Numer 94 - Wywiad - cudowne wiadomości.

Przyszedł październik... Była połowa października. Kamil pojechał na dwu tygodniowe zgrupowanie, przed rozpoczynającym się w połowie listopada nowym sezonem 2019/2020.
Był 7 października - poniedziałek. Kamil wyjechał po 7:00 z domu. Pojechał do Innsbrucku na zgrupowanie.
Ja od samego rana źle się czułam.... bolała mnie głowa..... Do tego brzuch...
Zorientowałam się, że Julcia ma dzisiaj urodziny. Zadzwoniłam do mamy, aby dała mi Julcię do telefonu. Złożyłam jej życzenia, ale rozłączyłam się. Nie miałam czasu, ani ochoty na rozmowy. Po prostu źle się czułam.
Podeszłam do kuchenki, aby zrobić Piotrusiowi parówki. Następnie go nakarmiłam,. gdy nagle.....zebrało mi się na wymioty.
Pobiegłam do łazienki.
Zwymiotowałam....
- Co się dzieje? - pytałam w myślach....
Piotruś bawił się na dywanie, a ja leżałam na kanapie i co kilka minut biegłam do łazienki...... Czułam się strasznie....
Wzięłam jakieś tabletki, ale po nich było jeszcze gorzej....
Wyciągnęłam więc telefon i zadzwoniłam do teścia...
- Halo - odezwał się pan Bronisław.
- Co pan robi? - spytałam
- Wracam ze szpitala.
- A coś się stało?
- Zawiozłem Anię do szpitala. Już za kilka dni ma termin.
- A może pan przyjechać?
- A coś się stało?
- Źle się czuję...... Potrzebuję lekarza.....
Nagle poczułam, że...... pociemniało mi przed oczami.... Telefon wypadł mi z ręki.....
Widziałam czarną pustkę....

Obudziłam się.... Byłam na kanapie, a obok mnie bawił się Piotruś. Nade mną stał zaś pan Bronisław, a obok mnie po lewej stronie był ratownik medyczny.
- Co się stało? - spytałam
- Zemdlała pani, ale musimy zabrać panią do szpitala.
- Do szpitala? Ale po co?
- Zrobimy pani kilka badań. Jutro rano pani wyjdzie.... Proszę się nie przejmować..
Spojrzałam się na pana Bronisława.
- Zostanie pan z Piotrusiem?
- Tak.
Wtedy spojrzał się na mnie ratownik.
- Może przejść pani sama do karetki?
- Tak.
Wstałam z kanapy i wyszłam z domu. Weszłam do karetki i pojechałam do szpitala. Zostałam skierowana na oddział.
Na początku pobrano mi krew. Kolejne badania, miały być po otrzymaniu poprzednich wyników.
Dostałam zgodę, że mogę chodzić, więc udałam się na salę, na której leżała Anna.
- Hej - powiedziałam
- Hej. A co ty tutaj robisz?
- Zemdlałam i miałam pobieraną krew.
- I jak wyniki?
- Nie wiem. Jeszcze na nie czekam.
- Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze...
- A jak ty się czujesz?
- Ok.... Już za chwilę rozwiązanie....
- I jak będzie, Jessica Clara czy Clara Jessica?
- Jessica Clara. Już zadecydowane.
- A jak się mieszka z rodzicami?
- Tak sobie. Wszyscy są tacy dziwni. Mama nie odzywa się nic, chodzi po domu, jak szpieg, aby nikt jej nie zauważył, Natalii ciągle nie ma, a tata.... Zajmuje się Abdulem i mną, a Alexa traktuje..... przedmiotowo.
- Nie przejmuj się, wszystko będzie dobrze. - uśmiechnęłam się.
W tym momencie do sali weszła pielęgniarka.
- O! Tutaj pani jest, pani Kasiu. Wszędzie panią szukam!
- A coś się stało?
- Mamy wyniki badań
- Coś się stało?
- Proszę za mną.
Pożegnałam się z Anią i wyszłam z sali.
- Coś się stało poważnego? Co jest w tych badaniach?
Jednak pielęgniarka nie odpowiadała na moje pytania.
Weszłam do gabinetu lekarza, który przyjmował mnie na SOR-ze.
Miły, bardzo młody pan. Brunet o zielonych oczach i lekki zaroście, a do tego miał okulary o kruczoczarnych oprawkach. Ubrany w biały fartuch przeglądał coś w komputerze.
- Proszę siadać - wskazał mi miejsce na krześle.
Pielęgniarka podała mu wyniki moich badań.
Oderwał się od ekranu komputera i wziął wyniki do ręki. Przyglądał się im bacznie.
- Nie podoba mi się coś.... - wymamrotał.
- Coś nie tak?
- Robiła pani test ciążowy?
- Nie...
- Czy w ostatnim czasie doszło do współżycia między panią a pani partnerem?
- Tak, ale czy pan chce mi powiedzieć, że ja.....
- W jakim odstępie czasu od dzisiaj doszło do współżycia?
- Nie wiem.... 2 - 3 tygodnie temu... Nie pamiętam.
- A więc zapraszam panią do sali.
Wyszłam z gabinetu i udałam się do swojej sali. Poproszono mnie, abym położyła się na łóżku. Zrobiłam to. Po chwili do sali przyszedł ponownie ten sam lekarz, a za nim weszła pielęgniarka z przenośnym urządzeniem do robienia USG.
- Proszę podnieść koszulkę.
Podniosłam więc koszulkę, a lekarz nałożył na mój brzuch ten zimny żel. Przyjrzałam się jego plakietce. "Daniel Wójcik"
Zrobiono mi USG.
- Gratuluję. Jest pani w 2 tygodniu ciąży. - powiedział doktor Wójcik.
Popłakałam się. Nie planowaliśmy tej ciąży. Nie byłam jeszcze gotowa.
Dostałam wydruk zdjęć USG.
Wzięłam go do ręki i dotknęłam opuszkami palców zdjęcia mojego maleństwa.... Wzruszyłam się....
- Kiedy mogę wyjść ze szpitala? - spytałam
- Teraz... Będzie ciężko..... Musi pani na siebie uważać. To dopiero drugi tydzień, więc zalecam, aby pani została na obserwacji do środy, maksymalnie do czwartku.
- Dziękuję....
Doktor Wójcik wyszedł z sali.
Nagle , jak za dotknięciem różdżki zadzwonił do mnie jakiś numer. Odebrałam. Była to jakaś dziennikarka. Chciała zrobić ze mną poślubny wywiad.
Powiedziałam jej, że dopiero w przyszłym tygodniu. Nie chciałam tego teraz.... Nadal byłam w ciężkim szoku.
Pierwsze co zrobiłam, to zrobiłam zdjęcie wydruku USG i wysłałam do Kamila.
Oddzwonił do mnie natychmiastowo.
- Czy ty chcesz mi powiedzieć, że.... - Kamil nie był w stanie nawet dokończyć
- Tak... Będziemy ponownie rodzicami - powiedziałam
- Nawet nie wiesz kochanie, jak się cieszę.
Czułam, że Kamil jest szczęśliwy z tego powodu.
- Ja też się cieszę..
- Nie wiesz , jak teraz żałuję, że nie ma mnie z tobą.....
- Ja też żałuję.
- Mam nadzieję, że nie uciekniesz do rodziców, jak za pierwszym razem...
- Nie. Nie zrobię tego  - uśmiechnęłam się.
Po chwili dodałam...
- Jednak kochanie, nie chciałabym teraz mówić o ciąży wszystkim.... To jest dopiero drugi tydzień.... Nie chcę.... zapeszać...
- Doskonale cię rozumiem. - powiedział Kamil - A ty jesteś w szpitalu?
- Tak... Zemdlałam w domu, przyjechała karetka i obecnie jestem w szpitalu.
- A jak się czujesz?
- Dobrze... A wiesz, że Anna też jest tutaj w szpitalu? Już za kilka dni ma rodzić.
W tym momencie do sali weszły pielęgniarki z informacją, że muszą przewieźć mnie na inną salę.
- Kochanie, musimy kończyć. Panie pielęgniarki przewożą mnie na inną salę. Porozmawiamy później. Pa.
- Pa.
Zostałam przewieziona na inną salę. Strasznie się cieszyłam.


Nadszedł czwartek. W końcu wyszłam ze szpitala. Do domu wróciłam taksówką.
Piotruś bawił się w salonie z Bronisławem.
- Mogłaś zadzwonić - powiedział pan Bronisław
- Nie chciałam robić kłopotu.
Popatrzyłam się na nich. Byłam bardzo zmęczona.
- Przepraszam, ale jestem zmęczona. Muszę się położyć.
Poszłam na górę do sypialni i tam położyłam się spać.
To był bardzo ciężki dzień.
W niedzielę -  13 października o 6:00 rano obudził mnie telefon. Był to Alex. Zadzwonił do mnie z informacją, że Ania urodziła dziewczynkę.
Tak strasznie się cieszyłam, przecież ponownie zostałam ciocią!
Zeszłam na dół i zrobiłam sobie śniadanie, a następnie udałam się ponownie na górę.
Ubrałam się w jeansy i podkoszulkę, zrobiłam sobie lekki makijaż , a włosy splotłam w warkocza.
Następnie poszłam do pokoju Piotrusia.. Mały już nie spał. Gaworzył coś sam do siebie. Wyjęłam go z łóżeczka i przebrałam go. Następnie zeszłam z Piotrusiem na dół i nakarmiłam go.
Wzięłam małego i pojechaliśmy do kościoła na msze na 9:00, a następnie zaraz po mszy pojechaliśmy na zakupy, aby kupić coś małej Jessice.
Kupiłam jej różowo-szarą sukieneczkę i grzechotkę. Zapakowałam to w torebeczkę prezentową.
Pojechałam wraz z Piotrusiem do szpitala, aby odwiedzić Annę i małą Jessicę.
Ania leżała na łóżku, a obok niej w swoim była śpiąca Jessica.
- Hej.
- Hej.
Podeszłam do Anny i wręczyłam jej prezent.
- A tutaj taki skromny prezencik od nas - powiedziałam
- Dziękuję - powiedziała Anna
- Jak się czujesz?
- Dobrze.
- A o której urodziłaś?
- 20 minut po północy.
- A gdzie Alex?
- Ma dyżur , ale odwiedza mnie co pół godziny.
- No to masz wsparcie. U mnie Kamil ciągle przy mnie siedział, jak urodził się Piotruś.
Podeszłam do łóżeczka i położyłam palec na dłoni małej Jessici.
- Mogę? - spytałam
- Tak......
Wyjęłam delikatnie Jessicę z łóżeczka.
Ania zrobiła mi zdjęcie.
- Jaka ona piękna - powiedziałam.
Jednak Anna nie odpowiedziała.
Nagle zadzwonił mój telefon.
Odłożyłam ostrożnie Jessicę i wyciągnęłam telefon. Był to Kamil. Odebrałam.  Porozmawialiśmy przez chwilę,  jednak skończyłam tę rozmowę.
Spędziłam jeszcze trochę czasu z Anną i małą Jessicą, a następnie wzięłam Piotrusia i wróciliśmy do domu.

Przyszedł poniedziałek. Tego dnia znów miałam brać udział w wywiadzie. Tym razem wywiad dotyczący ślubu. Pewien magazyn zajmuje się sportowcami i ich życiem. Nasz ślub był jednym z ich tematów.
Ubrałam się w...
Piotrusia zostawiłam pod opieką pana Bronisława.
A ja pojechałam na wywiad do jednej z zakopiańskich kawiarni wzorowanej na styl góralski.
Reporterka już na mnie czekała z obstawą dwóch kamer.
- Dzień dobry. Jadwiga Zarzycka - wyciągnęła do mnie pierwsza rękę.
Podałam jej swoją i odpowiedziałam
- Katarzyna Witkowska- Stoch - uśmiechnęłam się.
-  Miała być moja koleżanka, ale poważnie zachorowała i jestem ja - uśmiechnęła się do mnie  ta niziutka blondynka.
Włosy miała długie, sięgające za pas. Na sobie miała jeansy i białą koszulę.
- Siadajmy - wskazała ręką na drewnianą ławkę.
Usiadłam więc, będąc trochę zestresowana.
- Kawy, herbaty? - spytała
- Herbaty - odpowiedziałam - Z cytrynką najlepiej.
- Zestresowana?
- Tak trochę.
- Chciałabym ci powiedzieć, czego możesz się spodziewać. Nie chcę poruszać jakiś wrażliwych tematów przed kamerami.
Zachowała się bardzo profesjonalnie.
Wyjaśniła na czym będzie się skupiać, ale także przygotowała kilka pytań niespodzianek.
Zasygnalizowała, aby włączyć kamerę, a ja poprawiłam sobie sweterek i koszulę, a także odgarnęłam włosy.
- Witajcie w to piękne przedpołudnie. Dzisiaj jestem w Zakopanem, gdzie spotkałam się z moim gościem. To piękna, inteligentna kobieta, niecałe 2 miesiące temu została okrzyknięta najpiękniejszą panną młodą, została przecież panią Stoch! 2 tygodnie temu wróciła z podróży poślubnej, a dziś jest ze mną! Katarzyna Witkowska- Stoch! - przywitała się i zapowiedziała mnie Joanna
Joanna od razu  zaczęła od pytań.
- Kasiu, jak to jest, być żoną potrójnego mistrza olimpijskiego. Wcześniej byliście parą, a obecnie.... Jak to brzmi.... "małżonka potrójnego mistrza olimpijskiego"?
- Kamil jest moim mężem. Kocham go, jako człowieka, nie sportowca. Mówiąc o mnie, lepiej brzmi "żona Kamila Stocha", bo to, że jest potrójnym mistrzem olimpijskim, to tylko w pakiecie.
- Założyliście klub sportowy. Czy widzicie już jakiś następców Kamila?
- Nie. My nie patrzymy na to, kto mógłby w przyszłości zastąpić Kamila. Nie założyliśmy po to ten klub. Chcieliśmy trenować nowe nadzieje dla polskich skoków. Nigdy nie będzie następcy Kamila, tak jak nigdy nie ma następcy pana Adama Małysza. Każdy sportowiec idzie swoją drogą.
- Często odwiedzasz klub? Widzisz jak dzieci trenują?
- Staram się być jakoś regularnie, ale nie zawsze mi to wychodzi. Mam w planach jutro pójść na popołudniowy trening.
- Ile jest dzieci pod waszą opieką?
- 18. W tym 3 dziewczynki.
- No to sporo! Jak idzie dziewczynom?
- Są jeszcze małe, a różnica wieku między nimi, to tak zwana "przepaść". Najmłodsza ma 4 lata, kolejna 7, a najstarsza 9 lat. Jednak patrząc na to, jak im idzie, to radzą sobie świetnie, jak na swój wiek.
- Kamil wpada do klubu, na treningi?
- Tak, jak tylko ma czas, to zawsze zajrzy do klubu, a dzieciaki tylko pragną, aby Kamil zobaczył jak skaczą. Kamil zawsze im doradzi, że zrobili coś bardziej inną techniką, coś trochę zmienili, zawsze pochwali ich. To miłe, że dzieci tak oczekują Kamila. Jest dla nich wzorem.
- A gdzie obecnie jest Kamil?
- Na zgrupowaniu. Wyjechał tydzień temu, w poniedziałek.
- I gdzie jest na tym zgrupowaniu?
- W Innsbrucku.
- A jak sobie radzisz z tym, że Kamila ciągle nie ma, a ty musisz zająć się sama waszym synem?
- Nie jestem sama. Mam wokół siebie wspaniałych ludzi. Przynajmniej mam Bronisława - teścia, który zawsze pomoże mi w opiece nad Piotrusiem. Tak jak teraz. Obecnie są w naszym domu i znając ich, świetnie się bawią.
- Masz oparcie w rodzicach Kamila?
- Tak. Nie mogłam sobie wymarzyć lepszych teściów. - uśmiechnęłam się
- Często ci pomagają?
- Czasami. Zdarza się, że muszę gdzieś wyjechać. Tak jak teraz, na wywiad, albo jadę do fryzjera, są to krótkie wyjście, a nie wszędzie zabieram Piotrusia.
- Czym dla ciebie był ślub?
- Na samym początku, gdy Kamil mi się oświadczył w tych zaspach śniegu.... Myślałam o nim, jak zakochana nastolatka, która po raz pierwszy się zakochała. Potem przed samym ślubem miałam takie dziwne wrażenie, że to tak na prawdę tylko formalność. Przecież byliśmy parą, wychowujemy dziecko, mieszkamy razem od jego narodzin. Co miałoby się zmienić? Ludzie po ślubie zakładają rodziny, myślą o dzieciach, przeprowadzce, a my.... a my mieliśmy to wszystko za sobą. Miałam przez chwilę taką myśl, że to tylko formalność. Ale gdy założyłam tą moją sukienkę... Poczułam się jak księżniczka. I gdy zeszłam ze schodów w naszym domu.... I zobaczyłam Kamila, a następnie gdy stałam na ołtarzu i powtarzałam słowa przysięgi. Znów poczułam się wtedy, jak ta zakochana nastolatka, która po raz pierwszy się zakochała i marzy o stabilizacji życiowej do końca życia. Uwierzyłam, że to ten jedyny.
- Niektórzy sądzą, że pośpieszyliście się ze ślubem.
- Nie wydaje mi się.
- A jak już jesteśmy przy temacie ślubu.... - tutaj na chwilę zatrzymała się Joanna - Ceremonia waszych zaślubin była przepiękna. Jeden z portali był na waszym ślubie i widzieliśmy zdjęcia. Miałaś przepiękną sukienkę.
- Dziękuję - uśmiechnęłam się
- Jakiś znany projektant?
- Nie - również się uśmiechnęłam - Kupiona w zwykłym salonie sukien ślubnych w Krakowie.
- Sama wybierałaś sukienkę?
- Nie. Była ze mną moja przyjaciółka Kaja, Justyna Żyła i Agnieszka Lewkowicz
- Agnieszka była twoją świadkową, a u Kamila był Stefan Hula. Czym kierowaliście się przy tym wyborze?
- Z Agnieszką, tak jak ze wszystkimi dziewczynami, bardzo się przyjaźnię, ale.... poprosiłam Agnieszkę.
- A Stefan Hula?
- Tutaj kwestia Kamila, ja nie wtrącałam się w jego wybory, tak samo on nie wtrącał się w moje. Kamil od początku, gdy wszedł do kadry A , najbardziej zaprzyjaźnił się ze Stefanem. Potem z innymi, ale na początku to właśnie Stefan wprowadził go w te tajniki kadry A.
- Jak twoja rodzina zareagowała na to, że zostaniesz żoną skoczka narciarskiego i to jakiego skoczka narciarskiego?
- Przyjęli to jakoś normalnie. Nie było jakiejś ekscytacji. Moja babcia, która była obecna na naszym ślubie i weselu, była trochę zaskoczona, bo sama nie wiedziała, że TO TEN Kamil Stoch.
- Czyli masz jeszcze babcię?
- Tak. Babcia Maria, to mama mojej mamy - uśmiechnęłam się
- Czyli Piotruś - wasz syn, ma prababcię?
- Tak. Moja babcia uwielbia spędzać z małym czas.
- Jest to jedyny prawnuk twojej babci?
- Nie. Jeden z.... 4 -  uśmiechnęłam się.
- Pochodzisz z okolic Krakowa, w Zakopanem mieszkasz od ponad 2 lat, dlaczego ślub akurat w Zakopanem? Przecież według wielu tradycji, ślub bierze się w parafii panny młodej.
- Jesteśmy młodzi - ja i Kamil, uważamy wiele tradycji, nie odstępujemy od nich, ale..... moja rodzina jest mała, a z Zakopanego do Krakowa samochodem to tylko ponad 2 godziny. Chcąc wszystkich gdzieś zebrać, był problem. Najgorzej byłoby, aby wszystkich zaprosić do Prus - miejscowości, z której pochodzę. Zakopane było takim miejscem. Wielu znajomych Kamila, chłopcy z kadry, a przede wszystkich zagraniczni skoczkowie, z którymi mamy kontakt lepiej trafiliby do Zakopanego. To również wzięliśmy pod uwagę. Ale również zrozumiałam, że tutaj - w Zakopanem jest moje miejsce.Tutaj chcę spędzić resztę swojego życia z moją rodziną.
- Brakuje ci Kamila, gdy nie ma go w domu?
- Strasznie... - westchnęłam
- Co wtedy robisz, jak wygląda twój dzień?
- Wstaję rano, robię śniadanie, karmię Piotrusia, przebieram go i bawimy się razem, pójdziemy na spacer, na plac zabaw, odwiedzi nas tata Kamila, albo my odwiedzimy teściów, pojedziemy do kogoś, a wieczorem kąpiel. Czasami śpię razem z Piotrusiem na naszym łóżku w sypialni.
- Jaki masz kontakt z innymi skocznymi "WAG's"?
- Świetny. Pamiętam, że Justynę Żyłę i Agnieszkę Lewkowicz polubiłam od pierwszego spotkania. Było to Oberstdorfie w 2017 roku. Na początku bałam się, że uważają się za jakieś.... damy, a one są zwykłymi kobietami  i sława ich partnerów nie zmieniła ich w ogóle.
- A podobno Marcelina Hula jest twoją kuzynką?
- Tak, to moja kuzynka, od strony taty.
- Widziałam zdjęcia z waszych wakacji. Gdzie się wybraliście w tym roku? Rok temu byliście w Grecji.
- Tak, rok temu byliśmy w Grecji. Mieliśmy w ogóle tam nie lecieć, bo miała być to wycieczka zakupiona przez nas dla rodziców Kamila z okazji okrągłej rocznicy ślubu. Jednak pamiętna tragedia, mama Kamila wylądowała w szpitalu, więc wycieczka była niemożliwa. Rodzice Kamila odstąpili nam ten wyjazd, nie chcieli, aby się zmarnował, a my dokupiliśmy w ostatniej chwili bilet dla Piotrusia i wylecieliśmy na wakacje.
- A tegoroczne wakacje?
- To raczej nie wakacje, a niespodzianka Kamila - podróż poślubna. Byliśmy 3 tygodnie na Bahamach. Było cudownie - uśmiechnęłam się
- Nie chcieliście polecieć tylko we dwoje? Bez tego zgiełku, bez syna?
- Nie - zaprzeczyłam od razu - Gdzie ja, tam i mój syn. Nigdy go nie zostawię. Gdy muszę gdzieś się wyrwać, to go zostawię na kilka godzin, ale na taką wędrówkę? Nigdy w życiu. Nawet do Wisły i do Planicy. Zawsze jedzie z nami.
- Widzisz różnicę, że gdy mieszkałaś w domu, to nie robiłaś kilku rzeczy, a teraz musisz to robić? Masz podwórko, trzeba napalić w piecu i takie tam.
- To nie jest dla mnie żadna nowość. Urodziłam się i wychowywałam się na wsi. Więc palenie w piecu to dla mnie coś normalnego. Zawsze to robię, tylko miałam przestój, jak mieszkałam w bloku.
- Mieszkałaś na wsi, a teraz w domku w mieście. Odczuwasz różnicę?
- Nie... Mieszkamy na obrzeżach Zakopanego. Główna ulica, a od niej odchodzą poboczne. W sumie to nasz teren to już nie miasto. Bardziej wygląda na wieś... A do tego mieszkamy na jednej z pobocznych ulic, a więc ruch samochodowy, to dla nas szok. Tutaj prawie nikt nie jeździ. Jest to dość nowa ulica. Są tutaj na samym początku ulicy 4 domki, potem prawie  kilometr przerwy i dopiero my, a obok nas buduje się kolejny dom. Będziemy mieli sąsiadów po naszej lewej, a po prawej i na przeciwko nie mamy nikogo. Bardzo spokojna okolica.
- I jeszcze jedno pytanie :Planujecie więcej dzieci?"
Tutaj zatrzymałam się na chwilę....
- Piotruś jest bardzo spokojny, ból przy ząbkowaniu czy kolki ... My tego nie zaznaliśmy. Chcemy mieć więcej dzieci. Ja myślę o dwójce, Kamil co najmniej 4, ale obawiam się, że kolejne dzieci mogą dać nam w kość - uśmiechnęłam się
Po skończonym wywiadzie wróciłam do domu.

-------------------------------------------------------------------------------

                                                            kiki2000

Komentarze

  1. Świetnie! No proszę nasz mały Piotruś będzie mieć rodzeństwo! Fajnie ,że tak to się potoczyło...Czekam na next. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak widać plany Kamila o tym, aby mieć co najmniej 4 dzieci są bardziej realne.. Bardzo się cieszę, że podobają Ci się moje opowiadania. Już niedługo pojawią się kolejne części. Miłego czytania. Pozdrawiam

      Usuń

Prześlij komentarz