Nadeszła niedziela - 30 maja. Pierwsza Komunia Święta Piotrusia. Już od piątku robiłam z moją mamą przygotowania do tego dnia. Upiekłyśmy trzy ciasta, zrobiłyśmy dwie sałatki. Obiad miałyśmy zrobić w niedzielę rano. Agnieszka miała nam pomóc. Karolina - dziewczyna Piotrka również chciała nam pomóc. Postanowiły, że razem - Karolina i Agnieszka zostaną w naszym domu i nie pojadą do kościoła, tylko będą przygotowywać obiad, że gdy wrócimy z kościoła, zjemy już ciepły obiad. Był to dobry pomysł i zgodziłam się.
Piotruś od rana chodził jakiś poddenerwowany. Widziałam, że się stresował. Jednak moje słowa do niego w ogóle nie przemawiały. Poprosiłam Kamila, aby to on z nim porozmawiał, jak ojciec z synem. Myślałam, że może porozmawiają po swojemu, po męsku. Po chwili Kamil wyszedł z pokoju Piotrusia. Ja stałam pod drzwiami
- I jak? - spytałam
- Myślę, że będzie dobrze - odpowiedział Kamil
Była godzina 10:00, a o 12:00 zaczynała się msza święta w kościele. Mieliśmy być jednak co najmniej 20 minut przed rozpoczęciem. Zaczęliśmy się więc ubierać. Piotrusiowi założyłam białą albę, ponieważ w naszym kościele wymogiem są białe alby dla chłopców i dla dziewczyn. Poprawiłam mu kołnierzyk i był już gotowy.
Kamil założył białą koszulę, czarny garnitur i niebieski krawat. Karolkowi też założyłam białą koszulę.
Ja zaś postawiłam na coś zupełnie innego. Znając życie, wszystkie mamy założą sukienki białe, kremowe, różowe bądź błękitne, zwykłe proste, może z jakimś wzorkiem bądź spódnice. Ja zaś chciałam, może pokazać to za dużo powiedziane, zaakcentować, że mieszkamy w górach i jest to Pierwsza Komunia Święta w polskich górach. Chociaż wiem, że nasze tradycje już sobie powoli zanikają i odchodzą w zapomnienie, ja jednak chciałam to zmienić i postawiłam na klasyczną biel z góralskimi dodatkami
Do tego włosy rozpuszczone i lekkie upięcie z tyłu, aby włosy mi nie opadały na ramiona. Klasyczne białe szpilki były idealnym uzupełnieniem mojej stylizacji.
Wiktorii zaś założyłam białą sukienkę
Do tego biała opaska we włosach, jak na zdjęciu. Wyglądała naprawdę przepięknie.
O 11:20 wyszliśmy przed dom i poprosiliśmy Agnieszkę, aby zrobiła nam rodzinne zdjęcie na tle ogrodu. Zrobiła więc nam kilka zdjęć, po czym wsiedliśmy w samochód i pojechaliśmy prosto do kościoła.
Na placu przed już kilkoro dzieci czekało. Piotruś ustawił się na swoim miejscu. Miał iść w parze z Mają. Rodzice zaś mieli stanąć obok dzieci, kiedy miało być błogosławieństwo. Podałam więc mamie Izabelkę, a do Wiktorii i Karolka powiedziałam, że mają się teraz pilnować babci. Na początku Karolek niezbyt chętnie chciał przy niej stać, daleko ode mnie, ale się zgodził.
Do sakramentu Komunii miało przystąpić 64 dzieci. W tym 40 chłopaków. To właśnie sporo.
- Czyli w regionie Piotruś będzie miał mało dziewczyn do wyboru - Kamil szepnął mi na ucho, śmiejąc się.
- No wiesz co... Nie przy dzieciach
- No co, niech już sobie szuka jakiejś
- Ma za płotem - zachichotałam
- Ale trzeba poszukać innych przygód, a nie tylko zadowolić się sąsiadką za płotem
- A od kiedy ty jesteś takim znawcą kobiet i miłości?
- Od kiedy cię tylko poznałem
- Naprawdę?
- Aż tak na mnie działałaś
- I dopiero po 10 latach na Komunii naszego syna się o tym musiałam dowiedzieć?
- No tak.
Gdy już na placu zebrane były wszystkie dzieci, wyszedł przed nich ksiądz proboszcz. Dwójka dzieci przeczytała powitanie na ich wspaniałej uroczystości. Następnie przyszedł czas na błogosławieństwo najpierw matek a potem ojców. Po błogosławieństwie uroczystym wejściem dzieci weszły do kościoła i zajęły swoje miejsca. Rodzice również mieli przygotowane miejsca. Usiadłam wraz z Kamilem w rzędzie ławek prawej stronie, ponieważ po tej stronie swoje miejsce miał Piotruś.
- Patrz, jaki on jest zdenerwowany - szepnęłam do Kamila w kościele, pokazując mu wzrokiem na naszego syna
- No to co ja mu tutaj zrobię?
- W domy był spokojniejszy, albo na takiego wyglądał
- No sama widzisz, ale zobaczysz... Po chwili mu to minie.
- Pewnie się stresuje tym swoim czytaniem
- Będzie dobrze, zobaczysz
Chciałam mieć taką nadzieję
Rozpoczęła się msza święta, a po chwili przyszedł czas na liturgię słowa. Rozpoczęło się od pierwszego czytania, a po nim psalm. Gdy Maja odeszła od celebransu Piotruś podszedł do niego i zaczął czytać:
Czytanie z Listu świętego Pawła Apostoła do Koryntian:
Bracia:
Kielich błogosławieństwa, który błogosławimy, czy nie jest udziałem we Krwi Chrystusa? Chleb, który łamiemy, czyż nie jest udziałem w Ciele Chrystusa?
Ponieważ jeden jest chleb, przeto my, liczni, tworzymy jedno ciało. Wszyscy bowiem bierzemy z tego samego chleba.
Oto słowo Boże...
Bez żadnego zacięcia. Wyszło mu to pięknie.
Następnie była Ewangelia, kazanie skierowane do dzieci, ksiądz wyszedł przed ołtarz i można powiedzieć, że prowadził z dziećmi taką swoistą dyskusję. Po kazaniu modlitwy wiernych i dary do ołtarza.
Po darach przyszedł czas na właściwy moment całej mszy świętej. Komunia Święta. Dzieci w dwóch rzędach się do niej ustawiali i odchodzili, aby było szybciej, na klęczniku klęczeli oboje - dwoje dzieci. Było to też szybkie, ponieważ , aby rozdać Komunię dla ponad 60 dzieci, to zajęło by to sporo czasu. Następnie udzielono Komunię rodzicom i wszystkim zgromadzonym w świątyni.
Msza Święta zakończyła się. Każde z dzieci dostało chleb i wraz z nim ustawili się do wspólnego zdjęcia. Pani katechetka szybko ich ustawiła do zdjęcia, które wykonywał fotograf parafialny, że tak go nazwę. Miał on wywołać zdjęcia i na wspólnym spotkaniu rozdać je rodzicom, oczywiście za opłatą, w dzisiejszym świecie nie ma przecież nic za darmo, ale znałam go i wiedziałam, że robi bardzo dobre zdjęcia.
Po grupowym zdjęciu na tle figurki Matki Boskiej Cudownego Medalika Ksiądz Proboszcz ustawił się do zdjęcia z każdym z dzieci, a następnie były zdjęcia z rodzicami , dziadkami i rodzicami chrzestnymi. My również ustawiliśmy się w kolejce. Najpierw zdjęcie z samymi rodzicami, później dołączyła do nas Wiktoria, Karolek i Izabelka, następnie gdy my zeszliśmy , przy Piotrusiu ustawiła się moja mama wraz z Bronisławem, a gdy oni zeszli, przy naszym najstarszym synu stanęła Kornelia wraz ze Stefanem. Potem wyszliśmy z kościoła. Postanowiliśmy zrobić sobie jeszcze kilka zdjęć na tle samej świątyni. Aparatem zajmował się Piotrek. Zrobił jeszcze raz nam rodzinne zdjęcie. Zadecydowaliśmy, że zdjęcia ze wszystkimi gośćmi zrobimy sobie za domem, tam jest piękna zielona trawa i widok gór z tyłu, w oddali można dostrzec skocznię.
Wróciliśmy zatem do domu. Podjechaliśmy jako pierwsi. Weszliśmy do domu.
- Nareszcie po! - westchnął Piotruś do Agnieszki i Karoliny
Agnieszka zachichotała.
- Jaka ulga, co nie? - spytała się go Agnieszka
- Tak...
Po chwili wszyscy przyjechali do naszego domu.
- To zapraszamy wszystkich za dom - powiedział Kamil - Zrobimy sobie wspólne zdjęcia z naszym Piotrusiem - uśmiechnęłam się
Wszyscy zatem poszliśmy za dom i na tle naszych cudownych polskich gór robiliśmy sobie zdjęcia z Piotrusiem.
Każdy chciał mieć zdjęcie z naszym synem. Wszyscy więc zmieniali się miejscami obok Piotrusia. Najbardziej ucieszony był chyba Stefek. W końcu Piotrek jest jego chrześniakiem - pierwszym i jedynym chrześniakiem
- A dopiero co go do chrztu podawaliśmy wspólnie - powiedział do mnie Stefek, kiedy akurat moja babcia robiła sobie zdjęcie z Piotrusiem.
- Widzisz, jak ten czas szybko płynie.
- No właśnie. Nigdy nie zapomnę, jak zapraszałem Kamila do nas na kolację, a on tak spokojnie mi mówił o tym, jak jakaś dziewczyna wjechała mu prosto pod koła.
- Spokojnie? - zdziwiłam się
- Tak. Ja mu mówiłem, że przecież cały samochód jest do naprawy, to będą koszty, że to był jego ulubiony samochód, a on do mnie mówi ,że to nie była wina tej dziewczyny, tylko jego... No to ja mu mówię, że przecież ona miała czerwone, a on zielone, ale zawsze się zapierał, że to jego wina. Jak się go spytałem o to samo dwa lata temu, również dostałem odpowiedź, że to jego wina.
- Nie wiedziałam - powiedziałam do Stefana
- To teraz już wiesz
Byłam w szoku, że Kamil tak się zachował. Przecież wiedziałam, że Stefek to jego przyjaciel i mówił mu wszystko, ale już wtedy mówił o tym spokojnie i brał winę na siebie, nawet 2 lata temu również tak mówił. To było coś niesamowitego. Mój mąż jest niesamowity
Po zdjęciach wszyscy weszliśmy do domu i zaczęto podawać obiad. Podziękowałam Agnieszce i Karolinie za pomoc. Obiad zaczęłam roznosić z moją mamą i babcią, poszło nam to szybko. W między czasie Piotruś zdjął swoją białą albę. Pod spodem miał czarne spodnie i elegancką białą koszulę. Wrócił zatem do gości. Co chwilę jednak każdy podchodził do Piotrusia i brał go na bok. Wręczali mu różne prezenty. Nasz syn sprytnie je chował w salonie, abym ja i Kamil ich nie widzieli. Jednak w pewnym momencie zauważyłam, jak idzie do salonu z dużym pudłem i torebką prezentową - ogromną. Zaczepiłam więc Piotrusia i spytałam się go:
- A co tam masz?
- Później wam pokażę.
- To chodź teraz i coś zjedz.
- Dobra, mamo. Mam czas.
- Nie masz czasu, bo potem będzie zimne, a ciocia Aga i ciocia Karolina tak się starały, aby przyrządzić specjalnie dla ciebie obiad. Musisz im potem podziękować.
- No dobra.
Piotruś usiadł sobie na swoim miejscu obok Stefana.
- Patrz, jak sobie usiadł obok chrzestnego - powiedział Kamil do mnie
- Podobno dzieci przejmują zawsze jakąś cząstkę po rodzicach chrzestnych.
- To dlatego masz już tylu chrześników.
- Dlaczego?
- Bo tak się dobrze w szkole uczyłaś i jesteś taka piękna.
- Kamil... Nie przesadzaj. Nie przy gościach
- No dobra, niech ci będzie
Z tej rozmowy wyrwała mnie Izabela, która zaczęła płakać i musiałam pójść i ją nakarmić oraz zmienić jej pieluszkę. Potem ją uśpiłam i wróciłam do gości.
Wszyscy porozchodzili się już po 20:00. Piotruś podziękował wszystkim za to, że byli z nim w tym szczególnym dniu, a także Agnieszce i Karolinie, że przygotowały taki pyszny obiad na jego uroczystość.
Posprzątałam więc wszystko do zmywarki i wraz z Kamilem i dziećmi usiadłam w salonie. Piotruś pokazywał nam , co dostał i od kogo. Było kilka kopert z pieniędzmi, kilka kartek z życzeniami, 2 książki o Pierwszej Komunii Świętej. Od Kornelii dostał dużą biblię z wpisem od matki chrzestnej. Od mojej babci dostał złoty medalik. Od Bronisława otrzymał różaniec i obrazek w wizerunkiem Maryi. Od mojej mamy dostał zegarek, a od ojca chrzestnego - Stefana dostał laptopa z najwyższej półki, do tego futerał, myszkę bez przewodową i zestaw głośników, ale także piękną książkę i kartkę jako Pamiątkę Komunii Świętej.
- To się Stefek postarał - powiedziałam do Kamila
- A już niedługo Komunia Zosi - powiedział do mnie mój mąż -Musimy się też jakoś bardziej postarać.
- Już odkładaj - zaczęłam się śmiać.
Z tej rozmowy wyrwał nas Piotruś:
- Co mam zrobić z tymi pieniędzmi? Gdzie mam je sobie schować?
- Schowaj je sobie do portfela, a potem wspólnie pomyślimy, na co je wydasz, tylko mądrze.
- Mamo...
- Tak?
- Bo wiesz co możemy zrobić z tymi pieniędzmi?
- Co? - spytałam ciekawa
- Połowę z nich wydamy na zabawki dla dzieci ze szpitala. Przecież wy zawsze im pomagacie, a teraz ja chcę im pomóc, bo to są moje pieniądze
Byłam taka z niego dumna. Przytuliłam go i szepnęłam
- Dobrze... Mój kochany, mądry synku.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
kiki2000
Piotruś od rana chodził jakiś poddenerwowany. Widziałam, że się stresował. Jednak moje słowa do niego w ogóle nie przemawiały. Poprosiłam Kamila, aby to on z nim porozmawiał, jak ojciec z synem. Myślałam, że może porozmawiają po swojemu, po męsku. Po chwili Kamil wyszedł z pokoju Piotrusia. Ja stałam pod drzwiami
- I jak? - spytałam
- Myślę, że będzie dobrze - odpowiedział Kamil
Była godzina 10:00, a o 12:00 zaczynała się msza święta w kościele. Mieliśmy być jednak co najmniej 20 minut przed rozpoczęciem. Zaczęliśmy się więc ubierać. Piotrusiowi założyłam białą albę, ponieważ w naszym kościele wymogiem są białe alby dla chłopców i dla dziewczyn. Poprawiłam mu kołnierzyk i był już gotowy.
Kamil założył białą koszulę, czarny garnitur i niebieski krawat. Karolkowi też założyłam białą koszulę.
Ja zaś postawiłam na coś zupełnie innego. Znając życie, wszystkie mamy założą sukienki białe, kremowe, różowe bądź błękitne, zwykłe proste, może z jakimś wzorkiem bądź spódnice. Ja zaś chciałam, może pokazać to za dużo powiedziane, zaakcentować, że mieszkamy w górach i jest to Pierwsza Komunia Święta w polskich górach. Chociaż wiem, że nasze tradycje już sobie powoli zanikają i odchodzą w zapomnienie, ja jednak chciałam to zmienić i postawiłam na klasyczną biel z góralskimi dodatkami
Do tego włosy rozpuszczone i lekkie upięcie z tyłu, aby włosy mi nie opadały na ramiona. Klasyczne białe szpilki były idealnym uzupełnieniem mojej stylizacji.
Wiktorii zaś założyłam białą sukienkę
Do tego biała opaska we włosach, jak na zdjęciu. Wyglądała naprawdę przepięknie.
O 11:20 wyszliśmy przed dom i poprosiliśmy Agnieszkę, aby zrobiła nam rodzinne zdjęcie na tle ogrodu. Zrobiła więc nam kilka zdjęć, po czym wsiedliśmy w samochód i pojechaliśmy prosto do kościoła.
Na placu przed już kilkoro dzieci czekało. Piotruś ustawił się na swoim miejscu. Miał iść w parze z Mają. Rodzice zaś mieli stanąć obok dzieci, kiedy miało być błogosławieństwo. Podałam więc mamie Izabelkę, a do Wiktorii i Karolka powiedziałam, że mają się teraz pilnować babci. Na początku Karolek niezbyt chętnie chciał przy niej stać, daleko ode mnie, ale się zgodził.
Do sakramentu Komunii miało przystąpić 64 dzieci. W tym 40 chłopaków. To właśnie sporo.
- Czyli w regionie Piotruś będzie miał mało dziewczyn do wyboru - Kamil szepnął mi na ucho, śmiejąc się.
- No wiesz co... Nie przy dzieciach
- No co, niech już sobie szuka jakiejś
- Ma za płotem - zachichotałam
- Ale trzeba poszukać innych przygód, a nie tylko zadowolić się sąsiadką za płotem
- A od kiedy ty jesteś takim znawcą kobiet i miłości?
- Od kiedy cię tylko poznałem
- Naprawdę?
- Aż tak na mnie działałaś
- I dopiero po 10 latach na Komunii naszego syna się o tym musiałam dowiedzieć?
- No tak.
Gdy już na placu zebrane były wszystkie dzieci, wyszedł przed nich ksiądz proboszcz. Dwójka dzieci przeczytała powitanie na ich wspaniałej uroczystości. Następnie przyszedł czas na błogosławieństwo najpierw matek a potem ojców. Po błogosławieństwie uroczystym wejściem dzieci weszły do kościoła i zajęły swoje miejsca. Rodzice również mieli przygotowane miejsca. Usiadłam wraz z Kamilem w rzędzie ławek prawej stronie, ponieważ po tej stronie swoje miejsce miał Piotruś.
- Patrz, jaki on jest zdenerwowany - szepnęłam do Kamila w kościele, pokazując mu wzrokiem na naszego syna
- No to co ja mu tutaj zrobię?
- W domy był spokojniejszy, albo na takiego wyglądał
- No sama widzisz, ale zobaczysz... Po chwili mu to minie.
- Pewnie się stresuje tym swoim czytaniem
- Będzie dobrze, zobaczysz
Chciałam mieć taką nadzieję
Rozpoczęła się msza święta, a po chwili przyszedł czas na liturgię słowa. Rozpoczęło się od pierwszego czytania, a po nim psalm. Gdy Maja odeszła od celebransu Piotruś podszedł do niego i zaczął czytać:
Czytanie z Listu świętego Pawła Apostoła do Koryntian:
Bracia:
Kielich błogosławieństwa, który błogosławimy, czy nie jest udziałem we Krwi Chrystusa? Chleb, który łamiemy, czyż nie jest udziałem w Ciele Chrystusa?
Ponieważ jeden jest chleb, przeto my, liczni, tworzymy jedno ciało. Wszyscy bowiem bierzemy z tego samego chleba.
Oto słowo Boże...
Bez żadnego zacięcia. Wyszło mu to pięknie.
Następnie była Ewangelia, kazanie skierowane do dzieci, ksiądz wyszedł przed ołtarz i można powiedzieć, że prowadził z dziećmi taką swoistą dyskusję. Po kazaniu modlitwy wiernych i dary do ołtarza.
Po darach przyszedł czas na właściwy moment całej mszy świętej. Komunia Święta. Dzieci w dwóch rzędach się do niej ustawiali i odchodzili, aby było szybciej, na klęczniku klęczeli oboje - dwoje dzieci. Było to też szybkie, ponieważ , aby rozdać Komunię dla ponad 60 dzieci, to zajęło by to sporo czasu. Następnie udzielono Komunię rodzicom i wszystkim zgromadzonym w świątyni.
Msza Święta zakończyła się. Każde z dzieci dostało chleb i wraz z nim ustawili się do wspólnego zdjęcia. Pani katechetka szybko ich ustawiła do zdjęcia, które wykonywał fotograf parafialny, że tak go nazwę. Miał on wywołać zdjęcia i na wspólnym spotkaniu rozdać je rodzicom, oczywiście za opłatą, w dzisiejszym świecie nie ma przecież nic za darmo, ale znałam go i wiedziałam, że robi bardzo dobre zdjęcia.
Po grupowym zdjęciu na tle figurki Matki Boskiej Cudownego Medalika Ksiądz Proboszcz ustawił się do zdjęcia z każdym z dzieci, a następnie były zdjęcia z rodzicami , dziadkami i rodzicami chrzestnymi. My również ustawiliśmy się w kolejce. Najpierw zdjęcie z samymi rodzicami, później dołączyła do nas Wiktoria, Karolek i Izabelka, następnie gdy my zeszliśmy , przy Piotrusiu ustawiła się moja mama wraz z Bronisławem, a gdy oni zeszli, przy naszym najstarszym synu stanęła Kornelia wraz ze Stefanem. Potem wyszliśmy z kościoła. Postanowiliśmy zrobić sobie jeszcze kilka zdjęć na tle samej świątyni. Aparatem zajmował się Piotrek. Zrobił jeszcze raz nam rodzinne zdjęcie. Zadecydowaliśmy, że zdjęcia ze wszystkimi gośćmi zrobimy sobie za domem, tam jest piękna zielona trawa i widok gór z tyłu, w oddali można dostrzec skocznię.
Wróciliśmy zatem do domu. Podjechaliśmy jako pierwsi. Weszliśmy do domu.
- Nareszcie po! - westchnął Piotruś do Agnieszki i Karoliny
Agnieszka zachichotała.
- Jaka ulga, co nie? - spytała się go Agnieszka
- Tak...
Po chwili wszyscy przyjechali do naszego domu.
- To zapraszamy wszystkich za dom - powiedział Kamil - Zrobimy sobie wspólne zdjęcia z naszym Piotrusiem - uśmiechnęłam się
Wszyscy zatem poszliśmy za dom i na tle naszych cudownych polskich gór robiliśmy sobie zdjęcia z Piotrusiem.
Każdy chciał mieć zdjęcie z naszym synem. Wszyscy więc zmieniali się miejscami obok Piotrusia. Najbardziej ucieszony był chyba Stefek. W końcu Piotrek jest jego chrześniakiem - pierwszym i jedynym chrześniakiem
- A dopiero co go do chrztu podawaliśmy wspólnie - powiedział do mnie Stefek, kiedy akurat moja babcia robiła sobie zdjęcie z Piotrusiem.
- Widzisz, jak ten czas szybko płynie.
- No właśnie. Nigdy nie zapomnę, jak zapraszałem Kamila do nas na kolację, a on tak spokojnie mi mówił o tym, jak jakaś dziewczyna wjechała mu prosto pod koła.
- Spokojnie? - zdziwiłam się
- Tak. Ja mu mówiłem, że przecież cały samochód jest do naprawy, to będą koszty, że to był jego ulubiony samochód, a on do mnie mówi ,że to nie była wina tej dziewczyny, tylko jego... No to ja mu mówię, że przecież ona miała czerwone, a on zielone, ale zawsze się zapierał, że to jego wina. Jak się go spytałem o to samo dwa lata temu, również dostałem odpowiedź, że to jego wina.
- Nie wiedziałam - powiedziałam do Stefana
- To teraz już wiesz
Byłam w szoku, że Kamil tak się zachował. Przecież wiedziałam, że Stefek to jego przyjaciel i mówił mu wszystko, ale już wtedy mówił o tym spokojnie i brał winę na siebie, nawet 2 lata temu również tak mówił. To było coś niesamowitego. Mój mąż jest niesamowity
Po zdjęciach wszyscy weszliśmy do domu i zaczęto podawać obiad. Podziękowałam Agnieszce i Karolinie za pomoc. Obiad zaczęłam roznosić z moją mamą i babcią, poszło nam to szybko. W między czasie Piotruś zdjął swoją białą albę. Pod spodem miał czarne spodnie i elegancką białą koszulę. Wrócił zatem do gości. Co chwilę jednak każdy podchodził do Piotrusia i brał go na bok. Wręczali mu różne prezenty. Nasz syn sprytnie je chował w salonie, abym ja i Kamil ich nie widzieli. Jednak w pewnym momencie zauważyłam, jak idzie do salonu z dużym pudłem i torebką prezentową - ogromną. Zaczepiłam więc Piotrusia i spytałam się go:
- A co tam masz?
- Później wam pokażę.
- To chodź teraz i coś zjedz.
- Dobra, mamo. Mam czas.
- Nie masz czasu, bo potem będzie zimne, a ciocia Aga i ciocia Karolina tak się starały, aby przyrządzić specjalnie dla ciebie obiad. Musisz im potem podziękować.
- No dobra.
Piotruś usiadł sobie na swoim miejscu obok Stefana.
- Patrz, jak sobie usiadł obok chrzestnego - powiedział Kamil do mnie
- Podobno dzieci przejmują zawsze jakąś cząstkę po rodzicach chrzestnych.
- To dlatego masz już tylu chrześników.
- Dlaczego?
- Bo tak się dobrze w szkole uczyłaś i jesteś taka piękna.
- Kamil... Nie przesadzaj. Nie przy gościach
- No dobra, niech ci będzie
Z tej rozmowy wyrwała mnie Izabela, która zaczęła płakać i musiałam pójść i ją nakarmić oraz zmienić jej pieluszkę. Potem ją uśpiłam i wróciłam do gości.
Wszyscy porozchodzili się już po 20:00. Piotruś podziękował wszystkim za to, że byli z nim w tym szczególnym dniu, a także Agnieszce i Karolinie, że przygotowały taki pyszny obiad na jego uroczystość.
Posprzątałam więc wszystko do zmywarki i wraz z Kamilem i dziećmi usiadłam w salonie. Piotruś pokazywał nam , co dostał i od kogo. Było kilka kopert z pieniędzmi, kilka kartek z życzeniami, 2 książki o Pierwszej Komunii Świętej. Od Kornelii dostał dużą biblię z wpisem od matki chrzestnej. Od mojej babci dostał złoty medalik. Od Bronisława otrzymał różaniec i obrazek w wizerunkiem Maryi. Od mojej mamy dostał zegarek, a od ojca chrzestnego - Stefana dostał laptopa z najwyższej półki, do tego futerał, myszkę bez przewodową i zestaw głośników, ale także piękną książkę i kartkę jako Pamiątkę Komunii Świętej.
- To się Stefek postarał - powiedziałam do Kamila
- A już niedługo Komunia Zosi - powiedział do mnie mój mąż -Musimy się też jakoś bardziej postarać.
- Już odkładaj - zaczęłam się śmiać.
Z tej rozmowy wyrwał nas Piotruś:
- Co mam zrobić z tymi pieniędzmi? Gdzie mam je sobie schować?
- Schowaj je sobie do portfela, a potem wspólnie pomyślimy, na co je wydasz, tylko mądrze.
- Mamo...
- Tak?
- Bo wiesz co możemy zrobić z tymi pieniędzmi?
- Co? - spytałam ciekawa
- Połowę z nich wydamy na zabawki dla dzieci ze szpitala. Przecież wy zawsze im pomagacie, a teraz ja chcę im pomóc, bo to są moje pieniądze
Byłam taka z niego dumna. Przytuliłam go i szepnęłam
- Dobrze... Mój kochany, mądry synku.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
kiki2000

Komentarze
Prześlij komentarz