Następnego dnia koło południa Kamil przyszedł odwiedzić mnie z Piotrusiem.
Mały był zestresowany. Było to widać.
- A kto to? - spytał po chwili, pokazując palcem na maleńką Wiktorię.
- To twoja siostra - odpowiedziałam
- Ale ja nie mam siostry.
- Ale teraz już masz - odpowiedział Kamil.
Wzięłam małą na ręce i poprosiłam Kamila o zdjęcie, następnie Kamil wziął małą Weronikę i zrobiłam im zdjęcie.
- Pięknie razem wyglądacie - powiedziałam do Kamila i malutkiej Wiktorii.
Piotruś usiadł sobie obok mnie na łóżku i patrzył się na swoją siostrzyczkę. Kamil zrobił im przepiękne zdjęcie.
- Jak na nią patrzy - wyszeptałam
- Wpatrzony w młodszą siostrzyczkę, jak w obrazek.
Postanowiłam zrobić nam zdjęcie. Na początku ustawiłam rękę Kamila, która swobodnie była w powietrzu, na niej położyłam swoją rękę, następnie rękę Piotrusia i rączkę Wiktorii.
Postanowiłam wstawić to zdjęcie na mojego Instagrama.
"Już od wczoraj we czwórkę. ❤❤ #witamynaświecie #kochamwas #naszawspaniałaczwórka"
Kamil zaś wstawił zdjęcie, jak trzyma Wiktorię na rękach.
" Witaj na Świecie! ❤ #dumnyojciec"
Kamil i Piotruś spędzili z nami jeszcze około 2 godziny, a następnie pojechali do urzędu, aby zapisać naszą malutką Wiktorię.
Gdy tylko wyszli, to po kilku minutach na salę Bronisław z Krystyną.
Gdy tylko zobaczyli malutką Wiktorię... Chcieli ją wyprzytulać za wszystkie czasy.
- Jaka ona piękna - powiedziała Krystyna
- Podobna do ciebie Kasiu - powiedział Bronisław
- Dziękuję
- A gdzie Kamil? - spytała Krystyna
- Pojechał do urzędu, aby zapisać małą Wiktorkę - uśmiechnęłam się
- Z Piotrusiem? - dopytywała.
- Tak, z Piotrusiem. Pojechali oboje.
- Żeby tylko Kamil się nie pomylił - uśmiechnął się Bronisław.
- Właśnie - wyszeptałam
Zamaszystym ruchem wzięłam torebkę z szafki i wyciągnęłam z niej telefon. Zadzwoniłam do Kamila
- Hej kochanie, gdzie jesteś?
- Już w urzędzie, a co?
- Pamiętaj, ma być Wiktoria! Nie inaczej!
- Dobra, dobra kochanie, przecież nie zapomnę.
- Powtórz
- Ty chyba sobie jaja robisz.
- Nie, powtórz.
- Ale co?
- Imię naszej córki
- Wiktoria.
- Dobrze. Pa kochanie.
- Pa.
Odłożyłam telefon
- I jak? - spytał Bronisław
- Wie - uśmiechnęłam się
W tym momencie do mojej sali weszła moja mama.
- Przyjechałam córeczko najszybciej jak się da. - powiedziała zdyszana
- Ale mamo... nie trzeba było
- Wiem, ale po raz drugi zostałam babcią.
- Oj mamo....
- A my po raz czwarty dziadkami - uśmiechnął się pan Bronisław.
- A może kiedyś zostaniemy wspólnymi dziadkami? - uśmiechnęła się moja mama.
Jednak mama Kamila nie była zadowolona tym zdaniem, ale za to pan Bronisław był wyraźnie zadowolony.
- Żałujemy, że nie mamy więcej dzieci, bo wy- jako rodzina Witkowskich jesteście jedną z najwspanialszych rodzin jakie znam. Skąd pochodzą tak wspaniałe rodziny? - powiedział
- Z Prus - uśmiechnęła się moja mama.
Po pół godzinach do mojej sali wszedł Kamil z Piotrusiem. Mały od razu podbiegł do swojej siostrzyczki i zaczął ją głaskać po główce
- Jesteś moja.... Będę cię zawsze bronił - wyszeptał.
Wzruszyłam się. Jeszcze nigdy nie słyszałam, aby ktoś w taki sposób witał się ze swoim nowo narodzonym rodzeństwem. Popłakałam się.
- Dziękuję Bogu, że Was mam - wyszeptałam.
Nie mogłam się nacieszyć widokiem Piotrusia i Wiktorki.
- Kiedy cię wypisują? - spytała mama
- W czwartek rano.
- A co tak późno?
- Nie wiem. Zawsze maksymalnie trzy dni.
- Właśnie - oburzył się Bronisław - Wczoraj tutaj przyjechałaś, dziś już wtorek.
- Może coś z małą? - moja mama była trochę przewrażliwiona.
- Nie mamo. Po prostu większość kobiet przychodzi wcześniej do szpitala i pierwsze skurcze, a także wody odchodzą im już w szpitalu, a ja miałam termin za ponad 2 tygodnie.
- Oj córeczko.... - powiedziała moja mama - Ale ty zawsze w życiu dużo musisz przejść.
- Mamo... Ty to jak coś powiesz, to.... - już nie miałam do mojej mamy słów...Nie miałam już do niej siły.
Po godzinie Bronisław z Krystyną, a także moja mama wyszli ze szpitala
- Na szczęście - powiedziałam do Kamila, gdy moja mama wyszła z sali
- A co, aż tak miałaś jej dość? - spytał z uśmiechem
- Już miałam dość jej gadania.
- Nie przesadzaj. Zobaczymy, jak ty będziesz mówić do naszych dzieci.
- A co, zarzucasz mi coś?
- Żebyś nie wrodziła się do swojej mamusi.
- Grozisz mi?
- Po prostu cię ostrzegam - uśmiechnął się.
W czwartek rano Kamil wraz z Piotrusiem przyjechali po mnie i po Wiktorię do szpitala. Już o 10:00 wyszliśmy ze szpitala i udaliśmy się do naszego domu. Chciałam nareszcie odpocząć we własnym domu.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
kiki2000
Jak zwykle fajny rozdział, taki radosny i rodzinny. Uwielbiam. Mam tylko jedną uwagę- otóż rodzice Kamila i mama Kasi są już jakby nie było wspólnymi dziadkami , bo przecież Kasia i Kamil mają dwójkę dzieci....Nie wiem więc dlaczego mama Kasi użyła takiego sformułowania....no chyba ,że ja czegoś nie wiem albo nie rozumiem .Pozdrawiam serdecznie i czekam na kolejny rozdział.
OdpowiedzUsuńDziękuję za miłe słowa. Pozdrawiam
Usuń