Numer 308 - Wizyta u lekarza, rada pedagogiczna

W poniedziałek miałam umówioną wizytę u lekarza. Zaprowadziłam dzieci do Agnieszki. Miała się nimi zająć przez godzinę, podczas której miałam być u lekarza. Założyłam
 I pojechałam do lekarza. Byłam trzecia w kolejce, więc nie było aż tak tragicznie. Zrobiłam sobie badania i wyniki miałam od razu. Poszłam do swojej ginekolog, aby sprawdziła wyniki.
Weszłam do gabinetu
- Jak się pani czuje? - spytała
- Dobrze - odpowiedziałam
- Bierze pani leki?
- Tak, codziennie, zgodnie z zaleceniami.
Zrobiła mi badania u siebie w gabinecie kontrolne i sprawdziła wyniki z kartki.
- Powiem pani tak.... Sytuacja wygląda następująco. Niestety, ale szansę, że zajdzie pani ponownie w ciążę są znikome. Wynoszą jedną dziesiątą procenta. Musi już pani pożegnać się z myślą o kolejnym macierzyństwie, jednak wyniki są w normie i możemy powoli odstawić leki... Proszę przyjść na kontrolne badania już w nowym roku i wtedy stwierdzimy, czy odstawimy już na zawsze leki, czy jeszcze nie
- Dobrze - powiedziałam i wyszłam z gabinetu
 Starałam się powstrzymać łzy i rozkleiłam się dopiero w samochodzie. Nie byłam w stanie w ogóle nic zrobić. Siedziałam w samochodzie i płakałam, a twarz zakryłam rękoma. Wynik jak wyrok... Ale cóż.... Napisałam do Kamila SMS-a o moich wynikach. Niestety nie odpisał. Był na treningu  i pewnie nie miał jak odczytać. Wytarłam oczy, aby powrócić do normalnego stanu i wróciłam do domu. Odebrałam dzieci i nawet nie miałam już w ogóle siły, aby rozmawiać z Agnieszką. Zrobiłam obiad i zjadłam go wraz z dziećmi. W tym momencie do domu wrócił Kamil. Nie chciałam nic mówić przy dzieciach.
Dopiero porozmawiałam o tym wieczorem z Kamilem
-Już nie będzie trzeciego Stocha - powiedziałam - Nigdy... - zaczęłam płakać, wtulona w Kamila
- Kochanie... ale to opinia tylko jednego lekarza. Musimy spytać się innych specjalistów. Poszukaj jakiś dobrych ginekologów, nie tylko w Zakopanem, nawet i w Krakowie.
- Ale zrozum... Marzyliśmy o piątce dzieci, też już miałam takie plany, jak Piotruś będzie starszy i Wiktoria też, a Karolek pójdzie do szkoły....
- Kasiu... - pocałował mnie w czółko - Nic nie jest stracone, zobaczysz
- Kamil... Dlaczego nas to wszystko spotyka
- Kochanie, wszystko będzie dobrze... Przejdziemy przez to razem
- Kamil....
- Tak?
- A jak ty mnie zostawisz?
Zaśmiał się
- Ja cię nigdy nie zostawię - powiedział , całując mnie w policzek - Zawsze będę przy tobie... Póki śmierć nas nie rozłączy.
Te słowa sprawiły, że uwierzyłam w Kamila, w naszą miłość, że zawsze będziemy razem. Podbudowały mnie one
- A nawet gdybyśmy nie mogli mieć więcej dzieci, to zróbmy wszystko, aby wychować naszą kochaną czwórkę na wspaniałych ludzi, żeby mogli powiedzieć, że "moi rodzice zawsze o mnie dbali, dobrze mnie wychowali, że dzięki nim wyszedłem na ludzi, prowadzili mnie dobrymi ścieżkami" - powiedział na koniec Kamil, gdy usnęłam w jego ramionach

W środę w szkole w Zębie miała odbyć się rada pedagogiczna o godzinie 13:00. Od dwóch ostatnich dni chodziłam po własnym domu jak cień. Nic mnie nie cieszyło, słowa lekarza sprawiły, że stałam się wrakiem człowieka. Założyłam zatem
 I pojechałam na radę pedagogiczną. Jak to miło było spotkać się po tych 2 miesiącach rozłąki. Jedna z moich koleżanek, która uczyła angielskiego pochwaliła się nam swoim pierścionkiem zaręczynowym
- Mój Marek oświadczył mi się, jak byliśmy na wakacjach w Hiszpanii. - powiedziała
Cieszyłam się jej szczęściem i od razu zaprosiła nas wszystkich na ślub i wesele, które miało odbyć się w przyszłym roku.
- Datę ustalimy w niedzielę - powiedziała do nas - Więc o wszystkim będę was informować

Na radzie, jak się okazało, mój plan zajęć nie został w ogóle zmieniony. Cieszyłam się, ponieważ mogłam , tak jak w tamtym roku zawozić spokojnie dzieci do szkoły i przedszkola. Ucieszyłam się z tego powodu.
Po 2 godzinach wyszłam z rady pedagogicznej. Poplotkowałam jeszcze z koleżankami. Większość wiedziała, że Kamil miał wypadek i pytały o niego.
- Nic mu się nie stało. Jest cały i zdrowy
Nie podejmowały jednak dalej tematu wypadku. Pewnie wiedziały, że drugim samochodem kierował Bartek, mój szwagier, który niestety nie żyje... To był okropny cios....
Wróciłam zatem do domu.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------




                                                        kiki2000

Komentarze