, abyście zwracali się do mnie po prostu Kamil, bez tych wszystkich tytułów - powiedział Kamil

Po kilku minutach wywiad się skończył.

Przyszedł czas na wywiad z pozostałymi skoczkami. Pierwszy był Kuba.
- Mówiłem? - zaczął się śmiać Kuba
- Twoja opinia była bardzo dobra. Możesz ją powtórzyć?
- Żadni Niemcy i Austriacy, bo najlepsi są Polacy
- Myślisz, że przyda się przed konkursem drużynowym?
- Ja nie myślę, ja to wiem. Ale mówiłem, że Kamil pokaże pazurki i pokaże, kto jest królem każdych Igrzysk.
- Kamil ma dopiero 31 lat, a już jest sześciokrotnym mistrzem olimpijskim.
- To niesamowity wyczyn i życzę mu kolejnych sześciu złotych medali z igrzysk olimpijskich.
 Dzieci chciały jeszcze porozmawiać z Kamilem wieczorem, ale niestety... Wszystkie kontrole i wywiady.  Kamil zadzwonił do mnie dopiero przed samą północą. Rozmawiałam z nim ponad dwie godziny.
- O 11:00 będzie ceremonia medalowa - powiedział do mnie
- Będę oglądać - powiedziałam
Po chwili powiedziałam
- Aż się popłakałam, gdy wygrałeś. To jest takie piękne
- Widzisz... Polak potrafi.

Następnego dnia obejrzałam o 11:00 ceremonię medalową. Ponownie usłyszałam Mazurka Dąbrowskiego. To przepiękny moment.

W środę zaś odbył się konkurs drużynowy. Polacy skakali w składzie :Piotrek Żyła, Maciej Kot, Kuba Wolny i Kamil Stoch.

Po pierwszej serii zajmowaliśmy drugie miejsce.  Wyprzedzali nas tylko Niemcy. Pierwszy skakał więc Piotrek Żyła. Można powiedzieć, że wygrał z Niemcem - Karlem Geigerem, jeśli ktoś lubił takie porównania. Maciek zdobył również więcej punktów od Richarda Freitaga. Kuba zrównał swoje punkty z Markusem Eisenbichlerem. Po 3 skokach Niemcy nadal prowadzili. Pierwszy skoczył  Kamil. Bardzo dobra odległość. Teraz wszystko zależało od skoku Andreasa Wellingera. Skoczył identycznie jak Kamil. Noty od sędziów? Bardzo podobne. Jednak zauważyłam, że Andreas miał odjęte ponad 8 punktów, gdy Kamil miał dodane 1,4 punktu. Andreas zniecierpliwiony czekał na wynik. Czy Niemcy zostaną Mistrzami Olimpijskimi czy może jednak Polacy? Ja również nie mogłam się doczekać. I nagle zobaczyłam "GERMANY 2" Zaczęłam się strasznie cieszyć i ponownie skakać z radości.
- Tata wygrał?! - spytała Wiktoria
- Tak - odpowiedziałam
- Jest! To już będzie siódmy medal taty - powiedziała
- Tak właśnie
Tak się cieszyłam. Obejrzałam dekorację kwiatową i wysłuchałam Mazurka Dąbrowskiego.  W tym momencie do domu wbiegła Agnieszka. Była taka szczęśliwa
- Wygrali! Wygrali! - krzyczała co chwilę
Zaczęłyśmy się cieszyć. To było takie piękne. Obejrzałyśmy wywiad
- Panowie, gratulacje! - powiedział dziennikarz - Kamil... Szczęśliwa siódemka? - chodziło mu o liczbę złotych medali.
- Jak najbardziej - odpowiedział Kamil - Chociaż ja bym powiedział, że szczęśliwa czwórka - Piotrek, Maciek , Kuba i ja. - uśmiechnął się do kamery
- Panowie, chyba się napijemy za to wszystko! - Piotrek zaczął się śmiać
- Zapraszam do mnie - powiedział Maciek
- A jakby u niego zabrakło, to u mnie naprzeciwko coś się znajdzie - odezwał się Kamil
Dziennikarz uśmiechnął się:
- Naprzeciwko?
- Tak - powiedział Kamil
- Mieszkamy naprzeciwko siebie w Zakopanem - powiedział Maciek
- To rozumiem, że małżonki oglądają razem? - spytał dziennikarz
- Mam nadzieję, że tak - powiedział Kamil - W sensie moja Kasia jest w domu na urlopie macierzyńskim jeszcze
- Agnieszka dzisiaj ma wolne w pracy.
- Panowie, ale to chyba sukces całej drużyny, ja aż drżałem, czy będzie pierwsze czy drugie
- Żadni Niemcy i Austriacy, bo najlepsi są Polacy! - wykrzyczała cała czwórka naszych chłopców.

Nie wyłączyłyśmy telewizora, oglądałyśmy wywiady i studio olimpijskie.  Wyjęłam zatem z szafki dwa kieliszki  i wino z kuchni.
- To pod ten medal! - powiedziałam, sztuknęłyśmy się kieliszkami
- Za te złote medale - powiedziała Agnieszka

Następnego dnia obejrzałyśmy ceremonię medalową i kolejne wysłuchanie Mazurka Dąbrowskiego.
 To coś cudownego.


-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


                    kiki2000

Komentarze