Następnego dnia miały odbyć się moje pierwsze zajęcia po wakacyjnej przerwie. Chyba nikomu, nawet nauczycielom nie chce się tak wcześnie wstawać, a do tego zajęcia zaczynałam o godzinie 8:00 i tego dnia miałam całe 8 godzin w szkole.... Do 14:55 bez żadnego okienka i tak zapowiadał mi się każdy piątek.... No wręcz cudownie
Wstałam już przed 6:00. Zeszłam na dół, wyjęłam deskę do prasowania. Przygotowałam ubrania dla siebie i dzieci na dzisiejszy dzień.
Następnie udałam się do kuchni i przygotowałam śniadanie. Dźwięk mojego przechadzania się po kuchni zbudził najpierw Wiktorię, a potem Piotrka
- Na którą macie dzisiaj? - przywitałam ich, mówiąc wcześniej do nich z uśmiechem na ustach "Dzień dobry"
- 8:00 - odpowiedziała Wiktoria
- Ja też... - mruknął Piotrek
- A co ty dzisiaj taki nie w sosie? - spytałam syna - Wczorajszy trening dział ci w kość
- Chyba dziewczyna - zaśmiała się Wiktoria
- Wikusia... - zwróciłam się do córki - Proszę cię..
Piotrek popatrzył się na mnie z politowaniem
- Dzisiaj też masz trening? - spytałam syna
- Tak
- O której?
- O 15:00
- Zdążysz po lekcjach?
- Muszę się zwolnić z 20 minutach
- To czemu nie mówisz? Daj kartkę, napiszę ci zwolnienie
Piotrek podszedł do przedpokoju, gdzie w pierwszej szufladce zawsze jest pełny plik kartek. Wziął jedną i podał mi ją wraz z długopisem
Napisałam synowi zwolnienie z 20 minut lekcji, podpisałam się i podałam mu
- Tylko nie zgub
- Mamo... Przecież nie jestem dzieckiem w wieku Izy, aby wszystko gubić
- Dla mnie zawsze będziesz ukochanym synkiem.. - uśmiechnęłam się
A w tym momencie do kuchni wszedł Kamil
- Dzień dobry - powiedział - Ale miałem dziwny sen - mówił, przecierając oczy...
- Co ci się śniło?
- Że dzwonił do mnie telefon, odebrałem i była to moja mama, mówiąca mi, że mam odebrać Piotrka z imprezy. Pytam się jej "jakiej imprezy?", nie uzyskałem odpowiedzi. No to wsiadłem w samochód, pojechałem po Piotrka, a on śpi na kanapie u jakiegoś kolegi i mówi mi, że się napił soku pomarańczowego, wziąłem pod pachy i wyszliśmy, a samochodu nie było.... I dzwoni do mnie Wiktoria, mówiąc, że zabrała mi samochód, bo musi pilnie do koleżanki jechać... I tak wracam z Piotrkiem pod pachą do domu.... A tam zamknięte, a klucze do domu mam zawsze przy kluczykach z auta.... No więc czekaliśmy w altanie kilka godzin i jak przyjechałaś z pracy, to Piotrek się obudził i mówi, że impreza to dopiero się zaczęła i on chciał wracać.... A Wiktoria wylądowała z koleżankami nad morzem...
Uśmiechnęłam się do męża
- O , właśnie! - powiedziała Wiktoria - Nie byliśmy nigdy nad polskim morzem.... Może zaplanujemy sobie przyszłoroczne wakacje?
- Polskie morze? - zdziwił się Piotrek - Już lepsze jakieś Wyspy Kanaryjskie, czy coś...
- Wiecie.... Pojechać na wakacje w 7 osób, to naprawdę ogromne wyzwanie, jeśli chodzi o zagranicę... - odezwałam się
- Byliśmy na weekendzie w Bieszczadach, bez ciebie, Piotrek... Jeszcze nie myślałem o wakacyjnych planach, ale przyszedł mi raz do głowy pomysł, aby może odwiedzić jakieś miasta na weekend? Takie tournee byśmy sobie zrobili? Wrocław, Toruń, Zamość, Poznań? Może być i Gdańsk, więc i polskie morze.....
- Byłoby cudownie - odezwała się Wiktoria
- Wiesz Piotrek, że zorganizować coś takiego, trzeba mieć naprawdę dalekosiężne plany, a przecież twój kalendarz treningowy jest przepełniony... Skoki latem.... A gdybyś chciał wakacje na dwa tygodnie...
- Będziesz dorosły, to będziesz jeździł, gdzie ci się tylko będzie podobać... - powiedziałam
- Żonę zabierzesz - uśmiechnął się Kamil - i dzieci...
- Oj... Ja aż takich planów nie mam...
- Masz dopiero 16 lat, więc masz prawo jeszcze w ogóle nie myśleć - powiedziałam do syna - Ale chyba nie planujesz zostać starym kawalerem?
- Raczej nie... - speszył się ... Schował głowę.... Mówił niewyraźnie...
- A już jest jakaś na oku? - spytał Kamil
I wiedziałam, jak to się skończy.... Złością... Jednak spoglądając na syna, myliłam się... Jego reakcja była zupełnie inna
- Jest - odpowiedział i podniósł głowę do góry, biorąc do buzi kolejny kawałek omleta
- Jak długo się znacie?
- No już rok.....
- Ładna, inteligentna?
- Najładniejsza i najcudowniejsza ze wszystkich
- Ja też tak o tobie mówiłem - uśmiechnął się Kamil do mnie - Jak wygląda?
- Wysoka.... blondynka....
- No powiedz wreszcie, że o Patrycję chodzi - wtrąciła się Wiktoria
Piotrek zrobił się momentalnie czerwony, z hukiem wstał z krzesła i warknął w stronę siostry
- To nie jest Patrycja, zrozumiałaś?!!
I wybiegł z kuchni, przeskakując co drugi stopień na schodach.
- Czyli Patrycja - westchnęła Wiktoria, po czym dojadła omleta i poszła na górę, szykować się do szkoły...
- Czyli Patrycja... - powtórzyłam do męża...
- Myślisz, że to naprawdę coś poważnego? - spytał Kamil
- Moim zdaniem to coś naprawdę prawdziwego, tylko Piotrek sam siebie okłamuje, a ona pewnie daje mu znaki, że Piotrek to dobry przyjaciel, więc nie przyzna się ani jej, ani nam... ani nikomu innemu... - westchnęłam
Po czym dojadłam omleta i zaczęłam szykować się do pracy.
Spakowałam książki w torbę , tzw. "szmaciankę" z napisem "Jestem bliżej niż dalej ze sprawdzaniem waszych sprawdzianów - Jagiełło" - gdy tylko ją zobaczyłam w internecie, od razu wiedziałam, że będzie moja. Nie było innej opcji.
Następnie przebrałam się z piżamy. Założyłam
Wyprostowałam włosy i usiadłam sobie w salonie..... Usłyszałam, jak Karolek zbiegał po schodach, uściskał mnie na "dzień dobry" i poszłam z nim do kuchni, gdzie jadł śniadanie. Po chwili zbiegła również Izabelka, a ja spojrzałam na zegarek.... Miałam 40 minut.
Poszłam na górę, ucałowałam najmłodszych synków w czółko, gdy jeszcze smacznie spali i zapukałam do pokoju Wiktorii.
- Chodź , kochanie - powiedziałam - Zawiozę was do szkoły.
Następnie zrobiłam to samo , wchodząc do pokoju Piotrka
Widziałam, że leżał na łóżku, trzymając w ręku zdjęcie z Patrycją
- Piotrek - powiedziałam do syna - Chodź , zbieraj się, zawiozę was do szkoły....
Piotrek niechętnie wstał i zeszedł ze schodów.
Pożegnałam się więc z dziećmi i najmłodszymi pociechami, wsiadłam do samochodu z Wiktorią i Piotrkiem. Najpierw podrzuciłam córkę, a potem jechałam, aby zawieźć syna do szkoły, musiałam przebić się przez całe miasto, więc trochę postaliśmy w korkach.
- Synku... - zwróciłam się do Piotrka - Nie denerwuj się tak na Wiktorię, może chciałaby mieć już szwagierkę - uśmiechnęłam się - Ale czasami Wiktoria jest zgryźliwa... Taka już jest, przecież to twoja siostra
- Wiem, ale to jest denerwujące...
- A myślisz, że ja się nie denerwowałam, gdy jak dopiero co poznałam twojego tatę i zaproponował , że przyjedzie po mnie i przywiezie pod skocznię i media już się rozpisywały, a nagłówek "Dziewczyna Stocha" był wszędzie?
- Mamo... to jednak moim zdaniem coś innego.
- Jeśli nie chcesz odpowiadać, to nie odpowiadaj...
- Na co?
- Synku... Może to nie jest czas i miejsce na takie rozmowy, ale szczerze.... Darzysz ... Patrycję jakimś uczuciem? - nie wiedziałam, czy pytanie to było na miejscu... Mój syn miał 16 lat, a już miałam z nim rozmawiać o miłości.
-Nie wiem, mamo, czy.... czy to jest miłość... Jakoś nie umiem nazywać swoich uczuć.... Ale..... ja..... ja.... ja chyba się zakochałem w Patrycji. Ciągle o niej myślę, jak na nią patrzę, to się uśmiecham... chcę dla niej jak najlepiej..... Co to jest, mamo?
- To miłość - uśmiechnęłam się
- Nieszczęśliwa miłość.... - westchnął
- Dlaczego od razu zakładasz, że nieszczęśliwa?
- Mam wrażenie, że jestem dla Patrycji tylko dobrym kolegą.
- Nie możesz od razu tak zakładać
- Ale znamy się już rok...
- Synu.... Jak chodziłam do podstawówki, to chodziło ze mną pełno osób,m.in. Kamila i Andrzej..... Chodziliśmy razem do podstawówki i gimnazjum, wszyscy chodziliśmy do szkół średnich do Krakowa, może do innych, ale pochodzimy z tej samej miejscowości, czasami jeździliśmy razem autobusami, a dopiero będąc na studiach dowiedziałam się, że od niedawna są parą.
- Nie uważasz, mamo, że jestem jednak w innej sytuacji, niż ci się wydaje?
Spojrzałam na syna i nie wiedziałam, co mam mu powiedzieć
-Rozmawiałem niedawno z ciocią Kornelią.
- Naprawdę? - zdziwiłam się, wiedząc, że jeszcze kilka dni temu byliśmy na urodzinach mojego siostrzeńca
- Wiesz, co to znaczy, stracić kogoś, kogo się kocha całym sercem? Bo ciocia mi opowiedziała, że chociaż minęło tyle lat od tej tragedii... Ona nadal się nie pozbierała... I ja tak właśnie się czuję, że gdy nie ma przy mnie Patrycji.... Jakby ktoś ukradł jakąś cząstkę mnie... I mi jej nie chciał oddać. Hej.. - powiedział wysiadając z samochodu i idąc w kierunku szkoły...
A ja tak naprawdę nie wiedziałam, co mam zrobić z miłością swojego syna....
Pojechałam do pracy, nadal mając w głowie słowa Piotrka ". I ja tak właśnie się czuję, że gdy nie ma przy mnie Patrycji.... Jakby ktoś ukradł jakąś cząstkę mnie... I mi jej nie chciał oddać.", a zaraz po chwili kolejne słowa "Wiesz, co to znaczy, stracić kogoś, kogo się kocha całym sercem?"
Weszłam do szkoły, od razu swoje kroki poczyniłam ku portierni i wzięłam kluczyk od sali 26.
Następnie poszłam do pokoju nauczycielskiego, a odgłos moich szpilek mogła usłyszeć dosłownie cała szkoła.
Większość grona pedagogicznego już tam była, zostało 10 minut do rozpoczęcia zajęć.
- Słyszała pani o gali sportu, która ma odbyć się w grudniu? - spytał mnie jeden kolega po fachu - historyk
- Coś mi mąż mówił wczoraj wieczorem, że ma odbyć się jakąś gala, jednak nie interesowałam się tym za bardzo, trochę mnie wczoraj głowa bolała...
- Wybierają najlepszą "10" sportowców stulecia - powiedziała biolożka
- Twój mąż, Kasiu, jest nominowany - odezwała się Ewa - polonistka
- Naprawdę? - zdziwiłam się - Jeszcze żadne zaproszenie na galę nie przyszło . Może dzisiaj coś się pojawi
- A w styczniu Gala Mistrzów Sportu - powiedział historyk
- To już zaproszenie, na razie elektroniczne dostaliśmy.
- Wybieracie się? - spytała Ewa
- Kamil coś mówił, że może byśmy pojechali, w końcu dostaliśmy zaproszenie, ale ja jednak muszę się zastanowić, już odwykłam trochę od tych wszystkich gal i balów, tak to bywałam na nich co najmniej 2 razy do roku.
- Jak jest na takich galach?
- Pełno ludzi, fotoreporterów. Musisz ciągle się uśmiechać i wyglądać cudownie, a potem gdy jest już zabawa i kamery znikają, wszystkie gwiazdy sportu, które wydają się poważne są po prostu sobą. Raz na którejś gali Kamil postanowił zatańczył krzesanego, co to był za bal, wtedy jeszcze przygrywał na gali zespół Future Folk.
- Nie każdemu z nas trafia się taki współmałżonek i takie życie - powiedział historyk - Ja się dziwię, co pani tutaj robi, jeśli mąż ma sportową emeryturę.
- Jeśli chcę wykonywać pracę, to dlaczego mam jej nie robić? To nie dlatego, że słyszałam w kółko, że jestem utrzymanką męża i tylko siedzę w domu, a mąż skacze i zarabia pieniądze. Były takie czasy, jak kontuzje Kamila, wypadek..... Pozbieraliśmy się oboje, a ja nie chcę być bezrobotną do końca życia, a swój zawód określać jako WAG's. Nie chcę być określana, jako żona Kamila Stocha, tylko jako nauczycielka, historyczka i mam nadzieję, że jest pan w stanie to uszanować.... - powiedziałam mu to prosto w oczy, po czym wstałam z miejsca, wzięłam torebkę i klucze od sali - A teraz przepraszam i życzę miłych pierwszych zajęć w tym roku szkolnym
Wyszłam zatem z pokoju i poszłam pod salę 26. Zostały jeszcze 2 minuty do rozpoczęcia zajęć, a już wszyscy uczniowie stali pod salą
- Dzień dobry - powiedziałam
- Dzień dobry - odpowiedzieli
I zaprosiłam ich do sali.
Pierwszy dzień w szkole minął mi bardzo szybko, chociaż miałam tam 8 godzin.
Po pracy wróciłam od razu do domu, Kamil z dziećmi jedli już obiad
- Piotrek się do was odzywał? - spytałam
- Dzwonił do mnie - powiedział Kamil - Ma trening do 18:00, powiedział, że wróci autobusem
Usiadłam więc z nimi przy stole....
- Jak tam w szkole? - spytałam dzieci
- Ok - odpowiedziała Wiktoria
- I tylko tyle?
- A co jeszcze więcej, mamo...
- W końcu to siódma klasa, więcej nowych przedmiotów.
- Spokojnie, dzisiaj tylko lekcje organizacyjne.
- Niby tylko organizacyjne, ale jak nauczyciele?
- Nawet są ok, zmienili mi tylko historyczkę
- Na kogo?
- Na wychowawcę Piotrka - Adama Komendę
- Słyszałam, że pan Komenda składał CV do mojej szkoły, chciał zostać nauczycielem historii, ale mamy pełną kadrę
- A jak u ciebie? - spytał Kamil
- Dobrze, powiem ci, że moja klasa bardzo przyjazna się wydaję, chociaż bardzo się boję, w końcu to moje wychowawstwo i to w dodatku pierwsze. - odpowiedziałam wycierając buzię Olusiowi po zjedzonym obiedzie.
- Gdzie Piotrek? - spytał Mateusz
- Na treningu - odpowiedziałam synowi
Po czym sprzątnęłam naczynia do zlewu.
- To ja pozmywam.... - powiedziała Wiktoria, a my przenieśliśmy się do salonu.
Usiedliśmy na kanapie, Karolek włączył telewizor
- Muszę się zająć tymi wszystkimi papierami i zgodami na poniedziałek na godzinę wychowawczą. Mam pełną teczkę spraw w samochodzie, muszę ją wnieść do domu... - westchnęłam
- To ja pójdę.... - powiedział mąż
- Kamil... Spokojnie, sama pójdę.
- Przecież ja teraz tylko siedzę w domu z dziećmi, daj mi się rozerwać, idąc do samochodu po teczkę - pocałował mnie w czoło, uśmiechnął się i wyszedł z domu
Po chwili przyszedł z teczką i położył ją w przedpokoju.
- Zaraz muszę się tym zająć.... - westchnęłam
- Masz na to cały weekend
- No niby tak....
- Dzisiaj bez żadnego okienka?
- Tak... W tym 3 klasy z rozszerzeniami...
- No to dzień pełen przygód...
*Piotrek*
Zaraz po szkole chciałem umówić się z Patrycją. Dzwoniłem do niej chyba ze trzy razy, ale nie odbierała. Po jakiś 20 minutach dostałem od niej SMS-a, że nie ma czasu na rozmowy..... Nie odzywała się do mnie przez cały weekend...
------------------------------------------------------------------------
kiki2000
Wstałam już przed 6:00. Zeszłam na dół, wyjęłam deskę do prasowania. Przygotowałam ubrania dla siebie i dzieci na dzisiejszy dzień.
Następnie udałam się do kuchni i przygotowałam śniadanie. Dźwięk mojego przechadzania się po kuchni zbudził najpierw Wiktorię, a potem Piotrka
- Na którą macie dzisiaj? - przywitałam ich, mówiąc wcześniej do nich z uśmiechem na ustach "Dzień dobry"
- 8:00 - odpowiedziała Wiktoria
- Ja też... - mruknął Piotrek
- A co ty dzisiaj taki nie w sosie? - spytałam syna - Wczorajszy trening dział ci w kość
- Chyba dziewczyna - zaśmiała się Wiktoria
- Wikusia... - zwróciłam się do córki - Proszę cię..
Piotrek popatrzył się na mnie z politowaniem
- Dzisiaj też masz trening? - spytałam syna
- Tak
- O której?
- O 15:00
- Zdążysz po lekcjach?
- Muszę się zwolnić z 20 minutach
- To czemu nie mówisz? Daj kartkę, napiszę ci zwolnienie
Piotrek podszedł do przedpokoju, gdzie w pierwszej szufladce zawsze jest pełny plik kartek. Wziął jedną i podał mi ją wraz z długopisem
Napisałam synowi zwolnienie z 20 minut lekcji, podpisałam się i podałam mu
- Tylko nie zgub
- Mamo... Przecież nie jestem dzieckiem w wieku Izy, aby wszystko gubić
- Dla mnie zawsze będziesz ukochanym synkiem.. - uśmiechnęłam się
A w tym momencie do kuchni wszedł Kamil
- Dzień dobry - powiedział - Ale miałem dziwny sen - mówił, przecierając oczy...
- Co ci się śniło?
- Że dzwonił do mnie telefon, odebrałem i była to moja mama, mówiąca mi, że mam odebrać Piotrka z imprezy. Pytam się jej "jakiej imprezy?", nie uzyskałem odpowiedzi. No to wsiadłem w samochód, pojechałem po Piotrka, a on śpi na kanapie u jakiegoś kolegi i mówi mi, że się napił soku pomarańczowego, wziąłem pod pachy i wyszliśmy, a samochodu nie było.... I dzwoni do mnie Wiktoria, mówiąc, że zabrała mi samochód, bo musi pilnie do koleżanki jechać... I tak wracam z Piotrkiem pod pachą do domu.... A tam zamknięte, a klucze do domu mam zawsze przy kluczykach z auta.... No więc czekaliśmy w altanie kilka godzin i jak przyjechałaś z pracy, to Piotrek się obudził i mówi, że impreza to dopiero się zaczęła i on chciał wracać.... A Wiktoria wylądowała z koleżankami nad morzem...
Uśmiechnęłam się do męża
- O , właśnie! - powiedziała Wiktoria - Nie byliśmy nigdy nad polskim morzem.... Może zaplanujemy sobie przyszłoroczne wakacje?
- Polskie morze? - zdziwił się Piotrek - Już lepsze jakieś Wyspy Kanaryjskie, czy coś...
- Wiecie.... Pojechać na wakacje w 7 osób, to naprawdę ogromne wyzwanie, jeśli chodzi o zagranicę... - odezwałam się
- Byliśmy na weekendzie w Bieszczadach, bez ciebie, Piotrek... Jeszcze nie myślałem o wakacyjnych planach, ale przyszedł mi raz do głowy pomysł, aby może odwiedzić jakieś miasta na weekend? Takie tournee byśmy sobie zrobili? Wrocław, Toruń, Zamość, Poznań? Może być i Gdańsk, więc i polskie morze.....
- Byłoby cudownie - odezwała się Wiktoria
- Wiesz Piotrek, że zorganizować coś takiego, trzeba mieć naprawdę dalekosiężne plany, a przecież twój kalendarz treningowy jest przepełniony... Skoki latem.... A gdybyś chciał wakacje na dwa tygodnie...
- Będziesz dorosły, to będziesz jeździł, gdzie ci się tylko będzie podobać... - powiedziałam
- Żonę zabierzesz - uśmiechnął się Kamil - i dzieci...
- Oj... Ja aż takich planów nie mam...
- Masz dopiero 16 lat, więc masz prawo jeszcze w ogóle nie myśleć - powiedziałam do syna - Ale chyba nie planujesz zostać starym kawalerem?
- Raczej nie... - speszył się ... Schował głowę.... Mówił niewyraźnie...
- A już jest jakaś na oku? - spytał Kamil
I wiedziałam, jak to się skończy.... Złością... Jednak spoglądając na syna, myliłam się... Jego reakcja była zupełnie inna
- Jest - odpowiedział i podniósł głowę do góry, biorąc do buzi kolejny kawałek omleta
- Jak długo się znacie?
- No już rok.....
- Ładna, inteligentna?
- Najładniejsza i najcudowniejsza ze wszystkich
- Ja też tak o tobie mówiłem - uśmiechnął się Kamil do mnie - Jak wygląda?
- Wysoka.... blondynka....
- No powiedz wreszcie, że o Patrycję chodzi - wtrąciła się Wiktoria
Piotrek zrobił się momentalnie czerwony, z hukiem wstał z krzesła i warknął w stronę siostry
- To nie jest Patrycja, zrozumiałaś?!!
I wybiegł z kuchni, przeskakując co drugi stopień na schodach.
- Czyli Patrycja - westchnęła Wiktoria, po czym dojadła omleta i poszła na górę, szykować się do szkoły...
- Czyli Patrycja... - powtórzyłam do męża...
- Myślisz, że to naprawdę coś poważnego? - spytał Kamil
- Moim zdaniem to coś naprawdę prawdziwego, tylko Piotrek sam siebie okłamuje, a ona pewnie daje mu znaki, że Piotrek to dobry przyjaciel, więc nie przyzna się ani jej, ani nam... ani nikomu innemu... - westchnęłam
Po czym dojadłam omleta i zaczęłam szykować się do pracy.
Spakowałam książki w torbę , tzw. "szmaciankę" z napisem "Jestem bliżej niż dalej ze sprawdzaniem waszych sprawdzianów - Jagiełło" - gdy tylko ją zobaczyłam w internecie, od razu wiedziałam, że będzie moja. Nie było innej opcji.
Następnie przebrałam się z piżamy. Założyłam
Wyprostowałam włosy i usiadłam sobie w salonie..... Usłyszałam, jak Karolek zbiegał po schodach, uściskał mnie na "dzień dobry" i poszłam z nim do kuchni, gdzie jadł śniadanie. Po chwili zbiegła również Izabelka, a ja spojrzałam na zegarek.... Miałam 40 minut.
Poszłam na górę, ucałowałam najmłodszych synków w czółko, gdy jeszcze smacznie spali i zapukałam do pokoju Wiktorii.
- Chodź , kochanie - powiedziałam - Zawiozę was do szkoły.
Następnie zrobiłam to samo , wchodząc do pokoju Piotrka
Widziałam, że leżał na łóżku, trzymając w ręku zdjęcie z Patrycją
- Piotrek - powiedziałam do syna - Chodź , zbieraj się, zawiozę was do szkoły....
Piotrek niechętnie wstał i zeszedł ze schodów.
Pożegnałam się więc z dziećmi i najmłodszymi pociechami, wsiadłam do samochodu z Wiktorią i Piotrkiem. Najpierw podrzuciłam córkę, a potem jechałam, aby zawieźć syna do szkoły, musiałam przebić się przez całe miasto, więc trochę postaliśmy w korkach.
- Synku... - zwróciłam się do Piotrka - Nie denerwuj się tak na Wiktorię, może chciałaby mieć już szwagierkę - uśmiechnęłam się - Ale czasami Wiktoria jest zgryźliwa... Taka już jest, przecież to twoja siostra
- Wiem, ale to jest denerwujące...
- A myślisz, że ja się nie denerwowałam, gdy jak dopiero co poznałam twojego tatę i zaproponował , że przyjedzie po mnie i przywiezie pod skocznię i media już się rozpisywały, a nagłówek "Dziewczyna Stocha" był wszędzie?
- Mamo... to jednak moim zdaniem coś innego.
- Jeśli nie chcesz odpowiadać, to nie odpowiadaj...
- Na co?
- Synku... Może to nie jest czas i miejsce na takie rozmowy, ale szczerze.... Darzysz ... Patrycję jakimś uczuciem? - nie wiedziałam, czy pytanie to było na miejscu... Mój syn miał 16 lat, a już miałam z nim rozmawiać o miłości.
-Nie wiem, mamo, czy.... czy to jest miłość... Jakoś nie umiem nazywać swoich uczuć.... Ale..... ja..... ja.... ja chyba się zakochałem w Patrycji. Ciągle o niej myślę, jak na nią patrzę, to się uśmiecham... chcę dla niej jak najlepiej..... Co to jest, mamo?
- To miłość - uśmiechnęłam się
- Nieszczęśliwa miłość.... - westchnął
- Dlaczego od razu zakładasz, że nieszczęśliwa?
- Mam wrażenie, że jestem dla Patrycji tylko dobrym kolegą.
- Nie możesz od razu tak zakładać
- Ale znamy się już rok...
- Synu.... Jak chodziłam do podstawówki, to chodziło ze mną pełno osób,m.in. Kamila i Andrzej..... Chodziliśmy razem do podstawówki i gimnazjum, wszyscy chodziliśmy do szkół średnich do Krakowa, może do innych, ale pochodzimy z tej samej miejscowości, czasami jeździliśmy razem autobusami, a dopiero będąc na studiach dowiedziałam się, że od niedawna są parą.
- Nie uważasz, mamo, że jestem jednak w innej sytuacji, niż ci się wydaje?
Spojrzałam na syna i nie wiedziałam, co mam mu powiedzieć
-Rozmawiałem niedawno z ciocią Kornelią.
- Naprawdę? - zdziwiłam się, wiedząc, że jeszcze kilka dni temu byliśmy na urodzinach mojego siostrzeńca
- Wiesz, co to znaczy, stracić kogoś, kogo się kocha całym sercem? Bo ciocia mi opowiedziała, że chociaż minęło tyle lat od tej tragedii... Ona nadal się nie pozbierała... I ja tak właśnie się czuję, że gdy nie ma przy mnie Patrycji.... Jakby ktoś ukradł jakąś cząstkę mnie... I mi jej nie chciał oddać. Hej.. - powiedział wysiadając z samochodu i idąc w kierunku szkoły...
A ja tak naprawdę nie wiedziałam, co mam zrobić z miłością swojego syna....
Pojechałam do pracy, nadal mając w głowie słowa Piotrka ". I ja tak właśnie się czuję, że gdy nie ma przy mnie Patrycji.... Jakby ktoś ukradł jakąś cząstkę mnie... I mi jej nie chciał oddać.", a zaraz po chwili kolejne słowa "Wiesz, co to znaczy, stracić kogoś, kogo się kocha całym sercem?"
Weszłam do szkoły, od razu swoje kroki poczyniłam ku portierni i wzięłam kluczyk od sali 26.
Następnie poszłam do pokoju nauczycielskiego, a odgłos moich szpilek mogła usłyszeć dosłownie cała szkoła.
Większość grona pedagogicznego już tam była, zostało 10 minut do rozpoczęcia zajęć.
- Słyszała pani o gali sportu, która ma odbyć się w grudniu? - spytał mnie jeden kolega po fachu - historyk
- Coś mi mąż mówił wczoraj wieczorem, że ma odbyć się jakąś gala, jednak nie interesowałam się tym za bardzo, trochę mnie wczoraj głowa bolała...
- Wybierają najlepszą "10" sportowców stulecia - powiedziała biolożka
- Twój mąż, Kasiu, jest nominowany - odezwała się Ewa - polonistka
- Naprawdę? - zdziwiłam się - Jeszcze żadne zaproszenie na galę nie przyszło . Może dzisiaj coś się pojawi
- A w styczniu Gala Mistrzów Sportu - powiedział historyk
- To już zaproszenie, na razie elektroniczne dostaliśmy.
- Wybieracie się? - spytała Ewa
- Kamil coś mówił, że może byśmy pojechali, w końcu dostaliśmy zaproszenie, ale ja jednak muszę się zastanowić, już odwykłam trochę od tych wszystkich gal i balów, tak to bywałam na nich co najmniej 2 razy do roku.
- Jak jest na takich galach?
- Pełno ludzi, fotoreporterów. Musisz ciągle się uśmiechać i wyglądać cudownie, a potem gdy jest już zabawa i kamery znikają, wszystkie gwiazdy sportu, które wydają się poważne są po prostu sobą. Raz na którejś gali Kamil postanowił zatańczył krzesanego, co to był za bal, wtedy jeszcze przygrywał na gali zespół Future Folk.
- Nie każdemu z nas trafia się taki współmałżonek i takie życie - powiedział historyk - Ja się dziwię, co pani tutaj robi, jeśli mąż ma sportową emeryturę.
- Jeśli chcę wykonywać pracę, to dlaczego mam jej nie robić? To nie dlatego, że słyszałam w kółko, że jestem utrzymanką męża i tylko siedzę w domu, a mąż skacze i zarabia pieniądze. Były takie czasy, jak kontuzje Kamila, wypadek..... Pozbieraliśmy się oboje, a ja nie chcę być bezrobotną do końca życia, a swój zawód określać jako WAG's. Nie chcę być określana, jako żona Kamila Stocha, tylko jako nauczycielka, historyczka i mam nadzieję, że jest pan w stanie to uszanować.... - powiedziałam mu to prosto w oczy, po czym wstałam z miejsca, wzięłam torebkę i klucze od sali - A teraz przepraszam i życzę miłych pierwszych zajęć w tym roku szkolnym
Wyszłam zatem z pokoju i poszłam pod salę 26. Zostały jeszcze 2 minuty do rozpoczęcia zajęć, a już wszyscy uczniowie stali pod salą
- Dzień dobry - powiedziałam
- Dzień dobry - odpowiedzieli
I zaprosiłam ich do sali.
Pierwszy dzień w szkole minął mi bardzo szybko, chociaż miałam tam 8 godzin.
Po pracy wróciłam od razu do domu, Kamil z dziećmi jedli już obiad
- Piotrek się do was odzywał? - spytałam
- Dzwonił do mnie - powiedział Kamil - Ma trening do 18:00, powiedział, że wróci autobusem
Usiadłam więc z nimi przy stole....
- Jak tam w szkole? - spytałam dzieci
- Ok - odpowiedziała Wiktoria
- I tylko tyle?
- A co jeszcze więcej, mamo...
- W końcu to siódma klasa, więcej nowych przedmiotów.
- Spokojnie, dzisiaj tylko lekcje organizacyjne.
- Niby tylko organizacyjne, ale jak nauczyciele?
- Nawet są ok, zmienili mi tylko historyczkę
- Na kogo?
- Na wychowawcę Piotrka - Adama Komendę
- Słyszałam, że pan Komenda składał CV do mojej szkoły, chciał zostać nauczycielem historii, ale mamy pełną kadrę
- A jak u ciebie? - spytał Kamil
- Dobrze, powiem ci, że moja klasa bardzo przyjazna się wydaję, chociaż bardzo się boję, w końcu to moje wychowawstwo i to w dodatku pierwsze. - odpowiedziałam wycierając buzię Olusiowi po zjedzonym obiedzie.
- Gdzie Piotrek? - spytał Mateusz
- Na treningu - odpowiedziałam synowi
Po czym sprzątnęłam naczynia do zlewu.
- To ja pozmywam.... - powiedziała Wiktoria, a my przenieśliśmy się do salonu.
Usiedliśmy na kanapie, Karolek włączył telewizor
- Muszę się zająć tymi wszystkimi papierami i zgodami na poniedziałek na godzinę wychowawczą. Mam pełną teczkę spraw w samochodzie, muszę ją wnieść do domu... - westchnęłam
- To ja pójdę.... - powiedział mąż
- Kamil... Spokojnie, sama pójdę.
- Przecież ja teraz tylko siedzę w domu z dziećmi, daj mi się rozerwać, idąc do samochodu po teczkę - pocałował mnie w czoło, uśmiechnął się i wyszedł z domu
Po chwili przyszedł z teczką i położył ją w przedpokoju.
- Zaraz muszę się tym zająć.... - westchnęłam
- Masz na to cały weekend
- No niby tak....
- Dzisiaj bez żadnego okienka?
- Tak... W tym 3 klasy z rozszerzeniami...
- No to dzień pełen przygód...
*Piotrek*
Zaraz po szkole chciałem umówić się z Patrycją. Dzwoniłem do niej chyba ze trzy razy, ale nie odbierała. Po jakiś 20 minutach dostałem od niej SMS-a, że nie ma czasu na rozmowy..... Nie odzywała się do mnie przez cały weekend...
------------------------------------------------------------------------
kiki2000

Komentarze
Prześlij komentarz