Numer 247 - Urodziny Wiktorii, poród...

Nadszedł 8 czerwca. Dzień urodzin Wiktorii. To już szóste urodziny. Sześć lat temu przywitaliśmy ją na świecie. Jako nasza mała kruszynka.
Jako prezent kupiliśmy naszej na razie jedynej córeczce kolejny domek dla lalek. Ten jednak był drewniany i wszystkie meble do niego również były wykonane z drewna. Bardzo nam się podobał i stwierdziliśmy, że musimy ten domek jej kupić.
Tort upiekłam już dnia poprzedniego, wieczorem.  Był z różowym kremem i fioletowymi ozdobami. Fioletowa posypka, czekoladowe liście, kwiatki z opłatków, jadalne koraliki. Tort był naprawdę przepiękny. Do tego napis wykonany białą czekoladą "6 lat Wiktorki"

W dniu urodzin naszej córeczki, ja i Kamil postanowiliśmy pójść do niej po pokoju z samego rana. Otworzyłam delikatnie drzwi. Wiktoria już nie spała. Siedziała na brzegu łóżka i patrzyła się w sufit. Zapukałam więc do drzwi, po czym weszliśmy do pokoju.
- Wszystkiego najlepszego, nasza księżniczko - powiedzieliśmy do Wiktorii i wręczyliśmy jej prezent
- Dziękuję - powiedziała - ale nie nazywajcie mnie księżniczką.
- Dlaczego? - spytał ją Kamil
- Bo księżniczka ma długie, ładne suknie i korony takie duże... I ma tron i berło, ma naszyjniki i bransoletki. Ma dużo pierścionków i długie kolczyki, ładne fryzury.. Chodzi na bale..
Bardzo nas zaskoczyła odpowiedź naszej córki.
Szepnęłam do Kamila, że nasza córka, chyba coś za bardzo ogląda te wszystkie bajki Disneya.
-Ale i tak jesteś naszą księżniczką - powiedział Kamil
- Ale czy ty mnie tato w ogóle rozumiesz??
- Rozumiem cię, kochanie, ale co to szkodzi, abyś mogła być najpiękniejszą księżniczką swoich rodziców?
- Tato, czy ja mówię do ściany?
Tak to mnie rozbawiło, że wybuchnęłam śmiechem.
- Mamo, to, że tata nie rozumie tego, co ja do niego mówię, to wcale nie jest powód do śmiechu - powiedziała
Znów zaczęłam się śmiać, jednak po chwili uspokoiłam się.
Wręczyliśmy jej prezent, który bardzo się jej spodobał.
- A kiedy pójdę do tej szkoły? - spytała po chwili
- We wrześniu - odpowiedziałam
-A jaki mamy teraz miesiąc?
- Czerwiec.
-To ile jeszcze? - spytała znudzona.
- Jeszcze lipiec i sierpień i dopiero będzie wrzesień.
- Niech ci mamo będzie, ale...naprawdę pójdę do szkoły?
- Tak, naprawdę pójdziesz.
Wiktoria rozpakowala więc domek. Wyjęła z niego wszystkie meble. Przyniosła swoje ulubione lalki i zaczęła się bawić.
- Może zejdziemy na dół? Zrobimy jakieś śniadanie? - spytałam
- A co będzie? - zapytała
- Co tylko będziesz chciała
- Chciałabym omleta - powiedziała
- Dobrze, już mamusia ci zrobi. Tylko pójdę obudzić twoich braci.
- Nie, mamusiu. Ja i tatuś ich obudzimy.
Wiktoria poszła obudzić Piotrka, a Kamil poszedł do pokoju Karolka. Karolek już nie spał. Siedział w swoim łóżeczku. Kamil wziął go na ręce i zszedł z nim na dół. Ja już byłam w kuchni i robiłam omleta na specjalne życzenie jubilatki..
Po chwili zszedł także Piotruś z Wiktorią. Wikusia trzymała w ręku jakąś kartkę, a na niej narysowane czerwone serce i różowy kwiatek.
- Patrzcie, co dostałam od Piotrka na urodziny! - Wiktoria była taka szczęśliwa
- Jakie piękne - powiedziałam - A, teraz siadajcie do stołu, za chwilę będzie śniadanie.
W między czasie zrobiłam Piotrusiowi kanapkę do szkoły. Omlet był już gotowy, usiedliśmy wszyscy przy stole. Zjedliśmy śniadanie. Następnie Piotruś poszedł na górę, aby ubrać się do szkoły. Wyjęłam mu z szafy czyste spodnie i koszulkę. Wyszłam z pokoju do momentu, aż Piotruś sam się ubierze. Gdy już skończył, wziął plecak i zszedł na dół. Schowałam mu kanapkę do plecaka. Pożegnałam się z nim, całując go w policzek. Kamil zawiózł Piotrusia do szkoły, a sam pojechał na trening. Ja z Wiktorią rozpoczęłyśmy przygotowania do imprezy urodzinowej. Już wcześniej kupiłam balony, które utworzyły napis "6 LAT". Były w kolorze fioletowym. Dom również posprzątałyśmy, a w salonie rozwiesiłyśmy kolorowe girlandy. Wszystko wyglądało przepięknie. Goście mieli zjawić się o 15.00.
W południe ugotowałam więc obiad, zupę pomidorową, ponieważ Kamil wrócił do domu o 13.00, jak zawsze
- Już jestem - powiedział od progu - Byłem dzisiaj w klubie. Na treningu. Wpadłem na chwilę.
- I jak tam?
- Wszystko ok, ale musisz podpisać papiery, ponieważ wiesz, że kilku naszych podopiecznych odchodzi do innego klubu.
- Tak, tak. Wiem. Jutro podjadę i podpiszę.
- To dobrze, bo chłopcy są z nami do końca czerwca.
- Spokojnie.. - powiedziałam
- Tak się dziwnie czuję.. Wiem, że odchodzą i jakoś tak mi smutno.
- Kamil... - złapałam go za ramię - Chcą rozwijać się w innym klubie. To zrozumiałe. Ty ile razy w ich wieku zmieniałeś klub?
- W ich wieku? Około 3 razy..
- No właśnie.. Więc sam powinieneś ich zrozumieć, a teraz chodź.. Ugotowałam pomidorową.
- Na rosole? - uśmiechnął się
- Jak zawsze
Poszliśmy zatem do kuchni, aby zjeść obiad. Kamil pozmywał po nim naczynia, a ja zaczęłam się przygotowywać do urodzin Wiktorii. Poszłam więc na górę, aby się przebrać. Założyłam

Do tego rozpuściłam swoje włosy i zrobiłam delikatny makijaż. Naszej jubilatce założyłam

Kamil wybrał błękitną koszulę.
Goście zjawili się punktualnie. Był to Bronisław, moja mama z Julką, Agnieszka z Maćkiem, a także Michał z Natalią i małym Antosiem i moja babcia Maria.
Zaprosiliśmy wszystkich do środka. Wiktoria otrzymała prezenty od wszystkich gości. Od razu chciała je rozpakować, ale powiedziałam jej, że jeśli chce je otworzyć, najpierw trzeba pomyśleć życzenie i zdmuchnąć świeczki.
Wiktoria podeszła więc do nas. Przyniosłam tort. Zapaliłam sześć świeczek. Wiktoria stanęła na krześle. Przez chwilę pomyślała nas swoich życzeniem, po czym zdmuchnęła świeczki
- Brawo! - powiedziałam
Zaśpiewaliśmy Wiktorii "sto lat". W tym czasie poszłam do kuchni po nóż i pokroiłam tort. Gdy każdy zjadł po kawałku, Wiktoria poszła się bawić wraz z Karolkiem i Julką. Antoś był jeszcze mały i nie mógł się z nią bawić. Natalia poszła więc ze swoim synkiem do salonu. Usiadła z naszymi dziećmi. Przy niej cały czas czuwał Antoś.
- Kornelia już dzisiaj pojechała do szpitala - powiedziała mama
- To już dzisiaj rodzi?
- Na razie nic mi o tym nie wiadomo - uśmiechnęła się moja mama - Ale ma termin za 4 dni.
- Tyle tych dzieci teraz w tej naszej rodzinie - powiedziała babcia - Ale wiecie co? Jaki będziecie mieli problem, aby zrobić drzewo genealogiczne do szkoły! - była uśmiechnięta

Dzieci więc bawiły się w salonie. My zaś siedzieliśmy w jadalni. Na sam koniec imprezy urodzinowej zrobiliśmy sobie wspólne zdjęcie z jubilatką. Kamil pojechał zaś po Piotrusia z treningu. Gdy wrócili do domu, odrobiłam z synem lekcje i położyliśmy się spać.

Następnego dnia zawiozłam Piotrusia do szkoły. Założyłam więc:
Pojechałam prosto do klubu , aby podpisać papiery dotyczące odejścia kilku chłopaków z naszego klubu. Tego dnia pozałatwiałam wszystkie już papiery i sprawy dotyczące odejścia tych wszystkich chłopaków. I tak mieli być z nami do końca czerwca, ale już zaczęli podpisywać umowy sponsorskie i już szukali kolejnych kubów.

Wieczorem dostałam SMS-a od Bartka
"Tomasz wita wszystkich na świecie! " - napisał mi taką wiadomość.
-Czyli po raz kolejny zostałam ciocią - powiedziałam do Kamila
- A ja przyszywanym wujkiem. - odpowiedział mi

Następnego dnia postanowiliśmy pojechać do Krakowa, aby odwiedzić moją siostrę w szpitalu. Było dość gorąco. Założyłam więc


Gdy byliśmy w szpitalu, weszliśmy na odpowiednią salę. Była tam już moja mama.
- Widzicie, jaka kruszynka - wyszeptała moja mama, wskazując ręką na Tomusia.
- Jaki cudny. - powiedziałam - Mogę go wziąć na ręce? - spytałam Kornelii
- Ależ tak
Wzięłam więc Tomusia na ręce, a Kamil zrobił mi z nim zdjęcie. Spędziliśmy więc ponad godzinę w szpitalu, po czym wróciliśmy do Zakopanego


-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


                                                    kiki2000

Komentarze