1 września - wtorek. Rozpoczęcie roku szkolnego. Już nie tylko Piotruś miał iść do szkoły, ale też i Wiktoria. Piotruś miał już iść do trzeciej klasy, a w maju czekała go Pierwsza Komunia Święta. Wiktoria zaś miała zawitać w progach klasy "0" Kamil niestety pojechał na zgrupowanie. Cały pierwszy tydzień września miało nie być go w domu.
A więc nadszedł wtorkowy ranek. Słońce już delikatnie sobie świeciło. Założyłam więc Piotrusiowi białą koszulę, granatowe spodnie, granatową marynarkę i czerwoną muszkę. Wyglądał tak elegancko.
- Mamo, nie jestem już małym dzieckiem - powiedział do mnie - Po co mi ta muszka?
I wtedy zrozumiałam, że to już nie jest mój mały Piotruś, tylko to już jest Piotr. Chociaż miał 9 lat, to już szedł do trzeciej klasy i mógł mieć swoje zdanie w pewnych kwestiach
- Bo tak będzie elegancko. Jest to uroczystość szkolna i na uroczystościach trzeba wyglądać elegancko.
- A Wiktoria? Co ona założy?
- Wiktoria założy sukienkę
- A ty?
- Ja? Ja założę spodnie
- A dlaczego nie sukienkę czy spódnicę?
- Bo to ty jesteś uczniem i uczniowie, nauczyciele i pracownicy powinni wyglądać elegancko - odpowiedziałam - My, jako rodzice tylko was przyprowadzamy do szkoły, ale też nie mogę założyć zwykłej białej koszulki z napisami i podartych jeansów, a do tego trampki, bo to nie pasuje.
- Oj mamo.... W ogóle cię nie rozumiem - westchnął Piotruś , po czym zszedł na dół po schodach i usiadł sobie na kanapie w salonie.
Ja zaś poszłam do sypialni i założyłam eleganckie spodnie
Spodnie te już delikatnie podkreślały moje ciążowe krągłości. Założyłam więc szeroką białą bluzkę.
- I już brzucha nie widać - uśmiechnęłam się
Do tego czarne szpilki na niewielkim obcasie. Włosy rozpuściłam i zrobiłam delikatny makijaż.
Wiktorii zaś założyłam granatową sukienkę z białym kołnierzykiem, aby i ona również wyglądała elegancko tego dnia.
Gdy byliśmy już gotowi, wsiedliśmy w samochód i pojechaliśmy prosto pod szkołę. Tam przeszliśmy pod kościół i została odprawiona msza święta. Po mszy wróciliśmy do szkoły. Piotruś zajął miejsce na ławce obok swoich kolegów z klasy. Wiktoria trochę się bała. Było to widać. Nie mogłam jednak w to uwierzyć. Zawsze była taka odważna, a teraz? Nie chciałam jednak tego komentować. To przecież rozpoczęcie nowego etapu w jej życiu.
- Usiądź sobie tutaj - wskazałam jej miejsce na ławce.
Wiktoria usiadła na brzegu i nie chciała się posunąć. Niedaleko były przygotowane miejsca dla rodziców. Usiadłam więc na jednym z krzeseł, a Karolka posadziłam na swoich kolankach.
Pani dyrektor powitała zatem wszystkich , powiedziała o planach na kolejny rok szkolny i zapowiedziała wychowawców klas. U Piotrusia niezmiennie pani Hania, a u Wiktorii pani Iza - opiekunka klasy O
- W tym roku w klasie "O" znalazło się aż 18 dzieciaków - uśmiechnęła się pani dyrektor.
Następnie wszyscy mieli porozchodzić się do klas.
Podeszłam do Wiktorii i wzięłam ją za rękę. Następnie podeszłam do Piotrusia
- Pójdź sam do klasy, dobrze? Ja pójdę z Wiktorią na górę do jej klasy, a potem wrócę do ciebie, dobrze?
- Dobrze - odpowiedziałam
Wraz z Karolkiem i Wiktorią poszłam na górę do sali klasy "O". Tam wszyscy zostali powitani, dzieci mogły się trochę zintegrować.
- A więc zajęcia od 8:55 do 13:15, jak to bywa co roku w klasie "O". Podręczniki niezmiennie te same, ale wiadomo, że trzeba zakupić nowe, bo przecież robimy zawsze dużo ćwiczeń, więc nie zaleca się używanych. Podręczniki do religii i języka angielskiego to samo. Teraz oczywiście wiadomo, że to dopiero klasa "0", ale już powoli będziemy przygotowywać dzieci do prawdziwej nauki w szkole. Tak jak to było w poprzednich latach, będziemy uczyć się literek, cyferek, ale przede wszystkim zajęcia manualne, plastyczne, wokalne, język angielski będzie z Panem Markiem, więc tutaj podstawy jak poznanie alfabetu i podstawowych zwrotów jak "tak" "nie", pewnie będą cyfry, kolory. Nie wiem do końca jaki jest program dla klasy "O". - powiedziała pani Iza.
Pani Iza zapisała na tablicy plan lekcji, który spisałam do notesu. Pożegnałam się z panią , rodzicami i dziećmi i wraz z Wiktorią i Karolkiem do sali Piotrusia. Tam pani Hania pisała akurat na tablicy plan lekcji. Spisałam go więc do notesu.
Po rozpoczęciu roku szkolnego udałam się z dziećmi na Krupówki na lody. Usiedliśmy przy jednym ze stolików. Piotruś i Wiktoria jedli lody w pucharkach, Karolek zaś jadł owoce. Ja kupiłam sobie herbatę. Siedzieliśmy więc przy drewnianym stoliku, rozmawialiśmy się i śmialiśmy się. Gdy tak sobie siedzieliśmy, Piotruś w pewnym momencie powiedział do mnie:
- Mamo, ten pan się na ciebie patrzy.
Odwróciłam się i nagle zauważyłam przy jednym ze stolików.... Adriana. Przełknęłam ślinę i ciągle się na niego patrzyłam. Był tak samo wysoki, te same rysy twarzy, delikatny zarost dodawał mu męskości, do tego był taki umięśniony, jak początkujący kulturysta. Był sam. Nie było tej jego dziewczyny, ani jego dziecko. Ciągle się na niego patrzyłam i nie mogłam przestać.
- Mamo - wyrwał mnie z tego transu Piotruś
- Tak? - odwróciłam się w stronę moich dzieci
- Kto to jest?
- Nie wiem - skłamałam... - Naprawdę nie wiem, jest podobny do mojego znajomego, ale to nie on - odpowiedziałam
Jednak spojrzałam się jeszcze raz na niego przez ramię. Szybko się odwróciłam, nie chciałam zwracać uwagi. Jednak w pewnym momencie Wiktoria się do mnie odezwała:
- Ten pan tutaj idzie - powiedziała trochę wystraszona
Adrian podszedł do nas.
- Cześć - powiedział
- Cześć - odpowiedziałam ,jednak szybko schowałam głowę
- Mamo, kto to? - spytał Piotruś
- To wszystko, to twoje dzieci? - spytał Adrian
- Tak, to nasze dzieci .Moje i Kamila - odpowiedziałam już pewniej
Adrian zobaczył mój zaokrąglony brzuch
- Gratuluję - powiedział
- Dziękuję - odpowiedziałam
- Chłopiec czy dziewczynka? - spytał
- Jeszcze nie wiemy, nie sprawdzaliśmy - odpowiedziałam na kolejne jego pytanie
- Mamo, kto to jest? - spytała Wiktoria
- To mój dawny znajomy - odpowiedziałam
- A mówiłaś, że to nie on - wtrącił się Piotruś
- Nie poznałam go. Dawno się nie widzieliśmy, zmienił się trochę - odpowiedziałam
- No trochę się nie widzieliśmy - odpowiedziałam. To już ile? Ponad 9 lat. Szybko potem zaszłaś w ciążę - spojrzał się na Piotrusia - Jego urodziłaś?
- Chyba nie powinieneś pytać o takie rzeczy
- Dlaczego nie?
Ponownie spojrzał się na dzieci. Każde dobrze obleciał wzrokiem
- Synowie są do niego podobni - odpowiedział - Widać te same rysy. Pamiętam je dokładnie, jak pierwszy raz widziałem was razem. Mają te sam wyraz twarzy. Wiesz, jak oni są do niego podobni?
- Wiem - odpowiedziałam
- Wiesz, że mogliśmy mieć dzieci w tym samym wieku
W tym momencie aż wstałam
- Nie pozwalaj sobie przy dzieciach - syknęłam
On jednak nie spojrzał na mnie. Zwrócił się do dzieci
- Ja jestem Adrian, a wy?
- Piotruś!
- Wiktoria!
- Kalolek! - ponieważ Karol nie mówił "r". Miał dopiero półtora roku
- Kochacie swoją mamę?
- Tak - odpowiedzieli zgodnie
- A tatę?
- Tak! - tutaj pewnie odpowiedzieli
- Adrian - syknęłam do niego. Chciałam, aby zakończyć
- A wiecie, że ja i wasza mama
W tym momencie z całej siły kopnęłam go w kostkę. Adrian nie dokończył, tylko syknął z bólu.
- Coś się pani stało?
- Zabolała go kostka - odpowiedziałam stanowczo
- Ale pan nie dokończył - powiedział Piotruś
- Chciałem powiedzieć, że ja i wasza mama - zaczął Adrian
- Dawno się nie widzieliśmy. Trochę lat minęło - dokończyłam za niego - Chyba już powinieneś iść - powiedziałam do Adriana
- Tak. Ja już pójdę. Cześć dzieciaki! - pomachał do dzieci
- Cześć! - również mu pomachały
Adrian poszedł, a ja usiadłam na ławce obok Karolka
- Mamo, ale fajny ten pan - powiedziała Wiktoria
- Pod żadnych warunkiem, jeśli byście go kiedyś widzieli, proszę się do niego nie odzywać, nie rozmawiać z nim, jeśli coś bym wam proponował, proszę nie korzystać, gdyby chciał wam coś dać, nie bierzcie, pod żadnym warunkiem - ostrzegłam dzieci
- Dlaczego? - spytał Piotruś
- Bo tak - odpowiedziałam
Gdy dzieci zjadły lody, wróciliśmy od razu do domu. Wieczorem gdy się wykąpały, położyłam je spać. Następnie udałam się do sypialni. Akurat dostałam powiadomienie od Kamila na SKYPE. Chciał porozmawiać przez video.
Po chwili pojawił się napis "KAMIL DZWONI" Odebrałam połączenie. Dalej jednak byłam przytłoczona tym, że widziałam Adriana.
- Hej, kochanie.... - powiedział
- Hej - odpowiedziałam zmartwiona
- Jak tam dzieci i rozpoczęcie roku szkolnego?
- Dobrze - odpowiedziałam
- Czy mi się wydaje, czy jesteś jakaś smutna?
- Nic mi nie jest...
- Na pewno?
- Na pewno.
- Ale ja ci zupełnie nie ufam.
- Kamil.... - westchnęłam
- Tak? Co się dzieje?
Opowiedziałam mu wszystko, co mnie dzisiaj spotkało. Kamil nie przerywał mi. Wysłuchał mnie do końca.
- Nie wiem, co mam o tym wszystkim sądzić. Już nie czuję się tak jak wcześniej - powiedziałam do Kamila - Wcześniej myślałam, że już go nigdy nie spotkam i czułam się jakoś bezpieczniej
- Mam z nim porozmawiać, jak wrócę?
- Nie... Kamil... nie... nie trzeba
W sobotę miały odbyć się chrzciny Rafałka - syna Marceliny i Stefana. Niestety na chrzcinach zabrakło panów - a dokładnie Kamila, Maćka, Piotrka, Kuby.... Wszyscy byli na zgrupowaniu.
Rano więc założyłam sukienkę, która opinała mój brzuch.
Brzuch ciążowy w tej sukience wyglądał już na duży, jednak nie przejmowałam się tym i dalej postanowiłam tego nie komentować.
Zabrałam więc dzieci i pojechałam z nimi do Szczyrku. W kościele Rafałek był bardzo spokojny. Nie płakał nawet w momencie, gdy ksiądz chrzcił go wodą.
Po mszy w kościele wszyscy udaliśmy się do domu Marceliny i Stefana. Tam zrobiłam sobie zdjęcie z malutkim Rafałkiem. Gdy siedziałam na kanapie i na rękach miałam Rafałka. Jednak nie takiego małego Rafałka - miał już 5 miesięcy. A dokładnie skończyłby 7 września.
Impreza w domu Marceliny i Stefana trwała do godziny 18:00. Następnie pożegnałam się z nimi i wraz z dziećmi wróciłam do domu.
W poniedziałek rano Kamil wrócił do domu.
- Nie wiesz, kogo widziałem, niedaleko naszej ulicy - powiedział Kamil
- Kogo? - spytałam
- Adriana - odpowiedział
- Naprawdę? - zdziwiłam się
- Tak. Zmierzył mnie wzrokiem, jakby chciał mnie zabić
- Kamil.... Nie czuję się bezpieczna, gdy ciebie nie ma - powiedziałam do niego - Niedługo zacznie się sezon
- Wszystko będzie dobrze - przytulił mnie do siebie
W kolejną sobotę moja siostra Kornelia miała chrzcić swojego drugiego syna - Tomasza. Zostaliśmy zaproszeni na chrzciny do Krakowa. Od samego rana zaczęliśmy się więc szykować . Gdy nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Bardzo nerwowy. Nogi się pode mną ugięły. Myślałam, że to będzie Adrian i niechętnie podeszłam do drzwi. Była to Agnieszka. Cała zapłakana. Gdy tylko mnie zobaczyła, rzuciła się mi w ramiona.
- Co ja mam robić... - powiedziała do mnie
Zaprosiłam ją więc do salonu. Gestem wskazałam Kamilowi, aby nam nie przeszkadzał.
- Co się dzieje? - spytałam
Agnieszka cały czas płakała i nie mogłam wydusić z siebie żadnego słowa.
- Co się stało? - spytałam
- My nie planowaliśmy.... - szepnęła
- Czego? - spytałam
- Bo... ja jestem w ciąży.
- To trzeba się cieszyć - powiedziałam i przytuliłam mocniej Agnieszkę
- Ale my jeszcze nie planowaliśmy dziecka... Maciek chciał jeszcze podróżować. Mieliśmy być jeszcze wolni...
- Ale dziecko to owoc waszej miłości... A wy przecież tak się kochacie i dziecko będzie zwieńczeniem waszej miłości.
- Ale.... Maciek...
- Wie?
- Nie...
- To musisz mu powiedzieć
- Nie jestem gotowa
- Pamiętasz, jak ty mnie pocieszałaś i namawiałaś, abym jak najszybciej powiedziała Kamilowi o ciąży?
- Pamiętam...
- Byłaś pierwsza, która mnie wspierała
- Wiem...
- Więc teraz ja cię wspieram i musisz powiedzieć Maćkowi, bo przecież jesteście małżeństwem, a po drugie.... macie już staż małżeński i się kochacie. A pamiętasz jak to było u mnie? Znałam Kamila wtedy niespełna 4 miesiące, nie byliśmy razem i miałam wtedy 20 lat..
- Kasia.... Jak to mam mu powiedzieć?
- Normalnie. Z uśmiechem. Zobaczysz, jak Maciek się ucieszy
- Tak myślisz??
- Tak
Wspierałam Agę przez ponad godzinę. Gdy w końcu przestała płakać , wróciła do domu. Widziałam, że po chwili pod dom swoim samochodem przyjechał Maciek. Czekałam, aż tylko mu powie, że jest w ciąży.
- Czyli nasza skoczna rodzina się powiększy - powiedział do mnie Kamil, po czym mnie objął
- Powiększa się na dobre - powiedziałam do niego
Zaczęliśmy się więc szykować na chrzciny. Założyłam zatem taki o to komplet
Gdy byliśmy gotowi, pojechaliśmy do Krakowa na chrzest Tomaszka. Po chrzcie pojechaliśmy do restauracji, gdzie miało odbyć się przyjęcie. Tam zrobiłam sobie kolejne zdjęcie z moim siostrzeńcem. Trzymałam go tak na zdjęciu, że zasłaniał idealnie mój brzuch.
Do domu wróciliśmy około 19:00..
------------------------------------------------------------------------------------
kiki2000
A więc nadszedł wtorkowy ranek. Słońce już delikatnie sobie świeciło. Założyłam więc Piotrusiowi białą koszulę, granatowe spodnie, granatową marynarkę i czerwoną muszkę. Wyglądał tak elegancko.
- Mamo, nie jestem już małym dzieckiem - powiedział do mnie - Po co mi ta muszka?
I wtedy zrozumiałam, że to już nie jest mój mały Piotruś, tylko to już jest Piotr. Chociaż miał 9 lat, to już szedł do trzeciej klasy i mógł mieć swoje zdanie w pewnych kwestiach
- Bo tak będzie elegancko. Jest to uroczystość szkolna i na uroczystościach trzeba wyglądać elegancko.
- A Wiktoria? Co ona założy?
- Wiktoria założy sukienkę
- A ty?
- Ja? Ja założę spodnie
- A dlaczego nie sukienkę czy spódnicę?
- Bo to ty jesteś uczniem i uczniowie, nauczyciele i pracownicy powinni wyglądać elegancko - odpowiedziałam - My, jako rodzice tylko was przyprowadzamy do szkoły, ale też nie mogę założyć zwykłej białej koszulki z napisami i podartych jeansów, a do tego trampki, bo to nie pasuje.
- Oj mamo.... W ogóle cię nie rozumiem - westchnął Piotruś , po czym zszedł na dół po schodach i usiadł sobie na kanapie w salonie.
Ja zaś poszłam do sypialni i założyłam eleganckie spodnie
Spodnie te już delikatnie podkreślały moje ciążowe krągłości. Założyłam więc szeroką białą bluzkę.
- I już brzucha nie widać - uśmiechnęłam się
Do tego czarne szpilki na niewielkim obcasie. Włosy rozpuściłam i zrobiłam delikatny makijaż.
Wiktorii zaś założyłam granatową sukienkę z białym kołnierzykiem, aby i ona również wyglądała elegancko tego dnia.
Gdy byliśmy już gotowi, wsiedliśmy w samochód i pojechaliśmy prosto pod szkołę. Tam przeszliśmy pod kościół i została odprawiona msza święta. Po mszy wróciliśmy do szkoły. Piotruś zajął miejsce na ławce obok swoich kolegów z klasy. Wiktoria trochę się bała. Było to widać. Nie mogłam jednak w to uwierzyć. Zawsze była taka odważna, a teraz? Nie chciałam jednak tego komentować. To przecież rozpoczęcie nowego etapu w jej życiu.
- Usiądź sobie tutaj - wskazałam jej miejsce na ławce.
Wiktoria usiadła na brzegu i nie chciała się posunąć. Niedaleko były przygotowane miejsca dla rodziców. Usiadłam więc na jednym z krzeseł, a Karolka posadziłam na swoich kolankach.
Pani dyrektor powitała zatem wszystkich , powiedziała o planach na kolejny rok szkolny i zapowiedziała wychowawców klas. U Piotrusia niezmiennie pani Hania, a u Wiktorii pani Iza - opiekunka klasy O
- W tym roku w klasie "O" znalazło się aż 18 dzieciaków - uśmiechnęła się pani dyrektor.
Następnie wszyscy mieli porozchodzić się do klas.
Podeszłam do Wiktorii i wzięłam ją za rękę. Następnie podeszłam do Piotrusia
- Pójdź sam do klasy, dobrze? Ja pójdę z Wiktorią na górę do jej klasy, a potem wrócę do ciebie, dobrze?
- Dobrze - odpowiedziałam
Wraz z Karolkiem i Wiktorią poszłam na górę do sali klasy "O". Tam wszyscy zostali powitani, dzieci mogły się trochę zintegrować.
- A więc zajęcia od 8:55 do 13:15, jak to bywa co roku w klasie "O". Podręczniki niezmiennie te same, ale wiadomo, że trzeba zakupić nowe, bo przecież robimy zawsze dużo ćwiczeń, więc nie zaleca się używanych. Podręczniki do religii i języka angielskiego to samo. Teraz oczywiście wiadomo, że to dopiero klasa "0", ale już powoli będziemy przygotowywać dzieci do prawdziwej nauki w szkole. Tak jak to było w poprzednich latach, będziemy uczyć się literek, cyferek, ale przede wszystkim zajęcia manualne, plastyczne, wokalne, język angielski będzie z Panem Markiem, więc tutaj podstawy jak poznanie alfabetu i podstawowych zwrotów jak "tak" "nie", pewnie będą cyfry, kolory. Nie wiem do końca jaki jest program dla klasy "O". - powiedziała pani Iza.
Pani Iza zapisała na tablicy plan lekcji, który spisałam do notesu. Pożegnałam się z panią , rodzicami i dziećmi i wraz z Wiktorią i Karolkiem do sali Piotrusia. Tam pani Hania pisała akurat na tablicy plan lekcji. Spisałam go więc do notesu.
Po rozpoczęciu roku szkolnego udałam się z dziećmi na Krupówki na lody. Usiedliśmy przy jednym ze stolików. Piotruś i Wiktoria jedli lody w pucharkach, Karolek zaś jadł owoce. Ja kupiłam sobie herbatę. Siedzieliśmy więc przy drewnianym stoliku, rozmawialiśmy się i śmialiśmy się. Gdy tak sobie siedzieliśmy, Piotruś w pewnym momencie powiedział do mnie:
- Mamo, ten pan się na ciebie patrzy.
Odwróciłam się i nagle zauważyłam przy jednym ze stolików.... Adriana. Przełknęłam ślinę i ciągle się na niego patrzyłam. Był tak samo wysoki, te same rysy twarzy, delikatny zarost dodawał mu męskości, do tego był taki umięśniony, jak początkujący kulturysta. Był sam. Nie było tej jego dziewczyny, ani jego dziecko. Ciągle się na niego patrzyłam i nie mogłam przestać.
- Mamo - wyrwał mnie z tego transu Piotruś
- Tak? - odwróciłam się w stronę moich dzieci
- Kto to jest?
- Nie wiem - skłamałam... - Naprawdę nie wiem, jest podobny do mojego znajomego, ale to nie on - odpowiedziałam
Jednak spojrzałam się jeszcze raz na niego przez ramię. Szybko się odwróciłam, nie chciałam zwracać uwagi. Jednak w pewnym momencie Wiktoria się do mnie odezwała:
- Ten pan tutaj idzie - powiedziała trochę wystraszona
Adrian podszedł do nas.
- Cześć - powiedział
- Cześć - odpowiedziałam ,jednak szybko schowałam głowę
- Mamo, kto to? - spytał Piotruś
- To wszystko, to twoje dzieci? - spytał Adrian
- Tak, to nasze dzieci .Moje i Kamila - odpowiedziałam już pewniej
Adrian zobaczył mój zaokrąglony brzuch
- Gratuluję - powiedział
- Dziękuję - odpowiedziałam
- Chłopiec czy dziewczynka? - spytał
- Jeszcze nie wiemy, nie sprawdzaliśmy - odpowiedziałam na kolejne jego pytanie
- Mamo, kto to jest? - spytała Wiktoria
- To mój dawny znajomy - odpowiedziałam
- A mówiłaś, że to nie on - wtrącił się Piotruś
- Nie poznałam go. Dawno się nie widzieliśmy, zmienił się trochę - odpowiedziałam
- No trochę się nie widzieliśmy - odpowiedziałam. To już ile? Ponad 9 lat. Szybko potem zaszłaś w ciążę - spojrzał się na Piotrusia - Jego urodziłaś?
- Chyba nie powinieneś pytać o takie rzeczy
- Dlaczego nie?
Ponownie spojrzał się na dzieci. Każde dobrze obleciał wzrokiem
- Synowie są do niego podobni - odpowiedział - Widać te same rysy. Pamiętam je dokładnie, jak pierwszy raz widziałem was razem. Mają te sam wyraz twarzy. Wiesz, jak oni są do niego podobni?
- Wiem - odpowiedziałam
- Wiesz, że mogliśmy mieć dzieci w tym samym wieku
W tym momencie aż wstałam
- Nie pozwalaj sobie przy dzieciach - syknęłam
On jednak nie spojrzał na mnie. Zwrócił się do dzieci
- Ja jestem Adrian, a wy?
- Piotruś!
- Wiktoria!
- Kalolek! - ponieważ Karol nie mówił "r". Miał dopiero półtora roku
- Kochacie swoją mamę?
- Tak - odpowiedzieli zgodnie
- A tatę?
- Tak! - tutaj pewnie odpowiedzieli
- Adrian - syknęłam do niego. Chciałam, aby zakończyć
- A wiecie, że ja i wasza mama
W tym momencie z całej siły kopnęłam go w kostkę. Adrian nie dokończył, tylko syknął z bólu.
- Coś się pani stało?
- Zabolała go kostka - odpowiedziałam stanowczo
- Ale pan nie dokończył - powiedział Piotruś
- Chciałem powiedzieć, że ja i wasza mama - zaczął Adrian
- Dawno się nie widzieliśmy. Trochę lat minęło - dokończyłam za niego - Chyba już powinieneś iść - powiedziałam do Adriana
- Tak. Ja już pójdę. Cześć dzieciaki! - pomachał do dzieci
- Cześć! - również mu pomachały
Adrian poszedł, a ja usiadłam na ławce obok Karolka
- Mamo, ale fajny ten pan - powiedziała Wiktoria
- Pod żadnych warunkiem, jeśli byście go kiedyś widzieli, proszę się do niego nie odzywać, nie rozmawiać z nim, jeśli coś bym wam proponował, proszę nie korzystać, gdyby chciał wam coś dać, nie bierzcie, pod żadnym warunkiem - ostrzegłam dzieci
- Dlaczego? - spytał Piotruś
- Bo tak - odpowiedziałam
Gdy dzieci zjadły lody, wróciliśmy od razu do domu. Wieczorem gdy się wykąpały, położyłam je spać. Następnie udałam się do sypialni. Akurat dostałam powiadomienie od Kamila na SKYPE. Chciał porozmawiać przez video.
Po chwili pojawił się napis "KAMIL DZWONI" Odebrałam połączenie. Dalej jednak byłam przytłoczona tym, że widziałam Adriana.
- Hej, kochanie.... - powiedział
- Hej - odpowiedziałam zmartwiona
- Jak tam dzieci i rozpoczęcie roku szkolnego?
- Dobrze - odpowiedziałam
- Czy mi się wydaje, czy jesteś jakaś smutna?
- Nic mi nie jest...
- Na pewno?
- Na pewno.
- Ale ja ci zupełnie nie ufam.
- Kamil.... - westchnęłam
- Tak? Co się dzieje?
Opowiedziałam mu wszystko, co mnie dzisiaj spotkało. Kamil nie przerywał mi. Wysłuchał mnie do końca.
- Nie wiem, co mam o tym wszystkim sądzić. Już nie czuję się tak jak wcześniej - powiedziałam do Kamila - Wcześniej myślałam, że już go nigdy nie spotkam i czułam się jakoś bezpieczniej
- Mam z nim porozmawiać, jak wrócę?
- Nie... Kamil... nie... nie trzeba
W sobotę miały odbyć się chrzciny Rafałka - syna Marceliny i Stefana. Niestety na chrzcinach zabrakło panów - a dokładnie Kamila, Maćka, Piotrka, Kuby.... Wszyscy byli na zgrupowaniu.
Rano więc założyłam sukienkę, która opinała mój brzuch.
Brzuch ciążowy w tej sukience wyglądał już na duży, jednak nie przejmowałam się tym i dalej postanowiłam tego nie komentować.
Zabrałam więc dzieci i pojechałam z nimi do Szczyrku. W kościele Rafałek był bardzo spokojny. Nie płakał nawet w momencie, gdy ksiądz chrzcił go wodą.
Po mszy w kościele wszyscy udaliśmy się do domu Marceliny i Stefana. Tam zrobiłam sobie zdjęcie z malutkim Rafałkiem. Gdy siedziałam na kanapie i na rękach miałam Rafałka. Jednak nie takiego małego Rafałka - miał już 5 miesięcy. A dokładnie skończyłby 7 września.
Impreza w domu Marceliny i Stefana trwała do godziny 18:00. Następnie pożegnałam się z nimi i wraz z dziećmi wróciłam do domu.
W poniedziałek rano Kamil wrócił do domu.
- Nie wiesz, kogo widziałem, niedaleko naszej ulicy - powiedział Kamil
- Kogo? - spytałam
- Adriana - odpowiedział
- Naprawdę? - zdziwiłam się
- Tak. Zmierzył mnie wzrokiem, jakby chciał mnie zabić
- Kamil.... Nie czuję się bezpieczna, gdy ciebie nie ma - powiedziałam do niego - Niedługo zacznie się sezon
- Wszystko będzie dobrze - przytulił mnie do siebie
W kolejną sobotę moja siostra Kornelia miała chrzcić swojego drugiego syna - Tomasza. Zostaliśmy zaproszeni na chrzciny do Krakowa. Od samego rana zaczęliśmy się więc szykować . Gdy nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Bardzo nerwowy. Nogi się pode mną ugięły. Myślałam, że to będzie Adrian i niechętnie podeszłam do drzwi. Była to Agnieszka. Cała zapłakana. Gdy tylko mnie zobaczyła, rzuciła się mi w ramiona.
- Co ja mam robić... - powiedziała do mnie
Zaprosiłam ją więc do salonu. Gestem wskazałam Kamilowi, aby nam nie przeszkadzał.
- Co się dzieje? - spytałam
Agnieszka cały czas płakała i nie mogłam wydusić z siebie żadnego słowa.
- Co się stało? - spytałam
- My nie planowaliśmy.... - szepnęła
- Czego? - spytałam
- Bo... ja jestem w ciąży.
- To trzeba się cieszyć - powiedziałam i przytuliłam mocniej Agnieszkę
- Ale my jeszcze nie planowaliśmy dziecka... Maciek chciał jeszcze podróżować. Mieliśmy być jeszcze wolni...
- Ale dziecko to owoc waszej miłości... A wy przecież tak się kochacie i dziecko będzie zwieńczeniem waszej miłości.
- Ale.... Maciek...
- Wie?
- Nie...
- To musisz mu powiedzieć
- Nie jestem gotowa
- Pamiętasz, jak ty mnie pocieszałaś i namawiałaś, abym jak najszybciej powiedziała Kamilowi o ciąży?
- Pamiętam...
- Byłaś pierwsza, która mnie wspierała
- Wiem...
- Więc teraz ja cię wspieram i musisz powiedzieć Maćkowi, bo przecież jesteście małżeństwem, a po drugie.... macie już staż małżeński i się kochacie. A pamiętasz jak to było u mnie? Znałam Kamila wtedy niespełna 4 miesiące, nie byliśmy razem i miałam wtedy 20 lat..
- Kasia.... Jak to mam mu powiedzieć?
- Normalnie. Z uśmiechem. Zobaczysz, jak Maciek się ucieszy
- Tak myślisz??
- Tak
Wspierałam Agę przez ponad godzinę. Gdy w końcu przestała płakać , wróciła do domu. Widziałam, że po chwili pod dom swoim samochodem przyjechał Maciek. Czekałam, aż tylko mu powie, że jest w ciąży.
- Czyli nasza skoczna rodzina się powiększy - powiedział do mnie Kamil, po czym mnie objął
- Powiększa się na dobre - powiedziałam do niego
Zaczęliśmy się więc szykować na chrzciny. Założyłam zatem taki o to komplet
Gdy byliśmy gotowi, pojechaliśmy do Krakowa na chrzest Tomaszka. Po chrzcie pojechaliśmy do restauracji, gdzie miało odbyć się przyjęcie. Tam zrobiłam sobie kolejne zdjęcie z moim siostrzeńcem. Trzymałam go tak na zdjęciu, że zasłaniał idealnie mój brzuch.
Do domu wróciliśmy około 19:00..
------------------------------------------------------------------------------------
kiki2000




Komentarze
Prześlij komentarz