Numer 311 - Wizyta w Krakowie u specjalisty, drzewa genealogiczne

Był piątek 22 września. Byłam umówiona do Krakowa na wizytę u kolejnego specjalisty. Na wizytę umówił mnie Kamil, chociaż ja sama nie chciałam tam jechać. Po co płacić pieniądze, aby dowiedzieć się tego samego, że już więcej nie będę miała dzieci i nie mam w ogóle takich szans, aby po raz kolejny zajść w ciążę. Pogodziłam się już z tą myślą, jednak dla świętego spokoju chciałam pojechać już z Kamilem do Krakowa. Rano zawieźliśmy dzieci do szkoły i żłobka, a odebrać miał je Bronisław. Daliśmy mu klucze do naszego domu i pojechaliśmy do Krakowa.
Założyłam tego dnia
Gdy byliśmy już na miejscu, nie chciałam wejść do gabinetu. Bałam się. Kamil jednak złapał mnie za rękę i weszliśmy razem. Ginekolog miał około 50 lat, jednak czytając opinie w internecie był najlepszym specjalistą w naszej okolicy i Polacy z całej Polski potrafili do niego przyjechać (najczęściej kobiety :) )
Powiedzieliśmy mu, jak wygląda problem i pokazałam mu wyniki badań, które zrobiłam
- Nie ma sensu ich powtarzać - powiedział - Ani tym bardziej pani stresować, ponieważ stres wpływa negatywnie na wszystkie wyniki badań, niezależnie z której dziedziny naszego lekarskiego świata.
Cieszyłam się, że nie muszę już ich powtarzać i dlatego odetchnęłam z ulgą.
Lekarz wczytywał się w badania i nic nie mówił, przez co ponownie zaczęłam się stresować
- Ile państwo mają dzieci? - spytał w pewnym momencie
- Czwórkę - odpowiedziałam
- Jakiej płci?
- Dwóch synów i dwie córki.
- Czy dzieci chorują na coś, mają jakieś wady?
- Nie. - odpowiedziałam - Jedna z córek jest tylko leworęczna, ale przecież to nie wada
- Tak, tak....
Po chwili milczenia zadał kolejne pytanie:
- W jakim wieku są dzieci?
- Najstarszy syn skończy w grudniu 11 lat - odpowiedziałam - Córka 8 lat, syn 3 lata i najmłodsza skończyła w styczniu tego roku roczek, niedługo  będą już 2 latka.
- Czy ciążę przebiegały prawidłowo?
- Tak.
- A więc.... czy rodziła pani naturalnie?
- Tak, wszystkie porody były naturalne.
- Bez komplikacji?
- Bez żadnych..
- A więc.... z takiego punktu widzenia wszystko jest dobrze, jednak patrząc na wyniki... Nie ma tak, że nie ma już pani szans na jakiekolwiek zajście w ciążę, chociaż powiem pani, że naprawdę jestem pod wrażeniem, że są państwo zapanować nad czwórką dzieci - uśmiechnął się do nas - Szansę zawsze są, jednak musi pani brać przepisane przez pani lekarza leki, dawki proszę konsultować ze swoim lekarzem... Procentów nie lubię podawać, na ile procent może pani zajść w ciążę, bo to nie ma sensu, ale powiem pani tak.... Mniej stresu, jakiegokolwiek, po odstawieniu leków, powtórzyć badania, może jakaś aktywność fizyczna, parametry będą lepsze i wtedy ciążą nie będzie żadnym problemem. Musi pani tylko o  siebie dbać, bo panią wykańcza ten stres. Ja nawet teraz widzę, jak ręce się pani trzęsą i to również wpływa na pani zdrowie. Musi pani być pogodna i przede wszystkim szczęśliwa. Z mojej strony to tyle
Wyszłam z Kamilem z gabinetu i rzuciłam się mu na szyję.
- Jeszcze nie wszystko stracone - powiedziałam do Kamila.
- Mówiłem ci, że trzeba przyjść do innego specjalisty...
- Nawet nie wiesz , jak się cieszę
- A jak ja się cieszę - uśmiechnął się do mnie i wróciliśmy do domu
Byłam już pełna energii. Mogłam działać i robić wszystko



W poniedziałek miałam zacząć dzień z klasą czwartą. Tydzień wcześniej zadałam im pracę domową, aby wykonali drzewo genealogiczne swojej rodziny, ponieważ pierwszy dział z historii opiera się właśnie na historii rodziny, szkoły, miasta, w którym się mieszka.
Założyłam rano
Zjadłam z dziećmi śniadanie . Zawiozłam je do szkoły i żłobka, a ja pojechałam do pracy. Napiłam się jeszcze w pokoju nauczycielskim kawy i udałam się do sali. Miałam już przy sobie dziennik, więc wpisałam temat, a następnie napisałam go na tablicy.
Zadzwonił dzwonek najpierw na przerwę, a potem na lekcję i uczniowie zbiegli się do klasy.
- Tak jak mówiłam, dzisiaj prezentujemy swoje drzewa genealogiczne, temat macie na tablicy, więc przepiszcie go sobie do zeszytu.
Otworzyłam dziennik i sprawdziłam listę obecności, następnie otworzyłam go na ocenach z historii. Uczniowie prezentowali swoje drzewa , wszyscy prawie mieli siebie, rodzeństwo, rodziców i dziadków i tyle, jednak najbardziej zaskoczyła mnie pewna dziewczynka. Mała blondynka, miała zrobione dwa warkocze i przyszła do mnie z wielkim zeszytem A4.
- To jestem ja - otworzyła na swojej stronie i pokazała swoje aktualne zdjęcie - Mam na imię Oliwia , mam 10 lat. Mieszkam w Zakopanem od 4 lat, przeprowadziłam się tutaj z Warszawy. To moja siostra. Ola. Ma ona 14 lat i chodzi tutaj do szkoły, jest w siódmej klasie. Chce być lekarką. To moja mama Ania, pracuje jako pielęgniarka w szpitalu i robi najlepsze gofry na świecie. To mój tata Tomasz. Jest kierowcą ciężarówki i często nie ma go w domu, przyjeżdża tylko na weekendy, ale zawsze zabiera nas na świetne wycieczki. - z każdą kolejną osobą przekładała kartki - To rodzice mojej mamy -Kazimierz i Władysława. Dziadek był rolnikiem, a babcia opiekowała się dziećmi. Moi dziadkowie mają jeszcze 4 synów i 3 córki. Dziadek Kazimierz miał rodziców - Mariannę i Józefa. Oboje walczyli w Powstaniu Warszawskim, gdy mieli po 14 lat. W czasie powstania wzięli także swój ślub. Mieli znajomych , wspaniałych przyjaciół - Jarosława i Kazimierę, którzy wzięli ślub zaraz po powstaniu i na świat przyszła ich córka - Władysława, która jest moją babcią, czyli mamą mojej mamy. - uśmiechnęła się - Teraz czas na rodzinę mojego taty. Pochodziła ona z Zakopanego. Rodzice taty Stanisław i Krystyna oboje byli stomatologami, a ich wspólną pasją było narciarstwo. Rodzice dziadka pracowali byli podczas wojny kurierami tatrzański. Mama moje babci była ortopedą, a dziadek mojej babci  był szewcem. Tata niestety nie ma rodzeństwa, ale i tak jesteśmy szczęśliwą rodziną.
Oliwka podała mi zeszyt, w którym były zdjęcia i dokładne daty urodzenia, było również do jakich szkół chodziły dane osoby z rodziny, na przykład V Liceum Ogólnokształcące w Warszawie im. księcia Józefa Poniatowskiego klasa biologiczno-chemiczna, później studia - Uniwersytet Warszawski, pielęgniarstwo. Wszystko było naprawdę dokładnie opisane i z uśmiechem postawiłam Oliwce ocenę celującą.
- Zachowaj sobie ten zeszyt, bo to może być naprawdę piękna pamiątka za kilka lat.
Oliwka miała w tym zeszycie także ksera zdjęć swoich pradziadków z Powstania Warszawskiego, które miała w domu. Naprawdę był to piękny zeszyt.
Po skończonej lekcji z klasą czwartą udałam się do pokoju nauczycielskiego i opowiedziałam o tym cudownym zeszycie, który wręcz skradł moje serce.
- Siostra Oliwki chodzi przecież do siódmej klasy - powiedziałam - Nie wiedziałam, że ma taki bogaty życiorys ich rodzina.
- Jej starsza siostra kiedyś opowiadała, jak miałam z jej klasą zastępstwo, że przeprowadzili się tutaj z Warszawy, ponieważ stąd pochodzi jej ojciec i spotkał się z jej mamą w Gdańsku, podczas meczu siatkówki i się w sobie zakochali. Teraz obie grają w siatkówkę. Starsza Maja już jest od dawna w klubie sportowym.
- To iście sportowa rodzina - uśmiechnęłam się

Bardzo zaintrygowała mnie historia Oliwki i chciałam się w nią naprawdę wgłębić.


-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------




                                         kiki2000

Komentarze