Numer 364 - Urodziny Kamila i moje

Nadszedł dzień urodzin Kamila. Z tej okazji wraz z dziećmi od kilku dni przygotowywałam się do tego święta. Robiłam z nimi przez kilka dni plakat przedstawiający Kamil skaczącego na nartach nad naszym domem, napisaliśmy także życzenia i się podpisaliśmy wszyscy, za Aleksandra i Mateuszka podpisałam się ja.

Gdy rano wstałam, Kamil jeszcze spał. Podeszłam do szafy i wyjęłam z niej sukienkę, którą założyłam w łazience.
 Dzieci  zeszły na dół na śniadanie. Ja zaś sama musiałam poradzić sobie z Aleksandrem i Mateuszkiem.
Po chwili na śniadanie zszedł Kamil. Był jeszcze zaspany i wystraszyliśmy go, gdy ten wszedł do kuchni, a my zaczęliśmy śpiewać dla niego "sto lat". Piotruś wraz z Wiktorią i Karolkiem wręczyli mu wykonany przez nas ogromny plakat.
- Wszystkiego najlepszego, kochanie - powiedziałam i pocałowałam męża w policzek
Kamil odwzajemnił mój pocałunek, a następnie wyściskał nasze dzieci. Wziął do ręki plakat i aż się wzruszył
- Nawet nie wiecie, jakie to jest piękne - powiedział do nas i jeszcze raz nas wszystkich przytulił

Po przytulasach zrobiłam Kamilowi kawę w jego ulubionym kubku i zaczęliśmy jeść śniadanie
- Przyjedzie dzisiaj dziadek? - spytała Wiktoria
- Nie wiem, a co? - spytałam
- Bo jak są taty urodziny, to dziadek zawsze przyjeżdża
- Czyli pewnie przyjedzie - odezwał się Kamil

Po śniadaniu zawiozłam dzieci do szkoły i przedszkola, a w drodze powrotnej zrobiłam zakupy na małą imprezę urodzinową.
Upiekłam dla Kamila tort z napisem "36 LAT KAMILA". Gdy mąż zobaczył ten tort , a przede wszystkim napis, powiedział do mnie:
- Już więcej nie pisz na torcie, ile mam lat, czuję się przez to zbyt staro
- Oj... Nawet tak nie mów - powiedziałam - Ty jesteś jak wino, im starszy tym lepszy - powiedziałam lekko uwodzicielskim głosem
- Naprawdę? - Kamil się uśmiechnął i przyparł mnie do blatu szafek.
Czułam, jak dreszcze przechodzą przez całe me ciało.... Jego usta, które całowały mnie od ust i schodziły coraz niżej....
Aż w końcu Kamil złapał mnie w pasie i wziął na ręce... Zaniósł mnie na kanapę do salonu.....

Po niecałych 20 minutach namiętności, poprawiłam na sobie sukienkę i fryzurę i wróciłam do robienia tortu. Aleksander i Mateusz spali, na szczęście się nie obudzili.

Po południu pojechałam do szkoły i przedszkola, aby odebrać dzieci. Piotruś nie miał tego dnia treningu, był smutny, ale nie byłam pewna, czy brak treningu to był jego jedyny powód. Gdy spytałam się syna, dlaczego jest smutny, odpowiedziała mi cisza.

Wieczorem do naszego domu przybyli goście. Zjedliśmy tort, zaśpiewaliśmy dla Kamila "sto lat" i siedzieliśmy przy stole, śmiejąc się, opowiadając różne historie, po prostu rozmawiając. Dzieci siedziały w salonie, bawiły się, czy też niektóre grały na telefonach. Piotruś siedział z boku i nic nie robił. Wiedziałam, że ma prawie 14 lat i zabawy już od dawna nie są mu w głowie, siedział na kanapie i oglądał telewizor. Był bardzo smutny.

W nocy, gdy już wszyscy poszli spać, powiedziałam o tym Kamilowi. Postanowił z nim porozmawiać, jeśli ze mną nie chciał.

Następnego dnia obudził mnie zapach kawy z kuchni. Gdy tylko tam dotarłam, czekał na mnie kubek kawy, a obok niego mnóstwo laurek z okazji Dnia Mamy. Spojrzałam na zegarek. Była 8:20. Dzieci były już w szkole. Zauważyłam na blacie białą kartkę. Podeszłam i wzięłam ją. Napisał do mnie Kamil, że pojechał zawieźć dzieci do szkoły i przedszkola, a następnie do klubu. Oluś i Mateuszek zostali przez mojego męża nakarmieni, a ja miałam napawać się ciszą.
Jednak nie miałam za dużo odpoczynku, ponieważ Karolek w przedszkolu wraz z Izabelką mieli występ z okazji Dnia Mamy.

Zaczęłam się więc przygotowywać na wyjście. Założyłam
Włosy związałam w kucyka, tak jak na zdjęciu powyżej.
Gdy udałam się do łazienki, aby zrobić makijaż, jeden z naszych najmłodszych synów się obudził. Był to Mateuszek. Zawsze niespokojny i nigdy nie dał nam długo pospać. Oluś to jego totalne przeciwieństwo. Oluś może spać godzinami i nic mu nie przeszkadza, aby złapać sobie drzemkę

Kamil przyjechał  do domu po jakiejś godzinie. Można powiedzieć, że minęłam się z nim w drzwiach, bo gdy już miałam wychodzić z domu, Kamil wszedł. Pocałowałam go w policzek, po czym wsiadłam w samochód i pojechałam prosto do przedszkola naszych pociech.

Występ był cudowny. Bardzo mi się podobał. Karolek mówił nawet wierszyk i to, że nie mówił "r", nie było w ogóle widoczne. To był najcudowniejszy wierszyk, jaki usłyszałam.
Po wystąpieniu zrobiłam sobie z Karolkiem i Izabelką wspólne zdjęcie na tle napisu "DZIEŃ MAMUSI", po czym wróciłam z nimi do domu


Następnego dnia to ja miałam urodziny. Obudziłam się dzięki Kamilowi, który przygotował mi śniadanie do łóżka i obsypał mnie masą pocałunków. Po zjedzonym śniadaniu we dwoje poszłam do łazienki, aby się przebrać z piżamy. Założyłam

Od dzieci dostałam laurkę i kwiaty - od Piotrka i to nie byle jakie kwiaty, bo herbaciane róże prosto z kwiaciarni. Zastanawiałam się, kiedy mógł kupić te kwiaty, ale nie to było najważniejsze. Najważniejsza jest obecność kochanych osób.

Po południu odwiedziła mnie Agnieszka wraz z synkami. Kamil zajął się jej najmłodszymi pociechami, a my w spokoju mogłyśmy poplotkować sobie na tarasie.

I takie urodziny uwielbiam najbardziej, bez multum osób wokół, najważniejszy jest spokój.


----------------------------------------------------------------------------------------------------------------



                     kiki2000

Komentarze