Był koniec października. Zawiozłam dzieci do szkoły i wróciłam do domu. Miałam jeszcze godzinę do rozpoczęcia swoich zajęć.
Było trochę zimno, była przecież jesień, a w górach zawsze jest chłodniej. Założyłam więc
I pojechałam do pracy. Siedziałam sobie w pokoju nauczycielskim, ponieważ miałam jeszcze kilka minut do rozpoczęcia zajęć , gdy nagle do pokoju wszedł pan dyrektor.
- Dzień dobry, pani Kasiu.
- Dzień dobry, panie dyrektorze.
- Mam coś dla pani, mógłbym prosić panią do gabinetu?
- Tak, oczywiście
Wstałam z miejsca i poszłam wraz z dyrektorem do jego gabinetu.
- Jak co roku odbywa się konkurs historyczny, pierwszy etap byłby w szkole początkiem grudnia, więc mamy jeszcze trochę czasu. Ilość miejsc jest nieograniczona.
- A od której klasy mogą zgłaszać się uczniowie?
- Od czwartej.
- Aha..
- Tutaj jest regulamin dla pani - podał mi regulamin, a ja wzięłam go do ręki
Zakres materiału na pierwszy etap obejmował od pierwszych cywilizacji do końca średniowiecza.
- Oczywiście przekażę uczniom - powiedziałam, po czym wyszłam z gabinetu.
Akurat dzień zaczynałam od zajęć z klasą siódmą. Jednak jak się okazało, nauczyciel od informatyki miał dzisiaj dzień wolny i miałam łączenie z klasą czwartą. Ogłosiłam więc konkurs i już z tych dwóch klas zgłosiło mi się czworo uczniów. Zapisałam ich imiona i nazwiska oraz klasy do swojego zeszytu, który noszę zawsze w torebce. Na przerwie podeszłam do klasy piątej i szóstej, tutaj jednak tylko troje chętnych, ale i tak łącznie miałam siedmiu uczniów.
Po przerwie miałam zajęcia z klasą ósmą.
- Wiem, że macie w tym roku ważny dla was egzamin i mam propozycję dla wszystkich uczniów, ale najbardziej skierowaną do tych, którzy chcą zdawać historię na egzaminie, a wiem, że tych osób zgłosiło się w tym roku sześcioro. Tak jak wiecie , co roku jest organizowany konkurs historyczny z kuratorium, tak jak i z innych przedmiotów. Ten konkurs miałby odbyć się początkiem grudnia, zakresem obejmuje czasy od początku cywilizacji aż do końca średniowiecza. Jeśli jest ktoś chętny, to proszę mi dać znać, proszę powiedzieć, a ja was zapiszę, ponieważ do jutra muszę dać panu dyrektorowi listę, bo musimy was zgłosić.
- A gdzie będzie ten konkurs? - spytał Antek
- Pierwszy etap będzie tutaj w szkole, jak się dostaniecie dalej, to będzie w innej szkole, a etap wojewódzki w Krakowie. Jak są konkursy w szkole podstawowej, to nie ma jeszcze etapu ogólnopolskiego. Wierzę , że wam się uda.
Cała szósta uczniów zgłosiła się do konkursu historycznego, zapisałam ich na listę, a po skończonych zajęciach poszłam do sekretariatu, aby pani Jadzia skserowała regulamin w trzynastu egzemplarzach dla każdego ucznia.
Wróciłam do domu.
Kamil wrócił do domu po kilku minutach, odbierając dzieci. Rozmawiając przy obiedzie powiedziałam im o konkursie i o 13 chętnych.
- U nas w szkole też to jest - powiedział Piotruś
- Ktoś się zgłosił?
- Nie, ode mnie z klasy nie.
- Szkoda, może ktoś się jeszcze zgłosi?
- Wątpię , mamo - powiedział - Ale jest jedna taka sprawa... - zaczął tak dziwnie.
- Jaka?
- Bo będzie organizowany tak jak co roku Turniej Czterech Skoczni dla dzieci na początku grudnia i trener chce mnie zabrać, czy mogę? - spytał
- Ale jak byś tam pojechał, z kim? - spytałam
- To wyjazd na 10 dni, wraz z trenerem i innymi z klubu, którzy również by tam pojechali.
- Jeśli tylko masz ochotę, to jedź, ale gdzie?
- Połowa w Austrii, połowa w Niemczech, jak to w normalnym Turnieju Czterech Skoczni .
- Jedź - powiedziałam - Jeśli chcesz być skoczkiem i to ma być dla ciebie szansa , jedź, tylko musisz mi obiecać, że będziesz się zachowywał dobrze.
- Ok, mama. Dzięki - powiedział
Wiedziałam, że to dla niego jest bardzo ważne, więc nie mogłam mu zabronić
Wieczorem , gdy leżałam już w łóżku, Kamil poruszył temat wyjazdu Piotrusia.
- Ja też, gdy miałem 11 lat wyjechałem na ten Turniej - powiedział
-I które miejsce?
- W całym turnieju byłem czwarty, ale w jednym z konkursów zająłem drugie miejsce.
- Myślisz, że cię przegoni? - uśmiechnęłam się
- Mam taką nadzieję - również się uśmiechnął i położyliśmy się spać...
Następnego dnia założyłam
I pojechałam do pracy.
Pod koniec mojej ostatniej lekcji dostałam telefon ze szkoły moich dzieci. Widziałam, że to numer dyrektorki, więc odebrałam
- Dzień dobry, pani Katarzyna Stoch? - usłyszałam damski głos
- Tak, to ja.
- Czy mogłaby przyjechać do szkoły?
- A coś się stało?
- Pani syn pobił się z kolegą ze starszej klasy.
- Ale jak to? Dlaczego to zrobił?
- Nie chce powiedzieć. Pani synowi nic się takiego nie stało. Jeden siniak, jednak starszy kolega ma rozciętą wargę.
- Będę za najwyżej 20 minut, ponieważ sama jestem na lekcji
- Dobrze, będę czekała z synem w swoim gabinecie.
- Dobrze, dziękuję
Rozłączyłam się
Po skończonych zajęciach, bo zostało mi tylko 5 minut do końca. Wsiadłam więc w samochód i pojechałam szybko do Zakopanego do szkoły. Wbiegłam do szkoły i weszłam do gabinetu pani dyrektor.
- Dzień dobry - powiedziałam do pani dyrektor i spojrzałam się na mojego synka
Podeszłam do niego i zauważyłam, że ma siniaka nad okiem.
- Synku... Dlaczego to zrobiłeś? - spytałam
- Bo mamo... - jednak Piotruś nie skończył
- Pobił kolegę z klasy szóstej. - powiedziała pani dyrektor
- A gdzie jest ten kolega? - spytałam
- Jest w szpitalu, przecięta warga...
- Nic mu poważniejszego się nie stało?
- Nie.... Na szczęście nie
Spojrzałam się na syna.
- Pani syn będzie miał obniżone zachowanie. To już jest moja decyzja.
Piotruś siedział na krześle ze spuszczoną głową.
- Mogę zabrać syna? - spytałam
- Tak, proszę.
Wyszłam z synem z gabinetu.
- Dlaczego to zrobiłeś? - spytałam
- Oj, mamo...
Zadzwonił akurat dzwonek na przerwę i odebrałam Wiktorię. Piotruś nie odzywał się całą drogę. Odebrałam dzieci ze żłobka i wróciłam do domu. Zrobiłam obiad i zjedliśmy go wspólnie wraz z Kamilem.
Piotruś jednak dalej się nie odzywał. Poszedł do swojego pokoju, aby odrobić lekcję. Wiktoria również była u siebie, a Karolek i Izabelka bawili się na dywanie w salonie. Ja i Kamil odpoczywaliśmy na kanapie, gdy nagle usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Była to Marta - nasza sąsiadka
- Dzień dobry - powiedziała
- Dzień dobry
- Mogę wejść?
- Tak, proszę
Zaprosiłam Martę do salonu
- Może kawy, herbaty? - spytałam
- Nie, dziękuję... Ja tylko na chwilę
- Coś się stało?
- Można tak powiedzieć.... - skrzyżowała delikatnie ręce - Chciałabym podziękować waszemu synowi.
Aż mnie i Kamila zamurowało
- Za co? - spytaliśmy w tym samym momencie
- A to wam nie mówił?
- Nie.... - odpowiedziałam
- Jakiś kolega z szóstej klasy podszedł do mojej córki na przerwie i zaczął ją szarpać, a wasz Piotruś stanął w jej obronie , odepchnął tamtego i ... uderzył go...
- O uderzeniu wiemy -powiedziałam - Byłam w szkole w tej sprawie. Piotruś nic nie chciał powiedzieć, a tamten kolega ma rozwaloną wargę.
- Wiem, że dzieci nie powinny się bić i w ogóle, ale gdyby nie szybka reakcja waszego syna, to nie wiem, co tamten chłopak zrobiłby mojej córce.
Ja i Kamil byliśmy naprawdę zdziwieni. Piotruś stanął w obronie koleżanki.
- Może mu się podoba? - uśmiechnął się Kamil
- Oj, nie wiem, nie wiem - również uśmiechnęła się Marta - Jednak chciałabym mu podziękować. Wiem, że Maja to zrobiła, powiedziała mu w szkole, ale chciałabym powiedzieć, że jestem wdzięczna waszemu synowi..
- Nie wiem co powiedzieć - wydusiłam z siebie - Piotrek jest u siebie, nic nie mówi, zamknął się w pokoju
- To zrozumiałe, jednak i tak dziękuję
Marta wyszła z naszego domu. Spojrzałam się na Kamila
- On ją "uratował" - powiedziałam
- Ma to po mnie - uśmiechnął się Kamil
- Ciekawe dlaczego to zrobił
- Już ci mówiłem, może Maja mu się podoba?
- Nie wiem... Naprawdę nie wiem.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
kiki2000
Było trochę zimno, była przecież jesień, a w górach zawsze jest chłodniej. Założyłam więc
I pojechałam do pracy. Siedziałam sobie w pokoju nauczycielskim, ponieważ miałam jeszcze kilka minut do rozpoczęcia zajęć , gdy nagle do pokoju wszedł pan dyrektor.
- Dzień dobry, pani Kasiu.
- Dzień dobry, panie dyrektorze.
- Mam coś dla pani, mógłbym prosić panią do gabinetu?
- Tak, oczywiście
Wstałam z miejsca i poszłam wraz z dyrektorem do jego gabinetu.
- Jak co roku odbywa się konkurs historyczny, pierwszy etap byłby w szkole początkiem grudnia, więc mamy jeszcze trochę czasu. Ilość miejsc jest nieograniczona.
- A od której klasy mogą zgłaszać się uczniowie?
- Od czwartej.
- Aha..
- Tutaj jest regulamin dla pani - podał mi regulamin, a ja wzięłam go do ręki
Zakres materiału na pierwszy etap obejmował od pierwszych cywilizacji do końca średniowiecza.
- Oczywiście przekażę uczniom - powiedziałam, po czym wyszłam z gabinetu.
Akurat dzień zaczynałam od zajęć z klasą siódmą. Jednak jak się okazało, nauczyciel od informatyki miał dzisiaj dzień wolny i miałam łączenie z klasą czwartą. Ogłosiłam więc konkurs i już z tych dwóch klas zgłosiło mi się czworo uczniów. Zapisałam ich imiona i nazwiska oraz klasy do swojego zeszytu, który noszę zawsze w torebce. Na przerwie podeszłam do klasy piątej i szóstej, tutaj jednak tylko troje chętnych, ale i tak łącznie miałam siedmiu uczniów.
Po przerwie miałam zajęcia z klasą ósmą.
- Wiem, że macie w tym roku ważny dla was egzamin i mam propozycję dla wszystkich uczniów, ale najbardziej skierowaną do tych, którzy chcą zdawać historię na egzaminie, a wiem, że tych osób zgłosiło się w tym roku sześcioro. Tak jak wiecie , co roku jest organizowany konkurs historyczny z kuratorium, tak jak i z innych przedmiotów. Ten konkurs miałby odbyć się początkiem grudnia, zakresem obejmuje czasy od początku cywilizacji aż do końca średniowiecza. Jeśli jest ktoś chętny, to proszę mi dać znać, proszę powiedzieć, a ja was zapiszę, ponieważ do jutra muszę dać panu dyrektorowi listę, bo musimy was zgłosić.
- A gdzie będzie ten konkurs? - spytał Antek
- Pierwszy etap będzie tutaj w szkole, jak się dostaniecie dalej, to będzie w innej szkole, a etap wojewódzki w Krakowie. Jak są konkursy w szkole podstawowej, to nie ma jeszcze etapu ogólnopolskiego. Wierzę , że wam się uda.
Cała szósta uczniów zgłosiła się do konkursu historycznego, zapisałam ich na listę, a po skończonych zajęciach poszłam do sekretariatu, aby pani Jadzia skserowała regulamin w trzynastu egzemplarzach dla każdego ucznia.
Wróciłam do domu.
Kamil wrócił do domu po kilku minutach, odbierając dzieci. Rozmawiając przy obiedzie powiedziałam im o konkursie i o 13 chętnych.
- U nas w szkole też to jest - powiedział Piotruś
- Ktoś się zgłosił?
- Nie, ode mnie z klasy nie.
- Szkoda, może ktoś się jeszcze zgłosi?
- Wątpię , mamo - powiedział - Ale jest jedna taka sprawa... - zaczął tak dziwnie.
- Jaka?
- Bo będzie organizowany tak jak co roku Turniej Czterech Skoczni dla dzieci na początku grudnia i trener chce mnie zabrać, czy mogę? - spytał
- Ale jak byś tam pojechał, z kim? - spytałam
- To wyjazd na 10 dni, wraz z trenerem i innymi z klubu, którzy również by tam pojechali.
- Jeśli tylko masz ochotę, to jedź, ale gdzie?
- Połowa w Austrii, połowa w Niemczech, jak to w normalnym Turnieju Czterech Skoczni .
- Jedź - powiedziałam - Jeśli chcesz być skoczkiem i to ma być dla ciebie szansa , jedź, tylko musisz mi obiecać, że będziesz się zachowywał dobrze.
- Ok, mama. Dzięki - powiedział
Wiedziałam, że to dla niego jest bardzo ważne, więc nie mogłam mu zabronić
Wieczorem , gdy leżałam już w łóżku, Kamil poruszył temat wyjazdu Piotrusia.
- Ja też, gdy miałem 11 lat wyjechałem na ten Turniej - powiedział
-I które miejsce?
- W całym turnieju byłem czwarty, ale w jednym z konkursów zająłem drugie miejsce.
- Myślisz, że cię przegoni? - uśmiechnęłam się
- Mam taką nadzieję - również się uśmiechnął i położyliśmy się spać...
Następnego dnia założyłam
I pojechałam do pracy.
Pod koniec mojej ostatniej lekcji dostałam telefon ze szkoły moich dzieci. Widziałam, że to numer dyrektorki, więc odebrałam
- Dzień dobry, pani Katarzyna Stoch? - usłyszałam damski głos
- Tak, to ja.
- Czy mogłaby przyjechać do szkoły?
- A coś się stało?
- Pani syn pobił się z kolegą ze starszej klasy.
- Ale jak to? Dlaczego to zrobił?
- Nie chce powiedzieć. Pani synowi nic się takiego nie stało. Jeden siniak, jednak starszy kolega ma rozciętą wargę.
- Będę za najwyżej 20 minut, ponieważ sama jestem na lekcji
- Dobrze, będę czekała z synem w swoim gabinecie.
- Dobrze, dziękuję
Rozłączyłam się
Po skończonych zajęciach, bo zostało mi tylko 5 minut do końca. Wsiadłam więc w samochód i pojechałam szybko do Zakopanego do szkoły. Wbiegłam do szkoły i weszłam do gabinetu pani dyrektor.
- Dzień dobry - powiedziałam do pani dyrektor i spojrzałam się na mojego synka
Podeszłam do niego i zauważyłam, że ma siniaka nad okiem.
- Synku... Dlaczego to zrobiłeś? - spytałam
- Bo mamo... - jednak Piotruś nie skończył
- Pobił kolegę z klasy szóstej. - powiedziała pani dyrektor
- A gdzie jest ten kolega? - spytałam
- Jest w szpitalu, przecięta warga...
- Nic mu poważniejszego się nie stało?
- Nie.... Na szczęście nie
Spojrzałam się na syna.
- Pani syn będzie miał obniżone zachowanie. To już jest moja decyzja.
Piotruś siedział na krześle ze spuszczoną głową.
- Mogę zabrać syna? - spytałam
- Tak, proszę.
Wyszłam z synem z gabinetu.
- Dlaczego to zrobiłeś? - spytałam
- Oj, mamo...
Zadzwonił akurat dzwonek na przerwę i odebrałam Wiktorię. Piotruś nie odzywał się całą drogę. Odebrałam dzieci ze żłobka i wróciłam do domu. Zrobiłam obiad i zjedliśmy go wspólnie wraz z Kamilem.
Piotruś jednak dalej się nie odzywał. Poszedł do swojego pokoju, aby odrobić lekcję. Wiktoria również była u siebie, a Karolek i Izabelka bawili się na dywanie w salonie. Ja i Kamil odpoczywaliśmy na kanapie, gdy nagle usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Była to Marta - nasza sąsiadka
- Dzień dobry - powiedziała
- Dzień dobry
- Mogę wejść?
- Tak, proszę
Zaprosiłam Martę do salonu
- Może kawy, herbaty? - spytałam
- Nie, dziękuję... Ja tylko na chwilę
- Coś się stało?
- Można tak powiedzieć.... - skrzyżowała delikatnie ręce - Chciałabym podziękować waszemu synowi.
Aż mnie i Kamila zamurowało
- Za co? - spytaliśmy w tym samym momencie
- A to wam nie mówił?
- Nie.... - odpowiedziałam
- Jakiś kolega z szóstej klasy podszedł do mojej córki na przerwie i zaczął ją szarpać, a wasz Piotruś stanął w jej obronie , odepchnął tamtego i ... uderzył go...
- O uderzeniu wiemy -powiedziałam - Byłam w szkole w tej sprawie. Piotruś nic nie chciał powiedzieć, a tamten kolega ma rozwaloną wargę.
- Wiem, że dzieci nie powinny się bić i w ogóle, ale gdyby nie szybka reakcja waszego syna, to nie wiem, co tamten chłopak zrobiłby mojej córce.
Ja i Kamil byliśmy naprawdę zdziwieni. Piotruś stanął w obronie koleżanki.
- Może mu się podoba? - uśmiechnął się Kamil
- Oj, nie wiem, nie wiem - również uśmiechnęła się Marta - Jednak chciałabym mu podziękować. Wiem, że Maja to zrobiła, powiedziała mu w szkole, ale chciałabym powiedzieć, że jestem wdzięczna waszemu synowi..
- Nie wiem co powiedzieć - wydusiłam z siebie - Piotrek jest u siebie, nic nie mówi, zamknął się w pokoju
- To zrozumiałe, jednak i tak dziękuję
Marta wyszła z naszego domu. Spojrzałam się na Kamila
- On ją "uratował" - powiedziałam
- Ma to po mnie - uśmiechnął się Kamil
- Ciekawe dlaczego to zrobił
- Już ci mówiłem, może Maja mu się podoba?
- Nie wiem... Naprawdę nie wiem.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
kiki2000


Komentarze
Prześlij komentarz