Była niedziela 7 stycznia. Kamil miał przyjechać z samego rana. Jednak nie obyło się bez mediów, którzy pojechali pod nasz dom już o 6:00, ponieważ miała być transmisja na żywo z przyjazdu Kamila do domu. Jedna kamera była po naszej stronie, a druga na przeciwko u Kotów. Trzecia miała znajdować się w Bielsku Białej u Kuby Wolnego.
Widziałam, że Kamil parę minut po 7.00 będzie w domu. Założyłam więc swoją granatową kurtkę, czarną czapkę i czarne zimowe buty i wyszłam na zewnątrz. Dzieci już dawno zjadły śniadanie. Poprosiłam je jednak, aby zostały w domu.
Gdy byłam na zewnątrz, podszedł do mnie jeden z dziennikarzy wraz z mikrofonem.
- Już pewnie nie może się doczekać przyjazdu męża?
- Bardzo - uśmiechnęłam się, a dziennikarz zauważył, że nie mam na sobie ani grama makijażu.
- Jakie emocje pani przeżywała podczas całego Turnieju Czterech Skoczni?
- Naprawdę cieszyłam się z sukcesów Kamila. Ostatni konkurs oglądałam w internecie, jadąc do Warszawy wraz z Agnieszką Kot. Myślałam, że popłaczę się w samochodzie, ale miałam wykonany bardzo ładny makijaż i nie chciałam go zniszczyć - uśmiech nie schodził mi z ust.
- Państwa syn również wygrał Turniej Czterech Skoczni, tylko że dla dzieci.
- Tak, jesteśmy dumni z syna. Trener klubu, w którym trenuje nasz syn wybrał najzdolniejszych chłopaków i pojechali na turniej. Wierzyliśmy w możliwości naszego syna, ponieważ na skoczni radzi sobie naprawdę dobrze. Kibicowaliśmy mu z domu, ponieważ wyjazd Piotrka trwał 10 dni i żadne z nas nie mogło pozwolić sobie na tyle wolnego, ale i tak zawsze o nim pamiętaliśmy.
-Jak syn przeżył wygraną?
- Zadzwonił do mnie zaraz po tym, jak tylko zszedł z podium. Był w takim szoku, że myślałam, że nie jest w stanie złapać powietrza. Zadzwonił najpierw do mnie, a następnie do Kamila, ponieważ nie wiedział, czy Kamil miał trening, czy coś, a zazwyczaj ja wiem takie rzeczy od bardzo częstych rozmów telefonicznych z mężem, więc jak tylko poinformowałam Piotrka, że tata do mnie dzwonił i mówi, że odpoczywa, to szybko się rozłączył, mówiąc, że dzwoni do taty.
W tym momencie pod dom pojechał Kamil. Wiktoria gdy tylko zobaczyła samochód wybiegła z domu. Była już jednak ubrana i w kurtkę oraz buty. Kamil wyszedł z samochodu i podbiegł do Wiktorii, która rzuciła mu się na szyję.
- Co mi kupiłeś? - uśmiechnęła się
- Dużo fajnych rzeczy - odpowiedział Kamil
W tym momencie z domu wybiegł Piotruś, ja zaś weszłam do domu i ubrałam ciepło Karolka i Izabelkę. Wyszłam z nimi na zewnątrz, aby mogli przywitać się z tatą.
Gdy Kamil wyściskał wszystkie dzieci, podszedł do mnie i pocałował mnie. Najpierw delikatnie, jednak zauważyliśmy, że wszystko to nagrywa kamera, więc Kamil uśmiechnął się w jej stronę i zasłonił ręką, po czym pocałował mnie po raz kolejny.
- Tęskniłaś, chociaż trochę? - spytał
- Nawet odrobinę więcej niż trochę - odpowiedziałam.
Kamil odsłonił ręką kamerę.
- Teraz już możecie mnie pytać, o co tylko chcecie - uśmiechnął się Kamil
Dziennikarze zadali Kamilowi kilka pytań, ten odpowiedział na nie i poprosił o prywatność. Dziennikarze nie zadawali już więcej pytań.
Pomogłam wyjąć Kamilowi walizki z samochodu oraz złotego orła.
- Jaki on piękny... - powiedziała Wiktoria
Usiedliśmy więc wszyscy na kanapie i zrobiliśmy sobie selfie z orłem. Na zdjęciu tym każde z nas miało zrobić szaloną minę. Albo zmarszczone brwi, wypięte języki.... Kamil wstawił to zdjęcie na swojego instagrama
"Takie tam z orzełkiem 😎😂"
Kamil był zmęczony, więc położył się spać, ja wraz z dziećmi udałam się do kościoła. Po powrocie, Kamil czekał na nas z obiadem.
Zjedliśmy więc go rodzinnie i nagle Kamil powiedział do mnie:
- Dzisiaj rocznica śmierci mamy.... Pojedziemy na cmentarz?
Bez wahania odpowiedziałam:
- Oczywiście
Po obiedzie wsiedliśmy w samochód, wzięłam w zrywkę znicze i pojechaliśmy na cmentarz.
Spojrzałam na nagrobek i wyryty napis "STOCH KRYSTYNA ŻYŁA LAT 52, ZM. 07.01.2024 r."
- 5 lat.... - szepnął Kamil - To już 5 lat...
Po wizycie na cmentarzu pojechaliśmy odwiedzić Bronisława. Siedzieliśmy u niego aż do wieczora.
Następnego dnia w poniedziałek Kamil jadąc na trening, zawiózł dzieci do szkoły i żłobka. Ja zaś posprzątałam po śniadaniu. Ubrałam się w
Pojechałam zatem do pracy.
Gdy weszłam do szkoły i miałam udać się do pokoju nauczycielskiego, aby odwiesić kurtkę, podszedł do mnie pan dyrektor i zaprosił do siebie do gabinetu
- 4 uczniów zakwalifikowało się do kolejnego etapu konkursu.
- Naprawdę?
- Tak, naprawdę - przytaknął dyrektor
Podał mi wyniki etapu z całego województwa, a także miejsce , datę i godzinę kolejnego etapu.
Miał być on na samym początku lutego w szkole w Zakopanem, w tej samej szkole, do której uczęszczają moje dzieci.
Wyszłam zatem z gabinetu i powiedziałam dzieciom o wynikach pierwszego etapu. Były bardzo szczęśliwe, w końcu to dla nich ogromna szansa.
We wtorek Kamil miał akurat dzień wolny od treningów. Postanowiłam poprosić o wolne w pracy i wraz z dziećmi mieliśmy pojechać na 80-te urodziny mojej babci. Kupiliśmy jej prezent, piękną pościel, do tego kartkę z życzeniami i nasze wspólne zdjęcie podczas świąt - naszej szóstki plus babcia
Rano po śniadaniu mieliśmy do niej wyruszyć. Założyłam zatem
I pojechaliśmy do babci. Gdy tylko zobaczyła, że wjeżdżamy na podwórko, wybiegła nam na spotkanie.
Weszliśmy do środka i wręczyliśmy jej prezent, a dzieci zaśpiewały "sto lat"
- Ja nie wiedziałam, że mam tak zdolne prawnuki - uśmiechnęła się do mnie
Babcia miała na sobie kremową sukienkę, widać, że chciała wyglądać elegancko. Zaprosiła nas do pokoju gościnnego i wyjęła z lodówki ostatnie kawałki tortu
- Zostawiłam specjalnie dla was - powiedziała
Zjedliśmy tort i spędziliśmy u babci ponad 4 godziny. Zrobiliśmy sobie także pamiątkowe zdjęcie wraz z babcią, ale już po 15:00 postanowiliśmy wrócić, ponieważ następnego dnia Kamil miał trening, ja do pracy, a dzieci do szkoły i żłobka.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
kiki2000
Widziałam, że Kamil parę minut po 7.00 będzie w domu. Założyłam więc swoją granatową kurtkę, czarną czapkę i czarne zimowe buty i wyszłam na zewnątrz. Dzieci już dawno zjadły śniadanie. Poprosiłam je jednak, aby zostały w domu.
Gdy byłam na zewnątrz, podszedł do mnie jeden z dziennikarzy wraz z mikrofonem.
- Już pewnie nie może się doczekać przyjazdu męża?
- Bardzo - uśmiechnęłam się, a dziennikarz zauważył, że nie mam na sobie ani grama makijażu.
- Jakie emocje pani przeżywała podczas całego Turnieju Czterech Skoczni?
- Naprawdę cieszyłam się z sukcesów Kamila. Ostatni konkurs oglądałam w internecie, jadąc do Warszawy wraz z Agnieszką Kot. Myślałam, że popłaczę się w samochodzie, ale miałam wykonany bardzo ładny makijaż i nie chciałam go zniszczyć - uśmiech nie schodził mi z ust.
- Państwa syn również wygrał Turniej Czterech Skoczni, tylko że dla dzieci.
- Tak, jesteśmy dumni z syna. Trener klubu, w którym trenuje nasz syn wybrał najzdolniejszych chłopaków i pojechali na turniej. Wierzyliśmy w możliwości naszego syna, ponieważ na skoczni radzi sobie naprawdę dobrze. Kibicowaliśmy mu z domu, ponieważ wyjazd Piotrka trwał 10 dni i żadne z nas nie mogło pozwolić sobie na tyle wolnego, ale i tak zawsze o nim pamiętaliśmy.
-Jak syn przeżył wygraną?
- Zadzwonił do mnie zaraz po tym, jak tylko zszedł z podium. Był w takim szoku, że myślałam, że nie jest w stanie złapać powietrza. Zadzwonił najpierw do mnie, a następnie do Kamila, ponieważ nie wiedział, czy Kamil miał trening, czy coś, a zazwyczaj ja wiem takie rzeczy od bardzo częstych rozmów telefonicznych z mężem, więc jak tylko poinformowałam Piotrka, że tata do mnie dzwonił i mówi, że odpoczywa, to szybko się rozłączył, mówiąc, że dzwoni do taty.
W tym momencie pod dom pojechał Kamil. Wiktoria gdy tylko zobaczyła samochód wybiegła z domu. Była już jednak ubrana i w kurtkę oraz buty. Kamil wyszedł z samochodu i podbiegł do Wiktorii, która rzuciła mu się na szyję.
- Co mi kupiłeś? - uśmiechnęła się
- Dużo fajnych rzeczy - odpowiedział Kamil
W tym momencie z domu wybiegł Piotruś, ja zaś weszłam do domu i ubrałam ciepło Karolka i Izabelkę. Wyszłam z nimi na zewnątrz, aby mogli przywitać się z tatą.
Gdy Kamil wyściskał wszystkie dzieci, podszedł do mnie i pocałował mnie. Najpierw delikatnie, jednak zauważyliśmy, że wszystko to nagrywa kamera, więc Kamil uśmiechnął się w jej stronę i zasłonił ręką, po czym pocałował mnie po raz kolejny.
- Tęskniłaś, chociaż trochę? - spytał
- Nawet odrobinę więcej niż trochę - odpowiedziałam.
Kamil odsłonił ręką kamerę.
- Teraz już możecie mnie pytać, o co tylko chcecie - uśmiechnął się Kamil
Dziennikarze zadali Kamilowi kilka pytań, ten odpowiedział na nie i poprosił o prywatność. Dziennikarze nie zadawali już więcej pytań.
Pomogłam wyjąć Kamilowi walizki z samochodu oraz złotego orła.
- Jaki on piękny... - powiedziała Wiktoria
Usiedliśmy więc wszyscy na kanapie i zrobiliśmy sobie selfie z orłem. Na zdjęciu tym każde z nas miało zrobić szaloną minę. Albo zmarszczone brwi, wypięte języki.... Kamil wstawił to zdjęcie na swojego instagrama
"Takie tam z orzełkiem 😎😂"
Kamil był zmęczony, więc położył się spać, ja wraz z dziećmi udałam się do kościoła. Po powrocie, Kamil czekał na nas z obiadem.
Zjedliśmy więc go rodzinnie i nagle Kamil powiedział do mnie:
- Dzisiaj rocznica śmierci mamy.... Pojedziemy na cmentarz?
Bez wahania odpowiedziałam:
- Oczywiście
Po obiedzie wsiedliśmy w samochód, wzięłam w zrywkę znicze i pojechaliśmy na cmentarz.
Spojrzałam na nagrobek i wyryty napis "STOCH KRYSTYNA ŻYŁA LAT 52, ZM. 07.01.2024 r."
- 5 lat.... - szepnął Kamil - To już 5 lat...
Po wizycie na cmentarzu pojechaliśmy odwiedzić Bronisława. Siedzieliśmy u niego aż do wieczora.
Następnego dnia w poniedziałek Kamil jadąc na trening, zawiózł dzieci do szkoły i żłobka. Ja zaś posprzątałam po śniadaniu. Ubrałam się w
Pojechałam zatem do pracy.
Gdy weszłam do szkoły i miałam udać się do pokoju nauczycielskiego, aby odwiesić kurtkę, podszedł do mnie pan dyrektor i zaprosił do siebie do gabinetu
- 4 uczniów zakwalifikowało się do kolejnego etapu konkursu.
- Naprawdę?
- Tak, naprawdę - przytaknął dyrektor
Podał mi wyniki etapu z całego województwa, a także miejsce , datę i godzinę kolejnego etapu.
Miał być on na samym początku lutego w szkole w Zakopanem, w tej samej szkole, do której uczęszczają moje dzieci.
Wyszłam zatem z gabinetu i powiedziałam dzieciom o wynikach pierwszego etapu. Były bardzo szczęśliwe, w końcu to dla nich ogromna szansa.
We wtorek Kamil miał akurat dzień wolny od treningów. Postanowiłam poprosić o wolne w pracy i wraz z dziećmi mieliśmy pojechać na 80-te urodziny mojej babci. Kupiliśmy jej prezent, piękną pościel, do tego kartkę z życzeniami i nasze wspólne zdjęcie podczas świąt - naszej szóstki plus babcia
Rano po śniadaniu mieliśmy do niej wyruszyć. Założyłam zatem
I pojechaliśmy do babci. Gdy tylko zobaczyła, że wjeżdżamy na podwórko, wybiegła nam na spotkanie.
Weszliśmy do środka i wręczyliśmy jej prezent, a dzieci zaśpiewały "sto lat"
- Ja nie wiedziałam, że mam tak zdolne prawnuki - uśmiechnęła się do mnie
Babcia miała na sobie kremową sukienkę, widać, że chciała wyglądać elegancko. Zaprosiła nas do pokoju gościnnego i wyjęła z lodówki ostatnie kawałki tortu
- Zostawiłam specjalnie dla was - powiedziała
Zjedliśmy tort i spędziliśmy u babci ponad 4 godziny. Zrobiliśmy sobie także pamiątkowe zdjęcie wraz z babcią, ale już po 15:00 postanowiliśmy wrócić, ponieważ następnego dnia Kamil miał trening, ja do pracy, a dzieci do szkoły i żłobka.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
kiki2000


Komentarze
Prześlij komentarz