Nadszedł grudzień i otwarcie Kamilandu.
Otwarcie miało nastąpić w poniedziałek 20 grudnia. Już od kilku tygodni nasze krawcowe - pieszczotliwe zwane elfami pracowały od rana do wieczora, aby wszystkich podstawowych wzorów było ponad 60. Do tego tyle samo szalików i par rękawiczek, oczywiście wszystko do tzw. kompletu, czyli tyle samo wzorów. Wzorów na razie mieliśmy 9, do tego zostały uszyte torby materiałowe, które zostały odesłane do drukarni, a na nich zostały wykonane różne wzory. Najpierw wykonaliśmy 3 wzory. Pierwszy t0 skocznia w Zakopanem, drugi to logo naszej firmy, a trzeci to napis KAMIL STOCH TEAM i rysunek skoczka narciarskiego.
13 grudnia w poniedziałek odebrałam z drukarni tekturowe metki i pudełka do pakowania naszych produktów.
Pojechałam zatem do naszego sklepu, gdzie przekazałam naszym elfom metki, które miały je wszyć delikatnie w czapki. Ja zaś zostawiłam dzieciaki u teściów i pojechałam na zajęcia. Podczas zajęć dostałam SMS-a od Kamila:
"Hej kochanie. Ja już jestem w domu. Odbiorę dzieciaki od rodziców i pojadę do Kamilandu. O której wrócisz?"
Odpisałam mu:
"Ja dzisiaj mam do 16:00, więc będę za 4 godziny. Obiad masz w lodówce. Zrobiłam pyzy. Odebrałam już pudełka i metki i dostarczyłam do elfów :). Przypilnuj je tam. Od razu po zajęciach pojadę do was do Kamilandu."
"Ok. Po drodze skoczę jeszcze do klubu."
"To skocz, bo masz daleko :)"
"Dobra, dobra"
Schowałam telefon i uczestniczyłam dalej w zajęciach.
Od razu po zajęciach pojechałam do Kamilandu. Nasze elfy starannie wszywały metki, a pani Krysia , która ma miejsce w kącie siedziała i spokojnie, bez pośpiechu robiła kolejne czapki. Kamil siedział za ladą i podpisywał kartki z autografami, a także robił zamówienie na nowe materiały do naszych produktów.
Ja zaś wzięłam nasze czapki , szaliki, rękawiczki i torby , wzięłam aparat i zaczęłam robić im zdjęcia, które wysłałam do naszego informatyka wraz z ustalonymi przeze mnie i przez Kamila cenami.
Do domu wróciliśmy dopiero po 18:00.
Następnego dnia wzięliśmy udział w naszej mini sesji zdjęciowej. Wyszliśmy na nasze podwórko, na tle gór, mając na głowach nasze czapki, szaliki i rękawiczki. Najpierw ja zrobiłam kilka zdjęć Kamilowi, a później Kamil zrobił zdjęcia mi. Następnie wysłaliśmy te zdjęcia naszemu informatykowi, aby wstawił ją na stronie głównej naszej strony i przy zakładce "O nas".
Założyliśmy nawet konta Kamilandu na Facebooku i Instagramie. Tam codziennie dodawałam po jednym zdjęciu z naszej mini sesji i dodawałam na portale społecznościowe, odliczając dni do wielkiego otwarcia 20 grudnia. Akurat był to poniedziałek, więc otwarcie zapowiedziano na godzinę 16:00, ponieważ Kamil wyjechał na konkursy Pucharu Świata do Engelbergu i planowo miał wrócić o 8:00 rano.
Nadszedł 20 grudnia. Kamil wrócił rano do domu. Niestety, ale nie mogłam spędzić z nim całego dopołudnia. Rano pojechałam na kurs menadżerski, a później prosto na uczelnie, gdzie miałam zajęcia do 14:30.
Gdy wróciłam do domu, od razu się przebrałam w jeansy i białą bluzkę.
Przed godziną 16:00 nasz informatyk "wrzucił " do internetu naszą nową stronę internetową.
A o równej 16:00 ja z Kamilem wstawiliśmy nasze zdjęcia z czapkami. Kamil wstawił siebie, trzymającego w rękach dwie czapki i mający wokół szyi szalik , a ja zaś siebie i Kamila ubranych w czapki, z szalikami i rękawiczkami.
Podaliśmy także adres strony internetowej i oznaczyliśmy naszą markę na zdjęciach. Pojechaliśmy zatem do naszego sklepu. Dzisiaj wszystkie 4 panie pracowały w pocie czoła, szyjąc dalej te same wzory czapek, szalików, rękawiczek.
Patrząc na to, że Kamila na instagramie obserwuje ponad 300 tysięcy osób, to niech chociaż połowa z nich zakupi jednej produkt, to i tak to jest 150 tysięcy produktów.
Na początku zrobił się ogromny "boom". Dostaliśmy mnóstwo zamówień i sami nie wiedzieliśmy, od czego mamy zacząć. Nie spodziewaliśmy się tak wielkiego zainteresowania. Ja byłam na magazynie otoczona naszymi produktami, pudełkami, autografami Kamila, które dorzucałam. Do tego Kamil oklejał paczki odpowiednimi naklejkami i danymi osobowymi. Gdy tylko pieniądze wpłynęły na nasze konto bankowe, paczka została odkładana w miejsce zamówień zapłaconych. Już pierwszego dnia przyjęliśmy około 200 zamówień. A to był dopiero początek naszych zamówień. Nie wiedziałam już sama, czego nam brakuje, każdego wieczora przeliczaliśmy dokładnie , ile mamy jakich produktów, a tych, których nie było oznaczaliśmy czerwonym paskiem na stronie internetowej z napisem "NIEDOSTĘPNY"
Przed samymi świętami 23 grudnia mieliśmy ponowne urwanie głowy, jednak poradziliśmy sobie z tym.
Nadeszły święta. Przez zajęcie się Kamilandem nie miałam dużo czasu, aby cokolwiek przygotować. Na szczęście te święta mieliśmy spędzić u rodziców Kamila. Więc przygotowałam tylko pierogi i rybę. Chociaż tyle - mniej stania w kuchni przy "garach"
Zapakowałam wszystko i schowałam do samochodu, a następnie zaczęliśmy ubierać choinkę. Piotruś był bardzo podekscytowany tym wszystkim. Wiktoria również. Piotruś sam decydował, gdzie powiesimy jaką bombkę, czy w tym roku będzie mniejsza czy większa gwiazdka na czubku. Daliśmy mu wolną rękę. Chcieliśmy mu przede wszystkim wynagrodzić, że w tym tygodniu nie mieliśmy dla niego tyle czasu co zawsze, ale jednak wszystko udało się nam uratować.
Przed godziną 17:00 zaczęliśmy się wszyscy szykować. Kamil jak zawsze ubrał białą koszulę i spodnie od garnituru. To samo z Piotrusiem, któremu założyłam czerwoną muszkę.
Ja zaś długo zastanawiałam się nad wyborem sukienki.
W końcu jednak znalazłam coś wyjątkowego w swojej szafie.
Pokochałam tiulowe spódnice, więc wiedziałam, że muszę ją mieć tego dnia na sobie. Do tego zrobiłam na włosach upięcie.
Wiktorii zaś założyłam sukieneczkę w leśne wzorki.
O 18:00 pojechaliśmy prosto do Zębu. Rodzice Kamila już tylko na nas czekali. Na początku podałam Krystynie pierogi i rybę, a gdy tylko wróciłyśmy z kuchni , każdy z nas wziął do ręki opłatek i składaliśmy sobie każdy każdemu życzenia świąteczne. Gdy składałam życzenia Kamilowi, mój mąż spojrzał się na mnie i powiedział:
- Ja nie chcę nic, pieniędzy, dobrze prosperującej firmy, klubu, bo mam ciebie - po czym pocałował mnie spontanicznie w usta
Był to piękny wyraz miłości.
Następnie przystąpiliśmy do jedzenia. Piotrusiowi bardzo posmakował barszcz przygotowany przez Anię. Na początku jednak wszyscy siedzieliśmy w milczeniu, dopiero Bronisław rozpoczął rozmowy.
- A jak tam ta wasza firma, wszystko idzie dobrze z planem?
- Tak, ale mamy strasznie dużo zamówień - powiedział Kamil
- Jak byliśmy we dwoje, to było nam lepiej to jakoś ogarnąć, ale zaraz po świętach - 28 Kamil już wyjeżdża i zostanę z tym wszystkim sama
- Teraz zrobił się boom, bo akurat każdy kupował po 2 po 3 komplety jako prezent na święta.
- Wczoraj jak wchodziłam wieczorem, to dokonano 10 zamówień.
- A jak klub? - spytała Krystyna
- Bardzo dobrze - odpowiedziałam - Prawie wszystkie kalendarze sprzedane - uśmiechnęłam się
- A co będzie z tych pieniędzy
- Wykonamy koszulki, spodnie z logo naszego klubu, a to co nam zostanie to odkładamy na nowe kombinezony, kaski ,google
- A kiedy robicie drugi nabór? - spytała Ania
- Mieliśmy tej jesieni, ale ... po pierwsze nie mieliśmy czasu, po drugie nie mamy jeszcze na oku żadnego trenera, a po trzecie... zajęliśmy się Kamilandem i tak jakoś jesień nam zeszła
- Ale na drugi rok myślicie o naborze?
- Tak - odpowiedziałam - ale szukamy jeszcze odpowiedniego trenera, a o takie jest naprawdę ciężko
- A jak twoje studia? - spytała Ania
- Bardzo dobrze, nie ukrywam, że jest ciężko i dużo nauki, ale sobie radzę.
- Ja cię naprawdę Kasiu podziwiam - powiedział do mnie Bronisław - Jesteś mamą dwójki dzieci na pełen etat, zajmujesz się całym domem, a dom macie ogromny, do tego klub, Kamiland, studia i kurs menadżerski... Jestem pełen podziwu.
- Już powoli będę miała tych obowiązków mniej, bo już w lutym kończę kurs menadżerski i jeden punkcik z tej listy mi odchodzi, ale i tak dalej jest ich strasznie dużo, ale muszę sobie jakoś radzić. Nie mogę z niczego zrezygnować. Klub i Kamiland to ciężka praca moja i Kamila, a przede wszystkim Kamila, a studia.. sama się tego podjęłam, bo figurować bez żadnego wykształcenia, nie wygląda to super.
- A ty dalej nagrywasz te odcinki "Historii prawdziwej"
- Co drugi, co trzeci odcinek, sama poprosiłam o przerwę, bo nie podołałabym , ale... może już wszystko zaraz się unormuje
- A co chcesz robić po tym kursie?
- Jeszcze sama dokładnie nie wiem, ale mieć skończony taki kurs, to zawsze coś. Mogę być w przyszłości czyjąś menadżerką. Zawsze to nowe doświadczenia
Po zjedzonej kolacji wigilijnej przyszedł czas na prezenty. Wspólnie zadecydowaliśmy przed świętami, że prezenty otrzymają tylko dzieci. A więc Piotrek, Wiktoria, Abdul i Jessica byli bardzo szczęśliwi, gdy otworzyli swoje prezenty. Piotruś dostał nowe narty, a także kask, Wiktoria dostała kilka pluszaków, zabawki. Abdul dostał samochód na pilota, a Jessica otrzymała również pluszaki.
Po prezentach zaczęliśmy pozować przy choince rodzinnie, a następnie usiedliśmy wszyscy w salonie, włączyliśmy telewizor i śpiewaliśmy razem kolędy - to już chyba taka nasza tradycja... A po kolędach tradycyjnie obejrzeliśmy Kevina. - to również tradycja wszystkich Polaków.
Do domu do Zakopanego wróciliśmy po 22:00. Wykąpałam dzieci i położyłam je spać. A ja sama usnęłam jak zabita.
Następnego dnia poszliśmy rano do kościoła, a następnie zaczęłam przygotowywać imprezę urodzinową Piotrusia.
W tym roku zamówiłam Piotrusiowi tort LEGO. Z racji tego, iż bardzo uwielbia układać klocki LEGO.
Przygotowałam zatem talerzyki, ciasto, sałatkę, różne picia i tak dalej. Zegar wskazywał godzinę 14:00, więc musiałam się nie tylko ja przebrać, ale i ubrać dzieci. Piotrusia dzisiaj ubierał Kamil.
Ja Wiktorii założyłam tiulową spódniczkę i białą bluzkę.
Ja zaś założyłam beżową sukienkę.
Włosy zaś rozpuściłam, robią lekkie upięcie
O 16:00 zaczęli pojawiać się pierwsi goście, rodzice Kamila, Anna z mężem i dziećmi, Natalia, moja mama, Michał, Piotrek, Julka, Kornelia z Bartkiem i małym Szymonkiem, a także Stefek Hula z Marceliną i dziewczynami.
Gdy pojawili się wszyscy, na stół przywędrował tort.
Kamil zapalił świeczki. Piotruś stanął na krześle obok tortu.
- A teraz kochanie pomyśl życzenie - powiedziałam do syna
- Chcę mieć braciszka - powiedział na głos, po czym zdmuchnął świeczki.
Byłam trochę zaskoczona życzeniem Piotrusia, ale nie przejęłam się tym. Zaczęłam bić brawo wraz z pozostałymi i odśpiewałam "Sto lat" dla Piotrusia
Po zjedzeniu tortu, przyszedł czas na prezenty. Piotruś dostał klocki LEGO, samochód i ... kombinezon. Prawdziwy kombinezon.
Mały od razu chciał wyruszyć na śnieg. Przecież kilka dni temu ja i Kamil, a także Piotruś wybudowaliśmy mu skocznię, więc warunki miał wręcz idealne.
Piotruś bardzo chciał iść, ale ja z Kamilem mu zabroniliśmy. Murem za naszym synem stanął dziadek Bronek, który ubrał go w kombinezon, kask, google, wziął jego narty i wyszedł z nim na dwór. Kamil również się ubrał i wyszedł z nimi, a ja spoglądałam na nich przez okno w kuchni.
- Widziałam, że już Kamiland działa - powiedziała Marcelina
- Tak, już 27 zaczynami realizację zamówień.
- Ale jak, dużo jest chętnych? - spytał Stefek
- Tak! Jest dużo osób, codziennie po kilkadziesiąt, pierwszego dnia to kilkaset zamówień. Mamy na razie tylko cztery krawcowe - elfy, które nie dają już rady, ale mamy nadzieję, że to pierwszy boom, który się unormuje na kilka dni, abyśmy mogli wykonać zamówienia
- A klub?
- Też ok.. Sprzedajemy kalendarze, za które kupimy stroje, a reszta będzie przeznaczona na obóz
- A gdzie będziecie jechać?
- Albo do Niemiec albo do Austrii.
- A jak kurs menadżerski? - spytała Marcelina
- Już w lutym kończę
- I co dalej?
- Nie wiem jeszcze... Zastanawiam się, co będę robić dalej. Najpierw chcę skończyć studia i obronić pracę magisterską. To są moje cele jak na teraz, z później... Zobaczymy.
Goście porozchodzili się do domów o 20:00. Wybawiony i zmęczony Piotruś poszedł spać.
Następnego dnia odbyły się Mistrzostwa Polski w Zakopanem, w których Kamil zajął 3 miejsce. Wygrał Stefek. Drugi Maciek Kot.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
kiki2000







Komentarze
Prześlij komentarz