Numer 109 - Wszystkich Świętych

Nadszedł dzień Wszystkich Świętych. Była to akurat niedziela, więc na początku wybraliśmy się do kościoła na mszę na godzinę 9:00. Następnie wróciliśmy do domu i zaczęliśmy pakować znicze do samochodu.
- Gdzie najpierw jedziemy? - spytał Kamil
- Nie wiem.... Gdzie ty chcesz jechać?
- Też nie wiem... Jestem dzisiaj totalnie zakręcony
- Ja też....
- Chciałem pojechać na cmentarz tu do Zakopanego na dwa i do Zębu. Więcej nie mam potrzeby.
- Ja tylko do Prus.
- A babci Marysi mąż? Gdzie jest pochowany?
- W Prusach.
- Jak to? Przecież mówiłaś, że on tutaj nie mieszkał.
- No nie, ale... taka była jego ostatnia wola.
- Dziwne to trochę
- Ale tylko trochę... Wiesz... Ja na przykład nie chciałabym, aby rodzina wybierała mi miejsce mojego pochówku.... Sama sobie wybiorę, jak nadejdzie czas.
- Już zastanawiałaś się nad takimi rzeczami? - Kamil był zaskoczony moimi słowami.
- Nie do końca, ale...zawsze trzeba być przygotowanym na wszystko.
- No chyba, że tak.
Wróciliśmy do domu. Ubrałam Piotrusia w białą koszulę. Kamil również ubrał się w koszulę. Było ciepło, więc pogoda nam sprzyjała. Słońce tak grzało od samego rana, że kurtki były nam zbędne.
Ja założyłam czarną sukienkę.
Do tego czarne szpilki. Włosy zaś związałam w kucyka. Wiktorię ubrałam normalnie. Nie kombinowałam z żadnymi kolorami. Ubrałam ją w  taką różową kurteczkę, aby nam nie zmarła, będąc na cmentarzu.

Wsiedliśmy zatem w samochód o 10:30 i pojechaliśmy najpierw do Prus.
Na początku pojechaliśmy na cmentarz. Tam byliśmy na grobie mojego taty, później na grobie moich dziadków i dziadka. Następnie pojechaliśmy w odwiedziny do mojej mamy.
- O! Jaka miła niespodzianka! - przywitała nas moja mama już w drzwiach.
- Witaj mamo - powiedziałam, po czym ją przytuliłam na przywitanie
Następnie moja mama przytuliła się do Piotrusia i dotknęła małej rączki Wiktorii. Po chwili przytuliła się także na przywitanie z Kamilem.
Usiedliśmy wszyscy w salonie. Mama zrobiła nam herbatę. Piotruś bawił się z Julcią, a Wiktoria leżała obok mnie na kanapie.
- A gdzie Michał? - spytałam
- Pojechał do Zakopanego.
- A po co?
- Rano byliśmy tutaj na cmentarzu, a potem pociągiem pojechał do Zakopanego do Natalii, ale... nawet nie chcę wiedzieć, jak to się skończy...  - westchnęła moja mama - Ja wiem, że oni się kochają, ale... jak twoja mama - w tym momencie zwróciła się do Kamila - zabrania im spotykania się, to...... długo ze sobą nie wytrzymają.
- U nas było identycznie - powiedział Kamil
- Ale byliśmy pełnoletni - wtrąciłam się.
- Ale przecież Michał również jest pełnoletni - powiedział Kamil - Natalia też.
- Wiesz co Kamil - zwróciłam się do męża - Lepiej się nie wtrącać w ogóle. U nas też każdy się wtrącał. Każdy coś powiedział, przez co.... mieliśmy gorsze dni. Sam wiesz, jak to się skończyło. Mój tata, twoja mama... Byli przeciwko nam.
- Ale jak dwoje ludzi się bardzo kocha, to rodzice nie są żadną przeszkodą - wtrąciła się moja mama.
Chciałam, aby ta sceneria i mówienie o naszej przeszłości już.... przeszło. Chciałam zmienić temat. Jednak moja mama mnie uprzedziła. Napiła się łyka herbaty  i spytała Kamila.
- Już niedługo znów skaczecie. Jak się czujesz przed skokami?
- Dobrze. Nie chcę mówić, że jest świetnie. Nie chcę zapeszać, ale... są jeszcze rezerwy, które trzeba wykorzystać. Ponad dwa tygodnie do rozpoczęcia.
- Wybierasz się Kasia do Wisły? - spytała mnie moja mama
- Tak. Jadę z Piotrusiem
- A Wiktoria?
- Zostanie z mamą Kamila. Pan Bronisław też z nami pojedzie do Wisły.
- Taki wypad we trójkę.
- Tak. Pojadę w końcu gdzieś z Piotrusiem, bo od narodzin Wiktorii, to.... siedzimy cały czas w domu.
- Ty też musisz się kiedyś wyrwać. Jak ty się urodziłaś i miałaś pół roku, to zostawiłam cię z tatą, a ja pojechałam na cały dzień do mamy.
- Chciałem zabrać nas na weekend na Słowację jakieś dwa tygodnie temu - wtrącił się Kamil - ale wszyscy byliśmy chorzy, zakatarzeni, przeziębieni.....
- Zawsze tak jest. Jak coś się zaplanuje, to wtedy coś wypadnie, ktoś zachoruje. Zawsze tak było, jest i będzie.
W tym momencie do domu wbiegł Piotrek . Cały zdyszany.
- Hej! - przywitał się z nami i pobiegł w stronę schodów.
- A co ty taki zdyszany? - spytała go moja mama
Jednak ten nic jej nie odpowiedział i wbiegł na schody.
- Piotrek! Wracaj tutaj! - krzyknęła, po czym Piotrek stanął  i wrócił do nas. - Co ty?! Nawet się nie przywitasz?
- Przywitałem się - powiedział.
- Właśnie słyszałam . A co ty taki zdyszany?
- Nic. - Piotrek spuścił głowę.
- Przecież widzę.
- Później ci powiem - po czym poszedł na górę.
- A co mu się stało? - spytałam
- Nie wiem... Od tygodnia taki chodzi. Myślałam, że to przez szkołę. Przecież to druga klasa liceum, ale.....
- Jak ten czas szybko leci - powiedział Kamil - Dopiero co chodził do gimnazjum.
- Ten płynący czas widać najlepiej po dzieciach. - powiedziała moja mama - Przecież dopiero co przyjechałaś tutaj zapłakana, że jesteś w ciąży.... A tutaj proszę... Mój wnuczek już za niespełna 2 miesiące skończy trzy lata.
- A właśnie mamo... A jak u Kornelii? Dawno z nią nie rozmawiałam. - powiedziałam
- Szczerze? Nie wiem. Nie rozmawiałam z nią jakieś dwa tygodnie.
- A co? Ona dalej w tym Krakowie?
-  Tak. Odwiedziłam ją jakiś miesiąc temu w Krakowie to... bardzo fajnie ma. Bardzo ładne mieszkanie z tym chłopakiem.
- A jak on ma na imię?
- Bartek.
- Bartek? Przecież inaczej miał na imię.
- No tak, ale to kolejny.
- Ona się w końcu ustabilizuje?
- Nie - powiedziała moja mama wprost
- Może się zmieni?
- Wiesz... Co miesiąc inny chłopak.
- Ja przez całe życie miałam ich dwóch. Jeden jest moim mężem - uśmiechnęłam się w stronę Kamila, po czym pocałowałam go w policzek.
- Ja przez całe życie miałem jedną dziewczynę... - po czym uśmiechnął się w moją stronę szeroko.
Odwzajemniłam jego uśmiech
- Widzicie... I to jest miłość na całe życie, bo ja już w życiu Kornelii naliczyłam około 20 chłopaków, a w domu przyjęłam może piętnastu. U Michała zaś jest inaczej. Całkiem odwrotnie. Spotykał się tą Anką tutaj niedaleko, ale..... nie wyszło. Spotyka się z Natalią. Jest nieszczęśliwy , bo.... wiadomo.... Ale... kocha ją i to jest najważniejsze.
W tym momencie do domu weszła... Kornelia wraz ze swoim nowym chłopakiem - Bartkiem. Zapoznała nas z nim. Bartek był trochę zaskoczony, bo : "jego dziewczyna nie powiedział mu, że jej siostra jest żoną Kamila Stocha"
- Może herbaty? - zaproponowała Bartkowi moja mama
- Nie, dziękuję.
- Nie krępuj się - powiedziała do Bartka szeptem Kornelia.
- A to państwa dzieci? - spytał Bartek patrząc się na Piotrusia, który bawił się na dywanie i na malutką Wiktorię.
- Tak - odpowiedziałam
- A po pierwsze to jakie państwo! - powiedział Kamil - Kamil jestem - i wyciągnął rękę w stronę Bartka
- A ja Bartek. - podał rękę Kamilowi na przywitanie
- Kasia - wyciągnęłam rękę do Bartka
- Bartek - wymieniliśmy się uściskami dłoni.
Posiedzieliśmy jeszcze przez pół godziny, po czym pożegnaliśmy się ze wszystkimi pojechaliśmy do Zakopanego.
-  Naprawdę byłam zdziwiona tym, że... Kornelia ma nowego chłopaka. - powiedziałam do Kamila
- Szczerze? Już tyle się ich przewinęło, że... nie pamiętam imion żadnego z nich
- Ja też nie.
O 17:00 byliśmy w Zakopanem. Pojechaliśmy na pozostałe cmentarze i wróciliśmy do domu. Była 18:30.
- Męczący jest taki dzień - powiedział Kamil
- Właśnie. Prawie 5 godzin w obie strony do Prus i spowrotem.
Kamil poszedł wykąpać Piotrusia i położył go spać. Ja zaś wykąpałam Wiktorkę i położyłam ją do łóżeczka. Gdy wyszłam z pokoju małej zauważyłam Kamila już w piżamie.
- A co ty już po kąpieli? - spytałam uśmiechając się
- No tak... A co?
- Ty zawsze chodzisz późno spać.
- Wiem, ale wykąpać się wcześniej mogę.
- Racja....
Zeszłam na dół do salonu i usiadłam na kanapie. Włączyłam telewizor. Po chwili dołączył się do mnie Kamil
- Co oglądasz? - spytał.
- Na razie nic.
Kamil usiadł obok mnie, po  czym wtuliłam się w jego klatkę piersiową.
Akurat przełączyłam na jeden z kanałów i ..... zaczynała się "Trędowata" Zostawiłam.
- O! "Trędowata"! - powiedział Kamil
- A kto grał tego ordynata Michorowskiego?
- Teleszyński....
- A jak na imię?
- Chyba Leszek, a co?
- Bo bardzo przystojny był jak na tamte czasy.
- Dla ciebie każdy amant tamtych czasów jest przystojny.
- Wtedy było więcej takich amantów. Wszyscy eleganccy w garniturach, młodzież taka elegancka... A jak teraz mijam ich wszystkich na ulicy, to... każdy w dresach gdzie krok do kolan, kaptur, fajeczka i idzie taki ulicą.
 - Dzisiejsza młodzież rządzi się innymi prawami. Ja też lubię sobie pochodzić czasami w dresach.
- No wiem, ale chyba nie aż tak, jak ci na ulicach. Zamiast cieszyć się życiem, to oni w dodatku jeszcze palą, aby sobie je zniszczyć.
- A ja?
- Co ty?! - aż się poderwałam - Ty palisz?! - zdenerwowałam się
- A nie pamiętasz, jak po tej kłótni u ciebie? Jakiś fotograf zrobił mi zdjęcie z fajką...
- Rzeczywiście... Wtedy paliłeś . Słuszna uwaga.... - po chwili jednak dodałam - Mam nadzieję, że to był pierwszy i ostatni raz.
- No dobra, niech tak ci będzie - uśmiechnął się.
Wtuliłam się ponownie w niego...
I takim o to sposobem obejrzeliśmy całą "Trędowatą". Gdy już zaczęły pojawiać się napisy, chciałam wyłączyć telewizor, ale ... Kamil mi przerwał . Wpił się w moje usta, po czym całując mnie, wziął mnie na ręce i zaniósł do sypialni. Tam spędziliśmy upojną noc..


-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------



                                        kiki2000

Komentarze