Numer 123 - 2 tygodnie później

W czasie Mistrzostw Świata Kamil przywiózł trzy medale.
Najpierw w piątek w kwalifikacjach Kamil zajął 15 miejsce. W konkursie indywidualnym na skoczni normalnie K-90 zdobył brązowy medal, oddając skoki na odległość 98 i 107 metrów. Wygrał Robert Johansson, a drugie miejsce zdobył Ryoyu Kobayashi.
Piotrek zajął 6 miejsce, Maciek 11, Stefek 15, a Jakub 25.
W kwalifikacjach do konkursu na skoczni dużej najdalej poleciał Johann Andre Forfang, Kamil zajął w nich drugie miejsce.
W konkursie na skoczni dużej, poziom był bardzo wyrównany. Wszyscy skakali równo. Jednak ktoś musiał wygrać.
Kamil wygrał konkurs indywidualny na dużej skoczni. Drugie miejsce zajął Stefan Kraft, a trzecie miejsce zajął Johann Andre Forfang.
Następnie mieli trzydniową przerwę , podczas której odbył się konkurs drużynowy mieszany. Polacy nie brali w nim udziału, ponieważ nie mamy jeszcze tak świetnych skoczkiń, niż Norwegowie, Niemcy czy Japończycy.

W konkursie drużynowym zajęliśmy drugie miejsce w składzie : Kamil, Piotrek, Maciek i Stefek.
Zmagania wygrali Norwegowie : Johann Andre Forfang, Robert Johansson, Daniel Andre Tande i Andreas Stjernen.
Trzecie miejsce zajęli Austriacy : Stefan Kraft, Michael Hayboeck, Manuel Fettner i Clemens Aigner.

Gdy przyszedł czas na wywiad, w ucho wpadła mi jedna sentencja wypowiedziana przez Kamila, której nigdy w życiu nie zapomnę.
- Kamilu, komu dedykujesz ten medal? - spytał jeden z dziennikarzy
- Chociaż zawsze powtarzam, że wszystkie medale i puchary dedykuję mojej żonie i dzieciom.... Dzisiaj również, ale jest jedna osoba, której dedykuję te trzy medale zdobyte na tych mistrzostwach to Dawid Kubacki - w oczach Kamila pojawiła się łza - Choć wiem, że Dawida nie ma już z nami , to jest jednak w naszych sercach i w naszej pamięci... Dlatego te medale mistrzostw świata dedykuję przede wszystkim jemu.
Bardzo mnie to wzruszyło. Dawid , chociaż już nie żyje,  to jednak nadal jest w pamięci chłopaków i zawsze z nimi będzie.
Kamil wrócił do domu 28 lutego, w niedzielę wieczorem.
Od razu zasnął, więc nie mieliśmy nawet okazji, aby porozmawiać. Dopiero co przy porannej kawie następnego dnia.
- Bardzo miły gest z twojej strony - powiedziałam do Kamila
- Ale, że co?
- W sprawie tego, że dedykujesz medale Dawidowi. To bardzo piękne.
- Zwykły odruch. Każdy by tak zrobił.
- Uwierz mi, że nie każdy.  - odpowiedziałam.
Dzisiejszy dzień miałam cały ponownie zaplanowany. Akurat Kamil mógł zostać do południa z dziećmi, więc ja spokojnie mogłam pojechać do klubu.. Jednak o 12:00, gdy wróciłam, zawiozłam dzieci do teściów, a sama zaczęłam się szykować na spotkanie w Polskim Związku Narciarskim w sprawie przyszłości klubów sportowych, jako przedstawicielka naszego klubu Kamil Stoch Team.

Pojechałam na spotkanie.


- Przyszłość klubów, a dokładnie przyszłych skoczków jest poważnie zagrożona - powiedział prezes PZN
- A może dlatego, że nikt nie chce wyremontować skoczni w Zakopanem? - odezwałam się
Wtedy wszystkie oczy zostały zwrócone na mnie. Zostałam poproszona o zabranie głosu na środek.
Wzięłam do ręki mikrofon, stanęłam na środku i zaczęłam mówić.
- Witam wszystkich państwa. Ja nazywam się Katarzyna Witkowska Stoch i jestem współwłaścicielką klubu sportowego Kamil Stoch Team. Chciałabym poruszyć ten wrażliwy temat, o którym w ogóle się nie mówi.... Jak wiadomo, Zakopane jest stolicą narciarstwa w Polsce, to tutaj odbywają się znane w świecie skoku narciarskich konkursy Pucharu Świata, które cieszą się ogromną popularnością. Dbamy o to, aby nasza kadra A i kadra B, a także i kadra C osiągała jak najlepsze wyniki. Nie dbamy jednak o naszych najmłodszych, czyli o tych, którzy za może już 10 lat ich zastąpią. Nikt nie porusza bardzo wrażliwego tematu, jakim jest opłakany stan Maleńkiej i Średniej Krokwi w Zakopanem. Podopieczni klubów z województwa małopolskiego nie mają gdzie trenować. Nie jeden raz wyjeżdżałam wraz z podopiecznymi z mojego klubu do Wisły, czy do Szczyrku, gdzie są nowe, zmodernizowane i nowoczesne skocznie narciarskie dla młodych skoczków. U nas w Zakopanem czegoś takiego nie ma. Dlaczego nikt z obecnych tutaj działaczy się tym nie zainteresuje? Przecież uważają się panowie za kogoś bardzo ważnego, ale jakoś efektów waszej pracy pod kątem młodych skoczków nie widać! Oczywiście, można użyć sformułowania, że "żyjmy chwilą", ale w sporcie nie można żyć chwilą. Nikt z obecnej kadry A nie będzie skakał wiecznie... W kadrach jest coraz to mniej skoczków... Przykładem jest ostatnia tragedia na skoczni w Willingen. Dlatego ja nie proszę, ale ja apeluję o remont maleńkiej i średniej krokwi. Ja wiem, że trudno jest znaleźć firmę, sponsorów, ale w tej kwestii nasz klub służy pomocą. Potrzebujemy tylko zgody was - przedstawicieli PZN, ale jak widać, żaden z panów nie chce podjąć się tak istotnego zadania. Mam nadzieję, że przemówiłam chociaż w maleńkim stopniu panom do rozsądku, bo jeśli teraz za to się nikt nie weźmie, to  polskie skoki upadną za jakieś 6-7 lat... A potem ciężko będzie znaleźć drugiego takiego pana Małysza, czy drugich takich skoczków z obecnej kadry A. Proszę to sobie przemyśleć. Dziękuję - powiedziałam, po czym usiadłam na swoim miejscu.
Wszyscy zaczęli bić mi brawo, nawet członkowie samego PZN. Po chwili na środek wyszedł prezes
- Nie rozumiem, po co cały ten szum wokół małych skoczni w Zakopanem!
Wtedy naprawdę mnie zdenerwował. Ponownie wstałam i już z lekką złością, powiedziałam:
- A to po co jest to dzisiejsze spotkanie? Żeby posłuchać, jak inni mówią stare, przereklamowane formułki, a potem sobie poplotkować i najeść się na poczęstunku? Wybrałam się na to spotkanie, ponieważ przyszłość naszego klubu jest dla mnie najważniejsza, ale przede wszystkim przyszłość tych dzieciaków. Nie mamy tyle czasu i pieniędzy, aby co tydzień wyjeżdżać do Wisły i do Szczyrku na treningi, ponieważ chłopcy mają też szkołę.
- Ale kompleksy w Wiśle i w Szczyrku są bardzo profesjonalne.
- Czyli rozumiem panie prezesie, że tylko młodzi skoczkowie z Wisły i ze Szczyrku mogą się rozwijać, a ci z Zakopanego nie mają szans.
- Ale przecież można dojeżdżać.
- Ale jakby pan mnie słuchał, panie prezesie, to ja już mówiłam o tych dojazdach. Podopieczni mają szkołę i nie można ich zabierać na 4-5 dni co tydzień, aby poskakali np. w Wiśle. Młodzi z Wisły lub ze Szczyrku mają to na co dzień i zawsze po szkole mogą sobie poskakać.
- Ja wiem, że jest pani poddenerwowana, ale...
- Ja jestem zdenerwowana i zrozpaczona tym, że pan nie zamierza nic z tym zrobić.
- Ale ja próbuję..
- Ale o tym, że pan próbuje, słyszę już od 2018, kiedy założyliśmy nasz klub. Ciągle to słyszę, a efektów nie widać.
- Ale ja nie wiem, jak się mamy za to zabrać.
- Ale wie pan za to doskonale, ile sobie zapłacić za to, że jest się prezesem!
W tym momencie wszyscy ponownie zaczęli klaskać.
- Wypraszam sobie.
- Jest pan prezesem, był pan trenerem, więc zna się pan na sprawie, wie pan doskonale , jak od tego zacząć, ale... panu się po prostu nie chce, ma pan to gdzieś.
- Nie mamy funduszy.
- Ale jakby ponownie pan mnie słyszał, to ja wraz z moim mężem możemy pomóc. Od ponad dwóch lat zajmuję się umowami sponsorskimi naszego klubu, menadżerka mojego męża. Takie rzeczy załatwia się długo, ale są skuteczne.
- Ale....
- Ale proszę mi nie przerywać. Jest pan prezesem i wierzę, że uda się panu coś wymyślić w tej sprawie, tylko proszę o jak najszybsze wykonanie tego, abyśmy się nie obudzili wszyscy za kilka lat, jak będzie za późno. Dziękuję - powiedziałam, po czym ponownie usiadłam na swoim miejscu.
Prezes popatrzył się na mnie, na swoich kolegów i na tych wszystkich reporterów, którzy to nagrywali i robili zdjęcia.
- Ja również dziękuję - po czym usiadł na miejsce.
Wystąpiło również kilku innych przedstawicieli klubów i osób związanych z PZN , wszyscy popierali mnie. Jedynie prezes nie był jeszcze do mnie przekonany.
Po skończonym spotkaniu wróciłam do domu.
- I jak było? - spytał Kamil
- Zdenerwował mnie ten wasz prezes.
- Czym?
- Jakby go to nie obchodziło, że w Zakopanem nie ma małych skoczni do treningów. W ogóle się tym nie przejął.
- I co zrobiłaś?
- Powiedziałam to , co miałam na myśli i wszyscy mnie poparli.
- A prezes?
- Nie odezwał się ani słowem.
- No to sobie nagrabiłaś - Kamil się do mnie uśmiechnął.


W czwartek rano Kamil wręczył mi bukiet róż z okazji dnia kobiet, który dopiero w przyszły poniedziałek, ale... już w południu Kamil wylatywał do Norwegii na turniej Raw Air.




----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


                                    kiki2000

Komentarze