W piątek odbyły się kwalifikacje do pierwszego konkursu tegorocznej edycji Raw Air. Cała szóstka zakwalifikowała się do konkursu. Kamil zajął 2 miejsce
*Szóstka, bo za miejsce Dawida Kubackiego, do kadry A wskoczył Aleksander Zniszczoł*
W sobotę odbył się konkurs drużynowy, który wygrali Niemcy. My- Polacy zajęliśmy drugie miejsce, a tuż za nami uplasowali się Norwegowie z niewielką stratą, bo tylko 2,3 punktu.
Skakali w nowym , odmienionym składzie: Kamil, Piotrek, Maciek, Olek.
W niedzielę odbył się konkurs indywidualny, który Kamil wygrał. Drugie miejsce zajął Maciek Kot, a trzeci był Robert Johansson. Piotrek uplasował się na 6 pozycji. Olek był 11, Jakub 15, a Stefek 24.
W poniedziałek z samego rana zadzwonił do mnie Kamil z życzeniami.
- Wszystkiego najlepszego z okazji dnia kobiet. Zdrowia, szczęścia, pomyślności, pieniędzy, miłości, radości, pożytku z dzieci i z męża- Kamil uśmiechnął się do mnie.
- Oj... - wzruszyłam się - Dziękuję kochanie.
- Mam dla ciebie jeszcze jedną wiadomość - powiedział
- Tak? A jaką?
- Prezes PZN wczoraj do mnie dzwonił.
- I co, każe ci, abyś mnie przyśrubował? - zaśmiałam się
- Wręcz przeciwnie. Powiedział, że już od połowy kwietnia ruszają prace remontowe zarówno na maleńkiej, jak i na średniej krokwi.
- Naprawdę? - nie mogłam w to uwierzyć.
- Tak!
- Nawet nie wiesz, jak ja się cieszę.
- Ale jest jeszcze coś.
- Co?
- Prezes zaprasza cię na kolejne spotkanie, które już w ten piątek w tym samym miejscu, tylko, że o 15:00.
- Ale myślisz, że ja tam jestem naprawdę potrzebna?
- Tak. Będzie poruszana sprawa remontu obu skoczni.
- Czyli rozumiem, że muszę tam być?
- Tak.
- A teraz ja mam dla ciebie wiadomość - powiedziałam
- Co?
- Już od 29 marca , dwa razy w tygodniu będę brała udział w przeszkoleniu na menadżera, to taki kurs, który trwa rok.
- O proszę! Naprawdę?
- Tak.
- Czyli co, twoja kariera nabiera tempa
- Jaka moja kariera? Ja nawet o tym nie myślę - powiedziałam
- Ty tylko tak mówisz.
- A jak u ciebie?
- Dobrze. Już jestem spakowany i zaraz wyjeżdżam do Lillehammer, gdzie o 18:00 są kwalifikacje.
- To trzymam kochanie kciuki.
- Nie dziękuję, bo zapeszę.
Skończyliśmy rozmowę.
Najpierw pojechałam do ZDZ, gdzie miały odbyć się moje kursy. Okazało się, że do 29 marca trzy razy w tygodniu przechodzą dwugodzinne szkolenie. W poniedziałki, wtorki i czwartki.
Wzięłam zatem udział w pierwszy szkoleniu. Trwało około 3 godziny, ponieważ omówiono wszystkie sprawy organizacyjne i takie tam. Na szkoleniu było około 25 osób.
Była tam taka jedna kobieta, która na oko miała z 40 lat. Po szkoleniu podeszła do mnie.
- Przepraszam - była lekko zawstydzona - Czy pani to... Katarzyna Stoch.
- Tak - odpowiedziałam - Katarzyna Witkowska- Stoch - dodałam, podając jej rękę
- Amelia Nowakowska - podała mi swoją dłoń
Po chwili spytała:
- Widzę, że rozwija pani swoją karierę. - odpowiedziała
- Tak jakoś wychodzi.
- Od kilku dni bacznie śledzę panią na wszystkich portalach społecznościowych i czytam o pani i pani mężu artykuły, po tym, jak powiedziała pani tak dobitnie o tych skoczniach na spotkaniu z PZN. Jest pani bardzo stanowczą kobietą.
- Dziękuję - odpowiedziałam- Ale jednak nie można zostawić tak tej sprawy.
- Wiadomo, kiedy następne spotkanie?
- Pod koniec tego tygodnia, w piątek.
- Wybiera się pani?
- Raczej tak.
- To bardzo fajne, jak młode osoby przejmują stery w polskim sporcie. Ci wszyscy starzy mężczyźni tylko siedzą i zajmują miejsca młodym osobom ze świeżym umysłem.
- Ja jestem tylko współwłaścicielką i współzałożycielką naszego klubu, więc gdy jestem zapraszana na różne spotkanie dotyczące młodych talentów skoków, to z chęcią się wybieram. Nie mam zamiaru w przyszłości kiedykolwiek zająć jakieś stanowisko w PZN, chyba, że będę już bardzo doświadczona, ale obecnie nie mam takiego zamiaru.
W tym momencie zadzwonił mi telefon. To była Agnieszka.
- Przepraszam panią bardzo - powiedziałam - Muszę odebrać.
Wcisnęłam zieloną słuchawkę.
- Halo.
- Hej Kasia.
- Hej Aga.
- Skończyłaś już?
- Tak, już jestem po tym pierwszym szkoleniu.
- A mogłabyś podjechać?
- Gdzie? Do klubu?
- Tak.
- Teraz?
- Tak. Mam kilka ważnych spraw nie na telefon, przyszły jeszcze pozostałe sprzęty do ćwiczeń.
- Ok. - spojrzałam na zegarek - Będę za jakieś 25 minut.
- Dobra, czekam.
Pożegnałam się zatem z panią Amelią. Wsiadłam w samochód i pojechałam do klubu.
Aga czekała już w sali na mnie i dzieciaki, które miały zjawić się za godzinę.
- Długo czekałaś? - spytałam
- Nie.
- To dobrze.
- Możemy gdzieś usiąść?
- Ok. Zapraszam.
Poszłam z Agą do takiego pokoju, które pieszczotliwie Kamil nazywa "pokojem prezesa". Tam tylko nieliczni mogą wchodzić, bo po co. Tam jest dużo papierów klubu i takie tam... Jakby nasz wspólny gabinet z jednym biurkiem.
- Co się stało?
- Pamiętasz, jak mówiłam ci o tym moim wyjeździe?
- Tak, pamiętam.
- Teraz wszystko się pozmieniało. Jadę do Włoch na dwa miesiące.
- Ale jak to?!
- No właśnie tak....
- Kiedy się dowiedziałaś?
- Wczoraj wieczorem, jak miałam dłuższe zajęcia na uczelni.
- I co, kiedy jedziesz?
- Jutro.
- Że co? - aż mnie zamurowało. - Maciek wie?
- Nie... Nie wiem, jak mam mu to powiedzieć.
- Jak najszybciej.
- Wiem, ale jednak rozstanie na dwa miesiące... Przecież nie będzie mnie przez 2 miesiące. Wrócę dopiero w maju. Nawet wielkanoc spędzam tam.
- No to nie za ciekawie.
- Właśnie wiem. Próbowałam z nimi rozmawiać, ale kolejny wyjazd do zamiany jest na pół roku do Portugalii od listopada, aż do maja przyszłego roku. Na tyle sobie też nie mogę pozwolić, więc najlepszy czas to byłby ten wyjazd jutrzejszy.
- Wiesz... Powiemy dzieciakom, plan ułożymy, więc o klub się nie martw, tylko porozmawiaj jak najprędzej z Maćkiem.
- Ale teraz? Oni za godzinę skaczę w Lillehammer.
- A więc co, zadzwonisz wieczorem?
- Nie wiem sama.. Może jest zajęty?
- Nie marudź kochana, tylko dzwoń.
- Ok.
Aga wyjęła telefon i zadzwoniła do Maćka. Odebrał dopiero za drugim razem. Z rozmowy, słyszałam tylko tyle, co mówiła Aga:
- Wiem kochanie... Ale co ja mogę zrobić?... Maciek już się nie da. Są inne opcje, a dokładnie jedna.... Od listopada do maja do Portugalii... Tak... Więc już nie wiem, co gorsze. Ale popatrzmy na to racjonalnie. Dwa miesiące, a pół roku..... Ja też jestem za tymi dwoma miesiącami.... Do Planicy też nie pojadę, bo jak.... Klubem się nie martw, z pomocą Kasi załatwiłam wszystko.
Rozmawiali jeszcze przez ponad 20 minut, aż w końcu Aga rozłączyła się, schowała telefon do kieszeni i zaczęła płakać.
- Nie płacz Agnieszka. - chciałam ją jakoś pocieszyć, ale sama nie wiedziałam, jak mam to zrobić.
- Wiem, ale gdy wrócę do domu i mam się spakować i zostawić to wszystko, a następnie wyjechać na dwa miesiące do Włoch...
- A gdybyś tak skłamała, że jesteś w ciąży?
- I co potem, jak nie będę?
- Nie wiem, wypadek, poroniłaś... Albo powiedz, że zrobiłaś 3 testy, wszystkie są pozytywne i musisz pójść do lekarza, który przyjmuje na przykład w czwartki... Bądź kreatywna.
- Ale potem polecę na te pół roku, więc już wolę jechać teraz.
Rozmawiałyśmy jeszcze przed ponad pół godziny. Następnie Agnieszka poszła na zajęcia, a ja pożegnałam się z nią i wróciłam do Zębu, skąd odebrałam dzieci i pojechałam do Zakopanego. Piotruś włączył telewizor, akurat było studio przed konkursem w Lillehammer. Ja w tym czasie zaczęłam przygotowywać obiad.
Po pierwszej serii Polacy byli dość wysoko.
Kamil drugi, Maciek 5, Piotrek 8, Stefek 11, Olek 15, Jakub 20.
Po drugiej serii tak wyglądała lista zawodników:
1. Kamil Stoch
2. Maciek Kot
3. Ryoyu Kobayashi.
..............................................................
6. Piotrek Żyła.
9. Aleksander Zniszczoł
12. Stefek Hula.
18. Jakub Wolny.
Nadszedł czwartek i konkursy w Trondheim. We wczorajszych kwalifikacjach Kamil zajął 3 miejsce.
W konkursie również nasi chłopcy błysnęli formą. Zajęli bardzo wysokie miejsca.
Kamil wygrał te zawody. Maciek ponownie zajął drugie miejsce. Podium uzupełnił Ryoyu Kobayashi.
Piotrek był na czwartej pozycji. Olek Zniszczoł na 8 miejscu. Pierwszą dziesiątkę uzupełnił Stefek Hula. Jakub był 14.
Wieczorem Kamil zadzwonił do mnie na SKYPE. Najpierw porozmawiał z Piotrusiem i pogaworzył z Wiktorką.
Później to ja miałam czas, aby porozmawiać z Kamilem.
Na początku pogratulowałam mu tak wspaniałego wyniku.
- Jutro z samego rana jedziemy do Vikersund, bo wieczorem są kwalifikacje.
- No to się chociaż wyśpij porządnie, bo ja jutro jadę na to spotkanie.
- No to trzymam kciuki za ciebie.
Po chwili jednak powiedziałam do Kamila.
- Tak mi szkoda tego Maćka.
- Mi też, ale dobrze, że pojechała chociaż na dwa miesiące, a nie później na pół roku.
- Ale to jest takie głupie, że wyjedziesz i nie możesz zmienić decyzji, ewentualnie pojedziesz w innym terminie, ale trzy razy dłuższym.
- Cóż, my na to nic nie możemy poradzić.
- A jak Maciek? Bo był zły, jak Aga z nim rozmawiała.
- Jest zły, ale powoli mu przechodzi.
- Zaraz kończy się sezon, a tu... wróci do domu , gdzie nie ma Agi, wróci dopiero końcem maja.
- A właśnie, propo końca sezonu, szykujesz coś do Planicy?
- Właśnie się zastanawiam. Rozmawiałam z Karoliną, dziewczyną Kuby i dogadałyśmy się, że przyjeżdża do nas we wtorek i lepimy pierogi. Dominika Sobczyk obiecała załatwić oscypki.
- Ja już nie mogę się doczekać - powiedział Kamil
- Ja uwielbiam austriacką kuchnię... Co rok chodzę tam z Agą i Justyną, w tym roku pójdę z samą Justyną...
- Ale zobaczysz, że te dwa miesiące miną bardzo szybko.
- Właśnie wiem.
W tym momencie spojrzałam na kalendarz umiejscowiony w dolnym rogu ekranu laptopa.
- Jutro Dawid obchodziłby urodziny - powiedziałam
- Jutro 12?
- Tak - odpowiedziałam - Pojadę na cmentarz .
- A co z dziećmi?
- Jutro cały dzień spędzają z dziadkami. Piotruś bardzo chciał, twój tata również jest szczęśliwy, kiedy je do nich zawożę. Twój tata mówi, że póki jest sprawny, to mogę korzystać z jego usług. Obiecał Piotrusiowi budowę skoczni i skoki, a później mają pójść wszyscy na spacer po Zębie.
Porozmawiałam jeszcze przez pół godziny z Kamilem, a następnie wzięłam kąpiel.
Rano zawiozłam dzieci do Zębu, a następnie pojechałam na cmentarz, później do klubu, a następnie wróciłam się przebrać.
Pojechałam zatem na spotkanie. Wszyscy byli dla mnie jakoś.. wyjątkowo mili. Każdy do mnie podchodził i się ze mną witał, a nie ukrywam, że na te ponad 30 osób były 2 kobiety ( w tym ja)
Usiadłam na krześle w pierwszym rzędzie obok właściciela jednego z klubów.
- Andrzej Niemyt jestem - powiedział, wyciągając do mnie rękę
- Katarzyna Witkowska-Stoch - odpowiedziałam, podając mu rękę
- Dzisiaj również będzie pani tak mocno grać.
- Jeśli pan uważa, że to jest gra, to muszę pana wyprowadzić z tego błędu. Ja po prostu stwierdzam fakty.
W tym momencie na salę wszedł prezes PZN, podszedł najpierw do jednych z "ważnych osób" się przywitać, a następnie podszedł do mnie i ucałował moją dłoń.
Gdy wszyscy już byli, pan prezes rozpoczął spotkanie od przywitania wszystkich gości i zarysowania celu dzisiejszego spotkania.
- Chciałbym poinformować wszystkich gości, że znaleźliśmy odpowiednich sponsorów. Na razie gruntowny remont czeka maleńką krokiew, a ze średnią? Zobaczymy - po chwili jednak dodał - Chciałbym powiedzieć, że sponsorzy sami się do nas zgłosili, a to zasługa przede wszystkim pani Katarzyny Witkowskiej-Stoch, dzięki której mamy sponsorów i już od początku maja ruszają prace remontowe na maleńkiej krokwi. Dziękuję.
Następnie zaczęli przemawiać inni panowie, aż w końcu przyszedł czas na mnie.
- Witam państwa bardzo serdecznie - zaczęłam - Od razu cieplej robi się na sercu, gdy słyszy się, że maleńka krokiew już od maja będzie remontowana. To ogromny krok dla nas i naszych podopiecznych. Szczególne podziękowania kieruję do tych wszystkich, którzy chcą dać pieniądze na remont skoczni. To im powinniśmy teraz dziękować za to, że chcą przyczynić się do rozwijania młodych polskich skoczków. Szczególne podziękowania kieruję do władz Polskiego Związku Narciarskiego. Gdyby nie oni, nie moglibyśmy cieszyć się przyszłym remontem. Jednak teraz nikt nie powinien osiąść na laurach i powiedzieć, że "już swoje zrobiliśmy, teraz tylko czekajmy". Powinniśmy wszyscy znów wziąć się w garść , teraz powinniśmy zrobić coś dla kadr C,B i A. Mam nadzieję, że w końcu i oni zostaną nagrodzeni pewną rzeczą, ale teraz nie o tym. Skupmy się na remoncie najpierw maleńkiej, a później w przyszłości średniej krokwi. Dziękuję.
Po czym usiadłam na swoim miejscu.
O 17:30 przyszedł czas na podsumowanie spotkania, a następnie wszyscy rozeszliśmy się do swoich domów. Ja pojechałam prosto do Zębu po dzieciaki, a następnie do Zakopanego, gdzie zobaczyłam wyniki kwalifikacji, w których Kamil zajął 2 miejsce.
W sobotę rano zadzwonił do mnie Bronisław z zaproszeniem na obiad do nich. Zgodziłam się. I tak siedziałabym sama z dziećmi i oglądała skoki narciarskie.
A więc do południa posprzątałam w całym domu, a następnie zaczęłam się szykować.
Piotrusiowi założyłam szarą koszulę, Wiktorii różową sukieneczkę.
Pojechaliśmy razem do Zębu. Piotruś bardzo się ucieszył. Bardzo lubi jeździć do dziadków.
Krystyna krzątała się w kuchni, a Bronisław zaprowadził nas do jadalni.
Piotruś bawił się na dywanie zabawkami Abdula, Wiktoria siedziała u mnie na kolanach, a po chwili leżała na kanapie, gdzie zaraz zasnęła.
Po chwili z góry zeszła Natalia i usiadła obok mnie.
- A gdzie Anna?
- Pojechali do Anglii na miesiąc - powiedział Bronisław
- I nic nie powiedziała? - zdziwiłam się
- Wczoraj wieczorem mieli wylot.
- No to ja nic nie wiem, chyba, że Kamil, ale....to by coś mówił.
- Wyjechali na miesiąc, do rodziny Alexa. - powiedziała Natalia
- A ty? - spytałam Natalię - Jak uczelnia?
- Dobrze.
- A ty studiujesz...
- Położnictwo.
- No właśnie! Zawsze mi się myli. Albo pielęgniarstwo albo położnictwo.
- A Michał na AWF? - spytał Bronisław
- Tak. Michał AWF. Ostatnio zapowiedział mi się, że jak skończy studia, to mam mu szykować miejsce u nas w klubie.
- Czyli Michał ma już sprecyzowane plany na życie!
- Na to wygląda! - powiedziałam
Krystyna przyniosła do stołu rybę, którą przyrządziła.
Po zjedzonym obiedzie przyszedł czas na konkurs skoków narciarskich. Konkurs drużynowy.
- Dzwonili do mnie dziennikarze - powiedział w pewnym momencie Bronisław - Jestem umówiony z nimi na wywiad.
- A kiedy? - spytałam
- W poniedziałek.
Konkurs drużynowy zakończył się dla nas bardzo dobrze. Zajęliśmy drugie miejsce.
W niedziele w konkursie drużynowym również bardzo dobrze się spisaliśmy. Kamil wygrał konkurs. Maciek był drugi. Piotrek 4, Olek 5, Jakub 11, a Stefek 18.
W taki o to sposób Kamil wygrał ponownie Raw Air.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
*Szóstka, bo za miejsce Dawida Kubackiego, do kadry A wskoczył Aleksander Zniszczoł*
W sobotę odbył się konkurs drużynowy, który wygrali Niemcy. My- Polacy zajęliśmy drugie miejsce, a tuż za nami uplasowali się Norwegowie z niewielką stratą, bo tylko 2,3 punktu.
Skakali w nowym , odmienionym składzie: Kamil, Piotrek, Maciek, Olek.
W niedzielę odbył się konkurs indywidualny, który Kamil wygrał. Drugie miejsce zajął Maciek Kot, a trzeci był Robert Johansson. Piotrek uplasował się na 6 pozycji. Olek był 11, Jakub 15, a Stefek 24.
W poniedziałek z samego rana zadzwonił do mnie Kamil z życzeniami.
- Wszystkiego najlepszego z okazji dnia kobiet. Zdrowia, szczęścia, pomyślności, pieniędzy, miłości, radości, pożytku z dzieci i z męża- Kamil uśmiechnął się do mnie.
- Oj... - wzruszyłam się - Dziękuję kochanie.
- Mam dla ciebie jeszcze jedną wiadomość - powiedział
- Tak? A jaką?
- Prezes PZN wczoraj do mnie dzwonił.
- I co, każe ci, abyś mnie przyśrubował? - zaśmiałam się
- Wręcz przeciwnie. Powiedział, że już od połowy kwietnia ruszają prace remontowe zarówno na maleńkiej, jak i na średniej krokwi.
- Naprawdę? - nie mogłam w to uwierzyć.
- Tak!
- Nawet nie wiesz, jak ja się cieszę.
- Ale jest jeszcze coś.
- Co?
- Prezes zaprasza cię na kolejne spotkanie, które już w ten piątek w tym samym miejscu, tylko, że o 15:00.
- Ale myślisz, że ja tam jestem naprawdę potrzebna?
- Tak. Będzie poruszana sprawa remontu obu skoczni.
- Czyli rozumiem, że muszę tam być?
- Tak.
- A teraz ja mam dla ciebie wiadomość - powiedziałam
- Co?
- Już od 29 marca , dwa razy w tygodniu będę brała udział w przeszkoleniu na menadżera, to taki kurs, który trwa rok.
- O proszę! Naprawdę?
- Tak.
- Czyli co, twoja kariera nabiera tempa
- Jaka moja kariera? Ja nawet o tym nie myślę - powiedziałam
- Ty tylko tak mówisz.
- A jak u ciebie?
- Dobrze. Już jestem spakowany i zaraz wyjeżdżam do Lillehammer, gdzie o 18:00 są kwalifikacje.
- To trzymam kochanie kciuki.
- Nie dziękuję, bo zapeszę.
Skończyliśmy rozmowę.
Najpierw pojechałam do ZDZ, gdzie miały odbyć się moje kursy. Okazało się, że do 29 marca trzy razy w tygodniu przechodzą dwugodzinne szkolenie. W poniedziałki, wtorki i czwartki.
Wzięłam zatem udział w pierwszy szkoleniu. Trwało około 3 godziny, ponieważ omówiono wszystkie sprawy organizacyjne i takie tam. Na szkoleniu było około 25 osób.
Była tam taka jedna kobieta, która na oko miała z 40 lat. Po szkoleniu podeszła do mnie.
- Przepraszam - była lekko zawstydzona - Czy pani to... Katarzyna Stoch.
- Tak - odpowiedziałam - Katarzyna Witkowska- Stoch - dodałam, podając jej rękę
- Amelia Nowakowska - podała mi swoją dłoń
Po chwili spytała:
- Widzę, że rozwija pani swoją karierę. - odpowiedziała
- Tak jakoś wychodzi.
- Od kilku dni bacznie śledzę panią na wszystkich portalach społecznościowych i czytam o pani i pani mężu artykuły, po tym, jak powiedziała pani tak dobitnie o tych skoczniach na spotkaniu z PZN. Jest pani bardzo stanowczą kobietą.
- Dziękuję - odpowiedziałam- Ale jednak nie można zostawić tak tej sprawy.
- Wiadomo, kiedy następne spotkanie?
- Pod koniec tego tygodnia, w piątek.
- Wybiera się pani?
- Raczej tak.
- To bardzo fajne, jak młode osoby przejmują stery w polskim sporcie. Ci wszyscy starzy mężczyźni tylko siedzą i zajmują miejsca młodym osobom ze świeżym umysłem.
- Ja jestem tylko współwłaścicielką i współzałożycielką naszego klubu, więc gdy jestem zapraszana na różne spotkanie dotyczące młodych talentów skoków, to z chęcią się wybieram. Nie mam zamiaru w przyszłości kiedykolwiek zająć jakieś stanowisko w PZN, chyba, że będę już bardzo doświadczona, ale obecnie nie mam takiego zamiaru.
W tym momencie zadzwonił mi telefon. To była Agnieszka.
- Przepraszam panią bardzo - powiedziałam - Muszę odebrać.
Wcisnęłam zieloną słuchawkę.
- Halo.
- Hej Kasia.
- Hej Aga.
- Skończyłaś już?
- Tak, już jestem po tym pierwszym szkoleniu.
- A mogłabyś podjechać?
- Gdzie? Do klubu?
- Tak.
- Teraz?
- Tak. Mam kilka ważnych spraw nie na telefon, przyszły jeszcze pozostałe sprzęty do ćwiczeń.
- Ok. - spojrzałam na zegarek - Będę za jakieś 25 minut.
- Dobra, czekam.
Pożegnałam się zatem z panią Amelią. Wsiadłam w samochód i pojechałam do klubu.
Aga czekała już w sali na mnie i dzieciaki, które miały zjawić się za godzinę.
- Długo czekałaś? - spytałam
- Nie.
- To dobrze.
- Możemy gdzieś usiąść?
- Ok. Zapraszam.
Poszłam z Agą do takiego pokoju, które pieszczotliwie Kamil nazywa "pokojem prezesa". Tam tylko nieliczni mogą wchodzić, bo po co. Tam jest dużo papierów klubu i takie tam... Jakby nasz wspólny gabinet z jednym biurkiem.
- Co się stało?
- Pamiętasz, jak mówiłam ci o tym moim wyjeździe?
- Tak, pamiętam.
- Teraz wszystko się pozmieniało. Jadę do Włoch na dwa miesiące.
- Ale jak to?!
- No właśnie tak....
- Kiedy się dowiedziałaś?
- Wczoraj wieczorem, jak miałam dłuższe zajęcia na uczelni.
- I co, kiedy jedziesz?
- Jutro.
- Że co? - aż mnie zamurowało. - Maciek wie?
- Nie... Nie wiem, jak mam mu to powiedzieć.
- Jak najszybciej.
- Wiem, ale jednak rozstanie na dwa miesiące... Przecież nie będzie mnie przez 2 miesiące. Wrócę dopiero w maju. Nawet wielkanoc spędzam tam.
- No to nie za ciekawie.
- Właśnie wiem. Próbowałam z nimi rozmawiać, ale kolejny wyjazd do zamiany jest na pół roku do Portugalii od listopada, aż do maja przyszłego roku. Na tyle sobie też nie mogę pozwolić, więc najlepszy czas to byłby ten wyjazd jutrzejszy.
- Wiesz... Powiemy dzieciakom, plan ułożymy, więc o klub się nie martw, tylko porozmawiaj jak najprędzej z Maćkiem.
- Ale teraz? Oni za godzinę skaczę w Lillehammer.
- A więc co, zadzwonisz wieczorem?
- Nie wiem sama.. Może jest zajęty?
- Nie marudź kochana, tylko dzwoń.
- Ok.
Aga wyjęła telefon i zadzwoniła do Maćka. Odebrał dopiero za drugim razem. Z rozmowy, słyszałam tylko tyle, co mówiła Aga:
- Wiem kochanie... Ale co ja mogę zrobić?... Maciek już się nie da. Są inne opcje, a dokładnie jedna.... Od listopada do maja do Portugalii... Tak... Więc już nie wiem, co gorsze. Ale popatrzmy na to racjonalnie. Dwa miesiące, a pół roku..... Ja też jestem za tymi dwoma miesiącami.... Do Planicy też nie pojadę, bo jak.... Klubem się nie martw, z pomocą Kasi załatwiłam wszystko.
Rozmawiali jeszcze przez ponad 20 minut, aż w końcu Aga rozłączyła się, schowała telefon do kieszeni i zaczęła płakać.
- Nie płacz Agnieszka. - chciałam ją jakoś pocieszyć, ale sama nie wiedziałam, jak mam to zrobić.
- Wiem, ale gdy wrócę do domu i mam się spakować i zostawić to wszystko, a następnie wyjechać na dwa miesiące do Włoch...
- A gdybyś tak skłamała, że jesteś w ciąży?
- I co potem, jak nie będę?
- Nie wiem, wypadek, poroniłaś... Albo powiedz, że zrobiłaś 3 testy, wszystkie są pozytywne i musisz pójść do lekarza, który przyjmuje na przykład w czwartki... Bądź kreatywna.
- Ale potem polecę na te pół roku, więc już wolę jechać teraz.
Rozmawiałyśmy jeszcze przed ponad pół godziny. Następnie Agnieszka poszła na zajęcia, a ja pożegnałam się z nią i wróciłam do Zębu, skąd odebrałam dzieci i pojechałam do Zakopanego. Piotruś włączył telewizor, akurat było studio przed konkursem w Lillehammer. Ja w tym czasie zaczęłam przygotowywać obiad.
Po pierwszej serii Polacy byli dość wysoko.
Kamil drugi, Maciek 5, Piotrek 8, Stefek 11, Olek 15, Jakub 20.
Po drugiej serii tak wyglądała lista zawodników:
1. Kamil Stoch
2. Maciek Kot
3. Ryoyu Kobayashi.
..............................................................
6. Piotrek Żyła.
9. Aleksander Zniszczoł
12. Stefek Hula.
18. Jakub Wolny.
Nadszedł czwartek i konkursy w Trondheim. We wczorajszych kwalifikacjach Kamil zajął 3 miejsce.
W konkursie również nasi chłopcy błysnęli formą. Zajęli bardzo wysokie miejsca.
Kamil wygrał te zawody. Maciek ponownie zajął drugie miejsce. Podium uzupełnił Ryoyu Kobayashi.
Piotrek był na czwartej pozycji. Olek Zniszczoł na 8 miejscu. Pierwszą dziesiątkę uzupełnił Stefek Hula. Jakub był 14.
Wieczorem Kamil zadzwonił do mnie na SKYPE. Najpierw porozmawiał z Piotrusiem i pogaworzył z Wiktorką.
Później to ja miałam czas, aby porozmawiać z Kamilem.
Na początku pogratulowałam mu tak wspaniałego wyniku.
- Jutro z samego rana jedziemy do Vikersund, bo wieczorem są kwalifikacje.
- No to się chociaż wyśpij porządnie, bo ja jutro jadę na to spotkanie.
- No to trzymam kciuki za ciebie.
Po chwili jednak powiedziałam do Kamila.
- Tak mi szkoda tego Maćka.
- Mi też, ale dobrze, że pojechała chociaż na dwa miesiące, a nie później na pół roku.
- Ale to jest takie głupie, że wyjedziesz i nie możesz zmienić decyzji, ewentualnie pojedziesz w innym terminie, ale trzy razy dłuższym.
- Cóż, my na to nic nie możemy poradzić.
- A jak Maciek? Bo był zły, jak Aga z nim rozmawiała.
- Jest zły, ale powoli mu przechodzi.
- Zaraz kończy się sezon, a tu... wróci do domu , gdzie nie ma Agi, wróci dopiero końcem maja.
- A właśnie, propo końca sezonu, szykujesz coś do Planicy?
- Właśnie się zastanawiam. Rozmawiałam z Karoliną, dziewczyną Kuby i dogadałyśmy się, że przyjeżdża do nas we wtorek i lepimy pierogi. Dominika Sobczyk obiecała załatwić oscypki.
- Ja już nie mogę się doczekać - powiedział Kamil
- Ja uwielbiam austriacką kuchnię... Co rok chodzę tam z Agą i Justyną, w tym roku pójdę z samą Justyną...
- Ale zobaczysz, że te dwa miesiące miną bardzo szybko.
- Właśnie wiem.
W tym momencie spojrzałam na kalendarz umiejscowiony w dolnym rogu ekranu laptopa.
- Jutro Dawid obchodziłby urodziny - powiedziałam
- Jutro 12?
- Tak - odpowiedziałam - Pojadę na cmentarz .
- A co z dziećmi?
- Jutro cały dzień spędzają z dziadkami. Piotruś bardzo chciał, twój tata również jest szczęśliwy, kiedy je do nich zawożę. Twój tata mówi, że póki jest sprawny, to mogę korzystać z jego usług. Obiecał Piotrusiowi budowę skoczni i skoki, a później mają pójść wszyscy na spacer po Zębie.
Porozmawiałam jeszcze przez pół godziny z Kamilem, a następnie wzięłam kąpiel.
Rano zawiozłam dzieci do Zębu, a następnie pojechałam na cmentarz, później do klubu, a następnie wróciłam się przebrać.
Pojechałam zatem na spotkanie. Wszyscy byli dla mnie jakoś.. wyjątkowo mili. Każdy do mnie podchodził i się ze mną witał, a nie ukrywam, że na te ponad 30 osób były 2 kobiety ( w tym ja)
Usiadłam na krześle w pierwszym rzędzie obok właściciela jednego z klubów.
- Andrzej Niemyt jestem - powiedział, wyciągając do mnie rękę
- Katarzyna Witkowska-Stoch - odpowiedziałam, podając mu rękę
- Dzisiaj również będzie pani tak mocno grać.
- Jeśli pan uważa, że to jest gra, to muszę pana wyprowadzić z tego błędu. Ja po prostu stwierdzam fakty.
W tym momencie na salę wszedł prezes PZN, podszedł najpierw do jednych z "ważnych osób" się przywitać, a następnie podszedł do mnie i ucałował moją dłoń.
Gdy wszyscy już byli, pan prezes rozpoczął spotkanie od przywitania wszystkich gości i zarysowania celu dzisiejszego spotkania.
- Chciałbym poinformować wszystkich gości, że znaleźliśmy odpowiednich sponsorów. Na razie gruntowny remont czeka maleńką krokiew, a ze średnią? Zobaczymy - po chwili jednak dodał - Chciałbym powiedzieć, że sponsorzy sami się do nas zgłosili, a to zasługa przede wszystkim pani Katarzyny Witkowskiej-Stoch, dzięki której mamy sponsorów i już od początku maja ruszają prace remontowe na maleńkiej krokwi. Dziękuję.
Następnie zaczęli przemawiać inni panowie, aż w końcu przyszedł czas na mnie.
- Witam państwa bardzo serdecznie - zaczęłam - Od razu cieplej robi się na sercu, gdy słyszy się, że maleńka krokiew już od maja będzie remontowana. To ogromny krok dla nas i naszych podopiecznych. Szczególne podziękowania kieruję do tych wszystkich, którzy chcą dać pieniądze na remont skoczni. To im powinniśmy teraz dziękować za to, że chcą przyczynić się do rozwijania młodych polskich skoczków. Szczególne podziękowania kieruję do władz Polskiego Związku Narciarskiego. Gdyby nie oni, nie moglibyśmy cieszyć się przyszłym remontem. Jednak teraz nikt nie powinien osiąść na laurach i powiedzieć, że "już swoje zrobiliśmy, teraz tylko czekajmy". Powinniśmy wszyscy znów wziąć się w garść , teraz powinniśmy zrobić coś dla kadr C,B i A. Mam nadzieję, że w końcu i oni zostaną nagrodzeni pewną rzeczą, ale teraz nie o tym. Skupmy się na remoncie najpierw maleńkiej, a później w przyszłości średniej krokwi. Dziękuję.
Po czym usiadłam na swoim miejscu.
O 17:30 przyszedł czas na podsumowanie spotkania, a następnie wszyscy rozeszliśmy się do swoich domów. Ja pojechałam prosto do Zębu po dzieciaki, a następnie do Zakopanego, gdzie zobaczyłam wyniki kwalifikacji, w których Kamil zajął 2 miejsce.
W sobotę rano zadzwonił do mnie Bronisław z zaproszeniem na obiad do nich. Zgodziłam się. I tak siedziałabym sama z dziećmi i oglądała skoki narciarskie.
A więc do południa posprzątałam w całym domu, a następnie zaczęłam się szykować.
Piotrusiowi założyłam szarą koszulę, Wiktorii różową sukieneczkę.
Pojechaliśmy razem do Zębu. Piotruś bardzo się ucieszył. Bardzo lubi jeździć do dziadków.
Krystyna krzątała się w kuchni, a Bronisław zaprowadził nas do jadalni.
Piotruś bawił się na dywanie zabawkami Abdula, Wiktoria siedziała u mnie na kolanach, a po chwili leżała na kanapie, gdzie zaraz zasnęła.
Po chwili z góry zeszła Natalia i usiadła obok mnie.
- A gdzie Anna?
- Pojechali do Anglii na miesiąc - powiedział Bronisław
- I nic nie powiedziała? - zdziwiłam się
- Wczoraj wieczorem mieli wylot.
- No to ja nic nie wiem, chyba, że Kamil, ale....to by coś mówił.
- Wyjechali na miesiąc, do rodziny Alexa. - powiedziała Natalia
- A ty? - spytałam Natalię - Jak uczelnia?
- Dobrze.
- A ty studiujesz...
- Położnictwo.
- No właśnie! Zawsze mi się myli. Albo pielęgniarstwo albo położnictwo.
- A Michał na AWF? - spytał Bronisław
- Tak. Michał AWF. Ostatnio zapowiedział mi się, że jak skończy studia, to mam mu szykować miejsce u nas w klubie.
- Czyli Michał ma już sprecyzowane plany na życie!
- Na to wygląda! - powiedziałam
Krystyna przyniosła do stołu rybę, którą przyrządziła.
Po zjedzonym obiedzie przyszedł czas na konkurs skoków narciarskich. Konkurs drużynowy.
- Dzwonili do mnie dziennikarze - powiedział w pewnym momencie Bronisław - Jestem umówiony z nimi na wywiad.
- A kiedy? - spytałam
- W poniedziałek.
Konkurs drużynowy zakończył się dla nas bardzo dobrze. Zajęliśmy drugie miejsce.
W niedziele w konkursie drużynowym również bardzo dobrze się spisaliśmy. Kamil wygrał konkurs. Maciek był drugi. Piotrek 4, Olek 5, Jakub 11, a Stefek 18.
W taki o to sposób Kamil wygrał ponownie Raw Air.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Komentarze
Prześlij komentarz