Numer 302 - Wakacje - zgrupowanie Piotrusia, wyjazd Kamila....

Gdy wróciliśmy w sobotę wieczorem do domu, Kamil już niestety w poniedziałek z samego rana wyjeżdżał na zgrupowanie. Po wspólnie zjedzonym śniadaniu zabrał walizki i pożegnał się z nami na 2 tygodnie.
Następnego dnia we wtorek to Piotruś wyjeżdżał na swoje zgrupowanie, które również miało trwać 2 tygodnie.
Zjedliśmy zatem wspólne śniadanie.
Założyłam to:
I pojechałam, aby zawieźć Piotrusia na miejsce zbiórki. Nie chciał, abym go pożegnała rodzicielskim pocałunkiem w policzek
- Mamo, jestem już duży - protestował - A po za tym jestem chłopcem, tak to możesz całować sobie Wiktorię, a nie mnie
- Ale jesteś moim pierworodnym synkiem - powiedziałam
- Oj mamo... - westchnął
- No co.... I tak cię kocham - powiedziałam
Piotruś wsadził swoją walizkę do autokaru. Pomachał mi jeszcze na pożegnanie i wsiadł do niego. Usiadł akurat przy oknie, więc zdążyłam mu jeszcze pomachać, po czym autokar odjechał. Wzięłam więc Wiktorię, Karolka i Izabelkę i wróciłam z nimi do domu
- Dobrze, że pojechał - powiedziała Wiktoria w samochodzie
- Dlaczego? - zdziwiłam się
- Będę miała chociaż spokój, tak to co chwilę mi przeszkadza, jak bawię się lalkami.
- Oj... kochanie. Ale czemu tak mówisz, przecież to twój starszy brat
- No i co z tego? Mamo, on ciągle mi przeszkadza, jak się bawię
- Ale właśnie po to jest do rodzeństwo.
- Do przeszkadzania?
- Nie... Rodzeństwo jest po to, że jak jest dobrze, to sobie dokuczają, a jak jest źle, to się wzajemnie wspierają.
- Oj mamo.... Wiem, co chcesz mi powiedzieć... Chodzi ci o to, że wujka Bartka już nie ma z nami i ty pojechałaś do Krakowa do cioci Kornelii, aby ją pocieszać? Mamo, nie jestem już mała.
Słowa mojej córki naprawdę mnie zamurowały. Miała dopiero 8 lat, albo aż 8 lat. Naprawdę była rozumną dziewczynką.
- Mamo... Czy mogę pojechać na wakacje do dziadka? - spytała nagle
- Ale jak do dziadka?
- Na 2 dni, spakujesz mnie w walizkę i będę u niego nocować
- A chcesz?
- Tak
- A nie będziesz się bała?
- A czego mam się bać? Będę przecież z moim dziadkiem, nikim obcym
- To musimy dziadka zapytać
Gdy wróciliśmy do domu, w wolnej chwili zadzwoniłam do Bronisława, aby powiedzieć mu o pomyśle Wiktorii. Zgodził się bez wahania. Gdy powiedziałam o tym Wiktorii, skakała z radości.
- Pobędziesz trochę sama z Karolkiem i Izabelką - powiedziała do mnie - Odpoczniesz sobie i ode mnie i od Piotrka i od taty.
Uśmiechnęłam się
Wieczorem po kąpieli wyjęłam z szafy różową walizkę Wiktorii i spakowałam jej ciuchy na przebranie, kilka lalek, piżamkę, pastę do zębów, szczoteczkę do zębów, płyn do kąpieli, szczotkę do włosów, ręcznik.
- Mamo... Nie pakuj mnie jak Piotrka na zgrupowanie. Ja jadę do dziadka
- No niech ci będzie  -powiedziałam
Wiktoria usnęła, a ja zeszłam na dół, aby pozmywać naczynia po kolacji. Na stole leżał laptop i usłyszałam znajomy dźwięk. Był to Kamil
- Co tam słychać? - spytał
- Nasza córka jedzie na wakacje - powiedziałam
- Gdzie?
- Do dziadka. Zawożę ją jutro rano, a wraca pojutrze wieczorem
- Naprawdę? Nie boi się?
- Powiedziała mi, że nie, ponieważ będzie z dziadkiem, a nie nikim obcym
- To był jej pomysł?
- Tak. Powiedziała, że pobędę z Karolkiem i Izabelką, a odpocznę od niej, Piotrusia i ciebie - zaczęłam się śmiać
- Oj... Rośnie nam niezła aparatka.
- Po tobie taka - dalej nie mogłam stłumić śmiechu
- To ma akurat po tobie
Zaczęłam się więc droczyć z Kamilem i po godzinnej rozmowie poszłam do łazienki, aby wziąć kąpiel i położyłam się spać.

Następnego dnia zrobiłam dla siebie i dzieci śniadanie. Wiktoria zjadła je pośpiesznie i poszła na górę, aby przebrać się z piżamy. Ja zaś posprzątałam po śniadaniu i poszłam do sypialni, aby się przebrać. Rano było dość chłodno jak na lato. Założyłam więc

Wzięłam z pokoju Wiktorii walizkę i wsadziłam ją do bagażnika. Wsadziłam dzieci do samochodu i pojechałam do Zębu.
- Jakby płakała, czy coś... to... - powiedziałam szeptem do Bronisława, ale Wiktoria mnie usłyszała
- Mamo, spokojnie. Nie będę w ogóle płakać. Jestem u dziadka, znam ten dom, nie będę się niczego bać
- Dobrze córeczko - pogłaskałam ją po głowie i ucałowałam w czółko. - Jakbyś czegoś potrzebowała, to..
- Powiem dziadkowi i mi to kupi - uśmiechnęła się, jakby kończąc moją myśl i weszła do domu, trzymając w ręku swoją walizkę
- Mam nadzieję, że to nie będzie żaden kłopot.
- Nie.... Od dawna marzyłem, że wnuki będą przyjeżdżać do mnie na wakacje, spędzam tutaj całe tygodnie, albo i nawet miesiące...  Chociaż jedne wnuki mam nie wiadomo gdzie, kolejny wnuk w Krakowie, to moja wspaniała czwórka jest w Zakopanem.
- Daleko nie mają na wakacje - uśmiechnęłam się
- Dzisiaj rano rozmawiałem z Kamilem. Pytał się mnie, czy to na pewno pomysł Wiktorii z tymi wakacjami i czy nie będzie sprawiała mi żadnych kłopotów. Ja wiem, że z niej jest nie zła aparatka, ale.... - uśmiechnął się
- Niech się bawi dobrze, jeśli tylko chce...
- A do twojej mamy? - spytał - Do mojej mamy? Rzadko jesteśmy niż tutaj i dlatego jeszcze pewnie nie odważyłaby się pojechać na wakacje, ale kto wie... Może za jakieś 2-3 lata się odważy i tam ją zawiozę. Byliśmy przecież u mojej babci w Strawczynie, ale była wtedy mniejsza i do tego była z nami, byliśmy wszyscy, więc dlatego nie bała się spać w obcym domu
- Tutaj też będzie spała po raz pierwszy
- Ale ten dom zna o wiele lepiej, zna każdy kąt, więc myślę, że nie będzie problemu, ale jakby się bała usnąć, to nie trzeba na siłę jej zmuszać, bo potem nie będzie chciała przyjechać już w ogóle...
- Jakby coś, to będę dzwonił do ciebie Kasiu.... Może wejdziesz na kawę?
- Na kawę nie, bo już piłam rano, ale na herbatę z chęcią - powiedziałam
Weszłam wraz z Karolkiem i Izabelką do salonu. Wiktoria położyła swoją walizkę na środku salonu i oglądała telewizor, a dokładnie kanał z bajkami.
 Wyciągnęła sobie jeszcze nogi za pufę.
- Nie za wygodnie ci? - chciałam ją zganić  za to, gdzie trzyma swoje nogi.
- Oj, Kasiu - odezwał się Bronisław - Niech się czuje komfortowo
Wypiłam herbatę i posiedziałam z dziećmi u Bronisława jeszcze przez godzinę. Następnie pożegnałam się z Wiktorią i wróciłam do domu. Po chwili przyszła do mnie Agnieszka z małym Maciusiem
- A gdzie Wiktoria? - spytała
- Na wakacjach u dziadka
- Naprawdę?
- Tak. Pojechała na noc, mam ją odebrać jutro wieczorem
- Pierwsza noc po za domem bez ciebie?
- Tak.
- Jej pomysł?
- Tak.
- Powiem ci, że ona naprawdę wam wyrośnie na jakąś gwiazdę... Wiktoria byłaby naprawdę świetną aktorką.
- A śpiewa w scholi parafialnej - uśmiechnęłam się
- Jak byliśmy w niedzielę w kościele, to właśnie słyszeliśmy, ile tam jest tych dzieci?
- Obecnie 6.
- No to mało.
- Ale dla nich wystarczająco.
- Nie zapomnę jak w święta zaśpiewała "Oj maluśki, maluśki"
- Pięknie jej to wyszło, a nawet nam nic nie powiedziała o tym, że w ogóle będzie sama coś śpiewać
- Patrz jaka - zaczęła się śmiać
Wypiłam z Agnieszką kawę, a w tym czasie dzieci zaczęły się bawić.
- Już 15 jadę na urodziny do mojego kolejnego Maciusia do Wisły - powiedziałam - Kamil na zgrupowaniu, Piotruś to samo.
- A jak Wiktoria będzie chciała zagościć na dłużej w Zębie?
- Nie wiem... Niby ktoś powie, że duża rodzina, że ja, Kamil i czworo dzieci, a teraz zostałam sama z dwójką. I z szóstki w domu zostało nas troje.
- Bo widzisz, dzieci wam dorastają... Każde wybiera to, co je interesuje...
- Wiem i czuję, że coś mi zaczynają uciekać z tego domu.
- Uciekać to ci będą, jak będą miały po 15-16 lat.
- To Piotruś już naprawdę nie długo... W grudniu skończy 11..
- Jak ten czas szybko leci
- No właśnie....
Porozmawiałam z Agnieszką przez ponad 2 godzinki, następnie ugotowałam obiad i zjadłam go razem z Agą.

Przez cały dzień Bronisław do mnie nie dzwonił. Dopiero następnego dnia napisał mi krótkiego SMS-a
"Wiktoria dobrze. Przespała całą noc. Dzisiaj idziemy do kina i na lody."
Bardzo się cieszyłam, że Wiktoria uwielbia spędzać czas ze swoim dziadkiem. Ma go tylko jednego....

Po śniadaniu przebrałam się z piżamy w
 Około 11:00 wraz ze swoimi dziećmi, ale też Agnieszką i Maciusiem pojechaliśmy na plac zabaw. Dzieci się bawiły, a my siedziałyśmy na ławce i plotkowałyśmy. Następnie Agnieszka zabrała nas do knajpy w galerii , gdzie serwują jedzenie takie właśnie dla dzieci. Po zjedzonym obiedzie wróciłam z dziećmi do domu i poszłam do Agnieszki na herbatę. Tak właśnie spędzamy czas, gdy jesteśmy w domu, raz ona do mnie, a ja raz do niej.

Wieczorem około 19:00 pojechałam do Zębu. Wiktoria smażyła akurat z Bronisławem naleśniki.
- Mamo, kupiliśmy dzisiaj maliny na targu - powiedziała, gdy mnie zobaczyła - I pojemnik borówki. Będziemy robić naleśniki
Usmażyła więc z Bronisławem naleśniki , które zjedliśmy wszyscy wspólnie jako kolację. Nawet Karolkowi bardzo posmakowały. Po 20:00 schowałam walizkę do bagażnika i pożegnaliśmy się z Bronisławem. Gdy Wiktoria siedziała w samochodzie, powiedziała do mnie
- W przyszłym tygodniu jadę do dziadka na 3 dni - powiedziała do mnie
- Jak tylko chcesz - powiedziałam - Podobało ci się?
- Tak
- A co robiliście?
- Wczoraj jak pojechałaś poszliśmy na spacer do jakiegoś kolegi dziadka, potem pojechaliśmy na plac i zabrał mnie na pizzę. Dzisiaj byliśmy w kinie na bajce o księżniczkach, a potem na lodach i dziadek zabrał mnie na takiego wielkiego hamburgera... Potem byliśmy w parku i dziadek zrobił mi kilka zdjęć, ma  na swoim telefonie. Powiedział, że ci prześle.... No i pomagałam mu sprzątać dzisiaj i wiesz co znalazłam?
- Co?
- Albumy ze zdjęciami. Dziadek ma ich mnóstwo. Wiesz, jaki tata był mały?! - zaczęła się śmiać
- Naprawdę
- Taki kurdupel
Wiktorii śmiech był naprawdę boski .
Około 22:00 rozmawiałam z Kamilem przez SKYPE
- Wiktoria stwierdziła, że jak byłeś mały, to taki kurdupel z ciebie był - zaczęłam się śmiać
- To gdzie ona mnie widziała?
- U twojego taty, ma pełno zdjęć w albumach i je przeglądali.
- Aż taki kurdupel ? - również zaczął się śmiać
- Jak ci własna córka tak mówi...





-----------------------------------------------------------------------------------------------





                                               kiki2000

Komentarze