Numer 439 - Poród, zakończenie roku szkolnego

Obudziłam się z bólem głowy.. Jednak widok śpiącego obok mnie nagiego męża poprawił mi humor w 100%. Uśmiechnęłam się do niego i pocałowałam go w policzek. Ubrałam się w szlafrok i zeszłam na dół do kuchni. Zaparzyłam sobie kawę i spojrzałam na kalendarz. Przesunęłam o jeden dzień na 26 maja - dzień matki. Uśmiechnęłam się  sama do siebie.
Gdy piłam kawę, przyszedł do kuchni Kamil, ubrany już w koszulkę i dresy.
- Dzień dobry - powiedział i pocałował mnie w policzek
- Dzień dobry - uśmiechnęłam się
- Widzę, że już pijesz -zaśmiał się
- Zrobię ci - powiedziałam i wstałam z krzesła, podchodząc do kuchenki
- Wczoraj - zaczął opowiadać - gdy tata podszedł do mnie i mnie przytulił, to płakał.... I powiedział, że jest ze mnie dumny, z naszych dzieci, że nigdy nie był tak szczęśliwy i ... powiedział, że szkoda, że mama nie może być dzisiaj z nami. Wiesz... Naprawdę tego dnia dosięgnęła mnie taka pustka. Wiem, jacy byli moi rodzice, jak często się kłócili, ale to jednak byli moi rodzice, mama mnie urodziła, razem z tatą wychowała...
Nagle w tym momencie rozległ się dobitny i nerwowy dzwonek do drzwi
- A kto to może być? - spytałam
- Pójdę otworzyć - Kamil podbiegł do drzwi, a w nich stał Maciek Kot, bardzo wystraszony - Maciek, co się stało?
- Agnieszka rodzi, zajmiecie się dziećmi?
- Ależ tak!
- To je przyprowadzę
- To ja do was pójdę - powiedziałam
Założyłam jakieś klapki z przedpokoju i pobiegłam za Maćkiem do ich domu. Agnieszka wiła się na kanapie, a dzieci po prostu na to patrzyły. Wzięłam je za rękę
- Chodźcie, pobawimy się w pokoju, dobrze? Ubiorę cię, Bartuś, bo ty jeszcze w piżamce
- Czemu mama płacze? - spytał Bartek
- Bo źle się czuję, jak was coś boli, to też płaczecie..
Zabrałam ich na górę, Bartuś zaprowadził mnie do swojego pokoju, gdzie go ubrałam
- Ciociu - zwrócił się do mnie Maciuś, mój chrześniak
- Tak?
- Mama wróci?
Aż mnie zamurowało, że dziecko zadaje takie pytania
- Tak, tatuś pojedzie z nią do szpitala i wróci
Ubrałam Bartusia i zabrałam ich do siebie.
Kamil stał przy kuchence i robił jajecznicę. W kuchni był już Piotrek
- Cześć Piotrek! - powiedział Maciek
- Cześć, młody! Cześć, Bartek!
- Chodźcie, do kuchni - powiedziałam - Wujek Kamil robi śniadanie
Spojrzałam się na syna
- A co ty już wstałeś?
- Idę na trening, a potem idę z Patrycją
- A gdzie?
- Jej znajoma ma urodziny...
- To idź, idź..
- Mamo..
- Tak?
- Wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Matki - podszedł do mnie i mnie przytulił - A prezent damy ci, jak Wiktoria wstanie
- Czyli rozumiem, że jak zwykle Wiktoria jest koordynatorką całej akcji  - zaśmiałam się
- Tak, jak zwykle

Po chwili po schodach zszedł Karolek z piżamie. Przywitał się z Maćkiem i Bartkiem i usiadł przy stole
Po chwili zeszła również i Wiktoria z Izą. Piotrek spojrzał się na nią.
- To ja pójdę po Olka i Mateusza - powiedziałam - Już 8:00...
Obudziłam więc synów, poszłam z nimi do łazienki, umyć zęby i ubrałam ich
- Mamy gości - powiedziałam
- Jakich? - spytał Olek
- Maciek i Bartek od cioci Agnieszki - odpowiedziałam synowi
Oluś wyróżniał się od Mateusza, miał gęstsze włosy i miał ich naprawdę więcej, Mateuszek wyglądał "jak zapałka", do tego Oluś był trochę wyższy od brata bliźniaka, Kamil śmiał się, że będzie siatkarzem i nie wiedziałam, że mój mąż jest takim prorokiem

Gdy zeszłam z nimi na dół, Wiktoria podeszła do mnie z fioletowym pudełkiem i razem zaśpiewali mi "sto lat" oraz złożyli życzenia. Wyściskałam ich wszystkich i otworzyłam pudełko, a w środku były czekoladki, wino i dwa kieliszki do wina w kolorze czerwonym.
- Mężu - zaśmiałam się - Kiedy pijemy ...
Po chwili jednak spojrzałam na dzieci i na wino
- Skąd macie wino? - spytałam - Przecież wy jeszcze.... - aż się wystraszyłam
- I znowu wszystko się wydało - zaśmiał się Kamil

Po zjedzonym śniadaniu Karol, Iza, Olek, Mateusz, Maciek i Bartek bawili się wspólnie na zewnątrz. Wyszłam za nimi na taras i ich pilnowałam, Mateusz miał wiele różnych pomysłów i trzeba było go pilnować.
Po obiedzie około 14:00 postanowiliśmy pójść na wspólny spacer. Zrobiliśmy sobie wspólne selfie, które Kamil wstawił na swojego instagrama
"Coś nas chyba więcej :) "

A o 16:00 dostałam wiadomość od Maćka Kota, po której skakałam z radości
"Szczęśliwi rodzice pozdrawiają, mała już śpi, prawie 4 kilo, 52 centymetry"
A kolejną wiadomością było zdjęcie malutkiej dziewczynki, pokazałam zdjęcie mężowi i popłakałam się ze szczęścia
- Widzisz? Dziecko jest zdrowe, żyje!! Żyje!
Pokazałam zdjęcie Maćkowi i Bartkowi
- A to jest wasza siostrzyczka.

Maciek po 18-stej przyjechał do domu i przyszedł do nas, odebrać dzieci
- I jak tam, tatusiu? - spytał Kamil Maćka
- Wszystko dobrze - widziałam na jego twarzy ulgę
- Modliłam się, aby wszystko było dobrze.
- Lekarze nie dawali szans... Byłem na sali, Agnieszka w ogóle nie chciała współpracować.. My nawet nie byliśmy przygotowani, nie mamy nic, kupiłem jakieś ubranka różowe, bo my... naprawdę nie jesteśmy w ogóle przygotowani.. I gdy usłyszeliśmy płacz... Agnieszka się kompletnie rozkleiła. - mówił i pokazywał nam chyba z 10 zdjęć malutkiej córeczki
- A jakie imię? - spytałam
- Nie myśleliśmy o tym.... Musimy pogłówkować - zaśmiał się
- Odwiedzimy was jutro w szpitalu
- Zapraszamy
- Ale zrobiła Adze prezent - powiedział Kamil
- Jak to? - spytał Maciek
- Dzisiaj dzień mamy - powiedziałam
- Naprawdę? W ogóle zapomniałem..
- W takim stresie można zapomnieć... Wyśpij się teraz i widzimy się jutro
- To do jutra - powiedział

A ja nadal nie mogłam uwierzyć, że dziecko żyje, jest zdrowe... Że wszystko z nim dobrze.

Następnego dnia po kościele przyjechaliśmy do domu. Przebrałam się w

Włosy związałam w kucyka, kupiliśmy po drodze trochę ubranek, jakieś pieluchy, dla Agi owoce... Naprawdę najpotrzebniejsze rzeczy, w końcu w ogóle nie byli przygotowani.

Pojechaliśmy do szpitala i weszliśmy na salę.
Agnieszka akurat karmiła małą
- Dzień dobry - powiedziałam
- Powiedz, dzień dobry - uśmiechnęła się do córki Agnieszka, a w jej oczach widziałam łzy
Usiadłam obok niej i położyłam obok prezenty
- Tutaj od wujka i cioci - powiedziałam i dotknęłam małej
Agnieszka dała mi ją na ręce, a Kamil zrobił nam zdjęcie. Wiktoria również ją wzięła na ręce, ale Piotrek się bał
- Nie bój się - powiedziała Agnieszka - Sam będziesz tatą w przyszłości, musisz się przygotować - uśmiechnęła się
Położyliśmy małą spać, a Agnieszka wybuchnęła płaczem
- Nawet nie wiecie, co ja przeżyłam... Ja byłam pewna, że... że to nie ma sensu, ukrywałam się w mediach społecznościowych, aby nikt nie widział, a mamy teraz córeczkę -złapała Maćka za rękę
- Powtarzałam ci, że wszystko będzie dobrze
- Ale ja nie wierzyłam
- Warto jest wierzyć....
Po chwili spytałam
- Macie już imię??
- Nie.... Jeszcze nie
Agnieszka jednak spojrzała się na mnie
- A czy ty przypadkiem nie masz dzisiaj urodzin? - uśmiechnęła się
- A co? Ptaszki ci zaćwierkały?
- A żebyś wiedziała
Przytuliłyśmy się
Agnieszka zrobiła sobie zdjęcie z malutką córeczką, a następnie ja usiadłam obok nich i również mam zdjęcie


Wieczorem w domu, wstawiłam zdjęcie, jak mam na rękach malutką Panią Kot i opatrzyłam tylko opisem "U cioci Kasi najlepiej"
Maciek z Agnieszką nie chcieli jeszcze chwalić się swoim szczęściem, musieli przecież przygotować pokój, przy którym pomagał Kamil. Agnieszka musiała zostać  w szpitalu przez tydzień z racji swojej tarczycy, więc wiedziałam, że panowie sobie spokojnie poradzą. Umalowali pokój na różowo, łóżeczko już mieli.. Kupiłam po drodze z pracy różowy baldachim nad łóżeczko i wywołałam rodzinne zdjęcie Agnieszki, Maćka i ich córeczki i oprawiłam w dużą ramkę prawie 70 na 80 centymetrów i razem z Maćkiem powiesiliśmy je w pokoju małej. Wieczorem pojechałam z Maćkiem na zakupy, kupiliśmy różowy dywan, białą komodę na ubranka, do tego biało-szary bujany fotel, który był idealnym uzupełnieniem pokoju i wózek w odcieniach bieli-szarości i różu.

Gdy Agnieszka wróciła ze szpitala z małą Blanką i weszła do pokoju , aż się popłakała, nad zdjęciem widniał napis wykonany z drewnianych literek na ścianie
"Blanka - 26.05.2035 " - napisany w dodatku ozdobną czcionką i dopiero zdjęciem na tle napisu i obrazu na ścianie państwo Kot pochwalili się, że zostali rodzicami.



Był koniec czerwca. Wiktoria kończyła szkołę podstawową. Było mi miło, że złożyła papiery do szkoły, w której uczę, na profil humanistyczny, złożyła także do drugiego liceum w Zakopanem również na profil humanistyczny i co mnie zaskoczyło, również do technikum plastycznego. Egzaminy napisała znakomicie : język polski 94%, matematyka 90 %, język angielskim 85% i historia na 87%. Byłam z niej naprawdę taka dumna. Razem z Kamilem postanowiliśmy więc w ramach nagrody od nas zafundować biały regał na ścianę, idealnie wkomponowujący się w pokój, miał on zajmować całą ścianę, a także poprosiłam od mojej znajomej ze szkoły listę lektur na rozszerzeniu do klasy 1 i 2 szkoły średniej. Kupiliśmy jej wszystkie książki, a także trylogię w pięknym jubileuszowym wydaniu. Regał dostała od nas dzień wcześniej, ale o prawie 40 książkach miała dowiedzieć się w dniu jej zakończenia roku, czyli dzień wcześniej. Wzięłam sobie wolne w pracy, aby towarzyszyć jej w tym dniu.

Rano po śniadaniu zaczęłyśmy się więc szykować.
Wiktoria założyła

Poprosiła mnie, abym zrobiła jej loki lokówką i delikatnie umalowała. Oczywiście jej beżową szminką, która zajmowała szczególne miejsce na komodzie. Gdy weszłam do jej pokoju widziałam, że prawie 1/4 regału była już zajęta książkami
- Już zapełniłaś?
- Jeszcze zostało mi pudełko książek do ułożenia, ale to jak wrócę, to się tym zajmę
- Jakieś plany na wakacje?
- Kupno książek - zaśmiała się
- To wstrzymaj się dzisiaj z tym kupowaniem
- Czemu?
- Dzisiaj ostatni dzień twojej szkoły, odpocznij sobie od przeglądania internetowych księgarni

Następnie ja ubrałam się

Włosy delikatnie podkręciłam, zrobiłam makijaż, założyłam szpilki i byłyśmy gotowe, aby pojechać do szkoły, Karol i Iza mieli tego dnia normalne lekcje, więc widziałam ich, biegających po korytarzu. Rozpoczęła się akademia. Uczniowie dziękowali nauczycielom i wychowawczyni. Wręczali im kwiaty, uczniowie zaś dostali dyplomy absolwenta, odznaki, a także nagrody książkowe i dyplomy. Wiktoria sama przyniosła chyba z 5 książek. Na koniec uczniowie zagrali skecz i aż mi się przypomniały czasy, kiedy to ja uczyłam w podstawówkach...

Następnie cała klasa zaprosiła nauczycieli, wychowawcę, dyrekcję i rodziców do klasy, gdzie wyświetlili film z ich wspólnymi filmikami czy zdjęciami. Nie zdawałam sobie sprawy, że Wiktoria była aż tak bardzo popularna i lubiana, bo nie było zdjęcia ani filmiku, na którym by jej nie było..
A na koniec był filmik, jak Wiktoria na wf skacze przez skrzynie i wykonała salto i wylądowała jak skoczek - telemarkiem, ktoś dodał podpis "gdy lądujesz, jak Kamil Stoch" - na filmiku rozległy się brawa, a Wiktoria podeszła do kamery i powiedziała
"To już jest koniec, dziękuję wszystkim za uwagę i życzę miłego dnia - Pozdrawiam. Wiktoria Stoch"

Wychodząc z sali zrobiłyśmy sobie pamiątkowe zdjęcia na tle napisu na korytarzu "pożegnanie". Gdy wróciłyśmy do domu, Kamil czekał na nas z dziećmi i pizzą, a ja wyjęłam z przedpokoju ogromne kartonowe pudła wypchane książkami, jako dalsza część prezentu

Wiktoria była naprawdę szczęśliwa.

Następnego dnia odbyło się zakończenie roku szkolnego.
Założyłam rano
Założyłam szpilki, włosy delikatnie podkręciłam i pojechałam do szkoły. Po oficjalnej części z dyrekcją na sali gimnastycznej przeszliśmy do sal. Wręczyłam każdemu uczniowi mojej klasy świadectwa, tylko jedna osoba miała czerwony pasek - była to Lena. Dostała również dyplom za wysokie wyniki w nauce, a także książkę, którą sama jej wybrałam z pomocą Wiktorii kilka dni wcześniej - "Poezje Krzysztofa Kamila Baczyńskiego"

Na koniec Lena poprosiła mnie oto, abyśmy miały razem zdjęcie, potem zrobiliśmy sobie pamiątkową fotografię całą klasą, a już wychodząc dostałam od moich uczniów storczyka.
- Dziękuję wam bardzo - powiedziałam - Już nawet wiem, gdzie go postawię w sypialni - uśmiechnęłam się


-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------



                       kiki2000

Komentarze