Numer 426 - Wakacje, nowy rok szkolny

Na tegoroczne wakacje nie mieliśmy żadnego pomysłu. Kamil chciał całą rodziną zwiedzać Polskę, ale każdemu z nas zawsze coś wypadało i nie mogliśmy wygospodarować 3 dni pod rząd, aby gdzieś wyjechać, dlatego po prostu siedzieliśmy w domu, wychodziliśmy na spacery, do kina, na plac zabaw. Zabraliśmy dzieci do aqua parku.
Piotrek jednak nie chciał zbytnio uczestniczyć w naszych rodzinnych wyjazdach. wolał spędzać ten czas albo na treningu, albo z Patrycją. Spotykali się, aby posiedzieć i pomilczeć...

*Piotrek*

Po sytuacji, która wydarzyła się pomiędzy nami na weselu... Nic już nie było takie jak dawniej. Spotykając się, bardzo rzadko, nie rozmawialiśmy zupełnie o niczym. Potrafiliśmy siedzieć razem na ławce w parku przez 2 godziny i zupełnie milcząc.

W dniu jej urodzin, napisała mi SMS-a, żebym nie pojawiał się pod jej domem, ponieważ dalej jej rodzice nie wiedzą, że jesteśmy razem. Wiem, że brzmi to głupio, że Patrycja potrafiła pojechać na wesele ze mną i w ogóle się tym nie zainteresowali, ale gdyby się dowiedzieli, że ma chłopaka, to bym mogli pożreć ją wzrokiem. Ludzie są naprawdę dziwni...
A więc urodziny Patrycja spędziła w samotności, jej rodzice zapomnieli o święcie swojej córki i pojechali na jakieś spotkanie służbowe, zostawiając córkę samą, po prostu samą. Byłem pod jej domem, ale nie miałem odwagi, aby zapukać, zostawiłem prezent pod drzwiami. Mały bukiecik kwiatów i perfumy.. Zapakowałem wszystko do torebeczki prezentowej i tylko zadzwoniłem dzwonkiem , po czym od razu uciekłem...
Schowałem się za słupem ulicznym i patrzyłem na drzwi jej domu.. Patrycja wyszła przed dom, ubrana w krótkie spodenki i czarną koszulkę , wzięła prezent z wycieraczki i go otworzyła. Przeczytała dołączoną przeze mnie karteczkę z napisem "Kocham Cię najbardziej na świecie. Twój P. " Jej oczy zalały się łzami i wróciła do domu..

Następnego dnia napisałem do niej krótką wiadomość, że wyjeżdżam na zgrupowanie, nawet mi nie odpowiedziała, ani też na wiadomość, że w kolejny weekend będę na zawodach w Niemczech..

Przełamanie  tylko chwilowe nastąpiło jakoś w połowie sierpnia. Wróciłem z jednym zawodów do domu, rodzice przywitali mnie jak zawsze uradowani, mama pogratulowała mi 2. miejsca, zrobiła mi nawet moje ukochane naleśniki.
Po zjedzeniu kolacji poszedłem do swojego pokoju, aby się odświeżyć. Wziąłem szybki prysznic , przebrałem się i wyruszyłem na miasto z kolegami. Chociaż ja byłem jeszcze niepełnoletni, moi znajomi już tak i zafundowali mi 2 piwa. Wracając przez miasto, natknęliśmy się na grupę jakiś dziewczyn. Nie byłem wyraźnie zainteresowany ich towarzystwem do momentu, aż wśród nich stanęła Patrycja. Miała na sobie krótkie spodenki, białą podkoszulkę na ramiączkach i czarną skórzaną kurtkę. Włosy jak zwykle rozpuszczone fruwały jej na wietrze....
Podszedłem do niej i powiedziałem "Hej"
- Cześć - odpowiedziała - Gratuluję podium
- Hmmm. - uśmiechnąłem się - Czyli jeszcze trochę mnie lubisz, skoro śledzisz newsy na mój temat?
- Możemy pogadać? - spytała
- A o czym?
- O nas
- Zawsze - odpowiedziałem
- Możemy się przejść?
- Tak
Zwróciłem się do chłopaków, że zaraz wracam.
- Coś się dzieje? - spytał
- Dużo o nas myślałam i doszłam do wniosku, że nie ma sensu się obrażać
- Nareszcie do tego doszłaś - uśmiechnąłem się
Rozmawialiśmy dość długo, aż w końcu Patrycja złapała mnie za rękę
- Wiesz przecież, że cię kocham
- Wiem - uśmiechnąłem się - Doskonale to wiem.
Po czym bez wahania ją pocałowałem...
- A czy ty kochasz mnie? - spytała z miną bardzo poważną
- Ja za tobą szaleję... - wyszeptałem, po czym znowu wpiłem się w jej usta.
- Ale mi to powiedz - dalej stawiała na swoim
- Co mam ci powiedzieć, że strasznie za tobą szaleję?
- Powiedz mi prosto w twarz, że mnie kochasz
- Kocham cię - powiedziałem - Kocham cię i nie wyobrażam sobie życia z kimś innym
- Piotrek, czy nie uważasz, że nie za wcześnie na takie deklaracje?
- Nie! - byłem pewny siebie i nagle postanowiłem uklęknąć
- Piotrek, jesteś pijany, wstawaj
- Patrycjo... - zwróciłem się do niej tak słodko, jak tylko potrafiłem
- Tak?
- Obiecaj mi, że zostaniesz moją żoną, nie w tym momencie, ale za kilka lat
- Piotrek.... - była strasznie speszona, nie wiedziała co ma mi odpowiedzieć
- Tylko mi obiecaj
- Ja ci nie mogę niczego obiecać, nie wiemy przecież, jak dalej potoczy się nasze życie
- Ale zrozum, że ja chcę być tylko z tobą
- Ja też chcę być z tobą
- To dlaczego mi tego nie obiecasz?
- Piotrek, jesteś pijany. Jak będziesz trzeźwy, to pogadamy
Mówiąc te słowa, odwróciła się na pięcie i poszła w swoją stronę, a ja zostałem sam.

Spotkałem ją później jakoś końcem sierpnia. widzieliśmy się w sklepie, ona była na zakupach z mamą, a ja sam. Mama poprosiła mnie o zrobienie zakupów w drodze powrotnej z treningu. Chciała wykonać kolejne z moich ukochanych dań, czyli spaghetti.
W pewnym momencie zauważyłem ją, jak spacerowała między półkami sklepowymi, idąc krok w krok ze swoją mamą.
Zauważyłem ją, była bardzo dziwna, spuściła głowę i szła tak pomiędzy półkami, przytakując tylko swojej mamie we wszystkim. Stwierdziłem więc, że może powinien zwrócić ich uwagę, ale nie wiedziałem, jak mogłaby zareagować na to mama Patrycji, dlatego postanowiłem chodzić za nimi i gdy w końcu mama Patrycji skręciła w kolejną alejkę, a moja ukochana była kilka kroków za nią, złapałem ją za rękę i przyciągnąłem ku sobie.
- Ciii - powiedziałem, ponieważ byłem pewien, że się wystraszy
- Co ty tutaj robisz? - szepnęła
- Jestem na zakupach, tak samo jak i ty
- Jesteś sam na zakupach? Nie wierzę - uśmiechnęła się
- Czyżbyś na tyle mnie poznała?
- Tak - uśmiech dalej nie schodził jej z ust
- Mama będzie robić spaghetti, wysłała mnie tutaj po produkty.
- Muszę iść, mama zauważy, że mnie nie ma
Już chciała się wyrwać, gdy złapałem ją mocniej za rękę
- Jeszcze coś...
- Co? - spytała
I nagle przysunąłem się jej bliżej i pocałowałem ją delikatnie w usta...
- Kocham cię... - wyszeptałem
- Ja ciebie też.... - uśmiechnęła się jeszcze bardziej i poszła za swoją mamą.



*Wiktoria*
Dla mnie te wakacje nie różniły się w ogóle od poprzednich. Spędziłam je w domu, wychodząc od czasu do czasu gdzieś z rodzicami czy przyjaciółkami. Nic szczególnego nie działo się w moim życiu, aż do pewnego momentu, kiedy to Magda oznajmiła nam, że jest zakochana z wzajemnością.
Pogratulowałam jej z całego serca i razem z Iwoną zastanawiałyśmy się, kim mógł być ten wybranek serca naszej Magdy, jednak ona nie chciała się w ogóle przyznawać do jego tożsamości
- Mój brat Krzysiek też się ostatnio zakochał - powiedziała Iwona - Ale wiesz, w końcu ma 19 lat i to jego pierwsza dziewczyna....
- Pewnie niedługo się dowiemy
- Też mam taką nadzieję, Mateusz postanowił się w końcu oświadczyć Sylwii
- Czyli będziesz bawiła się na weselu - powiedziałam
- Tak, ale wiesz.... Nie wiem, jakie oni mają dalsze plany, Sylwia chce stąd wyjechać, a Mateusz tutaj zostać
-Pewnie to jakoś pogodzą, nie bój się o nich
- Nie boję się, tylko martwię, czyżby mój najstarszy brat miał mnie opuścić?
- Sama mówiłaś, że w domu masz nieciekawą sytuację
Wszyscy się odwrócili od Matiego, kiedy postanowił żyć sam i wyjechał do Poznania na studia. Mama i tata nazywają go Poznaniakiem, "O, Poznaniak przyjechał", babcia się nie odzywa w ogóle, tak samo jak i Szymek z Krzyśkiem.
- Ja sobie nie wyobrażam, aby w moim domu coś takiego miało miejsce, przecież dzieci powinno się kochać cały czas, a nie przestawać, kiedy jedno postanawia wyjechać daleko na studia. Powinni się cieszyć, że chce się uczyć
-Więc od tego momentu Mati przyjeżdża tylko jakieś 3-4 razy do roku, ma przyjechać niedługo z Sylwią i ogłosić, że biorą ślub, chociaż ja wiem to już od kilku dni, ponieważ piszemy ze sobą często
- Chciałabym mieć tak starszego brata
- Nie wystarcza ci miłość Piotrka i Patrycji? - uśmiechnęła się
- Nie, chciałabym mieć naprawdę starszego brata, dużo starszego, a nie tylko 3 lata
- Niektórzy mówią, że taki duży wiek nie jest dobry, ale kto wie, zależy...
-  Myślisz, że Magda się pochwali swoim chłopakiem?
- Mam nadzieję, że tak


Początkiem sierpnia odbył się coroczny koncert "Dni Zakopanego". Ponownie miałam być jedną z artystów tam występujących. Od samego rana szykowałam się więc na koncert.

Założyłam


Włosy związałam w kucyka i tata zawiózł mnie na próby. Magda napisała tylko na naszej grupie, że dzisiaj zobaczymy "wybranka jej serca", więc już nie mogłyśmy się z Iwoną doczekać.

Koncert miał rozpocząć się już o 18:00, jednak prawie pół godziny wcześniej zauważyłam moich rodziców, zajmujących miejsca w 3 rzędzie. Moje młodsze rodzeństwo biegało wokół nich. Piotrka niestety nie było, musiał jechać na zawody.
Mama jak zwykle wyglądała olśniewająco. Przeglądając zdjęcia z  rodzinnego albumu nadal nie wierzę, że od pierwszego zdjęcia rodziców aż do teraz mamie przybyło 17 lat i szóstka dzieci, nie ma nawet ani jednej zmarszczki, wygląda jeszcze młodziej, niż w 2017 roku. Patrząc na tatę, nie mogę jednak tego powiedzieć. Treningi i sport robią swoje, nadal jest wysoki i szczupły, ma swój "kaloryfer", jednak z roku na rok przybywa mu zmarszczek wokół oczu, nie są one zauważalne z daleko, ale ostatnio gdy siedziałam obok niego przy stole, nie mogłam oderwać od nich wzroku, jednak muszę przyznać, że w tej błękitnej koszuli prezentował się cudownie.
Mama również nie mogła ubrać się obojętnie na tę okazję, w końcu nadal w moich oczach jest ikoną stylu.

Uwielbiam w niej to, że potrafi każdego dnia wyglądać olśniewająco, nawet jak pracuje w przydomowym ogródku, kopiąc grządki. Gdy byłam za kulisami, pomachała mi tylko, a ja odmachałam jej i usiadłam przy stoliku...Jeszcze rok temu występowałam na tej scenie, śpiewając piosenki Freddiego Mercury'ego, a Antek pocałował mnie, ale te czasy już minęły. Chciałam zaśpiewać teraz jak najlepiej.

Gdy przyszła moja kolej, weszłam na scenę. Tego dnia miałam wykonać piosenki zespołu Czerwone gitary. Gdy już zasiadłam przed fortepianem zauważyłam w tłumie Magdę i to z nie byle kim... z Krzyśkiem! Bratem Iwony!

Przełknęłam więc ślinę i zaczęłam grać oraz śpiewać.

Ciągle pada
Asfalt ulic jest dziś śliski, jak brzuch ryby,
Mokre niebo się opuszcza coraz niżej,
żeby przejrzeć się w marszczonej deszczem wodzie.
A ja?
A ja chodzę, desperacko i na przekór wszystkim moknę,
Patrzę w niebo, chwytam w usta deszczu krople,
Patrzą na mnie rozpłaszczone twarze w oknie, to nic
Ciągle pada
Ludzie biegną, bo się bardzo boją deszczu,
Stoją w bramie, ledwie się w tej bramie mieszcząc,
Ludzie skaczą przez kałuże na swej drodze.
A ja?
A ja chodzę, nie przejmując się ulewą ani spiesząc,
Czując, jak mi krople deszczu usta pieszczą,
Ze złożonym parasolem idę pieszo, o tak
Ciągle pada
Alejkami już strumienie wody płyną,
Jakaś para się okryła peleryną,
Przyglądając się, jak mokną bzy w ogrodzie.
A ja?
A ja chodzę w strugach wody, ale z czołem podniesionym, żadna siła mnie nie zmusza i nie goni,
Idę niby zwiastun burzy z kwiatkiem w dłoni, o tak!
Ciągle pada!
Nagle ogniem otworzyły się niebiosa,
Potem zaczął deszcz ulewny siać z ukosa,
Liście klonu się zatrzęsły w wielkiej trwodze.
A ja?
A ja chodzę i niestraszna mi wichura ni ulewa,
Ani piorun, który trafił obok drzewa,
Słucham wiatru, który wciąż inaczej śpiewa.
Ciągle pada
Nagle ogniem otworzyły się niebiosa,
Potem zaczął deszcz ulewny siać z ukosa,
Liście klonu się zatrzęsły w wielkiej trwodze.
A ja?
A ja chodzę i niestraszna mi wichura ni ulewa,
Ani piorun, który trafił obok drzewa,
Słucham wiatru, który wciąż inaczej śpiewa.
A ja?
A ja chodzę desperacko i na przekór wszystkim moknę,
Patrzę w niebo, chwytam w usta deszczu krople,
Patrzą na mnie rozpłaszczone twarze w oknie, to nic



Kwiaty we włosach potargał wiatr
Po co więc wracasz do tamtych lat?
Zgubionych dni nie znajdziesz już
Choć przejdziesz świat, wszerz i wzdłuż
Kwiaty we włosach potargał wiatr
Dawno zmieniłaś swych marzeń kształt
I dzisiaj Ty i dzisiaj ja
To drogi dwie i szczęścia dwa
Więc choć z daleka wołasz mnie
Nie powiem: "Tak", nie powiem: "Nie"
Bez wspomnień czasem łatwiej żyć
Nie wraca nic
Kwiaty we włosach potargał wiatr
Wyrzuć z pamięci ostatni ślad
Bo dzisiaj Ty, bo dzisiaj ja
To drogi dwie i szczęścia dwa
Więc choć z daleka wołasz mnie
Nie powiem: "Tak", nie powiem: "Nie"
Bez wspomnień czasem łatwiej żyć
Nie wraca nic
Kwiaty we włosach potargał wiatr
Wyrzuć z pamięci ostatni ślad
Bo dzisiaj Ty, bo dzisiaj ja
To drogi dwie i szczęścia dwa
I szczęścia dwa




Ładne oczy masz. Komu je dasz?
Takie ładne oczy, takie ładne oczy
Wśród wysokich traw głęboki staw
Jak mnie nie pokochasz, to się w nim utopię
W stawie zimna woda
Trochę będzie szkoda
Trochę będzie szkoda, gdy
Utopię się w nim
Powiedzże mi, jak odgadnąć mam
Czy mnie będziesz chciała, czy mnie będziesz chciała
Przez zielony staw łabędzie dwa
Grzecznie sobie płyną. Czy mnie chcesz dziewczyno?
W stawie zimna woda
Trochę będzie szkoda
Trochę będzie szkoda, gdy
Utopię się w nim
Inne oczy masz każdego dnia
Diabeł nie odgadnie, co w nich chowasz na dnie
Przez zielony staw przeleciał wiatr
Po rozległej toni fala falę goni
W stawie zimna woda
Trochę będzie szkoda
Komu będzie szkoda, gdy
Utopię się w nim


Gdy zapłonął nagle świt
Bezdrożami szli przez śpiący las
Równym rytmem młodych serc
Niespokojne dni odmierzał czas
Gdzieś pozostał ognisk dym
Dróg przebytych kurz, cień siwej mgły
Tylko w polu biały krzyż
Nie pamięta już, kto pod nim śpi
Refren:
Jak myśl sprzed lat
Jak wspomnień ślad
Wraca dziś pamięć o tych
Których nie ma
Żegnał ich wieczorny mrok
Gdy ruszali w bój, gdy cichła pieśń
Szli by walczyć o twój dom
Wśród zielonych pól, o nowy dzień
Refren:
Jak myśl sprzed lat...
Bo nie wszystkim pomógł los
Wrócić z leśnych dróg, gdy kwitły bzy
W szczerym polu biały krzyż
Nie pamięta już kto pod nim śpi



Morza szum, ptaków śpiew
Złota plaża pośród drzew
Wszystko to w letnie dni
Przypomina Ciebie mi
Przypomina Ciebie mi
Szłaś przez skwer, z tyłu pies
"Głos Wybrzeża" w pysku niósł
Wtedy to pierwszy raz
Uśmiechnęłaś do mnie się
Uśmiechnęłaś do mnie się
Odtąd już dzień po dniu
Upływały razem nam
Rano skwer, plaża lub
Molo gdy zapadał zmierzch
Molo gdy zapadał zmierzch
Płynął czas, letni czas
Aż wakacji nadszedł kres
Przyszedł dzień, w którym już
Rozstać musieliśmy się
Rozstać musieliśmy się
Morza szum, ptaków śpiew
Złota plaża pośród drzew
Wszystko to w letnie dni
Przypomina Ciebie mi
Przypomina Ciebie mi


Podczas wykonywania tej piosenki zauważyłam, jak rodzice trzymają się za ręce, a mama oparła głowę o bark  taty.. Wyglądali tak romantycznie... Naprawdę się kochali i patrząc na nich, tak bardzo chciałam znaleźć taką miłość w swoim życiu, aby mój przyszły mąż, był taki jak tata, tylko broń Boże, aby był sportowcem, już mama opowiadała o tym, jak tata wyjeżdżał na długie tygodnie...


Na koniec wykonałam jeszcze


Płoną góry, płoną lasy w przedwieczornej mgle,
Stromym zboczem dnia słońce toczy się.
Płoną góry, płoną lasy, lecz nie dla mnie już,
Brak mi listów Twych, ciepła Twoich słów.
Rzuć między nas najszerszą z rzek,
Najgłębszy nurt, najdalszy brzeg.
Rzuć między nas to, co w nas złe,
A ja i tak odnajdę Cię.
Płoną góry, płoną lasy, nim je zgasi zmierzch,
Znowu minie noc, znowu minie dzień.
Płoną góry, płoną lasy, lecz nie dla mnie już,
Brak mi zwierzeń Twych, ciszy Twego snu.
Rzuć między nas najdłuższy lot,
Najskrytszy żal, najgłupszy błąd.
Rzuć między nas, to co w nas złe,
A ja i tak odnajdę Cię.

Po czym odeszłam od fortepianu i się ukłoniłam, schodząc ze sceny zauważyła płaczącą Iwonę, która biegła w stronę domu... Zrozumiałam, że musiała widzieć Magdę ze swoim  bratem.


Przez najbliższe 2 tygodnie nie odzywałyśmy się od siebie. Nie chciałam sama nic pisać, bo wiedziałam, że Iwona czuje się okropnie, widząc, jak jej przyjaciółka spotyka się z jej bratem. Magda też pewnie czuła się źle.... A ja nie wiem, co bym zrobił, gdybym była na miejscu jednej z nich...



*Kasia*
Wakacje skończyły my się szybciej niż zwykle... Czas było wrócić do szkoły, jednak kilka dni wcześniej odbyła się rada pedagogiczna.


Około południa zaczęłam się więc na nią szykować. Założyłam
























Włosy delikatnie upięłam, a na nogi założyłam sandałki... Tego lata w Zakopanem było naprawdę gorąco.
Przed wejściem do szkoły, zaczepiła mnie koleżanka z pracy - chemiczka.
- Cześć - powiedziała
- Cześć - odpowiedziałam
- Nie miałam teraz w ogóle czasu przez te wakacje, ale chciałabym zaprosić ciebie i całą twoją rodzinę na mój ślub, zapraszam wszystkich z pracy. Nie robimy wielkiego wesela, tylko samo przyjęcie dla rodziny, maksymalnie 70 osób.
- Oczywiście, że przyjdziemy. Miałabym nie przyjść nas twój ślub? - uśmiechnęłam się i weszłyśmy do środka

Rada jak to rada, ale gdy w końcu doszliśmy do planu zajęć i spojrzałam na to, ile mam klas... Patrząc na rok poprzedni, odpadły mi cztery klasy czwarte, ale uczyłam ich tylko podstawy, a dokładnie to uzupełnienia historii. Kilka klas , które uczyłam w klasie 3 podstawy nie dostały mnie jako nauczyciela, nie wiem dlaczego.. Doszła mi za to klasa 1a na podstawę, a także  kolejne godziny z rozszerzenia....
 


Z moją klasą to są 4 godziny w tygodniu, klasa 3d i 3e - 5 godzin w tygodniu, a także 4e - klasa maturalna i 7 godzin mojego przedmiotu. Chociaż o tę klasę się w ogóle nie martwiłam. Uwielbiałam ich.... Gdy opowiadałam im o tym, że studiuję, to jeszcze bardziej mnie motywowali... Teraz w tym roku czekała mnie obrona pracy magisterskiej...





Gdy nadszedł pierwszy września, od samego rana w domu była wręcz bieganina. Piotrek ubrany w białą koszulę pojechał do szkoły autobusem. Kamil miał pojechać razem z Karolem, Izą i Wiktorią do szkoły. W końcu to bardzo ważny dla nich rok... Karol ostatni rok ze swoją panią w klasach 1-3, Iza poszła do pierwszej klasy, a Wiktoria do 8...




Kamil pojechał z nimi do szkoły, a ja założyłam






























Do tego założyłam czarne szpilki, a włosy rozpuściłam. Pojechałam do szkoły.  Wchodząc, zauważyłam uczniów klasy już teraz 4e, którzy byli już po rozpoczęciu.
- Dzień dobry! - powiedział do mnie jeden
- Dzień dobry, chłopaki! - podeszłam do nich - Wy już po rozpoczęciu?
- Tak
- I co? Nie macie gdzie iść?
- Niestety nie
- Ja po klubach nie chodzę, ale polecam wam cudowne lody na Krupówkach, kocham tiramisu, a mój mąż smak kinder niespodzianki.
- Jan nie wierzę, że pani po klubach nie chodziła - odezwał się jeden
-Nawet nie miałabym kiedy - powiedziałam - Będąc mamą młodo, trzeba było się poświęcić, ale jak chodziłam do liceum, to bywało się tu i tam - zaśmiałam się - Tylko nie będę wam polecała klubów w Krakowie - uśmiechnęłam się , a oni razem ze mną - Przepraszam was, ale się śpieszę... I do zobaczenia w poniedziałek, mamy ze sobą dwie godziny!



Po czym poszłam do szkoły. Przywitałam się z moją klasą.. Chłopcy wyrośli, a dziewczyny wypiękniały.
- Szkoła proponuje klasom humanistycznym w tym roku szkolnym wycieczki do teatrów i muzeów, jednak wszystko ma swoją ograniczoną liczbę - zaczęłam mówić o projekcie dyrekcji - Zależy od liczby osób, które na pierwszy semestr uzyskają średnią powyżej 4,75, jeśli takich osób będą 4 na przykład, to będziemy mieli 4 wyjścia do takich miejsc, każda klasa będzie miała wyjścia do takich miejsc związanych z ich przedmiotami, które rozszerzają... Jeśli tylko się wszyscy postaramy, to ja już mam w głowie co najmniej dwa takie wyjścia, a nawet i trzy, tylko wiecie... Wszystko zależy od nas.









Po uroczystym rozpoczęciu roku wróciłam do domu.... Piotrek nie był coś w humorze... Dowiedziałam się od Wiktorii, że zobaczył '"coś, czego, nie powinien nigdy zobaczyć"... I już się bałam, co to jest....




--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------




                                kiki2000

Komentarze