Nadszedł 19 września, sobota. Dzień ślubu Agnieszki i Maćka.
Od samego rana biegałam po domu. Rano przygotowałam śniadanie, następnie nakarmiłam Wiktorkę i ją przebrałam. Potem pojechałam do kosmetyczki, aby zrobiła mi manicure, a następnie do fryzjerki.
Jasny kolor paznokci pasował prawie do wszystkiego. Był taki neutralny, ale jednak magiczny.
Wróciłam do naszego domu. Była już 13:00. Ślub o 16:00 w Zakopanem. Mieliśmy niecałe 3 godziny, a więc stanęłam z żelazkiem i zaczęłam prasować nasze dzisiejsze stylizacje.
Kamil założył garnitur - jak zawsze. Piotruś miał na dzisiaj specjalną kreację.
Przyszedł czas na moją kreacją , moją sukienkę. Nie była ona jakaś spektakularna, ale... podobała mi się
- Wow! - krzyknął Kamil ,gdy tylko mnie zobaczył.
- Kochanie... - uśmiechnęłam się
- Przepięknie wyglądasz. - powiedział
- Naprawdę? - uśmiechnęłam się ponownie
- A ty? W tym garniturze? Prawdziwy dżentelmen
- Nasz syn wygląda jak prawdziwy dżentelmen.
Na koniec, wychodząc już z domu zrobiliśmy sobie wspólne selfie we czwórkę, które wstawiłam na swoje Instastory z hasztagiem #weselimysię
Wychodząc z domu dałam Piotrusiowi torebeczkę pełną żółtych groszy.
- A po co to? - spytał
- Na ślubach rzuca się grosze młodej parze.
- Aha... - westchnął Piotruś, po czym wziął torebeczkę i schował ją do kieszeni.
Wsiedliśmy w samochód i pojechaliśmy do kościoła. Tam przed świątynią wszyscy czekaliśmy na parę młodą. Po chwili podeszła do mnie Justyna Żyła z malutkim Maćkiem na rękach.
- Jaki słodziak - powiedziałam.
- Wiem.. Po tatusiu - uśmiechnęła się, spoglądając w stronę Piotrka, który nie odwzajemnił jego uśmiechu.
- Musimy się kiedyś umówić na kawę. - powiedziałam
- Właśnie.. Nigdy nie mamy czasu. W czerwcu urodziłaś ty, ja w lipcu i w ogóle nie mamy czasu. Kiedy się ostatnio widziałyśmy?
- W marcu podczas konkursu w Planicy.
- No właśnie. Kawał czasu.
- Jak znajdę tylko czas, to przyjadę do ciebie - powiedziałam - Z moim dorobkiem - uśmiechnęłam się
- A ja powitam ciebie z moim dorobkiem.
- Wesoła trójka - skomentowałam
- A ciekawe z jakim dorobkiem powita nas Agnieszka?- Justyna uśmiechnęła się
- Po co będzie dwa razy rodzić - zaczęłam się śmiać - Za jednym razem dwoje.
- Albo troje - dodała Justyna.
- Oj.... tyle za jednym zamachem... Nikomu nie życzę...
- Wiesz.... Kasiu.. Dorośniesz jeszcze do tego.
- Przecież Kamil mówił, że chce mieć dużo dzieci - wtrącił się w naszą rozmowę Piotrek
- Ale troje za jednym razem?! - wykrzyczałam
- Przecież nic nie stoi na przeszkodzie - powiedział Kamil, obejmując mnie w talii.
- Przestań... - wyszeptałam
- No co... - Kamil coraz śmielej mnie obejmował
- Przestań Kamil. Ludzie patrzą.
W tym momencie pod kościół białym mercedesem przyjechali - Agnieszka i Maciek, a także ich świadkowie - siostra Agnieszki i brat Maćka.
Maciek wyglądał na bardzo spiętego.
- Patrz, jak Maciek się denerwuje! - wyszeptała mi na ucho Justyna
- Właśnie. Maciek i stres? Nie do wiary!
- Wie, że już nie można się z tego wyplątać. - zaśmiał się Kamil
Capnęłam go w brzuch.
- Kamil.... - wyszeptałam
- Wie, że to najgorsza pułapka swojego życia - zaczął śmiać się Piotrek i nawet wzrok Justyny nie był w stanie go opanować. - Ciekawe, co mu wpadło do głowy, aby się oświadczyć.
- Co on miał w głowie - powiedział Kamil
- To samo co ty - odpowiedziałam mu.
Agnieszka wyglądała przepięknie.
Skromna, ale i elegancka. Do tego te jej długie włosy, który falowały na delikatnym wietrze.
Do tego ten welon , który sięgał jej do stóp i te wysokie białe szpilki.
- Jaka ona śliczna - powiedziała Justyna
- Księżniczka - skomentowałam
Wszyscy goście weszli do kościoła, a zaraz za nimi Agnieszka wraz z Maćkiem w rytmie piosenki "Alleluja", którą wykonała jej koleżanka ze studiów. Miała przepiękny głos.
Przy rytmach i głosie tej piosenki mała Wiktoria usnęła na początku mszy.
- Spotkaliśmy się tu dzisiaj, aby połączyć więzem małżeńskim Agnieszkę i Macieja, którzy już dzisiaj zostaną małżeństwem. - powiedział ksiądz na początku mszy ślubnej.
Po wysłuchaniu Ewangelii przyszedł czas na kazanie.
- Drodzy nowożeńcy! Aby wasza miłość, którą się wzajemnie darzycie, stawała się miłością coraz bardziej dojrzałą, coraz bardziej wartościową, prawdziwą, musicie często przypominać sobie napomnienie Chrystusa: "Wytrwajcie w miłości mojej!". To jest warunek i gwarancja trwania waszej miłości.Miłość ta różne nosi imiona, niewyczerpane jest jej bogactwo. Św. Paweł w przepięknym Hymnie o miłości pokazał różne jej imiona i różne jej formy na co dzień."Miłość cierpliwa jest.". W pierwszej fazie małżeństwa wydaje się, że ta cnota prawie jest niepotrzebna, bowiem młodzi ludzie nie widzą w sobie wad ani braków. Dopiero z czasem zaczynają ich mocno irytować różne nawyki, cechy charakteru, nieprzewidziane reakcje drugiej strony, których się wcześniej nie zauważało albo nie były uciążliwe. To nie jest takie proste, kiedy trzeba pozostać ze sobą przez całe życie, gdy zna się już każdy krok, każdy ruch, każde słowo i każdy gest.
"Miłość nie unosi się pychą. nie szuka swego". Miłość to ofiarowywanie siebie. Trzeba dawać na co dzień dobre słowo, uśmiech, przebaczenie, wyrozumiałość, serdeczność, życzliwość. Obdarzać, a nie obliczać: ile ja tobie, a ile ty mnie. Odkąd zaczniecie tak liczyć, to będzie koniec waszej miłości. miłości, która nie zdała egzaminu.
"Miłość wszystko znosi. wszystko przetrzyma. we wszystkim pokłada nadzieję". Wszystko przetrzyma, a nie tylko do pewnego stopnia. Wszystko. w zdrowiu i chorobie, w dobrej i złej doli, w dostatku i nędzy.
"Miłość nigdy nie ustaje.". Prawdziwa miłość nigdy nie ustaje. Nigdy! Przeminą lata młodości, sprawność i piękność ciała, przeminą dobra materialne i wygodne życie, przyjdzie starość, choroba i śmierć. A prawdziwa miłość trwać będzie wiecznie, nawet po śmierci., bo miłość nigdy nie ustaje.
"Wytrwajcie w miłości mojej!" - mówi dzisiaj do nas Chrystus. To trudna rzecz. Aby wytrwać w Jego miłości trzeba spełnić jeden warunek, o którym przed chwilą usłyszeliśmy: " Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mojego i trwam w Jego miłości"
Nie można liczyć tylko na własne siły, na swój spryt i inteligencję. Trzeba liczyć na Bożą pomoc, której On nikomu nie odmawia. W sakramencie małżeństwa obdarza nowożeńców specjalnymi łaskami i charyzmatami, czyni ich swoimi współpracownikami, obdarza ich swoją miłością, bo wszelka miłość od Boga pochodzi i z Jego miłości wypływa.Jeśli miłość Boga w nas osłabnie, niechybnie odbije się to na całym naszym życiu. Jeżeli ktoś nie kocha Boga, lekceważy Jego przykazania, ten nie jest zdolny do prawdziwej miłości bliźniego. Przykazania Boże są sposobem do osiągnięcia celu naszego życia, do osiągnięcia szczęścia, do wytrwania w prawdziwej miłości.Drodzy nowożeńcy! Stajecie dziś przy ołtarzu Jezusa Chrystusa i zawieracie sakramentalny związek małżeński, wobec Boga i wielu świadków, ślubując sobie: miłość, wierność i uczciwość małżeńską. Życzę wam, aby nigdy nie ustała wasza miłość, ta, o której mówi św. Paweł, że nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą, nie pamięta złego, lecz wszystko znosi, wszystko przetrzyma. Bez niej życie małżeńskie i rodzinne nie ma ani korzenia, ani sensu. Takiej właśnie miłości: wiernej, cierpliwej, wytrwałej życzę wam z całego serca do końca waszych dni.
Po wysłuchaniu kazania przyszedł czas na główną część mszy. Widziałam z ukrycia, jak mama Agi nie mogła przeżyć, że jej córka wychodzi za mąż za Maćka. Nie lubiła go. Twierdziła, że Maciek zniszczy jej córce życie.
- Agnieszko, Macieju, wysłuchaliście słowa Bożego i przypomnieliście sobie znaczenie ludzkiej miłości i małżeństwa. W imieniu Kościoła pytani was, jakie są wasze postanowienia. Agnieszko, Macieju, czy chcecie dobrowolnie i bez żadnego przymusu zawrzeć związek małżeński?
- Chcemy - odpowiedzieli
- Czy chcecie wytrwać w tym związku w zdrowiu i chorobie, w dobrej i złej doli, aż do końca życia?
- Chcemy.
- Czy chcecie z miłością przyjąć i po katolicku wychować potomstwo, którym Bóg was obdarzy?
- Chcemy.
Następnie była modlitwa, a po niej ksiądz podszedł do małżonków i powiedział:
- Skoro zamierzacie zawrzeć sakramentalny związek małżeński, podajcie sobie prawe dłonie i wobec Boga i Kościoła powtarzajcie za mną słowa przysięgi małżeńskiej.
Ksiądz podstawił Maćkowi mikrofon, a ten powtarzał za kapłanem
- Ja, Maciej, biorę ciebie Agnieszko za żonę i ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący, w Trójcy jedyny i Wszyscy Święci.
Następnie Agnieszka powtarzała po księdzu.
- Ja, Agnieszka, biorę ciebie Macieju za męża i ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący, w Trójcy jedyny i Wszyscy Święci.
-Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela" . Małżeństwo przez was zawarte, ja powagą Kościoła katolickiego potwierdzam i błogosławię w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego.
- Amen - odpowiedzieli wszyscy
Ksiądz zdjął stułę z rąk Maćka i Agi.
Następnie podszedł do ołtarza i pobłogosławił obrączki.
- Niech Bóg pobłogosławi te obrączki, które macie sobie wzajemnie nałożyć jako znak miłości i wierności.
- Amen - odpowiedzieliśmy
W tym momencie ksiądz pokropił obrączki wodą święconą.
- Na znak zawartego małżeństwa nałóżcie sobie obrączki.
Maciek wziął pierwszy obrączkę przeznaczoną dla Agi i nakładając ją na jej serdeczny palec, powtarzał:
- Agnieszko, przyjmij tę obrączkę jako znak mojej miłości i wierności. W imię Ojca, i Syna i Ducha Świętego.
Następnie Agnieszka wzięła obrączkę i powtarzała za księdzem, nakładając obrączkę na serdeczny palec Maćka
- Macieju, przyjmij tę obrączkę jako znak mojej miłości i wierności. W imię Ojca, i Syna i Ducha Świętego.
- Możecie się pocałować - powiedział ksiądz do młodej pary.
W tym momencie matka Agnieszki, a zaraz po niej ojciec wyszli z kościoła, nie wracając już do niego. Widziałam minę Agnieszki. Nie mogła uwierzyć, że w tym cudownym dla niej dniu jej rodzice nie chcieli być.
Gdy przyszedł czas na komunię świętą, koleżanka Agnieszki zaśpiewała "Ave Maria". Miałam po prostu ciarki. Głos miała potężny.
- A ty mi tak zaśpiewasz? - spytał mnie Kamil, szepcząc mi na ucho.
- Zobaczymy - uśmiechnęłam się - Jak będzie grzeczny
- Ale ja zawsze jestem grzeczny
- Sprzeczałabym się
- Oj... kochanie.. Nie przesadzaj.
- Już ty i Piotrek dzisiaj przesadziliście pod kościołem.
- Ale to tylko...
- Nie mów do mnie!! - postawiłam sprawę jasno.
Na koniec wszyscy wyszli z kościoła i czekali na parę młodą. Piotruś z uśmiechem rzucał uzbierane wcześniej grosze. Kamil również rzucał. Cieszył się jak małe dziecko. Nagrałam nawet ten moment i wstawiłam na swoje instastory z hasztagiem #cieszysięjakmałedziecko @kamilstochofficial
Agnieszka i Maciek wyszli z kościoła i zebrali grosze.
- Na wózek - krzyknął jakiś mężczyzna.
- Na wózki - przekrzykiwał go Piotrek.
Następnie wszyscy stanęliśmy do wspólnego zdjęcia.
- A teraz wszyscy wskazujemy palcami na parę młodą i pokazujemy, kto jest dzisiaj najważniejszy - powiedziała pani fotograf.
Tak też zrobiliśmy.
Po "sesji zdjęciowej" przyszedł czas na życzenia. Najpierw ustawili się rodzice Maćka. Następnie rodzina, przyjaciele, my ustawiliśmy się prawie na samym końcu za Stefanem i Marceliną, a przed Justyną i Piotrkiem.
- A co my tak na końcu? - zaśmiała się Justyna
- Cóż, najlepsi na końcu - odpowiedziała Marcelina
- Ostatni będą pierwszymi - powiedział Kamil
My postanowiliśmy oprócz tradycyjnej koperty dać młodej parze nietypowy prezent. Zamówiłam przez internet komplet dwóch poduszek. Białych poduszek, na środku znajdowało się wielkie koło z kwiatów, a w tym kole pisało :Agnieszka i Maciej. 19 września 2020 "
- Dziękujemy. Jakie pięknie - powiedział Maciek
- A ty jaka piękna - uśmiechnęła się Aga, patrząc na moją sukienkę.
- Ale to i tak ty jesteś dzisiaj księżniczką tego wieczoru.
- Od dzisiaj już Agnieszka Kot - uśmiechnęła się
- Czyli jednak nie dwuczłonowe? - spytałam
- Nie. Za dużo zachodu.
Po wręczonym prezencie i życzeniach odeszliśmy od nowożeńców i stanęliśmy z boku z Krzysiem Miętusem i Magdą, a następnie doszedł do nas Jakub Wolny z Karoliną.
- Jesteście jedną, wielką rodziną - skomentowała Karolina - Jesteście na ślubach, chrzcinach, sylwestrach, świętach, urodzinach. Fajnie tak.
- Przecież ty też należysz do tej naszej skocznej rodziny - powiedział Kamil
- Ale jeszcze nie do końca.
- Nie przesadzaj Karolina - powiedziałam
Spoglądałam jeszcze na stojącą w białej sukni Agnieszkę
- Jedziemy? - spytał Kamil
- Tak, jedziemy - odpowiedziałam
Udaliśmy się na parking i wsiedliśmy do naszego samochodu. Pojechaliśmy do sali weselnej. Tam ponad 3/4 gości już było i czekało. Usiedliśmy sobie w bardzo ciekawym towarzystwie. Po naszej lewej stronie Krzysiu z Magdą, a obok nich Magda i Olek. Po naszej prawej stronie Justyna z Piotrkiem, a na przeciwko Marcelina ze Stefanem, obok nich zaś Kuba z Karoliną.
Czekaliśmy, aż para młoda wejdzie na salę. Już w wejściu czekali na nich rodzice Maćka trzymając chleb, sól i wódkę. Zrobiło mi się żal Agnieszki. Jej rodzice już się w ogóle nie pojawili. Jak wyszli z kościoła, tak do tej pory nikt ich nie widział.
Następnie odśpiewano "sto lat" na kilka sposobów i wszyscy usiedliśmy na swoich miejscach.
- Maciek do tej pory zestresowany - powiedział Piotrek - Aż pot płynie mu po skroni.
- A Agnieszka? Jej rodzice wyszli z kościoła i do tej pory ich nie ma. - powiedziałam
- Czyli co, nawet podczas ślubu swojej córki nie mogli się powstrzymać, aby czegoś nie zrobić głupiego? - oburzyła się Justyna
- Ja ich na prawdę nie rozumiem. Może i nie lubią Maćka, ale żeby zrobić to swojej córce? - powiedziała Marcelina
- To jednak córka. - wyszeptałam
- Ja na prawdę nie rozumiem niektórych ludzi -skomentował Stefan
Zrobiło mi się przykro. Nie chciałam jednak podchodzić do Agnieszki i jej dołować. Chcieliśmy, aby to wesele przebiegało w normalnej atmosferze.
Po jakiejś godzinie poprosiliśmy Agnieszkę i Maćka o wspólne zdjęcia, a następnie zrobiłyśmy sobie we trójkę zdjęcie. Ja, Aga i Justyna, które wrzuciłam na swojego instagrama
"I kolejna mężatka w naszej skocznej rodzinie. @agalewkowicz - witaj w rodzinie #wesele #ślub #agaimaciej #wszystkiegonajlepszego #stolatmłodejparze"
Zatańczyłam z Kamilem do kilku piosenek, ale jednak usiedliśmy na miejscach. Zajmowaliśmy się małą Wiktorką,tylko Piotruś był przez cały czas na parkiecie i świetnie się bawił Robił furorę wśród wszystkich młodych dziewcząt, które z chęcią nosiły go na rękach i robiły sobie z nim zdjęcia. Piotrusiowi się to podało.
Około 20:00 podeszła do mnie Agnieszka i szepnęła mnie na ucho.
- Mogę cię na chwilę poprosić? -spytała
- Tak - odpowiedziałam
Wstałam z miejsca i poszłam z Agą do głównego korytarza, a tak skręciłyśmy w prawo i dotarłyśmy do pokoju, w którym znajdowała się kanapa , dwa fotele i stolik.
- Coś się stało? - spytałam
- Widziałaś, co moi rodzice zrobili? - Agnieszka się rozpłakała
- Widziałam.... - byłam bezradna
- Co ja mam teraz zrobić?
- Nie wiem... Nie wiem co mam ci teraz powiedzieć. Jeszcze nigdy nie znalazłam się w takiej sytuacji.
- Ale matka Kamila ciebie nie lubiła, a twój ojciec Kamila
- Mój tata nie żyje, a w dniu swojej śmierci przekonał się co do Kamila, z jego mamą nie było łatwo, ale w końcu się udało, przyszła normalnie na ślub, obecnie z chęcią zajmuje się wnukami. Nie mamy już takich problemów.
- A co ja mam powiedzieć?
- Wiesz Aguś... Choć bym chciała, to nie mam co ci doradzić. Musisz być silna.
- Tylko ja już Kasia mam wszystkiego dość
- Nie mów tak - przytuliłam ją - Jesteś silną babką. Poradzisz sobie
- Wiem...
- Wierzę w ciebie....
Po chwili jednak zapytałam
- A czy Maciek wie o twoich rozterkach?
- Nie...
- Jesteście już małżeństwem. Chcesz od samego początku mieć z nim jakiekolwiek tajemnice?
- Nie..
- No więc mu powiedz
- Widzisz Kasia, że on się stresuje całym tym weselem. Jak mu dołożę swoje problemy to...
- To jesteście tym małżeństwem, czy nie?!
- No jesteśmy
- No to właśnie powinniście mówić o swoich wspólnych problemach
- Tak myślisz?
- Tak
- Dziękuję - powiedziała, po czym mnie przytuliła i wróciłyśmy na salę.
Wróciłam na swoje miejsce.
- Coś poważnego? - spytał Kamil
- Nie... Takie tam babskie sprawy
- Nie mów, że Maciuś będzie ojcem! - Kamil wybuchnął śmiechem
- Nie.... - jednak po chwili zastanowienia dopowiedziałam - Szczerze? To nie wiem.
Mała usnęłam już o 21:00. Piotruś też robił się śpiący, ale jednak dalej często wychodził na parkiet i tańczył z wszystkimi panienkami około 20 lat.
- Ma branie. Po mnie! - powiedział Kamil
- Urodę również po tobie - dopowiedziałam
- I te ruchy Kamila - dopowiedział Stefan
- I ten jego uśmiech - powiedział Piotrek
- Postura? Cały Kamil - mówiła Justyna
- Oczy też. Takie małe, jasne po Kamilu - odezwała się Marcelina
- Czyli nie musisz robić badań DNA. Wiesz, że to twój syn - Krzysiek klepnął Kamila w plecy
Już po 23:00 pożegnaliśmy się z Agnieszką i Maćkiem i wróciliśmy do naszego domu. Wyszliśmy razem z Justyną i Piotrkiem, którym mały Maciuś usnął podczas wesela
- Chciałeś się przypodobać Maćkowi, nadając tak na imię swojemu synowi? - zaśmiał się Kamil do Piotrka
- A ty chciałeś się mi przypodobać? - odpowiedział sarkastycznie Piotrek
- Oj Piotruś, Piotruś - mówiła Justyna do swojego męża.
Wróciliśmy do swojego domu. Przebrałam dzieci w piżamy. Sama zrobiłam sobie relaksującą kąpiel i położyłam się spać. Po chwili dołączył do mnie Kamil i usnęliśmy w swoich objęciach.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
kiki2000





Komentarze
Prześlij komentarz