W szpitalu spędziłam tydzień wraz z malutkim Aleksandrem i Mateuszem. Moja mama już następnego dnia po porodzie przyjechała do Zakopanego. Mama zawsze tak mi pomaga i nawet nie wiem, jak ja się jej odwdzięczę. Kamil przez ten tydzień odwiedzał mnie kilka razy dziennie - jak jechał na trening, jak wracałam z treningu i popołudniu wraz z naszymi dziećmi i mamą.
Moja mama zaś zawoziła dzieci do szkoły i żłobka oraz je odbierała, dlatego tak dobrze się uzupełniała z Kamilem.... Jestem im bardzo wdzięczna z tego powodu. Bronisław również pomagał nam jak tylko mógł.
Nadszedł w końcu dzień, kiedy mogłam opuścić szpital. Kamil po południu przyjechał do szpitala wraz z Piotrusiem, Wiktorią, Karolem i Izabelką.
Dzieci nie mogły nacieszyć się swoim najmłodszym rodzeństwem.
- Kiedy będą już duzi? - spytał się mnie Karolek
- Musimy jeszcze dużo poczekać
- Jak dużo? - dopytywał
- Bardzo dużo... Może dwa lata...
- Aż tak? Mamo... Mi się nie chce tyle czekać.
- Ale zobaczysz, kochanie, że ten czas bardzo szybko nam upłynie
- Mam nadzieję
Spakowałam więc swoje rzeczy, a także rzeczy Olusia i Mateuszka. Kamil przyniósł podwójne nosidełko. Nasi najmłodsi synowie spali, ostrożnie włożyłam ich do nosidełka i wyszliśmy ze szpitala. Wsiedliśmy w samochód i pojechaliśmy do domu.
- Nareszcie w domu - powiedziałam, gdy byliśmy już na podwórku. Wysiadłam z samochodu i wyjęłam dzieci... Weszliśmy do domu.... Oboje jeszcze spali... Moje malutkie kruszynki.... Poszłam z nimi prosto na górę i położyłam do ich łóżeczek.
Oluś i Mateuszek mają wspólny pokój - na przeciwko naszej sypialni, ale i tak stwierdziliśmy, że na początku lepiej będzie, jak będą spać w naszym pokoju, dlatego mieliśmy przenieść ich łóżeczka do naszej sypialni.
Gdy dzieci słodko spały, zeszłam do salonu i usiadłam na kanapie..
- Nareszcie w domu - powiedziałam do Kamila, który siedział obok i przytuliłam go
-Już nie mogę się doczekać, jak wszyscy spędzimy w święta... Tym razem w ósemkę.
- Kamil... Ja dopiero teraz uświadomiłam sobie, jak wielką tworzymy rodzinę... Mamy w końcu szóstkę dzieci.... szóstkę... Przecież to jest...
- Piękne...
- Kamil..
- Wyobraź sobie to wszystko za 30 lat... Święta i ten dom... Tutaj w rogu jak zawsze stoi choinka, stół jak zwykle nakryty i pełno talerzy. My siedzimy na swoim miejscu... Jest z nami Piotruś ze swoją żoną i dziećmi, Wiktoria z mężem i dziećmi, Karolek z żoną i dziećmi, Izabelka z mężem i dziećmi, Aleksander z żoną i dziećmi, Mateuszek z żoną i dziećmi... Przyjedzie twoje rodzeństwo, moja siostra... Wszyscy z dziećmi i wnukami... To będą naprawdę cudowne święta.
- Tak uważasz?
- Ja to wiem - po czym pocałował mnie w czoło.
I właśnie w tym momencie wyobraziłam sobie ten cudowny moment ogromnej rodziny i już wiedziałam, że nigdy nie zostanę sama... Mam męża, szóstkę dzieci, mamę, teścia, babcię, rodzeństwo.... cudownych przyjaciół...
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
kiki2000
Moja mama zaś zawoziła dzieci do szkoły i żłobka oraz je odbierała, dlatego tak dobrze się uzupełniała z Kamilem.... Jestem im bardzo wdzięczna z tego powodu. Bronisław również pomagał nam jak tylko mógł.
Nadszedł w końcu dzień, kiedy mogłam opuścić szpital. Kamil po południu przyjechał do szpitala wraz z Piotrusiem, Wiktorią, Karolem i Izabelką.
Dzieci nie mogły nacieszyć się swoim najmłodszym rodzeństwem.
- Kiedy będą już duzi? - spytał się mnie Karolek
- Musimy jeszcze dużo poczekać
- Jak dużo? - dopytywał
- Bardzo dużo... Może dwa lata...
- Aż tak? Mamo... Mi się nie chce tyle czekać.
- Ale zobaczysz, kochanie, że ten czas bardzo szybko nam upłynie
- Mam nadzieję
Spakowałam więc swoje rzeczy, a także rzeczy Olusia i Mateuszka. Kamil przyniósł podwójne nosidełko. Nasi najmłodsi synowie spali, ostrożnie włożyłam ich do nosidełka i wyszliśmy ze szpitala. Wsiedliśmy w samochód i pojechaliśmy do domu.
- Nareszcie w domu - powiedziałam, gdy byliśmy już na podwórku. Wysiadłam z samochodu i wyjęłam dzieci... Weszliśmy do domu.... Oboje jeszcze spali... Moje malutkie kruszynki.... Poszłam z nimi prosto na górę i położyłam do ich łóżeczek.
Oluś i Mateuszek mają wspólny pokój - na przeciwko naszej sypialni, ale i tak stwierdziliśmy, że na początku lepiej będzie, jak będą spać w naszym pokoju, dlatego mieliśmy przenieść ich łóżeczka do naszej sypialni.
Gdy dzieci słodko spały, zeszłam do salonu i usiadłam na kanapie..
- Nareszcie w domu - powiedziałam do Kamila, który siedział obok i przytuliłam go
-Już nie mogę się doczekać, jak wszyscy spędzimy w święta... Tym razem w ósemkę.
- Kamil... Ja dopiero teraz uświadomiłam sobie, jak wielką tworzymy rodzinę... Mamy w końcu szóstkę dzieci.... szóstkę... Przecież to jest...
- Piękne...
- Kamil..
- Wyobraź sobie to wszystko za 30 lat... Święta i ten dom... Tutaj w rogu jak zawsze stoi choinka, stół jak zwykle nakryty i pełno talerzy. My siedzimy na swoim miejscu... Jest z nami Piotruś ze swoją żoną i dziećmi, Wiktoria z mężem i dziećmi, Karolek z żoną i dziećmi, Izabelka z mężem i dziećmi, Aleksander z żoną i dziećmi, Mateuszek z żoną i dziećmi... Przyjedzie twoje rodzeństwo, moja siostra... Wszyscy z dziećmi i wnukami... To będą naprawdę cudowne święta.
- Tak uważasz?
- Ja to wiem - po czym pocałował mnie w czoło.
I właśnie w tym momencie wyobraziłam sobie ten cudowny moment ogromnej rodziny i już wiedziałam, że nigdy nie zostanę sama... Mam męża, szóstkę dzieci, mamę, teścia, babcię, rodzeństwo.... cudownych przyjaciół...
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
kiki2000
Komentarze
Prześlij komentarz