Wakacje trwały w najlepsze. Kamil przez jeden tydzień trenował w Zakopanem, a przez dwa tygodnie był na zgrupowaniu za granicą, jednak terminy te zaczęły się zmieniać przez m.in. Letnie Grand Prix.
Gdy Kamil miał trenować w Zakopanem na Wielkiej Krokwi, Piotruś miał akurat zgrupowanie w swoim klubie. Wyjeżdżał na tydzień do Wisły.
Rano , gdy miał już spakowane walizki, poszłam na górę, aby się przebrać z piżamy. Założyłam zatem
I pojechałam z nim pod klub, aby zawieźć go na miejsce zbiórki. Pożegnałam się z synem, kiedy wsiadał do autokaru. Następnie wróciłam do domu. Kamil wyjechał akurat na trening.
Przez wakacje postanowiłam pozałatwiać kilka spraw związanych z klubem, więc następnego dnia po śniadaniu, ubrałam się w:
Pojechałam zatem do klubu. Usiadłam w pokoju znanym jako biuro i przeglądałam papiery. Nagle do pokoju weszła Agnieszka i ... zrobiła mi zdjęcie z zaskoczenia.
- Ale mas minę, kochana! - zaczęła się śmiać
- Oj... Masz ciepło u mnie przez to zdjęcie
- Ale tak fajnie wyglądasz, że...
- Dzięki.... A gdzie masz Maciusia?
- Tata Maćka z nim został. Przyjechałam na małe zakupy. Maciuś już wyrósł z kilku ubranek i muszę mu kupić nowe, a teraz... Sama wiesz, lato, więc nie założę mu bodów z długim rękawkiem.
- Przecież się spoci.... Nie daleko aqua parku jest taki sklep i tam mają takie fajne ubranka właśnie na lato, ale też w galerii spotkasz czasami.
- Właśnie byłam w galerii
Agnieszka usiadła sobie na krześle na przeciwko biurka.
- Czemu nie masz plakietki "pani prezes"?
- Bo to klub Kamila
- Ale jesteś jego żoną, więc to też i twój klub.
- Oj Aga, tak rzadko teraz tutaj jestem. Maciek, Krzysiek i Dominika tak świetnie sobie radzą z prowadzeniem klubu, a tak po za tym, to Kamil jest tutaj 2 razy w tygodniu, przyjeżdża na godzinkę, półtorej. Teraz jeszcze Stefek pomaga nam w klubie. Za tydzień dzieciaki wyjeżdżają na obóz do Szczyrku i będą miały właśnie zajęcia ze Stefkiem.
- Czyli Marcelina miała rację, że nie odciągnie go od skoków? - uśmiechnęła się Agnieszka
- Chyba nie... - również się uśmiechnęłam
Około południa wróciłam do domu. Ugotowałam obiad i wraz z dziećmi wybrałam się na spacer, pojechałam z nimi także na plac zabaw i około 17:00 wróciłam z nimi do domu.
Następnego dnia miałam wybrać się do naszego sklepu. Co najmniej raz w tygodniu byłam i sprawdzałam, jak to wszystko się miewa. Tego dnia również miałam pojechać. Było gorąco, więc założyłam:
Po czym zawiozłam dzieci do Bronisława i pojechałam prosto do sklepu. Wszystko było w porządku. Od niespodziewanego wyjazdu Ani ktoś musiał zajmować się sklepem i zamówieniami. Wtedy zatrudniliśmy wraz z Kamilem młodą dziewczynę - około 25 lat, która radzi sobie świetnie, a czasami nawet pomaga nam w projektach i wysyła nam je na nasze e-maila. Widać, że dziewczyna się stara. Przyjechałam także, aby dogadać się z nią w sprawie podwyżki - pomysł mój i Kamila. Chcieliśmy jej jakoś wynagrodzić to, że tak świetnie sobie z tym wszystkim radzi
- Dzień dobry - powiedziałam , gdy weszłam
- Dzień dobry, pani Kasiu..
- Jak tam sprawy się mają?
- Bardzo dobrze. - odpowiedziała Marysia - dziewczyna, która się zajmowała naszym sklepem - Chociaż wiemy, że jest lipiec, to mamy nawet kilka zamówień na czapki.
- A pro po zamówień, czy bym mogła prosić ciebie, Marysiu, abyś zrobiła mi spis, ile jest i jakiego materiału, czy to na czapki, szaliki czy nasze torby. Będę robić końcem tygodnia zamówienie i nie chciałabym zamawiać w ciemno.
- Dobrze. Zajmę się tym dzisiaj.
- Dziękuję, a tak po za tym... Czy mogę cię prosić na słówko?
- Tak, tak.
Poszłam więc z Marysią do magazynu.
- Wraz z Kamilem zadecydowaliśmy, że chcemy dać ci podwyżkę. Na razie będzie to 150 złotych miesięcznie, a potem zobaczymy.
Marysia była taka szczęśliwa. Znałam jej sytuację rodzinną, nie była ona zbyt dobra.
- Bardzo podobają nam się twoje projekty i chcemy je wszystkie wykorzystać w nowej kolekcji. Mam nadzieję, że wyrażasz zgodę na to, że również ciebie podamy jako projektanta?
- Tak, tak - była taka szczęśliwa
Po załatwieniu więc tych spraw, wróciłam do domu.
A więc tak wyglądały wakacje naszych dzieci. Przed południa spędzały w domu, albo w naszym domu rodzinnym albo u dziadka.
W piątek postanowiłam, że pojadę z dziećmi na lody. Około południa mieliśmy wyjechać samochodem na Krupówki. Założyłam wtedy:
Poszliśmy na lody. Ja wybrałam śmietankowe, Wiktoria truskawkowe, a Karolek wybrał sobie czekoladowe. Jak zjedliśmy lody, postanowiliśmy przejść się na plac zabaw. Karolek i Wiktoria mogli się wtedy wybawić, a ja, z Izabelką na rękach, robiłam im zdjęcia, jak świetnie się bawią czy to na huśtawce czy zjeżdżalni.Karolek chciał spróbować wejść na drabinki, ale szybko go od tego odciągnęłam. Był jeszcze za mały, aby spróbować wspinać się po drabinkach. Zjeżdżał więc sobie na miniaturowej zjeżdżalni.
Gdy dzieciaki się bawiły, postanowiłam usiąść sobie na ławce. Trzymałam Izabelkę przy sobie , gdy nagle usłyszałam czyjeś kroki. Odwróciłam się.... Był to Adrian
- Co ty tutaj robisz? - spytałam go
- Nic. Przyszedłem na plac zabaw
- A gdzie masz syna?
- Ze swoją mamą.
- A ty? Czemu cię nie ma z nim?
- Nie jesteśmy razem.
- Masz z nim jakieś widzenia? - zmieniłam ton i wskazałam ręką, aby usiadł obok mnie na ławce
- Widuję go co drugi weekend.
- Widujesz swojego syna co dwa tygodnie? Na ile dni?
- Przywożę go do siebie w piątek wieczorem, a w niedzielę rano oddaję go matce, ponieważ ona zabiera go do kościoła.
- Racja, przecież ty do kościoła nie chodzisz - chciałam wprowadzić trochę humoru pomiędzy naszą rozmowę, ale chyba nie wyszło to wcale dobrze.
- Wiesz... Naprawdę jest mi ciężko, a jak zobaczyłem ciebie, że byłaś w ciąży rok temu....
- Właśnie... - wskazałam mu Izabelkę, którą miałam na rękach. - To jest Iza...
- Druga córka?
- Tak.
- Ale macie fajnie... Dwie parki, dwóch synów i dwie córki, a ja mam syna, którego tak rzadko widuję..
- Adrian, jeszcze znajdziesz sobie kogoś, kogo pokochasz i stworzysz z tą kobietą rodzinę.
- Ale ja tylko ciebie kocham...
Gdy to usłyszałam, myślałam, że zaraz zemdleję.
- To dlaczego mnie zdradzałeś?
- Bo byłem młody... Miałem wtedy zaledwie 21 lat, a ty oczekiwałaś ode mnie ślubu... Wiem, że wzięłaś go , gdy miałem 23 lata, widziałem zdjęcia w internecie i naprawdę widzę, jak bardzo jesteś szczęśliwa z Kamilem i tak okropnie żałuję, że ciebie straciłem.
- Kiedy to sobie uświadomiłeś?
- Jak dowiedziałem się, że jesteś w ciąży, to wtedy po raz pierwszy, dotarło do mnie, że urodzisz dziecko Kamilowi... Jak usłyszałem o oświadczynach, a gdy nagle zobaczyłem zdjęcia ze ślubu, to był to już dla mnie koniec. Zupełny.
Nie wiedziałam, co mam powiedzieć Adrianowi. Postanowiłam milczeć.
- A ty? - spytał nagle - Co do mnie czujesz? Kim dla ciebie jestem?
Pytanie to już zupełnie zbiło mnie z tropu. Nie wiedziałam, co miałam powiedzieć Adrianowi.
- Nie czuję już do ciebie kompletnie nic. Jak zobaczyłam cię w łóżku z tą starą kobietą, a gdy później się dowiedziałam, że masz dziecko z inną kobietą i że byliście szczęśliwi. Jesteś dla mnie znajomym i moim pierwszym chłopakiem i tylko tyle. A czuję do ciebie znajomość. Nic po za tym. I dziękuję, że mogliśmy sobie tak wszystko wyjaśnić.
Adrian chciał chyba coś powiedzieć, ale mu przerwałam:
- Wiktoria! Karolek! - Chodźcie, wracamy już do domu!
- Dlaczego? - spytała Wiktoria
- Tata wróci za godzinę z treningu, musimy ugotować obiad.
Jednak to ich nie przekonywało
- Tata ma dla was niespodziankę
- Jaką?
- No właśnie niespodzianka!
Wróciliśmy zatem do domu. Napisałam do Kamila SMS-a, że miał coś przygotowanego, ponieważ powiedziałam dzieciom, że ma dla nich niespodziankę
- Spokojnie, wymyślę coś....
Gdy Kamil wrócił do domu, dzieci już stały przy drzwiach i czekały na niespodziankę.
- Jaka ta niespodzianka? - spytała Wiktoria
- Jutro idziemy nad Morskie Oko! - powiedział Kamil
- Co?! - Wiktoria nie była zadowolona
- Przejdziemy się i zobaczymy piękne widoki.
- Wszyscy?
- Tak, wszyscy.
Po zjedzonym obiedzie wyszliśmy na zewnątrz. Ja, Kamil i Izabelka usiedliśmy w altanie, a dzieci bawiły się na dworzu. Zauważyły Maję, którą zawołali wraz z małym Igorem i Kamilem. Marta podeszła do płotu
- Mogą zostać u was? - spytała
- Tak, tak..
- Bo wiesz.... miałam zamiar upiec ciasto i nie będę miała, jak przyjść, aby ich popilnować.
- Spokojnie. Mamy ich na oku. Jestem z Kamilem w altanie.
- Dzięki. Wpadnę po nich za jakieś 2 godzinki, albo nawet i wcześniej. Jakby chcieli wrócić, to zadzwoń po mnie, to ja po nich przyjdę
- Nie fatyguj się, spokojnie.
- Dzięki jeszcze raz
Marta wróciła do domu, a ja do altany.
Gdy dzieci bawiły się na podwórku, ja postanowiłam opowiedzieć Kamilowi o moim spotkaniu z Adrianem.
- Myślisz, że znowu będzie mnie nachodził? - spytałam Kamila
- Nie wiem, ale wiem jedno, że mu na to na pewno nie pozwolę
- Tylko bez głupstw, kochanie... - powiedziałam do Kamila
Następnego dnia Kamil, jak obiecał zabrał nas na Morskie Oko. Mieliśmy wyruszyć rano, chociaż dobrze wiedziałam, że Wiktoria na pewno nie będzie chciała iść. Wzięliśmy wózek dla Izabelki. Na dworze było ciepło, jednak było bardzo dużo chmur i co chwilę słońce chowało się za nimi.
Założyłam zatem
Mogliśmy więc wyruszyć nad Morskie Oko. Szliśmy lekko ponad 2 godziny w jedną stronę. Karolka na rękach nosiłam ja na przemian z Kamilem. Wiktoria szła z wielkim uporem. Widać było, że ten pomysł jej się w ogóle nie podoba, ale cóż... Kamil bawił się w naszego fotografa i robił nam zdjęcia. Gdy doszliśmy na miejsce, nie mogłam nacieszyć się widokami. Zrobiłam Kamilowi kilka zdjęć, a on mi. Poprosiliśmy jednego z turystów, aby zrobił zdjęcie całej naszej piątce na tle gór.
Spędziliśmy tam około godzinki i wróciliśmy do domu.
Wiktoria była bardzo zmęczona i poszła spać, choć była 16:00. Karolek również usnął. Ja zaś wzięłam kąpiel i położyłam się na kanapie. Musiałam nakarmić jeszcze Izabelkę.
W niedzielę dostaliśmy zaproszenie na grilla do Maćka i Agnieszki. Poszliśmy zatem do kościoła. Założyłam
Po kościele pojechaliśmy do Zębu. Bronisław zaprosił nas na obiad.
Po 15:00 wróciliśmy do domu i zaczęliśmy przygotowywać się do grilla. Zrobiłam sałatkę. Następnie założyłam:
Poszliśmy zatem na grilla do Agnieszki i Maćka. Oprócz nas byli również jego rodzice, brat Maćka z żoną i córką i niespodziewanie... ojciec Agnieszki. Agnieszka napisała mi SMS-a, że będzie jej tata, udało mu się "uciec" z domu...
Poznaliśmy zatem tatę Agnieszki. Wysoki mężczyzna, włosy lekko przyprószone siwizną, do tego długie siwe prawie wąsy, ubrany w jasną marynarkę - można stwierdzić, że wyglądał naprawdę modnie.
Nie mógł nacieszyć się obecnością Agnieszki i małego Maciusia. Przez cały ten czas nosił go na rękach, chodził z nim po ogródku, nawet go uśpił. Agnieszka usiadła obok mnie i złapała mnie w pewnym momencie za rękę
- Patrz... Nadal nie mogę uwierzyć, że nas odwiedził... Pierwszy raz widzi mój dom, widzi swojego wnuka.... T coś cudownego.
Szybko wytarła drugą ręką łzy, aby nikt nie widział, że płakała.
To był chyba najcudowniejszy moment.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
kiki2000
Gdy Kamil miał trenować w Zakopanem na Wielkiej Krokwi, Piotruś miał akurat zgrupowanie w swoim klubie. Wyjeżdżał na tydzień do Wisły.
Rano , gdy miał już spakowane walizki, poszłam na górę, aby się przebrać z piżamy. Założyłam zatem
I pojechałam z nim pod klub, aby zawieźć go na miejsce zbiórki. Pożegnałam się z synem, kiedy wsiadał do autokaru. Następnie wróciłam do domu. Kamil wyjechał akurat na trening.
Przez wakacje postanowiłam pozałatwiać kilka spraw związanych z klubem, więc następnego dnia po śniadaniu, ubrałam się w:
Pojechałam zatem do klubu. Usiadłam w pokoju znanym jako biuro i przeglądałam papiery. Nagle do pokoju weszła Agnieszka i ... zrobiła mi zdjęcie z zaskoczenia.
- Ale mas minę, kochana! - zaczęła się śmiać
- Oj... Masz ciepło u mnie przez to zdjęcie
- Ale tak fajnie wyglądasz, że...
- Dzięki.... A gdzie masz Maciusia?
- Tata Maćka z nim został. Przyjechałam na małe zakupy. Maciuś już wyrósł z kilku ubranek i muszę mu kupić nowe, a teraz... Sama wiesz, lato, więc nie założę mu bodów z długim rękawkiem.
- Przecież się spoci.... Nie daleko aqua parku jest taki sklep i tam mają takie fajne ubranka właśnie na lato, ale też w galerii spotkasz czasami.
- Właśnie byłam w galerii
Agnieszka usiadła sobie na krześle na przeciwko biurka.
- Czemu nie masz plakietki "pani prezes"?
- Bo to klub Kamila
- Ale jesteś jego żoną, więc to też i twój klub.
- Oj Aga, tak rzadko teraz tutaj jestem. Maciek, Krzysiek i Dominika tak świetnie sobie radzą z prowadzeniem klubu, a tak po za tym, to Kamil jest tutaj 2 razy w tygodniu, przyjeżdża na godzinkę, półtorej. Teraz jeszcze Stefek pomaga nam w klubie. Za tydzień dzieciaki wyjeżdżają na obóz do Szczyrku i będą miały właśnie zajęcia ze Stefkiem.
- Czyli Marcelina miała rację, że nie odciągnie go od skoków? - uśmiechnęła się Agnieszka
- Chyba nie... - również się uśmiechnęłam
Około południa wróciłam do domu. Ugotowałam obiad i wraz z dziećmi wybrałam się na spacer, pojechałam z nimi także na plac zabaw i około 17:00 wróciłam z nimi do domu.
Następnego dnia miałam wybrać się do naszego sklepu. Co najmniej raz w tygodniu byłam i sprawdzałam, jak to wszystko się miewa. Tego dnia również miałam pojechać. Było gorąco, więc założyłam:
Po czym zawiozłam dzieci do Bronisława i pojechałam prosto do sklepu. Wszystko było w porządku. Od niespodziewanego wyjazdu Ani ktoś musiał zajmować się sklepem i zamówieniami. Wtedy zatrudniliśmy wraz z Kamilem młodą dziewczynę - około 25 lat, która radzi sobie świetnie, a czasami nawet pomaga nam w projektach i wysyła nam je na nasze e-maila. Widać, że dziewczyna się stara. Przyjechałam także, aby dogadać się z nią w sprawie podwyżki - pomysł mój i Kamila. Chcieliśmy jej jakoś wynagrodzić to, że tak świetnie sobie z tym wszystkim radzi
- Dzień dobry - powiedziałam , gdy weszłam
- Dzień dobry, pani Kasiu..
- Jak tam sprawy się mają?
- Bardzo dobrze. - odpowiedziała Marysia - dziewczyna, która się zajmowała naszym sklepem - Chociaż wiemy, że jest lipiec, to mamy nawet kilka zamówień na czapki.
- A pro po zamówień, czy bym mogła prosić ciebie, Marysiu, abyś zrobiła mi spis, ile jest i jakiego materiału, czy to na czapki, szaliki czy nasze torby. Będę robić końcem tygodnia zamówienie i nie chciałabym zamawiać w ciemno.
- Dobrze. Zajmę się tym dzisiaj.
- Dziękuję, a tak po za tym... Czy mogę cię prosić na słówko?
- Tak, tak.
Poszłam więc z Marysią do magazynu.
- Wraz z Kamilem zadecydowaliśmy, że chcemy dać ci podwyżkę. Na razie będzie to 150 złotych miesięcznie, a potem zobaczymy.
Marysia była taka szczęśliwa. Znałam jej sytuację rodzinną, nie była ona zbyt dobra.
- Bardzo podobają nam się twoje projekty i chcemy je wszystkie wykorzystać w nowej kolekcji. Mam nadzieję, że wyrażasz zgodę na to, że również ciebie podamy jako projektanta?
- Tak, tak - była taka szczęśliwa
Po załatwieniu więc tych spraw, wróciłam do domu.
A więc tak wyglądały wakacje naszych dzieci. Przed południa spędzały w domu, albo w naszym domu rodzinnym albo u dziadka.
W piątek postanowiłam, że pojadę z dziećmi na lody. Około południa mieliśmy wyjechać samochodem na Krupówki. Założyłam wtedy:
Poszliśmy na lody. Ja wybrałam śmietankowe, Wiktoria truskawkowe, a Karolek wybrał sobie czekoladowe. Jak zjedliśmy lody, postanowiliśmy przejść się na plac zabaw. Karolek i Wiktoria mogli się wtedy wybawić, a ja, z Izabelką na rękach, robiłam im zdjęcia, jak świetnie się bawią czy to na huśtawce czy zjeżdżalni.Karolek chciał spróbować wejść na drabinki, ale szybko go od tego odciągnęłam. Był jeszcze za mały, aby spróbować wspinać się po drabinkach. Zjeżdżał więc sobie na miniaturowej zjeżdżalni.
Gdy dzieciaki się bawiły, postanowiłam usiąść sobie na ławce. Trzymałam Izabelkę przy sobie , gdy nagle usłyszałam czyjeś kroki. Odwróciłam się.... Był to Adrian
- Co ty tutaj robisz? - spytałam go
- Nic. Przyszedłem na plac zabaw
- A gdzie masz syna?
- Ze swoją mamą.
- A ty? Czemu cię nie ma z nim?
- Nie jesteśmy razem.
- Masz z nim jakieś widzenia? - zmieniłam ton i wskazałam ręką, aby usiadł obok mnie na ławce
- Widuję go co drugi weekend.
- Widujesz swojego syna co dwa tygodnie? Na ile dni?
- Przywożę go do siebie w piątek wieczorem, a w niedzielę rano oddaję go matce, ponieważ ona zabiera go do kościoła.
- Racja, przecież ty do kościoła nie chodzisz - chciałam wprowadzić trochę humoru pomiędzy naszą rozmowę, ale chyba nie wyszło to wcale dobrze.
- Wiesz... Naprawdę jest mi ciężko, a jak zobaczyłem ciebie, że byłaś w ciąży rok temu....
- Właśnie... - wskazałam mu Izabelkę, którą miałam na rękach. - To jest Iza...
- Druga córka?
- Tak.
- Ale macie fajnie... Dwie parki, dwóch synów i dwie córki, a ja mam syna, którego tak rzadko widuję..
- Adrian, jeszcze znajdziesz sobie kogoś, kogo pokochasz i stworzysz z tą kobietą rodzinę.
- Ale ja tylko ciebie kocham...
Gdy to usłyszałam, myślałam, że zaraz zemdleję.
- To dlaczego mnie zdradzałeś?
- Bo byłem młody... Miałem wtedy zaledwie 21 lat, a ty oczekiwałaś ode mnie ślubu... Wiem, że wzięłaś go , gdy miałem 23 lata, widziałem zdjęcia w internecie i naprawdę widzę, jak bardzo jesteś szczęśliwa z Kamilem i tak okropnie żałuję, że ciebie straciłem.
- Kiedy to sobie uświadomiłeś?
- Jak dowiedziałem się, że jesteś w ciąży, to wtedy po raz pierwszy, dotarło do mnie, że urodzisz dziecko Kamilowi... Jak usłyszałem o oświadczynach, a gdy nagle zobaczyłem zdjęcia ze ślubu, to był to już dla mnie koniec. Zupełny.
Nie wiedziałam, co mam powiedzieć Adrianowi. Postanowiłam milczeć.
- A ty? - spytał nagle - Co do mnie czujesz? Kim dla ciebie jestem?
Pytanie to już zupełnie zbiło mnie z tropu. Nie wiedziałam, co miałam powiedzieć Adrianowi.
- Nie czuję już do ciebie kompletnie nic. Jak zobaczyłam cię w łóżku z tą starą kobietą, a gdy później się dowiedziałam, że masz dziecko z inną kobietą i że byliście szczęśliwi. Jesteś dla mnie znajomym i moim pierwszym chłopakiem i tylko tyle. A czuję do ciebie znajomość. Nic po za tym. I dziękuję, że mogliśmy sobie tak wszystko wyjaśnić.
Adrian chciał chyba coś powiedzieć, ale mu przerwałam:
- Wiktoria! Karolek! - Chodźcie, wracamy już do domu!
- Dlaczego? - spytała Wiktoria
- Tata wróci za godzinę z treningu, musimy ugotować obiad.
Jednak to ich nie przekonywało
- Tata ma dla was niespodziankę
- Jaką?
- No właśnie niespodzianka!
Wróciliśmy zatem do domu. Napisałam do Kamila SMS-a, że miał coś przygotowanego, ponieważ powiedziałam dzieciom, że ma dla nich niespodziankę
- Spokojnie, wymyślę coś....
Gdy Kamil wrócił do domu, dzieci już stały przy drzwiach i czekały na niespodziankę.
- Jaka ta niespodzianka? - spytała Wiktoria
- Jutro idziemy nad Morskie Oko! - powiedział Kamil
- Co?! - Wiktoria nie była zadowolona
- Przejdziemy się i zobaczymy piękne widoki.
- Wszyscy?
- Tak, wszyscy.
Po zjedzonym obiedzie wyszliśmy na zewnątrz. Ja, Kamil i Izabelka usiedliśmy w altanie, a dzieci bawiły się na dworzu. Zauważyły Maję, którą zawołali wraz z małym Igorem i Kamilem. Marta podeszła do płotu
- Mogą zostać u was? - spytała
- Tak, tak..
- Bo wiesz.... miałam zamiar upiec ciasto i nie będę miała, jak przyjść, aby ich popilnować.
- Spokojnie. Mamy ich na oku. Jestem z Kamilem w altanie.
- Dzięki. Wpadnę po nich za jakieś 2 godzinki, albo nawet i wcześniej. Jakby chcieli wrócić, to zadzwoń po mnie, to ja po nich przyjdę
- Nie fatyguj się, spokojnie.
- Dzięki jeszcze raz
Marta wróciła do domu, a ja do altany.
Gdy dzieci bawiły się na podwórku, ja postanowiłam opowiedzieć Kamilowi o moim spotkaniu z Adrianem.
- Myślisz, że znowu będzie mnie nachodził? - spytałam Kamila
- Nie wiem, ale wiem jedno, że mu na to na pewno nie pozwolę
- Tylko bez głupstw, kochanie... - powiedziałam do Kamila
Następnego dnia Kamil, jak obiecał zabrał nas na Morskie Oko. Mieliśmy wyruszyć rano, chociaż dobrze wiedziałam, że Wiktoria na pewno nie będzie chciała iść. Wzięliśmy wózek dla Izabelki. Na dworze było ciepło, jednak było bardzo dużo chmur i co chwilę słońce chowało się za nimi.
Założyłam zatem
Mogliśmy więc wyruszyć nad Morskie Oko. Szliśmy lekko ponad 2 godziny w jedną stronę. Karolka na rękach nosiłam ja na przemian z Kamilem. Wiktoria szła z wielkim uporem. Widać było, że ten pomysł jej się w ogóle nie podoba, ale cóż... Kamil bawił się w naszego fotografa i robił nam zdjęcia. Gdy doszliśmy na miejsce, nie mogłam nacieszyć się widokami. Zrobiłam Kamilowi kilka zdjęć, a on mi. Poprosiliśmy jednego z turystów, aby zrobił zdjęcie całej naszej piątce na tle gór.
Spędziliśmy tam około godzinki i wróciliśmy do domu.
Wiktoria była bardzo zmęczona i poszła spać, choć była 16:00. Karolek również usnął. Ja zaś wzięłam kąpiel i położyłam się na kanapie. Musiałam nakarmić jeszcze Izabelkę.
W niedzielę dostaliśmy zaproszenie na grilla do Maćka i Agnieszki. Poszliśmy zatem do kościoła. Założyłam
Po kościele pojechaliśmy do Zębu. Bronisław zaprosił nas na obiad.
Po 15:00 wróciliśmy do domu i zaczęliśmy przygotowywać się do grilla. Zrobiłam sałatkę. Następnie założyłam:
Poszliśmy zatem na grilla do Agnieszki i Maćka. Oprócz nas byli również jego rodzice, brat Maćka z żoną i córką i niespodziewanie... ojciec Agnieszki. Agnieszka napisała mi SMS-a, że będzie jej tata, udało mu się "uciec" z domu...
Poznaliśmy zatem tatę Agnieszki. Wysoki mężczyzna, włosy lekko przyprószone siwizną, do tego długie siwe prawie wąsy, ubrany w jasną marynarkę - można stwierdzić, że wyglądał naprawdę modnie.
Nie mógł nacieszyć się obecnością Agnieszki i małego Maciusia. Przez cały ten czas nosił go na rękach, chodził z nim po ogródku, nawet go uśpił. Agnieszka usiadła obok mnie i złapała mnie w pewnym momencie za rękę
- Patrz... Nadal nie mogę uwierzyć, że nas odwiedził... Pierwszy raz widzi mój dom, widzi swojego wnuka.... T coś cudownego.
Szybko wytarła drugą ręką łzy, aby nikt nie widział, że płakała.
To był chyba najcudowniejszy moment.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
kiki2000










Komentarze
Prześlij komentarz