Numer 305 - Urodziny Zosi Hula

Nasza chrześnica - Zosia obchodziła swoje 10 urodziny 11 sierpnia. Był to akurat piątek. Niestety Kamil nie mógł być na urodzinach. Był na zgrupowaniu w Austrii z całą kadrą A.
Kupiłam już kilka dni wcześniej prezent naszej chrześnicy. Wiedziałam od Marceliny, że lubi czytać książki i pragnie zostać dziennikarką. Kupiłam jej książkę, ale także kubek z imieniem i wsadziłam do niego kilka cukierków.
W piątek po zjedzonym śniadaniu wraz z dziećmi zaczęłam się szykować do wyjazdu do Szczyrku. Piotruś oznajmił mi, że nie chce mu się jechać.
- Jak to nie chce ci się jechać? - spytałam - Coś się boli?
- Nie, po prostu nie chce mi się jechać.
- Dlaczego?
- Bo jeździmy ciągle na jakieś urodziny i inne okazje, nie chcę już jeździć.
- Ale inni przyjeżdżają na twoje urodziny.
- No i co z tego?
- Więc jak oni przyjeżdżają do ciebie, to ty przyjedź do nich.
- Nie.
- Ale dlaczego?
- Po prostu nie chcę, zrozum to, mamo.
- To z kim zostaniesz?
- Z ciocią Agnieszką
- Ale najpierw musimy ją spytać
- To zadzwoń
Wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam do Agnieszki. Zgodziła się zostać z Piotrusiem.
- Ale masz się grzecznie zachowywać - powiedziałam do Piotrusia.
- Ok
Piotrek wziął swój telefon i poszedł do Agnieszki.
Ja zaś zaczęłam się szykować do urodzin Zosi. Na dworze było nawet gorąco. Założyłam więc
 I pojechałam z dziećmi do Szczyrku.
Gdy tylko podjechaliśmy pod dom Hulów, z domu wybiegł mały Rafałek. Miał dwa latka, ale był strasznie ruchliwym dzieckiem.
Przywitałam się z nim i wraz z dziećmi weszłam do domu. Wręczyłam Zosi prezent i złożyłam jej życzenia. Zosia miała kilka swoich koleżanek, z którymi się bawiła w salonie. Następnie Marcelina przyniosła tort i zapaliła świeczki, które moja chrześnica zdmuchnęła. Po zjedzeniu tortu Zosia wzięła Wiktorkę i Karolka do swojego pokoju i wraz ze swoimi koleżankami miały się z nimi bawić. Izabelka została ze mną, ponieważ była jeszcze za mała.
- A gdzie masz Piotrusia? - spytała Marcelina
- Był nie w humorze i został u Agnieszki.
- Coś go bolało?
- Nie wiem, nie chciał mi powiedzieć. Był jakby trochę zły i powiedział, że nie przyjedzie
- A co on teraz robi?
- Jak dzwoniłam do Agi godzinę temu, to powiedziała mi, że ogląda telewizor
- Może coś się stało?
- Sama już nie wiem.... Wczoraj był pełen życia , jeszcze graliśmy wieczorem w planszówkę wraz z Wiktorią, jak Izabelka i Karolek spali, a dzisiaj rano powiedział, że nie chce przyjechać, bo... właśnie nie  powiedział co.
- Ma jakieś swoje humorki, jak niczym nasza Milenka.
- Widziałam, jak ona wyrosła, jaka już panienka - uśmiechnęłam sie
- 14 lat skończy w grudniu.
- Ale te nasze dzieci tak szybko rosną, a my razem z nimi. Dopiero co miało się te 20 lat i było się młodym, żyło się beztrosko, a teraz dzieci, praca, dom i tak w kółko...
- Zaraz będziemy tańczyć na weselach naszych dzieci.
- Myślisz, że się doczekamy? Teraz to widzisz, że ci młodzi to nie chcą brać ślubów, a jak wezmą, to szybko się rozwodzą i po co nam to.
- Oj, nie przesadzaj. Jeszcze będziemy się bawić na weselu Piotrusia, założysz jakąś szałową kreację jako mama Pana Młoda.
- To będzie za jakieś 20 lat.
- No co ty, nie przesadzaj.
- Ale sama widzisz Marcelina, że to nie ten wiek, co u nas.. Ile miałaś lat, gdy wyszłaś za mąż?
- 19 lat - uśmiechnęła się - Stefek miał 20 lat
- Ja miałam 22 lata - powiedziałam
- Wiem, co chcesz mi powiedzieć..
- Tak?
- Że to były inne czasy
- No właśnie, teraz ludzie biorą ślub koło 30-stki, jak mają zaplanowane życie, dobrą pozycję w pracy... Nie to co my. Zobaczysz, że nasze dzieci właśnie dopiero po 30-stce będą zakładały swoje rodziny, gdzie my po 30-stce mamy już kilkoro dzieci, które chodzą dawno do szkoły, domy i żyjemy sporo w małżeństwie, gdy będą w naszym wieku dopiero co będą wkraczać w dorosłe życie.


Po 3 godzinach wróciłam z dziećmi do Zakopanego. Nie wchodziłam nawet do domu, tylko poszłam po Piotrusia do Agnieszki. Siedział na kanapie i grał na telefonie.
- Już jestem - powiedziałam do syna - Chodź, idziemy do domu
Piotruś wstał więc z kanapy, pożegnał się z Agnieszką i wróciliśmy do domu. Był uśmiechnięty i rozmawiał ze mną normalnie, jak gdyby nic się nigdy nie stało. No cóż. To cały Piotruś.


----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------





                                                                       kiki2000

Komentarze