Nadszedł czas świąt. Piotruś został okrzyknięty objawieniem polskich skoków. Wygrał 3 z 4 konkursów dziecięcego Turnieju Czterech Skoczni, wygrywając cały turniej. Dziennikarze dzwonią i nawet podjeżdżają pod nasz dom, chcąc zrobić wywiad z naszym synem. Nie wpuszczsłam ich, ani od nich nie odbierałam. Chciałam chronić swojego syna najlepiej, jak mogłam. Piotruś to rozumiał i sam powiedział, że nie chce z nimi rozmawiać. Był świadkiem, jak już 3 razy był u nas w domu prezydent, jak Kamila zaczepiają na ulicach, prosząc go o autograf lub wspólne zdjęcie. Nie chciał sławy.
Cieszyłam się, że mam takiego mądrego syna. Jednak sytuacja z Mają do tej pory nie została wyjaśniona.. Maja mówi Marcie, że koleguje się z naszym synem, jednak za każdym razem, gdy Marta proponowała jej przyjście do nas do domu, ta zawsze miała coś innego do zrobienia, tłumaczyła się także brakiem czasu.
Po prostu Maja nie chciała widzieć Piotrusia i nikt nie wiedział, dlaczego.
W Wigilię z samego rana, Kamil zniósł ze strychu choinkę. Ja wraz z Piotrusiem poszłam po bombki i łańcuchy. Wiktoria zniosła lampki na choinkę.
Wspólnie, bo rodzinnie ubraliśmy naszą choinkę. Następnie Kamil wyszedł na zewnątrz wraz z naszymi synami, a ja z Wiktorią "zaszyłyśmy" się w kuchni.
Wiktoria bardzo chętnie pomagała mi w kuchni. Pokazywałam jej, jak co się robi. Z chęcią chciała mi pomóc i naprawdę świetnie bawiłyśmy się wręcz w kuchni.
Zrobiłyśmy pierogi, kompot, rybę, a także zrobiłyśmy sałatkę i upiekłyśmy ciasto.
Po przygotowaniu wszystkich potraw nakryłyśmy już do stołu i wszyscy zaczęliśmy się ubierać na Wigilię. Moi trzej chłopcy postawili na eleganckie białe koszule i czarne spodnie. Wiktoria założyła jedną ze swoich sukienek. Izabelce również założyłam sukienkę. Ja zaś postawiłam na
Nasza wieczerza wigilijna miała rozpocząć się tradycyjnie o godzinie 18:00. Przyjechał jak zawsze Bronisław, moja mama, babcia, Julka, Piotrek z Karoliną, Michał z Natalią i Antkiem, a także Kornelia z dziećmi... Gdy wszyscy zajęliśmy swoje miejsca widziałam, jak Kornelia spogląda się na miejsce obok siebie, nie było tam krzesła, nie było tam Bartka. To już 5 miesięcy, albo dopiero pięć miesięcy, jak nie ma go wśród nas.
Na początku podzieliliśmy się opłatkiem i złożyliśmy sobie życzenia, a następnie zasiedliśmy przy stole, aby skosztować wigilijnych potraw i porozmawiać.
- Ta dziewczyna wujka już się do niego wprowadziła - powiedziała moja mama
- Już? - zdziwił się Michał - To naprawdę szybko się uwinął z tematem
Zaczęliśmy się śmiać, jednak do akcji wkroczyła moja babcia
- Możesz mi wytłumaczyć sensownie, jak to jest możliwe, że on... za przeproszeniem.... stary byk znalazł sobie taką młodą dziewczynę i dlaczego ona do niego poszła? Ani urody ani pieniędzy, ani żadnego wdzięku, brak klasy... Siedzi taki w tym swoim mieszkaniu... Nieogolone....
- Może przy niej się zmieni - skomentowałam - Może stwierdzi, że dla niej musi się ogolić, posprzątać mieszkanie, zrobić zakupy, założyć czyste ubrania...
- Oj... córciu - powiedziała moja mama - Rzadko kiedy, facet aż tak się zmienia dla kobiety
- Ale może wujek będzie wyjątkiem - odezwał się mój brat Piotrek
Wigilię spędziliśmy w naprawdę świetnej atmosferze. Kornelia wręczyła już nawet Piotrusiowi prezent z okazji urodzin, nie chciała przyjeżdżać do nas kolejnego dnia. Moja babcia uczyniła to samo... Znaczy się... Prawie wszyscy już kupili Piotrusiowi prezenty i je dali, oprócz Bronisława, który powiedział, że jutro przyjedzie...
Następnie dzieci poszły pod choinkę, gdzie czekały na nie prezenty i zaczęli je rozpakowywać. A po prezentach usiedliśmy wszyscy w salonie i śpiewaliśmy kolędy.Wiktoria zaśpiewała nawet kilka solo. Byliśmy z niej dumni, naprawdę miała śliczny głos.
- Ma talent - skomentowała moja babcia
- Ależ przecież to po tatusiu - uśmiechnął się Kamil
Wszyscy zaczęliśmy się śmiać. Zrobiliśmy sobie wspólne selfie, gdy siedzieliśmy na kanapie i część osób przed nią, oczywiście babcia Marysia na środku - jako "seniorka rodu" i najstarsza.
Po wspólnym zdjęciu poprosiliśmy Michała, aby zrobił zdjęcie naszej wspaniałej szóstce....
Następnego dnia było Boże Narodzenie i urodziny naszego pierworodnego syna. To już 11 lat, gdy jest z nami na tym świecie.... Jak ten czas szybko płynie... Za szybko....
Rano złożyliśmy Piotrusiowi życzenia i wręczyliśmy prezent. Po zjedzonym śniadaniu zaczęliśmy się szykować do kościoła. Wiktoria ponownie miała śpiewać w swojej scholi, jak to robi co niedzielę i święta.
Założyłam zatem
Włosy rozpuściłam i lekko "złapałam" je z tyłu, aby nie opadały mi na ramiona. Pojechaliśmy zatem do kościoła, a Wiktoria udała się na chór, gdzie była reszta dzieciaków z jej dziecięcej scholi. W tym roku nie śpiewała już solo żadnej z kolęd, ale i tak można powiedzieć, że schola rozwijała się i przez większość czasu dzieci naprawdę śpiewały ładnie. To przede wszystkim zasługa pani organistki i katechetki, które czuwają nad tym wszystkim.
Po mszy wróciliśmy do domu. O godzinie 15:00 pod dom podjechał Bronisław, a zaraz za nim Stefek z Marceliną i dziećmi.
Gdy goście wręczali Piotrusiowi prezenty i składali mu życzenia, w tym czasie ja poszłam do kuchni, aby wyjąć z lodówki tort. Wbiłam w niego jeszcze 11 świeczek i powędrowałam z nim do salonu, gdzie już wszyscy czekali.
Piotruś zastanowił się nad życzeniem i zdmuchnął świeczki, a my biliśmy mu brawo i zaśpiewaliśmy dla niego "sto lat"
Następnie zjedliśmy tort i dzieci zaczęły się bawić, a my rozmawialiśmy i śmialiśmy się , siedząc w salonie.
Jak zawsze poplotkowałam trochę z Marceliną, komentując to, co dzieje się w życiu naszego wspólnego wujka
- Właśnie mama mi mówiła, że ma jakąś młodą, 20 kilka lat - powiedziała Marcelina
- To ona już jest w ciąży
- Czyli będziemy miała kuzyna albo kuzynkę! - zaczęła się śmiać Marcelina
- Ale to w cale nie jest takie śmieszne. On w tym wieku powinien się interesować swoimi dorosłymi już dziećmi, myśleć powoli o wnukach, a nie.... za przeproszeniem dzieci robić
- My nie mamy prawa oceniać.
- Wiem.... Ale.... ja jednak nie mogę tego pojąć, że taka młoda dziewczyna, gdzie całe życie przed nią, związała się z facetem po 50-tce i urodzi mu niedługo dziecko.
- To się właśnie Kasiu, nazywa miłość... Mam ci przypomnieć, jak ty miałaś niespełna 20 lat i już zaszłaś w ciążę? Też się zakochałaś...
- Ja na początku wcale nie byłam zakochana w Kamilu..
- Nie zaprzeczaj, wiem, jak na niego patrzyłaś... Jednak przekonałaś się, że "niby go nie kochasz" po tym, jak się obok niego obudziłaś i jak się dowiedziałaś o ciąży... A teraz? Jesteście szczęśliwym małżeństwem z czwórką dzieci!
- Oj... Marcelina....
- Skupmy się na innych sprawach.... Suknia na bal już wybrana?
- Tak - odpowiedziałam - Ale jakoś nie chce mi się tam jechać, chociaż to już taka moja tradycja. Kamil będzie jeszcze na Turnieju, bo to jest w sobotę -6 stycznia...
- Agnieszka też jedzie?
- Tak, jedziemy obie, jak co rok...
- Jaka jest?
- Suknia?
- Tak?
- Góra biała, dół błękitny. Zobaczysz w telewizji.
- Nawet mi nie zdradzisz?
- Nawet Kamil jej nie widział, uśmiechnęłam się
Urodziny spędziliśmy w bardzo miłej atmosferze. Zrobiłam Piotrusiowi zdjęcie z ojcem chrzestnym i dziadkiem. Gdy my - czyli ja i Marcelina plotkowałyśmy w salonie, Kamil, Stefek i Bronisław rozmawiali w kuchni.
Po jakiś 3 godzinkach wszyscy rozeszli się do domów.
Następnego dnia - w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia wraz z Kamilem postanowiliśmy pojechać do Wisły, do mojego kolejnego chrześnika z prezentem, Zosi wręczyliśmy go dzień przed, Antosiowi i Szymonkowi w Wigilię. Przed południem chciałam iść jeszcze na przeciwko do mojego najmłodszego, jak na razie chrześnika.
Po zjedzonym śniadaniu poszłam na górę do sypialni. Założyłam
I wraz z dziećmi oraz Kamilem udałam się do Maćka i Agnieszki. W jednej ręce miałam prezent dla mojego chrześniaka, a w drugiej kawałek naszego świątecznego ciasta. Posiedzieliśmy u Kotów przez ponad 2 godziny i wróciliśmy do domu. Za chwilę pojechaliśmy do kościoła, myślałam , aby tego dnia pojechać na późniejszą mszę, ale Wiktoria i jej zobowiązania do scholi... Nie chciałam niczego mieszać. Prosto z kościoła wsiedliśmy w samochód i pojechaliśmy do Wisły do mojego kolejnego chrześniaka, a po drodze wstąpiliśmy jeszcze do Kuby Wolnego, jego żony i Weroniczki.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
kiki2000
Cieszyłam się, że mam takiego mądrego syna. Jednak sytuacja z Mają do tej pory nie została wyjaśniona.. Maja mówi Marcie, że koleguje się z naszym synem, jednak za każdym razem, gdy Marta proponowała jej przyjście do nas do domu, ta zawsze miała coś innego do zrobienia, tłumaczyła się także brakiem czasu.
Po prostu Maja nie chciała widzieć Piotrusia i nikt nie wiedział, dlaczego.
W Wigilię z samego rana, Kamil zniósł ze strychu choinkę. Ja wraz z Piotrusiem poszłam po bombki i łańcuchy. Wiktoria zniosła lampki na choinkę.
Wspólnie, bo rodzinnie ubraliśmy naszą choinkę. Następnie Kamil wyszedł na zewnątrz wraz z naszymi synami, a ja z Wiktorią "zaszyłyśmy" się w kuchni.
Wiktoria bardzo chętnie pomagała mi w kuchni. Pokazywałam jej, jak co się robi. Z chęcią chciała mi pomóc i naprawdę świetnie bawiłyśmy się wręcz w kuchni.
Zrobiłyśmy pierogi, kompot, rybę, a także zrobiłyśmy sałatkę i upiekłyśmy ciasto.
Po przygotowaniu wszystkich potraw nakryłyśmy już do stołu i wszyscy zaczęliśmy się ubierać na Wigilię. Moi trzej chłopcy postawili na eleganckie białe koszule i czarne spodnie. Wiktoria założyła jedną ze swoich sukienek. Izabelce również założyłam sukienkę. Ja zaś postawiłam na
Nasza wieczerza wigilijna miała rozpocząć się tradycyjnie o godzinie 18:00. Przyjechał jak zawsze Bronisław, moja mama, babcia, Julka, Piotrek z Karoliną, Michał z Natalią i Antkiem, a także Kornelia z dziećmi... Gdy wszyscy zajęliśmy swoje miejsca widziałam, jak Kornelia spogląda się na miejsce obok siebie, nie było tam krzesła, nie było tam Bartka. To już 5 miesięcy, albo dopiero pięć miesięcy, jak nie ma go wśród nas.
Na początku podzieliliśmy się opłatkiem i złożyliśmy sobie życzenia, a następnie zasiedliśmy przy stole, aby skosztować wigilijnych potraw i porozmawiać.
- Ta dziewczyna wujka już się do niego wprowadziła - powiedziała moja mama
- Już? - zdziwił się Michał - To naprawdę szybko się uwinął z tematem
Zaczęliśmy się śmiać, jednak do akcji wkroczyła moja babcia
- Możesz mi wytłumaczyć sensownie, jak to jest możliwe, że on... za przeproszeniem.... stary byk znalazł sobie taką młodą dziewczynę i dlaczego ona do niego poszła? Ani urody ani pieniędzy, ani żadnego wdzięku, brak klasy... Siedzi taki w tym swoim mieszkaniu... Nieogolone....
- Może przy niej się zmieni - skomentowałam - Może stwierdzi, że dla niej musi się ogolić, posprzątać mieszkanie, zrobić zakupy, założyć czyste ubrania...
- Oj... córciu - powiedziała moja mama - Rzadko kiedy, facet aż tak się zmienia dla kobiety
- Ale może wujek będzie wyjątkiem - odezwał się mój brat Piotrek
Wigilię spędziliśmy w naprawdę świetnej atmosferze. Kornelia wręczyła już nawet Piotrusiowi prezent z okazji urodzin, nie chciała przyjeżdżać do nas kolejnego dnia. Moja babcia uczyniła to samo... Znaczy się... Prawie wszyscy już kupili Piotrusiowi prezenty i je dali, oprócz Bronisława, który powiedział, że jutro przyjedzie...
Następnie dzieci poszły pod choinkę, gdzie czekały na nie prezenty i zaczęli je rozpakowywać. A po prezentach usiedliśmy wszyscy w salonie i śpiewaliśmy kolędy.Wiktoria zaśpiewała nawet kilka solo. Byliśmy z niej dumni, naprawdę miała śliczny głos.
- Ma talent - skomentowała moja babcia
- Ależ przecież to po tatusiu - uśmiechnął się Kamil
Wszyscy zaczęliśmy się śmiać. Zrobiliśmy sobie wspólne selfie, gdy siedzieliśmy na kanapie i część osób przed nią, oczywiście babcia Marysia na środku - jako "seniorka rodu" i najstarsza.
Po wspólnym zdjęciu poprosiliśmy Michała, aby zrobił zdjęcie naszej wspaniałej szóstce....
Następnego dnia było Boże Narodzenie i urodziny naszego pierworodnego syna. To już 11 lat, gdy jest z nami na tym świecie.... Jak ten czas szybko płynie... Za szybko....
Rano złożyliśmy Piotrusiowi życzenia i wręczyliśmy prezent. Po zjedzonym śniadaniu zaczęliśmy się szykować do kościoła. Wiktoria ponownie miała śpiewać w swojej scholi, jak to robi co niedzielę i święta.
Założyłam zatem
Włosy rozpuściłam i lekko "złapałam" je z tyłu, aby nie opadały mi na ramiona. Pojechaliśmy zatem do kościoła, a Wiktoria udała się na chór, gdzie była reszta dzieciaków z jej dziecięcej scholi. W tym roku nie śpiewała już solo żadnej z kolęd, ale i tak można powiedzieć, że schola rozwijała się i przez większość czasu dzieci naprawdę śpiewały ładnie. To przede wszystkim zasługa pani organistki i katechetki, które czuwają nad tym wszystkim.
Po mszy wróciliśmy do domu. O godzinie 15:00 pod dom podjechał Bronisław, a zaraz za nim Stefek z Marceliną i dziećmi.
Gdy goście wręczali Piotrusiowi prezenty i składali mu życzenia, w tym czasie ja poszłam do kuchni, aby wyjąć z lodówki tort. Wbiłam w niego jeszcze 11 świeczek i powędrowałam z nim do salonu, gdzie już wszyscy czekali.
Piotruś zastanowił się nad życzeniem i zdmuchnął świeczki, a my biliśmy mu brawo i zaśpiewaliśmy dla niego "sto lat"
Następnie zjedliśmy tort i dzieci zaczęły się bawić, a my rozmawialiśmy i śmialiśmy się , siedząc w salonie.
Jak zawsze poplotkowałam trochę z Marceliną, komentując to, co dzieje się w życiu naszego wspólnego wujka
- Właśnie mama mi mówiła, że ma jakąś młodą, 20 kilka lat - powiedziała Marcelina
- To ona już jest w ciąży
- Czyli będziemy miała kuzyna albo kuzynkę! - zaczęła się śmiać Marcelina
- Ale to w cale nie jest takie śmieszne. On w tym wieku powinien się interesować swoimi dorosłymi już dziećmi, myśleć powoli o wnukach, a nie.... za przeproszeniem dzieci robić
- My nie mamy prawa oceniać.
- Wiem.... Ale.... ja jednak nie mogę tego pojąć, że taka młoda dziewczyna, gdzie całe życie przed nią, związała się z facetem po 50-tce i urodzi mu niedługo dziecko.
- To się właśnie Kasiu, nazywa miłość... Mam ci przypomnieć, jak ty miałaś niespełna 20 lat i już zaszłaś w ciążę? Też się zakochałaś...
- Ja na początku wcale nie byłam zakochana w Kamilu..
- Nie zaprzeczaj, wiem, jak na niego patrzyłaś... Jednak przekonałaś się, że "niby go nie kochasz" po tym, jak się obok niego obudziłaś i jak się dowiedziałaś o ciąży... A teraz? Jesteście szczęśliwym małżeństwem z czwórką dzieci!
- Oj... Marcelina....
- Skupmy się na innych sprawach.... Suknia na bal już wybrana?
- Tak - odpowiedziałam - Ale jakoś nie chce mi się tam jechać, chociaż to już taka moja tradycja. Kamil będzie jeszcze na Turnieju, bo to jest w sobotę -6 stycznia...
- Agnieszka też jedzie?
- Tak, jedziemy obie, jak co rok...
- Jaka jest?
- Suknia?
- Tak?
- Góra biała, dół błękitny. Zobaczysz w telewizji.
- Nawet mi nie zdradzisz?
- Nawet Kamil jej nie widział, uśmiechnęłam się
Urodziny spędziliśmy w bardzo miłej atmosferze. Zrobiłam Piotrusiowi zdjęcie z ojcem chrzestnym i dziadkiem. Gdy my - czyli ja i Marcelina plotkowałyśmy w salonie, Kamil, Stefek i Bronisław rozmawiali w kuchni.
Po jakiś 3 godzinkach wszyscy rozeszli się do domów.
Następnego dnia - w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia wraz z Kamilem postanowiliśmy pojechać do Wisły, do mojego kolejnego chrześnika z prezentem, Zosi wręczyliśmy go dzień przed, Antosiowi i Szymonkowi w Wigilię. Przed południem chciałam iść jeszcze na przeciwko do mojego najmłodszego, jak na razie chrześnika.
Po zjedzonym śniadaniu poszłam na górę do sypialni. Założyłam
I wraz z dziećmi oraz Kamilem udałam się do Maćka i Agnieszki. W jednej ręce miałam prezent dla mojego chrześniaka, a w drugiej kawałek naszego świątecznego ciasta. Posiedzieliśmy u Kotów przez ponad 2 godziny i wróciliśmy do domu. Za chwilę pojechaliśmy do kościoła, myślałam , aby tego dnia pojechać na późniejszą mszę, ale Wiktoria i jej zobowiązania do scholi... Nie chciałam niczego mieszać. Prosto z kościoła wsiedliśmy w samochód i pojechaliśmy do Wisły do mojego kolejnego chrześniaka, a po drodze wstąpiliśmy jeszcze do Kuby Wolnego, jego żony i Weroniczki.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
kiki2000



Komentarze
Prześlij komentarz