Numer 121 - Niespodziewana śmierć

W sobotę i w niedzielę miały odbyć się dwa konkursy indywidualne w Willingen. Już od kilku sezonów w Willingen odbywa się Turniej Willingen Five.
W czwartek wieczorem Kamil już wyjeżdżał. Jechali wspólnymi samochodami,  więc gdy tylko się spakował, czekał,  aż chłopaki po niego przyjadą.
Gdy o 18:00 pojechali pod nasz dom,  najpierw dzieci,  a później ja pożegnałam się z Kamilem.
- Uważaj na siebie - powiedziałam do Kamila,  przytulając i całując go na pożegnanie.
- Nie martw się - powiedział - Wszystko będzie dobrze.
Przytuliłam go jeszcze na koniec,  a po chwili wyszedł z domu z walizką w ręku.
Miałam bardzo złe przeczucia co do tego konkursu.  Nigdy tak się jeszcze nie stresowałam. Nie wiedziałam sama dlaczego tak się dzieje.
Czułam ogromne bicie serca i strach.  Sama nie wiedziałam,  przed czym się tak bałam.
W piątek odbyły się kwalifikacje, które wygrał Ryoyu Kobayashi, nic nowego, jest on w formie i wygrywa większość konkursów.

 Wieczorem rozmawiałam z Kamilem przez Skype'a.
- I jak ci minął dzień? - spytał Kamil
- Dobrze - odpowiedziałam - Byłam dzisiaj w klubie z dziećmi, potem pospacerowaliśmy sobie po Krupówkach, później ci wyślę zdjęcia. A  tobie jak minął dzień?
- Również dobrze...
- A z kim dzisiaj jesteś w pokoju?
- Ten weekend to ja i Kuba Wolny
- O proszę, a co to za zmiana? - uśmiechnęłam się
- Tak jakoś wyszło.
Po chwili jednak dodał
- A tak między nami , to ostatnio coś Dawid źle się  czuje.
- Ale jak się źle czuje?
- Jakiś taki smutny jest, często boli go głowa
- To może coś z tą jego nową dziewczyną?
- Nie wiem... Dlatego wysłaliśmy do niego Stefka, aby czegoś się dowiedział od Dawida.
- Ale wy podstępni jesteście? - uśmiechnęłam się

W sobotę rano pojechałam z dziećmi na zakupy, najpierw do supermarketu, a później do galerii handlowej.
Następnie, gdy rozpakowałam zakupy w domu, wyszłam z dziećmi na dwór... Piotruś już wcześniej założył narty , a ja pomogłam mu zbudować skocznię z pomocą łopaty do śniegu..
Nagrałam nawet skoki Piotrusia, a potem filmiki wysłałam do Kamila

O 15:00 miał miejsce pierwszy konkurs indywidualny w Willingen.
Zrobiłam obiad i siedząc przy stoliku w salonie, oglądaliśmy pierwszą serię konkursu indywidualnego.
Najpierw skakał Dawid Kubacki. Jedynie 110 metrów, Jakub 128 metrów, Maciek 130 metrów, Stefek 128 metrów, Piotrek 143 metry, Kamil 141 metrów.
Przyszedł czas na drugą serię, w której nie zobaczyliśmy Dawida.
Jakub skoczył 125 metrów, Stefek 130 metrów, Maciek 131 metrów, Piotrek 140 metrów, a Kamil 141 metrów.
Ostatecznie konkurs wygrał Ryoyu Kobayashi. Drugie miejsce zdobył Piotrek Żyła, a trzecie miejsce Kamil. Maciek był ostatecznie 11, Stefek był 15 , a Jakub 28... Dawid zajął 47 miejsce.


Przyszła niedziela.
Rano około godziny 7;00 dostałam od Kamila SMS-a z życzeniami walentynkowymi. Dopisał również, że prezent dostanę, jak wróci z Willingen. Ja na walentynki kupiłam mu piękny czerwony krawat z wizerunkiem skoczka narciarskiego. Ja również odpisałam mu życzeniami walentynkowymi.
Od rana w Willingen wiał straszny i porywisty wiatr. Warunki nie sprzyjały rozegraniu konkursu, więc konkurs indywidualny z godziny 13:00 został przesunięty na godzinę 15:30.
Jako pierwszy z Polaków skakał Dawid Kubacki. Wszyscy myśleli, że nie zrobi nic spektakularnego, w dodatku, że wiatr nadal kręcił... Jednak Dawid miał bardzo dobre noszenie i wylądował na 136 metrze..
Jakub skoczył 120 metrów, Stefek 130 metrów, Maciek 128 metrów, Piotrek 141 metrów, a Kamil 139 metrów.
Przyszedł czas na drugą serię, do której nie zakwalifikował się Jakub, zajął 34 miejsce po pierwszej serii.
Maciek skoczył 135 metrów, Stefek 134 metry.
Przyszedł czas na skok Dawida, który był bardzo dziwny. Na początku, już na progu, Dawid lekko się trząsł.. Podczas lotu próbował to korygować, ale bardzo uciekała mu lewa narta. Próbował to korygować prawą ręką, ale w tym  momencie zahaczył kantem narty o skocznię, przez co... złamał nartę i uderzył o twardą powierzchnię zeskoku twarzą.
Dawid aż kilka razy odbijał się i jego bezwładne ciało zsunęło się po zeskoku, a za nim ogromna plama krwi... Serce stanęło mi na chwilę.
Lekarze szybko podbiegli do nieprzytomnego Dawida. Organizatorzy zbierali części nart Dawida, a inni przykryli Dawida kocem, aby nikt nie zobaczył jego zakrwawionej twarzy.
Zawody zostały wstrzymane na około 15 minut, aby  zasypać plamę krwi śniegiem...
Po chwili zawody zostały wznowione.
Akurat w tym momencie miał skakać Ryoyu Kobayashi, ale ten jednak zrezygnował, gdy zobaczył całą tą sytuację.
Kamil który był drugi po pierwszej serii postanowił skoczyć. Skoczył 148 metry i wylądował telemarkiem!
Kolejny skakał Piotrek, ten jednak miał bardzo złe warunki i skoczył tylko 135 metrów, ale rekompensata za wiatr sprawiła, że Piotrek po swoim skoku ostatecznie  był trzeci. Za to na drugie miejsce wskoczył Robert Johansson.
Po dekoracji, na której usłyszeliśmy Mazurka Dąbrowskiego do skocznego świata przyszła wiadomość o ... śmierci Dawida.
Dawid zmarł jeszcze przed przeniesieniem go do karetki, ale lekarze nie chcieli przerywać konkursu.
Cały sportowy świat został przewrócony do góry nogami. Nikt nie wiedział, jak mają się zachować. Nagle nasi polscy skoczkowie, ale także trenerzy i sztab szkoleniowy, zdjęli czapki, pochylili głowy... Nic nie było dla nich ważne, nawet te kamery i mikrofony z boku... Podnieśli po milczeniu głowy i zaczęli śpiewać : "Wieczny odpoczynek racz Mu dać Panie, a światłość wiekuista niechaj Mu świeci"
Powtórzyli refren ponad 4 razy, a później Stefek wraz z Kamilem zaczęli śpiewać zwrotkę:
"Zmiłuj się nade mną Boże w łaskawości swojej
w ogromie swej litość zgładź nieprawość moją
Obmyj mnie zupełnie z mojej winy
I oczyść mnie z grzechu mojego"
I zaraz po tym ponownie 4 razy zaśpiewali "Wieczny odpoczynek"
W tym momencie Kamil uklęknął na tym śniegu i położył głowę na śniegu na skoczni. Na kamerze widać było jego łzy...
- Dlaczego on... - można było usłyszeć.
 Transmisja z konkursu została zakończona i szybko przejęła ją transmisja ze studia w Warszawie. Tam znajdował się tata Maćka - Rafał Kot, wieloletni ekspert, prezes PZN Apoloniusz Tajner i jeden z dziennikarzy magazynu o skokach narciarskich.
- Dzisiaj cały świat obiegła wstrząsająca informacja, która stała się przed chwilą. Po upadku na skoczni narciarskiej w wieku 29 lat    zmarł Dawid Kubacki - jeden z naszych czołowych  skoczków narciarskich, który ostatnio przechodził kryzys... Przyczyną upadku, był zahaczenie końcem narty o twardą bulę, a w następstwie uderzeniem twarzą w zeskok.
Postanowiłam w tym trudnym dla nas wszystkich momencie zadzwonić z kondolencjami do rodziców Dawida.
Zadzwoniłam do ojca Dawida.
- Tak mi przykro - powiedziałam
- My też nie możemy do siebie dojść - powiedział ojciec Dawida, ocierając łzy - Małgorzata jest w gorszym stanie, ale... musimy przez to przejść.
- Proszę się jakoś trzymać i nie poddawać.
- Dziękujemy bardzo za miłe słowa.

Położyłam się ponownie na łóżku i z płynącymi łzami wspominałam różne sytuacje z Dawidem. Pamiętam, jak Kamil chciał nas zeswatać i nawet się pocałowaliśmy, ale to nie było nic takiego... Pamiętam doskonale jego ślub i jego, eleganckiego w garniturze, uczesany "Mustafa", bo tak go przezywają.
Po jakiś dwóch godzinach wstałam z kanapy. Musiałam jakoś normalnie funkcjonować. Zrobiłam dzieciom kolację, a potem wzięłam kąpiel. Usiadłam na brzegu łóżka. Nie mogłam jednak usnąć, więc zeszłam na dół do salonu. Tam wyjęłam z szafki jeden z albumów, gdzie były zdjęcia ze ślubu Dawida, a później album z naszymi ślubnymi zdjęciami, na których był Dawid.
Nie mogłam jednak dalej tego oglądać.. Zamknęłam album i położyłam się spać... Nie mogłam usnąć, ale chociaż na chwilę chciałam wyłączyć się od tego myślenia.

Następnego dnia rano już o 6:00 ktoś zadzwonił do drzwi. W piżamie i nieułożonych włosach. Poszłam otworzyć. W drzwiach stał Kamil.
Spojrzeliśmy się na siebie i rzuciliśmy się sobie w ramiona. Płakaliśmy, jednak w milczeniu. Żadne z nas nie wypowiedziało ani jednego słowa...
Po prawie pięciominutowym milczeniu Kamil odezwał się jako pierwszy
- Ja dalej nie mogę w to uwierzyć.
- Ja też nie - odpowiedziałam
Następnie przestaliśmy się przytulać. Kamil zdjął kurtkę i buty, a później zaniósł walizkę do sypialni. Ja czekałam na niego w kuchni. Parzyłam kawę.
- Dalej nie mogę pojąć, jak to się stało, powiedział Kamil , siadając na blat w kuchni
Ja akurat sypałam kawę do szklanek, a następnie oparłam się o blat.
- Widziałeś to z góry? - spytałam
- Nie, nic nie widziałem... Nie wiedziałem, czy to Dawid, czy skaczący wcześniej Timi Zajc, byłem jeszcze na górze, przed samą kontrolą.
- Ja gdy tylko zobaczyłam tę krew.... Nie widziałam nigdy czegoś takiego
- Widziałem wiele wypadków, krew na skoczni również widziałem, ale żeby złamać nartę na 4 części, to musiała być siła...
-  Dzwoniłam do rodziców Dawida z kondolencjami
- I co?
- Są załamani...
- A kto by nie był?
Po chwili Kamil dodał:
- Próbowaliśmy analizować skok Dawida, ale... dla nas to jest niemożliwe, że taki doświadczony skoczek mógł tak zakantować nartą...
W tym momencie zalałam kawę wrzątkiem i podałam kubek Kamilowi.
- Dziękuję - powiedział Kamil
Po chwili powiedział:
- Gdy wróciliśmy do hotelu i otwarłem walizkę... Znalazłem tam to...
W tym momencie Kamil wyjął z kieszeni spodni zgiętą kartkę.
- A co to jet? - spytałam
Kamil podał mi kartkę.
Odłożyłam zatem kubek i rozłożyłam kartkę.
Zaczęłam czytać na głos:
"Drogi Kamilu! Nadszedł czas pożegnania. Żałuję, że nie mogę powiedzieć ci tego prosto w twarz... Wstydzę się...
Wiem, że pomiędzy nami było różnie, ale... chciałbym cię za to wszystko przeprosić, a w szczególności za to, że chciałem ci wyrwać Kasię.. Bardzo tego żałuję. Teraz jesteście szczęśliwym małżeństwem z dwójką przepięknych dzieci. Ja tego nigdy nie doznałem. Sam wiesz, jak było między mną a Martą. Chciałbym ci jednak podziękować, że chociaż w tych trudnych chwilach naszej znajomości, wyciągnąłeś do mnie pomocną dłoń... Dziękuję Kamilu."
Po chwili spytałam się Kamila:
- Czyli on już się wcześniej pożegnał?
- Na to wygląda. Chłopaki też mieli takie kartki, ale ja mam najdłuższą.
Złożyłam kartkę ponownie i oddałam Kamilowi.
- Kiedy pogrzeb? Wiesz coś?
- Dzisiaj mieli sprowadzać ciało. Rodzice Dawida podobno sporo zapłacili, aby udało się to zrobić wcześniej.
 - Czyli pogrzeb jeszcze w tym tygodniu?
- Raczej tak.
- A gdzie byście skakali w ten weekend?
- To już mistrzostwa świata - powiedział Kamil
- Naprawdę? - zdziwiłam się
- Tak, w Oberstdorfie.
- Kiedy się zaczynają wasze skoki?
- W czwartek.
- Czemu??
- Tak już jest. Konkurs na normalnej skoczni
- I jak planujesz?
- Nie jadę.
- Zadecydowałeś?
- Tak.

O 9:00 dzieci dopiero co wstały. Przywitały się tatusiem gorącym uściskiem. Następnie Kamil bawił się z nimi przez cały dzień.

Wieczorem, gdy położyłam dzieci spać, usiedliśmy sobie z Kamilem w salonie i piliśmy sobie wino.
- Nigdy nie zapomnę tego, jak chciał mi ciebie wyrwać - westchnął Kamil - On jeszcze nie wiedział, że cię kocham i prosto w twarz, jak przyjacielowi mówił mi o swoich uczuciach do ciebie
- Ale przecież ty nas zeswatałeś - powiedziałam - Sam zainicjowałeś to spotkanie
- Wiem, ale byłem pijany
- No co ty nie powiesz!
Po chwili zadzwoniła do mnie Marcelina z wiadomością, że pogrzeb odbędzie się o 14:00 w Nowym Targu w piątek.



----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


                                                 kiki2000

Komentarze