4 stycznia przyszedł czas na konkurs w Innsbrucku. Ja postanowiłam, że wraz z dziećmi pojadę na konkurs w Bischofshofen. Chciałam wesprzeć Kamila w tym TCS, ale także zrobić mu ogromną niespodziankę.
4 stycznia o 15:00 usiedliśmy wszyscy na kanapie i oglądaliśmy TCS. Piotruś był strasznie zafascynowany, jak działa ten Turniej.
- To jest tak zwany system KO. Skaczą najpierw w kwalifikacjach, a później skaczą w konkursie w parach. Np. 1 i 50 osoba z kwalifikacji, później 2 i 49, 3 i 48, 4 i 47 i tak dalej...
- A tata?
- Tata był drugi i będzie skakał pod koniec.
- Aha... A wujek Maciek?
W tym momencie na ekranie pojawił się Maciek Kot i Manuel Fettner. To jedna z par.
- Wujek! Wujek! - krzyczał Piotruś z całych sił.
Maciek skoczył 132,5 metra... Teraz kolej na Manuela. Ten skoczył 133 metry.. Jednak spojrzałam na przeliczniki. Maciek miał dodane 4,8 pkt, a Fettner odjęte 6,2. Noty Maćka to same 18, a u Fettnera dwie 18, jedna 18,5 oraz dwie 17,5 więc w punktach Maciek był lepszy od Fettnera o 0,5 , jednak wiatr zrobił swoje i Maciek przeszedł do drugiej serii.
- Jest! - wykrzyknął Piotruś.
Przyszedł czas na przedostatnią parę. Kamil i Timi Zajc - Słoweniec, który bardzo dobrze skacze podczas tego turnieju, tylko noga mu się podwinęła podczas kwalifikacji. Słoweniec jest naprawdę mocny.
Najpierw skakał Słoweniec. Bardzo dobry wynik. 131,5 metra. Noty same 18, punkty za wiatr - odjęte 2,3.
Teraz czas na Kamila. Piotruś dmucha z całych sił pod narty w telewizor...
- Leć tata! - krzyczał mały.
I jest! 136,5 metra! Noty dwie 18, ktoś dał 17,5. Nawet dwie 19. Punkty za wiatr? Odjęte 5,8 ale dzięki odległości Kamil jest szczęśliwym wygranym i kończy pierwszą serię na drugim miejscu.
Akurat była reklama, gdy ktoś zapukał w moje drzwi. Poszłam zatem otworzyć. Była to niska kobietka z dwójką dzieci.
- Dzień dobry sąsiadko! - powiedziała do mnie.
- Dzień dobry! - powiedziałam - Nawet pani nie poznałam. - Zapraszam.
Moja "sąsiadka" weszła do nas do domu.
- Długo nas tutaj nie było.
- No właśnie.. Wyjechaliśmy do Norwegii, tam mój mąż znalazł pracę. Odłożyliśmy trochę, aby przeznaczyć na dom
Wtedy spojrzałam się na dwójkę ich dzieci.
- Jak dobrze pamiętam, to córeczka Maja.
- Tak.
- Ze stycznia
- Tak.
- Bo niby młodsza o kilka dni od naszego Piotrusia, a jednak młodsza o rok.
- A synek?
- Postawiliśmy jednak na tego Kamila. Mąż się uparł.
- A kiedy się urodził?
- W październiku 2019.
- A, to nasza Wiktorka w czerwcu 2020.
- To świetnie, dzieci będą miały się z kim bawić
Zrobiłam nam herbatę i zaprosiłam do salonu
- Akurat oglądamy z synkiem skoki narciarskie. Kamil drugi po pierwszej serii
- Pewnie taki mąż to skarb
- I to jaki skarb - uśmiechnęłam się
- Synek też chce już skakać?
- Tak, byliśmy już z nim kilka razy na śniegu. Chciał iść dzisiaj, ale..... dzisiaj strasznie zimno.
- Właśnie, a ja tutaj z mężem przyjechałam na budowę.
- Ale domek będzie ładny....
- Już jest przykryty i mamy okna i drzwi, teraz tylko praca w środku.
- To i tak jeszcze sporo pracy przed państwem.
- Wiemy, ale.... chcemy jak najszybciej, chociaż dół wykończyć...
- Zawsze to lepiej mieszkać na swoim, niż w mieszkaniu, czy u rodziców.
- Właśnie i dlatego chcemy się jak najszybciej wprowadzić... Już trzecie dziecko w drodze.
- Naprawdę? - zdziwiłam się
- Naprawdę.
- To gratuluję! - który to miesiąc
- Początek drugiego miesiąca.
Po chwili na ekranie telewizora pojawiły się skoki narciarskie. Druga seria.
- Wraz z mężem jesteśmy pod wrażeniem pani męża - powiedziała do mnie moja sąsiadka - Marlena
Uśmiechnęłam się
- Długo się zastanawialiśmy, jak długo mąż trenuje. Często ma go pani w domu?
- Nasz tydzień wygląda tak. W poniedziałek Kamil rano przyjeżdża. Idzie na trening, wracając zagląda do naszego klubu, we wtorki również treningi przedpołudniem, w środę tak samo jak we wtorek. Albo w środę wieczorem, albo w czwartek rano wyjeżdża na konkurs i wraca w poniedziałek.
- A jak latem?
- Po sezonie mamy 3-4 dni wolnego, potem codziennie ranne, albo popołudniowe treningi, dwa tygodnie w Polsce, dwa tygodnie na zgrupowaniu za granicą, czasami jest tydzień w Polsce i dwa na zgrupowaniu. Różnie to bywa.... Potem jest LGP od lipca i wyjeżdża na zawody, więc tygodnie z LGP wyglądają tak, jak podczas PŚ. W między czasie 2 tygodnie dłuższych wakacji i kilka dni wolnych od treningów. Czasami jest to jeden dzień na 3 tygodnie, a czasami 2 do 3 dni na te 3 tygodnie, to zależy od treningów i całego rozplanowania sezonu. I od listopada PŚ i tak w kółko.
- Bo nasza córeczka coś zaczyna się też interesować. Ostatnio dużo skakała.
- To tak jak nasz Piotruś.
- Maja ma dopiero 3 lata, ale... już kiedyś powiedziała, że chce skakać tak jak oni , wskazując nam na skoczków narciarskich
- A więc jeśli o to pani chodzi, to nasz klub stoi otworem dla takich ambitnych dzieci. Nie ukrywam, że Maja jest jeszcze trochę za mała, ale już dzieci, które mają 5-6 lat, z chęcią mogą u nas trenować. Na razie mamy 25 dzieci, ale... powoli zaczynamy myśleć z Kamilem, aby utworzyć drugą sekcję i zrobić drugi nabór. Szukałam ostatnio nowych sponsorów i trenera, który mógłby zając się nową grupą... Mamy już coś na oku, ale... myślimy, aby albo od tej jesieni, albo od przyszłej wiosny zrobić już nabór dzieciaków.
- Jak długo nosiliście się z pomysłem, aby utworzyć klub?
- Niecałe 2 lata. Kamil bardzo pragnął założyć swój klub , a ja nie miałam o tym zielonego pojęcia. W końcu jednak , gdy Kamil wyjeżdżał, to ja zostawałam z klubem sama i zakochałam się w tej pracy. Teraz w sierpniu jedziemy nawet z dzieciakami na zgrupowanie do Planicy.
- Jedziecie z dziećmi?
- Tak. Będą miały swoje wakacje.
- My wakacje spędzamy tutaj - w Zakopanem przy budowie naszego domu.
- A to gdzie mieszkacie?
- W Nowym Targu, ale jednak Zakopane jest nam o wiele bliższe.
Po chwili jednak spojrzałam na telewizor. Jeden z zawodników Norwegii- Johann Andre Forfang zaliczył upadek
- Boi się pani o męża?
- Strasznie - powiedziałam - Boję się o niego, gdy skacze zawsze. Czy to na skoczni do 100 czy do 250 metrów...
- Ja najbardziej boję się, gdy widzę te małe dzieci, ale z drugiej strony, one to kochają, a my - rodzice, powinniśmy pomagać rozwijać pasje swoich dzieci, a nie je jeszcze w dodatku blokować.
- Już od początku powiedzieliśmy sobie jasno z Kamilem, że jeśli nasze dziecko chce być humanistą, proszę bardzo, jeśli chce być artystą, proszę bardzo, jeśli chce być naukowcem, proszę bardzo.
- A jeśli sportowcem?
- Nie chcę wybierać dziecko kariery. Mi rodzice chcieli wybrać. Naciskali, abym poszła na prawo, a ja już skończyłam licencjata pedagogiki i myślę, aby od października pójść na studia magisterskie
- Ambitnie
- Musiałam je przerwać, ze względu na dzieci, ale teraz podrosną i w końcu je skończę
Obejrzałyśmy również skok Kamila, który.... wygrał! I objął prowadzenie w klasyfikacji całego turnieju. Bardzo się ucieszyłam.
Porozmawiałam jeszcze z sąsiadką, a późnym wieczorem porozmawiałam jeszcze z Kamilem.
- Jutro z samego rana wyjeżdżamy do Bischofshofen
- Aha
- Już nie mogę się doczekać, aż wrócę do domu, do was... Ostatnio mnie tak strasznie głowa boli.
- Wziąłeś tabletkę?
- A jaką?
- Masz przecież zawsze w bocznej kieszonce walizki.
- Naprawdę?
- Od roku ci zawsze sprawdzam, czy masz tabletki.
- W balona mnie robisz?
- Nie.
Kamil przy mnie otworzył walizkę i sięgnął do bocznej kieszonki. Znalazł w niej tabletkę.
- Dziękuję kochanie. Jesteś wielka - powiedział, po czym skończyliśmy rozmowę.
Droga od Zakopanego do Bischofshofen trwała samochodem około 10 godzin, a konkurs zaczynał się 6 stycznia o 16:00. Stwierdziłam więc, że wyjadę około 2:00-3:00 rano. Pan Bronisław miał mi towarzyszyć w ciągu naszej wędrówki. Przyjechał do mnie wieczorem 5 stycznia. Spakowaliśmy walizki do samochodu, a następnie śpiące dzieci. Już o 2:00 wyjechaliśmy z Zakopanego. Bronisław prowadził przez pierwsze 5 godzin trasy, a ja już do naszego hotelu, gdzie zameldowaliśmy się o 12:00. Akurat o 13:00 zadzwonił do mnie Kamil, jednak poprosiłam go o zwykłą rozmowę, bez funkcji video.
- Przecież widziałem cię miliony razy bez makijażu. Czego się wstydzisz? - spytał Kamil
- Ogromnego pryszcza na brodzie - musiałam coś wymyślić
- Oj, nie przesadzaj
- A ty jak się czujesz?
- Dobrze, zaraz idę z hotelu na trening.
- Aha
W tym momencie Bronisław powiedział głośno do Piotrusia, aby ten przestał tak biegać w kółko.
- A co robi tam mój ojciec? - spytał
- Czekamy z niecierpliwością na twoje skoki
- A dasz mi go do telefonu?
- Tak
Podałam Bronisławowi telefon
Po rozmowie z Kamilem, oddał mi telefon.
- Chyba się nie zorientował - uśmiechnął się Bronisław
- Na pewno nie.
Nadeszła 15:00. Zaczęliśmy się zbierać do wyjścia. Ubrałam dzieci w czapki, kurtki, szaliki, rękawiczki i buty śniegowce. Wiktorka złapała w rączkę małą flagę, a Piotruś wziął biało-czerwony szalik.
0 15:20 wyszliśmy z hotelu i pieszo spacerkiem udaliśmy się pod skocznię, tam zajęliśmy odpowiedni sektor.
Głośno i dobitnie kibicowaliśmy wszystkim, zrobiłam w międzyczasie nam selfie - ja, Bronisław, Piotruś i Wiktorka, które wstawiłam na swojego instagrama: "Taka niespodzianka. Jesteśmy dzisiaj w Bischofshofen. Kamil jeszcze nic nie wie, ale może już niedługo nas zobaczy. Trzymamy kciuki za całą naszą polską kadrę. Do boju Polsko! 😘😘 #tcs #trzymamykciukizapolaków #trzymamykciukizakamila #bischofshofen #2021"
Na górze siedział już Kamil. Wszystkie biało-czerwone flagi wzniosły się do góry. Odleciał najdalej! Prowadzi po pierwszej serii!
Zszedł na bok do ich "kącika", aby zdjąć buty, kask, google, zważyć się, zmierzyć.
Gdy wracał od tych czynności, przechodził przez tzw. korytarz ludzi, gdzie właśnie staliśmy tam my. Nie widział nas z daleko, przeszedł jakoś tak niepostrzeżenie.
- Kamil, a gdzie masz żonę? - spytałam
W tym momencie Kamil odpowiedział
- W domu - jednak podniósł wzrok do góry i nie mógł uwierzyć.
- Kasia! - wykrzyknął, po czym rzucił narty i przytulił mnie z całej siły przez barierkę. Nie mogliśmy się od siebie oderwać.
Po chwili jednak uniósł głowę i spojrzał się na mnie, po czym pocałował mnie w usta.
- Kocham cię - powiedział do mnie
- Ja ciebie też - odpowiedziałam
W tym momencie wtrącił się Piotruś.
- Tatuś, ja też cię kocham! - po czym przedarł się przez barierkę i przytulił się do nóg Kamila.
Kamil wziął go na ręce i również go przytulił, a następnie wziął na ręce Wiktorkę , którą również przytulił i pocałował w czoło.
Po chwili Kamil przywitał się również ze swym ojcem uściskiem.
- Ale... jak wy się tutaj znaleźliście? - spytał Kamil
- Przyjechaliśmy i jesteśmy - odpowiedziałam
- O której?
- O 12:00.
- Ale ja przecież o 13:00..
- Tak, dzwoniłeś.
- Moja oszustko - uśmiechnął się Kamil - Nawet pryszcza nie masz
- Wiem - odpowiedziałam
- Tatuś, a wygrasz dzisiaj? - wtrącił się Piotruś
- Zobaczymy kochanie.
- Wierzymy w ciebie - powiedziałam , po czym znów się przytuliliśmy.
Bronisław niespodzianie zrobił nam zdjęcie, jak przytulamy się najpierw we dwoje, a potem z nami Piotruś.
Po chwili jednak podszedł do nas jeden z mężczyzn zajmujący się organizacją i powiedział nam, że musimy się rozstać. Cóż... Kamil poszedł w swoją stronę, a my kibicowaliśmy wszystkim skoczkom startującym w drugiej serii konkursu w Bischofshofen.
Czekaliśmy na skok Kamila... Wszyscy byliśmy pod obciążającym nas napięciem.
Wszystkie biało-czerwone flagi zawisły nad austriackim niebem. To był taki piękny przejaw patriotyzmu. Zrobiłam im nawet zdjęcie swoim telefonem.
I leci w tym swoim czekoladowym kostiumie... I wylądował! I pięknie! Jednak te spory komentatorów, czy wylądował na, czy przed zieloną linią, były denerwujące i stresujące.
I nagle pojawił się wielki napis "Kamil Stoch 1 - WINNER"
To było takie piękne, że aż podskoczyłam z radości!
Kamil przyszedł tylko na kontrole, a później nałożył kurtkę i wszedł na podium dzisiejszego konkursu w Bischofshofen.
- Mój Kamil... - pomyślałam na głos
To piękne, że jestem świadkiem takiej ogromnej historii. To coś cudownego.
Zaraz po odebraniu victorii za dzisiejszy konkurs, było kolejne podium za triumf w TCS. Kamil znów wygrał. Znów, bo to jego 4 zwycięstwo, tylko w poprzednim sezonie nie wygrał TCS, ale uplasował się na podium. Jeszcze nigdy nie widziałam tak utalentowanego skoczka - chyba , że Adama Małysza, ale... Adam Małysz skakał w innym korytarzu powietrznym.... Jak to kiedyś przeczytałam, pan Adam wygrałby w tych czasach skacząc tyłem.
Usłyszałam Mazurka Dąbrowskiego, podczas którego się rozpłakałam.
- Mamo, nie płacz - powiedział do mnie Piotruś
Chociaż było mi ciężko, otarłam łzy, a następnie, gdy Kamil zszedł z podium, ponownie rzuciłam się mu na szyję...
- Nie płacz kochanie - powiedział do mnie Kamil - Nie płacz....
Kamil zdjął rękawiczkę i otarł swoją dłonią moje łzy z mojego policzka.
Po chwili podszedł do nas Walter Hofer.
- Kamil, tutaj musisz przejść przez kontrolę antydopingową, przy wyjściu czekają dziennikarze
Potem zwrócił się do mnie:
- Pani Katarzyno, zapraszam panią serdecznie na uroczyste podsumowanie tegorocznego TCS w hotelu skoczków narciarskich o 20:00.
- Dobrze.... Zjawimy się wszyscy - powiedziałam, spoglądając na dzieci i pana Bronisława
- Zapraszamy wszystkich. - uśmiechnął się Walter, po czym odszedł z Kamilem.
Piotruś pożegnał się ze skocznią, a następnie wróciliśmy do hotelu.
Była 18:40, więc miałam naprawdę mało czasu, na przygotowanie się.
Zaczęłam się szykować na podsumowanie TCS.
Piotrusia ubrałam w granatową koszulę (dobrze, że ją spakowałam)
Niestety, ale ja nie byłam gotowa na jakieś wystąpienia i nie wzięłam ze sobą żadnej sukienki, ani nawet spódnicy.
Dobrze, że chociaż Wiktorii spakowałam sukieneczkę.
Pan Bronisław założył białą koszulę i razem wybraliśmy się do hotelu naszych skoczków, aby tam świętować TCS.
Zostaliśmy zaproszeni do ogromnej sali, jakby weselnej, gdzie zostałam posadzona wraz z dziećmi i Bronisławem przy jednym stoliku. Po chwili zaczęli schodzić się inni skoczkowie .
Gdy prawie wszyscy już byli, Walter Hofer przywitał wszystkich gości i zaprosił na środek Kamila, który wyszedł, trzymając swojego złotego orła w rękach.
Tak się cieszyłam z jego sukcesów.
- To już czwarty orzeł w twoich rękach - zaśmiał się Walter , oczywiście w języku angielskim
- Może i tak, ale jednak nie mam zamiaru sobie już odpuścić. Kocham skakać i choć jestem jeszcze młody, to... uwielbiam robić to co robię. - odpowiedział Kamil również w języku angielskim - Nie zdobyłbym jednak tego wszystkiego, gdyby nie moja żona - Kasia, która jest teraz dzisiaj z nami, która zrobiła mi ogromną niespodziankę i dzisiaj rano przyjechała z Polski z naszymi wspaniałymi dziećmi i moim tatą tutaj - do Bischofshofen... Bardzo jej dziękuję, za wszystko co dla mnie robi, dziękuję jej za to, że jest taka wytrzymała, większość kobiet nie wytrzymałaby w związku, w którym męża nie ma 4 dni w tygodniu... Kasiu... Kocham cię - powiedział do mnie Kamil, po czym wszyscy zaczęli klaskać.
- Ja ciebie też kocham - powiedziałam
Wszyscy zaczęli się bawić, na slajdach przedstawiono cały tegoroczny sezon TCS.
Po prezentacji, odbyła się uroczysta kolacja, a następnie wystąpienia organizatorów i skoczków narciarskich. Jednak nie miałam już siły tam siedzieć. Byłam strasznie zmęczona, więc już o 22:00 wróciliśmy do hotelu, a następnego dnia o 5:00 wyjechaliśmy z Austrii i udaliśmy się do Zakopanego. Kamil miał wyjeżdżać dopiero o 9:00 do domu. Już przed 15:00 byliśmy w Zakopanem. Zdążyłam jeszcze posprzątać w domu...
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
kiki2000
4 stycznia o 15:00 usiedliśmy wszyscy na kanapie i oglądaliśmy TCS. Piotruś był strasznie zafascynowany, jak działa ten Turniej.
- To jest tak zwany system KO. Skaczą najpierw w kwalifikacjach, a później skaczą w konkursie w parach. Np. 1 i 50 osoba z kwalifikacji, później 2 i 49, 3 i 48, 4 i 47 i tak dalej...
- A tata?
- Tata był drugi i będzie skakał pod koniec.
- Aha... A wujek Maciek?
W tym momencie na ekranie pojawił się Maciek Kot i Manuel Fettner. To jedna z par.
- Wujek! Wujek! - krzyczał Piotruś z całych sił.
Maciek skoczył 132,5 metra... Teraz kolej na Manuela. Ten skoczył 133 metry.. Jednak spojrzałam na przeliczniki. Maciek miał dodane 4,8 pkt, a Fettner odjęte 6,2. Noty Maćka to same 18, a u Fettnera dwie 18, jedna 18,5 oraz dwie 17,5 więc w punktach Maciek był lepszy od Fettnera o 0,5 , jednak wiatr zrobił swoje i Maciek przeszedł do drugiej serii.
- Jest! - wykrzyknął Piotruś.
Przyszedł czas na przedostatnią parę. Kamil i Timi Zajc - Słoweniec, który bardzo dobrze skacze podczas tego turnieju, tylko noga mu się podwinęła podczas kwalifikacji. Słoweniec jest naprawdę mocny.
Najpierw skakał Słoweniec. Bardzo dobry wynik. 131,5 metra. Noty same 18, punkty za wiatr - odjęte 2,3.
Teraz czas na Kamila. Piotruś dmucha z całych sił pod narty w telewizor...
- Leć tata! - krzyczał mały.
I jest! 136,5 metra! Noty dwie 18, ktoś dał 17,5. Nawet dwie 19. Punkty za wiatr? Odjęte 5,8 ale dzięki odległości Kamil jest szczęśliwym wygranym i kończy pierwszą serię na drugim miejscu.
Akurat była reklama, gdy ktoś zapukał w moje drzwi. Poszłam zatem otworzyć. Była to niska kobietka z dwójką dzieci.
- Dzień dobry sąsiadko! - powiedziała do mnie.
- Dzień dobry! - powiedziałam - Nawet pani nie poznałam. - Zapraszam.
Moja "sąsiadka" weszła do nas do domu.
- Długo nas tutaj nie było.
- No właśnie.. Wyjechaliśmy do Norwegii, tam mój mąż znalazł pracę. Odłożyliśmy trochę, aby przeznaczyć na dom
Wtedy spojrzałam się na dwójkę ich dzieci.
- Jak dobrze pamiętam, to córeczka Maja.
- Tak.
- Ze stycznia
- Tak.
- Bo niby młodsza o kilka dni od naszego Piotrusia, a jednak młodsza o rok.
- A synek?
- Postawiliśmy jednak na tego Kamila. Mąż się uparł.
- A kiedy się urodził?
- W październiku 2019.
- A, to nasza Wiktorka w czerwcu 2020.
- To świetnie, dzieci będą miały się z kim bawić
Zrobiłam nam herbatę i zaprosiłam do salonu
- Akurat oglądamy z synkiem skoki narciarskie. Kamil drugi po pierwszej serii
- Pewnie taki mąż to skarb
- I to jaki skarb - uśmiechnęłam się
- Synek też chce już skakać?
- Tak, byliśmy już z nim kilka razy na śniegu. Chciał iść dzisiaj, ale..... dzisiaj strasznie zimno.
- Właśnie, a ja tutaj z mężem przyjechałam na budowę.
- Ale domek będzie ładny....
- Już jest przykryty i mamy okna i drzwi, teraz tylko praca w środku.
- To i tak jeszcze sporo pracy przed państwem.
- Wiemy, ale.... chcemy jak najszybciej, chociaż dół wykończyć...
- Zawsze to lepiej mieszkać na swoim, niż w mieszkaniu, czy u rodziców.
- Właśnie i dlatego chcemy się jak najszybciej wprowadzić... Już trzecie dziecko w drodze.
- Naprawdę? - zdziwiłam się
- Naprawdę.
- To gratuluję! - który to miesiąc
- Początek drugiego miesiąca.
Po chwili na ekranie telewizora pojawiły się skoki narciarskie. Druga seria.
- Wraz z mężem jesteśmy pod wrażeniem pani męża - powiedziała do mnie moja sąsiadka - Marlena
Uśmiechnęłam się
- Długo się zastanawialiśmy, jak długo mąż trenuje. Często ma go pani w domu?
- Nasz tydzień wygląda tak. W poniedziałek Kamil rano przyjeżdża. Idzie na trening, wracając zagląda do naszego klubu, we wtorki również treningi przedpołudniem, w środę tak samo jak we wtorek. Albo w środę wieczorem, albo w czwartek rano wyjeżdża na konkurs i wraca w poniedziałek.
- A jak latem?
- Po sezonie mamy 3-4 dni wolnego, potem codziennie ranne, albo popołudniowe treningi, dwa tygodnie w Polsce, dwa tygodnie na zgrupowaniu za granicą, czasami jest tydzień w Polsce i dwa na zgrupowaniu. Różnie to bywa.... Potem jest LGP od lipca i wyjeżdża na zawody, więc tygodnie z LGP wyglądają tak, jak podczas PŚ. W między czasie 2 tygodnie dłuższych wakacji i kilka dni wolnych od treningów. Czasami jest to jeden dzień na 3 tygodnie, a czasami 2 do 3 dni na te 3 tygodnie, to zależy od treningów i całego rozplanowania sezonu. I od listopada PŚ i tak w kółko.
- Bo nasza córeczka coś zaczyna się też interesować. Ostatnio dużo skakała.
- To tak jak nasz Piotruś.
- Maja ma dopiero 3 lata, ale... już kiedyś powiedziała, że chce skakać tak jak oni , wskazując nam na skoczków narciarskich
- A więc jeśli o to pani chodzi, to nasz klub stoi otworem dla takich ambitnych dzieci. Nie ukrywam, że Maja jest jeszcze trochę za mała, ale już dzieci, które mają 5-6 lat, z chęcią mogą u nas trenować. Na razie mamy 25 dzieci, ale... powoli zaczynamy myśleć z Kamilem, aby utworzyć drugą sekcję i zrobić drugi nabór. Szukałam ostatnio nowych sponsorów i trenera, który mógłby zając się nową grupą... Mamy już coś na oku, ale... myślimy, aby albo od tej jesieni, albo od przyszłej wiosny zrobić już nabór dzieciaków.
- Jak długo nosiliście się z pomysłem, aby utworzyć klub?
- Niecałe 2 lata. Kamil bardzo pragnął założyć swój klub , a ja nie miałam o tym zielonego pojęcia. W końcu jednak , gdy Kamil wyjeżdżał, to ja zostawałam z klubem sama i zakochałam się w tej pracy. Teraz w sierpniu jedziemy nawet z dzieciakami na zgrupowanie do Planicy.
- Jedziecie z dziećmi?
- Tak. Będą miały swoje wakacje.
- My wakacje spędzamy tutaj - w Zakopanem przy budowie naszego domu.
- A to gdzie mieszkacie?
- W Nowym Targu, ale jednak Zakopane jest nam o wiele bliższe.
Po chwili jednak spojrzałam na telewizor. Jeden z zawodników Norwegii- Johann Andre Forfang zaliczył upadek
- Boi się pani o męża?
- Strasznie - powiedziałam - Boję się o niego, gdy skacze zawsze. Czy to na skoczni do 100 czy do 250 metrów...
- Ja najbardziej boję się, gdy widzę te małe dzieci, ale z drugiej strony, one to kochają, a my - rodzice, powinniśmy pomagać rozwijać pasje swoich dzieci, a nie je jeszcze w dodatku blokować.
- Już od początku powiedzieliśmy sobie jasno z Kamilem, że jeśli nasze dziecko chce być humanistą, proszę bardzo, jeśli chce być artystą, proszę bardzo, jeśli chce być naukowcem, proszę bardzo.
- A jeśli sportowcem?
- Nie chcę wybierać dziecko kariery. Mi rodzice chcieli wybrać. Naciskali, abym poszła na prawo, a ja już skończyłam licencjata pedagogiki i myślę, aby od października pójść na studia magisterskie
- Ambitnie
- Musiałam je przerwać, ze względu na dzieci, ale teraz podrosną i w końcu je skończę
Obejrzałyśmy również skok Kamila, który.... wygrał! I objął prowadzenie w klasyfikacji całego turnieju. Bardzo się ucieszyłam.
Porozmawiałam jeszcze z sąsiadką, a późnym wieczorem porozmawiałam jeszcze z Kamilem.
- Jutro z samego rana wyjeżdżamy do Bischofshofen
- Aha
- Już nie mogę się doczekać, aż wrócę do domu, do was... Ostatnio mnie tak strasznie głowa boli.
- Wziąłeś tabletkę?
- A jaką?
- Masz przecież zawsze w bocznej kieszonce walizki.
- Naprawdę?
- Od roku ci zawsze sprawdzam, czy masz tabletki.
- W balona mnie robisz?
- Nie.
Kamil przy mnie otworzył walizkę i sięgnął do bocznej kieszonki. Znalazł w niej tabletkę.
- Dziękuję kochanie. Jesteś wielka - powiedział, po czym skończyliśmy rozmowę.
Droga od Zakopanego do Bischofshofen trwała samochodem około 10 godzin, a konkurs zaczynał się 6 stycznia o 16:00. Stwierdziłam więc, że wyjadę około 2:00-3:00 rano. Pan Bronisław miał mi towarzyszyć w ciągu naszej wędrówki. Przyjechał do mnie wieczorem 5 stycznia. Spakowaliśmy walizki do samochodu, a następnie śpiące dzieci. Już o 2:00 wyjechaliśmy z Zakopanego. Bronisław prowadził przez pierwsze 5 godzin trasy, a ja już do naszego hotelu, gdzie zameldowaliśmy się o 12:00. Akurat o 13:00 zadzwonił do mnie Kamil, jednak poprosiłam go o zwykłą rozmowę, bez funkcji video.
- Przecież widziałem cię miliony razy bez makijażu. Czego się wstydzisz? - spytał Kamil
- Ogromnego pryszcza na brodzie - musiałam coś wymyślić
- Oj, nie przesadzaj
- A ty jak się czujesz?
- Dobrze, zaraz idę z hotelu na trening.
- Aha
W tym momencie Bronisław powiedział głośno do Piotrusia, aby ten przestał tak biegać w kółko.
- A co robi tam mój ojciec? - spytał
- Czekamy z niecierpliwością na twoje skoki
- A dasz mi go do telefonu?
- Tak
Podałam Bronisławowi telefon
Po rozmowie z Kamilem, oddał mi telefon.
- Chyba się nie zorientował - uśmiechnął się Bronisław
- Na pewno nie.
Nadeszła 15:00. Zaczęliśmy się zbierać do wyjścia. Ubrałam dzieci w czapki, kurtki, szaliki, rękawiczki i buty śniegowce. Wiktorka złapała w rączkę małą flagę, a Piotruś wziął biało-czerwony szalik.
0 15:20 wyszliśmy z hotelu i pieszo spacerkiem udaliśmy się pod skocznię, tam zajęliśmy odpowiedni sektor.
Głośno i dobitnie kibicowaliśmy wszystkim, zrobiłam w międzyczasie nam selfie - ja, Bronisław, Piotruś i Wiktorka, które wstawiłam na swojego instagrama: "Taka niespodzianka. Jesteśmy dzisiaj w Bischofshofen. Kamil jeszcze nic nie wie, ale może już niedługo nas zobaczy. Trzymamy kciuki za całą naszą polską kadrę. Do boju Polsko! 😘😘 #tcs #trzymamykciukizapolaków #trzymamykciukizakamila #bischofshofen #2021"
Na górze siedział już Kamil. Wszystkie biało-czerwone flagi wzniosły się do góry. Odleciał najdalej! Prowadzi po pierwszej serii!
Zszedł na bok do ich "kącika", aby zdjąć buty, kask, google, zważyć się, zmierzyć.
Gdy wracał od tych czynności, przechodził przez tzw. korytarz ludzi, gdzie właśnie staliśmy tam my. Nie widział nas z daleko, przeszedł jakoś tak niepostrzeżenie.
- Kamil, a gdzie masz żonę? - spytałam
W tym momencie Kamil odpowiedział
- W domu - jednak podniósł wzrok do góry i nie mógł uwierzyć.
- Kasia! - wykrzyknął, po czym rzucił narty i przytulił mnie z całej siły przez barierkę. Nie mogliśmy się od siebie oderwać.
Po chwili jednak uniósł głowę i spojrzał się na mnie, po czym pocałował mnie w usta.
- Kocham cię - powiedział do mnie
- Ja ciebie też - odpowiedziałam
W tym momencie wtrącił się Piotruś.
- Tatuś, ja też cię kocham! - po czym przedarł się przez barierkę i przytulił się do nóg Kamila.
Kamil wziął go na ręce i również go przytulił, a następnie wziął na ręce Wiktorkę , którą również przytulił i pocałował w czoło.
Po chwili Kamil przywitał się również ze swym ojcem uściskiem.
- Ale... jak wy się tutaj znaleźliście? - spytał Kamil
- Przyjechaliśmy i jesteśmy - odpowiedziałam
- O której?
- O 12:00.
- Ale ja przecież o 13:00..
- Tak, dzwoniłeś.
- Moja oszustko - uśmiechnął się Kamil - Nawet pryszcza nie masz
- Wiem - odpowiedziałam
- Tatuś, a wygrasz dzisiaj? - wtrącił się Piotruś
- Zobaczymy kochanie.
- Wierzymy w ciebie - powiedziałam , po czym znów się przytuliliśmy.
Bronisław niespodzianie zrobił nam zdjęcie, jak przytulamy się najpierw we dwoje, a potem z nami Piotruś.
Po chwili jednak podszedł do nas jeden z mężczyzn zajmujący się organizacją i powiedział nam, że musimy się rozstać. Cóż... Kamil poszedł w swoją stronę, a my kibicowaliśmy wszystkim skoczkom startującym w drugiej serii konkursu w Bischofshofen.
Czekaliśmy na skok Kamila... Wszyscy byliśmy pod obciążającym nas napięciem.
Wszystkie biało-czerwone flagi zawisły nad austriackim niebem. To był taki piękny przejaw patriotyzmu. Zrobiłam im nawet zdjęcie swoim telefonem.
I leci w tym swoim czekoladowym kostiumie... I wylądował! I pięknie! Jednak te spory komentatorów, czy wylądował na, czy przed zieloną linią, były denerwujące i stresujące.
I nagle pojawił się wielki napis "Kamil Stoch 1 - WINNER"
To było takie piękne, że aż podskoczyłam z radości!
Kamil przyszedł tylko na kontrole, a później nałożył kurtkę i wszedł na podium dzisiejszego konkursu w Bischofshofen.
- Mój Kamil... - pomyślałam na głos
To piękne, że jestem świadkiem takiej ogromnej historii. To coś cudownego.
Zaraz po odebraniu victorii za dzisiejszy konkurs, było kolejne podium za triumf w TCS. Kamil znów wygrał. Znów, bo to jego 4 zwycięstwo, tylko w poprzednim sezonie nie wygrał TCS, ale uplasował się na podium. Jeszcze nigdy nie widziałam tak utalentowanego skoczka - chyba , że Adama Małysza, ale... Adam Małysz skakał w innym korytarzu powietrznym.... Jak to kiedyś przeczytałam, pan Adam wygrałby w tych czasach skacząc tyłem.
Usłyszałam Mazurka Dąbrowskiego, podczas którego się rozpłakałam.
- Mamo, nie płacz - powiedział do mnie Piotruś
Chociaż było mi ciężko, otarłam łzy, a następnie, gdy Kamil zszedł z podium, ponownie rzuciłam się mu na szyję...
- Nie płacz kochanie - powiedział do mnie Kamil - Nie płacz....
Kamil zdjął rękawiczkę i otarł swoją dłonią moje łzy z mojego policzka.
Po chwili podszedł do nas Walter Hofer.
- Kamil, tutaj musisz przejść przez kontrolę antydopingową, przy wyjściu czekają dziennikarze
Potem zwrócił się do mnie:
- Pani Katarzyno, zapraszam panią serdecznie na uroczyste podsumowanie tegorocznego TCS w hotelu skoczków narciarskich o 20:00.
- Dobrze.... Zjawimy się wszyscy - powiedziałam, spoglądając na dzieci i pana Bronisława
- Zapraszamy wszystkich. - uśmiechnął się Walter, po czym odszedł z Kamilem.
Piotruś pożegnał się ze skocznią, a następnie wróciliśmy do hotelu.
Była 18:40, więc miałam naprawdę mało czasu, na przygotowanie się.
Zaczęłam się szykować na podsumowanie TCS.
Piotrusia ubrałam w granatową koszulę (dobrze, że ją spakowałam)
Niestety, ale ja nie byłam gotowa na jakieś wystąpienia i nie wzięłam ze sobą żadnej sukienki, ani nawet spódnicy.
Dobrze, że chociaż Wiktorii spakowałam sukieneczkę.
Pan Bronisław założył białą koszulę i razem wybraliśmy się do hotelu naszych skoczków, aby tam świętować TCS.
Zostaliśmy zaproszeni do ogromnej sali, jakby weselnej, gdzie zostałam posadzona wraz z dziećmi i Bronisławem przy jednym stoliku. Po chwili zaczęli schodzić się inni skoczkowie .
Gdy prawie wszyscy już byli, Walter Hofer przywitał wszystkich gości i zaprosił na środek Kamila, który wyszedł, trzymając swojego złotego orła w rękach.
Tak się cieszyłam z jego sukcesów.
- To już czwarty orzeł w twoich rękach - zaśmiał się Walter , oczywiście w języku angielskim
- Może i tak, ale jednak nie mam zamiaru sobie już odpuścić. Kocham skakać i choć jestem jeszcze młody, to... uwielbiam robić to co robię. - odpowiedział Kamil również w języku angielskim - Nie zdobyłbym jednak tego wszystkiego, gdyby nie moja żona - Kasia, która jest teraz dzisiaj z nami, która zrobiła mi ogromną niespodziankę i dzisiaj rano przyjechała z Polski z naszymi wspaniałymi dziećmi i moim tatą tutaj - do Bischofshofen... Bardzo jej dziękuję, za wszystko co dla mnie robi, dziękuję jej za to, że jest taka wytrzymała, większość kobiet nie wytrzymałaby w związku, w którym męża nie ma 4 dni w tygodniu... Kasiu... Kocham cię - powiedział do mnie Kamil, po czym wszyscy zaczęli klaskać.
- Ja ciebie też kocham - powiedziałam
Wszyscy zaczęli się bawić, na slajdach przedstawiono cały tegoroczny sezon TCS.
Po prezentacji, odbyła się uroczysta kolacja, a następnie wystąpienia organizatorów i skoczków narciarskich. Jednak nie miałam już siły tam siedzieć. Byłam strasznie zmęczona, więc już o 22:00 wróciliśmy do hotelu, a następnego dnia o 5:00 wyjechaliśmy z Austrii i udaliśmy się do Zakopanego. Kamil miał wyjeżdżać dopiero o 9:00 do domu. Już przed 15:00 byliśmy w Zakopanem. Zdążyłam jeszcze posprzątać w domu...
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
kiki2000


Komentarze
Prześlij komentarz