Numer 246 - Urodziny Kamila i Kasi, Dzień Mamy

Nadszedł dzień urodzin Kamila - 25 maja. Jego 31 urodziny. Kamil powiedział mi dwa dni przed swoimi urodzinami, że nie oczekuje ode mnie prezentu. Chciał tylko, abyśmy tego dnia byli z nim.  Stwierdziłam jednak, że kupię mu elegancki krawat. Dzieci przygotowały dla Kamila mnóstwo laurek i rysunków, a więc kiedy tylko wstałam , wiedziałam, że Kamil jest na dole w kuchni i jak co dzień pije kawę. Poszłam więc najpierw do łazienki, aby się przebrać.
Następnie poszłam do pokoju dzieci, aby je obudzić. Wyjęłam z szafy zapakowany już mój prezent. Piotruś i Wiktoria wzięli do rączek swoje laurki i rysunki. Gdy już byliśmy gotowi, zeszliśmy na dół do kuchni. Kamil siedział przy stole z kubkiem kawy i przeglądał coś w telefonie.
- Niespodzianka! - wykrzyknęła Wiktoria
Kamil aż podskoczył
- Tato, przestraszyliśmy cię? - spytała Wiktoria
- Trochę - odpowiedział Kamil
- A więc jeszcze raz.... - powiedział Piotruś - Niespodzianka!
Dzieci podbiegły do Kamila i wręczyły mu własnoręcznie wykonane prezenty
- Wszystkiego najlepszego! - powiedziały
- Dziękuję - powiedział Kamil
W tym momencie ja podeszłam do Kamila
- Wszystkiego najlepszego, kochanie! - po czym go przytuliłam i wręczyłam pięknie zapakowane pudełko
- Dziękuję, ale ci mówiłem, że nie trzeba było mi nic kupować - uśmiechnął się
- Niech ci będzie, ale jesteś moim mężem i moim obowiązkiem jest to, aby o ciebie dbać. -  uśmiechnęłam się
- To tak o mnie dbasz?
- Ależ oczywiście
Usiedliśmy zatem przy stole. Ja zrobiłam nam śniadanie. Zjedliśmy je wspólnie. Następnie Piotruś poszedł na górę się ubrać do szkoły.
- Zawieziesz go? - spytałam
- Ależ oczywiście. - odpowiedział mi z uśmiechem
Po chwili Piotruś zszedł po schodach. Spakowałam mu kanapkę do plecaka. Pożegnałam się z synem buziakiem w policzek, a także z Kamilem buziakiem w usta.
Gdy wyszli, poszłam przebrać dzieci z piżamek. Zeszłam z nimi ponownie na dół. Zaczęliśmy robić tort dla Kamila. W sensie to robiłam go ja i Wiktorka, a Karolek biegał po całej kuchni i ciągle musiałam go pilnować, więc zrobienie tortu trwało dwa razy dłużej niż robiłam to zwykle.
Gdy tort już się upiekł, postanowiłyśmy do z Wiktorią przystroić kremem czekoladą i różnymi jadalnymi ozdóbkami, które kupiłam w sklepie. Na środku był wykonany napis "KAMIL 31". Wiktoria na samym brzegu wykonała napis z moją pomocą "TATA" i do tego serduszko. Wyglądał on naprawdę przepięknie. Schowałyśmy więc go do lodówki  i postanowiłyśmy posprzątać dom. Wiedziałam, że Wiktoria to niezła artystka i czułam, że w przyszłości da mi i Kamilowi popalić, ale wiedziałam też, że jest zawsze pomocna. Pomaga nam we wszystkim. Chociaż skończy dopiero 6 lat , chciała się już nauczyć, jak obsługiwać pralkę, co trzeba wcisnąć. Czułam, że to naprawdę zdolna dziewczyna i że strasznie uspokaja ją muzyka organowa. Widziałam to dnia wczorajszego w kościele, kiedy byliśmy na Mszy Świętej. Jej wzrok był odwrócony do tyłu, spoglądała ku górze. Przysłuchiwała się organiście. Chociaż za każdym razem prosiłam ją, aby patrzyła się prosto, albo przodem do ołtarza, ale cóż.. Nie udało mi się jej w ogóle przekonać, nawet Kamilowi, którego słucha na każdym kroku.

Kamil wrócił do domu o 13:00. Usiedliśmy więc w salonie i wraz z Wiktorią oglądaliśmy bajki. Po 2 godzinach pojechałam po Piotrusia do klubu. Gdy wrócił, odrobiłam z nim lekcje i zaczęłam przygotowania do mini imprezy urodzinowej. Przyszła Agnieszka z Maćkiem, przyjechał Piotrek z Justyną, Bronisław, a także Stefek z Marceliną, Kuba z Karoliną i Michał z Natalią i Antosiem.
Gdy zatem wszyscy już byli, wraz z Wiktorią przyniosłam tort.
-Musisz teraz tata pomyśleć nad życzeniem - powiedziała Wiktoria
- Już myślę - powiedział Kamil
Kamil pomyślał przez chwilę i zdmuchnął świeczki. Zaczęliśmy bić brawo i śpiewać "sto lat", po którym zjedliśmy tort. Dzieci poszły się bawić, a my siedzieliśmy przy stole
- Już 31 lat na karku - uśmiechnął się
Widziałam jednak w jego oczach, że nie mógł pojąć, jak ten czas szybko płynie.
- Widzisz... Już nigdy nie będziemy młodsi - powiedział Piotrek
- Właśnie - odezwał się Kamil - Ale cóż... Trzeba czerpać z życia co najlepsze
- Oj Kamil - złapałam go za ramię - Podobno prawdziwe życie zaczyna się po 30-stce
- Już wiemy, jak to życie zaczęliśmy.... - odezwał się. Miał na myśli to, że zemdlałam, że mam torbiela. Wzrokiem jednak mu wskazałam, że nie wszyscy wiedzą.


Późnym wieczorem wszyscy goście rozeszli się do domów. Następnego dnia wstałam rano. Kamila już nie było w sypialni. Jak zawsze był w kuchni. Zeszłam więc do niego i zrobiłam sobie kawę. Usiadłam obok Kamila. Porozmawialiśmy przez chwilę, po czym poszedł na górę i zszedł wraz z dziećmi.
- Wszystkiego najlepszego, mamo! - powiedziały dzieci, po czym podbiegły do mnie i wręczyły mi laurki z okazji Dnia Matki
- Moje kochane - powiedziałam, po czym je przytuliłam do siebie i ucałowałam w główki - Dziękuję Wam bardzo.... Nawet nie wiecie , jaka mamusia jest szczęśliwa
Odłożyłam laurki na bok. Dzieciaki usiadły przy stole . Kamil zrobił śniadanie.
- Mamo... Będziesz dzisiaj? - spytał Piotruś
- Będę, będę - odpowiedziałam - Nie przepuszczę nigdy takie okazji
Po zjedzonym śniadaniu Kamil pojechał na trening, a ja zaczęłam się szykować do wyjścia do szkoły wraz z dziećmi. W szkole miała odbyć się akademia z okazji Dnia Matki. Dzieci jak co roku coś szykują. Różne wierszyki, piosenki, czasami coś zatańczą. W tym roku Piotruś nie chciał mi nic powiedzieć, co szykują. Nie chciałam zatem wyjść na ciekawską i pytać.
Poszłam na górę, aby się przyszykować. Najpierw ubrałam Piotrusia w  białą koszulę i czarne spodnie do garnituru. Do tego kolorową muszkę. Wiktorii założyłam zwykłe jeansy i żółtą bluzkę. Karolka ledwo co zdążyłam ubrać i mi zasnął. Jak nigdy. Postanowiłam więc przygotować dla niego wózek. Mógł mi się przydać, choć miałam taką cichą nadzieję, że jednak nie. Nie chciałam chodzić do szkoły z wózkiem.
Poszłam zatem do sypialni, aby się przebrać. Założyłam:

Zrobiłam sobie delikatny makijaż, a włosy rozpuściłam.
 Gdy byliśmy gotowi, pojechaliśmy do szkoły. Piotruś poszedł pierwszy do swojej sali. Weszłam za nim
- Dzień dobry - powiedziałam
- Dzień dobry - odpowiedzieli mi wszyscy, którzy już tam czekali
- Drogie Mamy - odezwała się pani Hania - Muszę panie opuścić salę, ponieważ zaczynamy nasze klasowe przygotowania i wszystko na razie jest dla pań niespodzianką.
Podeszłam jeszcze tylko do Piotrusia.
- Nie stresuj się. Mamusia usiądzie na tych ławkach na holu - pocałowałam go w policzek - Będzie dobrze , kochanie ty moje.

Wyszłam zatem na hol i usiadłam na jednej z ławek wraz z Wiktorią i Karolkiem. Po chwili zauważyłam, jak do szkoły weszła Nadia z Natanem i Adrianną. Pomachałam jej ręką, a ta usiadła obok mnie.
- Natan nic nie chce mi powiedzieć, czego mam się spodziewać - powiedziała do mnie Nadia
- Mi Piotruś też nic nie mówi
- Mamy się bać? - uśmiechnęła się
- Nie wiem - również się uśmiechnęłam
Po chwili dosiadła się do nas moja sąsiadka Marta wraz z Kamilkiem i Igorem.
Występ zaczął się o 10:00. Najpierw była muzyka jak z horroru.
- Dobrze trafiłyśmy? - spytała mnie Nadia
- Chyba tak. Przy wejściu pisze "szkoła podstawowa"
Muzyka ucichła, a na hol wyszły dzieci. Chłopcy mieli fraki, a dziewczynki białe suknie z czerwoną wstęgą i do tego biało-czerwone wianki. Wyglądało to przecudnie. Uśmiechnęłam się i zrobiłam zdjęcie, ponieważ Piotruś stał w pierwszym rzędzie, obok Mai, córki sąsiadki. Chłopcy złapali za ręce dziewczynki, a w naszych uszach rozbrzmiewał walc z filmu "Noce i dni". Nagrałam to wszystko od początku. Nasze dzieci naprawdę tańczyły walca! To było coś niesamowitego. Byłam pod wielkim wrażeniem zdolności dzieci. Nie wiedziałam, że Piotruś w ogóle umie tak tańczyć.
- Piotruś to tańczy jak tata - szepnęła do mnie Wiktoria
- Dlaczego jak tata? - spytałam
- Tak sztywno, nie widzisz?
Wiktoria to jednak umiała coś wymyślić w najmniej odpowiednim momencie.

Po pięknym walcu przyszedł czas na wierszyki i piosenki. Jakaś dziewczynka bodajże z czwartej klasy zaśpiewała piosenkę z filmu "Titanic" i to w języku angielskim. Na koniec dzieci zaśpiewały "sto lat" i się ukłoniły, po czym każde dziecko podbiegło do swojej mamy i wręczyło jej laurkę, którą wykonywało w szkole. Ja również swoją dostałam
- Dziękuję, ty moje najsłodsze, najcudowniejsze - wyściskałam Piotrusia za wszystkie czasy.
- Mamo... Bo inni patrzą - szepnął mi na ucho Piotruś
- A to co, wstydzisz się mamusi? - spytałam
- Nie, ale wiesz.... Jestem już duży na takie przytulańce
- Dobrze, niech ci będzie
 Po występie poprosiłam Nadię, aby zrobiła naszej czwórce zdjęcie na tle napisu "Mamo, dziękuję, że jesteś..." Postanowiłam wrzucić to zdjęcie na swojego instagrama z dopiskiem
" Podobno ktoś mądry napisał, że jedynym facetem, za którym będę biegać, będzie mój syn :) A to my, niestety bez @kamilstochofficial, ale życzę wszystkim mamom dużo zdrowia, cierpliwości  i pociechy ze swoich dzieci.. Wszystkie mamy, dziś nasze święto!"

Wszystkie mamy zostały zaproszone na salę  gimnastyczną, gdzie odbył się jeden wielki poczęstunek. Po poczęstunku wróciłam wraz z dziećmi do domu. Kamil już na nas czekał. Przygotowałam obiad, a po obiedzie zawiozłam Piotrusia na trening. Wiktoria chciała bardzo pójść do cioci Agi. Zadzwoniłam więc do Agnieszki, powiedziała, że nie ma problemu i że może też i wziąć Karolka. Zaprowadziłam więc je do Agnieszki i i wróciłam do domu. Usiadłam na kanapie obok Kamila
- I niby troje dzieci, a jest zwykłe wtorkowe popołudnie i żadnego nie ma w domu - powiedziałam
- Rozumiem, gdyby byli nastolatkami, ale oni mają kolejno 9 , 6 lat i roczek - uśmiechnął się Kamil
- Widzisz... - powiedziałam - Tak to bywa.
Wyjęłam z kieszeni telefon i pokazałam Kamilowi, jak nasz syn tańczył.
- Wiesz, co mi powiedziała Wiktoria?
- Co?
- Że Piotruś tańczy jak tata.
- Czyli jak?
- Tak sztywno - zaczęłam się śmiać
Kamila również to rozśmieszyło. Śmialiśmy się nieubłaganie. Następnie włączyliśmy telewizor i zaczęliśmy oglądać jakieś stare seriale, albo paradokumenty. I tak nam minęło popołudnie. Po 3 godzinach poszłam do Agnieszki, aby odebrać Wiktorię i Karolka. Myślałam, że chociaż Karolek będzie tęsknił za mamą lub tatą, ale nic z tego. Oboje bawili się w najlepsze i nie chcieli wrócić do domu
- Zostaw je jeszcze na chwilę - powiedziała Agnieszka
- Dobrze, ale mam prośbę..
- Jaką? - spytała
- Idę w czwartek zapisać Wiktorię do szkoły, czy.. zostałabyś z Karolkiem na godzinę? Jeśli masz inne plany, to rozumiem.
- Spokojnie. Jestem w domu -odpowiedziała
- Dzięki
Wróciłam zatem do domu i powiedziałam Kamilowi o tym, że dzieci nie chcą wracać
- Możemy je wydać na kilka dni  - zaczął się śmiać
Jednak po chwili dodał:
- Wiesz co? Brakuje mi tego krzyku i tego biegania po domu - powiedział
- Mi też
Pojechałam wraz z Kamilem po Piotrusia z treningu. Następnie Kamil poszedł do Agnieszki i Maćka po dzieci. Nie chciały iść, ale jednak Kamil delikatnie uniósł głos, ale to naprawdę delikatnie. Karolek więc chciał iść, Wiktoria nadal niechętnie, ale Agnieszka i Maciek powiedzieli jej, że przyjdą do nas jutro, więc poszła do domu.


Następnego dnia zostałam obudzona przez... Kamila. Obudził się, robiąc mi śniadanie do łóżka..
- Kamil... - wyszeptałam, będąc jeszcze zaspana
- Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin - powiedział, po czym pocałował mnie w policzek
- Dziękuję - odpowiedziałam
W tym momencie do sypialni wbiegł Piotruś z Wiktorią i kolejną porcją laurek. Kamil zaś poszedł po Karolka.
- Wszystkiego najlepszego, mamo! - powiedziały dzieci
- Dziękuję wam , moje kochane -  po czym wyściskałam je wszystkie
- Mamo... A to już będzie siostrzyczka? - spytała się mnie Wiktoria, dotykając brzucha
Nie wiedziałam, co miałam jej odpowiedzieć.
- Tak - odpowiedział Kamil - To już będzie twoja siostrzyczka, po czym pocałował Wiktorię w czółko - A teraz idźcie umyć zęby i ręce, tata zaraz zrobi nam wszystkim śniadanie
Dzieci wybiegły z sypialni. Karolek został jeszcze z nami.
- Co ty jej powiedziałeś? - byłam zła na Kamila - że co, że będzie siostrzyczka? A jak będziemy mieli kolejnego syna, to co jej powiesz?!
W tym momencie Kamil podszedł do mnie i objął mnie w pasie, po czym przyciągnął ku sobie
- Jak będzie chłopczyk, to będziemy się starać o kolejną dziewczynkę - zaczął mnie całować. Najpierw po szyi, potem zmierzał w kierunku ust.
- Kamil... Łatwo ci mówić, że będziemy się starać o kolejne dziecko.... Wiesz, że jak mi wytną tego torbiela, to już nie będzie tak łatwo.... A do tego... Co to jest za gadanie, jeszcze czwartego nie urodziłam, a już marzysz o piątym? Kamil... proszę cię, wiem, że chcesz mieć dużą rodzinę i ja to szanuję, ale na miłość boską... Ja mam dopiero 29 lat! Widzisz, że niektórzy ludzie rok czy dwa lata młodsi biorą dopiero ślub! A my już niedługo po raz czwarty zostaniemy rodzicami.
- Kasia, ale wiesz, że ja...
- Wiem, Kamil.. Ja wszystko rozumiem, ale nie nalegaj teraz w tym ciężkim dla mnie okresie na kolejne dziecko... Wiesz chyba, jak ja się czuję, wiesz, jak mój brzuch będzie widać po tych pięciu ciążach? Jakie ja będę miała wszędzie rozstępy... Jak mój brzuch... moje uda, piersi, tyłek.... Kamil... Ja nadal chciałabym być atrakcyjna w twoich oczach
- Jesteś... I zawsze będziesz....
- Nawet jak będę stara, gruba i brzydka?
- Nigdy nie będziesz stara, gruba i brzydka, zawsze będziesz młoda, szczupła i przepiękna... Zrozumiano?
- Kamil...
- Tak?
- Nie zostawisz mnie nigdy?
- Nigdy cię nie zostawię i niech nawet takie myśli ci nie przechodzą przez gardło, jak możesz w ogóle myśleć o takich rzeczach. Zjedz sobie spokojnie śniadanie, a ja zawiozę Piotrusia do szkoły. Dobrze?
- Dobrze... Agnieszka wpadnie z Maćkiem po południu
- A twoja mama?
- Będzie, ogólnie to wszyscy ode mnie będą, ale wiesz....
- Co, wiem?
- Będą pytać o ciążę, o operację... Jak coś, to jest wszystko dobrze i czuję się świetnie, ok?
- Ok, ale mam wspomnieć o tych rozstępach? - zaczął się śmiać
Rzuciłam w niego poduszką
- A to za co? - uśmiech nie schodził mu z ust
- Za wszystko i za rozstępy - uśmiechnęłam się

Kiedy Kamil był na treningu, zrobiłam tort na moje dzisiejsze urodziny. Wiele fanów składało mi życzenia pod ostatnim postem na instagramie, lub po prostu w wiadomości prywatnej. W wolnej chwili odpowiadałam na nie lub tylko wysyłałam do nich serduszka.

Gdy tort był już gotowy, poszłam na górę, aby się przebrać. Założyłam sukienkę.
Zrobiłam delikatny makijaż, a włosy rozpuściłam. Po chwili do domu wrócił Kamil z treningu i z... pudełkiem pizzy.
- Wszystkiego najlepszego, jeszcze raz - powiedział i pocałował mnie w policzek
Zjedliśmy zatem pizzę. Następnie Kamil pojechał po Piotrusia. Gdy nasz syn wrócił z treningu, odrobiłam z nim lekcje, a o 16:00 zjawili się pierwsi goście. Po jakiś 20 minutach w naszym domu byli już wszyscy. Weszłam zatem do jadalni z tortem. Pomyślałam życzenie "Oby to była córka!" i zdmuchnęłam świeczki.
Wszyscy byli brawo i zaśpiewali "sto lat" na moją cześć, po czym zasiedliśmy do stołu i zjedliśmy tort. Następnie dzieci poszły się bawić do salonu, jak chyba w każde nasze urodziny.
- Widzę córeczko, że ciąża ci służy - powiedziała moja mama
- Jak widać - uśmiechnęłam się
- Ale to dobrze, szczęśliwa mama, to szczęśliwe dziecko - powiedział Bronisław
- A ty, na kiedy masz termin? - spytałam Kornelię
- Na połowę czerwca - odpowiedziała
- To tak jak ja wtedy z Wiktorią. Miała być w połowie czerwca, a przyszła 8  - odpowiedziałam
- Widzisz, jakie czasami nam figle płatają - powiedziała moja mama - Kasia miała być początkiem czerwca, a tu 27 maja niespodzianka. Julka na przykład miała być we wrześniu, a urodziła się 7 października. Los płata nam figle, a szczególnie to, że strasznie śpieszy się wam na świat. - uśmiechnęła się
- Piotruś miał być przecież przed samym Sylwestrem - uśmiechnęłam się - A tu widzicie, w Boże Narodzenie
- Ale Piotruś to taki wasz świąteczny prezent - powiedziała moja babcia
- Karolek przyszedł przecież przed Wielkanocą - odezwał się Kamil
- A teraz? Na kiedy masz termin?
- Dopiero na styczeń - powiedziałam do babci
- Dopiero... To do stycznia jeszcze daleko
- Bardzo daleko - odpowiedziałam

Po mini imprezie urodzinowej wszyscy goście rozeszli się do domów. Następnego dnia miałam pojechać z Wiktorią, aby zapisać ją do szkoły. Kamil zawiózł Piotrusia do szkoły. Ja zaś zaprowadziłam Karolka do Agnieszki. Przebrałam się
Gdy byłyśmy już z Wiktorią gotowe, pojechałyśmy do szkoły. Wiedziałam, jak to wszystko przebiega, pytania były takie same. Ucieszyłam się, że pani Iza nadal pracuje w szkole i jest wychowawcą klasy "O". Trochę z nią jeszcze poplotkowałam. Wiktoria zaś bawiła się z innymi dziećmi.
- A jak Piotruś? Trenuje nadal? - spytała
- Tak - odpowiedziałam - Nawet dobrze mu idzie
- Mąż się nie boi, że syn go prześcignie? - uśmiechnęła się
- Chyba nie - odpowiedziałam
Porozmawiałam z nią jeszcze przez chwilę, po czym wróciłam z Wiktorią do domu


------------------------------------------------------------------------------------------------------------


                           kiki2000

Komentarze