Numer 328 - Urodziny.

Nadszedł koniec maja i urodziny.
Na urodziny Kamila tort upiekłam już dzień wcześniej. Starałam się przez 2 godziny, aby wykonać idealny kształt orła. Chciałam nawiązać do wygranego przez mojego męża Turnieju Czterech Skoczni.
Urodziny Kamila wypadały w piątek. Po południu zorganizowaliśmy wspólną imprezę urodzinową. Kamil założył błękitną koszulę, nasi synowie również mieli na sobie koszulę. To już przecież 34. urodziny Kamila.
Wiktoria założyła bluzkę i spódniczkę. Identycznie ubrałam również Izabelkę. Ja zaś postawiłam na:
 Gdy wszyscy goście już byli, poszłam do kuchni po tort. Nawet Kamil był w szoku, że zrobiłam kształt złotego orła z Turnieju Czterech Skoczni.
Kamil zdmuchnął świeczki, a my zaśpiewaliśmy na jego cześć "sto lat".
Dzieci wręczyły mu laurki, które wykonały. Wiktoria napisała na swojej "Dla naj naj naj naj.... taty na świecie!"
Ja również wręczyłam Kamilowi swój prezent dla niego. Kupiłam mu perfumy i krawat.
Oczywiście musiałam zrobić sobie zdjęcie z mężem z okazji jego urodzin. Jednak późnym popołudniem postanowiłam, aby Agnieszka zrobiła nam, zdjęcie na tle zachodzącego słońca, jak całuję Kamila, a to zachodzące słońce znajduje się pomiędzy naszymi klatkami piersiowymi. Zdjęcie było naprawdę przepięknie....
Wstawiłam je na swojego instagrama...
"Stąpasz po tej ziemi przez 34 lata... Od ponad 15 lat jesteś skoczkiem narciarskim... Znakomitym skoczkiem....Znam cię 12 lat.... Od 12 lat jesteśmy rodzicami naszego najstarszego syna... Od 10 lat jesteśmy małżeństwem... Od 10 lat mieszkamy w tym samym roku.... Od 10 lat spędzamy urodziny w tym samym lub trochę większym gronie... Ktoś powie, że to rutyna, ale.... I tak cię kocham, mój mężu...."


Następnego dnia obudziły mnie dzieci, trzymając w ręku laurki, a także... wyrwane kwiatki z naszego ogródka. Nie byłam na nich jednak zła.  W końcu był to dzień matki. Spędziłam z moimi dziećmi naprawdę wspaniały dzień. Najpierw po śniadaniu pojechaliśmy do kina, potem na lody, a wieczorem na plac zabaw...

W niedzielę obchodziłam swoje już 32 urodziny.... Jak ten czas szybko płynie, chociaż jak to stwierdził Kamil, że z roku na rok jestem coraz piękniejsza.
Dzieci z samego rana złożyły mi życzenia. Po śniadaniu poszłam na górę się przebrać i założyłam
I pojechałam wraz z mężem i dziećmi do kościoła. Po mszy ku mojemu zaskoczeniu, przyjechała do mnie... moja mama z prezentem urodzinowym i życzenia. Powtarzam, że ku mojemu zaskoczeniu, ponieważ była u nas w piątek na połączonej imprezie urodzinowej.
Weszła z nami do domu i wręczyła mi prezent.
-Mamo, niepotrzeba... - powiedziałam
Jednak i tak mama dała mi prezent. Był to jej naszyjnik... Jej ślubny naszyjnik...
-Mamo... Wiem, ile on dla ciebie znaczy..
-Córeczko... To teraz nie ma znaczenia. Ten naszyjnik dała mi moja mama w prezencie na moje 18-ste urodziny... Gdy ty miałaś swoje urodziny... Stwierdziłam, że jesteś za młoda, aby go dostać, a do tego byłaś ciągle podbuzowana kłótniami z moją teściową a twoją babcią.. Mam teraz czworo wspaniałych wnuków, twoim wnuków... Plus piąty u Michała... I do tego dwoje u Kornelii, ale chcę właśnie tobie przekazać ten naszyjnik... A ty przekażesz go Wiktorii..

To był najpiękniejszy prezent, jaki w życiu dostałam... Naprawdę..
Wieczorem wzięłam do ręki naszyjnik. Siedziałam akurat na kanapie. Podeszłam do szafki z albumami i wciągnęłam jeden z nich. Był to akurat z naszego ślubu. Przeglądałam starannie zdjęcia.. To już 10 lat... 10 długich lat... Kiedy jestem żoną Kamila i wtedy zauważyłam na jednym ze zdjęć, że moja mama na moim ślubie miała ten sam naszyjnik... Po raz kolejny dzisiaj się popłakałam... To przecież jej pamiątka... Miała go na sobie podczas najszczęśliwszego dnia w swoim życiu...

W poniedziałek Kamil wyjechał na zgrupowanie. Po śniadaniu pożegnał się z nami i pojechał swoim samochodem do Austrii. Czekała go długa droga. Ja zaś zrobiłam dzieciom kanapki do szkoły. Schowałam je im do plecaków, a następnie poszłam się przebrać z piżamy.
Założyłam



Zawiozłam dzieci do szkoły i żłobka, a sama pojechałam do pracy tylko na jedną lekcję. Następnie pojechałam do Zakopanego. Akademia z okazji Dnia Matki miała odbyć się o 11.00. Zdążyłam 5 minut przed czasem.
Wiktoria prezentowała się bardzo pięknie. Jednak najbardziej urzekło mnie to, że Wiktoria zaśpiewała sama na koniec "A ja wolę moją mamę"
To sprawiło, że się popłakałam... Naprawdę.


---------------------------------------------------------------------------------------



                                           kiki2000

Komentarze