Nadszedł 19 listopada - czwartek. Od samego rana Kamil biegał po całym domu i się pakował. Ja miałam jechać w sobotę i wracać w niedzielę. Stwierdziłam, że jednak zabiorę Wiktorię. Nie chciałam, aby zostawała na dwa dni z babcią.
- Widziałaś gdzieś moją piżamę? - spytał Kamil
- A nie ma jej w szafie?
- Nie ma!
Wyszłam więc z łazienki i poszłam do sypialni. Kamil stał przed rozsuniętą szafą i zdenerwowany szukał swojej piżamy.
- Szukasz tej granatowej? - spytałam
- Tak!
- To obecnie się pierze...
- Noż kur....
- Kamil..... A ta czarna nie może być?
- Ale ta granatowa....
- Jesteś gorszy jak małe dziecko! Masz 3 piżamy.. Jedna się pierze, w jednej śpisz w domu, więc tą trzecią sobie weź! Jesteś strasznie problematyczny!
- Ale Kasiu...
- Kamil.... O głupią piżamę będziemy się kłócić? Bierz i pakuj tę czarną!
- Ale...
- Pranie skończy się za 20 minut. Za nim wyschnie, a ty za pół godziny wyjeżdżasz!
- No wiem....
- No to bierz tę czarną piżamę.
- Niech ci będzie
Kamil wziął swoją piżamę i schował ją do walizki.
- Czegoś jeszcze szukasz? - spytałam
- Telefonu.
- To gdzie go masz?
- Nie wiem.... Wczoraj był na szafce obok łóżka - wskazał na miejsce, gdzie ostatnio był jego telefon
- A teraz gdzie jest? - spytałam
- No właśnie nie wiem.
- A może w tej kupce ciuchów?
Zaczęłam szukać w ubraniach Kamila. Nie było. Następnie pod łóżkiem, w szufladzie, nawet w łazience. Również nie było. Zeszłam więc na dół. Ani w kuchni, ani w salonie, ani w przedpokoju. Nigdzie nie było. Wyciągnęłam więc swój telefon. Zadzwoniłam. Nigdzie nie było słychać. Jednak za każdym połączeniem było ono jakby przerwane. Jakby ktoś je odrzucał.
- Zgubiłem telefon - powiedział zmartwiony i zrezygnowany Kamil
Nie odezwałam się słowem, ale poszłam na górę do pokoju Piotrusia. Leżał sobie spokojnie na łóżku i oglądał..... skoki narciarskie..... na telefonie Kamila. Podeszłam do niego.
- O! Tutaj jest telefon! - krzyknęłam, żeby Kamil usłyszał. - Piotruś... - zwróciłam się do synka - Oddaj mamie telefon.
- Ale to telefon taty. - powiedział mały uparciuch.
- Wiem, ale daj mi go. Proszę.
- NIE!
W tym momencie do pokoju wszedł Kamil i bez słowa Piotruś oddał mu telefon.
- Proszę tatusiu - powiedział
- Dziękuję synku
Kamil schował telefon do kieszeni spodni i wyszedł z pokoju Piotrusia.
Wziął walizkę z sypialni i zszedł z nią na dół. Ja wzięłam dzieci i również zeszłam na dół do salonu.
Kamil sprawdzał, czy ma wszystko w torbach i walizkach.
- Ty masz więcej walizek na te kilka dni, niż ja, gdy jedziemy na jakieś wakacje. - skomentowałam - Jesteś identyczny , a nawet gorszy niż baba.
- Nie przesadzaj - powiedział Kamil, po czym wstał z podłogi.
Pożegnał się z Wiktorią, biorąc ją na ręce, a następnie z Piotrusiem. Ze mną pożegnał się gorącym pocałunkiem w usta.
- Do zobaczenia w sobotę - powiedział
- Do zobaczenia. - odpowiedziałam, po czym wyszedł z domu. Piotruś machał mu jeszcze przez okno w przedpokoju.
- Kiedy tata przyjedzie? - spytał zmartwiony Piotruś
- My pojedziemy do taty na zawody
- Kiedy?
- Za dwa dni - odpowiedziałam
Piotruś już o nic nie pytał. Włączył sobie sam telewizor i przełączył na kanał sportowy, akurat trwało studio, które opowiadało o zeszłych sezonach (około 4 lata do tyłu). Piotruś oglądał z zaciekawieniem skoki innych zawodników. Były pokazywane nawet skoki Kamila, który miał wtedy bodajże 21 lat. Pokazywali Turniej Czterech Skoczni 2016/2017.
- I po tym turnieju się spotkaliśmy - powiedziałam szeptem.
Piotruś w spokoju oglądał studio skoków, a ja nakarmiłam w tym czasie Wiktorię.
- A kiedy tata będzie skakał? - spytał Piotruś
- W sobotę
- A będę oglądał?
- Tak, będziesz oglądał. Na żywo. Pod skocznią.
- A Wiktoria też z nami pojedzie?
- Tak.
- A dziadek?
- Też i babcia.
- A ciocia Natalia?
- Też, i ciocia Ania i wujek Alex i Abdul i Jessica....
- A wujek Michał?
- Nie
- A czemu?
- Bo wujek chodzi do szkoły.
- Co?
- Tak, wujek się uczy.
- A po co?
- Bo trzeba się uczyć.
Piotruś spojrzał się na mnie i podszedł do Wiktorii. Złapał ją za rączkę i powiedział: "Kocham cię"
Odruchowo wyciągnęłam telefon i nagrałam, jak Piotruś ponownie mówi do Wiktorii "Kocham cię" i jak się do niej przytula. Wysłałam ten filmik do Kamila. Po kilku minutach odesłał mi emotikonkę "❤❤❤"
W tym momencie zadzwoniła do mnie Aga.
- Halo - odebrałam
- Hej Kasia.
- Hej.
- Jesteś w domu?
-Tak, a co?
- A mogłabym wpaść?
- Tak! Oczywiście!
- To będę za 15 minut.
- Ok, czekamy.
Odłożyłam telefon
- Mamo, kto dzwonił ? - spytał Piotruś
- Ciocia Aga przyjedzie!
- O! - powiedział Piotruś i dalej oglądał program o skokach
Ja zaczęłam się szykować. Poprawiłam sobie kucyka, ogarnęłam w salonie, a dokładnie posprzątałam zabawki Piotrusia do pudełka.
Po chwili usłyszałam dzwonek do drzwi. Była to Agnieszka. Przywitałam się z nią uściskiem, a następnie zaprosiłam do salonu.
Agnieszka bacznie przyglądała się, jak Piotruś ogląda skoki narciarskie.
Pokazała mi tylko palcem na małego i nie odezwała się ani słowem.
- Kawy, herbaty? - spytałam
- Kawy...
Wstawiłam więc wodę, a następnie usiadłam obok Agi. Wyjęłam jeszcze ciasto, które ostatnio piekłam i babeczki, które kupiłam poprzedniego dnia.
- Byłam rano na zakupach i postanowiłam, że wpadnę.
- Miłe z twojej strony. Ostatnio ciągle siedzę w domu, więc....
- Jedziesz do Wisły?
- Jadę w sobotę rano.
- Sama?
- Nie. Jedziemy całą obstawą. Ja, Piotruś, Wiktoria, rodzice Kamila, Natalia oraz Ania z Alexem, Abdulem i Jessicą.
- Wow! To Kamil będzie miał wsparcie!
- I to jakie! Tutaj w Zakopanem będziemy w jeszcze większym składzie.
- A kto jeszcze?
- Moja mama i całe moje rodzeństwo, ale jeszcze nie mówiłam o tym Kamilowi.
- Ja też jadę do Wisły i w Zakopanem jeszcze będę. Nie wiem jak z Planicą.
- A co? Coś się stało?
- Mam zaplanowany i narzucony z góry, z uczelni obóz treningowy do Włoch na 3 tygodnie właśnie w czasie trwania Pucharu Świata i obóz kończy się 28 marca, czyli wtedy, kiedy koniec Pucharu Świata w Planicy.
- A to nie da się załatwić, żebyś skończyła wcześniej? Na przykład w sobotę, a byłabyś na konkursie w niedzielę.
- Nie wiem, muszę to już teraz uzgadniać, żeby nie było żadnych problemów.
- Właśnie, bo ja nie wyobrażam sobie Planicy bez ciebie.
- Oj,... Nie słodź mi tak - uśmiechnęła się Aga
- A wiesz jak z Justyną? Co się u niej dzieje?
- Rozmawiałam z nią dwa dni temu, to powiedziała mi, że nie wybiera się na konkurs. Jej mama pójdzie z Kubą, bo mały bardzo chce.
- Czyli konflikt nadal trwa?
- Tak
- Najbardziej jest mi szkoda tych dzieci... Kubusia, Karolinki, Maciusia.. Te dzieci tak cierpią.
- Ale sama widzisz.... Ja na ich miejscu rozeszłabym się w spokoju po cichu. Po co mają sobie szkodzić?
- Ale z drugiej strony... Chcą dobra swoich dzieci.
- Może chcą, może nie chcą. Jakby chcieli, to by zachowywali się normalnie, a nie takie szopki odstawiać.
- Widzisz... To samo robiła Marta. Identycznie.
W tym momencie zadzwonił do mnie Kamil.
- Hej - powiedziałam
- Hej. - odpowiedział trochę zły
- Coś się stało?
- Zapomniałem szczoteczki do zębów! - aż ryknął do słuchawki
- No to, co za problem?
Kamil zdziwił się moimi słowami.
- No nie mam szczoteczki! Nie widzisz problemu?
- Kamil... Nie bądź dziecinny - powiedziałam - Kupisz sobie tam na miejscu. Przecież w każdym sklepie są szczoteczki do zębów. Co to za problem, aby sobie jedną kupić?
- No ale...
- Chyba, że portfela też zapomniałeś?
- Nie.
- No to w czym problem...
- No... - trochę się zakłopotał - Już w niczym
- Właśnie... Nie przejmuj się takimi głupotami, jeszcze wiele sytuacji w życiu przed tobą, aby się przejmujesz tym, że zapomniałeś szczoteczki do zębów.
- Dobra... Pa kochanie. Całuski.
- Pa - odpowiedziałam
Rozłączyłam się i schowałam telefon do kieszeni.
- Co tam się stało? - spytała Aga
- Niczym dziecko - powiedziałam - Jak małe dziecko... A nawet gorszy...
Agnieszka spojrzała się na mnie.
- Zapomniał szczoteczki do zębów i dzwoni do mnie z tą informacją. Zły jak nie wiem co, ale.... co ja mu mogłam zrobić? Mam pojechać do Planicy i mu przywieźć tę szczoteczkę?
- I co zrobi?
- No niech sobie kupi w Wiśle! Przecież portfela nie zgubił...
- Kto go wie... - palnęła Agnieszka
- Nie kracz , bo tylko tego by mi brakowało....
Po chwili dodałam:
- Na prawdę czasami myślę, że on jest gorszy niż Piotruś i Wiktoria razem... Wiktorię nakarmię, położę spać, przewinę, posiedzę przy niej... Będę ją nosić na rękach jak płacze w nocy... Piotrusia ubiorę, zrobię mu śniadanie, pobawię się z nim, popilnuję, zrobię obiad, kolację..... A z Kamilem.... Ja więcej na niego krzyczę niż na dzieci.
- Aż tak? - zaśmiała się Aga
- A jak u ciebie i Maćka? Bo ciągle się mną zajmujemy
- Dobrze.
- Jak się mieszka z teściami?
- Ok... Jest dobrze.. Mama Maćka bardzo fajna kobietka, a taty Maćka ciągle nie ma, bo zajmuje się skokami, więc....
- A brat Maćka mieszka z wami?
- Nie, mieszka ze swoją żoną dwie ulice dalej...
- No to blisko do szwagra.
- Tak...
- Ale to zleciało... Przecież niedawno co był ślub, a tu..... już kilka miesięcy...
- Ja jeszcze nie mogę się do niej przyzwyczaić - powiedziała Agnieszka wskazując na obrączkę.
- Ja na początku też, a teraz jestem do niej tak przyzwyczajona, że od momentu, jak Kamil założył mi tę obrączkę na palec, to jej nigdy nie zdjęłam...
- Ja ją zdjęłam już kilka razy.. Nie mogę się przyzwyczaić.... I przeszkadza mi w treningach.
- Ja na początku nie mogłam się przyzwyczaić , ale.... nigdy jej nie zdjęłam i nie zdejmę...
W tym momencie Piotruś wykrzyknął:
- Patrz! Tata!
Tak, na ekranie pojawił się Kamil , a dokładnie jego wywiad po tym, jak zdobył złoto olimpijskie. Był bardzo wzruszony..
- Pamiętam ten wywiad - powiedziałam. - Dedykował ten medal mi i Piotrusiowi .... - po chwili dodałam - Popatrz na jego oczy... - powiedziałam do Agi - Łza w prawym oku.
- Ja jeszcze nigdy nie widziałam tak wzruszonego Kamila - powiedziała
- A jednak... Już zobaczyłaś... - uśmiechnęłam się
- I chyba nie zapomnę nigdy tego widoku
- Ja też nie...
Pożegnałam się z Agnieszką, a następnie pojechałam z dziećmi na zakupy. Musiałam kupić Piotrusiowi buty śniegowce. Tak samo z Wiktorią....
Wróciliśmy do domu około 16:00.
Zrobiłam jeść dla Piotrusia i Wiktorii.. Mała podejrzanie usnęła. Nigdy w godzinach około 16:00 - 17:00 nie spała. Tym razem usnęła jak zabita.
Wiktoria słodko spała w swoim łóżeczku, a ja bawiłam się z Piotrusiem w jego pokoju klockami. Po jakiś 20 minutach zadzwoniła do mnie moja mama. Zapowiedziała się, że przyjedzie do nas we wtorek i będzie z nami do czwartku. Głupio mi było odmówić, bo to w końcu moja mama, ale.... cóż mogłam zrobić.
Piotruś porozmawiał jeszcze z babcią przez telefon, a następnie z wujkiem Michałem i wujkiem Piotrkiem.
Wieczorem wykąpałam Piotrusia i przeczytałam mu bajkę na dobranoc. Następnie sama wzięłam kąpiel i poszłam do pokoju Wiktorii. Usiadłam sobie obok niej i patrzyłam się na nią, jak słodko śpi... Około 20:00 mała się obudziła. Musiałam ją nakarmić. Jednak nie wiedziałam, że ta noc zapowiadała się tragicznie... Mała całą noc nie spała... Płakała przez całą noc. Nie mogłam jej uspokoić.. Nie spała do 3:50... Myślałam, że po prostu nie przeżyję tego dnia... Położyłam się spać dopiero o 4:30.
Wstałam o 7:00, a dokładnie Piotruś mnie obudził. Przyszedł do mnie o 7:00, obudził mnie, mówiąc, że on już chce do taty... Powiedziałam mu, że pojedziemy jutro, ale... on chciał dzisiaj.
- Nie synku, jedziemy jutro!
- Ale ja chcę dzisiaj!
- Nie dyskutuj ze mną kochanie... Jedziemy jutro do taty. Dzisiaj tata nie ma czasu.
- Ale... jutro będzie miał czas?
- Tak. Jutro będzie miał czas.
Zwlekłam się z łóżka i poszłam z Piotrusiem na dół. Zrobiłam mu śniadanie, a następnie udałam się do pokoiku Wiktorii. Mała jeszcze spała. Nie miałam zamiaru więc jej budzić.
Około 9:00 włączyłam laptopa i zadzwoniłam na SKYPE do Kamila. Piotruś strasznie się niecierpliwił, więc sprawiłam mu niespodziankę. Mały porozmawiał sobie z Kamilem, a następnie poszedł się bawić.
- A więc o której wyjeżdżacie jutro? - spytał Kamil
- O 7:00. Chcemy jak najwcześniej, ale.... różnie to bywa.
- Mały już się nie może doczekać.
- Wiem... Ma szalik i czapkę i małą flagę. Wszystko biało-czerwone, ale... on jest tak tym przejęty, że nie wyobraża sobie nikogo innego, jak ciebie na podium...
- Jutro konkurs drużynowy, więc....
- No właśnie, jakieś oczekiwania?
- Nie.... W sporcie niczego nie można być pewnym.
Po chwili jednak dodał.
- Widziałem dzisiaj pod skocznią, że są nawet czapki z moim wizerunkiem...
- I ?
- Trochę taki...
- Ja wiem, że to zawstydza, ale w końcu jesteś sportowcem.
- Wiem.
- Piotrusiowi taką kupię - uśmiechnęłam się
- Koniecznie poproszę o zdjęcie.
- A co ty na to, na zdjęcie z tatusiem podczas jutrzejszego konkursu?
- Z miłą chęcią - powiedział Kamil
W tym momencie usłyszałam płacz Wiktorii.
- Przepraszam cię, ale Wiktoria płacze...
- To idź do niej.
Chciałam się rozłączyć, ale w tym momencie Piotruś powiedział, że on będzie rozmawiał z tatą, a więc ja zostawiłam Piotrusia z laptopem, a sama poszłam na górę do Wiktorii. Przewinęłam ją, przebrałam, a następnie zeszłam z nią na dół.
Piotruś dalej rozmawiał z Kamilem.. To było takie słodkie... Wyjęłam telefon i zrobiłam im zdjęcie... Piotruś siedzi na kanapie i rozmawia z Kamilem, pokazując mu jeszcze coś rączkami... Piękne to było....
Następnie nakarmiłam Wiktorię i wzięłam ją na ręce. Usiadłam sobie obok Piotrusia.
- Wiktoria już nie śpi - powiedziałam
- Jaka ona podobna do ciebie - skomentował Kamil
- A do ciebie nie? - uśmiechnęłam się
- Do mnie to Piotruś
- Racja.
Po skończonej rozmowie wstawiłam to zdjęcie , gdzie Piotruś pokazuje coś Kamilowi rączkami na mojego instagrama z dopiskiem " Tato, a gdybyś bardziej tak spróbował skoczyć? Takie tam rozmowy przed dzisiejszymi kwalifikacjami. #wisła2020 #pucharświataczaszacząć #kwalifikacje #jakojcieczsynem #synekpodpowiada #tatasłuchaiwykonuje #moiukochani"
Po kilku minutach Justyna Żyła skomentowała "Jaki ojciec taki syn"
Polubiłam ten komentarz. Nawet Krzysiu Miętus skomentował zwykłym serduszkiem.
O 18:00 rozpoczęły się kwalifikacje do konkursu indywidualnego, który miał odbyć się w niedzielę. Piotruś siedział na kanapie i oglądał, a przy okazji sam zaczął udawać, że skacze. Ja w tym czasie zaczęłam pakować wszystkie rzeczy na nasz wyjazd do Wisły. Ja miałam jechać z Natalią i Krystyną... Aż się bałam....
Po spakowaniu wszystkich walizek usiadłam sobie obok Piotrusia i oglądaliśmy kwalifikacje. Przedostatni skakał Kamil i... uplasował się na 46 pozycji... Zakwalifikował się, ale... warunki panujące podczas ostatniej dziesiątki nie były najlepsze...
Następnego dnia wstałam bardzo wcześnie... Aż za wcześnie... Pobudka o 5:30? Chyba nic dobrego nie wróży... Zrobiłam sobie i Piotrusiowi śniadanie. Ja swoje zjadłam, a następnie poszłam się przebrać z piżamy... Piotruś wstał o 6:30... Zjadł więc śniadanie, ubrałam go i czekał sobie spokojnie ze swoją walizką... Ja w tym czasie poszłam na górę, aby spokojnie ubrać śpiącą jeszcze Wiktorię, ale... ją obudziłam... Nie płakała... Nakarmiłam ją i ubrałam....
Wychodząc założyłam sobie kurtkę, buty i czapkę, wzięłam dzieci do samochodu. Powkładałam je do fotelików i zapięłam im pasy... Wróciłam się jeszcze po walizki i zamknęłam dom...
O 5:50 pojechałam do Zębu. Krystyna i Natalia już na mnie czekały... Bronisław, Anna, Abdul, Alex i Jessica byli jeszcze nie gotowi do wyjazdu, a więc... my pojechałyśmy pierwsze. Krystyna usiadła z tyłu obok dzieci, a Natalia z przodu na miejscu pasażera.
- Widziałam wczorajsze zdjęcie, jakie wstawiłaś... Jest świetne - powiedziała Natalia
- Nie mogłam się powstrzymać. Oboje tak bajecznie wyszli, że....
- To zdjęcie to cudo.
- Wiem...
Dojechaliśmy do Wisły przed godziną 11:00. Zameldowaliśmy się w recepcji hotelu i udaliśmy się do swoich pokoi.
- Już jesteśmy - napisałam SMS-a do Kamila
- To już do was idę.
- Ok
Podałam Kamilowi numer pokoju. Po chwili zapukał do pokoju. Gdy Piotruś go zobaczył, to od razu wpadł w ramiona Kamila
- Mam tylko 20 minut - powiedział - bo zaraz muszę wracać do hotelu.
- To i tak dużo, 20 minut!
- Wiem...
Kamil usiadł na brzegu łóżka.
- I jak się jechało z moją mamą?
- W ciszy i totalnym milczeniu
- Aż tak źle..
- Nie miałyśmy tematów do rozmowy.
- Oj Kasia.. Jeszcze znajdziecie wspólny język.
- Kamil... Wierzysz? Ja bym nie uwierzyła, że gdyby mój tata żył, to ty byś miał z nim świetny kontakt. Sam wiesz, że tak by nigdy nie było.
- No racja...
- Więc nie oczekuj tego samego ode mnie.
- Niech ci będzie...
Po 20 minutach Kamil wyszedł z mojego pokoju. Nagle zadzwoniła do mnie Agnieszka.
- Hej kochana!
- Hej.
- Robiłaś te świetne pierogi? - spytała
- Tak... Robiłam... Mam ich cały bagażnik - uśmiechnęłam się - A ty? Co masz?
- Ja mam bigos.. Robiłam z mamą Maćka i trochę butelek z naszego wesela..
- O proszę! Kamil i ja też tak zrobiliśmy.
- Maciek sam to zaproponował
- Szczerze? Nasza polska wódka schodzi najlepiej ze wszystkiego co przygotujemy.
- To chyba każdy wie - powiedziała Agnieszka uśmiechając się
- Fajnie, że wymyślili taką imprezę inauguracyjną...
- Fajne jest to, że w Polsce jest impreza, gdzie przygotowywane są polskie dania przez nas - Polki - odpowiedziała - A jak pojadą do Finlandii, to będę jeść finlandzkie dania.
Po rozmowie z Agnieszką nadszedł czas na... konkurs drużynowy.. Wierzyłam, że wszystko będzie dobrze... Ubrałam dzieci w kurtki, buty, czapki, szaliki i rękawiczki... Na dworze padał delikatnie śnieg.
Następnie ja sama ubrałam się w kurtkę, buty, czapkę, szalik i rękawiczki. Zamknęłam drzwi od hotelu i poszłam z dziećmi do samochodu... Zaparkowaliśmy bardzo blisko.. O dziwo znalazło się miejsce.
Konkurs zaczynał się o 16:00. Stanęłam w wyznaczonym miejscu. Po chwili dołączyła się do mnie i do dzieci Agnieszka.
- I nareszcie się spotykamy tutaj - pod skocznią - powiedziała Agnieszka
- Szczerze? Ja naprawdę pokochałam skocznię... To jest takie magiczne, że po prostu im tego zazdroszczę, ale z drugiej strony boję się ich.... Boję się tych skoczni, tych wysokości, cholernych upadków.
- Tak jest w każdym sporcie. Raz jest dobrze, a raz źle.
W tym momencie dołączyła się do nas Justyna z dziećmi, Dominika Sobczyk z dziećmi i Marcelina z Milenką.
- A gdzie masz Zosię? - spytałam
- Została w Szczyrku z moją mamą - odpowiedziała - Nie chciałam jej brać - W sensie... Ja nie chciałam, a Stefek nalegał, ale... cóż... Jest jeszcze za mała.
Nadszedł konkurs drużynowy. Dzisiaj nasi chłopcy mieli wystąpić w składzie : Kamil Stoch, Maciej Kot, Piotrek Żyła i Stefek Hula.
Pierwszy skakał Piotrek... Nawet spoko 124, 5 metra... Kolejny Stefek tutaj nieznacznie lepiej , bo 125,5 metra. Trzeci skakał Maciek... Dowalił petardę! 128,5 metra! To był skok! Wrzawa na skoczni była niesamowita. Przez ten skok objęliśmy prowadzenie w całym konkursie drużynowym... Ostatni zaś miał skakać Kamil. Piotruś już zaczął machać swoją chorągiewką. Już usiadł na belce.... Wierzyłam w niego... I odbił się i leciał..... JEST! 127 metrów! I prowadzimy po pierwszej serii! Byłam z niego taka dumna! Widziałam tę jego radość po skoku.. To był coś niesamowitego!
I tak o to po pierwszej serii prowadziliśmy nad Norwegami, trzecie miejsce zajmowali Austriacy, a czwarte Japończycy. Niemcy byli dopiero na piątym miejscu... Jednak w przerwie pomiędzy seriami spiker podał bardzo ważną informację.... Jeden z Norwegów, a dokładnie Johann Andre Forfang został zdyskwalifikowany, przez co Norwegowie nie pojawili się w drugiej serii. Za to w drugiej serii pojawili się Szwajcarzy...
- Mamo, a kiedy tata będzie skakał? - spytał Piotruś
- Musisz jeszcze poczekać. Na razie jest przerwa.
W tym momencie podeszła do nas... Celina Roberts - dziewczyna Johana Andre Forfanga.
- Cześć dziewczyny - powiedziała, po czym przywitałyśmy się wszystkie gorącym uściskiem...
- Cześć Celina - odpowiedziałam
- I znów się spotykamy, co nie? Mam nadzieję, że spotkamy się u mnie w Norwegii - powiedziała.
- Musimy się kiedyś wybrać - powiedziała Agnieszka - Ale już cały ten sezon mam zaplanowany przez uczelnię, więc.... spotkamy się dopiero w Planicy.
- Chyba, że przyjedziesz do Zakopanego - wtrąciłam się
- Do Zakopanego? Przylecę! Już mam bilety kupione... Przylatuję z moimi rodzicami.. Jeszcze nigdy nie byli w Polsce... Mój tata jest dziennikarzem i preferuje sporty zimowe, lecz wszystkie materiały robi w domu i... nie miał jeszcze okazji, aby być u was.
- A więc gorąco zapraszamy do Zakopanego.. - powiedziałam
- Zobaczysz jak mieszkam - odezwała się Agnieszka Lewkowicz
- Właśnie.. Byłam na twoim ślubie i wesele z Johanem i od tamtej pory cię nie widziałam. Jak się mieszka z teściami?
- Jest ok..
- Nie narzekasz?
- Nie!
- To dobrze... Ja na szczęście nie mieszkam z rodzicami Johana, więc nie wiem jak to jest, ale na pewno bym z nimi nie wytrzymała!
Nadeszła druga seria... Piotrek poprawił się i to znacznie! 131 metrów! Stefek 127, Maciek zaś 128,5 metra, czyli tyle samo co podczas pierwszej serii... I teraz wszyscy czekali na skok Kamila. Nie musiał skoczyć dużo, abyśmy wygrali . Chłopaki zrobili całą robotę.
Na skoczni zrobiło się biało - czerwono. Kibice podnieśli do góry swe flagi, dmuchali z całych sił w swe wuwuzele.... To Kamil leciał w górze! Miał jednak najgorsze warunki ze wszystkich w ostatniej kolejce, ale wylądował na 127 metrze. Do tego dodane punkty i ... wygraliśmy! Wygraliśmy konkurs inauguracyjny! Skakałam z radości! Nawet nie widziałam, jak kamera uwieczniła ten moment, jak ja i Aga aż podskoczyłyśmy do góry z tej ogarniającej nas radości.'
- Mamy to! - wykrzyknęła Justyna
W tym momencie na całej skoczni rozległ się głos piosenki "Moc, energia i papryka" i ten tekst"Hej dziewczyno, hej chłopaku, podziwiamy dziś Polaków, Żyła, Stoch, Hula, Kot, ogień w nogach, długi lot"
Po chwili przyszedł czas na dekorację... Najpierw trzecie miejsce dla Japończyków, a drugie dla Austriaków! Po nich na pierwsze miejsce na podium weszli Polacy. Krzyczałam z całych sił, gdy Polacy wchodzili na podium, a potem wspólnie odśpiewaliśmy Mazurka Dąbrowskiego.
- Wiesz, że musimy iść do hotelu Gołębiewski i przygotować tę polską ucztę - uśmiechnęła się Agnieszka
- Wiem, ale oni za jakieś półtorej godziny dopiero co wrócą do hotelu.
- To zaraz musimy iść z tym.
- Ja to wszystko mam w lodówce w samochodzie.
- No, ja też.
W tym momencie podeszła do nas jedna z reporterek, a dokładnie do mnie i do Agi. Powiedziała, że chciałaby przeprowadzić z nami krótki wywiad. Zgodziłyśmy się.
- A więc... Witam państwa po tym cudownym konkursie drużynowym w Wiśle, który zakończył się zwycięstwem Polaków. Dziś obok mnie żony czołowych polskich skoczków, czyli Kamila Stocha i Macieja Kota, a więc - Katarzyna Witkowska - Stoch i Agnieszka Kot, a także dwoje pociech naszego mistrza olimpijskiego - Piotr i Wiktoria, którzy kibicują z całych sił swojemu tacie. Dziewczyny, jakie wrażenia po dzisiejszym konkursie?
- Tutaj Piotrek odpalił taką petardę, że... 131 metrów.. Przecież to było cudo, a nie skok - odezwała się Agnieszka, która dalej była podekscytowana całym konkursem.
- Wrażenia? Bardzo super i fajnie... Wiktoria jest po raz pierwszy na konkursie skoków narciarskich i kibicowała swojemu tacie na żywo, Piotruś już po raz kolejny, bo jeździł ze mną i do Wisły,do Zakopanego, w Planicy. Atmosfera jest cudowna. Piotruś już dawno ma i flagę i szalik, więc.. bawimy się świetnie, a w dodatku nasi chłopcy wygrali, więc jesteśmy podwójnie szczęśliwe.
- Dużo mówi się, że w tym roku FIS przewidziało, że podczas każdego konkursu w hotelu będą przewidziane jakieś regionalne smakołyki, przygotowane przez rodziny skoczków danej narodowości. Czy już w Wiśle zaczynamy z tą ucztą?
- Tak - odpowiedziała Aga - Zaczynamy dzisiaj, zaraz jedziemy, aby wszystko przygotować.
- To bardzo miłe ze stron organizatorów, że skoczkowie oprócz skoków i treningów mogą w końcu poznać kuchnię odwiedzanego kraju. Zawsze mieli taką okazję w Planicy, ale teraz to jest bardziej rozbudowane... - powiedziałam
- Jakie smakołyki zostały przygotowane?
- Ja mam bigos - odpowiedziałam... - Bardzo dużo bigosu, robiłam wraz z mamą Maćka.
- Ja na przykład mam pierogi, ale np. Dominika Sobczyk wraz z Izabelą Małysz przywiozły oscypki, są też flaki, barszcz czerwony, kluski śląskie - bo przecież województwo śląskie - a więc naprawdę jest dużo smakołyków..
- Pewnie chłopcy nie mogą się doczekać.... Czy będzie również jutro podczas konkursu indywidualnego?
- Tak - odpowiedziała Aga - ja zawsze jestem podczas konkursów w Polsce i Planicy
- To już taka nasza mała tradycja, że jesteśmy w Wiśle, w Zakopanem i w Planicy...
- Wcześniej, jak była pani fotografką polskiego teamu bywała pani na większości konkursach.
- Tak, ale wtedy miałam jasno określone zadanie. Jestem fotografem, więc nie przeżywałam tego tak bardzo jak teraz... Wcześniej byłam jedną z ich kumpeli, bo tak byłam traktowana, jak jedna z nich.. Robiłam im zdjęcia, a potem wieczorami wszystko zgrywałam i wrzucałam na stronę internetową. Obecnie jestem żoną Kamila i matką naszej wspólnej dwójki dzieci, więc przeżywam to zupełnie inaczej.
- Czy wybieracie się jeszcze na inne zawody oprócz Polski i Planicy w tym sezonie?
- Ja nie... Studia, praca... To wszystko mnie ogranicza - powiedziała Agnieszka
- Ja jeszcze nie wiem... - odpowiedziałam - Różnie to bywa... Dwoje małych dzieci, do tego prowadzę klub wraz z Kamilem, nagrywam filmiki na YouTubie wraz z Wojtkiem Kozakiem, więc.... mam dość napięty grafik - uśmiechnęłam się - jestem dość zapracowana
- Dziękuję bardzo i do zobaczenia jutro podczas konkursu indywidualnego.
- Do zobaczenia - odpowiedziałyśmy razem.
Po udzielanym wywiadzie podeszłyśmy do chłopaków, którzy stali sobie i rozmawiali.
- Gratuluję gorąco! - powiedziałam do chłopaków, po czym rzuciłam się na Kamila i pocałowałam go w usta.
- Dziękuję - wyszeptał, po czym odwzajemnił mój pocałunek Kamil
Niestety, ale nasz pocałunek nie przeszedł obojętnie obok fotoreporterów, ale... nie przejmowałam się nimi.
- I gdzie teraz idziecie? - spytał Maciek
- Do was do hotelu, musimy przygotować tą kolację! - odpowiedziała Agnieszka
- Racja - rzekł Kamil - My będziemy za jakieś półtorej godziny
- To my lecimy, cześć!
Pożegnałyśmy się i wróciłyśmy do swojego hotelu. Wyjęłam z bagażnika dwie lodówki turystyczne wypchane po brzegi pierogami z kapustą i mięsem, a następnie przebrałam dzieci i siebie.
Wybraliśmy się do hotelu Gołębiewski. Zostałam zaproszona do ogromnej jadalni. Tam, na specjalnie przygotowanych blatach, miałam wszystko wystawiać... Przygotowałam więc ogromne garnki, aby wrzucić pierogi do wody... Gdy woda się w garnku gotowała, a Piotruś biegał po całej sali, ja położyłam Wiktorię do wózka, a następnie wraz z Dominiką Sobczyk, Agnieszką Kot - już KOT i Marcelina Hula wraz z pomocą obsługi hotelu nakrywałyśmy do stołów.. Obrusy, talerze, szklanki, sztućce.... Agnieszka na każdym ze stołów postawiła po butelce wódki i kieliszki... Położyłyśmy jeszcze serwetki i wzięłyśmy się za gotowanie. Ja wrzuciłam pierogi do czterech ogromnych garnków i czekałam... Pomagałam również dziewczynom, a następnie wszystko wykładałyśmy na przygotowane wcześniej blaty. Jednak nie zdążyłyśmy wyjąc wszystkiego. Czekałyśmy jeszcze na bigos, resztę pierogów i flaki.
W tym momencie na salę pierwsi weszli Norwegowie i Austriacy, a za nimi Japończycy, Niemcy, Słoweńcy, Szwajcarzy, Rosjanie, Czesi, Włosi, Finowie, a Polaków nie było nadal... Weszli dopiero jako ostatni.. Jednak gdy dzieci ich zobaczyły... Wybiegły do nich z ogromnym krzykiem... Najbardziej głośny był Piotruś, który aż wskoczył na Kamila...
Pozostali skoczkowi nie mogli się napatrzyć na ten cudny widok. Kamil podszedł do wózeczka i wyjął ostrożnie malutką Wiktorię, a następnie podszedł do mnie i pocałował mnie w policzek. Tę chwilę uwieczniła Agnieszka na swoim telefonie...
Milenka czy Kubuś, zostawili tatusiów w spokoju i usiedli sobie obok, ale Piotruś był zbyt uparty i usiadł z Kamilem przy stole przeznaczonym dla skoczków. Chciałam go jakoś odciągnąć od Kamila, ale reagował płaczem.
Ku mojemu zdziwieniu, nie bał się żadnego z innych skoczków... Z każdym nawiązał świetny kontakt, nawet z trenerami, czy samym Walterem Hoferem.
Pozostałym skoczkom dania polskie bardzo smakowały. Największą furorę zrobiły pierogi, barszcz, flaki i wódka.. Jednak.... nie mogli się dużo napić, przecież następnego dnia czekał na nich konkurs indywidualny..
Cała "impreza" skończyła się o 21:00. Skoczkowie rozeszli się do swoich pokoi, a my pozostałyśmy, aby to wszystko posprzątać. Co nas najbardziej zdziwiło, że Kamil, Maciek, Stefek, a także Johann Andre Forfang, Simon Ammann, Stefan Kraft, Michael Hayboeck i Andreas Stjermen zostali, aby nam pomóc w sprzątaniu, dlatego też skończyłyśmy już o 21:30 i wróciłyśmy do swojego hotelu.
Następnego dnia o 16:00 rozpoczął się konkurs indywidualny, który zakończył się bardzo dobrze, jak na początek sezonu, choć nie usłyszeliśmy Mazurka Dąbrowskiego, to i tak Polacy byli bardzo wysoko. Kamil zajął 4 miejsce, Piotrek 6, Dawid 8, Jakub 15, Stefek 24, a Maciek 28...
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
kiki2000
- Widziałaś gdzieś moją piżamę? - spytał Kamil
- A nie ma jej w szafie?
- Nie ma!
Wyszłam więc z łazienki i poszłam do sypialni. Kamil stał przed rozsuniętą szafą i zdenerwowany szukał swojej piżamy.
- Szukasz tej granatowej? - spytałam
- Tak!
- To obecnie się pierze...
- Noż kur....
- Kamil..... A ta czarna nie może być?
- Ale ta granatowa....
- Jesteś gorszy jak małe dziecko! Masz 3 piżamy.. Jedna się pierze, w jednej śpisz w domu, więc tą trzecią sobie weź! Jesteś strasznie problematyczny!
- Ale Kasiu...
- Kamil.... O głupią piżamę będziemy się kłócić? Bierz i pakuj tę czarną!
- Ale...
- Pranie skończy się za 20 minut. Za nim wyschnie, a ty za pół godziny wyjeżdżasz!
- No wiem....
- No to bierz tę czarną piżamę.
- Niech ci będzie
Kamil wziął swoją piżamę i schował ją do walizki.
- Czegoś jeszcze szukasz? - spytałam
- Telefonu.
- To gdzie go masz?
- Nie wiem.... Wczoraj był na szafce obok łóżka - wskazał na miejsce, gdzie ostatnio był jego telefon
- A teraz gdzie jest? - spytałam
- No właśnie nie wiem.
- A może w tej kupce ciuchów?
Zaczęłam szukać w ubraniach Kamila. Nie było. Następnie pod łóżkiem, w szufladzie, nawet w łazience. Również nie było. Zeszłam więc na dół. Ani w kuchni, ani w salonie, ani w przedpokoju. Nigdzie nie było. Wyciągnęłam więc swój telefon. Zadzwoniłam. Nigdzie nie było słychać. Jednak za każdym połączeniem było ono jakby przerwane. Jakby ktoś je odrzucał.
- Zgubiłem telefon - powiedział zmartwiony i zrezygnowany Kamil
Nie odezwałam się słowem, ale poszłam na górę do pokoju Piotrusia. Leżał sobie spokojnie na łóżku i oglądał..... skoki narciarskie..... na telefonie Kamila. Podeszłam do niego.
- O! Tutaj jest telefon! - krzyknęłam, żeby Kamil usłyszał. - Piotruś... - zwróciłam się do synka - Oddaj mamie telefon.
- Ale to telefon taty. - powiedział mały uparciuch.
- Wiem, ale daj mi go. Proszę.
- NIE!
W tym momencie do pokoju wszedł Kamil i bez słowa Piotruś oddał mu telefon.
- Proszę tatusiu - powiedział
- Dziękuję synku
Kamil schował telefon do kieszeni spodni i wyszedł z pokoju Piotrusia.
Wziął walizkę z sypialni i zszedł z nią na dół. Ja wzięłam dzieci i również zeszłam na dół do salonu.
Kamil sprawdzał, czy ma wszystko w torbach i walizkach.
- Ty masz więcej walizek na te kilka dni, niż ja, gdy jedziemy na jakieś wakacje. - skomentowałam - Jesteś identyczny , a nawet gorszy niż baba.
- Nie przesadzaj - powiedział Kamil, po czym wstał z podłogi.
Pożegnał się z Wiktorią, biorąc ją na ręce, a następnie z Piotrusiem. Ze mną pożegnał się gorącym pocałunkiem w usta.
- Do zobaczenia w sobotę - powiedział
- Do zobaczenia. - odpowiedziałam, po czym wyszedł z domu. Piotruś machał mu jeszcze przez okno w przedpokoju.
- Kiedy tata przyjedzie? - spytał zmartwiony Piotruś
- My pojedziemy do taty na zawody
- Kiedy?
- Za dwa dni - odpowiedziałam
Piotruś już o nic nie pytał. Włączył sobie sam telewizor i przełączył na kanał sportowy, akurat trwało studio, które opowiadało o zeszłych sezonach (około 4 lata do tyłu). Piotruś oglądał z zaciekawieniem skoki innych zawodników. Były pokazywane nawet skoki Kamila, który miał wtedy bodajże 21 lat. Pokazywali Turniej Czterech Skoczni 2016/2017.
- I po tym turnieju się spotkaliśmy - powiedziałam szeptem.
Piotruś w spokoju oglądał studio skoków, a ja nakarmiłam w tym czasie Wiktorię.
- A kiedy tata będzie skakał? - spytał Piotruś
- W sobotę
- A będę oglądał?
- Tak, będziesz oglądał. Na żywo. Pod skocznią.
- A Wiktoria też z nami pojedzie?
- Tak.
- A dziadek?
- Też i babcia.
- A ciocia Natalia?
- Też, i ciocia Ania i wujek Alex i Abdul i Jessica....
- A wujek Michał?
- Nie
- A czemu?
- Bo wujek chodzi do szkoły.
- Co?
- Tak, wujek się uczy.
- A po co?
- Bo trzeba się uczyć.
Piotruś spojrzał się na mnie i podszedł do Wiktorii. Złapał ją za rączkę i powiedział: "Kocham cię"
Odruchowo wyciągnęłam telefon i nagrałam, jak Piotruś ponownie mówi do Wiktorii "Kocham cię" i jak się do niej przytula. Wysłałam ten filmik do Kamila. Po kilku minutach odesłał mi emotikonkę "❤❤❤"
W tym momencie zadzwoniła do mnie Aga.
- Halo - odebrałam
- Hej Kasia.
- Hej.
- Jesteś w domu?
-Tak, a co?
- A mogłabym wpaść?
- Tak! Oczywiście!
- To będę za 15 minut.
- Ok, czekamy.
Odłożyłam telefon
- Mamo, kto dzwonił ? - spytał Piotruś
- Ciocia Aga przyjedzie!
- O! - powiedział Piotruś i dalej oglądał program o skokach
Ja zaczęłam się szykować. Poprawiłam sobie kucyka, ogarnęłam w salonie, a dokładnie posprzątałam zabawki Piotrusia do pudełka.
Po chwili usłyszałam dzwonek do drzwi. Była to Agnieszka. Przywitałam się z nią uściskiem, a następnie zaprosiłam do salonu.
Agnieszka bacznie przyglądała się, jak Piotruś ogląda skoki narciarskie.
Pokazała mi tylko palcem na małego i nie odezwała się ani słowem.
- Kawy, herbaty? - spytałam
- Kawy...
Wstawiłam więc wodę, a następnie usiadłam obok Agi. Wyjęłam jeszcze ciasto, które ostatnio piekłam i babeczki, które kupiłam poprzedniego dnia.
- Byłam rano na zakupach i postanowiłam, że wpadnę.
- Miłe z twojej strony. Ostatnio ciągle siedzę w domu, więc....
- Jedziesz do Wisły?
- Jadę w sobotę rano.
- Sama?
- Nie. Jedziemy całą obstawą. Ja, Piotruś, Wiktoria, rodzice Kamila, Natalia oraz Ania z Alexem, Abdulem i Jessicą.
- Wow! To Kamil będzie miał wsparcie!
- I to jakie! Tutaj w Zakopanem będziemy w jeszcze większym składzie.
- A kto jeszcze?
- Moja mama i całe moje rodzeństwo, ale jeszcze nie mówiłam o tym Kamilowi.
- Ja też jadę do Wisły i w Zakopanem jeszcze będę. Nie wiem jak z Planicą.
- A co? Coś się stało?
- Mam zaplanowany i narzucony z góry, z uczelni obóz treningowy do Włoch na 3 tygodnie właśnie w czasie trwania Pucharu Świata i obóz kończy się 28 marca, czyli wtedy, kiedy koniec Pucharu Świata w Planicy.
- A to nie da się załatwić, żebyś skończyła wcześniej? Na przykład w sobotę, a byłabyś na konkursie w niedzielę.
- Nie wiem, muszę to już teraz uzgadniać, żeby nie było żadnych problemów.
- Właśnie, bo ja nie wyobrażam sobie Planicy bez ciebie.
- Oj,... Nie słodź mi tak - uśmiechnęła się Aga
- A wiesz jak z Justyną? Co się u niej dzieje?
- Rozmawiałam z nią dwa dni temu, to powiedziała mi, że nie wybiera się na konkurs. Jej mama pójdzie z Kubą, bo mały bardzo chce.
- Czyli konflikt nadal trwa?
- Tak
- Najbardziej jest mi szkoda tych dzieci... Kubusia, Karolinki, Maciusia.. Te dzieci tak cierpią.
- Ale sama widzisz.... Ja na ich miejscu rozeszłabym się w spokoju po cichu. Po co mają sobie szkodzić?
- Ale z drugiej strony... Chcą dobra swoich dzieci.
- Może chcą, może nie chcą. Jakby chcieli, to by zachowywali się normalnie, a nie takie szopki odstawiać.
- Widzisz... To samo robiła Marta. Identycznie.
W tym momencie zadzwonił do mnie Kamil.
- Hej - powiedziałam
- Hej. - odpowiedział trochę zły
- Coś się stało?
- Zapomniałem szczoteczki do zębów! - aż ryknął do słuchawki
- No to, co za problem?
Kamil zdziwił się moimi słowami.
- No nie mam szczoteczki! Nie widzisz problemu?
- Kamil... Nie bądź dziecinny - powiedziałam - Kupisz sobie tam na miejscu. Przecież w każdym sklepie są szczoteczki do zębów. Co to za problem, aby sobie jedną kupić?
- No ale...
- Chyba, że portfela też zapomniałeś?
- Nie.
- No to w czym problem...
- No... - trochę się zakłopotał - Już w niczym
- Właśnie... Nie przejmuj się takimi głupotami, jeszcze wiele sytuacji w życiu przed tobą, aby się przejmujesz tym, że zapomniałeś szczoteczki do zębów.
- Dobra... Pa kochanie. Całuski.
- Pa - odpowiedziałam
Rozłączyłam się i schowałam telefon do kieszeni.
- Co tam się stało? - spytała Aga
- Niczym dziecko - powiedziałam - Jak małe dziecko... A nawet gorszy...
Agnieszka spojrzała się na mnie.
- Zapomniał szczoteczki do zębów i dzwoni do mnie z tą informacją. Zły jak nie wiem co, ale.... co ja mu mogłam zrobić? Mam pojechać do Planicy i mu przywieźć tę szczoteczkę?
- I co zrobi?
- No niech sobie kupi w Wiśle! Przecież portfela nie zgubił...
- Kto go wie... - palnęła Agnieszka
- Nie kracz , bo tylko tego by mi brakowało....
Po chwili dodałam:
- Na prawdę czasami myślę, że on jest gorszy niż Piotruś i Wiktoria razem... Wiktorię nakarmię, położę spać, przewinę, posiedzę przy niej... Będę ją nosić na rękach jak płacze w nocy... Piotrusia ubiorę, zrobię mu śniadanie, pobawię się z nim, popilnuję, zrobię obiad, kolację..... A z Kamilem.... Ja więcej na niego krzyczę niż na dzieci.
- Aż tak? - zaśmiała się Aga
- A jak u ciebie i Maćka? Bo ciągle się mną zajmujemy
- Dobrze.
- Jak się mieszka z teściami?
- Ok... Jest dobrze.. Mama Maćka bardzo fajna kobietka, a taty Maćka ciągle nie ma, bo zajmuje się skokami, więc....
- A brat Maćka mieszka z wami?
- Nie, mieszka ze swoją żoną dwie ulice dalej...
- No to blisko do szwagra.
- Tak...
- Ale to zleciało... Przecież niedawno co był ślub, a tu..... już kilka miesięcy...
- Ja jeszcze nie mogę się do niej przyzwyczaić - powiedziała Agnieszka wskazując na obrączkę.
- Ja na początku też, a teraz jestem do niej tak przyzwyczajona, że od momentu, jak Kamil założył mi tę obrączkę na palec, to jej nigdy nie zdjęłam...
- Ja ją zdjęłam już kilka razy.. Nie mogę się przyzwyczaić.... I przeszkadza mi w treningach.
- Ja na początku nie mogłam się przyzwyczaić , ale.... nigdy jej nie zdjęłam i nie zdejmę...
W tym momencie Piotruś wykrzyknął:
- Patrz! Tata!
Tak, na ekranie pojawił się Kamil , a dokładnie jego wywiad po tym, jak zdobył złoto olimpijskie. Był bardzo wzruszony..
- Pamiętam ten wywiad - powiedziałam. - Dedykował ten medal mi i Piotrusiowi .... - po chwili dodałam - Popatrz na jego oczy... - powiedziałam do Agi - Łza w prawym oku.
- Ja jeszcze nigdy nie widziałam tak wzruszonego Kamila - powiedziała
- A jednak... Już zobaczyłaś... - uśmiechnęłam się
- I chyba nie zapomnę nigdy tego widoku
- Ja też nie...
Pożegnałam się z Agnieszką, a następnie pojechałam z dziećmi na zakupy. Musiałam kupić Piotrusiowi buty śniegowce. Tak samo z Wiktorią....
Wróciliśmy do domu około 16:00.
Zrobiłam jeść dla Piotrusia i Wiktorii.. Mała podejrzanie usnęła. Nigdy w godzinach około 16:00 - 17:00 nie spała. Tym razem usnęła jak zabita.
Wiktoria słodko spała w swoim łóżeczku, a ja bawiłam się z Piotrusiem w jego pokoju klockami. Po jakiś 20 minutach zadzwoniła do mnie moja mama. Zapowiedziała się, że przyjedzie do nas we wtorek i będzie z nami do czwartku. Głupio mi było odmówić, bo to w końcu moja mama, ale.... cóż mogłam zrobić.
Piotruś porozmawiał jeszcze z babcią przez telefon, a następnie z wujkiem Michałem i wujkiem Piotrkiem.
Wieczorem wykąpałam Piotrusia i przeczytałam mu bajkę na dobranoc. Następnie sama wzięłam kąpiel i poszłam do pokoju Wiktorii. Usiadłam sobie obok niej i patrzyłam się na nią, jak słodko śpi... Około 20:00 mała się obudziła. Musiałam ją nakarmić. Jednak nie wiedziałam, że ta noc zapowiadała się tragicznie... Mała całą noc nie spała... Płakała przez całą noc. Nie mogłam jej uspokoić.. Nie spała do 3:50... Myślałam, że po prostu nie przeżyję tego dnia... Położyłam się spać dopiero o 4:30.
Wstałam o 7:00, a dokładnie Piotruś mnie obudził. Przyszedł do mnie o 7:00, obudził mnie, mówiąc, że on już chce do taty... Powiedziałam mu, że pojedziemy jutro, ale... on chciał dzisiaj.
- Nie synku, jedziemy jutro!
- Ale ja chcę dzisiaj!
- Nie dyskutuj ze mną kochanie... Jedziemy jutro do taty. Dzisiaj tata nie ma czasu.
- Ale... jutro będzie miał czas?
- Tak. Jutro będzie miał czas.
Zwlekłam się z łóżka i poszłam z Piotrusiem na dół. Zrobiłam mu śniadanie, a następnie udałam się do pokoiku Wiktorii. Mała jeszcze spała. Nie miałam zamiaru więc jej budzić.
Około 9:00 włączyłam laptopa i zadzwoniłam na SKYPE do Kamila. Piotruś strasznie się niecierpliwił, więc sprawiłam mu niespodziankę. Mały porozmawiał sobie z Kamilem, a następnie poszedł się bawić.
- A więc o której wyjeżdżacie jutro? - spytał Kamil
- O 7:00. Chcemy jak najwcześniej, ale.... różnie to bywa.
- Mały już się nie może doczekać.
- Wiem... Ma szalik i czapkę i małą flagę. Wszystko biało-czerwone, ale... on jest tak tym przejęty, że nie wyobraża sobie nikogo innego, jak ciebie na podium...
- Jutro konkurs drużynowy, więc....
- No właśnie, jakieś oczekiwania?
- Nie.... W sporcie niczego nie można być pewnym.
Po chwili jednak dodał.
- Widziałem dzisiaj pod skocznią, że są nawet czapki z moim wizerunkiem...
- I ?
- Trochę taki...
- Ja wiem, że to zawstydza, ale w końcu jesteś sportowcem.
- Wiem.
- Piotrusiowi taką kupię - uśmiechnęłam się
- Koniecznie poproszę o zdjęcie.
- A co ty na to, na zdjęcie z tatusiem podczas jutrzejszego konkursu?
- Z miłą chęcią - powiedział Kamil
W tym momencie usłyszałam płacz Wiktorii.
- Przepraszam cię, ale Wiktoria płacze...
- To idź do niej.
Chciałam się rozłączyć, ale w tym momencie Piotruś powiedział, że on będzie rozmawiał z tatą, a więc ja zostawiłam Piotrusia z laptopem, a sama poszłam na górę do Wiktorii. Przewinęłam ją, przebrałam, a następnie zeszłam z nią na dół.
Piotruś dalej rozmawiał z Kamilem.. To było takie słodkie... Wyjęłam telefon i zrobiłam im zdjęcie... Piotruś siedzi na kanapie i rozmawia z Kamilem, pokazując mu jeszcze coś rączkami... Piękne to było....
Następnie nakarmiłam Wiktorię i wzięłam ją na ręce. Usiadłam sobie obok Piotrusia.
- Wiktoria już nie śpi - powiedziałam
- Jaka ona podobna do ciebie - skomentował Kamil
- A do ciebie nie? - uśmiechnęłam się
- Do mnie to Piotruś
- Racja.
Po skończonej rozmowie wstawiłam to zdjęcie , gdzie Piotruś pokazuje coś Kamilowi rączkami na mojego instagrama z dopiskiem " Tato, a gdybyś bardziej tak spróbował skoczyć? Takie tam rozmowy przed dzisiejszymi kwalifikacjami. #wisła2020 #pucharświataczaszacząć #kwalifikacje #jakojcieczsynem #synekpodpowiada #tatasłuchaiwykonuje #moiukochani"
Po kilku minutach Justyna Żyła skomentowała "Jaki ojciec taki syn"
Polubiłam ten komentarz. Nawet Krzysiu Miętus skomentował zwykłym serduszkiem.
O 18:00 rozpoczęły się kwalifikacje do konkursu indywidualnego, który miał odbyć się w niedzielę. Piotruś siedział na kanapie i oglądał, a przy okazji sam zaczął udawać, że skacze. Ja w tym czasie zaczęłam pakować wszystkie rzeczy na nasz wyjazd do Wisły. Ja miałam jechać z Natalią i Krystyną... Aż się bałam....
Po spakowaniu wszystkich walizek usiadłam sobie obok Piotrusia i oglądaliśmy kwalifikacje. Przedostatni skakał Kamil i... uplasował się na 46 pozycji... Zakwalifikował się, ale... warunki panujące podczas ostatniej dziesiątki nie były najlepsze...
Następnego dnia wstałam bardzo wcześnie... Aż za wcześnie... Pobudka o 5:30? Chyba nic dobrego nie wróży... Zrobiłam sobie i Piotrusiowi śniadanie. Ja swoje zjadłam, a następnie poszłam się przebrać z piżamy... Piotruś wstał o 6:30... Zjadł więc śniadanie, ubrałam go i czekał sobie spokojnie ze swoją walizką... Ja w tym czasie poszłam na górę, aby spokojnie ubrać śpiącą jeszcze Wiktorię, ale... ją obudziłam... Nie płakała... Nakarmiłam ją i ubrałam....
Wychodząc założyłam sobie kurtkę, buty i czapkę, wzięłam dzieci do samochodu. Powkładałam je do fotelików i zapięłam im pasy... Wróciłam się jeszcze po walizki i zamknęłam dom...
O 5:50 pojechałam do Zębu. Krystyna i Natalia już na mnie czekały... Bronisław, Anna, Abdul, Alex i Jessica byli jeszcze nie gotowi do wyjazdu, a więc... my pojechałyśmy pierwsze. Krystyna usiadła z tyłu obok dzieci, a Natalia z przodu na miejscu pasażera.
- Widziałam wczorajsze zdjęcie, jakie wstawiłaś... Jest świetne - powiedziała Natalia
- Nie mogłam się powstrzymać. Oboje tak bajecznie wyszli, że....
- To zdjęcie to cudo.
- Wiem...
Dojechaliśmy do Wisły przed godziną 11:00. Zameldowaliśmy się w recepcji hotelu i udaliśmy się do swoich pokoi.
- Już jesteśmy - napisałam SMS-a do Kamila
- To już do was idę.
- Ok
Podałam Kamilowi numer pokoju. Po chwili zapukał do pokoju. Gdy Piotruś go zobaczył, to od razu wpadł w ramiona Kamila
- Mam tylko 20 minut - powiedział - bo zaraz muszę wracać do hotelu.
- To i tak dużo, 20 minut!
- Wiem...
Kamil usiadł na brzegu łóżka.
- I jak się jechało z moją mamą?
- W ciszy i totalnym milczeniu
- Aż tak źle..
- Nie miałyśmy tematów do rozmowy.
- Oj Kasia.. Jeszcze znajdziecie wspólny język.
- Kamil... Wierzysz? Ja bym nie uwierzyła, że gdyby mój tata żył, to ty byś miał z nim świetny kontakt. Sam wiesz, że tak by nigdy nie było.
- No racja...
- Więc nie oczekuj tego samego ode mnie.
- Niech ci będzie...
Po 20 minutach Kamil wyszedł z mojego pokoju. Nagle zadzwoniła do mnie Agnieszka.
- Hej kochana!
- Hej.
- Robiłaś te świetne pierogi? - spytała
- Tak... Robiłam... Mam ich cały bagażnik - uśmiechnęłam się - A ty? Co masz?
- Ja mam bigos.. Robiłam z mamą Maćka i trochę butelek z naszego wesela..
- O proszę! Kamil i ja też tak zrobiliśmy.
- Maciek sam to zaproponował
- Szczerze? Nasza polska wódka schodzi najlepiej ze wszystkiego co przygotujemy.
- To chyba każdy wie - powiedziała Agnieszka uśmiechając się
- Fajnie, że wymyślili taką imprezę inauguracyjną...
- Fajne jest to, że w Polsce jest impreza, gdzie przygotowywane są polskie dania przez nas - Polki - odpowiedziała - A jak pojadą do Finlandii, to będę jeść finlandzkie dania.
Po rozmowie z Agnieszką nadszedł czas na... konkurs drużynowy.. Wierzyłam, że wszystko będzie dobrze... Ubrałam dzieci w kurtki, buty, czapki, szaliki i rękawiczki... Na dworze padał delikatnie śnieg.
Następnie ja sama ubrałam się w kurtkę, buty, czapkę, szalik i rękawiczki. Zamknęłam drzwi od hotelu i poszłam z dziećmi do samochodu... Zaparkowaliśmy bardzo blisko.. O dziwo znalazło się miejsce.
Konkurs zaczynał się o 16:00. Stanęłam w wyznaczonym miejscu. Po chwili dołączyła się do mnie i do dzieci Agnieszka.
- I nareszcie się spotykamy tutaj - pod skocznią - powiedziała Agnieszka
- Szczerze? Ja naprawdę pokochałam skocznię... To jest takie magiczne, że po prostu im tego zazdroszczę, ale z drugiej strony boję się ich.... Boję się tych skoczni, tych wysokości, cholernych upadków.
- Tak jest w każdym sporcie. Raz jest dobrze, a raz źle.
W tym momencie dołączyła się do nas Justyna z dziećmi, Dominika Sobczyk z dziećmi i Marcelina z Milenką.
- A gdzie masz Zosię? - spytałam
- Została w Szczyrku z moją mamą - odpowiedziała - Nie chciałam jej brać - W sensie... Ja nie chciałam, a Stefek nalegał, ale... cóż... Jest jeszcze za mała.
Nadszedł konkurs drużynowy. Dzisiaj nasi chłopcy mieli wystąpić w składzie : Kamil Stoch, Maciej Kot, Piotrek Żyła i Stefek Hula.
Pierwszy skakał Piotrek... Nawet spoko 124, 5 metra... Kolejny Stefek tutaj nieznacznie lepiej , bo 125,5 metra. Trzeci skakał Maciek... Dowalił petardę! 128,5 metra! To był skok! Wrzawa na skoczni była niesamowita. Przez ten skok objęliśmy prowadzenie w całym konkursie drużynowym... Ostatni zaś miał skakać Kamil. Piotruś już zaczął machać swoją chorągiewką. Już usiadł na belce.... Wierzyłam w niego... I odbił się i leciał..... JEST! 127 metrów! I prowadzimy po pierwszej serii! Byłam z niego taka dumna! Widziałam tę jego radość po skoku.. To był coś niesamowitego!
I tak o to po pierwszej serii prowadziliśmy nad Norwegami, trzecie miejsce zajmowali Austriacy, a czwarte Japończycy. Niemcy byli dopiero na piątym miejscu... Jednak w przerwie pomiędzy seriami spiker podał bardzo ważną informację.... Jeden z Norwegów, a dokładnie Johann Andre Forfang został zdyskwalifikowany, przez co Norwegowie nie pojawili się w drugiej serii. Za to w drugiej serii pojawili się Szwajcarzy...
- Mamo, a kiedy tata będzie skakał? - spytał Piotruś
- Musisz jeszcze poczekać. Na razie jest przerwa.
W tym momencie podeszła do nas... Celina Roberts - dziewczyna Johana Andre Forfanga.
- Cześć dziewczyny - powiedziała, po czym przywitałyśmy się wszystkie gorącym uściskiem...
- Cześć Celina - odpowiedziałam
- I znów się spotykamy, co nie? Mam nadzieję, że spotkamy się u mnie w Norwegii - powiedziała.
- Musimy się kiedyś wybrać - powiedziała Agnieszka - Ale już cały ten sezon mam zaplanowany przez uczelnię, więc.... spotkamy się dopiero w Planicy.
- Chyba, że przyjedziesz do Zakopanego - wtrąciłam się
- Do Zakopanego? Przylecę! Już mam bilety kupione... Przylatuję z moimi rodzicami.. Jeszcze nigdy nie byli w Polsce... Mój tata jest dziennikarzem i preferuje sporty zimowe, lecz wszystkie materiały robi w domu i... nie miał jeszcze okazji, aby być u was.
- A więc gorąco zapraszamy do Zakopanego.. - powiedziałam
- Zobaczysz jak mieszkam - odezwała się Agnieszka Lewkowicz
- Właśnie.. Byłam na twoim ślubie i wesele z Johanem i od tamtej pory cię nie widziałam. Jak się mieszka z teściami?
- Jest ok..
- Nie narzekasz?
- Nie!
- To dobrze... Ja na szczęście nie mieszkam z rodzicami Johana, więc nie wiem jak to jest, ale na pewno bym z nimi nie wytrzymała!
Nadeszła druga seria... Piotrek poprawił się i to znacznie! 131 metrów! Stefek 127, Maciek zaś 128,5 metra, czyli tyle samo co podczas pierwszej serii... I teraz wszyscy czekali na skok Kamila. Nie musiał skoczyć dużo, abyśmy wygrali . Chłopaki zrobili całą robotę.
Na skoczni zrobiło się biało - czerwono. Kibice podnieśli do góry swe flagi, dmuchali z całych sił w swe wuwuzele.... To Kamil leciał w górze! Miał jednak najgorsze warunki ze wszystkich w ostatniej kolejce, ale wylądował na 127 metrze. Do tego dodane punkty i ... wygraliśmy! Wygraliśmy konkurs inauguracyjny! Skakałam z radości! Nawet nie widziałam, jak kamera uwieczniła ten moment, jak ja i Aga aż podskoczyłyśmy do góry z tej ogarniającej nas radości.'
- Mamy to! - wykrzyknęła Justyna
W tym momencie na całej skoczni rozległ się głos piosenki "Moc, energia i papryka" i ten tekst"Hej dziewczyno, hej chłopaku, podziwiamy dziś Polaków, Żyła, Stoch, Hula, Kot, ogień w nogach, długi lot"
Po chwili przyszedł czas na dekorację... Najpierw trzecie miejsce dla Japończyków, a drugie dla Austriaków! Po nich na pierwsze miejsce na podium weszli Polacy. Krzyczałam z całych sił, gdy Polacy wchodzili na podium, a potem wspólnie odśpiewaliśmy Mazurka Dąbrowskiego.
- Wiesz, że musimy iść do hotelu Gołębiewski i przygotować tę polską ucztę - uśmiechnęła się Agnieszka
- Wiem, ale oni za jakieś półtorej godziny dopiero co wrócą do hotelu.
- To zaraz musimy iść z tym.
- Ja to wszystko mam w lodówce w samochodzie.
- No, ja też.
W tym momencie podeszła do nas jedna z reporterek, a dokładnie do mnie i do Agi. Powiedziała, że chciałaby przeprowadzić z nami krótki wywiad. Zgodziłyśmy się.
- A więc... Witam państwa po tym cudownym konkursie drużynowym w Wiśle, który zakończył się zwycięstwem Polaków. Dziś obok mnie żony czołowych polskich skoczków, czyli Kamila Stocha i Macieja Kota, a więc - Katarzyna Witkowska - Stoch i Agnieszka Kot, a także dwoje pociech naszego mistrza olimpijskiego - Piotr i Wiktoria, którzy kibicują z całych sił swojemu tacie. Dziewczyny, jakie wrażenia po dzisiejszym konkursie?
- Tutaj Piotrek odpalił taką petardę, że... 131 metrów.. Przecież to było cudo, a nie skok - odezwała się Agnieszka, która dalej była podekscytowana całym konkursem.
- Wrażenia? Bardzo super i fajnie... Wiktoria jest po raz pierwszy na konkursie skoków narciarskich i kibicowała swojemu tacie na żywo, Piotruś już po raz kolejny, bo jeździł ze mną i do Wisły,do Zakopanego, w Planicy. Atmosfera jest cudowna. Piotruś już dawno ma i flagę i szalik, więc.. bawimy się świetnie, a w dodatku nasi chłopcy wygrali, więc jesteśmy podwójnie szczęśliwe.
- Dużo mówi się, że w tym roku FIS przewidziało, że podczas każdego konkursu w hotelu będą przewidziane jakieś regionalne smakołyki, przygotowane przez rodziny skoczków danej narodowości. Czy już w Wiśle zaczynamy z tą ucztą?
- Tak - odpowiedziała Aga - Zaczynamy dzisiaj, zaraz jedziemy, aby wszystko przygotować.
- To bardzo miłe ze stron organizatorów, że skoczkowie oprócz skoków i treningów mogą w końcu poznać kuchnię odwiedzanego kraju. Zawsze mieli taką okazję w Planicy, ale teraz to jest bardziej rozbudowane... - powiedziałam
- Jakie smakołyki zostały przygotowane?
- Ja mam bigos - odpowiedziałam... - Bardzo dużo bigosu, robiłam wraz z mamą Maćka.
- Ja na przykład mam pierogi, ale np. Dominika Sobczyk wraz z Izabelą Małysz przywiozły oscypki, są też flaki, barszcz czerwony, kluski śląskie - bo przecież województwo śląskie - a więc naprawdę jest dużo smakołyków..
- Pewnie chłopcy nie mogą się doczekać.... Czy będzie również jutro podczas konkursu indywidualnego?
- Tak - odpowiedziała Aga - ja zawsze jestem podczas konkursów w Polsce i Planicy
- To już taka nasza mała tradycja, że jesteśmy w Wiśle, w Zakopanem i w Planicy...
- Wcześniej, jak była pani fotografką polskiego teamu bywała pani na większości konkursach.
- Tak, ale wtedy miałam jasno określone zadanie. Jestem fotografem, więc nie przeżywałam tego tak bardzo jak teraz... Wcześniej byłam jedną z ich kumpeli, bo tak byłam traktowana, jak jedna z nich.. Robiłam im zdjęcia, a potem wieczorami wszystko zgrywałam i wrzucałam na stronę internetową. Obecnie jestem żoną Kamila i matką naszej wspólnej dwójki dzieci, więc przeżywam to zupełnie inaczej.
- Czy wybieracie się jeszcze na inne zawody oprócz Polski i Planicy w tym sezonie?
- Ja nie... Studia, praca... To wszystko mnie ogranicza - powiedziała Agnieszka
- Ja jeszcze nie wiem... - odpowiedziałam - Różnie to bywa... Dwoje małych dzieci, do tego prowadzę klub wraz z Kamilem, nagrywam filmiki na YouTubie wraz z Wojtkiem Kozakiem, więc.... mam dość napięty grafik - uśmiechnęłam się - jestem dość zapracowana
- Dziękuję bardzo i do zobaczenia jutro podczas konkursu indywidualnego.
- Do zobaczenia - odpowiedziałyśmy razem.
Po udzielanym wywiadzie podeszłyśmy do chłopaków, którzy stali sobie i rozmawiali.
- Gratuluję gorąco! - powiedziałam do chłopaków, po czym rzuciłam się na Kamila i pocałowałam go w usta.
- Dziękuję - wyszeptał, po czym odwzajemnił mój pocałunek Kamil
Niestety, ale nasz pocałunek nie przeszedł obojętnie obok fotoreporterów, ale... nie przejmowałam się nimi.
- I gdzie teraz idziecie? - spytał Maciek
- Do was do hotelu, musimy przygotować tą kolację! - odpowiedziała Agnieszka
- Racja - rzekł Kamil - My będziemy za jakieś półtorej godziny
- To my lecimy, cześć!
Pożegnałyśmy się i wróciłyśmy do swojego hotelu. Wyjęłam z bagażnika dwie lodówki turystyczne wypchane po brzegi pierogami z kapustą i mięsem, a następnie przebrałam dzieci i siebie.
Wybraliśmy się do hotelu Gołębiewski. Zostałam zaproszona do ogromnej jadalni. Tam, na specjalnie przygotowanych blatach, miałam wszystko wystawiać... Przygotowałam więc ogromne garnki, aby wrzucić pierogi do wody... Gdy woda się w garnku gotowała, a Piotruś biegał po całej sali, ja położyłam Wiktorię do wózka, a następnie wraz z Dominiką Sobczyk, Agnieszką Kot - już KOT i Marcelina Hula wraz z pomocą obsługi hotelu nakrywałyśmy do stołów.. Obrusy, talerze, szklanki, sztućce.... Agnieszka na każdym ze stołów postawiła po butelce wódki i kieliszki... Położyłyśmy jeszcze serwetki i wzięłyśmy się za gotowanie. Ja wrzuciłam pierogi do czterech ogromnych garnków i czekałam... Pomagałam również dziewczynom, a następnie wszystko wykładałyśmy na przygotowane wcześniej blaty. Jednak nie zdążyłyśmy wyjąc wszystkiego. Czekałyśmy jeszcze na bigos, resztę pierogów i flaki.
W tym momencie na salę pierwsi weszli Norwegowie i Austriacy, a za nimi Japończycy, Niemcy, Słoweńcy, Szwajcarzy, Rosjanie, Czesi, Włosi, Finowie, a Polaków nie było nadal... Weszli dopiero jako ostatni.. Jednak gdy dzieci ich zobaczyły... Wybiegły do nich z ogromnym krzykiem... Najbardziej głośny był Piotruś, który aż wskoczył na Kamila...
Pozostali skoczkowi nie mogli się napatrzyć na ten cudny widok. Kamil podszedł do wózeczka i wyjął ostrożnie malutką Wiktorię, a następnie podszedł do mnie i pocałował mnie w policzek. Tę chwilę uwieczniła Agnieszka na swoim telefonie...
Milenka czy Kubuś, zostawili tatusiów w spokoju i usiedli sobie obok, ale Piotruś był zbyt uparty i usiadł z Kamilem przy stole przeznaczonym dla skoczków. Chciałam go jakoś odciągnąć od Kamila, ale reagował płaczem.
Ku mojemu zdziwieniu, nie bał się żadnego z innych skoczków... Z każdym nawiązał świetny kontakt, nawet z trenerami, czy samym Walterem Hoferem.
Pozostałym skoczkom dania polskie bardzo smakowały. Największą furorę zrobiły pierogi, barszcz, flaki i wódka.. Jednak.... nie mogli się dużo napić, przecież następnego dnia czekał na nich konkurs indywidualny..
Cała "impreza" skończyła się o 21:00. Skoczkowie rozeszli się do swoich pokoi, a my pozostałyśmy, aby to wszystko posprzątać. Co nas najbardziej zdziwiło, że Kamil, Maciek, Stefek, a także Johann Andre Forfang, Simon Ammann, Stefan Kraft, Michael Hayboeck i Andreas Stjermen zostali, aby nam pomóc w sprzątaniu, dlatego też skończyłyśmy już o 21:30 i wróciłyśmy do swojego hotelu.
Następnego dnia o 16:00 rozpoczął się konkurs indywidualny, który zakończył się bardzo dobrze, jak na początek sezonu, choć nie usłyszeliśmy Mazurka Dąbrowskiego, to i tak Polacy byli bardzo wysoko. Kamil zajął 4 miejsce, Piotrek 6, Dawid 8, Jakub 15, Stefek 24, a Maciek 28...
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
kiki2000

Komentarze
Prześlij komentarz