Był 2 maja - święto Flagi Państwowej - niedziela. Byłam z dziećmi w kościele. Kamil tego dnia miał wrócić ze zgrupowania w Innsbrucku.
Po obiedzie siedziałam więc z dziećmi w domu. Oglądaliśmy "Króla Lwa" Wersję filmową. Pamiętam , jak Piotruś miał dwa latka i wtedy ta wersja filmowa wchodziła do kin. Oglądaliśmy ją potem wspólnie w telewizji. Wspomnienia zatem wróciły.
Około 14:00 do nas przyjechał Bronisław w odwiedziny. Był akurat u znajomego i wpadł do nas w niedzielę. Oglądaliśmy więc film razem..
- Mam do ciebie, Kasiu, takie pytanie... - zaczął
- Tak?
- Czy twoja mama... Ma kogoś? W sensie czy spotyka się z kimś?
- Nie.. .Chyba nie... Nic mi o tym nie wiadomo. Dlaczego pytasz?
- Bo stwierdziłem, że taka kobieta.... Przeszła zbyt dużo, mieszka teraz sama z nastolatką w jednym domu..
- Wiem, co chcesz powiedzieć. Wiem, że od śmierci ojca minęło już 9 lat i zależy tobie, aby też sobie kogoś znalazła... Mi też... Wiem, że nie można iść przez życie w samotności.
- Właśnie to samo chciałem powiedzieć..
- Moja mama to specyficzna kobieta, czasami ma swoje humory, ale myślę, że trafi na dobre mężczyznę. Takiego jej życzę...
- Ja też...
- Wiesz co?
- Co?
- Może ty byś chciał ją odwiedzić?
- Ja?
- Nie chcę narzucać, ale.... masz jakieś plany na jutro?
- Nie...
- Moja mama nigdy nie ma planów... Wcześniej miała swoje sąsiadki, a teraz? Jedna wyjechała, druga nie żyje, a trzecia od śmierci męża nie odzywa się do nikogo w ogóle...
- A Julka?
- Jej wiecznie nie ma w domu. Tam ma pełno znajomych , z którymi ciągle się spotyka i nie ma czasu na siedzenie z mamą w domu
- Nasze dzieci były identyczne. Ciągle gdzieś się z kimś spotykały, a Kamil ciągle był na treningach
- To Julka co chwilę z nosem w telefonie.
- Taka moda... XXI wiek
- No właśnie..
Gdy siedziałam z dziećmi i Bronisławem w salonie usłyszałam dzwonek mojego telefonu. Dzwoniła Agnieszka. Odebrałam
- Halo - powiedziałam
- Halo... - powiedziała do mnie zapłakana
- Agnieszka... - zmieniłam ton - Co się dzieje?
- Ja.. Zaczęło się! - krzyczała
Schowałam więc telefon do kieszeni.
- Zostaniesz z dziećmi? - spytała cała zdenerwowana Bronisława
- Tak, a co się dzieje?
- Agnieszka rodzi! Izę karmiłam 20 minut temu. Niech sobie śpi, bo to jej pora na dłuższą drzemkę
Wybiegłam z domu i pobiegłam do Agnieszki. Ta siedziała na podłodze w salonie. Podbiegłam do niej
- Wszystko będzie dobrze... Oddychaj spokojnie
- Jak mam oddychać spokojnie
Zadzwoniłam po pogotowie
- Karetka będzie za 2 minuty - powiedziała mi kobieta z dyspozytorni
- Dobrze
Odłożyłam telefon
Agnieszka spojrzała się na mnie i zaczęła krzyczeć
- Ja nie chcę tutaj urodzić!
- I nie urodzisz! Oddychaj spokojnie! Karetka już będzie.... Zaraz będzie.... Wszystko będzie dobrze!
- W pierwszej szufladce są klucze do domu! Zamkniesz dom!
- Dobrze
W tym momencie podjechała karetka. Weszli do środka i położyli Agnieszkę na noszach. Wynieśli ją, a ja zamknęłam dom. Aga złapała mnie za rękę
- Pojedziesz ze mną? - spytała
- Tak - pojadę
Wsiadłam do karetki i pojechałam wraz z Agnieszką. Trzymałam ją cały czas za rękę. Będąc w karetce zadzwoniłam do Maćka
- Maciek... Agnieszka rodzi!
- Jak to?! Już teraz?!
- Tak, już teraz! Gdzie jesteś?!
- Ja.... - był bardzo zdenerwowany - Już wjechaliśmy do Polski! Będę za 2 godziny!
- Czekamy na ciebie, jedziemy karetką do szpitala!
- Dobrze!
Słyszałam jednak po jego głosie, jaki był zdenerwowany
Gdy dojechaliśmy do szpitala, nosze wraz z Agą wyjechały z karetki i zawieźli ją od razu na porodówkę.
- Czy moja przyjaciółka może być ze mną? - spytała Agnieszka
- Tak
- Wejdziesz? - spytała się mnie
- Tak, oczywiście
Weszłam wraz z Agnieszką na porodówkę. Przez cały czas trzymałam ją za rękę
- Tylko nie puszczaj! - krzyczała
Po niespełna dwóch godzinach na porodówkę wbiegł Maciek
- Nie może pan tutaj wejść! - powiedziała pielęgniarka
- Ale to jest moja żona!
Maciek wszedł i podszedł do Agnieszki. Złapał ją za drugą rękę
- Wszystko będzie dobrze... - szeptał
I było dobrze. Po trzech godzinach na świat przyszedł Maciej Kot Junior. Ważył prawie 3 kg i mierzył 52 centymetry.
Agnieszka wzięła go na ręce. Maciek przytulił się do nich, a ja zrobiłam im piękne wspólne pamiątkowe zdjęcie
- Nie chcę wam przeszkadzać - powiedziałam - Wpadnę jutro z Kamilem
Gdy wychodziłam z porodówki, Agnieszka do mnie powiedziała:
- Dziękuję.... za wszystko
Wyszłam więc z porodówki. Zadzwoniłam po Kamila, który po mnie przyjechał. Następnego dnia odwiedziliśmy Agnieszkę, Maćka i Maćka Juniora.
- Kasiu.. - powiedziała Agnieszka
- Tak?
- Chciałabym ci podziękować za to, że wczoraj byłaś ze mną przez cały czas..
- Już mi podziękowałaś, a to był zwykły, kobiecy odruch...
- Zostałabyś chrzestną Maciusia? - spytała
- Ależ oczywiście - odpowiedziałam bez chwili zawahania. - Zgadzam się....
Po chwili spytałam:
- Mogę go wziąć na ręce?
- Tak
Wzięłam małego Maciusia, a Kamil zrobił mi zdjęcie....
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
kiki2000
Po obiedzie siedziałam więc z dziećmi w domu. Oglądaliśmy "Króla Lwa" Wersję filmową. Pamiętam , jak Piotruś miał dwa latka i wtedy ta wersja filmowa wchodziła do kin. Oglądaliśmy ją potem wspólnie w telewizji. Wspomnienia zatem wróciły.
Około 14:00 do nas przyjechał Bronisław w odwiedziny. Był akurat u znajomego i wpadł do nas w niedzielę. Oglądaliśmy więc film razem..
- Mam do ciebie, Kasiu, takie pytanie... - zaczął
- Tak?
- Czy twoja mama... Ma kogoś? W sensie czy spotyka się z kimś?
- Nie.. .Chyba nie... Nic mi o tym nie wiadomo. Dlaczego pytasz?
- Bo stwierdziłem, że taka kobieta.... Przeszła zbyt dużo, mieszka teraz sama z nastolatką w jednym domu..
- Wiem, co chcesz powiedzieć. Wiem, że od śmierci ojca minęło już 9 lat i zależy tobie, aby też sobie kogoś znalazła... Mi też... Wiem, że nie można iść przez życie w samotności.
- Właśnie to samo chciałem powiedzieć..
- Moja mama to specyficzna kobieta, czasami ma swoje humory, ale myślę, że trafi na dobre mężczyznę. Takiego jej życzę...
- Ja też...
- Wiesz co?
- Co?
- Może ty byś chciał ją odwiedzić?
- Ja?
- Nie chcę narzucać, ale.... masz jakieś plany na jutro?
- Nie...
- Moja mama nigdy nie ma planów... Wcześniej miała swoje sąsiadki, a teraz? Jedna wyjechała, druga nie żyje, a trzecia od śmierci męża nie odzywa się do nikogo w ogóle...
- A Julka?
- Jej wiecznie nie ma w domu. Tam ma pełno znajomych , z którymi ciągle się spotyka i nie ma czasu na siedzenie z mamą w domu
- Nasze dzieci były identyczne. Ciągle gdzieś się z kimś spotykały, a Kamil ciągle był na treningach
- To Julka co chwilę z nosem w telefonie.
- Taka moda... XXI wiek
- No właśnie..
Gdy siedziałam z dziećmi i Bronisławem w salonie usłyszałam dzwonek mojego telefonu. Dzwoniła Agnieszka. Odebrałam
- Halo - powiedziałam
- Halo... - powiedziała do mnie zapłakana
- Agnieszka... - zmieniłam ton - Co się dzieje?
- Ja.. Zaczęło się! - krzyczała
Schowałam więc telefon do kieszeni.
- Zostaniesz z dziećmi? - spytała cała zdenerwowana Bronisława
- Tak, a co się dzieje?
- Agnieszka rodzi! Izę karmiłam 20 minut temu. Niech sobie śpi, bo to jej pora na dłuższą drzemkę
Wybiegłam z domu i pobiegłam do Agnieszki. Ta siedziała na podłodze w salonie. Podbiegłam do niej
- Wszystko będzie dobrze... Oddychaj spokojnie
- Jak mam oddychać spokojnie
Zadzwoniłam po pogotowie
- Karetka będzie za 2 minuty - powiedziała mi kobieta z dyspozytorni
- Dobrze
Odłożyłam telefon
Agnieszka spojrzała się na mnie i zaczęła krzyczeć
- Ja nie chcę tutaj urodzić!
- I nie urodzisz! Oddychaj spokojnie! Karetka już będzie.... Zaraz będzie.... Wszystko będzie dobrze!
- W pierwszej szufladce są klucze do domu! Zamkniesz dom!
- Dobrze
W tym momencie podjechała karetka. Weszli do środka i położyli Agnieszkę na noszach. Wynieśli ją, a ja zamknęłam dom. Aga złapała mnie za rękę
- Pojedziesz ze mną? - spytała
- Tak - pojadę
Wsiadłam do karetki i pojechałam wraz z Agnieszką. Trzymałam ją cały czas za rękę. Będąc w karetce zadzwoniłam do Maćka
- Maciek... Agnieszka rodzi!
- Jak to?! Już teraz?!
- Tak, już teraz! Gdzie jesteś?!
- Ja.... - był bardzo zdenerwowany - Już wjechaliśmy do Polski! Będę za 2 godziny!
- Czekamy na ciebie, jedziemy karetką do szpitala!
- Dobrze!
Słyszałam jednak po jego głosie, jaki był zdenerwowany
Gdy dojechaliśmy do szpitala, nosze wraz z Agą wyjechały z karetki i zawieźli ją od razu na porodówkę.
- Czy moja przyjaciółka może być ze mną? - spytała Agnieszka
- Tak
- Wejdziesz? - spytała się mnie
- Tak, oczywiście
Weszłam wraz z Agnieszką na porodówkę. Przez cały czas trzymałam ją za rękę
- Tylko nie puszczaj! - krzyczała
Po niespełna dwóch godzinach na porodówkę wbiegł Maciek
- Nie może pan tutaj wejść! - powiedziała pielęgniarka
- Ale to jest moja żona!
Maciek wszedł i podszedł do Agnieszki. Złapał ją za drugą rękę
- Wszystko będzie dobrze... - szeptał
I było dobrze. Po trzech godzinach na świat przyszedł Maciej Kot Junior. Ważył prawie 3 kg i mierzył 52 centymetry.
Agnieszka wzięła go na ręce. Maciek przytulił się do nich, a ja zrobiłam im piękne wspólne pamiątkowe zdjęcie
- Nie chcę wam przeszkadzać - powiedziałam - Wpadnę jutro z Kamilem
Gdy wychodziłam z porodówki, Agnieszka do mnie powiedziała:
- Dziękuję.... za wszystko
Wyszłam więc z porodówki. Zadzwoniłam po Kamila, który po mnie przyjechał. Następnego dnia odwiedziliśmy Agnieszkę, Maćka i Maćka Juniora.
- Kasiu.. - powiedziała Agnieszka
- Tak?
- Chciałabym ci podziękować za to, że wczoraj byłaś ze mną przez cały czas..
- Już mi podziękowałaś, a to był zwykły, kobiecy odruch...
- Zostałabyś chrzestną Maciusia? - spytała
- Ależ oczywiście - odpowiedziałam bez chwili zawahania. - Zgadzam się....
Po chwili spytałam:
- Mogę go wziąć na ręce?
- Tak
Wzięłam małego Maciusia, a Kamil zrobił mi zdjęcie....
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
kiki2000
Komentarze
Prześlij komentarz