Numer 102 - Ślub!

Nadszedł lipiec 2020..... Mój brat cioteczny Jan bierze w końcu ślub ze swoją długoletnią partnerką - Aleksandrą.
W mojej rodzinie, ślub ten był wielkim wydarzenie, dlatego wraz z Kamilem i dziećmi długo szykowaliśmy się do tego ślubu.

Od rana panowała kompletna nerwówka. Wszyscy biegaliśmy po całym domu, prasując, ubierając się, szukając sobie miejsca
Już od 7;00 latałam z żelazkiem po całym domu.


Założyłam taką sukienkę, do tego włosy rozpuściłam i zrobiłam lekki makijaż. Kamil założył czarny garnitur, do tego czerwony krawat i te swoje czarne lakierki.
Piotruś założył swój ulubiony komplet.
Wyglądał w nim przesłodko.
- A Wikusia? - spytał Kamil, bo tak pieszczotliwie mówimy na Wiktorię
- Co Wikusia?
- Ma w czym iść?
- No tak, przecież kupiłam jej sukieneczkę.


- Jaka śliczna sukienka - powiedział Kamil.
- Wiem, jest przecudna. Jak tylko ją zobaczyłam, to wiedziałam, że muszę ją kupić.
Po chwili zrobiliśmy sobie wspólne zdjęcie z malutką Wikusią.
O 12:00 wyjechaliśmy z Zakopanego we czwórkę i pojechaliśmy do Krakowa, gdzie miał odbyć się ślub Janka i Oli.
- Wiesz co kochanie? - powiedziałam Kamilowi podczas jazdy - Ja to jestem taka zmęczona, że o północy idziemy spać do hotelu.
- Rozumiem, że nie idziemy na poprawiny? - spytał
- Nie ma poprawin. Sam Janek mówił , że nie chcą poprawin.
- I dobrze. Po co wydawać pieniądze w błoto na te poprawiny? Przecież sama mówiłaś, że budują dom. Więc niech odkładają sobie pieniądze na budowę domu, a nie wywalać kilka tysięcy w imprezę, której i tak połowa gości nie będzie pamiętać.
- A co ty taki oszczędny się zrobiłeś? Zawsze mówiłeś, że trzeba korzystać z życia i brać z niego całymi garściami. Co się teraz zmieniło?
- U nas była inna sytuacja. U nich jest inna.
- To wiem, ale czy na pewno tylko to?
- Tak.

O 15:00 dojechaliśmy do Krakowa. Zaparkowaliśmy na parkingu i udaliśmy się przed świątynię. Większość gości już czekała, w tym moja mama, Kornelia z chłopakiem, Michał, Piotrek i Julcia.
Zauważyłam również moją babcię - Marię, wujka Wiktora i ciocię Janinę, rodziców Janka i rodziców Oli, siostrę Janka - Jolę wraz z mężem Rafałem i dziećmi - 6-letnią Julcią i 2-letnim Markiem.
Podeszliśmy do mojej mamy,  która stała z Julią.
- I jak tam moja mała księżniczka?  - spytała,  patrząc na Wiktorię
- Na razie jest bardzo dobrze. Ten pierwszy miesiąc minął nam znakomicie.  Mała w ogóle nie płacze, ciągle śpi.
- A jak Piotruś? Jak reaguje na Wiktorię?
- Wszyscy mi mówili,  że jak będę zajmować się drugim dzieckiem i poświęcać mu więcej uwagi,  to Piotruś będzie  czuł się odtrącony. Tak nie jest.  Piotruś bardzo mi pomaga z Wiktorią.
- A kiedy do nas przyjedziecie?
- Nie wiem mamo.  Teraz zrobiłam wyjątek i przyjechaliśmy na ten ślub i wesele. Na razie nie chcę wychodzić gdzieś z małą.  Siedzimy w domu.
- A kiedy chrzciny?
- We wrześniu. Myślimy o wrześniu.
- Tak późno?
- Ale o co ci chodzi? Zawsze mi mówiłaś,  że dziecko powinno mieć 3 miesiące i dopiero chrzest.  To są twoje słowa.
- Ale w Zakopanem,  wrzesień...  Jest trochę zimno.
- A jak się dziecko urodzi w październiku? To co,  trzy miesiące później i jest styczeń i mamy czekać do kwietnia,   bo jeszcze w marcu jest śnieg.  Mamo...  zejdź na ziemię
- Ale u nas zimy nie są takie jak w Zakopanem.
- Ale pogoda nie ma żadnego wpływu na chrzciny. Mamo..  Proszę cię,  skończmy tę rozmowę.
- Niech ci będzie

Zobaczyliśmy bardzo eleganckiego Janka. Ubranego w garnitur i ta czerwona mucha. Nawet nie mogłam uwierzyć, że to jest mój kuzyn. Obok niego stała przepiękna Ola.


A przed nimi stała ich 4-letnia córeczka Natalia w białej sukience.
Wyglądali tak przepięknie.

W końcu wszyscy weszliśmy do kościoła, a zaraz za nami przyszli małżonkowie, a przed nimi ich córeczka , która trzymała pudełeczko z obrączkami.

Przyszedł czas na pierwsze czytanie, psalm i Ewangelię, aż w końcu przyszedł czas na kazanie.
"Drodzy bracia i siostry!
Jan i Aleksandra.... Janek i Ola... Czyż to nie pięknie brzmi? Czy wy, drodzy bracia i siostry nie słyszycie tego?  Jan... Jan Chrzciciel albo Św. Jan... Jan brzmi tak dostojnie. Jestem Jan...  Św. Jan był autorem Apokalipsy. Tyle się o tym mówi... Apokalipsa św. Jana.... A kim w ogóle był Jan? Niby każdy wie, że istniał, ale nikt nie wie,  kim on tak na prawdę był, oprócz tego, że był jednym z uczniów Chrystusa, apostołem....   To właśnie św. Jan został wybrany, powołany na ucznia Chrystusa przy łowieniu ryb.... Niby nie robił nic nadzwyczajnego, ale to on został wybrany... Był najmłodszym apostołem Chrystusa i jego umiłowanym uczniem. Choć był najmłodszy, to widział wiele. Był świadkiem wielu sytuacji, jak na przykład tajemnicy przemienienia na Górze Tabor. Nie umarł śmiercią męczeńską. Zmarł jak to mówią, ze starości. Z przyczyn naturalnych. Jan Ewangelista jest patronem Albanii i Azji Mniejszej, aptekarzy, zawodów związanych z pisaniem :pisarzy, kreślarzy, papierników,litografów... a także jest patronem dziewic, ślusarzy, teologów i wdów.....
A teraz przejdźmy do Aleksandry. Św. Aleksandra była męczennicą chrześcijańską. Zginęła wraz z sześcioma innymi dziewicami, utopiona utopiona w grzęzawiskach wokół swego miasta rodzinnego. Karę tę wymierzył dziewczętom miejscowy zarządca za to, że odmówiły wzięcia udziału w procesji z posążkami Artemidy i Ateny.
Z losem dziewcząt wiąże się jeszcze jedna męczeńska śmierć. Chodzi o Teodota, który w nocy wydobył z wody ciała dziewic, aby im sprawić chrześcijański pogrzeb. Zdradzony przez sąsiadów został okrutnie umęczony i ścięty. Na koniec ciała wszystkich męczenników spalono. Dlatego też Aleksandra jest również patronką dziewic, a ty Janie... Jesteś tym Teodotem, który wydobył ich ciała i chciał wyprawić im pogrzeb.  Musicie być jak jeden organizm, jak jedno ciało... Małżeństwo jest takim sznurem, który może was połączyć. Dlatego też dzisiaj..... Jesteśmy na waszym ślubie. Dzisiaj przyjmiecie sakrament małżeństwa... I życzę wam... tobie Olu i tobie Janko... Wszystkie najlepszego na nowej drodze życia....  AMEN"

Przyszedł czas na główny moment ślubu.
- Ja, Jan, biorę ciebie Aleksandro za żonę i ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że cię nie opuszę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże wszechmogący, w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.
- Ja, Aleksandra, biorę ciebie Janie za męża i ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że cię nie opuszę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże wszechmogący, w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.

Następnie Jan , wsuwając obrączkę na palec Oli mówił:
- Aleksandro, przyjmij tę obrączkę jako znak mojej miłości i wierności. W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego.
Kolejno Ola wsuwała obrączkę na serdeczny palec Janka, mówiąc:
- Janie, przyjmij tę obrączkę jako znak mojej miłości  i wierności. W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego.

Wszyscy zaczęli bić brawo. Następnie odśpiewano pieśń. Potem była Komunia Święta, a na koniec wszyscy goście wyszli z kościoła. W górę było wypuszczone konfetti w kształcie srebrnych serduszek . Wszystko wyglądało tak przepięknie.
Następnie przed kościołem wszyscy zaczęli składać życzenia młodej parze. My tradycyjnie przyszykowaliśmy kopertę i do tego dokupiliśmy butelkę góralskiego alkoholu.
- Wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia. Dużo zdrowia, szczęścia, pociechy z dzieci... Miłości przede wszystkim i żeby wam się udało. - powiedziałam do pary młodej, po czym przytuliłam ich . Kamil również złożył im życzenia i wręczył prezent.
- A my dziękujemy wam, że przybyliście. Te terminy tak się zbiegły. Nasz ślub i twój poród, ale... fajnie, że mogliśmy się spotkać - powiedziała Ola
- A jak ma na imię? - spytał Janek wskazując na malutką Wikusię , którą trzymałam w nosidełku.
- Wiktoria - odpowiedziałam
- Jak słodko - powiedziała Ola.....
Jednak nie postaliśmy długo, za nami było jeszcze sporo gości, którzy chcieli złożyć życzenia, a więc wsiedliśmy w samochód i pojechaliśmy na salę weselną.
- Wiesz co kochanie, tak sobie pomyślałam  - powiedziałam do Kamila- że... może posiedzimy gdzieś maksymalnie do 21:00. Później dzieci będą śpiące... Ja też powinnam odpoczywać. Nie chcę się narażać.
- Ok. - powiedział Kamil - Ja też miałem ci to zaproponować.
- Ale patrz jak Wikusia słodko śpi - powiedziałam do Kamila, odwracając się do tyłu, patrząc na Wiktorię
- Po tobie jest taka słodka - uśmiechnął się

Dojechaliśmy miejsce na sali weselnej. Zajęliśmy miejsca przy drugim stoliku. Po naszej lewej stronie siedziała siostra Oli z chłopakiem, po prawej moja siostra z chłopakiem, a na przeciwko nas wujek i ciocia Oli. Towarzystwo, prawie nam nie znane, oprócz mojej siostry, ale z pozoru wydawali się na bardzo spokojnych ludzi.
Wesele zaczęło się od odśpiewania "sto lat" i od innych pierdół.
Usiedliśmy na swoich miejscach.
- Przepraszam, że pytam - wtrącił się wujek Oli - Czy pan jest tym skoczkiem narciarskim? - spytał Kamila
- Tak - odpowiedział Kamil - Aż tak jestem rozpoznawalny? - uśmiechnął się
- Nigdy nie widziałem żadnego skoczka na żywo. Jestem trochę w szoku.
- Nic się nie dzieje - a po chwili dodał - Kamil jestem - i wyciągnął rękę do wujka Oli
- Mirosław
- Miło mi
- Mi również
Spojrzałam na żonę pana Mirosława. Tak dziwnie mi się przyglądała.
- Nie wiedziałam, że Ola weszła do takiej rodziny - zdziwiła się żona pana Mirosława
- Ale do jakiej rodziny? - zdziwiłam się trochę
- Takiej sławnej. Jest o was pełno w gazetach. Widzę również artykuły w internecie.
- Proszę państwa - odezwał się Kamil - To, że jest o nas głośno, to nie znaczy, że czujemy się sławni i lepsi od innych. Nie. My jesteśmy zwykłymi ludźmi. Może wykonuję coś dziwnego dla innych osób i że nie ma mnie pół tygodnia w domu, ale to nic nie znaczy.

Wesele było bardzo fajne. Dobre jedzenie, świetna muzyka i przemili goście. Nie robili wielkiego szumu wokół naszej osoby, choć tego najbardziej się obawiałam. Niestety, ale już o 19:00 musieliśmy skończyć zabawę. Piotruś robił się śpiący, a Wiktoria nam usnęła. Pożegnaliśmy się więc z parą młodą - Ujejskimi i wróciliśmy do Zakopanego.



----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


                                                  kiki2000

Komentarze