Nadszedł początek listopada. Wszystkich świętych. Pojechaliśmy najpierw na zakopiańskie cmentarze, a po południu pojechaliśmy do Prus. W drodze powrotnej stanęliśmy u mojej mamy.
Mama ugościła nas kawą i ciastem.
- Widziałam się mama z Kornelią? - spytałam
- Tak, byłam u niej nawet kilka razy. Ona również z Bartkiem u mnie.
- I jak się przyszły zięć podoba? - spytałam
- Z charakteru nawet fajny taki i pogada, ale ta jego broda do mnie nie przemawia - powiedziała mama
Po chwili jednak spytała:
- A jak tam twoje studia?
- Dobrze - odpowiedziałam - Jest mało godzin, więc 3-4 godzinki dziennie, ale jest sporo nauki - uśmiechnęłam się
- To jest 4 rok?
- Tak - odpowiedziałam
- A praca magisterska na 5?
- Tak
- No to jeszcze droga przed tobą.
- Wiem, ale jak na razie jest fajnie. Już miesiąc za mną - powiedziałam
- A kto siedzi z dzieciakami? - spytała mama
- Raz moi rodzice - odpowiedział Kamil
- A czasami siostra Kamila - Ania - odpowiedziałam
W tym momencie po schodach zeszła Julka i Piotrek. Przywitałam się z nimi.
Spojrzałam się na wysokiego jak drzewo Piotrka, który był większy nawet od Kamila.
- Jak tam Julia w szkole? - spytałam
- Dobrze
- Do pierwszej klasy chodzisz? - spytał Kamil
- Tak
- No to fajnie - powiedziałam - Ile jest was w klasie?
- 8 osób
- 8? Mało - powiedziałam - Jak ja chodziłam, to było nas 17 osób.
Po chwili jednak spytałam:
- A ile dziewczyn?
- 5
- Czyli macie trzech rodzynków w klasie - uśmiechnęłam się
- Trzech Antków.
- Naprawdę?
- Tak. Antoni, Antoni i Antoni - uśmiechnęła się Julka.
Po chwili powróciłam do rozmowy z mamą.
- O! Przypomniałam sobie - powiedziała mama, po czym pobiegła do szufladki w komodzie
Wróciła do nas z białą kopertą.
- Ciocia Janinka kazała przekazać - po czym podała mi kopertę
Otworzyłam ją, a tam było zaproszenie na chrzest Antosi - 7 listopada.
- Już teraz? Tak szybko? - zdziwiłam się
- Tak, bo później im nie pasuje
- A kiedy jest 7 listopada? - spytałam
Julka pobiegła szybko do kalendarza
- W niedzielę - odpowiedziała mi
- A jakieś potwierdzenie, to do kiedy? - spytałam
- Tam na dole jest napisane. - odpowiedziała mi
Spojrzałam na zaproszenie. Do 3 listopada potwierdzenie.
- Czyli do środy - odpowiedziałam
- A gdzie to jest? - spytał Kamil
- W Wieliczce - przeczytałam
Jednak się zdziwiłam, bo przecież ciocia Janina jeszcze rok temu mieszkała w okolicach Śląska
- Jak to w Wieliczce? - spytałam mamy
- No tak to. Przed samym porodem Janinki przeprowadzili się do Wieliczki.
- No to nie wiedziałam.
Schowałam zaproszenie do koperty, a następnie do torebki
- A co ty nic nie mówisz? - spytałam Piotrka
- A co mam mówić?
- Jak ci w szkole idzie?
- No ok...
- Uczysz się w Krakowie? - spytał Kamil
- Tak, szkoła sportowa. Zacząłem drugą klasę.
- Liceum czy technikum sportowe?
- Liceum.
- No to jeszcze rok ci pozostał i co, jakie studia? - Kamil był bardzo ciekawy
- Tak, na AWF-ie.
- Bardziej chcesz być sportowcem, trenerem?
- Sportowcem
- Piłkarz?
- Nie, lekkoatleta - uśmiechnął się Piotrek - Brałem udział w mistrzostwach Polski w skoku o tyczce.
- I jak?
- Drugie miejsce
- To i tak dobrze - powiedział Kamil
- Próbowałem też biegi na 800 metrów, a także na 1500 metrów, ale... 4 i 2 miejsce, jednak skok o tyczce jest fajniejszy
- A kiedy kolejne zawody?
- Halowe mistrzostwa Polski końcem listopada.
Posiedzieliśmy jeszcze przez pół godziny u mojej mamy, a następnie wracaliśmy do Zakopanego. Przejeżdżając przez Kraków zadzwoniłam do Kornelii, czy jest w domu. Powiedziała, że tak. Postanowiliśmy zatem ją odwiedzić.
Na początku przytulałyśmy się za wszystkie czasy, a potem przyglądałam się tej małej kruszynce, jaką jest Szymuś.
- Dobrze, że jesteś - powiedziała Kornelia.
- Tak, a co?
- Bo mam do ciebie.... Czy zostałabyś matką chrzestną Piotrusia?
- Ja?
- Tak, ty...
- No pewnie, że się zgodzę - powiedziałam
Była to najszczęśliwsza wiadomość dnia. Być matką chrzestną takiej kruszynki... aż wzięłam z zachwytu Szymusia na ręce.
- A kiedy ten chrzest? - spytałam
- W niedzielę 14 listopada.
- Jak się złożyło - powiedziałam
- A co?
- 7 listopada ciocia Janina chrzci Antosię
- A no tak!
- A co, jedziecie?
- Nie... Nie jedziemy. Ciocia proponowała mi, abym zostałam matką chrzestną, ale odmówiłam
- A kto będzie?
- Chyba Jola wujka Bronka
- A ojcem chrzestnym u Antosi?
- Piotrek
- Nasz Piotrek?!
- Tak
- To się nic nie chwalił
- Cały Piotrek
- A u Szymusia kto ojcem chrzestnym?
- Michał
- Nasz Michałek?
- Tak
- No to pewnie zadowolony.
- Tak, ale sama widzisz... nie ma kogo wziąć. Ma się tyle rodzeństwa i ... nie ma kogo wybrać. Myślałam też o Piotrku, ale jak mama mi powiedziała, że ciocia Janina go poprosiła, a on się zgodził... To został mi tylko Michał... Nie chciałam też ciebie obciążać, bo jesteś chrzestną i u Marceliny i u Justyny Żyły. Na myśli miałam też Jolę, ale... znów ciocia była szybsza. Myślałam o Marcelinie, ale... dawno się z nią nie widziałam. Kontakt się urwał, więc po co będę ją prosić z daleka w dodatku.
Spędziliśmy u Kornelii ponad dwie godziny, a następnie wróciliśmy do Zakopanego. Potwierdziłam obecność na chrzcie Antosi telefonicznie, a następnie wykąpałam dzieci i położyłam je spać.
W środę, trzeciego listopada wraz z Kamilem odebraliśmy logo naszego nowego sklepu "Kamiland", następnie powiesiliśmy szyld przed wejściem. Sklep nie był jeszcze gotowy, ale zakupiliśmy już 4 maszyny do szycia, 4 stoliki i krzesełka. Po południu zamówiliśmy przez internet materiały : kolorową wełnę, pompony, wszystko to, z czego chcieliśmy robić nasze czapki, szaliki, rękawiczki i torby materiałowe. Zamówienie miało przyjść za ponad tydzień, a my w tym czasie umówiliśmy się z drukarnią, a produkcję kilku tysięcy pudełek tekturowych z logo naszej marki, a także zamówiliśmy tekturowe dwie metki, które będą przyłączone do naszych produktów. Pierwsza z nich to logo naszej firmy, czyli narysowana twarz Kamila w googlach, a druga to zdjęcie Kamila, który skacze, wykonane podczas naszego wspólnego wrześniowego wypadu na górskie łąki.
Wszystko było już dopracowane. Strona internetowa została robiona przez naszego informatyka, a otwarcie planowane na grudzień. Kamil był bardzo przejęty tym wszystkim, ale zapewniałam go, że wszystko pójdzie po jego myśli.
Kamil również dorzucił swoje trzy grosze do produkcji i powiedział, że klienci, zamawiając nasze produkty internetowo, dostaną kartkę z jego autografem. To miły gest z jego strony.
Sprzedaż produktów będzie prowadzona przez internet, ale jeśli ktoś wejdzie do naszego sklepu, również może kupić jakąś czapkę, ale bardziej preferujemy sklep internetowy.
Nadeszła niedziela - 7 listopada. Chrzest miał odbyć się w kościele w Wieliczce o godzinie 13:00.
Musieliśmy wyjechać jednak dwie godziny wcześniej, więc już od samego rana biegałam z żelazkiem.
Kamil założył białą koszulę i spodnie od garnituru. Piotrusiowi założyłam błękitną koszulę i jeansy.
Ja zaś założyłam granatową sukienkę.
Do tego miałam rozpuszczone włosy
Wiktorii zaś założyłam sukieneczkę z bezrękawnikiem
Zrobiliśmy sobie jeszcze wspólne zdjęcie, po czym Kamil zapiął dzieci w foteliki, ja wzięłam prezent i pojechaliśmy prosto do Wieliczki. Na chrzest święty kupiliśmy Antosi takie małe białe pudełeczko z dwoma gołąbkami, a na nim wygrawerowany napis "Chrzest Święty Antosi"
W Wieliczce byliśmy za 10 13:00. Weszliśmy zatem do kościoła, ale gdy tylko Piotruś zobaczył w rzędach obok Julkę - moją siostrę, od razu do niej pobiegł i usiadł pomiędzy nią a moją mamą. Cóż... Bardzo polubił Julkę, lubi się z nią bawić i takie tam.
W pierwszym rzędzie siedziała już ciocia Janina ubrana w białą sukienkę, do tego wujek Wiktor, a obok nich siedziała Jola w błękitnej sukience, a o bok Piotrek w garniturze.
Antosia bardzo płakała podczas chrztu, a szczególnie, gdy ksiądz polewał jej głowę wodą i robił znak krzyża świętego. Gdy wszyscy wyszliśmy z kościoła, Kamil zaniemówił. Stał jak wryty i patrzył się na ciocię Janinę, trzymającą na rękach małą Antosię.
- Co ci jest? - spytałam
- A nie obrazisz się?
- Nie
- Nie wiedziałem, że ta twoja ciocia jest taka... stara
- No cóż, ma dopiero albo i aż 43 lata.
- A ten wujek to starszy od niej?
- Tak, bodajże o 5 lat
- No to... Nie chcę nikogo obrażać, ale.... co to będzie za macierzyństwa i ... tacierzyństwo, skoro jest się takim... starym, przecież jak dziecko będzie miało przypuśćmy 18 lat, to oni będą już wtedy po 60-tce.
Pojechaliśmy prosto do domu cioci Janiny i wujka Wiktora. Był to mały domek na skrajach Wieliczki, od razu wchodziło się do korytarzyka, na wprost kotłownia, po lewo łazieneczka, po prawo kuchnia, z kuchni przejście do salonu, a z salonu do pokoiku Antosi.
Na chrzcinach było.. mało osób. Była nasza czwórka, moja mama, Julka, Piotrek, Jola z mężem i dziećmi, a także wujek Bronisław i Aurora (rodzice Joli i Janka, a moje wujostwo) Michał niestety nie mógł przyjechać, to samo z Kornelią, Janek - brat Joli również nie przyjechał z żoną i dziećmi... Janek przeprowadził się z samego Krakowa do Częstochowy, czy w okolice i nie mógł przyjechać... Cóż, ale i tak spędziliśmy ten dzień w wesołym, miłym gronie. Najpierw wręczyliśmy małej Antosi prezent, a potem usiedliśmy w salonie.
Usiedliśmy sobie pomiędzy moją mamą, a Jolą. W pewnym momencie wujek Wiktor postawił na stole butelkę wódki i zaczął wyjmować kieliszki.
Spytałam się Kamila:
- Pijesz?
- No nie wiem, kto będzie prowadzić?
- Ja wzięłam dokumenty - powiedziałam - Więc możesz się napić
- Ale na pewno pojedziesz?
- Tak, pojadę.
Posiedzieliśmy u cioci Janiny i wujka Wiktora do 18:00, a następnie wróciliśmy do Zakopanego.
W następną niedzielę miał odbyć się chrzest Szymona Franciszka w Krakowie o 12:00. Musieliśmy być jednak wcześniej, bo musiałam dostarczyć zaświadczenie, że przystąpiłam do sakramentu bierzmowania.
Kamil ponownie założył białą koszulę, Piotrusiowi również założyłam taką białą koszulę.
Wiktorii założyłam sukieneczkę.
Ja zaś założyłam błękitną sukienkę z odkrytymi ramionami, jednak założyłam na to czarną marynarkę.
Do tego rozpuściłam swoje włosy i zrobiłam lekkie upięcie
Na prezent kupiłam Szymonowi srebrny łańcuszek z Matką Boską, a na odwrocie był wygrawerowany napis "Chrzest Święty Szymonka 14.11.2021"
Pojechaliśmy zatem do Krakowa. Najpierw udałam się do zakrystii, gdzie złożyłam podpis w księdze, a później usiadłam na miejscu obok Kornelii i Michała.
Przyszedł czas na główny moment uroczystości. Kapłan podszedł do nas i spytał się rodziców małego Szymona
- Jakie imię wybraliście dla dziecka?
- Szymon Franciszek
- O co prosicie Kościół Święty dla Szymona Franciszka?
- O chrzest
- Prosząc o Chrzest dla Waszego dziecka przyjmujecie na siebie obowiązek wychowania go w wierze, aby zachowując Boże przykazania, miłował Boga i bliźniego, jak nauczył nas Jezus Chrystus. Czy jesteście świadomi tego obowiązku?
- Jesteśmy świadomi
- A wy, Rodzice chrzestni, czy jesteście gotowi pomagać rodzicom tego dziecka w wypełnianiu obowiązku?
- Jesteśmy gotowi - odpowiedziałam wraz z Michałem
- Szymonie Franciszku, wspólnota chrześcijańska przyjmuje was z wielką radością. Ja zaś w imieniu tej wspólnoty znaczę was znakiem Krzyża, a po mnie naznaczą was tym samym znakiem Chrystusa Zbawiciela twoi rodzice i chrzestni.
Następnie podszedł do nas i nakreślił na czole Szymka znak krzyża, później uczyniła to Kornelia z Bartkiem, a na koniec ja z Michałem.
Później przyszedł czas na wyrzeczenie, modlitwy i takie inne.
O 13:00 wyszliśmy z kościoła i pojechaliśmy prosto do restauracji, w której miało odbyć przyjęcie po chrzcinach Szymona.
Na sam początek wzięłam małego Szymusia i poprosiłam Kornelię o zrobienie nam zdjęcia. Następnie zrobiłam zdjęcie z Michałem, później z Kamilem, a potem do mnie i Kamila dołączył Piotruś i Wiktoria.
Później wręczyłam Szymusiowi prezent. Następnie wszyscy usiedliśmy na miejscach, gdy na salę wjechał tort. Niebieski tort z napisem "Chrzest Święty Szymona Franciszka". Najpierw zrobiłam zdjęcie tortu, a później Kornelia pokroiła go i każdy z nas zjadł po kawałku. Nawet Piotrusiowi posmakował. Cud!
Tego dnia, to ja napiłam się trzy kieliszki wódki, Kamil miał zaś kierować.
Siedzieliśmy prawie do 19:00, jednak musieliśmy już wracać. Droga trwała ponad 2 godziny, więc po 21:00 byliśmy w Zakopanem.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
kiki2000
Mama ugościła nas kawą i ciastem.
- Widziałam się mama z Kornelią? - spytałam
- Tak, byłam u niej nawet kilka razy. Ona również z Bartkiem u mnie.
- I jak się przyszły zięć podoba? - spytałam
- Z charakteru nawet fajny taki i pogada, ale ta jego broda do mnie nie przemawia - powiedziała mama
Po chwili jednak spytała:
- A jak tam twoje studia?
- Dobrze - odpowiedziałam - Jest mało godzin, więc 3-4 godzinki dziennie, ale jest sporo nauki - uśmiechnęłam się
- To jest 4 rok?
- Tak - odpowiedziałam
- A praca magisterska na 5?
- Tak
- No to jeszcze droga przed tobą.
- Wiem, ale jak na razie jest fajnie. Już miesiąc za mną - powiedziałam
- A kto siedzi z dzieciakami? - spytała mama
- Raz moi rodzice - odpowiedział Kamil
- A czasami siostra Kamila - Ania - odpowiedziałam
W tym momencie po schodach zeszła Julka i Piotrek. Przywitałam się z nimi.
Spojrzałam się na wysokiego jak drzewo Piotrka, który był większy nawet od Kamila.
- Jak tam Julia w szkole? - spytałam
- Dobrze
- Do pierwszej klasy chodzisz? - spytał Kamil
- Tak
- No to fajnie - powiedziałam - Ile jest was w klasie?
- 8 osób
- 8? Mało - powiedziałam - Jak ja chodziłam, to było nas 17 osób.
Po chwili jednak spytałam:
- A ile dziewczyn?
- 5
- Czyli macie trzech rodzynków w klasie - uśmiechnęłam się
- Trzech Antków.
- Naprawdę?
- Tak. Antoni, Antoni i Antoni - uśmiechnęła się Julka.
Po chwili powróciłam do rozmowy z mamą.
- O! Przypomniałam sobie - powiedziała mama, po czym pobiegła do szufladki w komodzie
Wróciła do nas z białą kopertą.
- Ciocia Janinka kazała przekazać - po czym podała mi kopertę
Otworzyłam ją, a tam było zaproszenie na chrzest Antosi - 7 listopada.
- Już teraz? Tak szybko? - zdziwiłam się
- Tak, bo później im nie pasuje
- A kiedy jest 7 listopada? - spytałam
Julka pobiegła szybko do kalendarza
- W niedzielę - odpowiedziała mi
- A jakieś potwierdzenie, to do kiedy? - spytałam
- Tam na dole jest napisane. - odpowiedziała mi
Spojrzałam na zaproszenie. Do 3 listopada potwierdzenie.
- Czyli do środy - odpowiedziałam
- A gdzie to jest? - spytał Kamil
- W Wieliczce - przeczytałam
Jednak się zdziwiłam, bo przecież ciocia Janina jeszcze rok temu mieszkała w okolicach Śląska
- Jak to w Wieliczce? - spytałam mamy
- No tak to. Przed samym porodem Janinki przeprowadzili się do Wieliczki.
- No to nie wiedziałam.
Schowałam zaproszenie do koperty, a następnie do torebki
- A co ty nic nie mówisz? - spytałam Piotrka
- A co mam mówić?
- Jak ci w szkole idzie?
- No ok...
- Uczysz się w Krakowie? - spytał Kamil
- Tak, szkoła sportowa. Zacząłem drugą klasę.
- Liceum czy technikum sportowe?
- Liceum.
- No to jeszcze rok ci pozostał i co, jakie studia? - Kamil był bardzo ciekawy
- Tak, na AWF-ie.
- Bardziej chcesz być sportowcem, trenerem?
- Sportowcem
- Piłkarz?
- Nie, lekkoatleta - uśmiechnął się Piotrek - Brałem udział w mistrzostwach Polski w skoku o tyczce.
- I jak?
- Drugie miejsce
- To i tak dobrze - powiedział Kamil
- Próbowałem też biegi na 800 metrów, a także na 1500 metrów, ale... 4 i 2 miejsce, jednak skok o tyczce jest fajniejszy
- A kiedy kolejne zawody?
- Halowe mistrzostwa Polski końcem listopada.
Posiedzieliśmy jeszcze przez pół godziny u mojej mamy, a następnie wracaliśmy do Zakopanego. Przejeżdżając przez Kraków zadzwoniłam do Kornelii, czy jest w domu. Powiedziała, że tak. Postanowiliśmy zatem ją odwiedzić.
Na początku przytulałyśmy się za wszystkie czasy, a potem przyglądałam się tej małej kruszynce, jaką jest Szymuś.
- Dobrze, że jesteś - powiedziała Kornelia.
- Tak, a co?
- Bo mam do ciebie.... Czy zostałabyś matką chrzestną Piotrusia?
- Ja?
- Tak, ty...
- No pewnie, że się zgodzę - powiedziałam
Była to najszczęśliwsza wiadomość dnia. Być matką chrzestną takiej kruszynki... aż wzięłam z zachwytu Szymusia na ręce.
- A kiedy ten chrzest? - spytałam
- W niedzielę 14 listopada.
- Jak się złożyło - powiedziałam
- A co?
- 7 listopada ciocia Janina chrzci Antosię
- A no tak!
- A co, jedziecie?
- Nie... Nie jedziemy. Ciocia proponowała mi, abym zostałam matką chrzestną, ale odmówiłam
- A kto będzie?
- Chyba Jola wujka Bronka
- A ojcem chrzestnym u Antosi?
- Piotrek
- Nasz Piotrek?!
- Tak
- To się nic nie chwalił
- Cały Piotrek
- A u Szymusia kto ojcem chrzestnym?
- Michał
- Nasz Michałek?
- Tak
- No to pewnie zadowolony.
- Tak, ale sama widzisz... nie ma kogo wziąć. Ma się tyle rodzeństwa i ... nie ma kogo wybrać. Myślałam też o Piotrku, ale jak mama mi powiedziała, że ciocia Janina go poprosiła, a on się zgodził... To został mi tylko Michał... Nie chciałam też ciebie obciążać, bo jesteś chrzestną i u Marceliny i u Justyny Żyły. Na myśli miałam też Jolę, ale... znów ciocia była szybsza. Myślałam o Marcelinie, ale... dawno się z nią nie widziałam. Kontakt się urwał, więc po co będę ją prosić z daleka w dodatku.
Spędziliśmy u Kornelii ponad dwie godziny, a następnie wróciliśmy do Zakopanego. Potwierdziłam obecność na chrzcie Antosi telefonicznie, a następnie wykąpałam dzieci i położyłam je spać.
W środę, trzeciego listopada wraz z Kamilem odebraliśmy logo naszego nowego sklepu "Kamiland", następnie powiesiliśmy szyld przed wejściem. Sklep nie był jeszcze gotowy, ale zakupiliśmy już 4 maszyny do szycia, 4 stoliki i krzesełka. Po południu zamówiliśmy przez internet materiały : kolorową wełnę, pompony, wszystko to, z czego chcieliśmy robić nasze czapki, szaliki, rękawiczki i torby materiałowe. Zamówienie miało przyjść za ponad tydzień, a my w tym czasie umówiliśmy się z drukarnią, a produkcję kilku tysięcy pudełek tekturowych z logo naszej marki, a także zamówiliśmy tekturowe dwie metki, które będą przyłączone do naszych produktów. Pierwsza z nich to logo naszej firmy, czyli narysowana twarz Kamila w googlach, a druga to zdjęcie Kamila, który skacze, wykonane podczas naszego wspólnego wrześniowego wypadu na górskie łąki.
Wszystko było już dopracowane. Strona internetowa została robiona przez naszego informatyka, a otwarcie planowane na grudzień. Kamil był bardzo przejęty tym wszystkim, ale zapewniałam go, że wszystko pójdzie po jego myśli.
Kamil również dorzucił swoje trzy grosze do produkcji i powiedział, że klienci, zamawiając nasze produkty internetowo, dostaną kartkę z jego autografem. To miły gest z jego strony.
Sprzedaż produktów będzie prowadzona przez internet, ale jeśli ktoś wejdzie do naszego sklepu, również może kupić jakąś czapkę, ale bardziej preferujemy sklep internetowy.
Nadeszła niedziela - 7 listopada. Chrzest miał odbyć się w kościele w Wieliczce o godzinie 13:00.
Musieliśmy wyjechać jednak dwie godziny wcześniej, więc już od samego rana biegałam z żelazkiem.
Kamil założył białą koszulę i spodnie od garnituru. Piotrusiowi założyłam błękitną koszulę i jeansy.
Ja zaś założyłam granatową sukienkę.
Do tego miałam rozpuszczone włosy
Wiktorii zaś założyłam sukieneczkę z bezrękawnikiem
Zrobiliśmy sobie jeszcze wspólne zdjęcie, po czym Kamil zapiął dzieci w foteliki, ja wzięłam prezent i pojechaliśmy prosto do Wieliczki. Na chrzest święty kupiliśmy Antosi takie małe białe pudełeczko z dwoma gołąbkami, a na nim wygrawerowany napis "Chrzest Święty Antosi"
W Wieliczce byliśmy za 10 13:00. Weszliśmy zatem do kościoła, ale gdy tylko Piotruś zobaczył w rzędach obok Julkę - moją siostrę, od razu do niej pobiegł i usiadł pomiędzy nią a moją mamą. Cóż... Bardzo polubił Julkę, lubi się z nią bawić i takie tam.
W pierwszym rzędzie siedziała już ciocia Janina ubrana w białą sukienkę, do tego wujek Wiktor, a obok nich siedziała Jola w błękitnej sukience, a o bok Piotrek w garniturze.
Antosia bardzo płakała podczas chrztu, a szczególnie, gdy ksiądz polewał jej głowę wodą i robił znak krzyża świętego. Gdy wszyscy wyszliśmy z kościoła, Kamil zaniemówił. Stał jak wryty i patrzył się na ciocię Janinę, trzymającą na rękach małą Antosię.
- Co ci jest? - spytałam
- A nie obrazisz się?
- Nie
- Nie wiedziałem, że ta twoja ciocia jest taka... stara
- No cóż, ma dopiero albo i aż 43 lata.
- A ten wujek to starszy od niej?
- Tak, bodajże o 5 lat
- No to... Nie chcę nikogo obrażać, ale.... co to będzie za macierzyństwa i ... tacierzyństwo, skoro jest się takim... starym, przecież jak dziecko będzie miało przypuśćmy 18 lat, to oni będą już wtedy po 60-tce.
Pojechaliśmy prosto do domu cioci Janiny i wujka Wiktora. Był to mały domek na skrajach Wieliczki, od razu wchodziło się do korytarzyka, na wprost kotłownia, po lewo łazieneczka, po prawo kuchnia, z kuchni przejście do salonu, a z salonu do pokoiku Antosi.
Na chrzcinach było.. mało osób. Była nasza czwórka, moja mama, Julka, Piotrek, Jola z mężem i dziećmi, a także wujek Bronisław i Aurora (rodzice Joli i Janka, a moje wujostwo) Michał niestety nie mógł przyjechać, to samo z Kornelią, Janek - brat Joli również nie przyjechał z żoną i dziećmi... Janek przeprowadził się z samego Krakowa do Częstochowy, czy w okolice i nie mógł przyjechać... Cóż, ale i tak spędziliśmy ten dzień w wesołym, miłym gronie. Najpierw wręczyliśmy małej Antosi prezent, a potem usiedliśmy w salonie.
Usiedliśmy sobie pomiędzy moją mamą, a Jolą. W pewnym momencie wujek Wiktor postawił na stole butelkę wódki i zaczął wyjmować kieliszki.
Spytałam się Kamila:
- Pijesz?
- No nie wiem, kto będzie prowadzić?
- Ja wzięłam dokumenty - powiedziałam - Więc możesz się napić
- Ale na pewno pojedziesz?
- Tak, pojadę.
Posiedzieliśmy u cioci Janiny i wujka Wiktora do 18:00, a następnie wróciliśmy do Zakopanego.
W następną niedzielę miał odbyć się chrzest Szymona Franciszka w Krakowie o 12:00. Musieliśmy być jednak wcześniej, bo musiałam dostarczyć zaświadczenie, że przystąpiłam do sakramentu bierzmowania.
Kamil ponownie założył białą koszulę, Piotrusiowi również założyłam taką białą koszulę.
Wiktorii założyłam sukieneczkę.
Ja zaś założyłam błękitną sukienkę z odkrytymi ramionami, jednak założyłam na to czarną marynarkę.
Do tego rozpuściłam swoje włosy i zrobiłam lekkie upięcie
Na prezent kupiłam Szymonowi srebrny łańcuszek z Matką Boską, a na odwrocie był wygrawerowany napis "Chrzest Święty Szymonka 14.11.2021"
Pojechaliśmy zatem do Krakowa. Najpierw udałam się do zakrystii, gdzie złożyłam podpis w księdze, a później usiadłam na miejscu obok Kornelii i Michała.
Przyszedł czas na główny moment uroczystości. Kapłan podszedł do nas i spytał się rodziców małego Szymona
- Jakie imię wybraliście dla dziecka?
- Szymon Franciszek
- O co prosicie Kościół Święty dla Szymona Franciszka?
- O chrzest
- Prosząc o Chrzest dla Waszego dziecka przyjmujecie na siebie obowiązek wychowania go w wierze, aby zachowując Boże przykazania, miłował Boga i bliźniego, jak nauczył nas Jezus Chrystus. Czy jesteście świadomi tego obowiązku?
- Jesteśmy świadomi
- A wy, Rodzice chrzestni, czy jesteście gotowi pomagać rodzicom tego dziecka w wypełnianiu obowiązku?
- Jesteśmy gotowi - odpowiedziałam wraz z Michałem
- Szymonie Franciszku, wspólnota chrześcijańska przyjmuje was z wielką radością. Ja zaś w imieniu tej wspólnoty znaczę was znakiem Krzyża, a po mnie naznaczą was tym samym znakiem Chrystusa Zbawiciela twoi rodzice i chrzestni.
Następnie podszedł do nas i nakreślił na czole Szymka znak krzyża, później uczyniła to Kornelia z Bartkiem, a na koniec ja z Michałem.
Później przyszedł czas na wyrzeczenie, modlitwy i takie inne.
O 13:00 wyszliśmy z kościoła i pojechaliśmy prosto do restauracji, w której miało odbyć przyjęcie po chrzcinach Szymona.
Na sam początek wzięłam małego Szymusia i poprosiłam Kornelię o zrobienie nam zdjęcia. Następnie zrobiłam zdjęcie z Michałem, później z Kamilem, a potem do mnie i Kamila dołączył Piotruś i Wiktoria.
Później wręczyłam Szymusiowi prezent. Następnie wszyscy usiedliśmy na miejscach, gdy na salę wjechał tort. Niebieski tort z napisem "Chrzest Święty Szymona Franciszka". Najpierw zrobiłam zdjęcie tortu, a później Kornelia pokroiła go i każdy z nas zjadł po kawałku. Nawet Piotrusiowi posmakował. Cud!
Tego dnia, to ja napiłam się trzy kieliszki wódki, Kamil miał zaś kierować.
Siedzieliśmy prawie do 19:00, jednak musieliśmy już wracać. Droga trwała ponad 2 godziny, więc po 21:00 byliśmy w Zakopanem.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
kiki2000






Komentarze
Prześlij komentarz