W sobotę 25 kwietnia. Od kilku dni byłam jednak chora. Bolał mnie brzuch, gorączka, wymioty. Postanowiłam jednak się "wykurować" na oficjalne powitanie Kamila w Zębie. Wiedziałam, że to dla niego jest bardzo ważne.
Rano znów wylądowałam w łazience, aby wymiotować. Wzięłam jednak kilka tabletek, aby postawić się na nogi. Nie jadłam śniadania, nie chciałam ponownie wymiotować.
Po śniadaniu pozmywałam naczynia, po czym poszłam do sypialni, aby się przebrać.
Postawiłam na jeansy, bluzkę i marynarkę.
Włosy rozpuściłam i zrobiłam sobie lekki makijaż. Następnie poszłam do pokoi dzieciaków, aby je przebrać. Gdy byłam u Karolka, do pokoju wszedł Kamil
- Jeśli się źle czujesz, nie musisz iść?
- Wtedy zaczną coś podejrzewać... Nie, Kamil. Pójdę. Ile to będzie trwało? 2 może 3 godziny
- No właśnie.... 2 - 3 godziny, a jeśli źle się czujesz, to...
- Nie martw się o mnie. Wszystko będzie dobrze. Przecież nie będę ciągle stała na baczność przez 3 godziny. - uśmiechnęłam się, po czym wróciłam do przebierania Karolka.
Gdy byliśmy już gotowi, wyszliśmy z domu i wtedy na drodze pojawiła się prawdziwa góralska dorożka, zaprzężona w dwa białe konie, nad wszystkim czuwał prawdziwy góral
- Zapraszam! - powiedział do nas
Wsiedliśmy więc do dorożki. Wiktorii bardzo się podobało. Nie mogła się nacieszyć pięknem koni.
Dojechaliśmy w końcu na miejsce. Wysiedliśmy z dorożki i przeszliśmy najpierw przez tunel ludzi. Po jednej i po drugiej stronie było mnóstwo fanów Kamila. Wszyscy chcieli zrobić sobie z nim zdjęcie. Ze mną też niektórzy chcieli. Z chęcią pozowałam do zdjęć. Następnie zostaliśmy zaproszeni na ogromną scenę, na którą wjechał wręcz ogromny tort z wizerunkiem Kamila i wszystkich trofeów, które zdobył w tym sezonie. Wręczono mi i Kamilowi nóż i tak jak w dniu naszego ślubu pokroiliśmy tort.
Następnie każdy otrzymał tort, a dla wszystkich fanów były przygotowane ciastka.
Po zjedzeniu tortu na scenę zostały wniesione krzesła, aby dzieci mogły sobie usiąść. Zaczęłam się trochę źle czuć. Byłam pewna, że to dlatego, iż zjadłam ten tort, ale był pyszny. Nie mogłam sobie odmówić.
Szepnęłam do Kamila, że ja muszę usiąść, bo... boli mnie trochę głowa. Kiwnął więc tylko twierdząco głową.
Usiadłam więc na jednym z trzech krzeseł. Piotruś usiadł na jednym, Wiktoria na drugim, a ja wzięłam Karolka na kolana
Górale w swojej rodowitej gwarze powitali Kamila. Następnie podarowali nam piękne góralskie kapelusze. Musiałam zatem wstać. Zdjęłam Karolka ze swoich kolan i gdy wstałam.. zakręciło mi się w głowie. Nie dawałam jednak tego po sobie poznać. Założono mi kapelusz na głowie i stałam jeszcze przy boku Kamila, po czym znowu usiadłam na krześle. Po chwili Kamil wziął na kolana Wiktorię i usiadł obok mnie.
Nastąpiły wówczas wystąpienia różnych osób związanych z Zębem i Zakopanem. Wszystko dla mnie trwało wieczność. Niby Kamil nie mógł się nadziwić, że minęło już ponad półtorej godziny, to dla mnie to półtorej godziny trwało strasznie długo i myślałam, że już tam jajko zniosę, ale....
Gdy na koniec poproszono nas, abyśmy zeszli przed scenę na jeszcze jedno pamiątkowe zdjęcie, podeszłam do schodów. Dzieci mnie wyprzedziły i już pierwsze zbiegły ze schodów. Karolek poszedł na ręce do dziadka Bronisława. Następnie schodziłam ja i za mną Kamil. Zrobiło mi się słabo, pociemniało mi przed oczami. Nic z tego nie pamiętałam
***
Wszyscy widzieli, jak Kasia mdleje na schodach. Na szczęście Kamil ją złapał. Ułożył na trawie. Trzymał ręce na jej policzkach
- Kasia! Kasia! - wołał zdesperowany
Zrobił się ogromny krąg zainteresowanych, pełno reporterów chcieli zrobić zdjęcia nieprzytomnej Kasi, aby tylko sprzedać zdjęcia i pokazać, że "żona Stocha zemdlała na oficjalnym powitaniu męża w rodzinnym Zębie"
Bronisław przedarł się przez tłum i podał Kamilowi kluczyki do samochodu. Kamil wziął Kasię na ręce i zaniósł do samochodu swojego ojca. Posadził Kasię na tylnych siedzeniach i zawiózł ją do szpitala. Nieprzytomna Kasia została przewieziona na SOR, a Kamil czekał na korytarzu. Twarz zakrył rękoma... Był bardzo przejęty tą sytuacją. Tylko Kasia była dla niego najważniejsza w tym momencie. Po jakiś 20 minutach z SOR-u wyszedł lekarz i podszedł do Kamila
- Co jej jest? - spytał Kamil
- Pana żona już jest przytomna.
- Mogę ją zobaczyć
- Jeszcze nie. Jest strasznie zmęczona, musimy zrobić jej kilka podstawowych badań. Proszę tutaj jednak tutaj zostać.
- Dobrze.
Kamil usiadł na korytarzu i nadal czekał...
- Przewozimy pana żonę na salę numer 8 - powiedziała pielęgniarka
Kamil poszedł więc pod salę numer 8. Tam czekał , aż ktoś wyjdzie z sali i powie mu, co tak naprawdę dolega jego żonie. Z sekundy na sekundę coraz bardziej się stresował.
Widział jak różni lekarze wchodzą na salę jego żony z różnymi sprzętami. Zaczął się naprawdę bać i dopiero po godzinie jeden z lekarzy wyszedł i zaprosił go do sali. Kamil gdy tylko zobaczył Kasię, chciał się jej rzucić w ramiona, ta jednak wzrokiem wskazała mu, żeby tego nie robił. Usiadł więc na brzegu łóżka i złapał ją za rękę.
- Po badaniach mamy dla państwa 3 wiadomości. Jedna dobra, jedna zła i jedna neutralna. Od której mam zacząć?
- Od dobrej - powiedziała Kasia, widać było, że jest zmęczona
- Jest pani w trzecim tygodniu ciąży. Moje gratulacje
Kasia spojrzała się na Kamila i nie mogła uwierzyć. Po raz czwarty zostanie matką.. To coś cudownego.
- A ta neutralna?
- Przyznała sama pani, że brała pani jakieś leki, aby załagodzić ból, zmieszanie tych leków źle podziałało na wątrobę, ale przepiszemy pani kolejne tabletki, które będzie pani brała przez tydzień i odpowiednia dieta przez ten czas. Zmiany wątrobowe w żadnym stopniu nie szkodzą dziecku.
- A ta zła? - spytał Kamil
- Ciąża pozwoliła nam zrobić wnikliwe badania i wykryliśmy na pani prawym jajniku torbiela...
Kasia zamarła
- Ale jak to? - Kamil powiedział po chwili
- Dziecko jest dla pani zbawieniem, to ono było powodem zasłabnięcia i gdyby nie ono.. Nie wiedzieliśmy o pani torbielu...
- Jakiej jest wielkości? - spytała Kasia
- Takiej jak winogrono...
- Takie duże? - zdziwiła się
- To naprawdę mały torbiel, to dopiero wczesne stadium, więc nic się pani nie dzieje. Sprawa jest poważniejsza, gdy jest wielkości granatu...
- Czy można go jakoś usunąć?
- Tak, ale przy tak wczesnej ciąży jest to niemożliwe. Mogłoby doprowadzić do uszkodzenia płodu, co wiązałoby się albo z upośledzeniem dziecka albo jego kalectwa.
- Kiedy może być wykonana operacja?
- Najwcześniej w drugim, bądź trzecim miesiącu ciąży, będzie to okres czerwca-lipca...
- Proszę zapisać mnie na najbliższy termin - powiedziała
- Dobrze... Zostanie pani jeszcze na tę noc w szpitalu... A teraz zostawiam państwa samych
Lekarz wyszedł, a Kasia zalała się łzami. Miała ogromne wyrzuty, dlaczego to ją spotkało, ale z drugiej strony cieszyła się, że jest w kolejnej ciąży, choćby dlatego, że gdyby nie kolejne dziecko, nie trafiłaby do szpitala i nie wiedziałaby o torbielu, a takie początkowe stadium niczemu ani nikomu nie grozi. Kasia miała być jednak pod stałą obserwacją lekarzy i co tydzień miała zjawiać się na kontrole. Tę noc spędziła w ramionach Kamila na szpitalnym łóżku, który wspierał ją przez cały czas i powtarzał, że wszystko będzie dobrze, choć serce pękało mu od tego, co musi przechodzić jego żona.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
kiki2000
Rano znów wylądowałam w łazience, aby wymiotować. Wzięłam jednak kilka tabletek, aby postawić się na nogi. Nie jadłam śniadania, nie chciałam ponownie wymiotować.
Po śniadaniu pozmywałam naczynia, po czym poszłam do sypialni, aby się przebrać.
Postawiłam na jeansy, bluzkę i marynarkę.
Włosy rozpuściłam i zrobiłam sobie lekki makijaż. Następnie poszłam do pokoi dzieciaków, aby je przebrać. Gdy byłam u Karolka, do pokoju wszedł Kamil
- Jeśli się źle czujesz, nie musisz iść?
- Wtedy zaczną coś podejrzewać... Nie, Kamil. Pójdę. Ile to będzie trwało? 2 może 3 godziny
- No właśnie.... 2 - 3 godziny, a jeśli źle się czujesz, to...
- Nie martw się o mnie. Wszystko będzie dobrze. Przecież nie będę ciągle stała na baczność przez 3 godziny. - uśmiechnęłam się, po czym wróciłam do przebierania Karolka.
Gdy byliśmy już gotowi, wyszliśmy z domu i wtedy na drodze pojawiła się prawdziwa góralska dorożka, zaprzężona w dwa białe konie, nad wszystkim czuwał prawdziwy góral
- Zapraszam! - powiedział do nas
Wsiedliśmy więc do dorożki. Wiktorii bardzo się podobało. Nie mogła się nacieszyć pięknem koni.
Dojechaliśmy w końcu na miejsce. Wysiedliśmy z dorożki i przeszliśmy najpierw przez tunel ludzi. Po jednej i po drugiej stronie było mnóstwo fanów Kamila. Wszyscy chcieli zrobić sobie z nim zdjęcie. Ze mną też niektórzy chcieli. Z chęcią pozowałam do zdjęć. Następnie zostaliśmy zaproszeni na ogromną scenę, na którą wjechał wręcz ogromny tort z wizerunkiem Kamila i wszystkich trofeów, które zdobył w tym sezonie. Wręczono mi i Kamilowi nóż i tak jak w dniu naszego ślubu pokroiliśmy tort.
Następnie każdy otrzymał tort, a dla wszystkich fanów były przygotowane ciastka.
Po zjedzeniu tortu na scenę zostały wniesione krzesła, aby dzieci mogły sobie usiąść. Zaczęłam się trochę źle czuć. Byłam pewna, że to dlatego, iż zjadłam ten tort, ale był pyszny. Nie mogłam sobie odmówić.
Szepnęłam do Kamila, że ja muszę usiąść, bo... boli mnie trochę głowa. Kiwnął więc tylko twierdząco głową.
Usiadłam więc na jednym z trzech krzeseł. Piotruś usiadł na jednym, Wiktoria na drugim, a ja wzięłam Karolka na kolana
Górale w swojej rodowitej gwarze powitali Kamila. Następnie podarowali nam piękne góralskie kapelusze. Musiałam zatem wstać. Zdjęłam Karolka ze swoich kolan i gdy wstałam.. zakręciło mi się w głowie. Nie dawałam jednak tego po sobie poznać. Założono mi kapelusz na głowie i stałam jeszcze przy boku Kamila, po czym znowu usiadłam na krześle. Po chwili Kamil wziął na kolana Wiktorię i usiadł obok mnie.
Nastąpiły wówczas wystąpienia różnych osób związanych z Zębem i Zakopanem. Wszystko dla mnie trwało wieczność. Niby Kamil nie mógł się nadziwić, że minęło już ponad półtorej godziny, to dla mnie to półtorej godziny trwało strasznie długo i myślałam, że już tam jajko zniosę, ale....
Gdy na koniec poproszono nas, abyśmy zeszli przed scenę na jeszcze jedno pamiątkowe zdjęcie, podeszłam do schodów. Dzieci mnie wyprzedziły i już pierwsze zbiegły ze schodów. Karolek poszedł na ręce do dziadka Bronisława. Następnie schodziłam ja i za mną Kamil. Zrobiło mi się słabo, pociemniało mi przed oczami. Nic z tego nie pamiętałam
***
Wszyscy widzieli, jak Kasia mdleje na schodach. Na szczęście Kamil ją złapał. Ułożył na trawie. Trzymał ręce na jej policzkach
- Kasia! Kasia! - wołał zdesperowany
Zrobił się ogromny krąg zainteresowanych, pełno reporterów chcieli zrobić zdjęcia nieprzytomnej Kasi, aby tylko sprzedać zdjęcia i pokazać, że "żona Stocha zemdlała na oficjalnym powitaniu męża w rodzinnym Zębie"
Bronisław przedarł się przez tłum i podał Kamilowi kluczyki do samochodu. Kamil wziął Kasię na ręce i zaniósł do samochodu swojego ojca. Posadził Kasię na tylnych siedzeniach i zawiózł ją do szpitala. Nieprzytomna Kasia została przewieziona na SOR, a Kamil czekał na korytarzu. Twarz zakrył rękoma... Był bardzo przejęty tą sytuacją. Tylko Kasia była dla niego najważniejsza w tym momencie. Po jakiś 20 minutach z SOR-u wyszedł lekarz i podszedł do Kamila
- Co jej jest? - spytał Kamil
- Pana żona już jest przytomna.
- Mogę ją zobaczyć
- Jeszcze nie. Jest strasznie zmęczona, musimy zrobić jej kilka podstawowych badań. Proszę tutaj jednak tutaj zostać.
- Dobrze.
Kamil usiadł na korytarzu i nadal czekał...
- Przewozimy pana żonę na salę numer 8 - powiedziała pielęgniarka
Kamil poszedł więc pod salę numer 8. Tam czekał , aż ktoś wyjdzie z sali i powie mu, co tak naprawdę dolega jego żonie. Z sekundy na sekundę coraz bardziej się stresował.
Widział jak różni lekarze wchodzą na salę jego żony z różnymi sprzętami. Zaczął się naprawdę bać i dopiero po godzinie jeden z lekarzy wyszedł i zaprosił go do sali. Kamil gdy tylko zobaczył Kasię, chciał się jej rzucić w ramiona, ta jednak wzrokiem wskazała mu, żeby tego nie robił. Usiadł więc na brzegu łóżka i złapał ją za rękę.
- Po badaniach mamy dla państwa 3 wiadomości. Jedna dobra, jedna zła i jedna neutralna. Od której mam zacząć?
- Od dobrej - powiedziała Kasia, widać było, że jest zmęczona
- Jest pani w trzecim tygodniu ciąży. Moje gratulacje
Kasia spojrzała się na Kamila i nie mogła uwierzyć. Po raz czwarty zostanie matką.. To coś cudownego.
- A ta neutralna?
- Przyznała sama pani, że brała pani jakieś leki, aby załagodzić ból, zmieszanie tych leków źle podziałało na wątrobę, ale przepiszemy pani kolejne tabletki, które będzie pani brała przez tydzień i odpowiednia dieta przez ten czas. Zmiany wątrobowe w żadnym stopniu nie szkodzą dziecku.
- A ta zła? - spytał Kamil
- Ciąża pozwoliła nam zrobić wnikliwe badania i wykryliśmy na pani prawym jajniku torbiela...
Kasia zamarła
- Ale jak to? - Kamil powiedział po chwili
- Dziecko jest dla pani zbawieniem, to ono było powodem zasłabnięcia i gdyby nie ono.. Nie wiedzieliśmy o pani torbielu...
- Jakiej jest wielkości? - spytała Kasia
- Takiej jak winogrono...
- Takie duże? - zdziwiła się
- To naprawdę mały torbiel, to dopiero wczesne stadium, więc nic się pani nie dzieje. Sprawa jest poważniejsza, gdy jest wielkości granatu...
- Czy można go jakoś usunąć?
- Tak, ale przy tak wczesnej ciąży jest to niemożliwe. Mogłoby doprowadzić do uszkodzenia płodu, co wiązałoby się albo z upośledzeniem dziecka albo jego kalectwa.
- Kiedy może być wykonana operacja?
- Najwcześniej w drugim, bądź trzecim miesiącu ciąży, będzie to okres czerwca-lipca...
- Proszę zapisać mnie na najbliższy termin - powiedziała
- Dobrze... Zostanie pani jeszcze na tę noc w szpitalu... A teraz zostawiam państwa samych
Lekarz wyszedł, a Kasia zalała się łzami. Miała ogromne wyrzuty, dlaczego to ją spotkało, ale z drugiej strony cieszyła się, że jest w kolejnej ciąży, choćby dlatego, że gdyby nie kolejne dziecko, nie trafiłaby do szpitala i nie wiedziałaby o torbielu, a takie początkowe stadium niczemu ani nikomu nie grozi. Kasia miała być jednak pod stałą obserwacją lekarzy i co tydzień miała zjawiać się na kontrole. Tę noc spędziła w ramionach Kamila na szpitalnym łóżku, który wspierał ją przez cały czas i powtarzał, że wszystko będzie dobrze, choć serce pękało mu od tego, co musi przechodzić jego żona.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
kiki2000

Komentarze
Prześlij komentarz