Nadszedł 15 lipca - urodziny kolejnego mojego chrześniaka - Maciusia. To już jego ósme urodziny.
Kupiłam mu prezent - samochód zdalnie sterowany, który spakowałam w ozdobny papier i przykleiłam do tego wielką srebrną kokardkę.
Po zjedzonym śniadaniu zaczęliśmy się szykować na urodziny do Wisły. Kamil i Piotruś dalej byli na zgrupowaniu.
Wiktoria zaś stroiła się przed lustrem , które ma na jednej z szafek swojej komody.
- Mamo... - wołała do mnie ze swojego pokoju
- Tak?
- Nie wiem, która będzie lepsza - powiedziała - Ta granatowa, czy ta fioletowa od babci?
- Ta fioletowa - powiedziałam
Wiktoria odłożyła ją , a granatową schowała do swojej szafy. Na dworze robiło się już powoli gorąco, jednak zapowiadali ochłodzenie. Poszłam zatem do swojej sypialni i naszykowałam sobie ciuchy do wyjścia. Karolkowi założyłam zwykłą koszulkę i jeansy. Izabelce spódniczkę i różową bluzkę. Pomogłam Wiktorce założyć sukienkę , a włoski jej rozpuściłam i rozczesałam.
Ja zaś założyłam
Zrobiłam lekki makijaż - prócz tej fioletowej szminki, którą widać na zdjęciu, a włosy związałam w kucyka.
Prezent schowałam do bagażnika i wraz z dziećmi wsiadłam do samochodu. Pojechaliśmy prosto do Wisły.
Na miejscu byliśmy po 3 godzinach. Gdy tylko wysiadłam z samochodu, z domy Żyłów wybiegł Maciuś.
- Przyjechaliście na moje urodziny? - spytał taki uradowany
- Tak - odpowiedziałam, również się do niego uśmiechając.
Dzieci wysiadły z samochodu, a ja wyjęłam z bagażnika prezent dla mojego chrześniaka. Weszłam z nim do domu i podarowałam mojemu Maciusiowi prezent. Gdy tylko go odpakował, był taki szczęśliwy
- Patrz mama, patrz! - pokazywał Justynie
Gdy Maciuś był zafascynowany zabawką, a dzieci bawiły się z nim w salonie, poszłam z Justyną do kuchni.
- Nikogo jeszcze nie ma? - spytałam
- Nie. - odpowiedziała - zaraz przyjadą rodzice Piotrka i moi, a także Madzia z córeczkami.
- To trochę nas tu będzie
Justyna wstawiła wodę na herbatę i w tym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi. Przyjechała Magda z córeczkami i jej rodzice, a po chwili teściowie. Wszyscy przynieśli dla jubilata prezenty i mu je wręczyli, a Justyna wyjęła z lodówki tort w kształcie samochodu. Wbiła w niego jedną świeczkę w kształcie cyfry 8, którą zapaliła.
Maciuś zdmuchnął świeczkę.
- Brawo! - powiedziałam
I zaczęliśmy śpiewać na jego cześć "sto lat".
Justyna pokroiła tort i każdy otrzymał po kawałku. Był naprawdę przepyszny.
- Robisz mi konkurencję - zaczęłam się śmiać
- No wiesz, dorównuję najlepszym
Po zjedzeniu tortu zrobiłam sobie z Maciusiem zdjęcie, następnie mojemu chrześniakowi z trójką wspaniałych dzieci.
Dzieci poszły się bawić, a my - dorośli siedzieliśmy w kuchni.
- A skąd masz taki fajny... - wskazała Justyna na moją różową narzutkę. - Naprawdę bardzo fajna.
- Kupiłam już dawno, bodajże jak była jesień, to w galerii była na przecenie i powiem ci, że naprawdę bardzo fajna i taka jest cieniutka, a wydaje się gruba.
- Ale fajna, naprawdę
- Wiem.
Spoglądałam się co chwilę na dzieci, które bawiły się w salonie.
- Pomyśleć, że mają już po 8 lat - westchnęła Justyna
- Podwójna komunia mi się będzie szykować - zaczęłam się śmiać
- Bo i u ciebie i u mnie.
- Szykuje się trochę...
- Ale patrz, jak nam rosną te dzieci.... To jest tragedia... - Niby taki mój Maciuś, miał być taki najmniejszy, a tu.... już 8 lat. Karolinka 11, Kuba jakby nie patrzeć.... 15 lat skończył w lutym.
- Zanim się obejrzę to i mój Piotruś będzie miał 15 lat. - uśmiechnęłam się
- Pamiętam, jak przyjeżdżałaś do nas, jak Kubuś miał 4 latka.
- Pamiętam... Nawet mam takie zdjęcie w albumie, jak jestem w ósmym miesiącu ciąży, miał się urodzić Piotruś, a obok mnie stoi wasz Kubuś i tak mnie przytula i dotyka mojego brzucha... Taki malutki był.
- Płynący czas najszybciej widać po dzieciach - powiedziała mama Justyny
- Ale jeszcze kilka lat temu, to jakoś moim zdaniem to wszystko tak wolno płynęło. Naprawdę, człowiek miał więcej czasu na wszystko, ale... starzejemy się po prostu i tyle... - powiedziałam - Więcej obowiązków, bo więcej dzieci, ale jak Kamila nie ma, Piotrusia nie ma, Wiktoria była teraz u dziadka na dwa dni i w tym tygodniu jedzie do niego do Zębu na trzy dni, to jestem sama z dwójką dzieci.
Gdy tak sobie siedzieliśmy, do dom wszedł Kuba. Naprawdę wysoki już kawaler. Przyszedł do kuchni się z nami przywitać.
- O! Ciocia Kasia! - powiedział
Przywitałam się z nim
- Jak ty urosłeś.
- Widzisz, ciocia....
To takie miłe, kiedy do mnie się tak zwrócił
- Jak urodziny? - spytał
- Dobrze, bawią się - odpowiedziała Justyna
- Ale ciocia ładnie wygląda - powiedział do mnie
- Och, dziękuję. A ty? Jaki z ciebie kawaler.
- Oj.. Bo ciocia mówi, jak moje babcie - zaczął się śmiać
- A ty teraz gdzie idziesz do szkoły?
- Od września do Katowic, do Szkoły Mistrzostwa Sportowego.
-Będziesz dojeżdżał?
- Na początku myślę, że tak, a potem... Nie wiem
Zrobiłam sobie z Kubą zdjęcie .
Urodziny skończyły się późnym popołudniem. Wróciłam z dziećmi do domu.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
kiki2000
Kupiłam mu prezent - samochód zdalnie sterowany, który spakowałam w ozdobny papier i przykleiłam do tego wielką srebrną kokardkę.
Po zjedzonym śniadaniu zaczęliśmy się szykować na urodziny do Wisły. Kamil i Piotruś dalej byli na zgrupowaniu.
Wiktoria zaś stroiła się przed lustrem , które ma na jednej z szafek swojej komody.
- Mamo... - wołała do mnie ze swojego pokoju
- Tak?
- Nie wiem, która będzie lepsza - powiedziała - Ta granatowa, czy ta fioletowa od babci?
- Ta fioletowa - powiedziałam
Wiktoria odłożyła ją , a granatową schowała do swojej szafy. Na dworze robiło się już powoli gorąco, jednak zapowiadali ochłodzenie. Poszłam zatem do swojej sypialni i naszykowałam sobie ciuchy do wyjścia. Karolkowi założyłam zwykłą koszulkę i jeansy. Izabelce spódniczkę i różową bluzkę. Pomogłam Wiktorce założyć sukienkę , a włoski jej rozpuściłam i rozczesałam.
Ja zaś założyłam
Zrobiłam lekki makijaż - prócz tej fioletowej szminki, którą widać na zdjęciu, a włosy związałam w kucyka.
Prezent schowałam do bagażnika i wraz z dziećmi wsiadłam do samochodu. Pojechaliśmy prosto do Wisły.
Na miejscu byliśmy po 3 godzinach. Gdy tylko wysiadłam z samochodu, z domy Żyłów wybiegł Maciuś.
- Przyjechaliście na moje urodziny? - spytał taki uradowany
- Tak - odpowiedziałam, również się do niego uśmiechając.
Dzieci wysiadły z samochodu, a ja wyjęłam z bagażnika prezent dla mojego chrześniaka. Weszłam z nim do domu i podarowałam mojemu Maciusiowi prezent. Gdy tylko go odpakował, był taki szczęśliwy
- Patrz mama, patrz! - pokazywał Justynie
Gdy Maciuś był zafascynowany zabawką, a dzieci bawiły się z nim w salonie, poszłam z Justyną do kuchni.
- Nikogo jeszcze nie ma? - spytałam
- Nie. - odpowiedziała - zaraz przyjadą rodzice Piotrka i moi, a także Madzia z córeczkami.
- To trochę nas tu będzie
Justyna wstawiła wodę na herbatę i w tym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi. Przyjechała Magda z córeczkami i jej rodzice, a po chwili teściowie. Wszyscy przynieśli dla jubilata prezenty i mu je wręczyli, a Justyna wyjęła z lodówki tort w kształcie samochodu. Wbiła w niego jedną świeczkę w kształcie cyfry 8, którą zapaliła.
Maciuś zdmuchnął świeczkę.
- Brawo! - powiedziałam
I zaczęliśmy śpiewać na jego cześć "sto lat".
Justyna pokroiła tort i każdy otrzymał po kawałku. Był naprawdę przepyszny.
- Robisz mi konkurencję - zaczęłam się śmiać
- No wiesz, dorównuję najlepszym
Po zjedzeniu tortu zrobiłam sobie z Maciusiem zdjęcie, następnie mojemu chrześniakowi z trójką wspaniałych dzieci.
Dzieci poszły się bawić, a my - dorośli siedzieliśmy w kuchni.
- A skąd masz taki fajny... - wskazała Justyna na moją różową narzutkę. - Naprawdę bardzo fajna.
- Kupiłam już dawno, bodajże jak była jesień, to w galerii była na przecenie i powiem ci, że naprawdę bardzo fajna i taka jest cieniutka, a wydaje się gruba.
- Ale fajna, naprawdę
- Wiem.
Spoglądałam się co chwilę na dzieci, które bawiły się w salonie.
- Pomyśleć, że mają już po 8 lat - westchnęła Justyna
- Podwójna komunia mi się będzie szykować - zaczęłam się śmiać
- Bo i u ciebie i u mnie.
- Szykuje się trochę...
- Ale patrz, jak nam rosną te dzieci.... To jest tragedia... - Niby taki mój Maciuś, miał być taki najmniejszy, a tu.... już 8 lat. Karolinka 11, Kuba jakby nie patrzeć.... 15 lat skończył w lutym.
- Zanim się obejrzę to i mój Piotruś będzie miał 15 lat. - uśmiechnęłam się
- Pamiętam, jak przyjeżdżałaś do nas, jak Kubuś miał 4 latka.
- Pamiętam... Nawet mam takie zdjęcie w albumie, jak jestem w ósmym miesiącu ciąży, miał się urodzić Piotruś, a obok mnie stoi wasz Kubuś i tak mnie przytula i dotyka mojego brzucha... Taki malutki był.
- Płynący czas najszybciej widać po dzieciach - powiedziała mama Justyny
- Ale jeszcze kilka lat temu, to jakoś moim zdaniem to wszystko tak wolno płynęło. Naprawdę, człowiek miał więcej czasu na wszystko, ale... starzejemy się po prostu i tyle... - powiedziałam - Więcej obowiązków, bo więcej dzieci, ale jak Kamila nie ma, Piotrusia nie ma, Wiktoria była teraz u dziadka na dwa dni i w tym tygodniu jedzie do niego do Zębu na trzy dni, to jestem sama z dwójką dzieci.
Gdy tak sobie siedzieliśmy, do dom wszedł Kuba. Naprawdę wysoki już kawaler. Przyszedł do kuchni się z nami przywitać.
- O! Ciocia Kasia! - powiedział
Przywitałam się z nim
- Jak ty urosłeś.
- Widzisz, ciocia....
To takie miłe, kiedy do mnie się tak zwrócił
- Jak urodziny? - spytał
- Dobrze, bawią się - odpowiedziała Justyna
- Ale ciocia ładnie wygląda - powiedział do mnie
- Och, dziękuję. A ty? Jaki z ciebie kawaler.
- Oj.. Bo ciocia mówi, jak moje babcie - zaczął się śmiać
- A ty teraz gdzie idziesz do szkoły?
- Od września do Katowic, do Szkoły Mistrzostwa Sportowego.
-Będziesz dojeżdżał?
- Na początku myślę, że tak, a potem... Nie wiem
Zrobiłam sobie z Kubą zdjęcie .
Urodziny skończyły się późnym popołudniem. Wróciłam z dziećmi do domu.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
kiki2000

Komentarze
Prześlij komentarz