Numer 414. - Niedziela zwierzeń-

Nie mogłam w nocy spać. Przekręcałam się z boku na bok aż do godziny 2:00 w nocy. Kamil spał obok mnie jak suseł. Owinął się jeszcze kołdrą i podkulił nogi, wyglądając jak małe dziecko.... Moje małe dziecko.... Pocałowałam męża w czoło i wstałam z łóżka. Poszłam najpierw do łazienki, a potem po cichu zeszłam po schodach prosto do kuchni. Nalałam sobie wody mineralnej z butelki do szklanki i napiłam się. Usiadłam przy stole. Co się stało Piotrkowi, że musiał przypudrować policzek? A może jakieś romantyczne "zabawy" z Patrycją? Młodzi ludzie robią dużo dziwnych dla nas rzeczy, chociaż czasami wróciłabym do świata dzieci, gdzie wszystko było takie beztroskie, a teraz sama mam na głowie siódemkę -bo przecież mój Kamyk to takie duże dziecko :)
Zegar w przedpokoju wybił 3:00, poszłam zatem do salonu. Nie chciałam włączać telewizora, aby nie obudzić dzieci, musiały odespać taką imprezę urodzinową..... Uświadomiłam sobie, że czas płynie nieubłaganie, dopiero co zaczynałam rok szkolny jako nauczyciel, a już od przyszłego weekendu zaczynam drugi rok studiów jak student.... To naprawdę coś niesamowitego. Uświadomienie sobie, że z dnia na dzień jest się coraz starszym jest naprawdę okropne.  Miałam już przecież 36 lat. Kamil 38.... A poznałam go jako młoda 20 latka, która była w nim zakochana po uszy... I jestem do tej pory.  To wręcz niezwykłe, jak człowiek zmienia się przez te wszystkie lata. Coś mnie podkusiło, aby wyjąć wszystkie albumy, które były w szafce. Zaczęłam od swojego z lat dziecięcych.... Spojrzałam się na mojego tatę, jak trzymał mnie na kolanach, gdy miałam 2 latka. Dotknęłam jego twarzy, niestety tylko na zdjęciu... To okropne, aby tak młodo stracić rodziców, żeby moje dzieci nie poznały dziadka..... Każdy ma swoje dobre i złe strony, ale to ich dziadek, który powinien  rozpieszczać, wychowywać, zabierać na wycieczki, spacery..... Dobrze pamiętam swojego ukochanego dziadka, po jego śmierci nie mogłam długo się pozbierać.
Po przejrzeniu swoich albumów z dzieciństwa , wzięłam do ręki nasz wspólny album.... Nie mogłam się powstrzymać ze śmiechu widząc bardzo zabawne miny Kamila
Najczęściej Kamil robił zabawne miny , gdy byliśmy w Planicy.  Myślami przeniosłam się do mojej pierwszej Planicy.... To był naprawdę cudowny czas..... Chociaż pomijając fakt, że byłam pijana.... i to , do czego doszło pomiędzy mną a Kamilem...
Zamknęłam album i wróciłam do sypialni.

Wstałam zaraz po godzinie 7:00. Kamila nie było już obok mnie. Poprawiłam zatem pościel na łóżku i poszłam do pokoju Karolka. Mały jeszcze spał, w pokoju obok Izabelka również.
Weszłam jeszcze do pokoju naszych najmłodszych dzieciaków.... Oluś spał słodko, a Mateuszek już się kręcił w łóżeczku....
- Ci.... - nachyliłam się nad synem i ucałowałam go w czoło.
Zeszłam na dół i poszłam do kuchni, gdzie zwabił mnie zapach świeżo parzonej kawy. Zobaczyłam Kamila w piżamie przy ekspresie...
- O! Cóż za miły poranek - uśmiechnęłam się i podeszłam do męża, całując go w policzek

W tym momencie z łazienki na parterze wyszedł Piotrek ubrany wi piżamie i przecierający oczy.
- Może nam się przyznasz, który cię tak urządził? - zaśmiał się Kamil
- Wiesz, synku - westchnęłam - Bójka to nie jest najlepszy sposób, aby rozwiązywać problem. Najlepiej jest porozmawiać, rozmowa daje naprawdę wiele
- Myślicie, że nie chciałem rozmawiać, to on od razu do mnie z taką agresją! - oburzył się Piotrek
- Ale kto? - spytałam
- Pan Ireneusz
- Kto? - zdziwiłam się
- Pan Ireneusz Sobczak, tata Patrycji
- Co ty robiłeś u Patrycji? - spytał Kamil
- Po co spotkałeś się z jego tatą? - byłam bardzo zdenerwowana, że tata Patrycji może być tak nieodpowiedzialny, aby uderzając obcego syna. To był dla mnie ogromny cios.

Piotrek opowiedział nam ze szczegółami, jak doszło do spotkania i jak ono wyglądało. Byłam w szoku, słysząc, co takiego dzieje się w tym domu.
- Kamil... My musimy coś z tym zrobić - zwróciłam się do męża
- Trzeba z nim porozmawiać i tyle - odezwał się mąż
- O czym wy chcecie z nim rozmawiać? Ten człowiek jest niezrównoważony psychicznie! - wybuchnął gniewem Piotrek - Gdyby naprawdę do czegoś doszło pomiędzy mną a Patrycją, a my się tylko przyjaźnimy. Napisała mi zwykłego SMS-a, że to koniec naszej znajomości. Chciałem to wszystko wytłumaczyć. Ja nie wiem, co ona im nagadała, albo co sobie jej rodzice wyobrazili, że tak postępują i mnie nienawidzą.
-  Po prostu do nich pojedziemy i  z nimi porozmawiamy - powiedział Kamil
- Nikt nie ma prawa ciebie uderzyć! - aż się zdenerwowałam i przytuliłam syna
- Z miłości czasami trzeba pocierpieć - powiedział mąż
- A ty, tato? - spytał Piotrek - Biłeś się z kimś o mamę?
- Bo to nie raz? - uśmiechnął się
- Naprawdę? - zdziwił się Piotrek
- Tak - odpowiedziałam za Kamila
- Było tak raz....
I wtedy przypomniałam sobie, jak Kamil dowiedział się, że Adrian mnie zdradza i rzucił się na niego z pięściami.
- Ale to nie o tym rozmawiamy - wyrwałam się ze snu - Jak wrócimy z kościoła, zjemy obiad i pojedziemy do domu Patrycji
- Ogłupieliście? - aż podskoczył Piotrek - Chcecie, aby jej rodzice jeszcze bardziej mnie zniszczyli?
- Nic podobnego, synku - powiedziałam - Trzeba wyjaśnić tę sytuację
- Jak wy sobie to wyobrażacie? Że pojedziecie i otworzą wam drzwi z otwartymi ramionami? No proszę was....
Po czym zdenerwowany poszedł na górę do swojego pokoju
- My nie możemy pozwolić, aby ten człowiek tak traktował naszego syna, jeśli nasze dzieci tylko się przyjaźnią - powiedział Kamil i wypił łyk kawy.

Po zrobieniu śniadanie, które zjedliśmy rodzinnie, choć Piotrek milczał cały czas, zaczęliśmy szykować się do kościoła. Ubrałam Olusia i Mateuszka, pomogłam nałożyć spódniczkę Izabelce, a następnie poszłam do łazienki.
Założyłam
A włosy rozpuściłam i pojechaliśmy prosto do kościoła

Po godzinie wróciliśmy do domu i z pomocą Wiktorii przyszykowałam obiad.
- My dzisiaj, czyli ja, mama i Piotrek musimy zaraz po obiedzie pojechać i coś załatwić - odezwał się Kamil - Zadzwonię do dziadka, przyjedzie i się wami zajmie
- A po co od razu do dziadka - powiedziała Wiktoria - Ja spokojnie nimi się zajmę
- Ale my nie wiemy, ile czasu tam spędzimy - powiedziałam - A Olek i Mateusz czasami mają dziwne pomysły, więc lepiej jak byłby dziadek, jeśli oczywiście będzie miał czas
- Już do niego dzwonię - powiedział Kamil, odkładając widelec i idąc do salonu, gdzie na stoliku był jego telefon.
Bronisław przyjechał po 15 minutach.
A cała nasza trójka - ja , Kamil i Piotrek, wsiedliśmy w samochód i pojechaliśmy do domu Patrycji. Nie wiedzieliśmy dokładnie, gdzie to jest, więc Piotrek nas instruował, jak mamy tam dojechać

Po 15 minutach byliśmy już na miejscu. Zaparkowaliśmy na chodniku i nie wychodziliśmy przez chwilę z samochodu. Dom był naprawdę ogromny, jak to opisywał nasz syn
- Ty zostajesz w samochodzie - powiedział Kamil do Piotrka
- Ale dlaczego?
- Chcesz dostać w drugi policzek?
- No nie....
- Więc siedź spokojnie...
Ja z mężem wyszliśmy z samochodu, a Piotrek został w środku. Podeszliśmy do drzwi i zapukaliśmy

Drzwi otworzył nam mężczyzna postawny, wysoki, włosy już lekko siwe, na oko miał może 50 albo 52 lata. Ubrany w błękitną koszulę i granatowy krawat. Wzrok miał strasznie odrażający, jakby już nimi chciał nam zakomunikować, że nie jesteśmy mile widziani
- Dzień dobry - zaczął Kamil
- Dzień.... dobry - mówił tak, jakby niw wierzył własnym oczom - Przepraszam... Czy pan to.... Kamil Stoch? - spytał
- Tak - powiedział mąż - A to moja małżonka - Katarzyna
- Dzień dobry - powiedziałam
- Ireneusz , zapraszam - wskazał ruchem ręki, abyśmy  weszli do domu.
Weszliśmy do domu i od razu zostaliśmy zaproszeni do salonu.
- Czego się państwo napiją? Kawy , może herbaty?
- Z chęcią herbaty - odpowiedziałam
- Ja też
- Czarna, zielona, owocowa?
- Czarna - odpowiedziałam jednocześnie z mężem
Usiedliśmy na ogromnej kanapie, a pan Ireneusz na jednym z fotelu na przeciwko
- Basiu, zrób naszym gościom herbatę- czarną!
Wtedy z kuchni wyszła  niska blondynka, ubrana w czarną sukienkę i do tego czarne szpilki ponad 15 centymetrów jak nic! Twarz miała okrągłą, do tego duże, zielone oczy i nosiła okulary.... Wiedziałam, po kim tak podobna jest Patrycja.
- Dzień dobry - podeszła do nas
- Dzień dobry, Kamil Stoch - mój mąż podał rękę
- Barbara Sobczak
- Miło mi
- Mi również
- Katarzyna Witkowska-Stoch - również podałam rękę
- Barbara Sobczak.... Przepraszam.... Czy pani nie jest nauczycielką w szkole naszej córki?
- Patrycję nawet uczę historii. Bardzo zdolna dziewczyna.

Pani Barbara poszła do kuchni, aby przyszykować herbatę
- Co Państwa sprowadza do naszego domu? Naprawdę rzadko się zdarza, aby odwiedzały nasz dom takie legendy sportowe... - zaczął Ireneusz
- Bardzo mi miło - zaczął Kamil - Ale my nie pojawiliśmy się tutaj, aby rozmawiać o sporcie.
- A o czym?
- Chodzi o nasze dzieci - powiedziałam - O waszą córkę Patrycję i naszego syna Piotrka
Wtedy zobaczyłam, że po schodach schodzi Patrycja ubrana w jeansy i białą koszulę
- Dzień dobry.... - stanęła jak wryta
- Dzień dobry - odpowiedziałam jej z Kamilem
- Pani profesor.... Coś się stało?
- Nic poważnego, chciałabym tylko porozmawiać z twoimi rodzicami.
- Dobrze... Muszę gdzieś wyjść.... - powiedziała Patrycja
- Gdzie wychodzisz? - spytała Barbara
- Umówiłam się z koleżankami, przepraszam
I bez słowa wyszła z domu.

*Piotrek*
Siedziałem w tym samochodzie   nie wiedziałem, co mam ze sobą zrobić. Spojrzałem przez szybę samochodu i nagle zobaczyłem.... Czy to była ona? Ubrana w jeansy, białą koszulę i czarną, skórzaną kurtkę.
Wybiegłem z samochodu na przywitanie... Widziałem jej uśmiech i śmiejące się zielone oczy, w które mógłbym spoglądać bez końca. Nie wiem, jak to się stało, ale wręcz rzuciliśmy się sobie w ramiona, przytulając się z całej siły...
- Piotrek.... - dotknęła mojego policzka, a ja aż syknąłem z bólu - To od mojego ojca?
- To nic takiego - westchnąłem
Widziałem, że była wyraźnie zmartwiona
- To moja wina..
- Nieprawda... - powiedziałem... - To nie twoja wina... - i oparła swoją twarz na moim barku.... - Będzie dobrze, zobaczysz  - gładziłem jej włosy swoją ręką
- To wszystko moja wina, to przeze mnie i mojego ojca jesteś w takim stanie, a przyjście twoich rodziców wszystko pogorszy, nawet z domu nie będę mogła wychodzić....
- Chyba, aż tak źle nie będzie - uśmiechnąłem się
- Ale ty nie znasz moich rodziców - i zaczęła płakać
Podniosła głowę, a ja zdjąłem jej okulary i wytarłem kciukami łzy...
- Nie płacz.. - i gdy zauważyłem kolejną łzę, delikatnie pocałowałem płynącą strugę na policzku....
Jej wargi ułożyły się w delikatny uśmiech
- Piotrek.... Co ty robisz?
Jednak nie wiedziałem, co odpowiedzieć.... Objąłem ją w pasie i przybliżyłem ku sobie.
- Nie wiem... - szepnąłem.... - To chyba ty tak na mnie działasz....


*Kasia*
Pani Barbara przyniosła herbatę i usiadła razem z nami w salonie.
- A więc co jest nie tak z naszymi dziećmi? - spytał pan Ireneusz
- Chodzi o wczorajszą sytuację, która  wydarzyła się w pańskim domu - powiedziałam - Widziałam na własne oczy ślad na policzku mojego syna.....
- Takie zachowanie jest niedopuszczalne - wtrącił się Kamil
- Ja wiem jedno, na podstawie moich obserwacji zachowania syna, zrozumiałam, że nasze dzieci mają  się ku sobie, jakby to nie brzmiało, wiem, że oboje boją się powiedzieć temu drugiemu o swoich uczuciach i ciągle słyszę w domu o Patrycji, jako najlepszej przyjaciółce. Wiem, że nasz syn chciał porozmawiać z waszą córką, ale to co się stało wczoraj w tym domu.... Powinno być nawet zgłoszone na policję, my jednak nie chcemy nikomu robić problemów. Chcielibyśmy tylko coś wyjaśnić
Ireneusz nie był chyba przekonany co do mojej osoby, lecz widziałam, że Barbara naprawdę mnie słucha
- Niech pani mówi - powiedziała Barbara
- Jeśli jest to możliwe, proszę , abyśmy i my i państwo nie wtrącali się w życie miłosne i uczuciowe naszych dzieci, aby za te kilka lat nie miały nam za złe, że coś im nakazaliśmy, czegoś nie pozwoliliśmy, choć oni myśleli inaczej. Mają po prawie 16 lat, wasza córka już skończyła, nasz syn jeszcze nie. Pozwólmy, aby sami podejmowali decyzję, z kim chcą się związać na całe życie.....
- Moja mama - zaczął Kamil - Na początku była bardzo przeciwna mojemu związkowi z Kasią, ale każde z nas postawiło na swoim, jesteśmy szczęśliwym małżeństwem, mamy dzieci...
- Mój tata też na początku nie lubił Kamila, twierdził, że jest zbyt lekkomyślny i nie powinien być ze mną, ale ja jednak patrzyłam na Kamila z zupełnie innej strony, lepszej strony. - dopowiedziałam
- Twoi rodzice - zwróciła się Barbara do męża - Też mnie nie polubili, jak mnie przyprowadziłeś do swojego domu
- Więc dobrze państwo wiecie, że prawdziwa miłość przezwycięża wszystko i nie pozwólmy być dla niej przeszkodą, nawet gdy to uczucie naszych dzieci to tylko zauroczenie, czy przyjaźń, nie zniszczmy tego.

Rozmowa trwała w najlepsze, po 10 minutach powiedziałam jednak do Kamila, że dobrze będzie, jak pójdziemy. Wypiłam ostatni łyk herbaty i pożegnaliśmy się z państwem Sobczak.

Wyszliśmy przed ich dom i zobaczyłam, jak przed bramą nasz Piotrek stoi oparty o samochód i obejmuje w biodrach Patrycję.
- Kamil, ty to widzisz? - spojrzałam na męża
- Może pójdziemy przywitać się z synową? - uśmiechnął się
- Kamil! - spojrzałam wymownie na męża
- No co? Byłabyś fajną babcią!
Uderzyłam męża łokciem w bok
- Dopiero co wyszliśmy z pieluch, a Piotrek nie ma nawet 16 lat
- Ale Patrycja już ma
- Dobrze, dziadku.... Zobaczymy jak będziesz się śmiać, jak naprawdę przyjdą do nas z wiadomością, że zostaniemy dziadkami
- To będziemy robić wszystko, aby pokazać wnukowi świat z najpiękniejszej strony
- Wnukowi? Czemu od razu zakładasz, że to będzie chłopak?
- Bo to taka tradycja u Stochów, mój tata był pierworodnym synem, ja byłem pierworodny i teraz Piotrek.
- Jak tak będziesz wyliczał, to dojdziemy, że pewnie pradziadek też był pierworodnym dzieckiem swoich rodziców
-Gdybym pogrzebał przy rodzinnym albumach, to pewnie i bym znalazł.

Gdy mieliśmy podejść do samochodu, zauważyłam, jak Piotrek zdejmuje ręce z bioder Patrycji. Najwyraźniej się nas wystraszył.
Patrycja również. Spojrzała się na Piotrka, uśmiechnęła i wróciła do domu, mijając nas szybkim "do widzenia"
Podeszliśmy do syna.
- Piotrek - Kamil położył rękę na ramieniu syna - Ja jeszcze nie mam 40 lat! Ja jeszcze za młody
- Kamil! - syknęłam do męża
-  Ale o co ci chodzi? - spytał Piotrek
- Nic synku... - powiedziałam do Piotrka i wsiedliśmy do samochodu.

Gdy wróciliśmy do domu, Bronisław pożegnał się z nami, a Piotrek pobiegł prosto do swojego pokoju.
- A co z Piotrkiem? - spytała Wiktoria
- Nie mógł rozstać się z Patrycją  - powiedział Kamil
- A u mnie jutro jest spotkanie z wychowawcą - powiedziała córka
- Jak to? Czemu wcześniej nie mówiłaś? - spytałam
- Zapomniałam
-To jak jest u ciebie, to i też w innych klasach. - powiedział Kamil
- Nie - odpowiedział Karol - U mnie we wtorek
- Przecież jak was odbieram, to nic nauczyciele nie mówią - odezwał się mąż
- Pani mówiła - odezwał się Karol - Ale ty jak zawsze nie słuchasz
Zaśmiałam się
- To ciekawe, kiedy jest u Izabelki. Musisz się spytać jutro....
- A jak z tą wywiadówką? - spytał Kamil
- Jak to co? Ty pójdziesz - uśmiechnęłam się
- Dlaczego ja? Przecież ty masz lekcje do 11:25
-  Ja mam wywiadówkę we wtorek w mojej klasie, mam do sprawdzenia sprawdziany 4 klas i kartkówki 3 klas. Dzisiaj sprawdzę część, a jutro resztę i muszę przygotować wszystko na wywiadówkę.
- A.... - wtrąciła się Wiktoria - I jeszcze jedno
- Co tam?
- Mam 2 tygodnie, aby zrobić kronikę naszej rodziny
- Kronikę? - zdziwiłam się
- Tak
- Kiedy się o tym dowiedziałaś?
- Tydzień temu....
- No to świetnie... - westchnęłam
- Ale po co kronikę? - zdziwił się Kamil, sadzając na kolanach Olusia i Mateuszka. A ja w tym czasie zrobiłam im zdjęcie.
- Nie wiem... - odpowiedziała Wiktoria
- Jak Piotrek chodził, to czegoś takiego nie robił.
- No cóż... - westchnęłam... - Zrobimy!

----------------------------------------------------------------------------


                    kiki2000

Komentarze