Numer 316 - Konkurs historyczny, etap szkolny, niesamowite wieści...

Był wtorek - 5 grudnia. Kamil z samego rana wrócił z kolejnych konkursów Pucharu Świata. Sezon rozpoczął się na dobre w Wiśle. Całą rodziną kibicowaliśmy Kamilowi spod skoczni.
Piotruś dalej robił się jakiś skryty. Wiedziałam, że jest to powód Mai. Czułam, że chyba się w niej... zauroczył, bo o zakochaniu w wieku 11 lat nie ma w ogóle mowy.
Powiedziałam o moich spostrzeżeniach Kamilowi.
- Może powinnaś porozmawiać z Martą? - zasugerował
- O czym?
- Powiedz jej, jaka jest sytuacja, że Piotruś bardzo lubi Maję, aż za bardzo , a Maja się do niego nie odzywa , nie wiadomo z jakiego powodu i przez to nasz syn chodzi taki smutny....
Nie wiedziałam , co o tym wszystkim myśleć. To był naprawdę dobry pomysł, jednak nie wiedziałam, kiedy mogłabym w ogóle porozmawiać z Martą
We wtorek Kamil zawiózł dzieci do szkoły i żłobka. Ja zaś byłam jeszcze w domu. Tego dnia 13 uczniów ze szkoły miało pisać konkurs historyczny i wraz z panią katechetką miałam być w komisji konkursu.
Założyłam więc.

Włosy związałam w kucyka i do tego zrobiłam sobie delikatny makijaż. Wzięłam do ręki torebkę i pojechałam do szkoły.
Konkurs miał rozpocząć się równo o godzinie 10:00 w sali numer 3. Sala ta akurat była wolna, więc weszłam do niej. Po chwili pojawiła się również pani katechetka.
O 9:50 zadzwonił dzwonek na lekcję i 13 uczniów weszło do klasy wraz z panem dyrektorem, który wyjaśnił im zasady tegorocznego konkursu i jego przebiegu.
Rozdał uczniom arkusze, a także kody, którymi mieli się podpisać. W tym czasie pani od informatyki robiła zdjęcia, które miały zostać wrzucone na stronę internetową szkoły. Na jednym zapozowałam  z panią katechetką
Pan dyrektor wyszedł , a o równej 10:00 uczniowie zaczęli pracę z arkuszem
Napisałam na tablicy , że praca z arkuszem trwa od godziny 10:00 do 11:30.
Po skończonym konkursie schowałam arkusze do specjalnej koperty i poszłam z nią do dyrektora.
Dostałam jeden arkusz "czysty" dla siebie.
- Tutaj jest klucz odpowiedzi - podał mi dyrektor - Mam nadzieję, że sprawdzi pani do tygodnia czasu, ponieważ musimy wpisać ilość punktów w system
- Dobrze, postaram się sprawdzić
Schowałam arkusze do torebki i wyszłam ze szkoły, ponieważ skończyłam zajęcia.

Wieczorem sprawdziłam tylko dwa arkusze, były nawet niezłe. Punkty przeliczyłam także na procenty, więc jeden miał 51% , a drugi 64%, a do sprawdzenia miałam jeszcze 11:00.

W czwartek siódmego grudnia, arkusze nie były jeszcze sprawdzone.
Założyłam tego dnia.
I pojechałam do pracy. Po skończonych wcześniej zajęciach, miałam jeszcze 2 godzinki do odebrania dzieci czy to ze szkoły, czy ze żłobka. Postanowiłam odwiedzić sąsiadkę Martę z nią porozmawiać. Zadzwoniłam do drzwi.
- Dzień dobry - powiedziałam do Marty
- Dzień dobry...   - powiedziała
- Mogę wejść?
- Tak, jasne.
Weszłam do salonu i usiadłam na kanapie..
- Może kawy, herbaty?
- Herbatę poproszę, jeśli to nie problem.
- Żaden - powiedziała Marta i poszła do kuchni
Po dwóch minutach wróciła z dwoma kubkami
- A ja sobie kawę zrobię, bo jeszcze dzisiaj w ogóle nie miałam czasu, aby się jej napić -  powiedziała
Wypiłam łyk herbaty i zwróciłam się do Marty
- Nie wiem, od czego zacząć.. - powiedziałam - Wiesz, że Piotruś bardzo lubi Maję....
- Wiem... Maja też lubi waszego Piotrka, dużo o nim opowiada.
- Naprawdę? - zdziwiłam sie
-Tak, naprawdę - powiedziała
- Piotruś mówi  zupełnie co innego
- Naprawdę?
- Tak... mówi, że Maja w ogóle się do niego nie odzywa, nie patrzy się w jego stronę, po prostu go unika, a jak raz do niej podszedł, aby spytać, co się dzieje, to nawet nie chciała go wysłuchać i poszła na drugi koniec korytarza...
- To moja Maja mówi zupełnie co innego.
- To ja już naprawdę nie wiem... Piotruś chodzi taki przygaszony ostatnio, nic nie chce jeść, nie rozmawia z nami, bo Maja już go nie lubi... Więc nie wiem.
- Porozmawiam z nią.
- Właśnie o to mi chodziło - powiedziałam
- Dobrze, nie ma sprawy

Wypiłam herbatę i wróciłam do domu. Po godzinie pojechałam po dzieci do szkoły i żłobka, a Piotrusia zawiozłam na trening. Po obiedzie zadzwoniłam do Kamila i powiedziałam mu, co powiedziała mi Marta. Był w szoku.
- Rozmawiałaś z Piotrusiem?
- Nie... Jest na treningu, nie chciałam go stresować
- Porozmawiaj z nim, jak wrócisz....
 - Dobrze... - powiedziałam


W sobotę i niedzielę Kamil stanął na podium konkursów indywidualnych. W sobotę był trzeci, a w niedzielę już drugi.
W poniedziałek Piotruś wyjeżdżał na swój dziecięcy Turniej Czterech Skoczni. Zbiórkę przed budynkiem klubu miał o godzinie 8:30.
Rano zjedliśmy śniadanie. Założyłam
 I pojechałam z dziećmi najpierw pod klub. Pożegnałam się z Piotrusiem, wyściskałam go i pomachałam mu jeszcze na koniec... Miał wrócić dopiero za 10 dni...
Następnie zawiozłam Wiktorię do szkoły, a Karolka i Izabelkę do żłobka.
Pojechałam do szkoły w Zębie już ze sprawdzonymi wszystkimi arkuszami, z racji iż piątek miałam wolny oraz cały weekend na spokojnie mogłam sprawdzić arkusze konkursowe.
Poszłam najpierw do pana dyrektora, aby podać mu do informacji , jak wypadły arkusze. Dwoje uczniów uzyskało jednakowy i najwyższy wynik  98%, więc na pewno miałam pojechać z nimi na kolejny etap. Pan dyrektor się ucieszył, ponieważ rzadko jakikolwiek uczeń zdobywał taki wynik w konkursach kuratoryjnych .
Pan dyrektor poprosił wszystkich uczniów, którzy pisali konkurs do swojego gabinetu. Powiedziałam mu o wynikach. Dwoje 98%, następnie 75%, 73%, 70%, 68%, 64%, 60%, 58%, 52% , 51%, 48% i 40%. Tutaj również wyniki powyżej 70% również miały ogromną szansę na dalsze etapy, ponieważ w województwie małopolskim zawsze jest bardzo wysoki poziom tych konkursów.
Pokazałam również uczniom ich arkusze wraz z błędami.
Bardzo się ucieszyłam z ich wyniku, nawet Antek (tak, ten największy rozrabiaka) miał wynik 73%.

Gdy wróciłam do domu i odebrałam dzieci, Kamil do mnie akurat zadzwonił, że będzie za 2 godziny w domu. Gdy gotowałam obiad, usłyszałam kolejny dzwonek mojego telefonu. Wiktoria podbiegła i mi go podała
- Babcia dzwoni - powiedziała
Wzięłam telefon i zobaczyłam napis na wyświetlaczu "mama"
- Halo - powiedziałam
- No halo, córeczko... Ale wykrakaliśmy ostatnio - zaczęła tak, że się aż przeraziłam
- O co chodzi?
-  Ta nowa partnerka wujka.... To jest z nim naprawdę w tej ciąży
Wraz z mamą zaczęłam się śmiać
- Naprawdę? - nie mogłam powstrzymać się od śmiechu
- Naprawdę - zapewniła mnie mama - Tylko ona w tym roku skończyła 21 lat.

Po rozmowie z mamą zadzwoniłam do Kamila i śmialiśmy się , że moja mama zostanie ciocią, chociaż ma już duże wnuki (ponieważ Piotruś uważa się już za dużego chłopaka) ... :)


--------------------------------------------------------------------------------------------------

                                                   kiki2000

Komentarze