Nadeszła środa - 1 września. Jak to mówią, coś się kończy, coś zaczyna. Wiktoria rozpoczynała swoją przygodę już z nauką, już miała iść do pierwszej klasy, więc to jakiś przełom w jej życiu. Piotruś zaś do klasy czwartej, nowa wychowawczyni, nowe przedmioty i zaczyna się poważna nauka.
Musiałam być z nimi w tym bardzo ważnym dla nich dniu, dlatego też nie byłam na rozpoczęciu roku w szkole w Zębie. Dla mnie dzieci, moje dzieci są najważniejsze, ale też chciałam zrobić niespodziankę dzieciom w Zębie , ponieważ większość z nim pewnie nie spodziewała się, że znów będę miała z nimi zajęcia, chociaż... większość dzieci była dla mnie nowych, przecież na urlop macierzyński odeszłam w styczniu dwa lata temu, więc większość uczniów miała być mi obca, ale nie bałam się nowych wyzwań. W głowie miałam już pełno pomysłów na prowadzenie zajęć, chociaż miały być to tylko dwie godziny od poniedziałku do czwartku, ale wiedziałam jednak, że jak już Izabelka podrośnie, to może poszukam też i drugiej szkoły? Kto wie.... Dalej nie mogłam dopuścić do siebie myśli, że jestem na coś chora i nie mogę mieć już więcej dzieci. Wrzucenie się w wir pracy było wtedy najlepszym rozwiązaniem. Kamil też tak myślał i popierał mnie w moich postanowieniach. W ostatnim czasie Izabela - matka chrzestna Karolka, a także kuzynka Kamila urodziła dziecko - dziewczynkę - Amelię. Ładne imię. Podobało mi się i oczywiście byliśmy u nich w odwiedzinach, aby zobaczyć malutką.
A więc pierwszego września po zjedzonym śniadaniu wraz z dziećmi zaczęłam się szykować do rozpoczęcia roku szkolnego. Piotruś jak zawsze miał na sobie białą koszulę i czarne spodnie. Wiktorii założyłam białą bluzkę i czarną spódniczkę.
Ja zaś chciałam założyć białą bluzkę i fioletową spódnicę, ale Wiktoria stwierdziła, że mam się ubrać na galowo... Moja mała modnisia
Postawiłam więc na strój galowy. Biała bluzka i granatowa spódnica
Pani dyrektor powitała wszystkich i zaczęła od przedstawiania wychowawców , jak zwykle klasa "O" to pani Izabela.
- Teraz czas na klasę pierwszą, którą poprowadzi pani Joanna
Spojrzałam się na młodą blondynkę, była w moim wieku, nawet może i młodsza. Ubrana w granatową bluzkę i spódniczkę do kolan w odcieniu perłowym. Włosy miała rozpuszczone, a na jej palcu lśniła obrączka.
Następnie podano wychowawców dla klasy drugiej i trzeciej
- Teraz już przechodzimy do klas starszych. Klasę czwartą poprowadzi pani Elżbieta
Pani Elżbieta to już kobieta grubo po 40-stce, znałam ją, bo jak przychodziłam po Piotrusia do szkoły, to ona zawsze 3 razy w tygodniu miała dyżur podczas przerwy. Włosy miała czarne, krótkie , bo do ramion, ale ubrana elegancko w granatową sukienkę.
Po zakończeniu ogólnego rozpoczęcia na holu przyszedł czas na pójście do klas. Wysłałam zatem Piotrusia, aby sam poszedł do swojej nowej sali za kolegami. Ja zaś poszłam z Wiktorią do jej sali za panią Joanną.
Pani Joanna przywitała wszystkich uczniów.
- Ale was dużo. - powiedziała
No cóż, było ich aż 22 osoby w klasie, w tym 14 dziewczyn.
- A więc tak... Ja nazywam się Joanna Szwab i będę waszą wychowawczynią przez kolejne 3 lata. Mam nadzieję, że szybko się poznamy i że będziemy fajnie współpracować. Już będziemy się mniej bawić, a więcej pracować, będziemy uczyć się czytać i pisać - opowiadała
Bardzo mi się podobało jej podejście do dzieci
- Jeśli mają państwo starsze dzieci, to muszę powiedzieć, że podręczniki niestety będą inne, wiadomo, że uczniowie dostają nowe podręczniki, ale religię muszą państwo kupić w swoim zakresie i w tym roku jest zmiana, dlatego napiszę państwu tytuł podręcznika, aby mogli państwo zakupić w najbliższym czasie.
Pani Joanna zapisała nazwę podręcznika i napisała plan lekcji. Uczniowie będą mieli tutaj własne szafki, więc bloki, kredki, farby, mazaki, czy nawet i książki mogą zostawiać w sali.
Pani Joanna dalej coś opowiadała, ale ja jednak odezwałam się i przeprosiłam, ponieważ musiałam iść do Piotrusia.
- Dobrze, dobrze... Do zobaczenia jutro, Wiktorio!
- Do widzenia! - powiedziała nasza mała perełka.
Wyszłyśmy z sali i udałyśmy się na pierwsze piętro do sali Piotrusia. Gdy weszłam, byli tam prawie wszyscy rodzice uczniów, powiedziałam dzień dobry do pani Elżbiety, która akurat pisała na tablicy plan lekcji. Stanęłam obok Piotrusia, który siedział w ławce i pisał z tablicy plan lekcji. Posadziłam Karolka na wolnym krześle obok.
Gdy Piotruś spisał plan lekcji, pani Elżbieta powiedziała:
- A więc tak, od poniedziałku do czwartku zaczynacie od 8:55 jak mieliście w klasach młodszych, zaś w piątki na godzinę 8:00, kończycie jak widzicie różnie, raz po 13:00, raz po 12:00 i dlatego, jeśli ktoś z państwa, nie może odebrać dziecka, czy będą różne przyczyny, to do dyspozycji uczniów jest świetlica, która znajduje się na dole , na dolnym holu jest plan zajęć i tam też jest rozkład, kto kiedy ma zajęcia świetlicowe, ja mam takie zajęcia we wtorki rano i czwartki do 13:15 tę ostatnią godzinę, na tych zajęciach robimy różne rzeczy, gramy w gry, odrabiamy pracę domową, ale też proszę wiedzieć, że jakbyście mieli jakieś problemy w nauce, to ja zawsze na tych zajęciach mogę coś wytłumaczyć oczywiście z matematyki - mojego przedmiotu.
Pani Ela powiedziała jeszcze kilka słów i wszyscy porozchodzili się do domów. Ja jednak zostałam z nową wychowawczynią Piotrusia i powiedziałam jej, że syn trenuje i w roku szkolnym jeździ na różne zgrupowania, ma treningi od popołudnia do wieczora.
- Proszę się nie przejmować. Poinformuję grono pedagogiczne o całej sytuacji. Mam nadzieję, że będę wyrozumiali
- Dziękuję pani bardzo.
Chciałam już wyjść,ale zostałam przez nią zatrzymana.
- Proszę Pani!
- Tak? - stanęłam w miejscu
- Słyszałam, że jest pani nauczycielką.
- Tak, właśnie wróciłam po urlopie macierzyńskim, jutro mój pierwszy dzień po przerwie.
- Czy mogę spytać... Jakiego przedmiotu pani uczy?
- Historii.
- Aha...
Zamyśliła się przez chwilę.
- Coś jeszcze chce pani spytać?
- Nie, nie..
- To do widzenia
- Do widzenia
Wyszłam wraz z dziećmi z sali , wsiedliśmy do samochodu i wróciliśmy do domu.
Następnego dnia miał w naszym życiu być pierwszy dzień. Mój pierwszy dzień w pracy po przerwie, u Piotrusia i Wiktorii pierwszy dzień w szkole z nowymi wychowawczyniami, a Karolek i Izabelka mieli mieć swój pierwszy dzień w żłobku. Bardzo się stresowałam, jak to wszystko będzie wyglądać. Brakowało mi Kamila, który miał wrócić dopiero w poniedziałek z samego rana. Brakowało mi przede wszystkim jego wsparcia.
Rano zrobiłam dla nas wspólne śniadanie. Wiktoria założyła nowe ubrania, Piotruś to samo. Zrobiłam im kanapki do szkoły i spakowałam do plecaków.
- Macie wszystko spakowane? - spytałam
- Tak, tak.
Zawiozłam więc Piotrusia i Wiktorię do szkoły , a Karolka i Izabelkę do żłobka.
- Powodzenia! - powiedziałam do moich najstarszych pociech.
Karolek , gdy tylko zobaczył dzieci i zabawki od razu rzucił się w ich wir. Izabelka została położona do łóżeczka. Podałam opiekunkom mój numer telefonu, aby w razie, gdyby coś się działo, miały do mnie zadzwonić.
- Oczywiście - zapewniły mnie
Izabelka usnęła w swoim łóżeczku od razu, ja zaś wyszłam i wróciłam do domu. Była 8:40, miałam więc prawie godzinę do rozpoczęcia zajęć w Zębie.
Założyłam więc ubranie do pracy.
Spakowałam do torby podręcznik do klasy VII i VIII, ponieważ to z nimi miałam mieć zajęcia tego dnia. Wsiadłam w samochód i pojechałam do Zębu. Gdy weszłam do szkoły, trwała jeszcze druga lekcja, udałam się więc do pokoju nauczycielskiego. Było pusto, o dziwo. Położyłam więc sobie torebkę na krześle i zrobiłam herbatę. Usiadłam przy wielkim stole, wyjęłam z torby książki od klasy 7 i 8 i zaczęłam je przeglądać. Książki były nowe, ale treść nie zmieniła się w ogóle. Schowałam zatem książki do torby i wypiłam herbatę. Spojrzałam na plan. Obie lekcje miałam mieć w sali numer 8. Spojrzałam na plan ponownie. Obecnie nikt w ósemce nie miał zajęć. Poszłam więc do sali, otworzyłam drzwi z klucza. Moja sala historyczna. Odświeżona, odmalowana, nawet były nowe ławki. Położyłam więc na biurku torebkę, wyjęłam z niej mój mały piórniczek, w którym był długopis niebieski i czerwony, ołówek, gumka, strugaczka i korektor. Podeszłam do regału i przeglądałam wszystkie nowe książki i atlasy, które tam były. Akurat zadzwonił dzwonek na przerwę. Wyszłam zatem z sali, zamykając drzwi na klucz, udałam się do pokoju nauczycielskiego.
- Cześć! - przywitałam się z innymi nauczycielkami z grona pedagogicznego
- Cześć! - odpowiedziały mi
- Zaraz zaczynasz? - spytała jedna
- Tak - odpowiedziałam
- Z kim masz?
- Z siódmą
- Oj... Jak ich opanujesz, to będzie cud. - westchnęła biolożka
- Aż tak źle?
- Aż tak.... Miałam z nimi przed chwilą. Wcielenie wszelkiego zła po tych wakacjach
- Zobaczymy jak to będzie u mnie - powiedziałam
Biolożka podała mi dziennik
- Chyba cię się przyda - uśmiechnęła się
W tym momencie do pokoju weszła młoda blondynka
- Dzień dobry - powiedziała
- Dzień dobry - odpowiedziałam - My się chyba nie znamy - uśmiechnęłam się
- Och tak.... Agnieszka Garczyk - podała mi rękę
- Katarzyna Witkowska-Stoch
- Uczę języka polskiego
- Ja historii
Jednak gdy usłyszałam, że ta młoda uczy języka polskiego, od razu spytałam dziewczyn
- A to Irenka nie uczy?
- No uczy, uczy, ale tylko klasę 7 i 8.
- Dlaczego, jeśli mogę spytać?
- Jej mąż jest chory na białaczkę. Zachorował w lutym i od tej pory Irenka ma tylko dwie godzinki dziennie.
- To nie wiedziałam..
- Wiesz, Irenka nie chce o tym mówić. Od rana jest w szpitalu u męża i dopiero przyjeżdża na czwartą lekcję.
W tym momencie zadzwonił dzwonek na lekcję.
- To dziewczyny, lecę... Z tego co wiem, to większość uczniów nie wie, że wróciłam, a dokładnie klasa 7 i 8, bo ich uczyłam, jak byli w 4 i 5.
- To powodzenia - powiedziały do mnie
Wyjęłam klucz od sali z kieszeni spodni i wyszłam z pokoju nauczycielskiego i udałam się pod salę numer 8.
Gdy uczniowie mnie zobaczyli, uśmiechnęli się do mnie.
- Dzień dobry, pani profesor - powiedział Antek - Jego najbardziej pamiętałam.
- Dzień dobry, panie Antoni - uśmiechnęłam się
- Dzień dobry - powiedzieli wszyscy
- Dzień dobry
Otworzyłam drzwi z klucza
- Zapraszam - powiedziałam
Uczniowie weszli do klasy i zajęli miejsca w ławkach, ja zaś położyłam klucz na biurku.
- To powiedzcie mi , co się u was działo przez te prawie 3 lata
- Dobrze - odpowiedzieli zgodnie
- Dawno pani nie widziałem - odezwał się Antek
Znałam Antka , jak chodził do czwartej klasy. Już wtedy robił się ogromnym łobuziakiem. Nie wiedziałam, jak w tej chwili było u niego
- Ja ciebie Antku też dawno nie widziałam.
- Dzieci już duże - uśmiechnął się do mnie
- Nie aż tak duże jak ty - odpowiedziałam
- Ale jak my się za panią stęskniliśmy - powiedziały dziewczyny z ostatniej ławki
- A jak ja się za wami stęskniłam i za szkołą, aby znów uczyć. Ale już koniec tego dobrego. Macie już książki? - spytałam
- Jeszcze nie. Jutro mamy dostać - odpowiedzieli
- Dobrze... - odpowiedziałam - A kiedy my się widzimy we wtorek?
- Tak, we wtorek
- To już będziecie mieli... A zeszyty macie?
- Tak.
- To otwieramy i piszemy temat - wstałam z miejsca, wzięłam do ręki kredę i zaczęłam pisać na tablicy temat "Lekcja organizacyjna"
- A więc tak wygląda wasz podręcznik - pokazałam go do góry - Jest pięć działów, więc w całym roku napiszemy pięć sprawdzianów - uśmiechnęłam się - Ale tak jak wiecie, będą kartkówki i odpytania, raz zapowiedziane, raz nie... Jak wiecie obowiązują was trzy ostatnie lekcje czy to do kartkówki czy do odpytania, więc proszę być przygotowanym. Jak też wiecie w ósmej klasie będziecie musieli wybrać jeden przedmiot, który będziecie zdawać spośród biologii, chemii, fizyki, historii, geografii i chyba wiedzy o społeczeństwie, więc proszę już powoli myśleć, ponieważ tak na ostatnią chwilę podejmować decyzję, to chyba za późno. Będzie mi miło, jeśli w przyszłym roku kilka osób z was wybiorą mój przedmiot - uśmiechnęłam się
- Ja wybiorę! - odezwał się Antek
- To bardzo się cieszę
- Mówiłem już pani dzisiaj, że pani pięknie wygląda?
- Nie, ale dziękuję i teraz proszę cię, abyś nie rozmawiał, dobrze? Jeśli cię o to poproszę lub będziesz miał coś ciekawego do powiedzenia, jeśli to tyczy się tematu zajęć, to proszę cię, abyś podniósł rękę i cię wysłuchamy wszyscy, dobrze?
- Dobrze - odpowiedział
Wyjaśniłam, jak będziemy pracować w nadchodzącym roku szkolnym. Usiadłam na krześle przy biurku i otworzyłam dziennik. Wpisałam temat i sprawdziłam listę obecności. Szybko przekartkowałam dziennik.
- Antek.... Przepraszam, że pytam, ale za co ty masz już jedną uwagę, jak dzisiaj zaczął się rok szkolny i jest dopiero trzecia lekcja?
- No tak wyszło... - odpowiedział
Spojrzałam na uwagę i podpis. Była to biologia
- Już wszystko wiem - pomyślałam
Po 10 minutach zadzwonił dzwonek na przerwę
- Do widzenia - powiedzieli uczniowie
- Do widzenia - odpowiedziałam
- Do widzenia, pani profesor - powiedział Antek
- Do widzenia - odpowiedziałam mu
Wzięłam więc klucz i ostatnia wyszłam z sali. Zamknęłam ją na klucz i poszłam do pokoju nauczycielskiego wraz z dziennikiem. Już kilka moich koleżanek tam było.
- Która ma teraz z siódmą? - spytałam
- Ja - odezwała się Irenka, która już była w pokoju
Podeszłam do niej i przytuliłam ją
- Hej... Irenko, jak ja dawno cię nie widziałam
- Ja ciebie Kasiu też... Jak tam dzieci, urosły?
- Tak.. Piotruś już do czwartej klasy, Wiktoria do pierwszej, Karolek ma dwa latka, a Izabelka skończyła niedawno 7 miesięcy.
- To ty już masz czwórkę dzieci?
- Tak
- Myślałam, że trójkę
- Nie... Czwórkę.
- To gratuluję
- Dziękuję
- A jak tam po siódmej klasie? - spytała koleżanka od biologii
- Bardzo dobrze. Spokojni
- Nawet Antek?
- Tak... Powiem ci , że bardzo kulturalny.
- Antek?!
- Tak.. Dzień dobry pani profesor, do widzenia pani profesor, jak ja dawno panią widziałem, ale dzisiaj pani pięknie wygląda.. - zacytowałam jego teksty
- To powiem ci, że ja nie mogłam z nim wytrzymać nerwowo. Aż mu wpisałam uwagę
- Wiem, widziałam
Wzięłam z półki dziennik klasy ósmej
- Teraz ósma?
- Tak i do domu
- Ale ci dobrze.
- Na razie wróciłam do waszej szkoły, ale już myślę, aby od września pracować w dwóch, jak to robiłam wcześniej. Niech przez ten rok Karolek i Izabelka za klimatyzują się w żłobku, bo teraz będę ich wozić od poniedziałku do czwartku na prawie 3 godzinki.
Zadzwonił dzwonek na lekcję, wyszłam z pokoju i udałam się pod salę numer 8. Klasa ósma już na mnie czekała. Również się ucieszyli, kiedy mnie zobaczyli
- Dzień dobry - powiedzieli wspólnie
- Dzień dobry. Zapraszam
Uczniowie usiedli w ławkach. Zapisali temat, sprawdziłam listę, wpisałam temat i zamknęłam dziennik. Zaczęłam rozmawiać z uczniami. Byli bardzo rozmowni.
- A mam do was takie pytanie, moi kochanie, ponieważ do listopada musicie się zadeklarować, jaki przedmiot będziecie zdawać jako czwarty na egzaminie i czy ktoś z was myślał o historii? Wiem, że wcześniej uczył was najpierw pan od wos-u, potem przyjeżdżała do was nauczycielka, ale czy myśleliście o moim przedmiocie?
Na 24 osobową klasę, rękę podniosło 8 osób. Wszyscy jednak nie byli pewni i dalej się zastanawiali, ale myśleli nad historią.
- To się cieszę, ale chciałabym mieć pewność i choć wiem, że termin jest do listopada, to ja już chciałabym do końca października wiedzieć, kto na pewno będzie zdawał historię, ponieważ będę musiała wam przygotowywać jakieś materiały dodatkowe, abyście ten egzamin napisali bardzo dobrze.
Uczniowie mi przytaknęli.
Po skończonych zajęciach wsiadłam w samochód i pojechałam do żłobka po Karolka i Izabelkę. Karol zaczął płakać, ponieważ nie chciał się rozstawać.
- Przywiozę cię tutaj w poniedziałek - powiedziałam do Karolka i wręcz siłą wyszłam z nim ze żłobka.
Wróciłam z nimi do domu. O 13:00 pojechałam z nimi do szkoły. Odebrałam Piotrka i Wiktorię, a Piotrka zawiozłam na trening i wróciłam z dziećmi do domu. O 17:00 pojechałam po Piotrusia na trening.
- Jak tam w szkole pierwsze dni? - spytałam ich przy kolacji
- Pani Joasia jest świetna! - powiedziała Wiktoria
- Naprawdę?
- Tak, jest cudowna.
- A u ciebie, Piotrusiu? - pogłaskałam go po głowie
- Mamo, przestań..
- Oj... synku, ja wiem, że jesteś już duży, ale nadal jesteś moim małym synkiem i moim pierwszym synkiem. - uśmiechnęłam się - Kiedyś zrozumiesz, co mamusia przechodziła, kiedy miałeś przyjść na świat - westchnęłam
- Dobrze było, ale na matematyce robimy już powtórki
- Jakie powtórki?
- Powtórki z dodawania, odejmowania, mnożenia i dzielenia.
- Aha
Wieczorem zadzwonił do nas Kamil na SKYPE. Wiktoria i Piotruś opowiedzieli mu o swoich pierwszych dniach w szkole. Gdy dzieci poszły spać, ja również opowiedziałam Kamilowi jak było u mnie.
- Jutro mam wolne i powiem ci, że będzie mi tego brakowało - powiedziałam - Dzisiaj tylko lekcje organizacyjne i ogólnie rozmowy z uczniami
Opowiedziałam Kamilowi także o Antku, którego mama jest co tydzień w szkole i nauczyciele mają go dość, a mi jak na razie nie sprawił problemów i jest dość miły.
- Czyli cię lubi...
- Wiesz, uczyłam go , jak był w klasie czwartej i przez ten czas bardzo się zmienił, przecież on dzisiaj już dostał uwagę na biologii
- Ale wiesz, może właśnie ty będziesz jego przełomem w życiu i musisz tak go ukierunkować, aby nie popełniał takich błędów.
- Oj, to nie będzie takie łatwe
W poniedziałek zatem miałam kolejne zajęcia. Założyłam więc
Zawiozłam dzieci do szkoły i żłobka jednocześnie i pojechałam do pracy. Po dwóch godzinach pojechałam do żłobka, aby odebrać Karolka i Izabelkę, a następnie pojechałam do szkoły po Piotrusia i Wiktorię. Wiktoria ostatnią miała religię, gdy po nią poszłam pani katechetka zaczepiła mnie.
- Przepraszam...
- Tak?
- Czy mogłabym z panią porozmawiać o Wiktorii?
- Tak, a coś się dzieje?
- Nie, nie.... Ale mam propozycję.
- Dla Wiktorii?
- Tak, w kościele naszym parafialnym, Matki Boskiej Cudownego Medalika pani organistka chciałaby stworzyć taką scholę dla takich właśnie małych dzieci. Dzisiaj śpiewałam z dziećmi piosenki i zdziwiło mnie, że Wiktoria zna kilka tekstów na pamięć.
- Wie pani... Chodzimy do kościoła i część pieśni się powtarza prawie co niedzielę.
- Bardzo się cieszę i właśnie chciałabym polecić pani organistce Wiktorię.
- Ale nie wiem... Ma dopiero 7 lat... Chodzi do pierwszej klasy.
- Proszę się nie przejmować, jeśli chciałaby śpiewać, to zapraszam, ja również będę brała udział w próbach
- A kiedy będą te próby?
- We wtorki po zajęciach w szkole i w soboty w salce katechetycznej przy kościele.
- Zastanowię się, porozmawiam z córką i mężem i dam pani odpowiedzieć w tym tygodniu
- Dobrze
Zawiozłam Piotrusia na trening, a gdy wróciłam do domu wraz z Kamilem porozmawialiśmy z Wiktorią. Bardzo się cieszyła, bo lubi śpiewać. Chyba ja i Kamil nie mieliśmy zdania w tej kwestii. Następnego dnia powiedziałam pani katechetce, że zgadzamy się.
- Więc już w sobotę o godzinie 11:00 pierwsza próba organizacyjna.
- Dobrze - odpowiedziałam
A więc Wiktoria będzie śpiewała w scholi w kościele.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
kiki2000



Komentarze
Prześlij komentarz