Numer 259 - Listopad. Wisła - Puchar Świata


Był już listopad. Kamil rozpoczął nowy sezon Pucharu Świata. Niestety, ale nie pojechałam na inaugurację do Wisły. Wiedziałam, że będzie to dla mnie zbyt ciężkie, aby wziąć troje dzieci i być jeszcze w ciąży, po czym jechać do Wisły. Chciałam sobie tego oszczędzić. Miałam zamiar odpoczywać aż do rozwiązania, a konkursy w Wiśle obejrzeć w telewizji.
Kamil więc już w czwartek z samego rana wyjechał do Wisły.  Pojechał wraz z Maćkiem jednym samochodem. Agnieszka również została w domu. Była już w trzecim miesiącu ciąży. Jednak po raz pierwszy w życiu miała zostać mamą i bardzo na siebie uważała. Cieszyłam się jednak jej szczęściem. Minęło już 6 lat, od kiedy wraz z Maćkiem byli małżeństwem  i dopiero teraz doczekają się swojego pierwszego dziecka.
W czwartek popołudniu, gdy odebrałam dzieci ze szkoły i zrobiłam im obiad, Agnieszka przyszła mnie odwiedzić.
- I jak tam nasza malutka? - spytała, wskazując wzrokiem na mój brzuch
- Bardzo dobrze się mamy - odpowiedziałam - Co nie, kochanie? - zwróciłam się do mojego maleństwa i dotknęłam swojego brzucha - Może zjesz z nami obiad?
- Nie, nie dziękuję.
Agnieszka usiadła z nami przy stole.
-  Może herbaty, soku? - zaproponowałam
- Nie fatyguj się. Sama sobie zrobię.
Agnieszka wstała więc z miejsca i podeszła do szafek, aby zrobić sobie herbaty.
- Czyli można powiedzieć, że zostaniemy podwójnymi mamami - uśmiechnęła się do mnie - Zawsze o tym marzyłam, aby być wraz z moją przyjaciółką w ciąży w tym samym czasie. Moje marzenie się spełniło.
- Kamil powiedział mi, że nasza skoczna rodzina dalej się powiększa
- I końca nie widać - uśmiechnęła się do mnie ponownie - Tylko można powiedzieć, że wy jesteście takim silnikiem, który to wszystko napędza. Niedługo będziecie mieli już czworo dzieci. Justyna i Piotrek troje, Marcelina i Stefek troje...
- Ale już Marcelina i Stefek trochę się od nas odłączyli. Stefek przecież już nie skacze...
- Sama widzisz.... Nie chcę nic sugerować, ale patrząc trzeźwo na to wszystko, to już nie jesteśmy tacy młodzi.. Piotrek też poskacze może  2-3 lata i też będzie koniec... U Kamila podobnie, może ciut więcej.... Maciek w czerwcu skończy trzydzieści lat.... Olek Zniszczoł.... Kuba... to jeszcze są tacy "młodzicy" jeśli tak ich mogę nazwać.
- Powiem ci coś.... - zwróciłam się do Agnieszki
- Co?
- Pamiętasz, jak po raz pierwszy się spotkałyśmy?
- Tak , pamiętam
- Ile miałaś wtedy lat? 19?
- Tak, 19 lat..
- Więc sama widzisz.... Poznałyśmy się w momencie, kiedy ty miałaś już skończone 19 lat, a ja niespełna 20 lat i wiesz co? Ktoś pomyśli, że byłyśmy młode.... Może niedoświadczone, ale już wtedy widziałam w tobie kogoś innego, niż te wszystkie nastolatki w twoim wieku... Ty byłaś inna... I teraz uświadomiłam sobie, jaką ty wielką przemianę przeszłaś... Z tej dziewczyny, która w ogóle nie używała makijażu i ukrywała się przed rodzicami, a dokładnie ukrywałaś przed nimi to, że jesteś z Maćkiem, stałaś się kobietą, która jest silna, niezależna, piękna, a gdy zrobi sobie jeszcze te piękne kreski przy oczach, to już prawdziwa kocica... Pani domu, mająca własną firmę, piękny dom z ogrodem, jeżdżąca jednym z najlepszych samochodów, ale przede wszystkim jesteś żoną i już niedługo zostaniesz matką... Jeśli mogę ci to powiedzieć, to.... jestem z ciebie dumna - uśmiechnęłam się
Agnieszka podeszła i  mnie przytuliła z całej siły.
- Jesteś moją ukochaną przyjaciółką, jeśli mogę ci to powiedzieć - uśmiechnęła się
Dzieci zjadły obiad. Piotruś tego dnia akurat nie miał treningu, więc mógł spędzić ten dzień razem z nami. Przeszliśmy wszyscy do salonu. Karolek bawił się swoimi zabawkami. Agnieszka usiadła na kanapie i piła herbatę, a ja odrabiałam z dzieciakami lekcję. Wiktoria musiała pokolorować tylko obrazek, więc wykonywała swoją pracę domową pod czujnym okiem cioci Agi, ja zaś miałam do wykonania z Piotrusiem całą stronę z książki od matematyki i jedno zadanie z książki od polskiego.
Spędziłam więc z Piotrusiem ponad pół godziny, po czym szczęśliwy, że to już koniec dla niego tej "męki". poszedł do swojego pokoju. Przebrał się i poszedł do Mai - swojej sąsiadki.
- Czyżbyś miała już pierwszą synową? - uśmiechnęła się do mnie Agnieszka
- Nawet nie rób sobie żartów. On ma dopiero 9 lat, jeszcze kolejne 9, aby mógł wziąć ślub
- No to przecież nie tak dużo. Sama widzisz, jak szybko minęło wam te 9 lat, kolejne 9 zleci jeszcze szybciej, bo teraz Piotruś jest duży i sam już sobą może się przez chwilę zająć, albo nawet dłużej niż chwilę
- Zobaczymy, co ty powiesz, jak twoje dziecko będzie już takie duże.
- No dobra, dobra... Wiem, że się denerwujesz, przecież to wasz pierworodny - zaczęła się śmiać
- Muszę jechać jutro na przymiarki - wtrąciłam
- Jakie przymiarki?
- Bal Mistrzów Sportu - powiedziałam
- Co? Jedziesz, będąc w ciąży?
- Nie mam innego wyjścia.
- Masz.
- Jakie?
- Prezes zawsze jest na Balu, więc mógłby odebrać statuetkę w imieniu Kamila.
- Agnieszka... Kamil mówi mi to samo, ale..
- Oszczędzaj swoje zdrowie, już za dużo przeszłaś, będąc w ciąży, a poród na Gali byłby idealnym uzupełnieniem.
- Aga... Proszę cię..
- No to ja pojadę z tobą.
- Ale jak to?
- Przecież też mam zaproszenie, ale miałam nie jechać
- No i widzisz, jak idealnie!
- Co , idealnie?! Dwie kobiety w ciąży pojadą same do Warszawy, no chyba zgłupiałaś!
- Nie, pojedziemy. Zobaczysz.. Poradzimy sobie, jak nie mało kto.
- Oj Kasia.... Masz zachcianki w ciąży, aby do Warszawy jeździć.
- Wiesz co? Chyba już wolałam zachcianki typu słoik kiszonych ogórków albo całe pudełko śledzi... - zaczęłam się śmiać.
- Dobrze, że ja na razie nie mam takich zachcianek!
- To dopiero początek twojej ciąży, później zobaczysz, co to będzie!

Spędziłyśmy popołudnie w naprawdę dobrej atmosferze.
W piątek pojechałam zatem na przymiarki mojej sukni na Bal. Gdy wyszłam od mojej krawcowej spotkałam..... Adriana. Znowu. Nie widziałam go dwa miesiące i ponownie się pojawił przede mną
- Znowu się widzimy  - uśmiechnął się do mnie po przyjacielsku o dziwo.
- Nie masz co innego do roboty, tylko rozmowa ze mną?
- Jest ona o wiele bardziej ciekawsza niż moje zajęcia - odpowiedział na moje pytanie
- Adrian, proszę cię po dobroci, nie chodź za mną, ani za moimi dziećmi , bo mam ciebie dość.
- Kasiu... Pamiętasz, jak się kochaliśmy? Jakie to były cudowne chwile?
- Adrian.... To było już dawno, a to świństwo, jakie mi zrobiłeś.... Ja ci go nigdy nie wybaczę...
- Ale co ja ci takiego zrobiłem?!
- Mam ci przypomnieć jak nakryłam  cię w łóżku z tą starą babą! Albo jak Kamil widział cię z twoją dziewczyną i dzieckiem?! Przecież ty, będąc ze mną spotykałeś się z inną i miałeś syna!
- Kasiu, to nie tak!
- Prowadziłeś podwójne życie, byłeś jednocześnie ze mną i z tą kobietą. Ja ci nigdy tego nie wybaczę
- Ale byłem twoją pierwszą  i prawdziwą miłością!
- Pierwszą tak, ale nie prawdziwą!
- To co, może ten palant to twoja prawdziwa miłość!
- To jest mój mąż i nie wypowiadaj się tak o nim!
- Kochasz go?!
- Tak, kocham go!
- Jesteś żałosna, jak na ciebie patrzę!
- Zamknij się! - powiedziałam, po czym poszłam do swojego samochodu. Wsiadłam i pojechałam prosto do domu.


Wieczorem obejrzałam kwalifikacje. Kamil był 11... O 22:00 rozmawiałam z nim przez SKYPE. Nie powiedziałam mu jednak o sytuacji z   Adrianem. Nie chciałam go niepotrzebnie denerwować przed konkursami.

W sobotę w konkursie drużynowym chłopcy w składzie Piotrek, Kamil, Maciek i Kuba zajęli 2 miejsce. W niedzielnym konkursie indywidualnym spisali się dobrze. 5 był Maciek, 10 Kuba, 12 Kamil, 15 Piotrek, 18 Olek, 22 Paweł Wąsek, 23 Andrzej Stękała, 25 Klemens Murańka, 28 Bartek Czyż, 29 Kacper Juroszek.



-----------------------------------------------------------------------------------------------------




                                                        kiki2000


Komentarze