Następnego dnia - w poniedziałek 22 listopada rano po śniadaniu Kamil zawiózł dzieci do szkoły i żłobka. Ja zaś posprzątałam po śniadaniu. Założyłam
Zamknęłam dom i wsiadłam do samochodu. Napisałam jeszcze do Kamila SMS-a, że dzisiaj wrócę dopiero po 12:00, ponieważ miałam zwolnić uczniów z klasy ósmej, którzy mają przygotowywać się do egzaminu z historii. Miałam im przekazać część materiałów na lekcji w-f, oczywiście uprzedzając wuefistkę o tym, że zwolnię te 8 osób. Kamil odpisał mi tylko krótkie "ok".
Jadąc samochodem do pracy, nadal miałam w głowie słowa powiedziane przez Piotrka. Dały mi one dużo do myślenia. Życie jest naprawdę krótkie i nigdy nie powinniśmy się śpieszyć, bo po co tak się śpieszyć?
Podjechałam pod szkołę. Wysiadłam z samochodu i moje pierwsze kroki poczyniłam w stronę pokoju nauczycielskiego. Według mojego zwyczaju zrobiłam sobie herbatę.
Następnie wzięłam klucz i udałam się do swojej sali. Wyjęłam z torby kartkówki, których nie skończyłam sprawdzać. Zostały mi jeszcze 4, ponieważ zaczęłam sprawdzać w środę, ale nie skończyłam , a teraz miałam jeszcze 15 minut plus przerwa, więc spokojnie mogłam się wyrobić.
Gdy zadzwonił dzwonek, wyszłam na przerwę, bo miałam dyżur. Następnie wróciłam do klasy. Miałam zajęcia z klasą czwartą, a następnie z klasą szóstą.
Po skończonej lekcji udałam się do pokoju nauczycielskiego. Byli tam wszyscy, dosłownie wszyscy. Całe grono pedagogiczne zebrane w pokoju nauczycielskim, ludzi pełno, tłok, a w środku dyrektor i .... dwóch policjantów. Aż się wystraszyłam
- Dzień dobry - powiedziałam, gdy weszłam do pokoju
- Dzień dobry - odpowiedzieli mi po kolei.
Usiadłam w roku, odkładając dziennik do odpowiedniej kolumny. W tym momencie za rękę złapała mnie Irenka.
- Wiesz co się stało? - spytała się mnie
- Co? - byłam ciekawa
- Naszą biolożkę - Ewę, ten Antek z siódmej klasy poparzył ją
- Czym? - byłam w wielkim szoku
- Wziął jakiś kwas z sali chemicznej, zabrał Agatce klucz z torebki, otworzył szafkę, wziął kwas i wylał na Ewcię na korytarzu
- Co z Ewą?
- Czekają na pogotowie, jest na dolnym holu
- A policja?
- Przesłuchują świadków.
- Antek gdzie?
- Uciekł do domu.
Nie za bardzo wiedziałam, co mam o tym myśleć. Antek podobno tylko na moich lekcjach był taki uśmiechnięty, aktywny, miał same 4 i 5, a nie liczni mają takie oceny z mojego przedmiotu, ponieważ czasami bywam wymagająca, jednak historia z Antkiem poruszyła mnie.
Dyrektor wezwał wszystkich nauczycieli na zebranie z policją. Wszyscy nauczyciele zgłaszali skargi w stronę Antka, opowiadali o jego wybrykach, które naprawdę sprawiały, że byłam w szoku.
- A pani? - spytał policjant
- Ja? Nie mam zastrzeżeń
Wszyscy byli w szoku, że ja nie mam zastrzeżeń do Antka.
- Jak to? - spytał drugi policjant
- Antek na moich zajęciach jest spokojny, czasami wymsknie mu się coś, ale gdy spojrzę na niego, to przeprasza, jest grzeczny, jeśli tak to mogę nazwać, nie przeszkadza na lekcjach, przede wszystkim nie rozmawia z kolegą z ławki, jest aktywny na moich zajęciach, ja o nim złego słowa powiedzieć nie mogę, ma same czwórki i piątki, więc z historii jest bardzo dobrym uczniem.
Wszyscy patrzyli się na mnie, jak na wariatkę.
- Mówimy o tym samym Antku? - spytał policjant
- Tak. Antoni Marzec - potwierdziłam - Uczeń siódmej klasy naszej szkoły.
- To nam się w ogóle nie zgadza.
- Zapytajcie uczniów z jego klasy - zasugerowałam - Jaki jest, jak się zachowuje, ponieważ my - jako nauczyciele, mamy o nim takie zdanie, gdy zaczyna dokuczać, to inaczej patrzy się na ucznia, a klasa zawsze powie to ze swojej perspektywy
- Dziękujemy - powiedział jeden z nich
Po zebraniu poszłam na salę gimnastyczną do klasy ósmej. Tak jak się umówiłam z Danutą, zwolniłam te 8 osób, które miały zdawać mój przedmiot na egzaminie i przeszłam z nimi do sali numer 8.
Nie mogli się jednak na niczym skupić. Cała szkoła wiedziała o tym, co działo się w szkole. Antek naprawdę budził strach wśród uczniów.
- Pani profesor - zwróciła się do mnie przygnębiona Ola
- Tak?
- Wiadomo z kim będziemy mieli biologię? - spytała
- Niestety, ale nic nie wiem. Pan dyrektor czeka na informację ze szpitala, jeśli chodzi o stan zdrowia pani Ewy
- Mam nadzieję, że to nic poważnego - powiedziała
- Ja też - westchnęłam
Wiedziałam, że Ewa w lato przyszłego roku miała brać ślub i to oparzenie tym kwasem.... Nie chciałam być w jej skórze i do tego strasznie jej współczułam.
Usiadłam z uczniami w sali i wyjęłam z torebki dużą teczkę.
- Mam dla was arkusz egzaminacyjny, który był na egzaminie z historii w tamtym roku. Więc rozwiążecie go w domu i dacie mi je w środę na lekcji, ja postaram się wam to sprawdzić jak najszybciej, ale nie obiecuję, że będą gotowe na czwartek, ponieważ wiecie, czworo dzieci i nie zawsze jest łatwo nad nimi zapanować i jak sprawdzę wam te arkusze egzaminacyjne, to wtedy zadecydujemy co dalej, czy będzie rozwiązywać takie arkusze,czy będziemy robić powtórki materiału od klasy czwartej i cyklicznie się spotykać po zajęciach... To już zależy od was, jak wy to chcecie, jak wy chcecie się do tego egzaminu przygotować.
Uczniowie wzięli arkusze i spakowali do swoich plecaków.
- Więc widzimy się w środę.
Uczniowie wstali z miejsc i wyszli z sali, mówiąc do mnie "do widzenia"
- Do widzenia - odpowiedziałam im
Wzięłam torebkę i wyszłam z sali. Udałam się do pokoju nauczycielskiego i dalej nie mogłam uwierzyć w to, co działo się w szkole . Wzięłam więc płaszcz i wyszłam ze szkoły. Kamil napisał mi SMS-a, że odebrał dzieci ze żłobka i szkoły, a Piotrusia zawiózł na trening.
Cieszyłam się, że jak tylko Kamil jest w domu, to pomaga mi w domowych obowiązkach. Wróciłam zatem do domu. Kamil zrobił obiad.
- A to jakieś święto mamy dzisiaj? - spytałam Kamila
- Nie.... - uśmiechnął się
- A naprawdę? - spytałam
- Jestem w domu, więc chcę ci pomóc. To tyle - uśmiech dalej nie schodził mu z ust - A po drugie Piotrusia odwiezie mama tego.. Natana, czy jak mu tam, więc nie musimy po niego jechać
- Chociaż tyle.
- Musisz znowu zawrzeć z nią ten układ, co wcześniej
- Nie, teraz nie da rady, pracuje, zmieniają jej się co chwilę godziny w pracy i byłoby ciężko nam się dograć
- Musimy nauczyć Piotrusia korzystania z autobusów miejskich . Na trening możemy zawsze go zawieźć, a potem wróciłby na przystanek na początku ulicy i byśmy tylko po niego wyjeżdżali przez taki kawałek drogi, a nie przez całe miasto.
- To można go nauczyć, ale wiosną, latem. Teraz już dni są coraz krótsze i już po 15:00 jest ciemno za oknem, będzie się bał wracać do domu sam autobusem, a... i jeszcze jedno. Ty go tego nauczysz! - zaczęłam się śmiać
- Oj nie! - powiedział Kamil i usiadł z herbatą przy stole
- A wiesz co, mamo? - spytała Wiktoria
- Co?
- Będę występować w szkolnych jasełkach
- Naprawdę?
- Tak, naprawdę. Będę aniołkiem i będę śpiewać kolędy.
- To super, nawet nie wiesz, jak się cieszę
- I na tych moich próbach z panią organistką, też uczymy się śpiewać właśnie kolęd, ponieważ 25 grudnia w kościele będzie nasz pierwszy występ, będziemy już podobno co niedzielę śpiewać o godzinie 11:00.
- To zrobisz Piotrusiowi prezent na urodziny, jak wystąpicie 25 grudnia - odezwał się Kamil
- No tak, ale wiecie co?
- Co? - spytałam
- Ja bym zmieniła te kolędy.
- Jakbyś je zmieniła?
- Bo niektóre są takie smutne, jak to taki piękny dzień, bo są święta i wszyscy powinni się wtedy cieszyć i śmiać się.
- Ale niektóre kolędy nie są smutne, tylko spokojne - chciałam zmienić myślenie Wiktorii
- Oj mamo.. Każdy myśli inaczej - powiedziała, po czym włożyła do buzi plaster pomidora.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
kiki2000
Zamknęłam dom i wsiadłam do samochodu. Napisałam jeszcze do Kamila SMS-a, że dzisiaj wrócę dopiero po 12:00, ponieważ miałam zwolnić uczniów z klasy ósmej, którzy mają przygotowywać się do egzaminu z historii. Miałam im przekazać część materiałów na lekcji w-f, oczywiście uprzedzając wuefistkę o tym, że zwolnię te 8 osób. Kamil odpisał mi tylko krótkie "ok".
Jadąc samochodem do pracy, nadal miałam w głowie słowa powiedziane przez Piotrka. Dały mi one dużo do myślenia. Życie jest naprawdę krótkie i nigdy nie powinniśmy się śpieszyć, bo po co tak się śpieszyć?
Podjechałam pod szkołę. Wysiadłam z samochodu i moje pierwsze kroki poczyniłam w stronę pokoju nauczycielskiego. Według mojego zwyczaju zrobiłam sobie herbatę.
Następnie wzięłam klucz i udałam się do swojej sali. Wyjęłam z torby kartkówki, których nie skończyłam sprawdzać. Zostały mi jeszcze 4, ponieważ zaczęłam sprawdzać w środę, ale nie skończyłam , a teraz miałam jeszcze 15 minut plus przerwa, więc spokojnie mogłam się wyrobić.
Gdy zadzwonił dzwonek, wyszłam na przerwę, bo miałam dyżur. Następnie wróciłam do klasy. Miałam zajęcia z klasą czwartą, a następnie z klasą szóstą.
Po skończonej lekcji udałam się do pokoju nauczycielskiego. Byli tam wszyscy, dosłownie wszyscy. Całe grono pedagogiczne zebrane w pokoju nauczycielskim, ludzi pełno, tłok, a w środku dyrektor i .... dwóch policjantów. Aż się wystraszyłam
- Dzień dobry - powiedziałam, gdy weszłam do pokoju
- Dzień dobry - odpowiedzieli mi po kolei.
Usiadłam w roku, odkładając dziennik do odpowiedniej kolumny. W tym momencie za rękę złapała mnie Irenka.
- Wiesz co się stało? - spytała się mnie
- Co? - byłam ciekawa
- Naszą biolożkę - Ewę, ten Antek z siódmej klasy poparzył ją
- Czym? - byłam w wielkim szoku
- Wziął jakiś kwas z sali chemicznej, zabrał Agatce klucz z torebki, otworzył szafkę, wziął kwas i wylał na Ewcię na korytarzu
- Co z Ewą?
- Czekają na pogotowie, jest na dolnym holu
- A policja?
- Przesłuchują świadków.
- Antek gdzie?
- Uciekł do domu.
Nie za bardzo wiedziałam, co mam o tym myśleć. Antek podobno tylko na moich lekcjach był taki uśmiechnięty, aktywny, miał same 4 i 5, a nie liczni mają takie oceny z mojego przedmiotu, ponieważ czasami bywam wymagająca, jednak historia z Antkiem poruszyła mnie.
Dyrektor wezwał wszystkich nauczycieli na zebranie z policją. Wszyscy nauczyciele zgłaszali skargi w stronę Antka, opowiadali o jego wybrykach, które naprawdę sprawiały, że byłam w szoku.
- A pani? - spytał policjant
- Ja? Nie mam zastrzeżeń
Wszyscy byli w szoku, że ja nie mam zastrzeżeń do Antka.
- Jak to? - spytał drugi policjant
- Antek na moich zajęciach jest spokojny, czasami wymsknie mu się coś, ale gdy spojrzę na niego, to przeprasza, jest grzeczny, jeśli tak to mogę nazwać, nie przeszkadza na lekcjach, przede wszystkim nie rozmawia z kolegą z ławki, jest aktywny na moich zajęciach, ja o nim złego słowa powiedzieć nie mogę, ma same czwórki i piątki, więc z historii jest bardzo dobrym uczniem.
Wszyscy patrzyli się na mnie, jak na wariatkę.
- Mówimy o tym samym Antku? - spytał policjant
- Tak. Antoni Marzec - potwierdziłam - Uczeń siódmej klasy naszej szkoły.
- To nam się w ogóle nie zgadza.
- Zapytajcie uczniów z jego klasy - zasugerowałam - Jaki jest, jak się zachowuje, ponieważ my - jako nauczyciele, mamy o nim takie zdanie, gdy zaczyna dokuczać, to inaczej patrzy się na ucznia, a klasa zawsze powie to ze swojej perspektywy
- Dziękujemy - powiedział jeden z nich
Po zebraniu poszłam na salę gimnastyczną do klasy ósmej. Tak jak się umówiłam z Danutą, zwolniłam te 8 osób, które miały zdawać mój przedmiot na egzaminie i przeszłam z nimi do sali numer 8.
Nie mogli się jednak na niczym skupić. Cała szkoła wiedziała o tym, co działo się w szkole. Antek naprawdę budził strach wśród uczniów.
- Pani profesor - zwróciła się do mnie przygnębiona Ola
- Tak?
- Wiadomo z kim będziemy mieli biologię? - spytała
- Niestety, ale nic nie wiem. Pan dyrektor czeka na informację ze szpitala, jeśli chodzi o stan zdrowia pani Ewy
- Mam nadzieję, że to nic poważnego - powiedziała
- Ja też - westchnęłam
Wiedziałam, że Ewa w lato przyszłego roku miała brać ślub i to oparzenie tym kwasem.... Nie chciałam być w jej skórze i do tego strasznie jej współczułam.
Usiadłam z uczniami w sali i wyjęłam z torebki dużą teczkę.
- Mam dla was arkusz egzaminacyjny, który był na egzaminie z historii w tamtym roku. Więc rozwiążecie go w domu i dacie mi je w środę na lekcji, ja postaram się wam to sprawdzić jak najszybciej, ale nie obiecuję, że będą gotowe na czwartek, ponieważ wiecie, czworo dzieci i nie zawsze jest łatwo nad nimi zapanować i jak sprawdzę wam te arkusze egzaminacyjne, to wtedy zadecydujemy co dalej, czy będzie rozwiązywać takie arkusze,czy będziemy robić powtórki materiału od klasy czwartej i cyklicznie się spotykać po zajęciach... To już zależy od was, jak wy to chcecie, jak wy chcecie się do tego egzaminu przygotować.
Uczniowie wzięli arkusze i spakowali do swoich plecaków.
- Więc widzimy się w środę.
Uczniowie wstali z miejsc i wyszli z sali, mówiąc do mnie "do widzenia"
- Do widzenia - odpowiedziałam im
Wzięłam torebkę i wyszłam z sali. Udałam się do pokoju nauczycielskiego i dalej nie mogłam uwierzyć w to, co działo się w szkole . Wzięłam więc płaszcz i wyszłam ze szkoły. Kamil napisał mi SMS-a, że odebrał dzieci ze żłobka i szkoły, a Piotrusia zawiózł na trening.
Cieszyłam się, że jak tylko Kamil jest w domu, to pomaga mi w domowych obowiązkach. Wróciłam zatem do domu. Kamil zrobił obiad.
- A to jakieś święto mamy dzisiaj? - spytałam Kamila
- Nie.... - uśmiechnął się
- A naprawdę? - spytałam
- Jestem w domu, więc chcę ci pomóc. To tyle - uśmiech dalej nie schodził mu z ust - A po drugie Piotrusia odwiezie mama tego.. Natana, czy jak mu tam, więc nie musimy po niego jechać
- Chociaż tyle.
- Musisz znowu zawrzeć z nią ten układ, co wcześniej
- Nie, teraz nie da rady, pracuje, zmieniają jej się co chwilę godziny w pracy i byłoby ciężko nam się dograć
- Musimy nauczyć Piotrusia korzystania z autobusów miejskich . Na trening możemy zawsze go zawieźć, a potem wróciłby na przystanek na początku ulicy i byśmy tylko po niego wyjeżdżali przez taki kawałek drogi, a nie przez całe miasto.
- To można go nauczyć, ale wiosną, latem. Teraz już dni są coraz krótsze i już po 15:00 jest ciemno za oknem, będzie się bał wracać do domu sam autobusem, a... i jeszcze jedno. Ty go tego nauczysz! - zaczęłam się śmiać
- Oj nie! - powiedział Kamil i usiadł z herbatą przy stole
- A wiesz co, mamo? - spytała Wiktoria
- Co?
- Będę występować w szkolnych jasełkach
- Naprawdę?
- Tak, naprawdę. Będę aniołkiem i będę śpiewać kolędy.
- To super, nawet nie wiesz, jak się cieszę
- I na tych moich próbach z panią organistką, też uczymy się śpiewać właśnie kolęd, ponieważ 25 grudnia w kościele będzie nasz pierwszy występ, będziemy już podobno co niedzielę śpiewać o godzinie 11:00.
- To zrobisz Piotrusiowi prezent na urodziny, jak wystąpicie 25 grudnia - odezwał się Kamil
- No tak, ale wiecie co?
- Co? - spytałam
- Ja bym zmieniła te kolędy.
- Jakbyś je zmieniła?
- Bo niektóre są takie smutne, jak to taki piękny dzień, bo są święta i wszyscy powinni się wtedy cieszyć i śmiać się.
- Ale niektóre kolędy nie są smutne, tylko spokojne - chciałam zmienić myślenie Wiktorii
- Oj mamo.. Każdy myśli inaczej - powiedziała, po czym włożyła do buzi plaster pomidora.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
kiki2000

Komentarze
Prześlij komentarz