Rankiem o 6:30 podjechaliśmy pod klub. Mieliśmy wynajęty autobus, więc na spokojnie o 7;00 wyjechaliśmy. Wcześniej zrobiliśmy zbiórkę i wsiedliśmy do autobusu. Kamil pojechał osobno i trener osobno. Kamil miał potem jechać do Niemiec od razu na zawody, a trener przewoził narty.
Ja pojechałam wraz z innymi podopiecznymi wynajętym busem. Było bardzo fajnie. Robiliśmy sobie wspólne zdjęcia. Ja robiłam zdjęcia aparatem. Śpiewaliśmy piosenki.
Zintegrowałam się bardzo z dziećmi i to było fajne. Nie myślały tylko o tym, żeby pokazać kolegom, jacy oni są silni, tylko śmiali się, wygłupiali. Do tych najmłodszych dołączył nawet mój Piotruś, który również z nimi zaczął się śmiać i wygłupiać.
Niektórzy podchodzili do tego spokojnie, ale bez wygłupów. Siedzieli sobie spokojnie i czytali książki, albo grali na telefonach.
O 10:00 dojechaliśmy do celu, zameldowaliśmy się w pensjonacie. Mieliśmy chwilę czasu dla siebie, a następnie o 11:00 poszliśmy na skocznię. Kamil był na "dole" wraz z naszymi dziećmi, a ja tuż przy progu i cykałam fotki aparatem. Zdjęcie trenera i Kamila również musiało być uwiecznione, a także uśmiechniętej Dominiki Sobczyk.
W międzyczasie Dominika zrobiła mi zdjęcie, jak stoję z aparatem
Podopieczni skakali na skoczni K9, jednak już po kilku skokach w szczególności tych starszych podopiecznych K9 to było coś za mało... Była do dyspozycji skocznia K19, ale ją dopiero mieliśmy zarezerwowaną na środę.
Cóż, chłopcy musieli się zadowolić taką o to skocznią K9.
Następnego dnia we wtorek, również odbyły się treningi również na skoczni K9.
Ponownie stanęłam za aparatem, a wieczorem została nam udostępniona sala gimnastyczna, na której została przeprowadzona gimnastyka. Ja stałam obok i robiłam zdjęcia, aż w pewnym momencie Kamil zwrócił się do dzieci.
- A może pani Kasia poćwiczy również z nami?
Byłam zdziwiona, że Kamil coś takiego mi proponuje. Dobrze, że chociaż miałam na sobie legginsy i czarną koszulkę z krótkim rękawkiem, dlatego mogłam swobodnie wykonywać ćwiczenia.
Przyszedł jednak czas na skok przez skrzynię. Dzieci skakały już przez 3 i 4 poziom. Kamil skakał nawet przez 7.
- Kasia! Kasia! - krzyczały dzieci...
Zachciało mi się śmiać. Kiedy ja miałam w-f? Na studiach, gdzie tylko za obecność dostało się już 5. Skok przez skrzynię pamiętam z gimnazjum.
Dzieci postawiły mi za cel poziom 4... Zrobiłam rozbieg i .... przeskoczyłam... Aż podniosłam do góry ręce i głowę z tej przeogromnej radości. Po chwili zauważyłam, że Kamil nagrał cały ten mój skok. Nie miałam nawet kiedy na niego nakrzyczeć, bo zaraz Maciek i Dominika dołożyli mi kolejny poziom..
Piątkę również przekroczyłam bez żadnych przeszkód.. To samo z szóstką, ale... z siódemką już nie dałam rady...
W ramach ćwiczeń była również gra w siatkę. W mojej drużynie były wszystkie dziewczyny z naszych podopiecznych wraz z Dominiką i kilkoma chłopakami. W przeciwnej drużynie byli pozostali nasi podopieczni wraz z Kamilem i Maćkiem.
- Spinamy się i musimy wygrać z Kamilem! - powiedziałam do mojej drużyny, której zostałam kapitanem Pierwszy set przegraliśmy 11:15, drugi już wygraliśmy 15:9, trzeci set również wygraliśmy 15:13. Cieszyliśmy się z wygranej, a wygraną był biało-czerwony szalik z napisem "Leć Kamil, leć"
Każdy z wygranej drużyny otrzymał taki szalik, a na koniec zrobiliśmy sobie wspólne zdjęcie z szalikami. Po zjedzonej kolacji, gdy wszyscy byli już w pokojach, przeszłam się po pokojach z ogromnym workiem, gdzie były pozostałe szaliki. Rozdałam tym chłopakom, którzy nie wygrali meczu, ale zasłużyli na nagrodę.
W środę przyszedł czas na skocznię najpierw K9 do południa, a popołudniu wybraliśmy się z naszymi najstarszymi skoczkami na skocznię K19, młodsi akurat mieli zajęcia z rytmiki z Dominiką... Najpierw zrobiłam kilka zdjęć chłopakom ze skoczni, a potem wybrałam się do Dominiki, aby tam pocykać kilka fotek.
W czwartek po śniadaniu wybraliśmy się na skocznię, najpierw na skocznię K9, a później starsi na K19.
Popołudniu wróciliśmy do pensjonatu, gdzie zjedliśmy kolację. Tam pożegnałam się z Kamilem, który pojechał prosto do Oberstdorfu, a my spakowaliśmy się i o 17:00 wyjechaliśmy z Wisły.
W drodze powrotnej wszyscy byli śpiący i zmęczeni. W autobusie było bardzo cicho i spokojnie..
W Zakopanem byliśmy dopiero o 20:00. Rodzice już czekali na swoje dzieci...
Podeszłam do grupki rodziców.
- Wszystko przebiegło fajnie, dzieci są trochę zmęczone, bo dzisiaj byliśmy na skoczni, na treningu, więc.... teraz nic oprócz spania.
Pożegnałam się z rodzicami. Wzięłam swoje dzieci i wsadziłam je do samochodu, gdy nagle zaczepiła mnie jedna z matek.
- Przepraszam, mam pytanie, jak z jutrzejszymi treningami?
- To proszę do trenera z tym pytań. Zawsze o 14:00 są treningi na skoczni, ale... może trener Maciej są zmienił. Proszę zapytać się trenera.
- Dobrze, dziękuję.
Wsiadłam do samochodu i pojechałam do domu..
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
kiki2000
Ja pojechałam wraz z innymi podopiecznymi wynajętym busem. Było bardzo fajnie. Robiliśmy sobie wspólne zdjęcia. Ja robiłam zdjęcia aparatem. Śpiewaliśmy piosenki.
Zintegrowałam się bardzo z dziećmi i to było fajne. Nie myślały tylko o tym, żeby pokazać kolegom, jacy oni są silni, tylko śmiali się, wygłupiali. Do tych najmłodszych dołączył nawet mój Piotruś, który również z nimi zaczął się śmiać i wygłupiać.
Niektórzy podchodzili do tego spokojnie, ale bez wygłupów. Siedzieli sobie spokojnie i czytali książki, albo grali na telefonach.
O 10:00 dojechaliśmy do celu, zameldowaliśmy się w pensjonacie. Mieliśmy chwilę czasu dla siebie, a następnie o 11:00 poszliśmy na skocznię. Kamil był na "dole" wraz z naszymi dziećmi, a ja tuż przy progu i cykałam fotki aparatem. Zdjęcie trenera i Kamila również musiało być uwiecznione, a także uśmiechniętej Dominiki Sobczyk.
W międzyczasie Dominika zrobiła mi zdjęcie, jak stoję z aparatem
Podopieczni skakali na skoczni K9, jednak już po kilku skokach w szczególności tych starszych podopiecznych K9 to było coś za mało... Była do dyspozycji skocznia K19, ale ją dopiero mieliśmy zarezerwowaną na środę.
Cóż, chłopcy musieli się zadowolić taką o to skocznią K9.
Następnego dnia we wtorek, również odbyły się treningi również na skoczni K9.
Ponownie stanęłam za aparatem, a wieczorem została nam udostępniona sala gimnastyczna, na której została przeprowadzona gimnastyka. Ja stałam obok i robiłam zdjęcia, aż w pewnym momencie Kamil zwrócił się do dzieci.
- A może pani Kasia poćwiczy również z nami?
Byłam zdziwiona, że Kamil coś takiego mi proponuje. Dobrze, że chociaż miałam na sobie legginsy i czarną koszulkę z krótkim rękawkiem, dlatego mogłam swobodnie wykonywać ćwiczenia.
Przyszedł jednak czas na skok przez skrzynię. Dzieci skakały już przez 3 i 4 poziom. Kamil skakał nawet przez 7.
- Kasia! Kasia! - krzyczały dzieci...
Zachciało mi się śmiać. Kiedy ja miałam w-f? Na studiach, gdzie tylko za obecność dostało się już 5. Skok przez skrzynię pamiętam z gimnazjum.
Dzieci postawiły mi za cel poziom 4... Zrobiłam rozbieg i .... przeskoczyłam... Aż podniosłam do góry ręce i głowę z tej przeogromnej radości. Po chwili zauważyłam, że Kamil nagrał cały ten mój skok. Nie miałam nawet kiedy na niego nakrzyczeć, bo zaraz Maciek i Dominika dołożyli mi kolejny poziom..
Piątkę również przekroczyłam bez żadnych przeszkód.. To samo z szóstką, ale... z siódemką już nie dałam rady...
W ramach ćwiczeń była również gra w siatkę. W mojej drużynie były wszystkie dziewczyny z naszych podopiecznych wraz z Dominiką i kilkoma chłopakami. W przeciwnej drużynie byli pozostali nasi podopieczni wraz z Kamilem i Maćkiem.
- Spinamy się i musimy wygrać z Kamilem! - powiedziałam do mojej drużyny, której zostałam kapitanem Pierwszy set przegraliśmy 11:15, drugi już wygraliśmy 15:9, trzeci set również wygraliśmy 15:13. Cieszyliśmy się z wygranej, a wygraną był biało-czerwony szalik z napisem "Leć Kamil, leć"
Każdy z wygranej drużyny otrzymał taki szalik, a na koniec zrobiliśmy sobie wspólne zdjęcie z szalikami. Po zjedzonej kolacji, gdy wszyscy byli już w pokojach, przeszłam się po pokojach z ogromnym workiem, gdzie były pozostałe szaliki. Rozdałam tym chłopakom, którzy nie wygrali meczu, ale zasłużyli na nagrodę.
W środę przyszedł czas na skocznię najpierw K9 do południa, a popołudniu wybraliśmy się z naszymi najstarszymi skoczkami na skocznię K19, młodsi akurat mieli zajęcia z rytmiki z Dominiką... Najpierw zrobiłam kilka zdjęć chłopakom ze skoczni, a potem wybrałam się do Dominiki, aby tam pocykać kilka fotek.
W czwartek po śniadaniu wybraliśmy się na skocznię, najpierw na skocznię K9, a później starsi na K19.
Popołudniu wróciliśmy do pensjonatu, gdzie zjedliśmy kolację. Tam pożegnałam się z Kamilem, który pojechał prosto do Oberstdorfu, a my spakowaliśmy się i o 17:00 wyjechaliśmy z Wisły.
W drodze powrotnej wszyscy byli śpiący i zmęczeni. W autobusie było bardzo cicho i spokojnie..
W Zakopanem byliśmy dopiero o 20:00. Rodzice już czekali na swoje dzieci...
Podeszłam do grupki rodziców.
- Wszystko przebiegło fajnie, dzieci są trochę zmęczone, bo dzisiaj byliśmy na skoczni, na treningu, więc.... teraz nic oprócz spania.
Pożegnałam się z rodzicami. Wzięłam swoje dzieci i wsadziłam je do samochodu, gdy nagle zaczepiła mnie jedna z matek.
- Przepraszam, mam pytanie, jak z jutrzejszymi treningami?
- To proszę do trenera z tym pytań. Zawsze o 14:00 są treningi na skoczni, ale... może trener Maciej są zmienił. Proszę zapytać się trenera.
- Dobrze, dziękuję.
Wsiadłam do samochodu i pojechałam do domu..
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
kiki2000
Komentarze
Prześlij komentarz