22 września - we wtorek chłopcy pojechali na zgrupowanie do Planicy. Ja, korzystając z chwili "wolności" postanowiłam odwiedzić Justynę w Wiśle. Mówiła mi już podczas ślubu Agi i Maćka, że pomiędzy nią, a Piotrkiem nie jest kolorowo. Chciałam się czegoś dowiedzieć, zbadać sytuację, ale Justyna mnie uprzedziła i sama zaproponowała mi, abym ją odwiedziła.
A więc gdy tylko chłopcy wyjechali o 6:00, od 9:00 zaczęłam ubierać dzieci i szykować się do wyjazdu do Wisły.
Ubrałam się w jasne jeansy i czarny sweter.
O 9:30 wsiadłam wraz z dziećmi do samochodu, a o 12:00 byłam już w Wiśle.
Justyna czekała już na mnie.
Przywitałyśmy się gorącym uściskiem
- A gdzie masz dzieci? - spytałam
- A gdzie mogę mieć?
- W szkole?
- No tak.
- To już oboje chodzą do szkoły?
- No tak. Kubuś ma w tym roku, w październiku ślubowanie na pierwszaka, a Karolinka chodzi do żłobka. Zawożę ją codziennie.
- A jak mały Maciuś?
- Śpi... Usnął godzinę temu.
- Wikusia nie chce w ogóle spać.
- Jak to?
- Nie śpi w ogóle. Nie płacze, ale nie śpi całą noc. Ile ja i Kamil musimy się namordować, aby ją uśpić, to za dwie godziny wstaje i od nowa sobie leży i nie uśnie.
- Niezniszczalne dziecko
- A żebyś wiedziała.
- Mój Maciuś ciągle śpi.
- A więc co? Leniuchujesz sobie? - uśmiechnęłam się
- Można tak powiedzieć, ale przy małych dzieciach to ciągle sprzątam, a jak chcę gdzieś wyjść, to nie mam jak, bo akurat Maciuś śpi.
- Czyli jeszcze nie czas na wychodne?
- Jeszcze nie - uśmiechnęła się
Po chwili spytała:
- Może kawę?
- Nie. Jeszcze nie. Dzisiaj herbatę.
- Ok. Owocowa czy zwykła?
- Zwykła.
- Słodzisz tak jak zawsze, dwie?
- Tak, dwie płaskie
- Ok. Już się robi
Justyna poszła do kuchni , a po chwili przyniosła mi gorącą herbatę.
- Proszę - powiedziała, podając mi kubek gorącego napoju
- Dziękuję - odpowiedziałam
Spoglądałam ukradkiem na Piotrusia, który bawił się na dywanie przywiezionymi ze sobą samochodzikami.
- Kiedy pszyjedzie Kalolina? - spytał sepleniąc i nie mówiąc dobrze "r"
- Za godzinkę będzie - odpowiedziała mu Justyna
- A ty musisz po nią jechać? - spytałam
- Nie. - odpowiedziała mi - Ja zawożę rano Karolinkę i Kubusia , a moja mama ich odbiera i przywozi mi ich do domu. Czasami jak Karolinka wraca wcześniej o 12:00, to moja mama ją przywozi, a o 13:50, jak kończy Kubuś to jest bus i podwozi mi go prawie pod dom.
- Bus szkolny? - dopytałam.
- Tak.
- No to fajnie masz.
- A wy? Myślicie już o przedszkolu dla Piotrusia?
- Nie. Nie rozmawialiśmy jeszcze o tym, ale... myślimy, że pójdzie normalnie do szkoły do zerówki jako sześciolatek. Niech ma dzieciństwo, takie jak my mieliśmy.
- A co? Chce już skakać jak tata?
- Tak. Skacze mi z kanapy, z łóżka niemal że codziennie. Myślimy, żeby już teraz od listopada wypuszczać go na dwór na śnieg, bo już końcem października mówią śnieg u nas w Zakopanem.
- U nas nie wiem.... Nie oglądam długoterminowej pogody.
- Ja wieczorem, ale to jak mam czas.
- Ja nigdy nie mam czasu - uśmiechnęłam się
- A jak Kubuś? Też skacze?
- Tak. Zapisałam go w poniedziałek do tej szkółki niedaleko nas.
- I co? Zaczyna trenować?
- Już jutro pierwszy trening w profesjonalnej szkółce
- Pewnie wielkie przeżycie.
- Tak. Musiałam kupić mu google i kask, bo na razie kombinezony mają, jeśli jakiś by nie pasował, to rozmawiałam już z Marceliną, to by uszyła Kubusiowi kombinezon.
- A narty i pozostałe rzeczy? - spytałam, popijając łykiem herbaty
- Mają. Ale wiesz, cała się stresuję, bo może coś mu się nie spodobać. Z tego co się orientowałam, to do takiej szkółki zapisują coraz to mniejsze dzieci.
- Wiem - powiedziałam - W naszym klubie mamy grupę 25 zawodników. 3 dziewczynki, ale już pięcio i sześciolatki u nas trenują.
- A jak to jest u was? Wy macie całe wyposażenie?
- Tak, kombinezony, szyte na miarę przez Marcelinę, google, kask, narty, wszystko mamy. Jak oczywiście ktoś ma swój sprzęt, to jest to mile widziane.
- A oni potem te kombinezony biorą do domów jak są na nich za małe na pamiątkę?
- Raczej tak, ale jak ktoś nie chce, to zostawia u nas. Może przecież komuś się przydać, po co zamawiać co rok nowe kombinezony, bo przecież dzieci szybko rosną, jak są stare, niezniszczone kombinezony. Już kilka nam zostało , bo mamy kilku chłopaków 9 lat, którzy są z nami już od samego początku, czyli prawie 2 lata i po kilku miesiącach kombinezon jest za mały. Mamy kilka w magazynie kombinezonów użytych przed 6 góra 8 miesięcy, które są niezniszczone w ogóle. Bodajże dwa całe zielone, jeden zielono-czarny i jeden miętowy.
- A dziewczynki? Jak im idzie?
- Bardzo dobrze. Wiesz jak to słodko wygląda, jak siadają w tych swoich różowych kombinezonach, te różowe kaski i google. Słodkie to jest.
- Planujecie jakiś obóz?
- Teraz w sierpniu byli na tydzień w Wiśle. Ja nie pojechałam, bo to Wiktorka malutka, Kamil pojechał na tydzień do was, do Wisły. W lipcu byli w Szczyrku na 4 dni, a teraz planuję w wakacje obóz dwutygodniowy do Planicy.
- Wow!
- Szukam już sponsorów, ale wiesz sama jak to jest z małymi dziećmi.
- Wiem, nic nie zrobisz, nic nie zaplanujesz.
- Mam już dwóch sponsorów. Myślę jeszcze o sponsorze Kamila, ale wiesz jak to jest... Choć byś chciała, to nie wszystko się uda.
- I co? Ty też byś pojechała?
- A czemu by nie? Wikusia miałaby roczek, Piotruś 3,5 roku więc... Wyjazd do Planicy byłby dla nich świetnymi wakacjami.
- Czyli już myślicie o wakacjach?
- Nie chcę jechać nigdzie za granicę. Wcześniej z jednym dzieckiem byłoby to wszystko możliwe, ale wiesz... z dwojgiem gdzieś lecieć daleko, a tutaj to byśmy pojechali samochodami.
- Też racja. Niby samolotem szybciej, ale jeśli chodzi o dzieci to bardziej samochód.
Nie mówiłam nic... Chciałam, aby zapanowała kompletna cisza, a później wprost zapytałam Justynę.
- A jak między tobą a Piotrkiem? - spytałam
Justyna odpowiedziała mi milczeniem.
- Halo... Ziemia do Justyny - powiedziałam głośniej
- A co ja mogę ci powiedzieć - westchnęła - Jest źle i tyle w temacie
- Ale jak źle? Nie odzywacie się do siebie czy jak to jest?
- Tylko ze względu na dzieci coś do siebie powiemy.
- To o co poszło?
- Ja już sama nie wiem..... - Justyna zaczęła się rozklejać. - Może już nie mam takiej figury co kiedyś?
- No co ty! Justyna! Każda kobieta chciałaby mieć taką figurę po trzech ciążach.
- Szczerze? Gdyby nie ta ciąża, to pewnie dawno byśmy się rozeszli
- Nawet tak nie mów.
- Ja to przeczuwam, że.... on może kogoś ma.
- Justyna! Nawet tak nie mów! Przecież byliście idealnym małżeństwem.
- Wiem, ale co z tego?
- Przecież nawet gdyby kogoś miał, to przecież by ci powiedział. Co nie?
- Nie wiem... Na prawdę nie wiem.
- Oj, jakoś może wszystko się ułoży.
- Co ma się ułożyć, jak my nawet nie śpimy razem.
- Co? - aż zakrztusiłam się herbatą - Jak to?
- Śpimy w sypialni, żeby Kubuś czegoś nie podejrzewał. Ja śpię na łóżku, a Piotrek centralnie po tej samej stronie na podłodze na materacu.
- Ale nawet Maciuś was nie zbliżył?
- Może trochę, ale... ja bardzo go kocham, ale ja sama niczego nie zdziałam. To musi też być zainteresowanie do naprawy małżeństwa z jego strony.
- Może wszystko się ułoży..
- Ja w to wierzę, ale czy Piotrek? Nie wiem....
W tym momencie drzwi wejściowe się otworzyły:
- Już jesteśmy - wykrzyknęła mama Justyna
Karolinka wbiegła do pokoju, rzucając się Justynie na szyję, krzycząc:
- Mama!
Było to takie słodkie i wzruszające
- To może my się już bierzemy zbierać? - chciałam już pójść, pewnie bym przeszkadzała
- Nie, zostańcie - powiedziała Justyna
Po chwili do salonu wszedł Kubuś wraz z mamą Justyny.
- Mama! - powiedział
- I jak tam synku w szkole?
- Dobrze. Dostałem 6 z pisania literek!
- O! No to jak fajnie! - powiedziała Justyna
Mama Justyny przywitała się ze mną i usiadła obok mnie na kanapie.
- Mamo, herbaty?
- Może być. Owocowa.
- Dobrze
Justyna poszła do kuchni, aby zrobił swojej mamie herbatę.
- Ciężko z dwojgiem dzieci? - spytała
- Nie... Już powoli się przyzwyczajam. - powiedziałam
- Tutaj Justynka ma troje na głowie. I to dwóch chłopaków. Niesfornych chłopaków!
- Nasz Piotruś jest na razie spokojny, ale to chyba wszystko do czasu. Już skacze w domu z kanapy, z pufy, z krzesła... Już po prostu nie mogę go upilnować
- Kubuś też skacze. Jutro ma pierwszy trening
- Tak, wiem. Mówiła Justyna.
- Tak się boję o niego.
- Nie ma potrzeby. Jeśli klub jest miły, przyjazny i ćwiczą w nim dzieci, które wiedzą, czego chcą, to nie ma problemu. Dzieci same na kierunkują inne dzieci do skakania. Tak jak w naszym klubie. Treningi są dla nich częściowo zabawą, ale także dzieci podświadomie wiedzą, że za kilka lat będą tak skakać, jak ich idole z telewizora.
- To miłe z waszej strony, że założyliście taki klub.
- Dziękujemy - odpowiedziałam
- A ile dzieciaków u was trenuje?
- 25, w tym 3 dziewczynki
- Dziewczynki też?
- Tak.
- A czy to dla nich niebezpieczne?
- Jeśli dziecko się nie boi i rodzice się nie boją, to czemu nie?
- Ja na przykład nie znam żadnej kobiety, która skacze na nartach.
- Już podczas Igrzysk Olimpijskich w Pjongczang odbyły się skoki pań. W Polsce wiele dziewcząt skacze
W tym momencie Justyna przyniosła swojej mamie herbatę.
- My już się będziemy zbierać - powiedziałam, po czym wstałam z kanapy.
- Już? Tak szybko? - spytała Justyna
- Tak..... Wikusia o tej porze będzie spać.
Spojrzałam się na Piotrusia
- Choć Piotruś, jedziemy już do domu.
- Nie! - wykrzyknął
- Pojedziemy do dziadka, do babci, do cioci Ani, do Abdula, do Jessici.
- Do dziadka? - spytał Piotruś
- Tak, do dziadka
Gdy Piotruś usłyszał, że pojedziemy do dziadka, od razu wstał z podłogi, zebrał zabawki i pobiegł do przedpokoju i już sam zaczął nakładać kurtkę. Pomogłam mu się ubrać, ubrałam Wiktorię, sama założyłam buty i kurtkę, pożegnałam się z Justyną, wsiedliśmy w samochód i pojechaliśmy do Zakopanego.
Po 16:00 byliśmy już w Zakopanem
- Do dziadka! - wykrzyknął Piotruś w samochodzie, czym obudził Wiktorię
- Dziadek pojechał. - powiedziałam
- Gdzie?
- Do kolegi.
- Po co?
- W odwiedziny. Jutro pojedziemy do dziadka - powiedziałam na spokojnie
Oczywiście kłamałam. Nie miałam ochoty wsiadać w samochód i jechać do Zębu. Musiałam posprzątać w domu, nakarmić Wikusię i takie tam.
Zmęczona po wykonaniu tych wszystkich prac położyłam się na kanapie o 19:00. Piotruś bawił się na dywanie zabawkami.
Podniosłam klapę laptopa. Czasami lubię sobie wejść i posprawdzać jakieś nowinki fotograficzne, informacje.
Nagle w tym momencie dostałam powiadomienie ze Skype'a. "Kamil dzwoni"
Odebrałam więc połączenie. Na ekranie pojawił się Kamil.
- Patrz Piotruś, tata dzwoni - powiedziałam do Piotrusia, który szybko wstał z dywanu i podbiegł do laptopa.
- Hej tata! - wykrzyknął - Kocham cię!
- Ja ciebie też kocham - odpowiedział mu uśmiechnięty Kamil
- Kiedy tata wlócisz? - spytał
- W sobotę.
- CO? Tak długo?
- Tak kochanie....
- A co lobisz?
- Siedzę na łóżku.
- Aha....
- A co ty dzisiaj syneczku robiłeś?
- Byłem u Kuby i Kalolinki i u Macka.
- Aha... I co? Fajnie było?
- TAK! - wykrzyknął - A wiesz... jutlo jade do dziadka.
- Naprawdę?
- Tak! Mama mi obiecała!
- To fajnie. A co robi Wiktoria?
- Wiktolia? Śpi.
- To musisz być cicho, żeby jej nie obudzić
- Wiem... Dlatego ide sie bawić. Pa! - Piotruś pomachał Kamilowi
- Pa! - odmachał mu Kamil
Piotruś pobiegł do swoich zabawek
- Jutro jedziecie do taty?
- Musiałam go jakoś wyciągnąć od Justyny i powiedziałam, że jedziemy do dziadka, ale... nie miałam siły i obiecałam mu, że pojedziemy jutro i już nie może się doczekać.
- A jak u Justyny? Wiesz coś?
- Jest źle, że gdyby nie Maciuś, to chyba już dawno by się rozeszli.
- Naprawdę?
- Tak... Śpią w sypialni tak, że Justyna na łóżku, a Piotrek na podłodze na materacu, żeby Kubuś nic nie podejrzewał. A ty coś wiesz od Piotrka?
- Właśnie nie do końca to rozumiem...
- A co? Coś się stało?
- Przed chwilą byłem u nich w pokoju - u Piotrka i u Maćka. Maciek tam opowiadał o ślubie i tak dalej... I Maciek spytał się mnie, czy mam jakieś zdjęcia Wiktorii. No to wyciągnąłem telefon i pokazałem mu ostatnie zdjęcia i w tym momencie Piotrek wyciągnął telefon i taki zadowolony pokazywał mi i Maćkowi zdjęcia Maciusia i Karolinki i Kubusia na rozpoczęciu roku szkolnego.
- A o Justynie nic nie wspomniał?
- Jak Maciek się zapytał, jak Kubuś w szkole, to powiedział, że dobrze, że Justyna go zawozi, a jego teściowa go przywozi czy jakoś tak...
- To ja też już tego nie rozumiem.
- Wiesz... Może lepiej się nie wtrącać...
- Też tak mi się wydaje.
- Właśnie kochanie.... - powiedział Kamil - mam sponsora na ten wyjazd dzieciaków do Planicy..
- Naprawdę?
- Tak. Rozmawiałem dzisiaj z moim sponsorem i .... chyba uda na nam się zorganizować zgrupowanie nie ma 14 dni, tylko na 19...
- Naprawdę?! - byłam prze szczęśliwa
- Tak, już wszystko mam dogadane.
- Jestem z ciebie dumna - powiedziałam - Właśnie jutro miałam dalej szukać sponsorów, ale jak ci się udało to... mam wolne - uśmiechnęłam się - Mam nadzieję, że dzieciakom się spodoba
- Ja bym im powiedział dopiero.... końcem października - powiedział Kamil - Teraz mają treningi i szkołę, a taki wyjazd będą bardzo przeżywać i nie skupią się na tym, co najważniejsze - czyli treningi i szkoła.
Po rozmowie z Kamilem poszłam wziąć kąpiel i położyłam Piotrusia spać. Sama usnęłam po 21:00.. Byłam wyczerpana, a w dodatku Wiktoria obudziła mnie swym płaczem o 2:00 nie spałam do 5:30.
Położyłam się ponownie spać o 5:45, jednak Piotruś obudził mnie o 7:30 z informacją, że "chce jechać do dziadka". Powiedziałam mu, że jest jeszcze za wcześnie, ale... musiałam już wstać z łóżka...
W lustrze wyglądałam jak potwór, ale.... cóż... Zrobiłam dzieciom śniadanie, nakarmiłam Wiktorkę i sama zjadłam owsiankę, ale cóż.... Nagle dostałam SMS-a od Justyny
"Widziałaś ten artykuł?"
I do tego link z artykułem "Nigdy nie pokazuję się w domu bez makijażu! - akcja jednej z aktorek poruszyła polskie środowisko!"
Było to dla mnie chore, że nawet w domu trzeba mieć makijaż. Nie spodobało mi się to kompletnie. Spojrzałam na datę artykułu. Było to dzisiaj o 6:45. Postanowiłam, że.... coś trzeba z tym zrobić. Spojrzałam na siebie w lustrze, kompletnie nieumalowana, w za dużej piżamie, z potarganymi włosami i .... zrobiłam sobie selfie.
Wstawiłam je na swojego instagrama.
"Dzisiaj rano dostałam informację o tym, że "gwiazdy" nawet we własnym domu muszą mieć makijaż. Jest to dla mnie chore. Czy naprawdę żadna kobieta nie ma umiaru w tym, że makijaż tylko nas szpeci? Przecież każda kobieta bez makijażu wygląda tak pięknie i naturalnie. Przez makijaż wyglądamy jak mumię we własnym ciele, a to przecież nie o to chodzi. Makijaż ma nam dodawać elegancji w pewnych sytuacjach. Dlaczego więc musimy go sobie robić codziennie, nawet w domu, gdy jemy z mężem śniadanie, czy przewijamy dzieci? Czy w końcu my - kobiety zrozumiemy to, że makijaż nie jest już piękną ozdobą, tylko ogromną przesadą? Rozumiem, że chcemy podkreślić swoje usta czy oczy w wyjątkowych sytuacjach : sylwester, ślub, może spotkanie w telewizji, ale dlaczego mamy nakładać tony pudru w domu? Dlatego też zachęcam was do akcji, tutaj na instagramie #nomakeup. Wrzucajcie swoje zdjęcia z hasztagiem #nomakeup i pokażcie światu, że jesteście piękne bez ton pudru czy podkładu. Pokażcie, że w domu jesteście świeże i naturalne. Kobiety- łączmy się #nomakeup #zeromakijażu #zeromakijażuwdomu "
Po wrzuceniu posta wyłączyłam internet w telefonie i poszłam przewinąć małą Wiktorię. W tym momencie nie wiedziałam, jak bardzo poruszyłam internet...
Włączyłam telewizor i oglądałam poranne wiadomości. W między czasie ubrałam się w jeansy i sweter, włosy związałam w kucyka.
Włączyłam sobie również laptopa i zalogowałam się na pocztę. Rzadko kiedy dostaję jakieś e-maile, chyba że to newsletter , ale poza tym nic szczególnego. Tym razem dostałam e-maila od niejakiego użytkownika "wojciechkozak.historiaprawdziwa" Otworzyłam z zaciekawieniem e-maila. Wcześniej jednak spojrzałam na datę. Dostałam go wczoraj około 21:00.
"Witam!
Nazywam się Wojciech Kozak i jestem twórcą kanału na serwisie you tube pod tytułem "Historia prawdziwa". Ukazuję na nim prawdziwe oblicze historii, nie tylko Polski, ale i całego świata. Pokazuję ją na swoich filmikach w różny sposób. Raz bardziej śmieszny, raz poważny. Chciałbym pokazać nie tylko młodzieży, ale i dorosłym prawdziwe oblicze historii, które nigdy nie ujrzało światła dziennego.
Dotarłem do Pani z różnych źródeł. Wiele czytałem na Pani temat w Internecie. Nie wiedziałem, że brała Pani udział w tylu konkursach na szczeblu wojewódzkim, jak i ogólnopolskim. Bardzo zaciekawiłem się pańskimi osiągnięciami i dlatego chciałbym zaprosić Panią do współpracy na moim kanale.
Każdy swój filmik nagrywam jeden, maksymalnie dwa całe dni w tygodniu , zazwyczaj w swoim domu lub w muzeum itp. Zazwyczaj jest to środa i czwartek lub czwartek i piątek. Pochodzę z Krakowa i tam obecnie mieszkam, więc dojazdy są tylko kwestią czasu.
Byłbym bardzo zadowolony, jeśli chciałaby Pani przyłączyć się do współpracy z moją skromną osobą.
Oczywiście jest to współpraca z odpowiednim wynagrodzeniem, często otrzymywanym z wyświetleń z serwisu you tube
O więcej informacji proszę dzwonić pod numer : 518 *** ***
Serdecznie pozdrawiam
Wojciech Kozak"
Byłam zaskoczona propozycją, którą otrzymałam. Jeszcze nigdy nie dostałam takiej propozycji. Chciałam jednak dowiedzieć się coś więcej, bo propozycja ta wydawała się bardzo kusząca. Wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam pod podany numer.
- Halo - odezwał się głos mężczyzny
- Dzień dobry. Nazywam się Katarzyna Witkowska - Stoch i dzwonię w sprawie otrzymanego od pana e-maila
- O! To pani!
- Przepraszam, że dopiero teraz dzwonię, ale.... dopiero teraz zalogowałam się na poczcie.
- Nic nie szkodzi, ja.... dopiero co wstałem, więc..
- Oj, to przepraszam, mam nadzieję, że pana nie obudziłam
- Nie...Nic się nie stało.
- Bo wie pan, ja w sprawie tego e-maila...
- Zgadza się pani? - przerwał mi w połowie zdania
- Wie pan.... Ja od razu po przeczytani zadzwoniłam, bo myślałam, że to jakiś żart... Nawet gdyby coś, to musiałabym to skonsultować z mężem.
- Rozumiem.
- Ale jakby pan mógłby mi powiedzieć jak to wszystko wygląda?
- Dobrze, a więc.... kilka tygodni wcześniej wybieram temat sam lub z komentarzy pod filmikami. Szukam wielu informacji, piszę scenariusz, wysyłam go do moich zaufanych historyków, wykładowców na Uniwersytecie Jagiellońskim, następnie nagrywam filmik przez niecałe 2 dni, później moi koledzy go montują i wrzucam na kanał. Zawsze we wtorki o 18:00.
- Aha... Nagrania są zawsze u pana w domu?
- Zazwyczaj, chyba, że w jakiś muzeach itp.... Oczywiście na wszystko muszę mieć zgody i załatwiam wszystko odpowiednio wcześniej.
- Oglądałam kilka razy pana filmiki na kanale i.... dlaczego wybrał pan akurat mnie?
- Jestem w tej branży od 3 lat, wcześniej wrzucałem filmiki raz na miesiąc, teraz albo co tydzień, albo co dwa tygodnie we wtorki. Szukam jakiejś świeżości w moich filmach. Wiem, że kostiumy, scenografia, czy zmontowane śmieszne filmiki nie dadzą tego samego, co nowa współprowadząca. Nie szukam ludzi po studiach historycznych, ponieważ tacy będą pracować w muzeach, w szkołach , a przede wszystkim studiowali oni historię taką, jaka jest w podręcznikach i trzymają się kurczowo tych faktów. Przecież nikt nas nie uczył, że Kazimierz Wielki miał jednocześnie trzy żony, a Stanisław August Poniatowski doprowadził do rozbiorów, bo caryca Katarzyna mu się podobała, nikt też nie uczył nas, że pierwszą miłością Hitlera była żydówka, która go później rzuciła.... Znalazłem panią w Internecie. Ostatnio nawet czytałem artykuł, że brakuje takiej młodzieży o wiedzy historycznej w Małopolsce i właśnie w tym artykule była pani wymieniona, jaka dziewczyna, która napisała bezbłędnie ogólnopolski turniej wiedzy historycznej. Postanowiłem panią odnaleźć i gdyby nie to dwuczłonowe nazwisko, to ciężko by było mi panią znaleźć.
- Czyli jak to mówią, nazwisko panieńskie czasem się przydaje. - uśmiechnęłam się
- Czasem tak..
- Przepraszam, że pytam tak od razu, ale jak jest z finansami?
- Za 1 wyświetlenie otrzymuję 10 groszy.... Zazwyczaj płacę ekipie za filmik po tygodniu, jeśli po tygodniu mam 200 000 wyświetleń, to otrzymuję 20 000 złotych. Oprócz mnie, współpracuje jeszcze 3 inne osoby, a więc każdy z nas dostaje po 4 tysiące, a pozostałe pieniądze, zawsze odkładam, bo to wejście do muzeum, kupić kostium, zapłacić za prąd, internet, coś się zepsuje i takie tam. Następnie po kolejnym tygodniu przybędzie mi pod tamtym filmem około 100 000 wyświetleń, a więc otrzymuję 10 000 złotych i wtedy płacę po około 2000 dla każdego i reszta to oszczędności. Oczywiście są to przykładowe sumy, bo zdarza mi się po tygodniu mieć 500 000 wyświetleń, przez co każdy z nas zarabia więcej. Ceny są różne. Zależy od wyświetleń, ale tydzień, maksymalnie dwa tygodnie po emisji odcinka jest wynagrodzenie.
- Aha..
- I jak? Wchodzi pani w to?
- Porozmawiam z mężem i dam panu wieczorem odpowiedź.
- Dobrze czekam.
- Do widzenia
- Do usłyszenia.
Nie wiedziałam, czy mam się zgodzić na taką propozycję. Jak chodziłam do gimnazjum i do liceum to historia była moim życiem. Bardzo marzyłam o pracy historyka, a potem złożyłam odruchowo papiery na uczelnię jako pedagog... Nie wiem, czym się wtedy w życiu kierowałam, ale .... był to błąd.
Może teraz miałaby być szansa, aby to naprawić?
Chciałam to sobie wszystko na spokojnie przemyśleć, no bo..... dostałam szansę od losu... Jeśli odmówię, będę tego żałować. Jeśli przyjmę, będę szczęśliwa, ale wtedy.... musiałabym wszystko ze sobą pogodzić. Dzieci, dom, Kamil....
Piotruś już jest duży, więc od rana do wieczora mógłby zostać u dziadków, ale... Wiktoria.... jest jeszcze za mała, aby zostawić ją z dziadkami na cały dzień.
Postanowiłam zatem napisać SMS-a do Kamila
"Hej kochanie, co robisz?"
Po chwili mi odpisał.
"Leżę"
"A masz chwilę, aby pogadać na SKYPE'a?"
"A coś się stało?"
"Nic poważnego, ale musimy porozmawiać"
"Ok"
Włączyłam laptopa i zadzwoniłam do Kamila
- Hej kochanie - powiedział
- Hej
- Co to za sprawa?
- Bo wiesz... Dostałam propozycję współpracy.
- Co?!- Kamil był ewidentnie zdziwiony
- Wiem, że to dziwnie brzmi, ale dostałam propozycję współpracy z tym kanałem na yt "Historia prawdziwa"
- To ten Wojtek Kozak, który tak fajnie opowiada?
- Tak, to ten
- I co? Zgodziłaś się?
- Nie wiem...
- Ale nad czym ty się zastanawiasz?!
- Chciałam wysłuchać twojej opinii...
- Ja bym brał w ciemno! Przecież sama mówiłaś, że interesujesz się historią do tej pory. Dlaczego się jeszcze nie zdecydowałaś?
- Nagrania trwają w środy i czwartki od rana do wieczora, lub w czwartki i piątki.
- No i? To lepiej dla nas. Jakby były w poniedziałki lub we wtorki, to w trakcie sezonu nie widzielibyśmy się w ogóle..
- Ale...
- Ale .. co?
- Co z dziećmi?
- Piotruś przecież do moich rodziców, a Wiktoria..
- No właśnie.... A po drugie.... Nie chcę obciążać twoich rodziców.
- Ale oni się ucieszą, że mogą spędzić czas z wnukiem.
- A myślisz, że to dobry pomysł?
- Najlepszy, a tą współpracę... to nawet nie musiałaś się mnie pytać. Wierzę w ciebie! - mówił tak przekonująco - Wierzę, że ci się uda!
- A co z Wiktorią?
- A nie mogłabyś brać jej na nagrania?
- Nie wiem sama.... Musiałabym jeszcze porozmawiać z Wojtkiem i twoimi rodzicami.
- To już dzwoń. Teraz zaraz!
- Ale jak to teraz?
- Nawet się nie rozłączaj. Dzwoń!
- Na pewno?
- Tak!
Wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam do taty Kamila. Wyjaśniłam mu całą sytuację. Powiedział, że powinnam się rozwijać, a on chętnie z Krystyną zajmie się Piotrusiem i .... Wiktorią.
Bardzo się ucieszyłam i zadzwoniłam nawet do Wojtka. Powiedziałam mu, że się zgadzam , ale był jeden warunek. Nie za każdym razem, ale dość często będę przyjeżdżała z Wiktorią. Może czasem i z Piotrusiem. Wojtek zgodził się. Powiedział, że jego żona jest zawsze w domu, więc w razie potrzeby mogłaby się zająć dziećmi. Bardzo mnie to ucieszyło i... zostałam zaproszona na nagranie już w przyszłą środę. Temat "Benito Mussolini" Jak dla mnie dość ciekawy i intrygujący temat.
- Wszystkie materiały już mam. Wyślę pani na e-maila - powiedział Wojtek
- Dobrze, nie ma sprawy.
- Mam w planach zrobić dla pani kostium Włoszki. Mam nadzieję, że się pani spodoba
- Ok...
- A więc... Już nie mogę się doczekać naszej owocnej współpracy
- Ja też.
- A więc do zobaczenia
- Do zobaczenia
Byłam taka szczęśliwa, że od razu zadzwoniłam do Kamila z wiadomością, że.... zaczynam kolejny etap w swoim życiu.
- A jak już tak bardzo zaczynasz zmieniać swoje życie, to wejdź na instagrama i zobacz, jak bardzo zmieniasz polski internet i show biznes - powiedział mi Kamil
- Ale, że co?
- Wejdź i zobacz
Nie wiedziałam, o co mu chodzi , ale weszłam na instagrama i zobaczyłam tyle pozytywnych komentarzy pod moim postem. Nawet wielkie, polskie aktorki, modelki, piosenkarki, WAG's piłkarzy poparły mój protest i same zaczęły wrzucać zdjęcia na instagrama bez grama makijażu. To takie urocze, jak my, ludzie, potrafimy się zjednoczyć, jeśli na czymś bardzo nam zależy. Zrobiło mi się miło na sercu, że inne kobiety przyłączyły się do mojej akcji.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
I co sądzicie o dzisiejszym opowiadaniu?
kiki2000
A więc gdy tylko chłopcy wyjechali o 6:00, od 9:00 zaczęłam ubierać dzieci i szykować się do wyjazdu do Wisły.
Ubrałam się w jasne jeansy i czarny sweter.
O 9:30 wsiadłam wraz z dziećmi do samochodu, a o 12:00 byłam już w Wiśle.
Justyna czekała już na mnie.
Przywitałyśmy się gorącym uściskiem
- A gdzie masz dzieci? - spytałam
- A gdzie mogę mieć?
- W szkole?
- No tak.
- To już oboje chodzą do szkoły?
- No tak. Kubuś ma w tym roku, w październiku ślubowanie na pierwszaka, a Karolinka chodzi do żłobka. Zawożę ją codziennie.
- A jak mały Maciuś?
- Śpi... Usnął godzinę temu.
- Wikusia nie chce w ogóle spać.
- Jak to?
- Nie śpi w ogóle. Nie płacze, ale nie śpi całą noc. Ile ja i Kamil musimy się namordować, aby ją uśpić, to za dwie godziny wstaje i od nowa sobie leży i nie uśnie.
- Niezniszczalne dziecko
- A żebyś wiedziała.
- Mój Maciuś ciągle śpi.
- A więc co? Leniuchujesz sobie? - uśmiechnęłam się
- Można tak powiedzieć, ale przy małych dzieciach to ciągle sprzątam, a jak chcę gdzieś wyjść, to nie mam jak, bo akurat Maciuś śpi.
- Czyli jeszcze nie czas na wychodne?
- Jeszcze nie - uśmiechnęła się
Po chwili spytała:
- Może kawę?
- Nie. Jeszcze nie. Dzisiaj herbatę.
- Ok. Owocowa czy zwykła?
- Zwykła.
- Słodzisz tak jak zawsze, dwie?
- Tak, dwie płaskie
- Ok. Już się robi
Justyna poszła do kuchni , a po chwili przyniosła mi gorącą herbatę.
- Proszę - powiedziała, podając mi kubek gorącego napoju
- Dziękuję - odpowiedziałam
Spoglądałam ukradkiem na Piotrusia, który bawił się na dywanie przywiezionymi ze sobą samochodzikami.
- Kiedy pszyjedzie Kalolina? - spytał sepleniąc i nie mówiąc dobrze "r"
- Za godzinkę będzie - odpowiedziała mu Justyna
- A ty musisz po nią jechać? - spytałam
- Nie. - odpowiedziała mi - Ja zawożę rano Karolinkę i Kubusia , a moja mama ich odbiera i przywozi mi ich do domu. Czasami jak Karolinka wraca wcześniej o 12:00, to moja mama ją przywozi, a o 13:50, jak kończy Kubuś to jest bus i podwozi mi go prawie pod dom.
- Bus szkolny? - dopytałam.
- Tak.
- No to fajnie masz.
- A wy? Myślicie już o przedszkolu dla Piotrusia?
- Nie. Nie rozmawialiśmy jeszcze o tym, ale... myślimy, że pójdzie normalnie do szkoły do zerówki jako sześciolatek. Niech ma dzieciństwo, takie jak my mieliśmy.
- A co? Chce już skakać jak tata?
- Tak. Skacze mi z kanapy, z łóżka niemal że codziennie. Myślimy, żeby już teraz od listopada wypuszczać go na dwór na śnieg, bo już końcem października mówią śnieg u nas w Zakopanem.
- U nas nie wiem.... Nie oglądam długoterminowej pogody.
- Ja wieczorem, ale to jak mam czas.
- Ja nigdy nie mam czasu - uśmiechnęłam się
- A jak Kubuś? Też skacze?
- Tak. Zapisałam go w poniedziałek do tej szkółki niedaleko nas.
- I co? Zaczyna trenować?
- Już jutro pierwszy trening w profesjonalnej szkółce
- Pewnie wielkie przeżycie.
- Tak. Musiałam kupić mu google i kask, bo na razie kombinezony mają, jeśli jakiś by nie pasował, to rozmawiałam już z Marceliną, to by uszyła Kubusiowi kombinezon.
- A narty i pozostałe rzeczy? - spytałam, popijając łykiem herbaty
- Mają. Ale wiesz, cała się stresuję, bo może coś mu się nie spodobać. Z tego co się orientowałam, to do takiej szkółki zapisują coraz to mniejsze dzieci.
- Wiem - powiedziałam - W naszym klubie mamy grupę 25 zawodników. 3 dziewczynki, ale już pięcio i sześciolatki u nas trenują.
- A jak to jest u was? Wy macie całe wyposażenie?
- Tak, kombinezony, szyte na miarę przez Marcelinę, google, kask, narty, wszystko mamy. Jak oczywiście ktoś ma swój sprzęt, to jest to mile widziane.
- A oni potem te kombinezony biorą do domów jak są na nich za małe na pamiątkę?
- Raczej tak, ale jak ktoś nie chce, to zostawia u nas. Może przecież komuś się przydać, po co zamawiać co rok nowe kombinezony, bo przecież dzieci szybko rosną, jak są stare, niezniszczone kombinezony. Już kilka nam zostało , bo mamy kilku chłopaków 9 lat, którzy są z nami już od samego początku, czyli prawie 2 lata i po kilku miesiącach kombinezon jest za mały. Mamy kilka w magazynie kombinezonów użytych przed 6 góra 8 miesięcy, które są niezniszczone w ogóle. Bodajże dwa całe zielone, jeden zielono-czarny i jeden miętowy.
- A dziewczynki? Jak im idzie?
- Bardzo dobrze. Wiesz jak to słodko wygląda, jak siadają w tych swoich różowych kombinezonach, te różowe kaski i google. Słodkie to jest.
- Planujecie jakiś obóz?
- Teraz w sierpniu byli na tydzień w Wiśle. Ja nie pojechałam, bo to Wiktorka malutka, Kamil pojechał na tydzień do was, do Wisły. W lipcu byli w Szczyrku na 4 dni, a teraz planuję w wakacje obóz dwutygodniowy do Planicy.
- Wow!
- Szukam już sponsorów, ale wiesz sama jak to jest z małymi dziećmi.
- Wiem, nic nie zrobisz, nic nie zaplanujesz.
- Mam już dwóch sponsorów. Myślę jeszcze o sponsorze Kamila, ale wiesz jak to jest... Choć byś chciała, to nie wszystko się uda.
- I co? Ty też byś pojechała?
- A czemu by nie? Wikusia miałaby roczek, Piotruś 3,5 roku więc... Wyjazd do Planicy byłby dla nich świetnymi wakacjami.
- Czyli już myślicie o wakacjach?
- Nie chcę jechać nigdzie za granicę. Wcześniej z jednym dzieckiem byłoby to wszystko możliwe, ale wiesz... z dwojgiem gdzieś lecieć daleko, a tutaj to byśmy pojechali samochodami.
- Też racja. Niby samolotem szybciej, ale jeśli chodzi o dzieci to bardziej samochód.
Nie mówiłam nic... Chciałam, aby zapanowała kompletna cisza, a później wprost zapytałam Justynę.
- A jak między tobą a Piotrkiem? - spytałam
Justyna odpowiedziała mi milczeniem.
- Halo... Ziemia do Justyny - powiedziałam głośniej
- A co ja mogę ci powiedzieć - westchnęła - Jest źle i tyle w temacie
- Ale jak źle? Nie odzywacie się do siebie czy jak to jest?
- Tylko ze względu na dzieci coś do siebie powiemy.
- To o co poszło?
- Ja już sama nie wiem..... - Justyna zaczęła się rozklejać. - Może już nie mam takiej figury co kiedyś?
- No co ty! Justyna! Każda kobieta chciałaby mieć taką figurę po trzech ciążach.
- Szczerze? Gdyby nie ta ciąża, to pewnie dawno byśmy się rozeszli
- Nawet tak nie mów.
- Ja to przeczuwam, że.... on może kogoś ma.
- Justyna! Nawet tak nie mów! Przecież byliście idealnym małżeństwem.
- Wiem, ale co z tego?
- Przecież nawet gdyby kogoś miał, to przecież by ci powiedział. Co nie?
- Nie wiem... Na prawdę nie wiem.
- Oj, jakoś może wszystko się ułoży.
- Co ma się ułożyć, jak my nawet nie śpimy razem.
- Co? - aż zakrztusiłam się herbatą - Jak to?
- Śpimy w sypialni, żeby Kubuś czegoś nie podejrzewał. Ja śpię na łóżku, a Piotrek centralnie po tej samej stronie na podłodze na materacu.
- Ale nawet Maciuś was nie zbliżył?
- Może trochę, ale... ja bardzo go kocham, ale ja sama niczego nie zdziałam. To musi też być zainteresowanie do naprawy małżeństwa z jego strony.
- Może wszystko się ułoży..
- Ja w to wierzę, ale czy Piotrek? Nie wiem....
W tym momencie drzwi wejściowe się otworzyły:
- Już jesteśmy - wykrzyknęła mama Justyna
Karolinka wbiegła do pokoju, rzucając się Justynie na szyję, krzycząc:
- Mama!
Było to takie słodkie i wzruszające
- To może my się już bierzemy zbierać? - chciałam już pójść, pewnie bym przeszkadzała
- Nie, zostańcie - powiedziała Justyna
Po chwili do salonu wszedł Kubuś wraz z mamą Justyny.
- Mama! - powiedział
- I jak tam synku w szkole?
- Dobrze. Dostałem 6 z pisania literek!
- O! No to jak fajnie! - powiedziała Justyna
Mama Justyny przywitała się ze mną i usiadła obok mnie na kanapie.
- Mamo, herbaty?
- Może być. Owocowa.
- Dobrze
Justyna poszła do kuchni, aby zrobił swojej mamie herbatę.
- Ciężko z dwojgiem dzieci? - spytała
- Nie... Już powoli się przyzwyczajam. - powiedziałam
- Tutaj Justynka ma troje na głowie. I to dwóch chłopaków. Niesfornych chłopaków!
- Nasz Piotruś jest na razie spokojny, ale to chyba wszystko do czasu. Już skacze w domu z kanapy, z pufy, z krzesła... Już po prostu nie mogę go upilnować
- Kubuś też skacze. Jutro ma pierwszy trening
- Tak, wiem. Mówiła Justyna.
- Tak się boję o niego.
- Nie ma potrzeby. Jeśli klub jest miły, przyjazny i ćwiczą w nim dzieci, które wiedzą, czego chcą, to nie ma problemu. Dzieci same na kierunkują inne dzieci do skakania. Tak jak w naszym klubie. Treningi są dla nich częściowo zabawą, ale także dzieci podświadomie wiedzą, że za kilka lat będą tak skakać, jak ich idole z telewizora.
- To miłe z waszej strony, że założyliście taki klub.
- Dziękujemy - odpowiedziałam
- A ile dzieciaków u was trenuje?
- 25, w tym 3 dziewczynki
- Dziewczynki też?
- Tak.
- A czy to dla nich niebezpieczne?
- Jeśli dziecko się nie boi i rodzice się nie boją, to czemu nie?
- Ja na przykład nie znam żadnej kobiety, która skacze na nartach.
- Już podczas Igrzysk Olimpijskich w Pjongczang odbyły się skoki pań. W Polsce wiele dziewcząt skacze
W tym momencie Justyna przyniosła swojej mamie herbatę.
- My już się będziemy zbierać - powiedziałam, po czym wstałam z kanapy.
- Już? Tak szybko? - spytała Justyna
- Tak..... Wikusia o tej porze będzie spać.
Spojrzałam się na Piotrusia
- Choć Piotruś, jedziemy już do domu.
- Nie! - wykrzyknął
- Pojedziemy do dziadka, do babci, do cioci Ani, do Abdula, do Jessici.
- Do dziadka? - spytał Piotruś
- Tak, do dziadka
Gdy Piotruś usłyszał, że pojedziemy do dziadka, od razu wstał z podłogi, zebrał zabawki i pobiegł do przedpokoju i już sam zaczął nakładać kurtkę. Pomogłam mu się ubrać, ubrałam Wiktorię, sama założyłam buty i kurtkę, pożegnałam się z Justyną, wsiedliśmy w samochód i pojechaliśmy do Zakopanego.
Po 16:00 byliśmy już w Zakopanem
- Do dziadka! - wykrzyknął Piotruś w samochodzie, czym obudził Wiktorię
- Dziadek pojechał. - powiedziałam
- Gdzie?
- Do kolegi.
- Po co?
- W odwiedziny. Jutro pojedziemy do dziadka - powiedziałam na spokojnie
Oczywiście kłamałam. Nie miałam ochoty wsiadać w samochód i jechać do Zębu. Musiałam posprzątać w domu, nakarmić Wikusię i takie tam.
Zmęczona po wykonaniu tych wszystkich prac położyłam się na kanapie o 19:00. Piotruś bawił się na dywanie zabawkami.
Podniosłam klapę laptopa. Czasami lubię sobie wejść i posprawdzać jakieś nowinki fotograficzne, informacje.
Nagle w tym momencie dostałam powiadomienie ze Skype'a. "Kamil dzwoni"
Odebrałam więc połączenie. Na ekranie pojawił się Kamil.
- Patrz Piotruś, tata dzwoni - powiedziałam do Piotrusia, który szybko wstał z dywanu i podbiegł do laptopa.
- Hej tata! - wykrzyknął - Kocham cię!
- Ja ciebie też kocham - odpowiedział mu uśmiechnięty Kamil
- Kiedy tata wlócisz? - spytał
- W sobotę.
- CO? Tak długo?
- Tak kochanie....
- A co lobisz?
- Siedzę na łóżku.
- Aha....
- A co ty dzisiaj syneczku robiłeś?
- Byłem u Kuby i Kalolinki i u Macka.
- Aha... I co? Fajnie było?
- TAK! - wykrzyknął - A wiesz... jutlo jade do dziadka.
- Naprawdę?
- Tak! Mama mi obiecała!
- To fajnie. A co robi Wiktoria?
- Wiktolia? Śpi.
- To musisz być cicho, żeby jej nie obudzić
- Wiem... Dlatego ide sie bawić. Pa! - Piotruś pomachał Kamilowi
- Pa! - odmachał mu Kamil
Piotruś pobiegł do swoich zabawek
- Jutro jedziecie do taty?
- Musiałam go jakoś wyciągnąć od Justyny i powiedziałam, że jedziemy do dziadka, ale... nie miałam siły i obiecałam mu, że pojedziemy jutro i już nie może się doczekać.
- A jak u Justyny? Wiesz coś?
- Jest źle, że gdyby nie Maciuś, to chyba już dawno by się rozeszli.
- Naprawdę?
- Tak... Śpią w sypialni tak, że Justyna na łóżku, a Piotrek na podłodze na materacu, żeby Kubuś nic nie podejrzewał. A ty coś wiesz od Piotrka?
- Właśnie nie do końca to rozumiem...
- A co? Coś się stało?
- Przed chwilą byłem u nich w pokoju - u Piotrka i u Maćka. Maciek tam opowiadał o ślubie i tak dalej... I Maciek spytał się mnie, czy mam jakieś zdjęcia Wiktorii. No to wyciągnąłem telefon i pokazałem mu ostatnie zdjęcia i w tym momencie Piotrek wyciągnął telefon i taki zadowolony pokazywał mi i Maćkowi zdjęcia Maciusia i Karolinki i Kubusia na rozpoczęciu roku szkolnego.
- A o Justynie nic nie wspomniał?
- Jak Maciek się zapytał, jak Kubuś w szkole, to powiedział, że dobrze, że Justyna go zawozi, a jego teściowa go przywozi czy jakoś tak...
- To ja też już tego nie rozumiem.
- Wiesz... Może lepiej się nie wtrącać...
- Też tak mi się wydaje.
- Właśnie kochanie.... - powiedział Kamil - mam sponsora na ten wyjazd dzieciaków do Planicy..
- Naprawdę?
- Tak. Rozmawiałem dzisiaj z moim sponsorem i .... chyba uda na nam się zorganizować zgrupowanie nie ma 14 dni, tylko na 19...
- Naprawdę?! - byłam prze szczęśliwa
- Tak, już wszystko mam dogadane.
- Jestem z ciebie dumna - powiedziałam - Właśnie jutro miałam dalej szukać sponsorów, ale jak ci się udało to... mam wolne - uśmiechnęłam się - Mam nadzieję, że dzieciakom się spodoba
- Ja bym im powiedział dopiero.... końcem października - powiedział Kamil - Teraz mają treningi i szkołę, a taki wyjazd będą bardzo przeżywać i nie skupią się na tym, co najważniejsze - czyli treningi i szkoła.
Po rozmowie z Kamilem poszłam wziąć kąpiel i położyłam Piotrusia spać. Sama usnęłam po 21:00.. Byłam wyczerpana, a w dodatku Wiktoria obudziła mnie swym płaczem o 2:00 nie spałam do 5:30.
Położyłam się ponownie spać o 5:45, jednak Piotruś obudził mnie o 7:30 z informacją, że "chce jechać do dziadka". Powiedziałam mu, że jest jeszcze za wcześnie, ale... musiałam już wstać z łóżka...
W lustrze wyglądałam jak potwór, ale.... cóż... Zrobiłam dzieciom śniadanie, nakarmiłam Wiktorkę i sama zjadłam owsiankę, ale cóż.... Nagle dostałam SMS-a od Justyny
"Widziałaś ten artykuł?"
I do tego link z artykułem "Nigdy nie pokazuję się w domu bez makijażu! - akcja jednej z aktorek poruszyła polskie środowisko!"
Było to dla mnie chore, że nawet w domu trzeba mieć makijaż. Nie spodobało mi się to kompletnie. Spojrzałam na datę artykułu. Było to dzisiaj o 6:45. Postanowiłam, że.... coś trzeba z tym zrobić. Spojrzałam na siebie w lustrze, kompletnie nieumalowana, w za dużej piżamie, z potarganymi włosami i .... zrobiłam sobie selfie.
Wstawiłam je na swojego instagrama.
"Dzisiaj rano dostałam informację o tym, że "gwiazdy" nawet we własnym domu muszą mieć makijaż. Jest to dla mnie chore. Czy naprawdę żadna kobieta nie ma umiaru w tym, że makijaż tylko nas szpeci? Przecież każda kobieta bez makijażu wygląda tak pięknie i naturalnie. Przez makijaż wyglądamy jak mumię we własnym ciele, a to przecież nie o to chodzi. Makijaż ma nam dodawać elegancji w pewnych sytuacjach. Dlaczego więc musimy go sobie robić codziennie, nawet w domu, gdy jemy z mężem śniadanie, czy przewijamy dzieci? Czy w końcu my - kobiety zrozumiemy to, że makijaż nie jest już piękną ozdobą, tylko ogromną przesadą? Rozumiem, że chcemy podkreślić swoje usta czy oczy w wyjątkowych sytuacjach : sylwester, ślub, może spotkanie w telewizji, ale dlaczego mamy nakładać tony pudru w domu? Dlatego też zachęcam was do akcji, tutaj na instagramie #nomakeup. Wrzucajcie swoje zdjęcia z hasztagiem #nomakeup i pokażcie światu, że jesteście piękne bez ton pudru czy podkładu. Pokażcie, że w domu jesteście świeże i naturalne. Kobiety- łączmy się #nomakeup #zeromakijażu #zeromakijażuwdomu "
Po wrzuceniu posta wyłączyłam internet w telefonie i poszłam przewinąć małą Wiktorię. W tym momencie nie wiedziałam, jak bardzo poruszyłam internet...
Włączyłam telewizor i oglądałam poranne wiadomości. W między czasie ubrałam się w jeansy i sweter, włosy związałam w kucyka.
Włączyłam sobie również laptopa i zalogowałam się na pocztę. Rzadko kiedy dostaję jakieś e-maile, chyba że to newsletter , ale poza tym nic szczególnego. Tym razem dostałam e-maila od niejakiego użytkownika "wojciechkozak.historiaprawdziwa" Otworzyłam z zaciekawieniem e-maila. Wcześniej jednak spojrzałam na datę. Dostałam go wczoraj około 21:00.
"Witam!
Nazywam się Wojciech Kozak i jestem twórcą kanału na serwisie you tube pod tytułem "Historia prawdziwa". Ukazuję na nim prawdziwe oblicze historii, nie tylko Polski, ale i całego świata. Pokazuję ją na swoich filmikach w różny sposób. Raz bardziej śmieszny, raz poważny. Chciałbym pokazać nie tylko młodzieży, ale i dorosłym prawdziwe oblicze historii, które nigdy nie ujrzało światła dziennego.
Dotarłem do Pani z różnych źródeł. Wiele czytałem na Pani temat w Internecie. Nie wiedziałem, że brała Pani udział w tylu konkursach na szczeblu wojewódzkim, jak i ogólnopolskim. Bardzo zaciekawiłem się pańskimi osiągnięciami i dlatego chciałbym zaprosić Panią do współpracy na moim kanale.
Każdy swój filmik nagrywam jeden, maksymalnie dwa całe dni w tygodniu , zazwyczaj w swoim domu lub w muzeum itp. Zazwyczaj jest to środa i czwartek lub czwartek i piątek. Pochodzę z Krakowa i tam obecnie mieszkam, więc dojazdy są tylko kwestią czasu.
Byłbym bardzo zadowolony, jeśli chciałaby Pani przyłączyć się do współpracy z moją skromną osobą.
Oczywiście jest to współpraca z odpowiednim wynagrodzeniem, często otrzymywanym z wyświetleń z serwisu you tube
O więcej informacji proszę dzwonić pod numer : 518 *** ***
Serdecznie pozdrawiam
Wojciech Kozak"
Byłam zaskoczona propozycją, którą otrzymałam. Jeszcze nigdy nie dostałam takiej propozycji. Chciałam jednak dowiedzieć się coś więcej, bo propozycja ta wydawała się bardzo kusząca. Wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam pod podany numer.
- Halo - odezwał się głos mężczyzny
- Dzień dobry. Nazywam się Katarzyna Witkowska - Stoch i dzwonię w sprawie otrzymanego od pana e-maila
- O! To pani!
- Przepraszam, że dopiero teraz dzwonię, ale.... dopiero teraz zalogowałam się na poczcie.
- Nic nie szkodzi, ja.... dopiero co wstałem, więc..
- Oj, to przepraszam, mam nadzieję, że pana nie obudziłam
- Nie...Nic się nie stało.
- Bo wie pan, ja w sprawie tego e-maila...
- Zgadza się pani? - przerwał mi w połowie zdania
- Wie pan.... Ja od razu po przeczytani zadzwoniłam, bo myślałam, że to jakiś żart... Nawet gdyby coś, to musiałabym to skonsultować z mężem.
- Rozumiem.
- Ale jakby pan mógłby mi powiedzieć jak to wszystko wygląda?
- Dobrze, a więc.... kilka tygodni wcześniej wybieram temat sam lub z komentarzy pod filmikami. Szukam wielu informacji, piszę scenariusz, wysyłam go do moich zaufanych historyków, wykładowców na Uniwersytecie Jagiellońskim, następnie nagrywam filmik przez niecałe 2 dni, później moi koledzy go montują i wrzucam na kanał. Zawsze we wtorki o 18:00.
- Aha... Nagrania są zawsze u pana w domu?
- Zazwyczaj, chyba, że w jakiś muzeach itp.... Oczywiście na wszystko muszę mieć zgody i załatwiam wszystko odpowiednio wcześniej.
- Oglądałam kilka razy pana filmiki na kanale i.... dlaczego wybrał pan akurat mnie?
- Jestem w tej branży od 3 lat, wcześniej wrzucałem filmiki raz na miesiąc, teraz albo co tydzień, albo co dwa tygodnie we wtorki. Szukam jakiejś świeżości w moich filmach. Wiem, że kostiumy, scenografia, czy zmontowane śmieszne filmiki nie dadzą tego samego, co nowa współprowadząca. Nie szukam ludzi po studiach historycznych, ponieważ tacy będą pracować w muzeach, w szkołach , a przede wszystkim studiowali oni historię taką, jaka jest w podręcznikach i trzymają się kurczowo tych faktów. Przecież nikt nas nie uczył, że Kazimierz Wielki miał jednocześnie trzy żony, a Stanisław August Poniatowski doprowadził do rozbiorów, bo caryca Katarzyna mu się podobała, nikt też nie uczył nas, że pierwszą miłością Hitlera była żydówka, która go później rzuciła.... Znalazłem panią w Internecie. Ostatnio nawet czytałem artykuł, że brakuje takiej młodzieży o wiedzy historycznej w Małopolsce i właśnie w tym artykule była pani wymieniona, jaka dziewczyna, która napisała bezbłędnie ogólnopolski turniej wiedzy historycznej. Postanowiłem panią odnaleźć i gdyby nie to dwuczłonowe nazwisko, to ciężko by było mi panią znaleźć.
- Czyli jak to mówią, nazwisko panieńskie czasem się przydaje. - uśmiechnęłam się
- Czasem tak..
- Przepraszam, że pytam tak od razu, ale jak jest z finansami?
- Za 1 wyświetlenie otrzymuję 10 groszy.... Zazwyczaj płacę ekipie za filmik po tygodniu, jeśli po tygodniu mam 200 000 wyświetleń, to otrzymuję 20 000 złotych. Oprócz mnie, współpracuje jeszcze 3 inne osoby, a więc każdy z nas dostaje po 4 tysiące, a pozostałe pieniądze, zawsze odkładam, bo to wejście do muzeum, kupić kostium, zapłacić za prąd, internet, coś się zepsuje i takie tam. Następnie po kolejnym tygodniu przybędzie mi pod tamtym filmem około 100 000 wyświetleń, a więc otrzymuję 10 000 złotych i wtedy płacę po około 2000 dla każdego i reszta to oszczędności. Oczywiście są to przykładowe sumy, bo zdarza mi się po tygodniu mieć 500 000 wyświetleń, przez co każdy z nas zarabia więcej. Ceny są różne. Zależy od wyświetleń, ale tydzień, maksymalnie dwa tygodnie po emisji odcinka jest wynagrodzenie.
- Aha..
- I jak? Wchodzi pani w to?
- Porozmawiam z mężem i dam panu wieczorem odpowiedź.
- Dobrze czekam.
- Do widzenia
- Do usłyszenia.
Nie wiedziałam, czy mam się zgodzić na taką propozycję. Jak chodziłam do gimnazjum i do liceum to historia była moim życiem. Bardzo marzyłam o pracy historyka, a potem złożyłam odruchowo papiery na uczelnię jako pedagog... Nie wiem, czym się wtedy w życiu kierowałam, ale .... był to błąd.
Może teraz miałaby być szansa, aby to naprawić?
Chciałam to sobie wszystko na spokojnie przemyśleć, no bo..... dostałam szansę od losu... Jeśli odmówię, będę tego żałować. Jeśli przyjmę, będę szczęśliwa, ale wtedy.... musiałabym wszystko ze sobą pogodzić. Dzieci, dom, Kamil....
Piotruś już jest duży, więc od rana do wieczora mógłby zostać u dziadków, ale... Wiktoria.... jest jeszcze za mała, aby zostawić ją z dziadkami na cały dzień.
Postanowiłam zatem napisać SMS-a do Kamila
"Hej kochanie, co robisz?"
Po chwili mi odpisał.
"Leżę"
"A masz chwilę, aby pogadać na SKYPE'a?"
"A coś się stało?"
"Nic poważnego, ale musimy porozmawiać"
"Ok"
Włączyłam laptopa i zadzwoniłam do Kamila
- Hej kochanie - powiedział
- Hej
- Co to za sprawa?
- Bo wiesz... Dostałam propozycję współpracy.
- Co?!- Kamil był ewidentnie zdziwiony
- Wiem, że to dziwnie brzmi, ale dostałam propozycję współpracy z tym kanałem na yt "Historia prawdziwa"
- To ten Wojtek Kozak, który tak fajnie opowiada?
- Tak, to ten
- I co? Zgodziłaś się?
- Nie wiem...
- Ale nad czym ty się zastanawiasz?!
- Chciałam wysłuchać twojej opinii...
- Ja bym brał w ciemno! Przecież sama mówiłaś, że interesujesz się historią do tej pory. Dlaczego się jeszcze nie zdecydowałaś?
- Nagrania trwają w środy i czwartki od rana do wieczora, lub w czwartki i piątki.
- No i? To lepiej dla nas. Jakby były w poniedziałki lub we wtorki, to w trakcie sezonu nie widzielibyśmy się w ogóle..
- Ale...
- Ale .. co?
- Co z dziećmi?
- Piotruś przecież do moich rodziców, a Wiktoria..
- No właśnie.... A po drugie.... Nie chcę obciążać twoich rodziców.
- Ale oni się ucieszą, że mogą spędzić czas z wnukiem.
- A myślisz, że to dobry pomysł?
- Najlepszy, a tą współpracę... to nawet nie musiałaś się mnie pytać. Wierzę w ciebie! - mówił tak przekonująco - Wierzę, że ci się uda!
- A co z Wiktorią?
- A nie mogłabyś brać jej na nagrania?
- Nie wiem sama.... Musiałabym jeszcze porozmawiać z Wojtkiem i twoimi rodzicami.
- To już dzwoń. Teraz zaraz!
- Ale jak to teraz?
- Nawet się nie rozłączaj. Dzwoń!
- Na pewno?
- Tak!
Wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam do taty Kamila. Wyjaśniłam mu całą sytuację. Powiedział, że powinnam się rozwijać, a on chętnie z Krystyną zajmie się Piotrusiem i .... Wiktorią.
Bardzo się ucieszyłam i zadzwoniłam nawet do Wojtka. Powiedziałam mu, że się zgadzam , ale był jeden warunek. Nie za każdym razem, ale dość często będę przyjeżdżała z Wiktorią. Może czasem i z Piotrusiem. Wojtek zgodził się. Powiedział, że jego żona jest zawsze w domu, więc w razie potrzeby mogłaby się zająć dziećmi. Bardzo mnie to ucieszyło i... zostałam zaproszona na nagranie już w przyszłą środę. Temat "Benito Mussolini" Jak dla mnie dość ciekawy i intrygujący temat.
- Wszystkie materiały już mam. Wyślę pani na e-maila - powiedział Wojtek
- Dobrze, nie ma sprawy.
- Mam w planach zrobić dla pani kostium Włoszki. Mam nadzieję, że się pani spodoba
- Ok...
- A więc... Już nie mogę się doczekać naszej owocnej współpracy
- Ja też.
- A więc do zobaczenia
- Do zobaczenia
Byłam taka szczęśliwa, że od razu zadzwoniłam do Kamila z wiadomością, że.... zaczynam kolejny etap w swoim życiu.
- A jak już tak bardzo zaczynasz zmieniać swoje życie, to wejdź na instagrama i zobacz, jak bardzo zmieniasz polski internet i show biznes - powiedział mi Kamil
- Ale, że co?
- Wejdź i zobacz
Nie wiedziałam, o co mu chodzi , ale weszłam na instagrama i zobaczyłam tyle pozytywnych komentarzy pod moim postem. Nawet wielkie, polskie aktorki, modelki, piosenkarki, WAG's piłkarzy poparły mój protest i same zaczęły wrzucać zdjęcia na instagrama bez grama makijażu. To takie urocze, jak my, ludzie, potrafimy się zjednoczyć, jeśli na czymś bardzo nam zależy. Zrobiło mi się miło na sercu, że inne kobiety przyłączyły się do mojej akcji.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
I co sądzicie o dzisiejszym opowiadaniu?
kiki2000
Komentarze
Prześlij komentarz